Tolkienowski Paradoks
Na co w Tolkienie natrafić można?
„Wszystkich towarzyszy jednego po drugim zostawiliśmy po drodze. Można by pomyśleć, że to sen, który powoli się rozwiewa.” J. J. Tolkien
Shire i czterech radosnych hobbitów biegających wśród pól...skąpane w promieniach słońca Rivendell i pierwsze spotkanie Arweny i Aragorna…Gandalf pochylony nad księgami i badający historię Środziemia…Legolas tworzący pieśni delikatne jak skrzydła motyla i opiewające czasy, które dla większości istot są już tylko legendą…Boromir cieszący się sławą w królestwie Gondoru…Gimili dzień i noc pogrążony w marzeniach o pięknych, podziemnych pałacach Morii. Tak wyglądało życie każdej z tych istot zanim nieubłagany los sprawił, że spotkali się wszyscy na naradzie u Elronda i utworzyli Drużynę Pierścienia. To zło w okrutny sposób przerwało ich idyllę, świat niczym ze snu w którym dotąd przebywali rozsypał się w gruzy, lecz z drugiej strony to samo zło sprawiło że ich losy nierozerwalnie połączył się ze sobą. Dzięki temu zrodziła się przyjaźń, której blask nigdy nie ciemnieje, przyjaźń pełna poświęceń, przyjaźń która przetrwała śmierć. To swoisty paradoks, że dzięki sile która nigdy nie powinna zaistnieć powstało jedno z najpiękniejszych uczuć. Czyż wyobrazilibyśmy sobie Gimiliego bez Legolasa ? Czy Aragorn byłby tak samo nam bliski gdyby nie jego przyjaźń z hobbitami? Wreszcie to okres wojny był zarazem powrotem do harmonii gdyż odnowiona została przyjaźń między plemieniem krasnoludów i elfów, dawna niechęć poszła w niepamięć. Drużyna tworzyła jedną całość przez cały czas trwania wojny z Sauronem. To dzięki duchowemu wsparciu swych towarzyszy Frodo nie poddał się zmierzają w stronę Góry Przeznaczenia - Orduriny. Ileż to razy Sam wspominał Obieżyświata czy Legolasa, zwłaszcza w tych ciężkich chwilach kiedy jego Pan ulegał niszczycielskiej sile Pierścienia. W imię Froda Aragorn, pozbawiony już niemal nadziei, wypowiedział ostatnią bitwę Sauronowi pod bramami Mordoru z zaledwie garstką dzielnych rycerzy wobec tysięcy orków i innych potworów. Tak, oni wszyscy podejmowali walkę nie tylko dla świata lecz także dla siebie nawzajem. O tej przyjaźni można by mówić godzinami, lecz nie ma to większego sensu gdyż każdy kto czytał dzieło Mistrza Tolkiena zrozumiał ją w pełni. Chciałabym teraz zwrócić uwagę na zakończenie. Pokonanie Władcy Ciemności było przecież oczekiwanym przez wszystkie szlachetne ludy Śródziemna celem. Ziemia zawrzała radością kiedy spoza ciemnych chmur wyjrzało dawno upragnione słońce. Jednak wraz z pokojem kończyła się trzecia Era Świata a wraz z nią rozpadała się Drużyna Pierścienia, wszak to:
„Dziś przyjaciele, na tym wybrzeżu kończy się ostatecznie nasza bratnia wspólnota w Śródziemiu.”
Ich zadanie zostało wykonane, mogli wreszcie powrócić do domów i wraz z resztą ludów Środziemia radować się z kolejnego jasnego poranka. Lecz czy hobbici palący fajkowe ziele przy kominku, Aragon u boku ukochanej Arweny, Gandalf z Legolasem coraz częściej patrzący w stronę morza, dniem i nocą wsłuchujący się w krzyk mew oraz Gimili coraz częściej przebywający u boku przyjaciela osiągnęli pełnię szczęścia, czy wraz z końcem wojny porzucili wszelki smutek? Nie, każdy z nich stanął w obliczu nieuniknionej przyszłości i co gorsza wybór nie należał do nich. Aragorn był chyba jedynym który miał prawo wyboru, ale jakąkolwiek drogę by wybrał zawsze by musiał okupić ją cierpieniem. Oto Szary Pielgrzym wykonał już swoje zadanie i musiał wracać tam skąd przybył zostawiając w Śródziemu to co ukochał najbardziej. Entowie, Elfowie Ludzie, Hobbici, Krasnoludy a wreszcie potoki, lasy, postacie takie jak Tom Bombadil stanowiły nie tylko istotę świata stworzonego z muzyki Ainurów lecz były częścią historii Gandalf. Czwarta zaś Era Świata miała być Erą Ludzi nie jego, gdyż:
„Władza Trzech Pierścieni skończyła się(…) Nadchodzi czas panowania człowieka. Najstarsze Plemię zwiędnie lub odejdzie(…) Trzecia era była moją epoką. Byłem Nieprzyjacielem Saurona, spełniłem swoje zadanie. Wkrótce odejdę.”
W Zatoce Księżycowej czekał na niego statek, który miał zabrać go do Valinoru. Podobny los spotkał wszystkie Elfy. Wyjątkiem była Arwena, która los swój połączyła z losem ukochanego Aragona i wybrała życie śmiertelniczki. W tym miejscu zaczyna się tragedia Aragona. Kiedyś, w będącej jeszcze wielką niewiadomą przyszłości, jedno jest już pewne Król Królów umrze podczas gdy Gwiazda Wieczorna wiele lat jeszcze będzie błąkać się po świecie aż uwiędnie ze smutku, samotne w lasach Lothlorien, co więcej w czasie kiedy nie będzie już tam innych elfów. Aragorn wie, że Arwena nie zobaczy już swojego ojca aż do Końca Dni jak i to, że musi rozstać się ze swoim ludem. Boli go to, ale jednocześnie kocha ją, zresztą ona dawno już dokonała wyboru… Umarłym długie wydają się dni, ileż więc będzie czekał na Arwenę? Tam jest tylko nieskończony wszechświat i dusze które spacerują wśród gwiazd, miliardy lat których nie umieją zliczyć bo czas tam nie istnieje. Frodo, którego rana nigdy się nie zagoi płynie wraz z Gandalfem do Valinoru porzucając Merrego, Pippina i Sama. Taki jest los Powiernika Pierścienia. Legenda mówi co prawda, że Sam również dołączył do niego, ale co z pozostałymi przyjaciółmi? Poza tym ile z tego co zachowało się w pamięci ludzkiej jest prawdziwe, a może na niektóre pytania po prostu nie można uzyskać odpowiedzi… Gimili i Legolas podzielili los Arweny i Aragona tylko że w imię przyjaźni i razem wypłynęli z Szarej Przystani. Gdziekolwiek nie znaleźli by się nasi bohaterowie, w Valionrze czy w miejscu gdzie przebywają dusze po śmierci, nigdy nie osiągną pełni szczęścia. Podobnie jak Aragorn cokolwiek by wybrali będą do czegoś tęsknić, lecz czasami po prostu nie mają innej ścieżki którą mogliby podążyć . Drużyna nie będzie razem aż do czasu gdy dni się wypełnią. Legolas, Gimili, Sam, Frodo, Gandalf i po drugiej stronie Merry, Pippin, Aragorn . Dlatego:
„nie powiem nie płaczcie, bo nie wszystkie łzy są złe”
Kiedy Elfy, Krasnoludy, Ludzie i Bogowie znajdą się razem dopiero wtedy będzie można powiedzieć że Drużyna Pierścienia osiągnęła pełnię szczęścia. A Boromir czyż umierając nie chciał ujrzeć przy swoim boku Froda, czyż nie chciał stanąć przed każdym z osobna i patrząc mu w oczy powiedzieć „odkupiłem swoją winę”? Cóż ciężką karę wyznaczył mu los, wszak Frodo odpłynął do Valinoru. Wydawać by się mogło że Frodo, Gandalf, Legolas, Gimili i być może Sam mogli napić się wody zapomnienia zapominając o wszystkim co przeżyło się na ziemi, ale jaki przyjaciel dobrowolnie wyrzekł by się w ten sposób drugiego przyjaciela, wszak lepiej cierpieć i czekać niż zapomnieć. Zło połączyło te istoty w momencie kiedy mogły żyć w spokoju i szczęściu. Nadeszło w najmniej spodziewanej chwili po to by zrodziła się przyjaźń a wreszcie zniknęło pozostawiając zwycięzcom zarazem szczęście jak i smutek.
Paradoks!
Arwena
1.06.2004, 07:53
Myślodsiewnia
O to chodzi, że gdyby nie wojna to by się ta przyjażń nie zrodziła.
1.06.2004, 16:20no dobra, ale gdzie ty tu dostrzegasz paradoks? oni byli szcześliwi, to nie szczęście ich przyprawiało o ból. ból przyszedł potem niezależnie od szczęścia.
1.06.2004, 15:13Ciekawe, choć właściwie nie wnosi nic nowego.
1.06.2004, 12:52J.R.R Tolkien , a nie "J.J. Tolkien
1.06.2004, 12:24Mi najbardziej żal Arweny, bo moim zdaniem jej los był najcięższy i Aragorna, bo umierał zdając sobie sprawę, że jego ukochana przez uczucie, które ich łączy nie zazna spokoju bardzo długo, będzie cierpieć, jak niewielu cierpiało, aż w końcu umrze, wśród więdnących drzew lasu, w którym się spotkali.... Ale nie wszystkie Elfy odpłynęły. Z tego co wiem Celeborn na przykład został...
1.06.2004, 12:19To świetne opowiadanie! Masz rację, Arweno - to paradoks! Okrutna prawda...
1.06.2004, 10:01