Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Szmaragdowe rewolucje – boje o „Pottera”

Viva la Szmaragdowa Rewolucja!

Wybuchają spontanicznie i na ogół mają gwałtowny przebieg. Nierzadko zbierają też krwawe żniwo, czasem nawet „zjadają własne dzieci”. Świat widział ich już bardzo wiele: francuską, październikową, lutową, lipcową, przemysłową, agrarną, ostatnio pomarańczową czy też zieloną. Każda z nich miała własne hasła i idee. W jednych walczono o wolność i zmianę ustroju, w innych o poprawę warunków życia. Wszystkie wzbudzały silne emocje, wywoływały ogólne poruszenie, ale przede wszystkim niosły nadzieję na lepsze bądź nowe. Zygmunt Krasiński ustami stworzonego przez siebie bohatera literackiego mówił o nich, że są „wszystkimi starymi zbrodniami świata ubranymi w szaty świeże”. Jednak ta zorganizowana przez polską młodzież była bezkrwawa i jedyna w swoim rodzaju. Przywołajmy raz jeszcze – w przededniu premiery VII tomu – ducha Szmaragdowej Rewolucji, przypomnijmy historie bojowników o „Harry’ego Pottera”!

Viva la Szmaragdowa Rewolucja!

Szmaragdowa Rewolucja, czyli ogólnopolska akcja potteromaniaków w celu przyspieszenia wydania polskiego przekładu „Harry’ego Pottera i Księcia Półkrwi” wybuchła 17 lipca 2005 roku. Pierwsza rocznica tego bezkrwawego wystąpienia była hucznie obchodzona w gronie byłych rewolucjonistów na oficjalnym internetowym forum akcji. Wspominano, dmuchano świeczki na wirtualnym torcie i snuto plany na przyszłość. Ten niespodziewany zryw niezliczonej ilości polskich fanów twórczości angielskiej pisarki, J.K. Rowling, wywołał spore zamieszanie w mediach i całej potterowej społeczności, która podzieliła się na zwolenników i przeciwników rewolucji.

Podstawowy postulat rewolucjonistów – wcześniejsza premiera polskiego przekładu VI tomu – nie został jednak zrealizowany, choć trudno im zarzucić brak profesjonalizmu (wszak były plakaty, ulotki, informacje w prasie oraz specjalne audycje radiowe) i determinacji. Nie pomogły groźby, prośby, klątwy i zasypywanie poznańskiego wydawnictwa Media Rodzina tysiącami listów elektronicznych. Bo to właśnie w polskiego wydawcę „Harry’ego Pottera” akcja była wymierzona, nie zaś – jak niektórzy sądzili – w tłumacza cyklu, Andrzeja Polkowskiego.

„Chcemy Harry’ego!”

Media Rodzina zapowiedziało premierę „Księcia Półkrwi” na styczeń 2006 roku, nie chcieliśmy tak długo czekać – argumentowała jedna z uczestniczek Szmaragdowej Rewolucji. – Naszym celem było wywarcie nacisku na wydawnictwo, żeby przyspieszyło premierę szóstego tomu.

Tłumaczenia, że wydawca anglojęzyczny również potrzebował siedmiu miesięcy na zakończenie całego procesu wydawniczego na niewiele się zdały.

Spontanicznie powołana do życia Szmaragdowa Rewolucja zaskoczyła nas szybkością działania i impetem uderzenia. Z dnia na dzień w naszych skrzynkach pojawiało się coraz więcej wiadomości; w szczytowym momencie naliczyliśmy ich kilkaset. Nie chcieliśmy, by jakikolwiek mail pozostał bez odpowiedzi, dlatego też codziennie odpisywaliśmy rewolucjonistom, tłumacząc zasady rządzące światem wydawniczym, opisując proces wydawania książki, wyjaśniając powody tak późnej daty premiery „Księcia Półkrwi”. Jak można się domyślać, korespondencja zajmowała nam większość dnia i paraliżowała pracę. Działo się tak do momentu, kiedy rewolucjoniści zdecydowali się postawić na jakość argumentów, rezygnując z ilości – wtedy w imieniu całej Szmaragdowej Rewolucji zaczęła pisać Martynka i docierał do nas tylko jeden e-mail. Wbrew pozorom cele Rewolucji i nasze nie były sprzeczne. I im, i nam bardzo zależało na jak najszybszym wydaniu książki. Różnica między nami polegała na tym, że my, jako wydawca doskonale zdawaliśmy sobie sprawę, że pewnych spraw związanych z procesem wydawniczym nie można pominąć lub przyspieszyć, jeśli chcemy, by książka spełniała oczekiwania większości czytelników. „Zryw” rewolucjonistów był imponujący i zrobił na nas duże wrażenie. Nie należy lekceważyć siły takich ruchów, musimy bowiem pamiętać, że członkami Rewolucji byli wierni czytelnicy cyklu J.K. Rowling, czyli wydawanych przez nas książek – wspomina Alicja Mielcarzewicz, specjalistka ds. promocji Media Rodzina.

Dziś, na 22 dni przed premierą ostatniego tomu przygód Harry’ego Pottera polscy czytelnicy zadają sobie jedno pytanie: kiedy VII tom ukaże się w języku polskim? I choć nic nie wskazuje na to, by książka pojawiła się na rynku wydawniczym wcześniej niż w 2008 roku (Polacy egzemplarz do tłumaczenia dostaną dopiero w dniu anglojęzycznej premiery), kolejna grupa miłośników przygód nastoletniego czarodzieja wszczęła walkę nie o przyspieszenie tłumaczenia, ale o ustalenie jednej daty premiery dla wszystkich państw, rozpoczynając już w listopadzie 2006 roku akcję „Harry Potter dla wszystkich”, którą portal Interia.pl w jednym z newsów określił mianem drugiej Szmaragdowej Rewolucji.

Szmaragdowa Rewolucja II – „Harry Potter dla wszystkich”

Pomysłodawcą tej zakrojonej na wielką skalę akcji był Seweryn ‘Grzesiek’ Lipoński, współtwórca portalu HPnews.pl. To on przygotował i sygnował własnym nazwiskiem petycję do wydawnictw Bloomsbury i Scholastic, którą można przeczytać tutaj. W ciągu pierwszych kilku dni od umieszczenia petycji w sieci podpisało ją ponad 700 osób; liczba ta zwiększyła się do 4 829 osób. Szkoda tylko, że roi się w niej od wielu błędów, które – co tu dużo mówić – nie najlepiej świadczą o umiejętnościach językowych polskich fanów twórczość J.K. Rowling.

Nie wiem, niestety, czy petycja ta została wysłana, a jeśli tak, to czy otrzymano jakąś odpowiedź – nie udało mi się skontaktować z ‘Grześkiem’. Jedno jest pewne – jeśli nawet petycja została wysłana to zawarte w niej postulaty, podobnie jak postulaty szmaragdowych rewolucjonistów, nie zostały zrealizowane. Przekłady tomu „Harry Potter and the Deathly Hallows” nie odbywają się w jednym czasie, w większości krajów proces tłumaczenia jest taki sam jak w Polsce, dlatego też nie będzie jednej wspólnej premiery. Chyba żaden rozsądny fan „Harry’ego Pottera” nigdy nie przypuszczał, że premiera mogłaby się odbyć tego samego dnia na całym świecie – przyniosłoby to zbyt duże straty anielskiemu i amerykańskiego wydawnictwu, a my zamiast dwóch magicznych nocy przeżylibyśmy tylko jedną.

Gloria victis

Ciężko jest jednoznacznie ocenić te dwa zrywy polskich potteromaniaków. Zapewne nikt nie spodziewał się wybuchu Szmaragdowej Rewolucji. Wszyscy, włącznie z wydawnictwem Media Rodzina, zostaliśmy zaskoczeni. Myślę, że w ostatecznym rozrachunku zostaliśmy pozytywnie zaskoczeni, bo choć inicjatorzy obu akcji nie osiągnęli wyznaczonych celów, to jednak – jak już wspomniałam – wykazali się pomysłowością, zapałem i determinacją, co trzeba docenić i szanować. Poświęcili swój wolny czas (przypominam, że był to okres wakacji oraz okres roku szkolnego), by spróbować przyspieszyć datę wydania „Harry’ego Pottera i Księcia Półkrwi” oraz VII tomu. Nie czekali biernie na polski przekład, zorganizowali się na wzór Gwardii Dumbledore’a. Wierzyli w zwycięstwo, do końca nie porzucając swoich ideałów. Oparli się pokusie skorzystania z nielegalnych tłumaczeń, dając tym samym do zrozumienia, że warto, a nawet należy czekać na tłumaczenie Andrzeja Polkowskiego.

Patrząc z drugiej strony, pomysłodawcy i wykonawcy Szmaragdowej Rewolucji odznaczali się również typową dla Polaków fantazją; trudno bowiem było mieć nadzieję, że pod wpływem akcji szmaragdowych rewolucjonistów wydawnictwo Media Rodzina przyspieszy premierę „Harry’ego Pottera i Księcia Półkrwi” lub że angielski wydawca „Harry’ego Pottera” przestanie kierować się pobudkami natury marketingowej i ustanowi jedną wspólną datę wydania VII tomu, zmieniając umowy z wydawnictwami w poszczególnych krajach. Tak więc działania uczestników Szmaragdowej Rewolucji z góry skazane były na porażkę. Jednak zawsze trzeba próbować i zawsze trzeba mieć nadzieję – bo walczy się o zwycięstwo, nie o klęskę. Może się uda.

Czym tak naprawdę była Szmaragdowa Rewolucja? Wyłącznie walką z wiatrakami? Jakie były jej kulisy? Co się działo rewolucjonistami po zakończeniu akcji? Czy faktycznie ponieśli klęskę? Dowiecie się tego z rozmowy z uczestnikami Szmaragdowej Rewolucji, którą udało mi się przeprowadzić w 2006 roku.




17 lipca minął rok od wybuchu Szmaragdowej Rewolucji. Jak wspominacie atmosferę tamtych dni?

MalGanis: Przede wszystkim była nadzieja na szybsze wydanie tomu. Nawet jeśli szanse były niewielkie, nawet jeśli ludzie do końca nie wierzyli, że uda się ten cel osiągnąć, to wszyscy potrafili zjednoczyć się „dla sprawy”, pocieszano się, że przecież wakacje można spożytkować inaczej niż z nosem w książce...Ogólnie – cudowna atmosfera, chociaż nie obyło się też bez mniej lub bardziej uargumentowanych głosów krytyki.

Ryoko: Hmmm... było super, wszystkich łączył jeden cel, jedna wielka sprawa, działo się tak wiele. Wszyscy chcieli coś robić, nikt nie chciał stać bezczynnie, czekając na polską premierę „Harry’ego Pottera”. Ja wspominam to bardzo miło, dzięki tamtej atmosferze połączyło się i zapoznało wielu wartościowych ludzi. To było zupełnie jak magia zawarta w książkach o Harrym. Wszystko było przepełnione oczekiwaniem, emocjami i wolą walki. Jednak najważniejsze, co wyczuwało się wówczas w tej atmosferze, to wspólnota i swego rodzaju przyjaźń. Wszyscy mieli do siebie zaufanie, każdy współpracował... Pomimo tak wielkich odległości, różnic wiekowych i tak rozmaitych osobowości, każdy z nas był cząstką czegoś wielkiego. Można to nazwać w ten sposób, że każdy z nas to Szmaragdziątko. Natomiast Szmaragdziątka tworzą jeden wielki szmaragd. To jest właśnie istota Szmaragdowej Rewolucji.

Tommek92: Ja co prawda nie jestem od samego początku Rewolucji, bo dołączyłem się do niej dopiero około 23 lipca, ale kiedy się o niej dowiedziałem to pomyślałem sobie „To może być fajne i zarazem pożyteczne…”. Naprawdę mi się to spodobało.

Pomimo działań Szmaragdowej Rewolucji wydawnictwo Media Rodzina nie zdecydowało się zmienić daty polskiej premiery „Hary’ego Pottera i Księcia Półkrwi”. Jak przyjęliście tę decyzję? Byliście rozczarowani?

MalGanis: Szczerze mówiąc to cały czas podświadomie odczuwałem, że to się może nie udać, choć starałem się walczyć do końca. Pewne rozczarowanie było, choć nie tak znowu wielkie. Mnie głównie zależało na zjednoczeniu fanów, na pokazaniu ilu nas jest i to poniekąd udało się osiągnąć.

Ryoko: Rozczarowanie było na pewno, jednak wola walki pozostała. Jednak w pewien sposób każdy z nas czuł, że nie tak do końca przegraliśmy. Wygraliśmy pod kilkoma względami. A największym zwycięstwem było sama Szmaragdowa Rewolucja, to, co stworzyliśmy.

Tommek92: Ja może nie tyle co byłem rozczarowany, ale kiedy dowiedziałem się, że NIE! – nie zmienimy daty premiery… byłem trochę przygnębiony tym, że tak długo muszę czekać, aby dostać w swoje ręce swoją upragnioną książkę. Staraliśmy się wszyscy i się nie udało, ale z jednej strony ja, jak i pewnie my wszyscy, jesteśmy z siebie dumni, że jako młodzież podjęliśmy się takiej walki, mimo że była trudna. Byliśmy uparci do końca, do kiedy było można.

Wróćmy do początku akcji. Jak doszło do wybuchu Szmaragdowej Rewolucji? Kto był jej inicjatorem?

MalGanis: Zaczęło się od newsa który obiegł Polskę i wywołał poruszenie w kręgach fanów Harry’ego Pottera: „Pół roku czekania na ‘Pottera’!” – żalili się potteromaniacy. Inicjatorzy? Fani oczywiście. Ktoś zarzucił pomysł akcji protestacyjnej skierowanej pod adresem wydawnictwa Media Rodzina, ktoś rzucił nazwę „Szmaragdowa Rewolucja” no i zaczęło się.

Ile osób uczestniczyło w akcji?

MalGanis: Kilkanaście najbardziej widocznych osób, które pracowały przy forum i stronie oraz całe rzesze fanów wysyłających maile. Naprawdę, trudno wszystkich zliczyć. Może trochę odbiegnę od tematu, ale nasuwa mi się na myśl taki fragment jednego z utworów zespołu Big Cyc: Atakują klony, będą nas miliony...

W jaki sposób się ze sobą kontaktowaliście? Kto był głównym koordynatorem akcji?

Ryoko: Nie było to nic nadzwyczajnego. Szmaragdowa Rewolucja powstała na stronie www.hp.oborniki.com.pl. Tam przy temacie dotyczącym daty polskiej premiery „Harry’ego Pottera” wszyscy fani zaczęli się kontaktować. Właśnie używając komentarzy do tego artykułu, wszyscy zaczęliśmy się kontaktować. Później powstał niewielki blog http://polskihp.blog.onet.pl, który nieco spajał nasze z początku dość chaotyczne działania. Następnie powstało forum, na którym komunikujemy się aż do dzisiaj. Co do głównego koordynatora, to nie wiem czy takowy w ogóle był, każdy miał swoje pomysły i każda jednostka przyczyniła się w swój sposób do powstania i działania SzR. Można by powiedzieć że na początku takimi osobami byli Gorn, LeeJordan, Banshee, Martynka, Stokrotka, ja i jeszcze kilka osób, jednakże wydaje mi się, że nasze działania nie wyróżniały się na tyle, żeby kogokolwiek nazywać koordynatorem. Szmaragdowa Rewolucja została stworzona przez ogół ludzi, a nie jednostki. Nie ma tu ludzi mniej, lub bardziej ważnych.

Tomek: Wszystko opierało się na naszym forum, oczywiście znaliśmy swoje numery gadu-gadu, adresy e-mail, jednak nasze rozmowy to głownie na forum. Głównym koordynatorem naszej akcji był i jest Gornhard, to on zapoczątkował całą akcję z innymi osobami, stworzył razem z Ryoko stronę internetową Szmaragdowej Rewolucji oraz nasze forum.

Jak układała się Wasza współpraca z mediami?

Ryoko: Najlepiej układała się współpraca ze stronami w Internecie. Media ogólnie były dość zainteresowane naszymi działaniami. W efekcie, niemal każdy fan Harry’go Pottera słyszał o naszych działaniach i wspomagał Szmaragdową Rewolucję swoimi mailami itp. Ogółem było głośno o Szmaragdowej Rewolucji i to dużo dzięki mediom.

Jak teraz wygląda życie rewolucjonistów?

MalGanis: „Przodownicy Rewolucji” nie zapomnieli o swoich towarzyszach, raczej wszyscy się trzymają, piszą na forum. Nie wiem co z tymi, którzy nigdy nie pisali na forum, nie byli tak widoczni, ale także wysyłali maile, też walczyli – kto wie, może tylko czekają, aż dostaną jakąś wiadomość od Rewolucji i znowu będą mogli włączyć się do walki?

Ryoko: Rewolucjoniści nadal są jednością, każdy odwiedza forum. Nawet gdy ktoś ma mało czasu to zagląda tam raz kiedy (choć czasem może się wydawać inaczej), no i wszyscy z niecierpliwością czkają na kolejne akcje. Każdy jest pełen gotowości i sił na nowe wyzwanie, Szmaragdowa Rewolucja powstała żeby zjednoczyć fanów Harry’ego Pottera i żeby bronić swoich praw i racji, i dlatego też Rewolucja dalej istnieje, zawsze będziemy walczyć o sprawy fanów HP.

Tommek92: Teraz kiedy już wszystko ucichło nasze życie rewolucjonistów opiera się tylko na naszym forum, jak powiedział Mal. Wspominamy czasy sprzed roku, kiedy to były czasy początkowej i najbardziej zaciętej walki, ale także normalnie rozmawiamy: powstało bardzo wiele przyjaźni, znajomości i wiemy że jak chcemy pogadać lub mamy jakiś problem, zły humor to mamy gdzie się zwrócić, bo tam wszyscy siebie wysłuchamy, poradzimy. Tam jest nam dobrze. Tak, to jest to.

Aibhill Dreamstoher
28.06.2007, 13:45

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Mary

Więc witam Agrypine, gdzie się podziewałaś?

1.07.2007, 00:47
snowdog

Cześć wszystkim :D

1.07.2007, 00:09
Agrypine S.

Zastanowię się. Ale wiesz co? Nadal mnie mnie przywitałaś. Valaraukarze, a myślałam, że tylko ja mam obsesję na punkcie widzenia wszędzie złośliwości wobec mnie.

30.06.2007, 23:26
Mary

Kopnij się w głowę! Napisałam, że ja jestem mało inteligenta, a zrozumiałam, sugerując w ten sposób, że ty jesteś inteligentny, więc tym bardziej powinieneś. Nie podnoś mi ciśnienia z łaski swojej, z prośby mojej. Nie interesuje mnie czy jesteś do mnie uprzedzony, czy nie, ale przynajmniej bądź obiektywny, Tamten komentarz nie zawierał żadnej złośliwości w stosunku do Ciebie, ani też w stosunku do nikogo innego. Bądź tu uprzejma, to Cię jeszcze zjadą ludzie od góry do dołu. Kur** !! Co do kodu to ja piszę "l", potem strzałka w dół (więc bez użycia myszki) i enter - zawsze to trzy klawisze zamiast pięciu. Przepraszam Agrypino, że Cię nie przywitałam. Wybaczysz?

30.06.2007, 22:25
V.

W ogóle co to za brednie o autouzupełnianiu wpisu! Dwa razy więcej czasu zajmuje wpisanie literki 'l', przeniesienie palca nad myszkę i kliknięcie na uzupełnienie, niż dopisanie "umos".

30.06.2007, 21:36
V.

Ach, Mary, prawdziwą rozkoszą wieczorną jest się uraczyć twoim stwierdzeniem, jak bardzo się jest nieinteligentnym, zwłaszcza w towarzystwie twojej zawsze skromnej i ganiącej za wszelką pychę osoby. Skoro inteligencja twoja pozwoliła ci - z czego raduję się sercem całym, duszą, rozumem i paroma innymi częściami ciała tego i owego - zrozumieć to, czego mnie się nie udało, może pójdź dalej (lub cofnij się) i zrozum moje komentarze, nie wyrywając z nich wybiórczo jakichś fragmentów, a mojej radości końca nie będzie. Zanim więc zacznę się cieszyć, pozwolę sobie dorzucić swój głos w sprawie kodu: szalenie mi się rzecz podoba. Gdyby nie jego obecność, prawdopodobnie napisałbym już tutaj dwakroć więcej komentarzy - tymczasem za każdym razem widząc te ohydne żółte literki, dochodzę do wniosku, że wcale nie mam wystarczająco dużo do powiedzenia (kłaniam się głęboko w stronę Mary), by przechodzić tę katorgę raz jeszcze. Proponuję wprowadzić tu i ówdzie dodatkową antykoncepcję, to już w ogóle zaniecham zwyczaju pisywania tu czegokolwiek. Warto sobie zadać ten trud.

30.06.2007, 21:33
Agrypine S.

Nawet Mary nie zachciała mnie powitać. Cóż za ból! Może mam ograniczone pole myślowe, ale nie bardzo wiem, o co chodzi z tymi spamami. Jak takie coś wyglądałoby w myślodsiewni?

30.06.2007, 20:54
Mary

W pierwszym zdaniu nie "ani" tylko "i".

30.06.2007, 19:47
Mary

Dużo wysiłku nie trzeba, żeby to wpisać, a jednak spamu ani reklam głupich oszczędzi nam, wiec uważam, ze to jest jak najbardziej w porządku. Jeżeli masz Mozille, to wystarczy, że wpiszesz pierwszą literę i samo Ci się wyświetli dalej. Skoro dla kogoś to tak wiele znaczy, to ma racje, nie twierdzę, że nie byłoby miło gdyby wszyscy czytelnicy zostali potraktowani na równi.,a le jakoś nie przywiązuje w tej chwili dot ego większej wagi. Ja nie przejmuję się tym tak bardzo od momentu gdy zrozumiałam, że to nie jest najważniejsza sprawa w moim życiu.

30.06.2007, 19:43
GGgrzesiek

Oj satysfakcja byłaby i to duża. Żadnych spoilerów i przecieków, które psują lekturę 7 tomu. Myślę że znajdzie się parę osób, które byłyby zadowolone. Obawiam się, że po 21 lipca nastąpi prawdziwy wysyp tzw spoilerowców i większość z nas czy tego chce czy nie, najważniejsze wątki będzie znała na długo przed polską premierą. Aibhill wyobrażam, ale maila na swojej skrzynce żadnego nie widziałem. Aby nie wszczynać niepotrzebnej dyskusji proponuje przypisać to na poczet „solidności” wirtualnej polski.

30.06.2007, 19:10