Fotoreportaż z brytyjskiej premiery VII tomu niezawodnego Kfiatuszka
Nadszedł Ten Dzień, a wraz z nim godzina W (pardon, godzina HP... DH... czy jakie tam literki alfabetu wolicie). W ojczyźnie małego, potarganego sieroty tysiące spragnionych wieści o swoim idolu pognały pod księgarnie, by z utęsknieniem czekać na swoją kopię „Harry Potter and the Deathly Hallows”. Oczywiście nie mogło tam zabraknąć i niżej podpisanej, która po raz drugi (i ostatni, niestety) zda premierową relację Prorok.pl.23:15 – przybywam pod moją księgarnię w centrum miasta. Mym oczom ukazują się przerażające ilości ludzi, które w głowie mają tylko jedno – Harry, Harry, HARRY! Każda księgarnia ma, rzecz jasna, swój własny tłum. Między „moim” a sąsiednim najwyraźniej nawiązuje się coś w rodzaju rywalizacji – my mamy ładniejszą wystawę, ale u nich sprzedają baloniki, etc.
1. O tutaj macie maleńki fragment tych, co czekali na północ.
2. Przed drzwiami księgarni spotkali się ci duzi i ci mali.

3. Pomysłowość potterczub... khem, potterfanów, jeśli chodzi o stosowny ubiór, ocierała się o geniusz...

4. ...Chociaż czasem trudno ich było odróżnić od cywilów.
23:35 – „moją” kolejkę mija grupka podchmielonych panów, którzy mętnymi oczkami i z wyraźnym wysiłkiem umysłowym przyglądają się tłumowi. Jeden z panów podchodzi do faceta stojącego za mną i grzecznie pyta:
– Przepraszam, wy tutaj czekacie na Pottera?
Facet przytakuje i sugeruje, by stanął w kolejce. Pan rozgląda się, potrząsa głową i stanowczo mówi:
– A nie, dziękuję, ja wolę piwo.
5. Niektórzy, znudzeni oczekiwaniem (chodziły słuchy, że niektórzy koczowali od trzeciej po południu) skracali sobie czas pojedynkami. Niekoniecznie czarodziejskimi.
6. Te grzybki przerwały rzucanie w siebie Avadą i grzecznie ustawiły się do zdjęcia. Nie wiedziały biedactwa, że za kilka godzin pozna je drugi koniec Europy.
7. 23:56. Pani z Obsługi podchodzi do drzwi i z tajemniczą miną majstruje przy drzwiach. Z setek gardeł wyrywają się okrzyki ekstazy – to już! Pani z Obsługi z przebiegłą miną przerywa manipulacje i uspokaja tłum, by cierpliwie czekał. Potem szybko daje nogę, widząc mordercze spojrzenia.
8. 23:59... Nieziemski blask zalewa tłum pod arkadami, kiedy ludzie odliczają sekundy. Ciekawe, że każdy liczył po swojemu i niektórym po 27 wypadło 24.
9. 00:00 ...I ruszyyyyli!
10. Sakramenckie stada z nieludzkim niemal opanowaniem czekały na swoją kolej. Wężyk zaczynał się jakieś sześćdziesiąt metrów za mną, ciągnął po prawej, zakręcał daleko z przodu, kotłował po lewej i finiszował przy kasach. Przez tłum przeszła plotka, że Potterów nie wystarczy dla wszystkich...
11. ...Ale ja z pobłażliwym uśmieszkiem wysłuchiwałam tych pogłosek: ci, którzy z kilkutygodniowym wyprzedzeniem zamówili książkę, nonszalancko wymachiwali swoimi kuponami i słali sobie porozumiewawcze oczka.
12. Ku radości kolejki Obsługa wystawiła Ścianę Pamięci, na której podpisywali się przechodzący. Proszę zwrócić uwagę na napis w lewym górnym rogu.
13. Personel obsługujący wybrańców, którzy wyczekali swoje.
14. Lokalny Prorok.
15. Góra Potterów, od której tłum nie odrywał stęsknionego wzroku.
16. Szczęśliwcy ze swoimi kopiami.
17. Wychodzę z księgarni, od niechcenia wymachując torbą z firmowym nadruczkiem i patrząc wymownie na tych, którzy swoje muszą odstać. Triumf smakuje jak lody miętowe.
01:35 – wracam do domu, ściągam buty i z kubkiem herbaty kokoszę się na kanapie. Otwieram książkę i... o, patrzcie państwo, 3:00, a ja brnę przez rozdział siódmy. Na razie mam za sobą dwa trupy i mnóstwo pytań bez odpowiedzi. Akcja leci w takim tempie, że można dostać zadyszki. Joanna najwyraźniej zmobilizowała siły i skończyła ze wstępnym ględzeniem (mam tu na myśli kilometrowe rozmowy w pierwszych rozdziałach „Księcia Półkrwi”). Chwała jej za to.
Dwadzieścia po trzeciej urywa mi się film. Dobrze, że budzik nastawiłam sobie na blady świt, na ósmą. Zdjęcia i recenzja dla Proroka, a potem kolejna herbata i znowu randka z Potterem. Przerw w czytaniu nie przewiduje się. Mam nadzieję, że Rowling nie zawiedzie czytelników i uraczy ich Naprawdę Potterowym Kąskiem – czego wam i sobie życzę.
Kfiatuszek
21.07.2007, 15:39
Myślodsiewnia
"Polecam maturę międzynarodową". Ależ dziękujemy za rekomendację. Jaka szkoda, że tych liceów, które realizuję ten program jest tak wiele. Ach, jeszcze nie daj Boże ktoś by mógł skorzystać. // Swoją drogą ja wiem, że "trade winds" to pasaty, "stem cels" to komórki macierzyste, a "dipolar bond" to wiązanie koordynacyjne, ale to chyba nie to słownictwo pozwala delektować się Potterem.
23.07.2007, 15:58Vismundzie, ja się wcale nie unoszę. Po prostu byłam zbulwersowana. Teraz już będziesz wiedział na przyszłość, że takie coś to SPAM w najczystszej postaci. A tobie, Maks, gratuluję : wreszcie udało Ci się napisać coś do rzeczy. Jestem z Ciebie naprawdę dumna! :P
23.07.2007, 15:46jest tylko taki szkopuł: wiele osób boi się brać książkę po angielsku do ręki, skoro w normalnych polskich szkołach uczy sie angielskiego na przykladzie czytanek w podrecznikach, ktore mają gora dwie strony dlugosci. jestem przekonany, ze wiele osob, które mogłyby śmialo przeczytac pottera po angielsku (przynajmniej rozumiejac mniej wiecej, o co chodzi), od razu się poddają, nie dopuszczają do głowy myśli, że byliby w stanie (takie myslenie: "za wysokie progi na lisie nogi" /A.Mickiewicz, "Lis i Kozieł"/). zycze zatem wiary w siebie tym, ktorzy cos umieją, ale nie maja swiadomosci, ze to byc moze wystarczy, aby poznac 7 pottera zanim pan polkowski go przetlumaczy
23.07.2007, 14:57ja mw tym roku zdałem maturę miedzynarodową (wszystkie 6 przedmiotów po angielsku, oczywiście oprocz jezyka ojczystego) i z czytaniem ksiazek po angielsku nie mam problemu, skoro przez trzy lata uczyłe sie fizyki, matematyki, ekonomii, historii z podrecznikow w jezyku angielskim. polecam wszystkim maturę miedzynarodową, jesli chcecie sie nauczyc jezyka angielskiego zyjac w polsce. majac wszystkie lekcje po angielsku, piszac po angielsku sprawdziany i eseje, czyli - myśląc po angielsku i odpowiadając po angielsku na lekcjach, nauczycie się angielskiego. uwazam jednak, ze dla kazdego czytanie pottera po angielsku ma sens. nawet jesli ktos bedzie musial czesto siegac do slownika, to i tak nauczy sie wiecej niz wkuwając słówka wypisane w zeszycie i wkuwając na pamiec gramatyke. a jesli ktos nie dobrnie do konca albo wysiadzie po kilku rozdzialach to i tak z wielkim pozytkiem dla siebie przeczyta przynajmniej kilkadziesiąt stron. pozdro dla wszystkich.
23.07.2007, 14:51Ludzie różnie reagują.
23.07.2007, 12:35Okay, zapamiętam, żadnych linków[; No ale żeby od razu maniak i spamer... xD
23.07.2007, 12:09Chyba każdy wytrwa w swiom postanowieniu i przeczyta dopiero polską wersję? Ale tym linkiem kusisz nieuśiadomionych i zbyt niecierpliwych. Nie rób na przyszłość takich błędółw. A teraz wybaczcie, idę spożyć obiad.
23.07.2007, 12:03Przecież ja tylko link dałem o_0 Nie chcecie nie wchodzicie, proste. Nie ma się nad czym unosić.
23.07.2007, 11:49Wielce Bóg zapłać za usunięcie tego spama. Lucianie - jak chcą czytać Pottera po angielsku, choć nie umieją - nich czytają, ich strata. Nie widzę powodu, byś miał płakać po nocach przez to, że ktoś traci przyjemność czytania z własnej woli. No chyba, że jesteś zazdrosny o tę płomienną miłość oluski - to już inna sprawa. Tylko nie jestem pewna, o które z nich jesteś zazdrosny...? xD
23.07.2007, 10:13I ona jeszcze kocha Valaulala. Naprawdę, w porównaniu z tym moje problemy psychiczne są śmieszne.
23.07.2007, 08:52