Drogi raz połączone ja niniejszym rozdzielam – niech Prorok trwa bez Valaraukara! Cursum perficio.
Z pewnością wielu roześmieje się, gdy przeczyta, że niegdyś Prorok stanowił całe moje życie. Idąc do szkoły, myślałem o Proroku. Wracając również. Zafascynowany byłem potęgą tekstu, tekstu wyrafinowanego i dowcipnego zarazem, jaki można stworzyć i przedstawić tysiącom czytelników. Moje marzenia o występowaniu na scenie w masce spełniały się. Oto to, co tworzyłem, wystawiane było dla ludzi, podczas gdy ja sam pozostawałem gdzieś za kotarą.Nie będę nawet ukrywał, że to fascynacja popychała mnie do pracy. Nie ta jedna fascynacja. Prorok był dla mnie zaczątkiem wielu fascynacji, mniejszych i większych, spełnionych bardziej lub mniej – jak to z fascynacjami bywa. By jednak nie zanudzać swoją pożałowania godną historią, powiem tylko, że w którymś momencie zdawało mi się, iżbym bez Proroka przeżyć nie mógł. Groźby zniknięcia tego portalu z sieci nie chciałem w ogóle brać pod uwagę.
Wszyscy głupi byliśmy za młodu.
Nigdy nie przeczyłem, że mam raczej trudny do zniesienia charakter. Lubię ludzi krytykować i poprawiać, wtrącać swoje trzy grosze i brać ster w swoje dłonie, byleby tylko nie musieć oglądać partactwa i nieudolności. Ha! Wyobraźcie sobie tylko, ileż wycierpieli przeze mnie innie redaktorzy, nieustannie szykanowani, (niekoniecznie słusznie) krytykowani i traktowani, jakby zajmowali niziny zdolności redaktorskich. Czytelnicy, których moja bufonada nie bawiła, też z pewnością umiarkowanie dobrze się bawili. Co oczywiście nic nie zmienia, bom jest zbyt nadęty, by na takie szczegóły zwracać uwagę.
Nigdy nie ukrywałem swoich poglądów. Nie wspomnę nawet, jakże Redaktor Naczelny musiał wielokrotnie grozić mi usunięciem z Proroka. Nie wahałem się naskoczyć na pirackie tłumaczenia Harry'ego Pottera, mimo że w ten sposób straciłem w oczach wielu cały swój autorytet. Bynajmniej nie przeszkadzało mi to! Nie chciałbym mieć autorytetu niesłusznie z własnym sumieniem.
Jest sierpień 2006. Wiele czasu minęło, odkąd się tu zjawiłem. Wielokrotnie wyobrażałem sobie koniec. Czekałem. Może zostanę usunięty. Może to Prorok zniknie, a ja wraz z nim. Może nadejdzie czas, gdy trzasnę biczem i zawołam: "Liberum veto!" (a nie byłoby to bez precedensu). Gdy z Proroka się mnie usunie, nie zamieściwszy nawet wzmianki.
Dziś już chyba jawi mi się mój koniec.
Wielu pomyśli, że odchodzę z powodu konfliktów redaktorskich. Nie przeczę, że takowe były. Nigdy by mnie jednak do odejścia nie popchnęły.
Wielu pomyśli, że odchodzę z powodu braku czasu. Nigdy go nie miałem za dużo. W zasadzie nie wiem, czy go w ogóle miałem.
Wielu pomyśli, że odchodzę z powodu otrzymania lepszej oferty. Nigdy nie otrzymałem takiej, którą bym uznał za wspanialszą od posady redaktora na Proroku.
Wielu pomyśli, że odchodzę z powodu własnych ambicji. Zawsze były za wysokie. Kto wie, boję się zaprzeczać.
Sam nie wiem, czemu odchodzę. Wiem jednakowoż, że to właśnie na mnie nadszedł teraz czas. Niebezpiecznie byłoby przeciągać to, co wcale naciągane być nie chce. Prorok biegnie naprzód, podczas gdy ja już nie nadążam. Dyszę ciężko, oj tak!
Strefa Fikcji stanie się ponoć działem, w którym redaktor naczelny nie będzie bynajmniej nieodzowny. Pozostałe działy poradzą sobie beze mnie tak samo, jak radzą sobie obecnie ze mną. Zabieram temu portalowi wiele swobody, na którą zasługuje. Nie chciałbym już więcej wchodzić komukolwiek w drogę. Tutaj potrzeba młodej krwi! A nie mojego zgnuśniałego zeroerhaplus.
Żegnam się teraz z uśmiechem i – chciałbym to podkreślić – bez żalu do kogokolwiek o cokolowiek. Dziękuję serdecznie wszystkim! Za wszystko! Wiem, że jedni mnie lubią, inni zaś nienawidzą. I słusznie!
Wiele było już głośnych rozstań z Prorokiem. Nie chciałbym popełniać błędu i zrywać z hukiem, obrażać się i uciekać. Robię krok w tył. Czas już zstąpić z piedestału.
Oto to, co przez tak długi czas wyobrażałem sobie!
Od dziś nie jestem już zapewne redaktorem Proroka. Za takiego się nie uważam. Strefa Fikcji nie ma redaktora naczelnego, podobnie jak wszystkie inne działy, którym patronowałem.
Rzutem oka w przyszłość niewiele się zobaczy.
Nie chciałbym żegnać się ani łzawo, ani wyniośle. Mówię więc wszystkim: "Serdeczne dzięki".

Nie przechodzę do żadnego innego portalu. Nie zakładam też własnej strony. Może kiedyś znajdę na to czas i ochotę; może w jakimś ustronnym zakamarku umieszczę moje teksty, by ci, którym one przypadną do gustu, mogli zakosztować dzięki nim krztyny przyjemności. Nigdy już jednak, mam przynajmniej taką nadzieję, nie dodam tekstu do Proroka Sieciowego. Wniósłbym zbyt ciężkie piętno przeszłości, by tak rzec. Podobno mamy iść naprzód. Za parę lat może dogonię. Nie wiem.
Tym, którzy po mnie zostają, oddam do dyspozycji jakiekolwiek moje teksty, które posiadam lub posiadać będę. Mam nawet opowiadanie, które chciałbym kiedyś ujrzeć w Strefie. Nie ode mnie to jednak już zależy. Nie jestem przecież chyba redaktorem Proroka.
Przepraszam redaktorów, że opisem swojego pożegnania tak się rozepchnąłem na stronie głównej. I zapewniam, że jeśli coś napiszę – a napiszę, bo książek nie przestaję czytać i wciąż chciałbym się swoimi wrażeniami z ludźmi dzielić – wyślę to do redakcji Proroka. I kto wie, może nawet moje teksty zostaną opublikowane. Autorem ich jednak nie będzie Valaraukar, redaktor. Najwyżej Valaraukar, daleki czytelnik i obserwator, i krytyk. Czytelnik jak każdy inny. Obserwator, który właśnie tu i teraz schodzi ze sceny, by ukryć się gdzieś daleko w loży i odtąd nosić Proroka jako wspomnienie tego, co było.
Valaraukar, były redaktor
12.08.2006, 21:45
Myślodsiewnia
Elo, prorokowa bracio (dobrze odmieniłam?)! Tak sobie tu weszłam, bo przypomniały mi się stare dobre czasy, kiedy to weszłam na Proroka po raz pierwszy. Ech, fajno wtedy było, takie dyskusje ciekawe i nie było sposobu poczuć się samotnym, tak jak teraz... Nie chodzi mi oczywiście o Myślodsiewnię, mówię tak ogólnie. Co tam u was, jak się czujecie? Jak wakacje? <płacze> Ech, chyba sobie musze przeczytać Susan Sidwell, chyba mam rozstrój wewnętrzno-psychiczny... :(
17.08.2006, 19:52A gdzież się podziały przecinki w mojej wypowiedzi?? A wielka litera?? Skandal.
17.08.2006, 17:33dawno nie czytałem tu myślodsiewni i nie mam czasu jak i ochoty czytac wszystkiego. Powiem tylko tyle że dla mnie Val był osobą godną naśladowania.
17.08.2006, 17:32Miło mi, że mnie nie zapomnieliście doszczętnie :) Jak widać żyję jeszcze, czasem coś stworzę i ogólnie rzecz biorąc staram się powrócić do równowagi psychicznej sprzed pobytu na Uniwersytecie Życia, jakim było moje LO.
17.08.2006, 16:24Chyba jedno i drugie... ;)
17.08.2006, 11:29Panów z PWN-u czy Valaraukara??;)
17.08.2006, 11:25Bluźnisz.
17.08.2006, 11:18Anastacia śpiewa właśnie "Sick and tired", wspaniale odzwierciedla to moje uczucia w kierunku panów z PWN-u.
17.08.2006, 10:28Wiem, że to twierdzenie takie jest, dlatego też dodałem dopowiedzenie w kwadratowych nawiasach. A co do Mai, wystarczy spojrzeć do Panów Z PWN-u, a oni jak zawsze autorytarnie wyrokują.
17.08.2006, 09:33Twierdzenie, że mam sumienie, jest szczytem naiwności. Osobiście wolę "Mai", choć właścicielka imienia nie uważała tego za poprawne.
17.08.2006, 08:44