Wiadomosci

Koralina za kurtyną

Magia książek Gaimana ..

Podsyć swą ciekawość...

..zdjęcia z 'Księcia Półkrwi'.

Daniel obraża fanów słowa pisanego?

A to się nam dostało...

Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Tłumaczenia "Władcy Pierścieni"

Jak wiele różnic...

Artykuł ten tłumaczom dedykuję. Wszystkim, obojętnie, czy pracę ich uważam za śmieszną czy genialną;

Jeśli powiem, że tłumaczenie to niełatwy kawałek chleba, nie będę odkrywczym Kolumbem ani Einsteinem. Bo to doskonale wie każdy.
Aby przeczytać książkę w innym niż nasz języku i zrozumieć ją wystarczy dosyć dobra jego znajomość, cierpliwość i... dobry słownik. Jednak gdy mamy dokładnie, zdanie po zdaniu zapisać po polsku choćby stronę, pojawia się już pewien problem. Jakiego dokładnie słowa użyć? Jaka kolejność zdania? Krępuje nas cały czas świadomość, że nie jesteśmy nawet autorami tekstu; mamy tylko go przepisać. A to, że w innym języku, wielu obchodzić nie będzie. Niestety. Tylko ten, kto sam próbował przetłumaczyć dłuższy fragment i nie wstydzić się go potem przed ludzkością, może pojąć, jak trudnym zajęciem jest tłumaczenie. Tłumacz musi doskonale znać oba języki, musi mieć zdolności pisarskie, wiele cierpliwości w poprawianiu swej pracy i... coś więcej.
Jeszcze gorzej jest, gdy przed sobą ma książkę, która okrzyknięta została najchętniej czytaną w całym XX wieku, gdyż pojawia się dla tłumacza nowa, wyższa poprzeczka, ma bowiem świadomość tego, że jego praca będzie bacznie obserwowana przez krytykę i zapalonych czytelników. Nie może sobie pozwolić na nieścisłości bądź zbyt wielką ingerencję w oryginalny tekst - wtedy nazwany zostanie heretykiem, a jego tłumaczenie spocznie w dziale "wyprzedaż".
Mówię, rzecz jasna, o przekładzie "Władcy Pierścieni". W artykule tym postaram się być obiektywny, ale jestem dziwnie spokojny, że mi się nie uda. Ale cóż, spróbować trzeba.
Sądzę, że większość z faktów, jakie przytoczę poniżej, będzie większości z Was znana, jednak ze zwykłego poczucia przyzwoitości napomknę nieco więcej o całej sprawie.

Pierwszą tłumaczką 'Władcy' na język polski była pani Maria Skibniewska w wydawnictwie "Czytelnik". Część pierwsza trylogii ukazała się w roku 1961, dalsze w roku następnym. W tłumaczeniu swoim (moim dosyć skromnym zdaniem) udało jej się utrzymać epicki, baśniowy klimat towarzyszący wszystkim książkom Mistrza. Jej tłumaczenie przez -bagatela- trzydzieści pięć lat było w Polsce jedynym, a to chyba już coś oznacza - nikt nie próbował przeskoczyć poprzeczki, którą samodzielnie zawiesiła. Słowa przez nią przetłumaczone zadomowiły się już na stałe w naszym 'tolkienowskim' języku i często zdarza się, że posługujemy się nimi nawet tego nie zauważając. Było dopracowane właściwie od początku, choć pewne nieścisłości się zdarzały. W końcu powiedziane jest: Nobody's perfect.
 
Poniekąd słusznie, pojawił się pogląd, że jedno tłumaczenie to jednak za mało. Jako następca pani Skibniewskiej objawił się Jerzy Łoziński i wykonał dla wydawnictwa "Zysk i S-ka" własne tłumaczenie. Jednak, gdy w roku pańskim 1996 pojawiła się część pierwsza, "Bractwo Pierścienia", tłumaczenie jego zostało (bez szczególnych, a raczej żadnych) ceregieli obśmiane. Zmienił większość nazw, jakie tylko potrafił zrozumieć i w ten sposób biedny Bilbo Baggins stał się Bilbem Bagoszem a nieświadomi zagrożenia krasnoludowie stali się... krzatami. Krytyka, jaka spadła na broniącego się cały czas Łozińskiego, zmusiła wydawców do skorygowania nieco tekstu i wypuszczenia wydania poprawionego. Choć, jak ludzie powiadają, Łoziński nadal upiera się, że pierwsza wersja była najlepsza. Pokój jego duszy.
W tym miejscu chciałbym zaznaczyć, że być może część zarzutów moich względem p. Łozińskiego jest już nieaktualna, ale jednak jego tłumaczenie nadal -nawet w starej (pierwotnej) wersji- można znaleźć w księgarniach i Empikach, a już na pewno w bibliotekach i domowych zbiorach.

Ostatnio zaś pojawiło się jeszcze jedno tłumaczenie, już znaczenie poważniejsze, państwa Marii i Cezarego Frąców. Nie zdążyłem się na razie przyjrzeć mu dokładniej, ale o ile wiem, jest bardzo przyjemne w czytaniu. Choć wieść niesie, że nie wnosi wiele nowatorstwa.

Teraz, gdy już ustaliliśmy kilka faktów, pozwolę sobie przytoczyć fragment poematu elfów, fragment znany wszystkim tolkienowcom. Kolejne wersje kolejnych tłumaczy.
W hołdzie jednak Mistrzowi, który pewno przewraca się w grobie, zacznę od oryginału. A więc....

Three Rings for the Elven-kings under the sky,
Seven for Dwarf Lords in their halls of stone,
Nine for the Mortal Men doomed to die,
One Ring for the Dark Lord on his dark throne
In the land of Mordor, where the Shadows lie.
One Ring to rule them all, One Ring to find them,
One Ring to bring them all and in the darkness bind them
In the land of Mordor, where the Shadows lie.

Paradoksalnie, fragment ten jest napisany prostym językiem, a wywołuje najwięcej kontrowersji. Zacznę przekłady polskie może chronologicznie, od pani Skibniewskiej i najpopularniejszej wersji:

Trzy Pierścienie dla królów elfów pod otwartym niebem,
Siedem dla władców krasnali w ich kamiennych pałacach,
Dziewięć dla śmiertelników, ludzi śmierci podległych,
Jeden dla Czarnego Władcy na jego mrocznym tronie
W krainie Mordor, gdzie zaległy cienie.
Jeden, by wszystkimi rządzić, Jeden, by wszystkie odnaleźć,
Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać
W krainie Mordor, gdzie zaległy cienie.

Jest to przekład dosyć dokładny w stosunku do oryginału. Przyczepić się mogę i robię to zawsze do "krasnali". Ale w całej trylogii "krasnal" nie zdarza się więcej ani razu, zawsze mamy krasnoluda, w związku z tym może pani Marii chodziło tylko o budowę wiersza. Na szczęście...

Następny w kolejności (do golenia) jest Jerzy Łoziński, u którego mamy dwie wersje; pierwsza zamieszczona w pierwszych wydaniach, popełniona przez samego Łozińskiego, druga, przetłumaczona nie przez samego winowajcę (a miałem być obiektywny...) i zamieszczona w wydaniu, w którym powróciło wiele znanych nam z tłumaczenia Skibniewskiej nazw. Łatwizna jest wszędzie. Ale...

Trzy Pierścienie elfowym władcom szlachetnego miana,
Siedem krzatów monarchom w kamiennych sal koronie,
Dziewięć ludzkim istotom, którym śmierć pisana,
Jeden dla Władcy Ciemności, co trwa na mrocznym tronie
W Mordorze, moc którego zwycięży, nie chciana.
Ten Jedyny, by rządzić wszystkimi, Ten Jedyny, by wszystkie odnaleźć,
Ten Jedyny, by zebrać je wszystkie i w ciemności zespolić więzami
W Mordorze, moc którego zwycięży, nie chciana.

Dla elfich władców pod niebem jasnym Trzy są Pierścienie,
Dla krasnoludzkich podziemnych królów Pierścieni Siedem,
Dziewięć dla ludzi - tych ostatecznym śmierć przeznaczeniem,
Dla Władcy mroku na czarnym tronie jest Pierścień Jeden
W Krainie Mordor, gdzie wiecznej nocy zaległy cienie.
Pierścień Jedyny, by władać wszystkimi, czarem je opętać,
Pierścień jedyny, by wszystkie zgromadzić i w ciemnościach spętać
W Krainie Mordor, gdzie wiecznej nocy zaległy cienie.

Zarówno pierwszy, jak i drugi zmieniają już odrobinkę tekst właściwy; nie ma w nim mowy o "trwaniu" na mrocznym tronie, nie ma nic o nocy, niechcianym Mordorze którego moc jakoby zwycięży ani o "szlachetnym mianie" elfów. Nie mówiąc już o "opętywaniu" pierścieni przez Jedyny, bo to przecież one opętywały właścicieli...
Ale dość o tym, państwo Frącowie niecierpliwą się w kolejce.

Trzy pierścienie dla królów elfickich pod niebem jasnym,
Siedem dla krasnoludzkich władców we dworach kamiennych.
Dziewięć dla ludzi, którym śmierć jest sądzona,
Jeden - Czarnemu Władcy na czarnym tronie
W Mordorze, ziemi, gdzie Ciemność zaległa.
Jeden, by nimi władać, Jeden, by je odnaleźć.
Jeden, by je zgromadzić i wszystkie skrępować
W Mordorze, ziemi, gdzie Ciemność zaległa

Jak widać, jest to przekład dosyć konsekwentny, choć in my humble opinion daleko mu jeszcze do pierwszej wersji. Niemniej nie razi już żadnymi krzatami ani innymi, nie najwyższego lotu, pomysłami. Na wieki wieków.

Teraz jeszcze pora na kilka słów o samych tłumaczeniach. Nie wiem, czy jest sens oferować, że będę obiektywny, bo z tego chyba nic nie wyjdzie... Ale kciuki trzymać możecie i nawet o to proszę.

Maria Skibniewska, jak już wspomniałem, nie ingerowała w nazwy własne. Bilbo Baggins to Bilbo Baggins, Gandalf to Gandalf, Denethor to Denethor. Spolszczyła jednak fonetycznie część nazw - Shelob stała się Szelobą, Celeborn - Kelebornem. Nazwami nam przystępnymi stał się również Wichrowy Czub i Góry Mgliste - to dla przykładu. Z niezrozumiałych jednak względów opuściła wszelkie znaczki nad literami, których w oryginale jest mnóstwo... a jednak. Spolszczyła imiona żeńskie, jak Galadriela czy Arwena (u Tolkiena Galadriel i Arwen) ale uważam to za słuszne - w naszym języku rodzaj żeński ma końcówkę -a, w angielskim nie ma żadnego tej maści wymogu. Dodam tylko, że gdyby nie to, Arwen mógłby z powodzeniem być rycerzem Gondoru, a Aragorn jego ciepłą, domową żoną... Dzięki spolszczeniu wątpliwości nie ma. Na wieki.
 
Jerzy Łoziński - tu już nieco gorzej. Z nieznanych powodów krasnoludy zostały mianowane krzatami. Nie wiem czemu, ale krzat bardziej kojarzy mi się ze Zgredkiem albo płynem do naczyń, a nie walecznym Gloinem z (przekonującym) atrybutem w postaci topora. Nazwiska hobbitów zostały... no, powiedzmy: przetłumaczone. Kilka przykładów podam za chwilę, teraz jeszcze powiem, że wyrzucił precz część końcówek -th (Osgiliath, Minas Tirith) czy może raczej wyrzucił końcowe -h. Moim zdaniem nie jest to właściwe, gdyż nie są to nazwy czysto angielskie, w związku z czym Osgiliat, Minas Tirit czy Eleberet ciekawiej i bardziej tajemniczo i wzniośle brzmi jako Osgiliath, Minas Tirith czy też Elberet. Za to Arwena ochrzczona została fonetycznie: Aruen. Nie skomentuję... Et in terra pax Łozińskus bonae voluntatis.
Nowe wydanie poprawiło kilka powyższych form na normalne. Wzięte z tłumaczenia pani Skibniewskiej... Jednak mało kto już kupuje nowych "Tolkienów" w tłumaczeniu Łozińskiego, kto już miał kupić, to kupił... i się przekonał. Drugiego wydania raczej nie kupi.

O tłumaczeniu państwa Frąców wiele nie powiem, zostawię to innym bądź też odłożę na kiedy indziej. Nie mam możliwości zapoznać się z nim dokładniej - nie moja to wina. Nadmienię tylko tyle, że nie ma w nim prawie wcale zmian nazw własnych, co jest i dobre, i złe jednocześnie. Co kto lubi...

A teraz, obiecana tabelka - bitwa na gołe pięści między mr Łoziński a mrs Skibniewska - mam wrażenie, że i tak wiem, kto ma rację. Pośmiać się zawsze przecież można.

M. Skibniewska            J. Łoziński
Obieżyświat                  Łazik (to taki robot radziecki)
Baggins                         Bagosz (od "bag" - bagaż, torba")
Dziadunio Gamgee       Starzyk Gaduła
Shire                               Włość ("shire" dodawane jest do nazw regionów i hrabstw)
Rivendell                       Tajar
Hollin                             Swent
Lothlorien (Lorien)      Latoloria
Elfy Wysokiego Rodu Elfy Godne
Brandybuck                  Gorzaleń ("brandy" - gorzałka)
krasnolud                      krzat
Arwena                         Aruen (fonetycznie z angielskiego)
Szeloba                          Pajęczyca
Gollum                           Gullum
Samwise                        Półmędrek
Underhill                       Podgórny
Mroczna Puszcza         Sępna Puszcza
Meriadok                      Radostek
Smeagol                         Samduł
Rzeka Entów                 Entyna
Złota Jagoda                 Złotanka
Drużyna Pierścienia     Bractwo Pierścienia (ang. "Fellowship" ma znaczenie "koleżeństwo", "towarzystwo", ale do "bractwa" sporo mu brakuje...)

Pozwolę sobie jeszcze dodać, że Balroga jeszcze nikt nie nazwał (Bogu dzięki) Grozikiem z Przedwiecza... Dreszcze mnie przechodzą na samą myśl, co by się wydarzyło, gdyby pan Łoziński wziął się za tłumaczenie Silmarillionu... brrr... Obecnie robią to za niego inni.

Oczywiście Tolkien napisał nie tylko Władcę. Maria Skibniewska przetłumaczyła tylko trylogię, "Hobbita" i "Silmarillion", pozostałe książki są tłumaczone przez inne osoby - nie ma wśród nich Łozińskiego. Na wspomnienie zasługuje chyba przede wszystkim Radosław Kot, autor przekładu "Niedokończonych Opowieści" i "Księgi Zaginionych Opowieści". Nawiązuje on do przekładu Skibniewskiej i właściwie nie mam do niego żadnych zastrzeżeń, choć zawsze powtarzałem, że jego język jest nieco toporny i nie ma w sobie tyle baśniowości, co ona. Ale cóż - czyż każdy z nas nie mówi innym językiem?

Kończąc już definitywnie te rozmyślania, przytoczę tylko fragment (bo tylko fragmentem dysponuję) listu J.R.R. Tolkiena.

"Przykro mi, że [...] nie odpowiedziałem na list pani Skibniewskiej. [...] Nie jestem w stanie sporządzić dla niej szczegółowych wskazówek. [...] Powinna kierować się ogólna zasadą, żeby jak najmniej tłumaczyć czy zmieniać nazwy. Jak sama zauważa, jest to angielska książka i jej angielskość nie powinna ulec zatarciu. [...] Moim zdaniem nazwiska osób powinny zostać nietknięte. Wolałbym także nie ruszać nazw miejscowych, łącznie z Shire. Sądzę, że najwłaściwszym wyjściem byłoby dołączenie na końcu książki listy nazw mających jakieś znaczenie po angielsku z wyjaśnieniami po polsku."

W ten sposób postąpił (i dzięki mu za to) pan Andrzej Polkowski - zamiast nazwać Harry'ego Harrym Garncarzem albo Harrym Włóczykijem zamieścił mały słowniczek. Niestety, nie wszyscy tłumacze wpadają na ten bardzo dobry pomysł.

Mam nadzieję, że cały ten artykuł skłoni do odrobiny refleksji o tym, czym jest dobry przekład. Bo niewątpliwie niejeden się jeszcze w przyszłości pojawi tłumacz rzucający się w toń "Władcy". Nawet sam mam na to ochotę, gdy tylko podszlifuję jeszcze odrobinę swój angielski. Pojawią się tłumaczenia lepsze i gorsze, bardziej się nam podobające lub mniej, ale chyba najważniejsze jest zachować granicę między gustem, a zwykłym ośmieszeniem. Nie tylko siebie - bo, niestety, zły tłumacz łatwo zniechęcić może do lektury dobrej książki...

Anchriscus
14.02.2004, 19:00

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Dr_Doktor

Sorry za czasami ostre słowa, ale denerwuje mnie jak ktoś w kółko przytacza Bagoszów itp, których juz nie ma. Ja nie mowie o Wyprawach, Gryfach i krasnalach, jak to było pierwotnie u Skibniewskiej(jeden krasnal sie ostał w wierszu o pierścieniach). Natomiast jesli chodzi o styl, to nawet zwolennicy Skibniewskiej uwazają, że jest on po prostu bardzo dobry (przynajmniej ich duża część).Zdania Łozińskiego to nie jest rozrzucona układanka, u niego wszystko "sie klei". U Skibniewskiej nie jestem w stanie przebrnąć przez np. piata księgę WP.

6.04.2006, 22:18
Dr_Doktor

W porywie oszałamiającej inteligencjii znowu przywoływany jest STARY przekład Łozińskiego. Coś ci sie pomyliło z tym językiem Narya. Sztywno-krasnoludkowo-naiwny to jest właśnie styl Skibniewskiej. To jest Fakt. Nawet do pięt nie dorasta Stylowi Łozińskiego. Czytałaś moze ten przekład czy może patrzyłaś tylko na stare nazwy tego w tym tłumaczeniu? Podniosły, baśniowy? Heh, no może, ale w stylu Krasnoludków i sierotki Marysi Konopnickiej. Skibniewska nie czuła tej literatury, stąd jej krasnale, sztywny, dretwy klimat i naiwność.

6.04.2006, 16:53
Narya

jak pisałam o języku - miałam namyśli-OCZYWIŚCIE-język pani Skibniewskiej! żeby nie było wątpliwości.

6.04.2006, 12:47
Narya

zgadzam się w 100% z artykułem!!!co to za nazwy u Lozińskiego?!Starzyk Gaduła?!Latoloria?!nazwy tracą na-że tak powiem-podniosłości!no chyba jest różnica między nazwą "Godne" a "Elfy Wysokiego Rodu" (co oddaje ich-no właśnie-GODNOŚĆ).dla mnie nazwy są bardzo ważne!a język?piękny.właśnie nie jakiś prostacki-z całym szacunkiem dla zwolennkików Łozińskiego-ale właśnie podniosły,opisowy,baśniowy,baaaaardzo ładny i przede wszystkim - moim zdaniem - podobny do oryginału.nie jest męczący,męczyłoby mnie czytanie jakiejś prostej,bezsensownej bajeczki (a na takie wygląda tłumaczenie p.Łozińskiego),którą "Władca" ani żadna inna książka Tolkiena nie jest!no ale możnaby pisać godzinami.Półmędrek...ech..no właśnie,półmędrkiem to jest chyba kto inny ;)

6.04.2006, 12:46
sroka

przepraszam za błąd ale ze skibniewską męczyłam się 2 miesiące!!!!

2.03.2006, 12:02
sroka

skibiewska jest jesnym słowem do banii. buduje dania które niewiadomogdzie sie kończą. zaczynają sie w połowie kartki kończą na końcu. dla mnie to bełkot. nie wiem co ta kobieta zrobiła z tak wspaniałą powieścią... dla mnie ŁOZIŃSKI JEST LEPSZY.nie wiem dlaczego się tak na niego narzeka... weźcie do rąk nowe przekłady bez tych naz jakie na początku wymyślił pan Jerzy i się przekonajcie że on ma po prostu lepszy styl...w jego przekładzie przeczytałam hobbita i 2 części. zajęło mi to 0k 2 tyg. az 3 tomem w tłumaczeniu skibniewskiej męczylam się 2 tygodnie.musiałam wracać po 3 razy bo się gubiłam co ona pisze. jesnym słowem chała totalna!!!

2.03.2006, 12:00
Gal Anonim

Cóż, może i tłumaczenie Łozińskiego nie jest najlepsze, ale trzeba pamietać, że mogło być gorzej. Chociażby Bree mógłby ktoś nazwać Bydgoszczą, a Shire Szwajcarją. I tak Tadeusz był królem Rumunii, a "Ziomkom Obrączki" przewodził czarodziej Grzegorz Szarski, a królem Grecji, pod koniec "Powrotu Możnowładcy" został Antoni. Zawsz mogło być gorzej :)

25.10.2005, 15:12
Nellas

Chcecie jeszcze trochę próbek tłumaczenia p.Łozińskiego? Np.Wichrowy Czub=Świszczowy Wierch, Barliman Butterbur=Chmielko Maślak, Brandy Hall=Gorzy Dwór, a co najlepsze: Tukon=Tuczyn. Bardzo oryginalnie, prawda? A szczerze mówiąc dziwię sie, że p.Łoziński nie wymyślił Grozika z Przedwiecza. No, ale w końcu to całe tłumaczenie nie jest takie złe. Książka nadal czaruje nas, mimo przekładu (no, przynajmniej mnie). Pozdrowienia dla wszystkich tolkienowskich maniaków.

4.10.2005, 17:50
Arwen

Ja w pełni zgadzam się z autorem!

23.09.2005, 19:42
Rodion

Obrzydliwy,skrajnie subiektywny artykuł. Pan Łoziński przełożył książkę na język polski, p. Skibniewska zaledwie ją przepisała nie zastanawiajac się nawet nad znaczeniem nazw własnych. Kolejna sprawa: to nie Łoziński nazwał "Bractwo pierściena"- Wyprawą (z czasem poprawioną na "Drużyna pierścienia"). Co do drużyny to pierwsze słyszę aby jej odpowiednikiem było Fellowship, raczej TEAM. Czyżby p. Skibniewska niewiedziała??? Bractwo to genialne określenie dla grupy bohaterów mającej na celu tajemniczą misję. Krytykować można by jeszcze wiele, lecz niechcę być subiektywny jak autor artykułu. Raczej namawiam do zapoznania się z lekturą, niesugerując się nazewnictwem popularnej ekranicacji władcy.

4.09.2005, 02:41