Władca Pierścieni – animowana bajeczka
Jak Władcę ekranizowano 30 lat temu...

Fakty:
Premiera światowa: 15.11.1978 r.
Premiera polska: 31.12.1990 r. (moje pierwsze urodziny :–])
Reżyseria: Ralph Bakshi
Produkcja: Nowa Zelandia, USA
Czas trwania: 128 minut

Film ten powstał dość dawno temu, kiedy u nas szalała jeszcze komuna. A jak wie każdy mieszkaniec planety, niedawno powstała ekranizacja, która została cieplej przyjęta przez widownię, pewnie więc niewielu z Was widziało ekranizację z roku 1978; a może warto. Wątpię co prawda, by bajka się komuś spodobała, ale fan Tolkiena może przez nią przebrnąć z samej ciekawości.
Film nie opisuje zdarzeń z całej Trylogii, jedynie większą część z tego, co Tolkien napisał w dwóch pierwszych częściach (brak funduszy). Z racji wieku tej produkcji nie możemy się spodziewać, aby była ona wspaniała pod względem wizualnym; animacja jest, co tu dużo mówić, beznadziejna. Również samo 'narysowanie' niektórych postaci może pozostawiać wiele do życzenia; Boromir przypomina raczej Wikinga, niż męża z Gondoru, Legolas jest ubrany jak wielki pan elficki, a nie jak elf leśny (w końcu w jednej scenie zastępuje Glorfindela), Sam wygląda jak 60–letni dziadek, a Drzewiec jak tłuste drzewo…
Ponieważ reżyser zawarł wydarzenia z dwóch części trylogii w jednym, dwugodzinnym filmie, wielu momentów z książki w tej produkcji nie ujrzymy. Podobnie jak w ekranizacji Jacksona, nie dane nam będzie oglądać Starego Lasu oraz Toma Bomadila i Złotej Jagody. Nie zobaczymy wejścia Drużyny do Lothlórien, wyjścia zresztą też; wiele innych scen jest uciętych podobnie. Braki te jednak nie są rażące i większość wydarzeń ważnych dla fabuły znalazła się w filmie.
Z racji sukcesu, jaki odniosła produkcja Jacksona, ciężko jest o niej nie wspominać, opisując inną (co prawda wcześniejszą) ekranizację Władcy Pierścieni. Bajka jest od filmu znacznie gorsza pod względem graficznym; tu rażą nijakie twarze goblinów, tam fani efektów specjalnych są w zachwycie. Bajka jednak jest lepszą ekranizacją pod względem zgodności z książką, gdyż nie ma tu takich rażących przekręceń, jakich w filmie wiele. Co prawda i tutaj ukazuje się, jakoby elfowie wykuli dziewięć i siedem pierścieni dla ludzi i krasnoludów – nie dla siebie – ale poza tym całość wolna jest od większych błędów (choć tych mniejszych – jak np. to, że drzwi Morii otwierają się z złą stronę – jest całkiem sporo). Trudno jednakowoż porównywać te dwie produkcje. Wszak jedna jest starsza o parędziesiąt lat od drugiej; są to też dwa różne gatunki filmowe, przeznaczone dla odbiorców w innych przedziałach wiekowych.
Reasumując, bajka jest kiepska. Nie dość, że animacja i narysowanie niektórych postaci jest beznadziejna (chociaż na tamte czasy…), to nie ma zakończenia. Jednakże jest dość poprawną ekranizacją: nie pomija żadnych ważniejszych wydarzeń i prawie w ogóle nie wypacza fabuły książki. Z racji, że bajkę tę powtarza się niekiedy w telewizji, może ktoś się skusi na jej obejrzenie; myślę jednak, że zdecydowana większość wolała będzie cieszyć się oglądaniem ładnie wyglądającej ekranizacji o wielu błędach merytorycznych, niźli męczyć się patrząc na – co prawda zgodną z książką – kiepską graficznie bajkę.



[Recenzję popełnił Testo; na pół roku o niej zapomniał Valaraukar; po pół roku zmodyfikował Valaraukar; te piękne trzy fotki wybrał Valaraukar; Valaraukar pragnie także nadmienić, że jednym ze scenarzystów tej bajki był Peter S. Beagle, ur. w 1939 r., kanoniczny pisarz fantasy – bodaj najbardziej znaną jego powieścią jest "Ostatni Jednorożec"; w ogóle Valaraukar jest genialny]
Testo Testinco
20.11.2005, 14:21
Myślodsiewnia
Ależ ja wierzę... Ziri, to czasem leci w TV. Ostatnio było chyba tak jakoś w kwietniu. Val, ile musi mieć najmniej stron opowiadanie, żeby trafić do SF?
20.11.2005, 15:53To prawda, w ogóle Valaraukar jest genialny :P Obejrzałabym to sobie z wielką przyjemnością, ale to raczej nierealne... skąd miałabym to wziąć? Tak czy inaczej, widowisko pewnie nie lepsze od ekranizacji Pottera :)
20.11.2005, 15:09Ja się nie zgadzam ze stwierdzeniem, że film jest marny. Obejrzałam go kilka razy i uważam że owszem, niektóre postaci są niezbyt dobrze narysowane, ale ogólnie jest fajny. Nie wiem czy ktoś zauważył, ale niektóre widoczki są w PJ-owskim filmie prawie identyczne jak w rysunkowym.
20.11.2005, 15:05Powtarzaj sobie przed snem, to w to uwierzysz :)
20.11.2005, 15:00Miałam "przyjemność" oglądać. Nawet parę razy. Grafika rzeczywiście jest... hm... brzydka, postacie nienajlepsze (Aragorn to podstarzały facio, bez zarostu, jakiś taki dziwniasty) i trudniej zrozumieć parę wątków - moim zdaniem sporo niedomówień. Maniacy przetrwają jednak taką bitwę. Nie ma co bajki porównywać z filmem - różnią się diametralnie. V. genialny? Jasne... :)
20.11.2005, 14:54