Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Pratchettowski Świat Dysku: Śmierć

A inni zainwestowali w kombajny...

Co można powiedzieć o Śmierci? Mało, wiele, jeszcze więcej, ale na pewno to, że nie żył. Dzięki temu jakiekolwiek problemy związane z przemijaniem, starzeniem się oraz kupowaniem kremów przeciwzmarszczkowych zostały wyeliminowane.

Wygląd "Zabójcy dusz", jak nazywano go w kilku kulturach, a on sam się z tym nie zgadzał ze względów praktycznych, jak również teoretycznych, co jest zrozumiałe dla każdego, choć może niezbyt dokładnie, przedstawiał się idealnie tak, jak się przedstawiał. Nikt przecież nie lubi kościotrupów w czarnej szacie, które świecąc oczami wypatrują Jasiów Kowalskich, bo właśnie im się piasek przesypał. Poza tym możemy mówić o ewentualnie jednym kościotrupie i ewentualnie jednym Jasiu Kowalskim.

Kwestia lubienia Śmierci jest tu kwestią ważną, choć nie najważniejszą. Każdy jednak amator sportów ekstremalnych, który chwali się, że lubi zaglądać Śmierci w oczy, jest kłamcą. Gdyby zrobił to naprawdę, a nie ominąłby ponadczasowego Człowieka, jeśli Śmierć jest człowiekiem – w co wątpię, byłaby dla niego niezapomnianym i zapewne ostatnim przeżyciem. Kto zobaczy oczy Śmierci, na pewno się nie wywinie.

Nie można jednak niczego uogólniać. Śmierć to Śmierć, z założenia jest tym, kim jest, na co nie mamy wpływu ani my, ani bogowie i wszyscy inni zresztą też. Jakiekolwiek próby zmienienia Śmierci zakończyły się ogólną katastrofą w sensie braku oczekiwanej reakcji.

Skupiając się na charakterze Śmierci, dochodzimy do zaskakująco prawdziwych wniosków – jest on jak najbardziej śmierciowaty w każdym tegoż słowa znaczeniu. Wszystkie cechy, jakimi go obdarzamy w naszej prywatnej rzeczywistości wirtualnej (wyobraźnia – przynajmniej jest niedroga i w miarę ogólnodostępna), znajdują swe odbicie w wiadomej osobie. Jednak to większość decyduje o wyglądzie postaci, której imię wymieniłam już wielokrotnie, więc teraz nie będę wymieniać powtórnie tego wszystkiego.

Śmierć jest taki, a nie inny. Posiada zainteresowania – dotyczące zazwyczaj ludzi i ich najrozmaitszych zachowań, ku oburzeniu Alberta (mała magiczna pomoc domowa z zamiłowaniem do smażenia wszystkiego, co się znajduje w kuchennej lodówce) zwiedzone zostają liczne bary, sklepy, miejsca publiczne itp., choć ich działanie i zastosowanie pozostaje w dalszym ciągu nieznane, mimo iż rysuje się gdzieś w ewentualnej podświadomości (to coś takiego jak z panem Weasleyem – on nigdy nie pojmie idei piecyka elektrycznego – tak samo Śmierć nie jest w stanie pojąć idei biurkowości, wielopokojowościzmożliwościąotwieraniadrzwidotychpokojów, hydrauliki, która i dla wielu ludzi jest czymś abstrakcyjnym. Śmierć nie pojmie nawet idei kapciowości czy Urzędu Skarbowego).

Zainteresowanie ludźmi spowodowało, iż adoptowana córka wraz ze swym przyszłym mężem (o ostatnim jeszcze nie wiedząc) postanowiła trochę naprawić bałagan zostawiony przez tatusia. Efekt był jak najniebardziej nieoczekiwany, więc do akcji wkroczył Albert i jakoś tam to wyszło. Podobnie rysowała się sprawa z wnuczką – dziedziczką pamięci i różnych takich dziwnych rzeczy, co zupełnie nie przeszkadzało jej w niczym nadzwyczajnym. Śmierć miał więc pamięć i był tak jakby bardziej realny niż cała reszta razem wzięta, co stawiało go na dobrej pozycji, jako materii, tyle że on nie był materią.

Był przeznaczeniem każdego żywego organizmu. "Mistrz ceremonii" nie musiał stawić się osobiście – wystarczali pomocnicy. Do tych "szczęściarzy", którzy odbywali z Nim podróż w zaświaty należeli magowie, jacyś ważni niegdyś bogowie (ta opcja systemu nie jest opcją pewną dla każdego bóstwa!) i wybrańcy losu (do tych ostatnich można zaliczyć życiowe ofermy, pechowców i jeszcze parę przypadkowych wyjątków).

O Śmierci można mówić jeszcze więcej. Można przytoczyć jego słowa: "NIE MA SPRAWIEDLIWOŚCI. JESTEM TYLKO JA" – i jeszcze parę innych ciekawych rzeczy typu numer podkowy jego konia, Pimpusia, w jakie dni tygodnia chodzi do kowala i różne takie, ale najważniejsze jest to, że on istnieje i zajmuje się tym, do czego został powołany, dopóki nie zechce znów poznać zwyczajów ludzi.



O Śmierci Dysku w formie fragmentarycznej:

1. "Eryk", str. 14

– To drżenie osnowy rzeczywistości – stwierdził najstarszy wykładowca.
– A co powinniśmy z tym zrobić?
– Nie mam pojęcia. Chyba że spróbujemy pradawnego...
– Nie – przerwał mu kwestor. – Nie mów tego. Proszę, jest zbyt niebezpieczny...
Słowa przeciął krzyk, który zaczał się w kącie pokoju i z doplerowskim przeskokiem wysokości przesunął się wzdłuż stołu. Towarzyszył mu odgłos wielu biegnących nóżek. Magowie rozpierzchli się wśród trzasku wywracanych krzeseł.
Płomyki świec wyciągnęły się w długie, wąskie języki oktarynowego światła, po czym zgasły.
Potem zapadła cisza – szczególna cisza, z tych, które następują po naprawdę drażniącym dźwięku.
– No dobrze – zdecydował kwestor. – Poddaję się. Spróbujemy Rytuału AshkEnte.

To najpoważniejszy rytuał, jaki może odprawić ośmiu magów. Przyzywa Śmierć, który oczywiście wie o wszystkim, co się dzieje wszędzie.
I oczywiście wykonuje się go z oporami, ponieważ starsi magowie są zwykle bardzo starzy i raczej wolą nie zwracać na siebie uwagi Śmierci.
Rytuał miał zostać odprawiony nocą, w Głównym Holu Uniwersytetu, wśród obłoków kadzidła, świec, runicznych inskrypcji i magicznych kręgów. Nie były one niezbędne, ale magowie lepiej się z nimi czuli. Jaśniała magia, zaklinano zaklęciami i stanowczo inwokowano inwokacje.
Magowie spoglądali wyczekująco we wciąż pusty czarnoksięski oktogram. Po chwili stojące kręgiem postacie w długich szatach zaczęły mruczeć coś między sobą.
– Musieliśmy coś pomylić.
– Uuk.
– Może gdzieś wyszedł?
– Albo jest zajęty...
– Może lepiej to przerwać i iść do łóżka?
A NA KOGO WŁAŚCIWIE CZEKACIE?
Kwestor obejrzał się wolno na swego sąsiada.
Szatę maga zawsze łatwo rozpoznać. Jest obszyta cekinami, klejnotami, futrem i koronką, a wewnątrz ma zwykle sporą ilość maga. Jednak ta szata była całkowicie czarna. Materiał wyglądał, jakby wybrano go ze względu na wytrzymałość. Podobnie jego właściciel. Gdyby napisał książkę o dietach, stałaby się bestsellerem.
Śmierć obserwował oktogram z wyrazem uprzejmego zainteresowania.
– Ehm... – wyjąkał kwestor. – Rzecz w tym, że tak naprawdę, tego, powinieneś być wewnątrz...
BARDZO PRZEPRASZAM.
Śmierć przeszedł z godnością na środek i spojrzał pytająco na kwestora.

2. "Blask Fantastyczny", str. 29

– Proponuję zatem, byśmy dokonali Rytuału AshkEnte – rzekł dramatyczny tonem Galder.
Musiał przyznać, że oczekiwał żywszej reakcji, czegoś w rodzaju "Nie, tylko nie Rytuał AshkEnte! Człowiek nie powinien mieszać się do takich rzeczy!"
Tymczasem zabrzmiał ogólny pomruk aprobaty.
– Niezły pomysł.
– Brzmi rozsądnie.
– No, to do roboty.
(...)
Powietrze w środku oktogramu zamigotało, zawirowało i nagle stanęła tam wysoka mroczna postać. Czarny płaszcz z kapturem zakrywał ją prawie całą – prawdopodobnie tym lepiej. W dłoni ściskała kosę i trudno było nie zauważyć, że to, co powinno być palcami, jest tylko białymi kośćmi.
Druga koścista dłoń trzymała małe kostki sera i ananasa na patyczku.
– CO JEST? – zapytał Śmierć głosem tak ciepłym i barwnym jak góra lodowa. – BYŁEM NA BALU – dodał z lekkim wyrzutem.
– O Istoto Ziemi i Ciemności, nakazujemy ci porzucić... – zaczął Galder stanowczym, rozkazującym tonem.
Śmierć kiwnął głową.
– TAK, TAK. ZNAM TO WSZYSTKO – powiedział. – PO CO MNIE WEZWALIŚCIE?
– Podobno możesz zajrzeć w przeszłość i przyszłość – wyjaśnił Galder odrobinę ponury, ponieważ lubił wygłaszać tę wspaniałą mowę o przyzywaniu i nakazywaniu. Ludzie uważali, że dobrze w niej wypada.
– TO SZCZERA PRAWDA.
– W takim razie możesz nam wytłumaczyć, co takiego zdarzyło się dzisiaj rano? – spytał Galder. Wyprostował się i dodał głośno: – Nakazuję ci w imię Azimrotha, T'chikela i...
– DOBRA, DOBRA. ROZUMIEM, O CO CI CHODZI – przerwał Śmierć.

3. "Blask Fantastyczny", str. 106

Śmierć Dysku był tradycjonalistą. Miał prawo do dumy z jakości świadczonych przez siebie usług, a przez większość czasu chodził ponury, gdyż nikt go nie doceniał. Przypominał, że nikt nie lęka się samej śmierci, ale bólu, rozdzielenia i zapomnienia. To nierozsądne żywić do kogoś pretensje tylko dlatego, że ma puste oczodoły i jest dumny ze swojej pracy. I wciąż używa kosy, zaznaczał często, gdy Śmierci na innych światach już dawno zainwestowali w kombajny.




Tekst o Śmierci: Mierzeja
Fragmenty książek Pratchetta wybrał i przeklawiaturzył: Valaraukar
Zachowała tekst na dysku przez lata i udostępniła łaskawie na potrzeby Proroka: Andromeda Mirtle

Biografię Terry'ego Pratchetta oraz ciekawostki z nim związane przeczytasz tutaj.

Książką z cyklu Świata Dysku bardzo związaną ze Śmiercią jest niewątpliwie "Mort", którego omówienie oraz recenzję znajdziesz tutaj.

Mierzeja
15.08.2005, 17:11

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Arsene

mało o śmierci jako takim, ale tekst miły w czytaniu

14.11.2009, 20:25
Fat

Taa, wielce treściwy tekst, nie ma co. Pierwsze pięć akapitów jest o niczym, masło maślane. Taki, jaki jest, taki, a nie inny. Nie rozwijasz zaczętych myśli, np. określenie 'śmierciowaty' - można by to dalej pociągnąć.

9.01.2009, 19:11
no-name

Ludzie, napiszcie coś porządnego o Śmierci. To naprawdę wdzięczny temat, a tutaj kompletnie nie został wykorzystany. A gdzie moje ukochane: KOTY. KOTY SĄ MIŁE. ? A tak w ogóle momentami zastanawiałam się, czy to w ogóle jest artykuł o TEJ ŚMIERCI. Ale te cytaty na końcu chyba wykluczają pomyłkę...

7.12.2007, 16:34
Kalina

W mojej bibliotece są tylko 4 książki z "Świata Dysku". W księgarni znalazłam "Kolor magii" w fatalnym stanie- pogięty i poplamiony. Na razie przeczytałam tylko "Wiedźmikołaja".

18.04.2006, 18:50
Asiulus

Niech żyje Śmierć!!! (Khem, tego...wyszedł oksymoron, czy coś takiego...ale prawdziwy, nie?) Ale Lord Vetinari to jest gość!

3.09.2005, 23:35
Mierzeja

Mirtle wyraziła zgodę na zostanie moim kontaktem. Wiem,że dogadzanie kobietom jest trudne, ale moim zdaniem to jest strrraszne.... może rzeczywiście to poprawię...

1.09.2005, 18:48
Cathe

Hmm, uwielbiam Pratchetta, a Smierc szczegolnie ;) wlasnie po raz trzeci czytam Morta, a przed chwila skonczylam "wyprawe czarownic" ;P

23.08.2005, 19:36
Lucian Lacigam

Lubię Pratchetta, ale przeczytałem tylko 3 jego książki. W mojej bibliotece nie ma tego pisarza, a tam gdzie jest ja nie jestem lubiany.

21.08.2005, 18:07
Valaraukar

Hm, utrzymywanie kontaktu ze swiatem za pomocą Mirtle może być ciekawym doświadczeniem, aczkolwiek nie przypuzsczam, by Mirtle była zachwycona tym rozwiązaniem. No to napisz nowy, jak ci się stary nie podoba (dogadzaj tu kobietom, do licha).

21.08.2005, 11:22
Mierzeja

Dlaczego ja odnoszę wrażenie, że to nie moje??? AAAAAA!!!! Ratunku.....! <?> Już doszłam do siebi... tak widzę,że to moje, ale ile to ma właściwie lat????? To jest potworne.... Val załamałam się i spadłam z krzesła; to koszmar o poranku i do tego nielogiczny. Chyba zaszyję sie ze wstydu w jakimś cimnym kącie na resztę życia i będę utrzymywała kontakt ze światem przy pomocy Mirtle.

21.08.2005, 05:21