Trelawney – a może jednak jasnowidz?
Czy jej przepowiednie się spełnią?
Czy ktoś bierze na poważnie profesor Trelawney i jej przepowiednie? Poniekąd tak, przecież przepowiedziała ucieczkę Glizdogona i tę ważniejszą: dotyczącą Harry’ego i Voldemorta, śmierci jednego z nich i triumfu drugiego. Ale czy mimo to czytelnicy nie uważają jej za niegroźną wariatkę, przekonaną o swoim wielkim darze jasnowidzenia, którego tak naprawdę posiada tylko przebłyski? Oczywiście, że właśnie tak ją postrzegamy.Wydaje się, że nawet autorka opisując profesor wróżbiarstwa używa zamaskowanych ironicznych aluzji i półsłówek. Tak wprowadzeni w atmosferę, pod wpływem perswazji, ulegają czytelnicy powszechnej wśród Hogwartu opinii, że profesor Trelawney jest niewiarygodna zupełnie w tych swoich codziennych, rutynowych wróżbach. Przecież to, co ona opowiada na swych lekcjach jest infantylne i śmieszy wszystkich, zarówno bohaterów książki, jak i czytelników. Nie ma za grosz talentu jasnowidza, żeruje na sławie swojej pra- czy nawet praprababki Kasandry, a te przebłyski talentu nie mają nic wspólnego z jej codziennym zachowaniem, tym uwydatnianym przez rekwizyty odgrywaniem wielkiej wróżbitki. Taka opinia panuje również wśród ciała pedagogicznego: prof. McGonegall , prof. Umbridge, a nawet Dumbledore’a.
Czy słusznie czytelnicy odrzucają wiarę we wróżby Trelawney? Może celowo pisarka wkłada w usta osoby naznaczonej piętnem nieufności zdania-klucze? Nie byłoby to takie głupie, jeśli przypomnimy sobie, że Rowling od dawna w swoim świecie zamieszcza aluzje i całkiem jawne nawiązania do mitycznego świata. A podążając tym tropem można by w groteskowości postaci Trelawney znaleźć odniesienia do sytuacji Kasandry w pałacu Priama w Troi. Zygmunt Kubiak pisze, że ponosząc odpowiedzialność za oszustwo Apolla, nikt we wróżby Kasandry nie wierzył, co w końcu doprowadziło do upadku Troi i tego fragmentu antycznego świata (co, jak sądzę, wszyscy już znają z „Iliady”). Nie uważam oczywiście, że obojętność wobec Trelawney i wykpiwanie jej wróżb doprowadzi w tragicznym finale do zagłady świata czarodziejów, ale myślę, że można by dokładniej przyjrzeć się temu, co z braku lepszego określenia można nazwać „wróżbami codziennymi”.
Postać Sybilli Trelawney pojawia się w „Więźniu Azkabanu”, kiedy trzecia klasa rozpoczyna naukę wróżbiarstwa. Gdy Harry od razu na pierwszej lekcji słyszy z jej ust, że zginie, na początku się przeraża, ale potem jak kojący balsam na jego duszę spływa sarkazm profesor McGonegall, że nauczycielka przepowiada to co drugiemu uczniowi. Potem już nikt jej nie wierzy, Hermiona posuwa się do tego, że wychodzi z jej lekcji, a nauczycielka staje się coraz bardziej karykaturą, aniżeli wiarygodnym jasnowidzem. Wiarę w jej możliwości ostatecznie podkopuje w nas osąd Firenza, który to wypowiada się o jej ludzkim ograniczeniu w zdolności przepowiadania przyszłości. Po tym wydarzeniu już zupełnie nikt nie wyobraża sobie nawet, że którakolwiek z jej wróżb (pomijając oczywiście te wypowiedziane w specyficzny sposób, o których potem nie pamięta) może się spełnić.
Czy jednak słusznie?
Kiedy przywołamy sobie w pamięci pewien krótki i z pozoru mało znaczący fragment szóstej części możemy mieć jednak wątpliwości. Strona 583, akapit siódmy. Harry biegnie, wezwany przez Dumbledore’a w sprawie wyprawy po Horkruksa. Po drodze natyka się na „wyplutą” przez Pokój Życzeń profesor Trelawney, która utrzymuje, że w owym pomieszczeniu już ktoś był. Harry sugeruje jej, aby powiedziała o tym dyrektorowi (przypuszcza, że to Malfoy).
– Dyrektor dał mi do zrozumienia, żebym go raczej nie odwiedzała. Nie należę do osób narzucających się tym, którzy sobie tego nie życzą. Skoro Dumbledore woli lekceważyć ostrzeżenia widoczne w kartach....
Nagle zacisnęła kościstą rękę na przegubie Harry`ego.
– Wciąż to samo, bez względu na to, jak je wykładam....
I teatralnym gestem wyciągnęła spod szali kartę.
– Wieża rozjarzona błyskawicami – wyszeptała. – Katastrofa. Nieszczęście. Jest coraz bliżej...
– Rozumiem – powiedział znowu Harry.
Harry wyraźnie ignoruje całą zaistniałą sytuację, pomija kolejną „wróżbę”, która w jego mniemaniu nawet nie zasługuje na dogłębne wysłuchanie. Nie ma jednak czasu, żeby zwrócić uwagę na ten króciutki fragment, bo za chwilę akcja rusza z kopyta. Harry przez przypadek dowiaduje się, że to Snape powiedział Voldemortowi o wróżbie dotyczącej jego i Harry’ego. Biegnie wściekły do Dumbledore’a, po czym i tak wyruszają, by zniszczyć Horkruks. Jak powtarzam, nie ma czasu, żeby zwrócić uwagę na ten fragment. Może to zabieg celowy? Może Rowling specjalnie zawarła istotny dla pytania „Czy Harry umrze?” fragment w towarzystwie naszpikowanej zwrotami akcji części powieści? Pozostaje jednak pytanie dlaczego miałaby to robić i w jaki sposób przepowiednia o „wieży rozjarzonej błyskawicami” łączy się ze śmiercią Harry’ego.
Na odpowiedź musimy poczekać. Trochę długo, bo aż 38 stron, na rozdział dziwnym trafem zatytułowany „Wieża rozjarzona błyskawicami”. Już się cos rozjaśnia? Bo jeśli rozdział jest tak zatytułowany, to może i przepowiednia Trelawney była prawdziwa? Wynika z tego, że właśnie tak. Świadczy to o tym, że nawet te przepowiednie niespecyficzne, traktowane z przymrużeniem oka przez wszystkich mogą (i chyba zazwyczaj są) prawdziwe. Czy jeden przykład może świadczyć o wszystkim? Z całą pewnością nie, ale przyzwyczajeni już jesteśmy do tropienia dziur w całościach i wicia teorii spiskowych w stosunku do książek o Harrym Potterze, a więc jeśli mamy nawet namiastkę dowodu, nawet podróbkę dowodu, należy ją rozważyć. Do czego zmierzam? Ano do tego, że według mnie Harry to już nieboszczyk. Trelawney już tyle razy przepowiedziała mu śmierć, że za którymś razem musiała trafić. Skoro sprawdziła się przepowiednia o wieży, to czemu ta o Harrym miałaby nie być trafna? W moim przekonaniu Rowling specjalnie tworzy jej opinię wariatki (za każdym razem podczas fragmentów poświęconych jej osobie, ukazuje ją w negatywnym świetle) po to, aby móc bezkarnie i bez obawy przed linczem, uśmiercić Pottera. Bo czy uciekając przed hordą rozhisteryzowanych fanów nie mogłaby spokojnie oświadczyć: „Hola, hola, przecież w książce dawno już ktoś powiedział, że Harry umrze. To nie moja wina, że nie traktowaliście nauczycielki wróżbiarstwa serio, tylko ulegliście powszechnej opinii panującej wśród bohaterów i zignorowaliście zupełnie jawne przesłanki.” Tym samym zostawia sobie otwartą furtkę i może wymigać się od odpowiedzialności za ataki serca fanów po tragicznym zgonie ich pupilka. Czyż to nie iście rowlingowata zagrywka?
Cytrynowydrops & Agrypine Sirrah
18.07.2007, 15:30
Myślodsiewnia
Na którą książkę? Ponadto, Pani N, jak autorka nie ma co zrobić z bohaterem, to go uśmierca. Zresztą, co za różnica, Harry żywy czy Harry martwy? Przecież wciąż ten sam - papierowy.
18.07.2007, 22:06Argh. Nakręciłam się na tą książkę. Mam nadzieję że jej nie spieprzyła. Dla mnie zabijanie głównych bohaterów to pójście na łatwiznę, ale kto ją (Rowling) tam wie.
18.07.2007, 19:45Coś w tym jest. To by było w jej stylu.
18.07.2007, 18:43Coś w tym może być... Teraz przypomniałam sobie o centaurach, myślę, ze w jednej z rozmów nakierowywali również na to, że Harry zginie, lub coś mu się stanie, teraz nie pamiętam w której było to części, ale potem sobie osiądę pewno przed książkami i poszukam :)
18.07.2007, 18:42Jeżeli piszę, że 'nie-Lasigamm', to chyba jednoznacznie znaczy, że nim NIE jestem! Nie utożsamiaj mnie z Lacigamem - cóż to, jednemu psu Burek?! Jestem zbulwersowany. To po prostu jedna z moich licznych ksywek od czasu, gdy przestałem być Kormorannem. Bój się - ty będziesz następna! Zresztą nie sądzę, aby prawdziwy Lacigam przez "i" w imieniu oraz "c" i dwa "m" w nazwisku był szczęśliwy, że się go nazywa "urwisem".
18.07.2007, 18:12Kogóż to moje piękne oczy widzą! Toż to Lacigam! Czy aby we własnej osobie? Ty urwisie, dlaczegóż się nie odzywasz od tak długiego czasu?
18.07.2007, 18:04Tytuł, przewałkowany i niezachęcający, a mało co nie zniechęcił mnie to przeczytania reszty. Dobrze, że w samą porę postanowiłem się nim nie kierować, bo sporo bym stracił. Naprawdę, warto dokładnie zastanowić się nad treściami zawartymi w tym artykule... Taak... to iście rowlingowata rozrywka.
18.07.2007, 17:49A jednak nie jestem, bo mi się Rouleeng wcisła.
18.07.2007, 16:06Możliwe, możliwe. Ale wg mnie w świecie HP przepowiednie to jedno a życie to drugie. Mogą się spełnić, ale nie muszą. Takie odnoszę wrażenie po przeczytaniu sześciu tomów. A w ogóle to jestem pierwsza!
18.07.2007, 16:05Cóż, od jakiegos czasu uważam, że Trelawney może być jasnowidzem. nawet jeśli jest to dziwne.
18.07.2007, 15:56