O Tolkienie mówi 92-letni zakonnik
Zdanie ojca Joachima Badeniego...
Prezentuję Wam dziś wypowiedź pewnego zakonnika, 92-letniego ojca Joachima Badeniego, który wypowiada się na temat Tolkiena. Podejrzewam (i bardzo mnie to cieszy!), że większość z Was będzie bardzo zaskoczona.
"Na półce w celi – bo nie tylko niewtajemniczeni intelektualiści, ale także ojciec Joachim ma swoją półkę – trzyma Ojciec książkę na pozór daleką od Tomasza czy Eckharta...
Tolkiena odkryłem, będąc kiedyś w Szwecji. Mój brat czytał „Władcę pierścieni”. W życiu zdarza się mnóstwo przypadków, które później wpływają decydująco na naszą egzystencję, na nasz rozwój duchowy czy intelektualny. Przypadkowe spotkanie, przypadkowa książka może zmienić wszystko wokół nas i w nas samych. Przez lata dzień w dzień czytałem choćby kilka stron Władcy Pierścieni, dziś już poniechałem tego zwyczaju, lecz Tolkien nadal mnie urzeka.
Władca Pierścieni to – moim zdaniem – dzieło na wskroś realistyczne. Inne powieści Tolkiena, np. Silmarillion, zdają mi się prozą dość abstrakcyjną. Czytając Władcę Pierścieni, mam wrażenie, jakby pisarz chciał nam pokazać, czym naprawdę jest trawa, koń, fale rzeki, ale zarazem całą tę na wskroś realistyczną rzeczywistość umieszcza w innym wymiarze, czyli konkret opisu Środziemia ma wymiar symboliczno-mistyczny. Tolkien zdołał przekazać nam smak owego innego wymiaru rzeczywistości, która pozornie niczym się nie różni od krajobrazu Skandynawii, Anglii czy Francji: domy i rzeki Śródziemia wydają się identyczne jak tysiące domów czy dziesiątki rzek po tej i po tamtej stronie kanału La Manche. Bohaterów tej powieści otaczają przedmioty typowe, lecz skąpane w absolutnie nieziemskim świetle. To inne światło jest światłem magii. Magia Tolkienowska potwierdza prawdziwość mitu chrześcijańskiego. Pozostając najprawdziwszym mitem, wyraża prawdę chrześcijaństwa, która opiera się na przykazaniu miłości bliźniego, wierze w odwagę maluczkich, przekonaniu o istnieniu zła, które będzie pokonane przez nieulękłych małych ludzi, a stanie się to jakby przypadkiem, bo do końca nikt nie będzie pewien, kto zwycięży w bitwie między siłami jasności i ciemności.
Na pozór może się wydawać to nieco dziwaczne, że fascynacja Tomaszem, Biblią, buddyzmem czy Eckhartem jest w moim życiu równie ważna, jak zachwyt Tolkienem. Na pozór! W istocie nic w tym dziwnego. Tolkien – podobnie Biblia i teologia chrześcijańska – nie wątpi w istnienie Istoty Najwyższej, pokazuje nam raj, pozwala wprost namacalnie dotknąć odwiecznego zła, głosi obowiązek walki z nim środkami małymi i ubogimi oraz przekonuje nas, że słabość może stać się mocą zdolną pokonać zło. Czy podobnego przekonania nie żywił także Mistrz Eckhart, choć swoją wiarę w ubóstwo wyraził innymi słowami? W jego traktatach i kazaniach znajdujemy wszystkie prawdy wiary katolickiej. Eckhart głosił prawdę językiem teologii. Tolkien zaś te same prawdy szkicuje mitycznie."
To bardzo miłe, że i takie zdania są wśród dostojników kościelnych. Przyjemnie jest nie słyszeć kolejnych bzdur o destruktywności magii...
Valaraukar
5.02.2005, 19:42
Myślodsiewnia
Może i masz trochę racji, Fatherze, ale małe dzieci zawsze będą inaczej podchodziły do tych spraw od, chociażby młodzieży. Jakoś wydaje mi się nieprawdopodobne, żeby choćby jedenastoletnia osoba zajęła się wywoływaniem duchów bądź okultyzmem. Co do twojej siostry, Jealithe, to nie dziwię się, że tak podeszła do HP skoro miała tylko siedem lat. Podejrzewam, że tak małe dzieci nie są po prostu gotowe na tego typu lektury, ale pokażcie mi gdzie napisane jest, że HP to książki z serii "poczytaj mi, mamo"? Piszesz, Fatherze: "książka może zrobić niezłe pranie mózgu małym dzieciaczkom..." Małe dzieciaczki nie powinny czytać takich książek, bo wszystko biorą na serio, ale robienie z tego satanizmu to przesada! To zadanie rodziców, aby dzieci czytały odpowiednie dla swego wieku i rozwoju umysłowego lektury, a mieszanie do tego diabła jest zdecydowanie nie na miejscu.
8.02.2005, 11:00Tak, masz rację Fatherze. Mam siostrę, teraz około dziesięcioetnią. Kiedy sama przeczytałam po raz pierwszy Pottera, postanowiłam podzielić się tym z siostrą. Ona wtedy, nie wiem, może sześcio-, czy siedmioletnia, po prostu zachwyciła się tą książką tak, że wydarzenia z niej śniły się po nocach, a kiedy obajrzała pierwszy film przez trzy noce nie chciała spać w swoim pokoju sama. Dopiero później udało się wytłumaczyć jej, że to tylko fikcja, wymysły autorki. Nie wiem, czy teraz zachęcać ją do przeczytania Hobbita...
7.02.2005, 21:50Testo, to może wydawać się śmieszne, ale to może zdarzyć się naprawdę. Valaraukar, od wymachiwania kijem się zaczyna, a co potem? Tablica ou ia czy może ofiara z kotka lub z czasem z dziewicy? Podkreślam, że Tolkiena sam uwielbiam, ale Pottera zalecam czytać tylko rozsądnym ludziom, którzy nie zechcą parać się okultyzmem, bo będą chcieli być tacy jak Potter. Głównie o to mi chodziło.
7.02.2005, 19:30Romen naraziłaś/-eś się Valowi ('tę'). A co, Valu, gdyby dziecko wzięło kij, po czym 'wyleciało' na nim przez okno, hę? Jeszcze by się rozbryzgało na krawężniku, zostawiając urazy psychiczne innym małolatom-przechodniom...
7.02.2005, 17:25Ciekawe zdanie, Fatherze, może dlatego, że na Proroku zwykle czyta się same superlatywy nt. Pottera. Zdziwiłeś mnie trochę, bowiem trudno mi sobie wyobrazić, by książki Rowling mogły komukolwiek zaszkodzić; nawet dzieciom o niewykształconym światopoglądzie. Jeśli takie dziecię weźmie kij i zacznie nim wymachiwać, wrzeszcząc jakieś zaklęcia, nie wydaje mi się, by można nazwać to okultyzmem. Może się zdarzyć, owszem, że dziecko, obejrzawszy w filmie jakiegoś Bezgłowego Nicka bądź inne badziewie, może próbować wywoływać duchy. Ale to skrajność! Takie przypadki, cóż, chyba są rzadkie. Reasumując: nie zdaje mi się, by jakakolwiek książka z tych, o których piszemy na Proroku, mogła nieść destrukcję lub być szkodliwa dla jakiegokolwiek czytelnika. A już szczególnie nie są to utwory Tolkiena :)
7.02.2005, 15:55Całkowicie zgadzam się z powyższą wypowiedzią zakonnika. Jestem osobą wierzącą i czytanie pełnych nadziei utworów Tolkiena dało mi dużo do myślenia i tematów do refleksji. Co do destruktywności magii w świecie Tolkiena, to pełni ona jednak zupełnie inną funkcję i nie jest tam najważniejsza, jak w przypadku książek o HP, które nie przekazują przecież żadnych przesłań i wartości (żeby uprzedzić pytanie: czytałem wszystkie tomy HP i zachwycony przesadnie nie byłem, a "magii pani Rowling" wogóle tam nie czułem). Zresztą ta cała magia w HP polega chyba tylko na wyczarowywaniu kolejnych zer na koncie autorki, która pisze tylko dla kasy, a nie, jak sama ciągle podkreśla, dla fanów i własnej satysfakcji. Właściwie nie dziwię się Kościołowi, że krytykuje HP, bo, primo: nie ma się czym zachwycać, secundo: książka może zrobić niezłe pranie mózgu małym dzieciaczkom, którzy za bardzo uwierzą w magię i zaczną skłaniać swe niewinne duszyczki w stronę okultyzmu i satanizmu. Osoby o wykształconym światopoglądzie niech czytają sobie te książki. Każdy lubi co innego. Mi się nie podobało, Wam z kolei może. Same książki nie są złe. Ale jak mogą wpłynąć na czyny i życie czytelnika, to już inna sprawa.
7.02.2005, 15:20A gdyby tak rozesłać tą wypowiedź po parafiach... :)
7.02.2005, 07:21To ciekawe, Żołnierzyco, bo ja wszystko widzę :*
6.02.2005, 19:18Co tu dużo pisać - są kościelni i kościelni. Wiek nie ma tu aż takiego znaczenia, ważne jest to, co ma się w głowie (oczywiście, to też przychodzi z wiekiem, ale nie jest on najważniejszy). Poza tym, nie można oceniać książki przed przeczytaniem jej, a mogę się założyć, że ci wszyscy księża co najgłośniej krzyczą o szatanie-Rowling ani razu nie przeczytali jej książki.
6.02.2005, 19:17Tak ;) Starsi mówią mądrze, a młodzi za przeproszeniem pieprzą od rzeczy (a przynajmniej często tak jest, oczywiśnie). Smutne a prawdziwe.
6.02.2005, 18:09