"Silmarillion" - sięgając powyżej "Władcy Pierścieni"
Nikt, ale to nikt - włączywszy nawet autora, Johna Ronalda Reuela Tolkiena, nadziwić się nie mógł, że "Hobbit" - niewinna książeczka skierowana do dzieci - odniósł był tak wielki sukces wydawniczy. Zachwycony wydawca zwrócił się więc do pisarza z prośbą o kontynuację, o kolejną książkę; Tolkien przedstawił mu zamysł 'Silmarillionu', jednak nie o to wydawcy chodziło - książka ta przeznaczona miała być dla dzieci, być kontynuacją 'Hobbita'. Po latach wydany został 'Władca Pierścieni', Tolkien jednak o odłożonym projekcie książki nie zapomniał i pisał ją do końca swych dni. Opublikowana pośmiertnie, pod redakcją jego syna, okrzyknięta została "Uzupełnieniem Władcy" i osiągnęła również swego rodzaju sukces, nie tak wielki jednak, jak sam 'Władca'. Cóż jednak, książka jest to głęboka i niebanalna, nie trafiła więc do wszystkich. Zbyt wielu parweniuszy na tym świecie - jeśli mogę wtrącić.
Warto powiedzieć, że "Silmarillion" jest w istocie starszy niż wszystkie inne książki Tolkiena, bowiem to od niego zaczęła się w umyśle Tolkiena kształtować historia Ardy. W "Hobbicie" (wówczas epizodycznie) nieprzypadkowo pojawiły się takie nazwy jak "Moria" (której temat wyjaśniony był we 'Władcy'), postać Elronda (występujący we "Władcy", choć jego przeszłość nie jest opowiedziana) czy Gondolin (opisany właśnie w 'Silmarillionie'). Gdy więc Mistrz rozpoczął pisanie 'Hobbita', nie znalazł się nagle w obcym świecie; prawdopodobnie wtedy znał już świat Ardy doskonale, a wiele spraw Śródziemia było już dawno opisanych na pojedynczych kartkach w notatnikach profesora.
Napisanie 'Silmarillionu' zajęło Tolkienowi całe życie, a i tego nie starczyło mu w istocie; nie dokończywszy bowiem pracy, zmarł. Jeśli "Władca" zajął mu ledwie kilka lat, a jest książką tak wielką, jaką więc może być ta, na którą nie starczyło mu życia?
Po śmierci Tolkiena przed niełatwym zadaniem stanął jego syn, Christopher. Z tych setek opowieści, pojedynczych porozrzucanych kartek, zapisanych do połowy, pomiętych i pokreślonych, wśród których jedna nierzadko przeczyła drugiej - całego tego chaosu, musiał utworzyć jedną spójną książkę. Udało się mu to wcale dobrze, choć czytelnik cały czas musi mieć świadomość, że Tolkien być może wcale nie tak wyobrażał sobie swój "Silmarillion"!
Nie jest w nim zawarta jedna tylko historia, niczym we 'Władcy' czy 'Hobbicie'; zawiera wiele opowieści, począwszy od Wielkiej Muzyki Ainurów, z której wyłonił się świat; poprzez kształtowanie go przez istoty boskie, Valarów, i narodzenie się dzieci Iluvatara, elfów oraz ludzi... kończy się w momencie, gdy powiernicy Pierścienia odpłynęli z Szarej Przystani, możnaby tedy rzec, że w tym samym momencie co 'Władca Pierścieni'.
Opowieść zaczyna się od 'Ainulindale", historii Muzyki Ainurów, z której ukształtowała się cały świat, mający być domem dla Dzieci Iluvatara, i 'Valaquenty', czyli Historii Valarów, Boskich Ardy, powołanych do życia z myśli Stworzyciela. Później następuje 'Quenta Silmarillion', czyli opowieść o Silmarilach, klejnotach, które stworzył elf Feanor i w których zawarty był los Ei; wiąże się ona z wszelką historią Valarów, elfów i ludzi. Wszyscy oni zmagać się musieli z nieprzyjacielem, wszechpotężnym Morgothem, którego sługą zaledwie był Sauron; poznajemy także losy poszczególnych bohaterów, wspominanych lub spotkanych w innych książkach Tolkiena: Thingola i Meliany, Feanora, Galadrieli, Berena i Luthien, Tuora i Turina, Earendila, Elronda...
Kolejny w 'Silmarillionie'jest 'Akallabeth', czyli opowieść o krainie szlachetnych ludzi, Numenorze i jego upadku - do którego walnie przyczynił się były namiestnik Morgotha, majar Sauron; wreszcie, jako ostatnia z opowieści - "Pierścienie Władzy i Trzecia Era". W tej ostatniej objaśniona jest cała historia wydarzeń trzeciej ery, a zatem od pierwszego pokonania Saurona (odebrania mu Pierścienia przez Isildura), poprzez lata spokoju i chwały królestw Śródziemia, nadejście złowróżebnego Cienia, a wreszcie wybuchu Wojny o Pierścień i ostatecznego zmierzchu elfów w Śródziemiu.
Dla mnie "Silmarillion" w większym stopniu aniżeli "Władca" ukazuje geniusz Tolkiena. Jest to książka opowiadająca długą, zawiłą historię świata stworzonego przez autora, a nie tylko poszczególnych bohaterów. O ile wielu czytelników zachwyca się Śródziemiem przedstawionym we "Władcy", o tyle w "Silmarillionie" jest przedstawione o wiele, wiele więcej i jednocześnie znacznie dokładniej - nie jeden ląd wszakże, a cały świat. I to on jest jak gdyby "bohaterem" całej książki, nie zatrzymujemy się przy poszczególnych bohaterach - Valarach, Majarach, elfach i ludziach - na długo. Wielu mówi, że "Silmarillion" to swoista mitologia Śródziemia. Być może tak, choć moim zdaniem jest w nim dużo więcej niż tylko zbiór pojedynczych mitów i legend. Zawahałbym się zanim bym miał nazwać tę książkę "powieścią".
Ktoś, kogo - choćby w najmniejszym stopniu - nie zainteresował "Władca Pierścieni" moim zdaniem nie ma co sięgać głębiej po "Silmarillion". Nie jest to wszakże książka tylko dla tolkienistów, choć podejrzewam, że wielu może znudzić. Przyzwyczajeni przecież jesteśmy do książek o ciągłej akcji związanej z jednym bohaterem, a nie wielkiej opowieści o dziejach świata, niustawicznym zmaganiu dobra ze złem.
Do książki dołączony jest indeks wszystkich nazw własnych oraz pewnych cząstek słowotwórczych w językach Quenya i Sindarin.
Ja osobiście posiadam wydanie z 1980 roku (jedno z pierwszych jeśli nie pierwsze), oczywiście w tłumaczeniu Marii Skibniewskiej (nie wiem nawet, czy są na rynku jakiekolwiek inne tłumaczenia, szczerze powiedziawszy nie znam takowych). Książka ma dla mnie swoją atmosferę, z lekka już pożółkłe i przykurzone kartki dodatkowo dodają jej uroku... i bezsprzecznie jest moją najulubieńszą ze wszystkich, jakie kiedykolwiek przeczytałem. Gorąco zachęcam.
Valaraukar
11.08.2004, 08:41
Myślodsiewnia
Silmarillion to najlepsza książka jaką kiedykolwiek czytałem!
19.01.2005, 20:19"Silmarillion" jest super. pokazuje stworzenie świata z onnej strony niż Biblia i mity
23.10.2004, 19:16ja wlasnie czytam sillmarillion, przeczytalam juz pierwsze 3 historie, teraz zaczynam akallabeth. bez indexu ani rusz! ale ksiazka mnie wciagnela i zafascynowala...
19.08.2004, 01:01Właściwie zabrałam się za "Sillmarilion" (jakżeby inaczej) lecz go nie skończyłam (nie bij!), za bardzo mi przypominał kroniki historyczne i dzieła naukowe (schowaj tego kałasznikowa!)...
16.08.2004, 12:48Hej! Ostatnio wpadlam na trop pewnej ksiazki..."Ostatni wladca pierscienia" autorstwa Yeskova. Wedlug niego, Tolkien nie znal calej prawdy o historii srodziemia i opowiada dzieje wojny o pierscien, widzianej oczami wroga. Ksiazka az trzesie sie od roznych aluzji do WP oraz "wyszukanych" zartow. Chcialbym wiedziec-czy moze ktos zetknal sie z ta ksiazka, a jak tak-co o niej mysli. Prosze o kontakt!
15.08.2004, 15:51Częstość nie równa się ulubieńszości :) Ech...
14.08.2004, 15:23Ja też uważam "Silamrillion" za najlepszą książkę jaką czytałem!! uwielbiam ją...chociaż "WP" czytam częściej:P
13.08.2004, 21:20Thoronnil, że też zawsze musisz każdy błąd znaleźć! Faktcznie, sprawdziłem, mam wydanie z 85, wyd. Czytelnik... :)
12.08.2004, 16:20Bardzo fajne.
12.08.2004, 16:08dobra robota. poprawie jednak dwie niescislosci. >>>>>Gdy więc Mistrz rozpoczął pisanie 'Hobbita', nie znalazł się nagle w obcym świecie; (...)" Tolkien stwierdzil, ze poczatkowo nie laczyl losow Hobbita z Quenta Noldorinwa, dopiero pozniej wpadl na pomysl, aby te historie mialy wspolny swiat. >>>>z 1980 roku pierwszy polski Silm to 1985. moze masz na mysli wyd. II z 1990?
12.08.2004, 13:46