Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

O wszelkim uczuciu u Tolkiena

Wśród różowoczerwonych baloników?...

Pośród różowoczerwonych baloników, różnokształtnych serduszek tudzież trafionych mniej lub bardziej kartek nie chciałbym dziś prawić długo a zawile o miłości, jaka jest, czemu jest, co ma z nią cymbał brzmiący do czynienia. Dziś pragnę – zakładając obecność jakiejś miłosnej aury wokół nas – skłonić do przeczytania kilku fragmentów przez mistrza Tolkiena napisanych. Bo przecież nie ma nadeń pisarza lepiej umiejącego stworzyć nastrój...

"Wśród opowieści, które do nas doszły z tych lat smutku, są i takie, gdzie płacz miesza się z radością, a w cieniu śmierci nie gaśnie światło. Z tych zaś opowieści najpiękniej po dziś dzień brzmi w uszach elfów historia Berena i Luthien" – rozpoczyna swą opowieść Tolkien; bodaj ze wszystkich fragmentów jego twórczości ten jest uznawany za najpiękniejszy, za największe osiągnięcie kunsztu epickiego – tak urzekający, że po śmierci pisarza i jego żony na ich grobach wyryto te właśnie imiona: Beren i Luthien...

Miłość w twórczości Tolkiena określana bywa czasem mianem "subtelnej", albowiem nie wychodzi prawie (prawie!) nigdy na pierwszy plan. Ani Gandalf, ani Saruman nawet o niej nie pomyśleli (co dziwić nie powinno, z racji ich wieku, profesji i ambicji), z hobbitów ożenił się w sposób widoczny li tylko Samwise, a Sauron bynajmniej nie popełniał swych złych postępków z miłosnych pobudek; elfowie, żyjąc na ziemi przez tysiące lat, stali się w sferze uczuć – pozwólmyż sobie to tak określić – chłodnymi, o krasnoludach w ogóle nie wspominając. Jedynymi, którzy jeszcze dali się porwać namiętności, byli Aragorn i Arwena, ale cóż po ich związku, skoro zawarty został na samym końcu trylogii?

Zdawać by się mogło, że Tolkien był niemal wyprany z uczuć, skoro w jego twórczości tak mało wątków miłosnych. Tymczasem prawdziwy romans kryje się na kartach "Silmarillionu", gdzie pośród rozmaitych opowiadań wynurza się rozdział dziewiętnasty, "Beren i Luthien", stanowiący odrębną, samodzielną opowieść, luźno wpleciony w książkę.

Nie chciałbym dzisiejszej atmosfery (różowej atmosfery?) zakłócać swoimi wynurzeniami. Pozwolę sobie jedynie potraktować tę miłość cytatami: wybrawszy te, które uznałem za najodpowiedniejsze, by zarazem przybliżyć wam uczuciowość postaci stworzonych przez Tolkiena.

Wszelkie cytaty z "Silmarillionu" pochodzą. Wielu nie czytało, wielu nie poznało, a wielu powinno. Na celu mam więc, rzecz jasna, skłonić do przeczytania tegoż arcydzieła...

1. Manwe – Wiatr – i Varda – Ziemia...

Manwe, najmilszy Iluvatarowi, najlepiej rozumie zamiary Jedynego, toteż on miał być, gdy się dopełni czas, pierwszym z Królów Ziemi, władcą całej Ardy i wszystkiego, co na niej istnieje. Manwe z rzeczy ziemnskich najbardziej upodobał sobie wiatr i obłoki, i wszystkie strefy powietrza, od wysokości do głębin, od najdalszego rąbka otulacjącej Ardę Zasłony aż do podmuchów szeleszczących w trawie. Nosi więc przezwisko Sulimo, to znaczy Władający Oddechem Ardy. Kocha wszystkie chyże ptaki o mocnych skrzydłach, one zaś przylatują i odlatują na każde jego skinienie.
U boku Manwego żyje Varda, Pani Gwiazd, która zna wszystkie strefy Ei. Piękności Vardy nie sposób opisać w mowie elfów czy ludzi, bo w jej obliczu dotychczas jaśnieje światło Iluvatara. W świetle jest jej siła i jej radość. Z głębin Ei przybyła, aby pomagać Manwemu; jeszcze przed początkiem Muzyki spotkała i odtrąciła Melkora, który ją znienawidził i lękał się jej bardziej niż wszystkich innych istot stworzonych przez Jedynego. Manwe i Varda rzadko się rozstają i przebywają w Valinorze. Pałac ich wznosi się ponad wiecznymi śniegami, na Oiolosse, najwyższej wieżycy najwyższej na Ziemi góry Taniquetil. Z wyżyn swojego tronu, jeśli Varda jest przy nim, Manwe patrząc na Ziemię sięga wzrokiem dalej niż wszystkie inne istoty, poprzez mgłę i ciemności, nad ogromnym obszarem morza. A Varda, gdy jest przy niej Manwe, lepiej niż wszystkie inne istoty słyszy głosy rozlegające się od wschodu po zachód, od gór i z dolin, a także z ciemności, które Melkor rozpostarł nad pewnymi krainami Ardy. Ze wszystkich Możnych zamieszkujących na tym świecie Varda cieszy się największą czcią i miłością elfów. Nazywają ją Elbereth i wzywają jej imienia pośród cieni Śródziemia, wielbią ją w pieśniach śpiewanych, gdy gwiazdy wschodzą na niebie.


2. Aule – mistrz rzemiosł – i Yavanna – Darząca Owocami...

Aulemu podlegają wszystkie substancje, z których zbudowana jest Arda. Jest kowalem i mistrzem wszelkich rzemiosł, lubuje się w kunsztownej robocie, wykonując z równą biegłością najdrobniejsze przedmioty, jak i olbrzymie budowle. Jego dziełem są drogie kamienie ukryte we wnętrzu Ziemi i złoto, które tak pięknie lśni w ręku, a także ściany gór i baseny mórz.
Małżonką Aulego jest Yavanna, Darząca Owocami. Kocha wszystko, co rośnie w ziemi, i piastuje w myśli wszystkie niezliczone odmiany roślinności, od wielkich jak wieże drzew z pradawnych puszcz, aż do mchu obrastającego głazy i do tajemniczych źdźbeł ukrytych w pleśni. Yavanna między Paniami z rodu Valarów odbiera cześć zaraz po Vardzie. Gdy się ukazuje jako kobieta, jest wysoka i ubrana w zielone szaty, ale niekiedy przybiera inne postacie. Widziano ją wcieloną w kształt drzewa wystrzelającego aż pod niebo, w koronie Słońca; jego gałązki ociekały złotą rosą, a ze zwilżonej nią jałowej gleby zaraz wschodziła zielona ruń zboża. Korzenie drzewa zanurzały się w wodach Ulma, w liściach szeptał wiatr Manwego.


3. Mandos – sędzia wśród Valarów – i Vaire, Tkaczka...

Mandos jest strażnikiem Domów Umarłych i on to zwołuje duchy poległych. Niczego nie zapomina i wie o wszystkim, co dopiero ma się stać w przyszłości, z wyjątkiem spraw, których Iluvatar sam jeszcze nie rozstrzygnął. Jest Sędzią wśród Valarów, lecz feruje wyroki i wymierza kary tylko na polecenie Manwego. Za żonę ma Vaire, Tkaczkę, która wszystko, cokolwiek się zdarza w czasie, wplata w swoje wzorzyste tkaniny i ozdabia nimi sale w pałacu Mandosa, rozrastającym się wciąż, w miarę jak płyną wieki.

4. Irmo (Lorien) i Este...

Irmo jest panem wizji i marzeń sennych. Nie ma w świecie piękniejszego miejsca niż jego ogrody Lorien w krainie Valarów, zaludnione przez liczne duchy. Żona jego, łagodna Este, leczy wszelkie rany i koi zmęczenie. Nosi szarą suknię i obdarza znużonych odpoczynkiem. Nie spotyka się jej za dnia, bo wtedy Este śpi na wysopie pośród ocienionego drzewami jeziora Lorellin. Wszystkie istoty mieszkające w Walinorze czerpią orzeźwiającą wodę ze źródeł Loriena i Este, a nawet Valarowie często w Lorien szukają odpoczynku i ulgi od ciężkiego brzemienia Ardy.

I dwoje, którzy Valarami nie są...

5. Osse i Uinena...

Osse jest wasalem Ulma i włada morzami obmywającymi brzegi Śródziemia. Nie zapuszcza się w głębiny, kocha wybrzeża i wyspy, a także wiatry podległe Manwemu; lubuje się bowiem w sztormach i śmieje się wśród ryku wzburzonych fal. Jego małżonka Uinena, Pani Mórz, rozpościera długie włosy we wszystkich wodach pod niebem. Kocha wszelkie stworzenia żyjące w słonych wodach i wszelkie rosnące tam rośliny; ją to wzywają marynarze, bo Uinena ma władzę uśmierzania fal i ona to powściąga dzikość swojego męża, Ossego.

Tolkien przedstawia pierwsze spotkanie późniejszych władców królestwa Doriathu...

Wśród Majarów mieszkających w ogrodach Lorien nie było istoty piękniejszej, rozumniejszej i lepiej umiejącej czarować głosem niż Meliana. Mówią, że gdy w porze zmieszania świateł Meliana śpiewała, Valarowie porzucali swe zajęcia, ptaki Valinoru przerywały swój radosny szczebiot, dzwony Valmaru milkły, a źródła wstrzymywały swe wody. Słowiki, czyli lomelindi, które Meliana nauczyła śpiewać, otaczały ją, gdziekolwiek się pojawiła. Lubiła głęboki cień wielkich drzew. Przed powstaniem Świata była najbliżej związana z Yavanną, a gdy Pierworodni obudzili się nad jeziorem Kuivienen, opuściła Valinor i zamieszkała na Bliższych Ziemiach, aby przed świtem wypełniać ciszę Śródziemia swoim głosem i głosami towarzyszących jej ptaków.
(...) Wódz Telerich, Elwe, często zapuszczał się w lasy, chcąc w siedzibach Noldorów odszukać swego przyjaciela Finwego; pewnego razu idąc samotnie przez rozświetlony blaskiem gwiazd las Nan Elmoth usłyszał śpiew słowików. Elwe przystanął i nagle czar padł na niego; z daleka, ponad śpiewem lomelin–dich, dobiegł do jego uszu głos Meliany i wypełnił mu serce zachwytem i tęsknotą. Elwe zapomniał o swoim plemieniu i o wszystkich swych pragnieniach; za śpiewem ptaków szedł w cieniu drzew w głąb Nan Elmoth i zabłądził w tym lesie. W końcu jednak trafił na otwartą przestrzeń pod gwiazdami, a gdy wyjrzał z ciemnego gąszczu, zobaczył stojącą na niej Melianę i światło Amanu promieniujące z jej twarzy.
Nie odezwała się ani słowem, lecz Elwe w porywie miłości podbiegł do niej i ujął ją za rękę i w tym samym okamgnieniu taki czar ich ogarnął, że stali na tym miejscu przez długie lata odmierzane obrotami gwiazd nad głowami dwojga zakochanych; ciemne drzewa w Nan Elmoth wybujały wysoko, zanim oni przemówili nareszcie. Tak więc elfowie z jego szczepu szukali swego wodza nadaremnie, aż w końcu Olwe objął władzę i poprowadził Telerich dalej. Elwe Singollo nigdy żywy nie przepłynął morza i nie zobaczył ponownie Valinoru; Meliana także nie powróciła tam, dopóki trwało ich wspólne królestwo; przekazała wszakże rodom elfów i ludzi cząstkę ducha Ainurów, którzy przebywali z Iluvatarem, zanim powołał do bytu Świat. Elwe został później królem, cieszył się wielką sławą, a jego poddanymi byli wszyscy Eldarowie z Beleriandu; nazywano ten lud Sindarami, Elfami Szarymi, Elfami Półmroku, a ich król nosił przydomek Szary Płaszcz, co w mowie tej krainy brzmiało: Elu Thingol. Meliana była królową mądrzejszą niż istoty zrodzone w Śródziemiu; ukryty pałac królewski Menegroth, Tysiąc Grot, znajdował się w Doriath. Meliana użyczyła swemu małżonkowi potężnej władzy, lecz Thingol już przedtem górował nad innymi Eldarami i on jeden wśród Sindarów zobaczył własnymi oczami Drzewa w porze ich rozkwitu; chociaż był królem Umanyarów, nie zalicza się go do Moriquendich, lecz do Elfów Światła, możnych wśród mieszkańców Śródziemia. Z miłości Thingola i Meliany przyszły na świat najpiękniejsze Dzieci Iluvatara, których urody nikt w ciągu wieków nie zaćmił i nigdy nie zaćmi.


Tymczasem dochodzimy do tego, o czymem wspomniał na samym początku: historii o Berenie i Luthien...

"Ballada o Leithian" opowiada, że Beren wszedł do Doriathu na chwiejących się nogach, siwy i zgarbiony, jakby pod ciężarem wielu lat nieszczęść, tak straszne męczarnie musiał znosić w drodze. Lecz błąkając się latem po lesie Neldoreth zobaczył Luthien, córkę Thingola i Meliany, jak wieczorem przed wzejściem księżyca tańczyła na niewiędnącej trawie polany nad Esgalduiną. W rym okamgnieniu Beren zapomniał o wszystkim, co przecierpiał, i wpadł w zachwycenie; Luthien bowiem była najpiękniejsza z Dzieci Iluvatara. Suknię miała błękitną jak pogodne niebo, lecz oczy szare jak gwiaździsty wieczór, płaszcz naszyty złotymi kwiatami; lecz włosy ciemne jak cienie o zmierzchu, jak światło na liściach drzew, jak głos czystego strumyka, jak gwiazdy nad mgławicami świata – takie było jej dostojeństwo i uroda, a twarz jej jaśniała światłem.
Zniknęła mu jednak z oczu, a Beren oniemiał jak urzeczony i długo błąkał się po lasach, dziki i czujny niby zwierz, szukając zjawy.
Nazwał ją w swym sercu Tinuviel, czyli Słowikiem, córką półmroku w języku Elfów Szarych, gdyż nie znał jej prawdziwego imienia. Zobaczył ją znów z daleka jak liść na wietrze jesienią i jak gwiazdę na wzgórzu zimą, ale niewidzialny łańcuch skuwał jego nogi.
Wreszcie o przedwiośniu zdarzyło się na krótko przed świtem, że Luthien tańczyła na zielonym wzgórzu i nagle zaczęła śpiewać. Była to pieśń rześka, przenikająca serce, jak śpiew skowronka, gdy wzlatuje z bram nocy, sięga głosem między blednące gwiazdy i widzi już słońce za ścianami świata. Od śpiewu Luthien pękły okowy zimy, przemówiły ścięte lodem wody, a kwiaty wyrastały z zimnej ziemi wszędzie, gdzie jej dotknęła stopami.
Beren też ocknął się z niemocy i zaczął ją wołać: – Tinuviel! – a lasy rozbrzmiewały echem tego imienia. Luthien zdziwiona zatrzymała się i już nie uciekała przed nim, więc Beren podszedł i gdy spojrzała na niego z bliska, ją także dotknęła moc przeznaczenia i zakochała się w Berenie; lecz gdy wysunęła się z jego ramion i zniknęła mu z oczu w pierwszych promieniach świtu, Beren leżał na ziemi zemdlony, jakby nie mógł przeżyć tyle szczęścia i nieszczęścia w jednej chwili; zapadł w sen jak w otchłań cienia, a gdy się zbudził, był zimny jak kamień, a w sercu czuł pustkę i samotność. Umysł jego błądził po omacku jak człowiek porażony nagłą ślepotą, gdy stara się chwycić rękami utracone światło. Taką udręką zaczynał spłacać cenę losu, który mu przypadł w udziale i w który Luthien także została uwikłana: będąc nieśmiertelną, podzieliła z nim śmiertelność, będąc wolną, przyjęła jego łańcuch i zaznała więcej cierpień niż ktokolwiek z Eldarów.
Chociaż nie miał nadziei, wróciła do niego, siedzącego w ciemnościach, i przed wiekami, w Ukrytym Królestwie, podała mu rękę. Odtąd często go nawiedzała i chodzili tajemnie po lesie we dwoje wiosną i latem, a nikt z Dzieci Iluvatara nie cieszył się nigdy większym szczęściem niż oni, mimo że trwało ono tak krótko.


Jak już wspomniałem, fragment ten uznawany jest szeroko za największe osiągnięcie epiki fantasy; najbardziej baśniowy, niezwykły, urzekający – różniście określany przez czytelników.

Tym, którzy Silmarillionu nigdzie odnaleźć nie mogą, mogę jedynie szepnąć, że szukać trzeba na poema.art.pl.

Wszystkiego najróżowiejszego.

Valaraukar
14.02.2006, 10:07

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

prorok

ZGADZAM SIE Z KOLEżANKą MARIą!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

21.05.2006, 10:56
Marina

mysle ze milosc u tolkiena towarzyszy nam w calej trylogii..., bardzo delikatnie, ale stawala sie xczasem niebezpieczna... arven mogla umrzec gdyby nie aroagorn, gdymy nie zwyciezyl armi mordoru, eovina byla zakochana w aragornie bardzo mocno, o samie i rose nie wspominam, ja mam tez taka wersje co z tylu sa jeszcze inne teksty, historia rodow itp. ludzie sie przez milosc zabijali,

30.03.2006, 17:27
ida

to jest piękne w miłości u tolkiena że jest subtelna i dojrzała nie ma tam młodzieńczych zauroczeń jak u rowling, czy ktos zna adres jakiejs księgarni wysyłkowej gdzie można kupić Silmarilion ?

8.03.2006, 17:48
Nimrodel

Jest jeszcze Eowina i Faramir, jeden z moich ulubionych wątków :)

21.02.2006, 15:27
doominika981

tolkien jest cool!!!!!

20.02.2006, 12:39
Eowina

Wątki miłosne są chyba najczęściej powtarzające się w powieściach. Nie mam żalu do Tolkiena o to, że napisał we Władcy Pierścieni za mało wątków miłosnych. Historia Berena i Luthien chyba wystarcza wszystkim, a zresztą gdyby każdy bohater przez całą powieść myślał o miłość to by nie wyszło nic innego, jak Harlequin. Przynajmniej moim zdanie. Na końcu Władcy są trzy pary o których Tolkien najwięcej wspomina i to wystarczy.

20.02.2006, 12:35
gryfina

boże, tolkien jest geniuszem...

19.02.2006, 20:59
elanorion

A co z historią Tuora i Idril? a skoro miało być o wszelkim uczuciu u Tolkiena, szkoda że nie wspomniałeś o historii Turina Turambara i Nienor.

19.02.2006, 16:18
gwiastka

właśnie... syriusz :D:D:D:D tolkiena przyznam się nie czytałam bo za nim nie przepadam... zaczęłam kilka razy ale nie mogłam dokoczyć :( może spróbuje raz jeszcze z innym tłumaczeniem bo może to była wina tłumacznia a może poprostu ja rozumiem tylko harry'ego pottera :/ który napewno nie jest wymarzonym facetem... :P ja chyba należe do tych nienormalnych co gustują bardziej w czarnych charakterkach książek rowling :D ale syriusza uwielbiam :)

18.02.2006, 15:29
Elfiątko

Oj tak... Miłość w świecie Tolkiena jest piękna i subtelna... A mnie denerwują poglądy feministyczne, mężczyźni są potrzebni temu światu, a że niektórzy zachowują się tak, jak się zachowują to już ich osobista porażka. Ja właściwie narazie żyję tylko literaturą, więc i postaci z książek mają na mnie największy wpływ. ;) Ech ten Syriusz... ^^

18.02.2006, 13:37