Rudy Dżil i jego pies
Wszyscy ostatnio piszą tylko o "Władcy Pierścieni" - może to i dobrze, ale ja chciałam napisać o Dżillu. Dlaczego?Ponieważ to dzięki niemu poznałam Tolkiena.
Przygoda zaczęła się banalnie: kolejna próba remontu, przemeblowanie, wykopaliska w szafach, stara książka matki...
Wzięłam ją w ręce. "Phi - bajka!" - prychnęłam przeglądając ilustracje i odłożyłam "Na później".
Zaczęłam czytać po pół roku, skończyłam po pół godzinie i...
Padłam na kolana wznosząc hymny pochwalne (naturalnie nienajlepszej jakości, ale trudno, co robić...).
Jako w pewnym sensie altruistka postanowiłam podzielić się szczęściem z moją ówcześnie najlepszą koleżanką, która nigdy nie czytała, nadal nie czyta i prawdopodobnie czytać nie zacznie. Wygłosiłam tysiąc zachwytów nad baśnią (oczywiście w niezbyt kunsztownej formie, ale zawsze) i wróciłam do domu, pewna iż nareszcie ją "nawrócę"...
Tymczasem moja koleżanka (ówczesna) nie miała zielonego, żółtego, ani nawet bezbarwnego pojęcia z której strony "ugryźć" ową książkę, pewną koncepcję miał za to jej pies, rozprawił się z dziełem w pięć minut. Mi rozprawa z koleżanką zajęła pół godziny, od tamtej chwili nie odezwałyśmy się do siebie (i dobrze, gdyby mnie ktoś pytał o zdanie, nie byłyśmy sobie pisane). ;)
To jednak nie jest bynajmniej koniec mojej historii...
Kontynuacja nastąpiła wraz z ukazaniem się filmu "Drużyna Pierścienia", poszłam do kina, przeżyłam traumę, a potem zauważyłam, że wszyscy nagle zaczęli wydawać Tolkiena!
"Sillmarillion", "Hobbit", "Księga zaginionych opowieści", naturalnie "Władca"...
"Hmm" - pomyślałam - "Jeśli dzięki temu wznowią Dżilla, to daruję im wszystko!".
Objechałam całą Warszawę, przejrzałam wszystkie dostępne katalogi - nic...
Znalazłam się w stanie melancholii ciągłej.
Jednak, któregoś zimowego dnia, na przerwie, jedna z koleżanek zaczepiła mnie bąkając:
-Hej ty lubisz tego Tolkiena, nie? Widziałam coś jego przy ***.
-O? - Wyraziłam uprzejme, acz pozbawione entuzjazmu zdziwienie.
-Taa, wiesz, zwróciłam uwagę, bo ja mam psa, a tam w tytule był jakiś pies i...
Naturalnie natychmiast urządziłam jej szczegółowe choć gorączkowe i nieco chaotyczne przesłuchanie, a potem nie zważając na formalności, ocenę z zachowania i, (i bez takich wyskoków) fatalną opinię dyrekcji o mojej skromnej osobie, schwyciłam tornister wylatując ze szkoły oczywiście zapominając o takich drobnostkach jak zmiana butów, czy też założenie kurtki (dla ciekawskich: Tak, potem przez miesiąc leżałam "na grypę") niczym huragan popędziłam do "księgarni obiecanej". Pełna euforii (przedwczesnej) otworzyłam z rozmachem i kawalerską fantazją drzwi już od progu domagając się głosem Walkirii mojego Dżilla.
-Wyszedł dziś rano - mruknęła niechętnie antypatyczna młoda osoba siedząca za ladą patrząc na mnie z dezaprobatą (czyli mierząc wybitnie nieprzychylnym wzrokiem). Otwarły się pode mną przepaście Morii, tętno pulsowało niczym złowróżbne bębny Balroga, nogi ugięły się...
-A kiedy będzie? - Jęknęłam ostatnim heroicznym wysiłkiem strun głosowych.
-Już nie będzie. - poinformowała mnie z uśmieszkiem satysfakcji na swojej upudrowanej twarzy panienka zza lady (ladacznica?).
Porażona przez okrutne fatum, ledwo wstrzymując szloch, rozważając wpadnięcie w chroniczną depresję (dla odmiany), lub bezzwłoczne udanie się do Tworków, wykonałam odwrót w stronę drzwi, na ich framudze ujrzałam kilka zdjęć kotów.
-O jakie ładne. -Mruknęłam odruchowo (sama też mam aryskotratę) .
No, a teraz nie muszę się już rozpisywać, wiadomo: Czarownicom koty przynoszą farta. Po mojej uwadze w panienkę jakby wstąpiło nowe życie, pół godziny opowiadała mi o Pimpku i Pumpce a następnie chwyciła za telefon i za jego pośrednictwem złożyła w wydawnictwie zamówienie na dwa egzemplarze "Dżilla"...
Jeden leży teraz przede mną swą okładką przypominając mi stoczone batalie, drugi - został poświęcony szczytnemu celowi nawracania "nieczytaczy" na drogę przeznaczenia homo sapiens, oczywiście tylko tych, którym Bozia poskąpiła psów.
Ivanka
18.02.2004, 08:07
Myślodsiewnia
Szczerze mówiąc nie czytałam tej ksiązki, ale skoro mówisz że jest fajna to zapytam w bibliotece. :D
18.02.2004, 10:36chciałbym przeczytać... ale nigdzie u mnie nie ma
18.02.2004, 09:49Ja z Tolkieniem spotkałam się w wieku 6 lat, kiedy to siostra miała się mną zajmować kiedy mama była w pracy, a wcale nie miała ochoty, więc wcisnęła mi w rękę "Hobbita" :D Dwa lata później przeczytałam trylogię (obskoczyłam wszystkie biblioteki w okolicy, bo nikt nie miał "Powrotu Króla", w końcu bibliotekarka się zlitowała i pożyczyła z jeszcze innej biblioteki :)). Niedawno dopiero natknęłam się na Dżilla, i choć książka fajna, to i tak nic nie dorówna "Władcy" :)
18.02.2004, 08:33Chyba przeczytam tą książke.
18.02.2004, 08:15