|
|
|
Magazyn |
Prorok.pl > The Quibbler > Artykuły:Żongler na tropie, czyli krótkie studium odpowiedzialności ojcowskiej.
Problem patologicznych rodzin jest niesłychanie częstym schorzeniem w naszych czasach. Ostatnimi czasy wiele słyszy się zwłaszcza o matkach, które porzucają swoje nowo narodzone dzieciątka w kubłach na śmieci.
Wielki rozgłos mają też rodziciele katujący swe - zazwyczaj nieco starsze już - pociechy w sposób co najmniej brutalny.
Zdaję sobie sprawę, że to, co teraz napiszę zabrzmi w pierwszej chwili nieco dziwacznie.
Niemniej jednak niespodziewanie właśnie my - MY, Prorokowicze! - staliśmy się ofiarami ojcowskiej przemocy!
Prorok katowany jest od sierpnia ubiegłego roku. Ma liczne sińce pod postacią śmiertelnej bladości strony oraz niezdrowe wypieki objawiające się źle umieszczanymi artykułami. Najpierw maltretowany, następnie porzucony, znajduje się obecnie w opłakanym stanie.
Wszyscy znają odpowiedź na pytanie, kto jest za to odpowiedzialny.
Powstaje jednak kwestia, nad którą łamią sobie głowy wszyscy Prorokowicze. Rodzi się całe mnóstwo spekulacji, domysłów i teorii spiskowych, których celem ma być zaspokojenie wciąż nurtującego nas problemu:
GDZIE SIĘ PODZIAŁ KRWAWY BARON - NASZ WYRODNY TATUŚ??
Czyżby jeszcze nie powrócił ze zlotu ekumenicznego w Świętej Lipce? Może nie zdaje sobie sprawy z upływającego czasu i w dalszym ciągu mitręży czas na tłumaczenie „Harry Potter a Dary Smrti” w zaciszu domowej bimbrowni? Czyżby jego umysł zaprzątnęły sprawy komitetu blokowego, którego, jak donosi nasz tajny korespondent, został wybrany przewodniczącym? Może po swoim niezwykle odważnym oświadczeniu na Proroku po prostu boi się tam wrócić?
Jakby nie było, nasze źródła donoszą, że znajduje się daleko poza granicami naszego ojczystego kraju. Niedawno widziano go w Albanii, w wiosce odciętej od cywilizacji i dobrodziejstw sieci internetowej. Pani Anjola Gjoncaj zarzeka się, że widziała go krążącego po wiosce z jakimś dziwnym metalowym prętem zawiniętym w kółko. Po kilku dniach, wedle relacji tejże kobiety, zakupił czarną perukę i wyżłobił sobie na czole bliznę w kształcie błyskawicy. Po tygodniu kazał zwracać się do siebie per Harry. O czym może to świadczyć?
Nie skupiajmy się jednak na takich drobnostkach, jak wątpliwe relacje niepewnych świadków i ich problemy psychiczne. Pytanie brzmi: czym była spowodowana ucieczka KB, znanego szerszemu gronu jako Kilobajt?
Przypomnijmy wydarzenia poprzedzające jego tajemnicze zniknięcie:
1.Nagła – zagadkowa - zmiana układu strony oraz szaty graficznej Proroka z fioletowej na białą..
2.Obietnica szybkiej zmiany tymczasowej wątpliwej prezencji strony Proroka (wakacje).
3.Przełożenie terminu zajęcia się tym bajzlem na przerwę bożonarodzeniową.
4.Zmian jak nie było, tak nie ma! (stan obecny)
Jasno jak na pociętej dłoni widać więc, że plan Krwawego Barona zakrojony był na szeroką, można powiedzieć więc globalną skalę. Metodą małych kroczków (tak przecież dobrze sprawdzoną przy odejściu Innych Wielkich Twórców) odmierzał trasę doskonale przygotowaną do jego zniknięcia.
Zniknięcia spowodowanego...?
Hipoteza przedłużonego turnusu w Świętej Lipce odpada bardzo szybko. Inne także nie utrzymują się na powierzchni prawdopodobieństwa dłużej niż sekundę. Istnieje jednak teoria chodząca wszystkim po głowie, powracająca jak niechciany gnom w domowym ogródku, jak wymioty po Ognistej Whisky. Krwawy Baron zawsze marzył o zwierzątku. Miał obsesję na punkcie trójgłowych piesków, mantykor i szczeniąt hipogryfów, jednakże nie mógł sobie pozwolić na przetrzymywanie ich w ciasnym akademickim mieszkanku. Ale w połowie sierpnia nadarzyła się jedyna i niepowtarzalna okazja, aby porzucić całe dotychczasowe życie i przenieść się do Albanii, co też skwapliwie uczynił. Zrobił to, czego zawsze pragnął: związał swe życie ze zwierzętami. Założył na swoim kawałku działki hodowlę kaczek Tringa totanus, czyli krwawodziobów. Są wielofunkcyjne: oprócz zysków, jakie KB czerpie ze sprzedaży jaj i mięsa, karmi nimi regularnie swoje tentakule (to dziwne, że dopiero po tylu latach odezwał się w nim instynkt botaniczny, czyż nie?).
Nie trzeba wspominać, jak bardzo potępiamy taka postawę. Nie dość, że kosztem niewinnego drobiu uprawia plantację krwiożerczych roślinek (podobno wszystkie nazwał Shirley, tylko do jednej, tej największej, zwraca się per „Lebannen“), to jeszcze poświęca dla niej rzeczy tak priorytetowe, jak praca w redakcji.
Obecnie miejsce przebywania KB. Naszkicowane przez naszego tajnego korespondenta (z jego obozu widocznego w lewym dolnym rogu [ognisko])
Nie da się ukryć, rośliny są o wiele bardziej lojalnymi towarzyszami niż kaczki, a nawet – niż społeczność Proroka. Wystarczy z nimi regularnie rozmawiać, aby szybko i pięknie się rozwijały; później nagradzają swoimi uśmiechami i zapachem. Są wspaniałymi towarzyszami – wiemy to z doświadczenia – ale czy nawet dla najlepszego przyjaciela porzuca się własne dzieci? Spłodzone i zrodzone w bólu? Rozwijające się do pewnego czasu i sprawiające wtedy, że opiekunom serca rosły? Gdzie się podziały te serca, a przede wszystkim to jedno, ojcowskie? Czy na prawdę zamieniło się w kamień? Czy już nie ma ratunku?
To prawda, jesteśmy dosyć pazerni, jeśli chodzi o Proroka. Żądamy od niego wiele, a raczej żądaliśmy, dopóki zasadnicza część Redakcji nie ogłosiła zbiorowego-pojedynczego strajku. Moderator strony zastrajkował przeciw wszystkiemu i uciekł do swego sielankowego albańskiego azylu. Reszta ogłosiła strajk przeciwko ucieczce tego pierwszego. I czym to zaowocowało? Bajzlem.
Przecież nie chodzi nam o to, żeby wrócił i pogawędził z nami w Myślodsiewni, czy nawet dodał jakiś artykuł. Chcemy, żeby zmienił w końcu tę żałosna szmatkę, w którą przyodział broczącego Proroka. By wywiązał się z tego, co zawiązał. Swoją drogą, obietnica obietnicą, ale, na gacie Slytherina! gdzie zwykła przyzwoitość i poczucie obowiązku? Zabiłeś teściową – pogrzeb ją w ziemi. Stłukłeś szklankę – posprzątaj odłamki. Kupiłeś paprotkę – podlewaj ją. Naniosłeś błota do domu – umyj podłogę. Rozsypałeś puzzle i nie ułożyłeś – powkładaj je z powrotem do pudełka!
Niebawem Redakcja „Żonglera”( który został przez Barona tajemniczo pominięty podczas renowacji strony Prorok.pl) zamierza wysłać za nim pościg w postaci grupy w pełni wykwalifikowanych Heliopatów (jak to dobrze mieć znajomości w ministerstwie!) Po złapaniu winowajcy, „Żongler” ma zamiar osadzić go w izolatce z komputerem i dostępem do Internetu (w wiadomym celu).
W związku z tym poszukujemy chętnych do delegacji, która stanie na czele heliopackiej żandarmerii i będzie pośredniczyć w negocjacjach dyplomatycznych pomiędzy poszukiwanym a Redakcją "Żonglera". Zobowiązujemy się opłacić podróż w obydwie strony, chyba, że transport więźnia okaże się droższą inwestycją, niż szacujemy.
Ponieważ list gończy obiecywał niebotyczną sumę za informację o miejscu pobytu Krwawego, całość prawdopodobnie trzeba będzie przeznaczyć dla naszego tajnego korespondenta. Tak więc wynagrodzenie do uzgodnienia (jeden z Redaktorów proponuje szczegółową mapę do osady chrapaków krętonogich i roczny zapas tykwobulwy, a drugi – autoportret Chłopca, Który Przeżył).
Linki:
Modernizacja
Krwawy Baron stałym bywalcem barów
Krwawy Baron: herszt bandy przemytników dywanów z KaszmiruWersja do druku
| Myślodsiewnia >>> |
Dodaj swoją myśl |
Dział "The Quibbler" zgodnie z duchem powieści J.K. Rowling prezentuje jedynie informacje wielce wątpliwe, nieprawdziwe lub mające niewiele wspólnego z rzeczywistością. |
|
|
|