Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

„Dziedzic Gryffindora. Inne spojrzenie na książki o Harrym Potterze” – wywiad z Andrzejem Fiderkiewiczem

Prawie pięć wieków temu, gdy książki zawierały w sobie treści sprzeczne z nauką Ojców Kościoła, trafiały na Indeks Ksiąg Zakazanych – urzędowy wykaz dzieł zakazanych do czytania pod groźbą ekskomuniki i bezwzględnie potępianych przez ówczesny Kościół. Dzieła te zwykle publicznie palono, aby jeszcze bardziej podkreślić ich zgubny wpływ na chrześcijańskie dusze.

Współcześnie książek już się nie niszczy (jest to uważane za przejaw skrajnego barbarzyństwa), jednak Kościół nie utracił kontroli nad tym, co czytają katolicy; o dziełach niezgodnych z poglądami duchownych lub budzących ich niepokój pisze się kolejne książki, w których szczegółowo analizuje się treść i wykazuje zgubny wpływ na całe rzesze wierzących. Jedną z takich pozycji jest „Harry Potter – dobry czy zły?”, rozpoczynający kolejną fazę polowań na czarownicę, jaką jest autorka cyklu o przygodach nastoletniego czarodzieja, Harry’ego Pottera, Joanne Kathleen Rowling.

O książce tej pisaliśmy jakiś czas temu na Proroku; opublikowany rozdział wywołał wśród naszych czytelników sporo kontrowersji. Niemiecka socjolog, Gabriele Kuby rozpoczęła swoją prywatną krucjatę w obronie dusz wystawionych na realne zło, jakim jest seria książek o „Harrym Potterze”. Wkroczyła ona na delikatny dla wielu osób grunt wiary, religii i chrześcijańskiego sumienia, odwołała się do wybranych fragmentów Pisma Świętego, by wykazać jak najwięcej odniesień do satanizmu i okultyzmu w twórczości Rowling. Jednak nie dla wszystkich te konotacje są prawdziwe i tak oczywiste…

Andrzej Fiderkiewicz, 37-letni warszawski bankowiec, publicysta i miłośnik fantastyki, związany niegdyś z takimi pismami jak „Stańczyk” i „Fronda”, w swym artykule „Dziedzic Gryffindora. Inne spojrzenie na książki o Harrym Potterze” także przyjrzał się powieściom o nastoletnim czarodzieju z chrześcijańskiej perspektywy. W przeciwieństwie do Gabriele Kuby nie znalazł w nich zbyt wielu niepokojących elementów, a nawet odważył się wysunąć tezę, iż większość zarzutów stawianych „Harry’emu Potterowi” jest niesprawiedliwych i nietrafnych, bądź wyolbrzymionych.

O „Dziedzicu Gryffindora”, „Harrym Potterze” i innych tematach fantastyki się tyczących z Andrzejem Fiderkiewiczem rozmawiała Aibhill Dreamstoher.




„Dziedzic Gryffindora. Inne spojrzenie na książki o Harrym Potterze” – wywiad z Andrzejem Fiderkiewiczem


Prorok: Bankowcy – według powszechnej opinii ludzie świetnie zorganizowani, zapracowani i poważni. Skąd więc u jednego z nich tak głębokie zainteresowanie fantastyką? Stanowi to odskocznię od codziennego życia? Pozwala wyróżnić się w gronie osób ubranych w niemal identycznie skrojone garnitury? Daje możliwość zatrzymania się na chwilę w szaleńczym biegu za karierą i pieniędzmi?

Andrzej Fiderkiewicz: Staram się w tym biegu nie uczestniczyć, a przynajmniej ograniczać jego tempo, z różnym niestety skutkiem. A zainteresowanie fantastyką tkwi we mnie od dzieciństwa. Takie fascynacje są chyba wrodzone. Zaczynałem oczywiście od s-f, od Lema, w PRL fantasy prawie nie wydawano. Tolkien był pierwszym autorem fantasy, którego przeczytałem i… połknąłem haczyk. Potem była LeGuin, C.S.Lewis a nawet Lovecraft i Howard. Ale oczywiście czytam nie tylko fantastykę, z tzw. głównego nurtu cenię szczególnie Mikę Waltariego i Flannery O’Connor, z polskich klasyków Prusa. Wszystkim poleciłbym Dostojewskiego i Szekspira, szczególnie tragedie.

Prorok: Preferuje Pan fantastykę polską czy zagraniczną? Których pisarzy i jakie ich dzieła darzy Pan największą sympatią?

Andrzej Fiderkiewicz: Nie dzielę fantastyki według takiego kryterium. Z twórców fantasy palmę pierwszeństwa oddaję trzem pisarzom. Pierwszy to Tolkien, fenomenalny twórca ze względu na wyjątkowy autentyzm stworzonego przezeń świata. On, w pewnym sensie, naprawdę żył w Śródziemiu i stąd ogromna spójność i autentyzm jego dzieła. Mój drugi faworyt to amerykański pisarz Gene Wolfe. Szczególnie cenię jego tetralogię „Księga Nowego Słońca”. Wolfe jest obdarzony niesamowitą wyobraźnią i jest genialnym stylistą. Niektórzy krytycy uważają wręcz, że to najwybitniejszy stylista w całej współczesnej literaturze anglojęzycznej. Trzeci to oczywiście C.S.Lewis.

Prorok: W najnowszym numerze krakowskiego dwumiesięcznika Arcana ukazał się pański artykuł „Dziedzic Gryffindora. Inne spojrzenie na książki o Harrym Potterze”, w którym podjął Pan próbę obalenia trzech podstawowych zarzutów stawianych pod adresem twórczości J.K. Rowling. Polemizuje Pan z krytykami, przedstawiając swoje kontrargumenty i wykazując irracjonalność niektórych poglądów. Do kogo skierowany jest pański szkic? Do przeciwników, czy zwolenników „Harry’ego Pottera”? A może do obu stron?

Andrzej Fiderkiewicz: Nie mam głębszej nadziei, że przekonam zajadłych przeciwników HP do swoich racji. Szkic powstał głównie z myślą o ludziach, którzy zetknęli się wyłącznie z krytyką tych książek, ale nie mają jeszcze wyrobionego zdania na ich temat albo uważają, że Potter to tylko fajne czytadło. Była to próba pokazania, że powieści o Harrym Potterze zawierają coś więcej, wiele znaczeń i symboli niedostrzegalnych przy szybkiej, pobieżnej lekturze. Oczywiście jeżeli mój tekst skłoni ludzi nieprzychylnych HP do refleksji, to dobrze.

Prorok: Co Pana skłoniło, żeby podjąć trudne wyzwanie zostania apologetą „Harry’ego Pottera”? Jaki cel przyświecał Panu podczas pisania o dziedzicu Gryffindora?

Andrzej Fiderkiewicz: Apologetą określam siebie raczej dla żartu. Nie toczę boju o HP, staram się natomiast dotrzeć do prawdy o tych książkach. Zaintrygowało mnie, dlaczego na temat HP są tak rozbieżne opinie, szczególnie w środowiskach chrześcijańskich. W USA są chrześcijanie, którzy określają HP jako projekt satanistyczny, są i tacy, którzy prowadzą według HP katechezy, na wzór popularnych ostatnio katechez narnijskich. Muszę też przyznać, że artykuł w Arcanach był pomyślany trochę jako polemika z poglądami Roberta Tekielego czy o.Posackiego i dlatego niektóre wnioski są w nim nieco „podkręcone”. Mój ściśle prywatny pogląd na te książki jest nieco mniej entuzjastyczny niż tekst w Arcanach, ale bynajmniej nie negatywny.

Prorok: Więc jaki?

Andrzej Fiderkiewicz: Uważam, że książki o Harrym Potterze to znakomity cykl powieści fantastycznych, mocno osadzonych w tradycji literatury brytyjskiej. To powinno być jasne dla każdego, kto choć trochę interesował się literacką tradycją Wysp. Jednak dopóki nie poznam siódmego tomu wstrzymuję się z ostateczną oceną. W swoim artykule napisałem: „powieści o Harrym Potterze są literackim hołdem złożonym odwadze, lojalności, przyjaźni, współczuciu, skrusze, przebaczeniu i ofiarnemu poświęceniu się za bliźnich, porównywalnym z „Władcą Pierścieni” czy „Opowieściami z Narnii” i tym zdaniem niejako wykroczyłem w przyszłość, ale wydaje mi się, że będę mógł je powtórzyć bez wstydu po ukazaniu się ostatniego tomu.

Prorok: Kiedy i w jakich okolicznościach po raz pierwszy sięgnął Pan po „Harry’ego Pottera”?

Andrzej Fiderkiewicz: W pracy mam dostęp do serwisu informacyjnego Reutersa. Przeczytałem kiedyś depeszę o zamieszaniu wokół książek o HP i postanowiłem sprawdzić sam, co to za diabeł. Pierwszy tom kupiłem w czasie, kiedy w księgarniach szykowano już premierę „Czary ognia”. Nie wciągnął mnie specjalnie, styl nieco szwankował, ale historia była na tyle interesująca, że postanowiłem czytać dalej, tym bardziej, że nie zauważyłem w tej książce czegoś, co odróżniałoby ją jakoś szczególnie od, dajmy na to, „Opowieści z Narnii”. Z następnymi tomami poszło już znacznie lepiej.

Prorok: Co „Harry Potter” ma wspólnego z „Opowieściami z Narnii”? Zapewne wielu zagorzałych fanów twórczości Lewisa obraziłoby się nawet za próbę porównania obu cykli…

Andrzej Fiderkiewicz: Lewis, gdyby żył, pewnie lubiłby powieści o Harrym Potterze. Problem w tym, że „Opowieści z Narnii” czy „Władca pierścieni” to książki wydane ponad pół wieku temu, dziś są już one klasyką. Ich autorami byli poważni uczeni, profesorowie Oksfordu. Na tematy tolkienowsko - lewisowskie napisano setki książek, także apologetycznych, bo przez długie lata wokół tych powieści niektórym też pachniało siarką. Natomiast „potterologia” jest jeszcze w powijakach. Niektórzy twierdzą, że nie ma punktów stycznych między Narnią a Hogwartem, bo u Rowling nie ma Boga. Ale to wcale nie oznacza, że książki o Potterze są bezbożne, tylko, że nie są one alegorią. Włoski kardynał Giacomo Biffi, jeden z bardziej konserwatywnych włoskich hierarchów, napisał ciekawą książkę o wartościach chrześcijańskich w „Pinokio”, którego autor był zdeklarowanym ateistą. Rowling nie tylko nie jest ateistką, ale pisze w nurcie klasycznej brytyjskiej fantastyki i wpływy Lewisa, Tolkiena czy Macdonalda są w jej książkach bardzo wyraźne. Trzeba być naprawdę mocno uprzedzonym, by tego nie dostrzegać.

Prorok: Pierwszy zarzut, z którym Pan polemizuje dotyczy wprowadzania czytelników w świat okultyzmu i magii. Twierdzi Pan, iż jest to oskarżenie najcięższe i najbardziej niesprawiedliwe, a podobne zastrzeżenia można mieć do tradycyjnych baśniopisarzy, np. Christiana Andersena, czy też do twórców klasycznej fantastyki chrześcijańskiej, zwłaszcza Tolkiena i Lewisa. Nie ulega jednak wątpliwości, że część najmłodszych czytelników próbuje naśladować swoich ulubionych literackich bohaterów; dla niektórych z nich próby te zakończyły się tragicznie. Świat magii fascynuje. Dzieci chcą posiadać magiczną moc, latać na miotle, czarować, wkraczając przy tym – świadomie bądź nie – w bardzo niebezpieczną sferę zjawisk nadprzyrodzonych, transcendentalizmu. Jak pomóc im odróżnić literacką fikcję od rzeczywistości?

Andrzej Fiderkiewicz: Bardzo dobrze, że padło takie pytanie. Jako człowiek wierzący poważnie traktuję biblijne ostrzeżenie przed uprawianiem czarów, magii czy wróżbiarstwa. W naszej rzeczywistości takie umiejętności magiczne, jak np. lewitacja, wzniecanie ognia, materializacja czy wizualizacja przedmiotów mają miejsce dzięki wsparciu demonicznemu. Rzeczywista magia oznacza mniej lub bardziej świadome otwarcie na siły duchowe, przywoływanie istot czy mocy, z którymi człowiek nie powinien mieć do czynienia.

W umownej magii literackiej czegoś takiego nie ma, a przynajmniej nie powinno być. Trzeba pamiętać, że fantastyka to gatunek literacki zakładający kreację wymyślonej przez autora rzeczywistości za pomocą pewnych specyficznych środków. Można do nich zaliczyć obdarzenie ludzkimi cechami istot ludźmi niebędących, nadanie cudownych właściwości i umiejętności ludziom lub innym istotom rozumnym oraz stworzenie przez autora baśniowego rekwizytorium (magiczne przedmioty) i bestiarium (istoty magiczne, mityczne itp). Patrząc rygorystycznie można oczywiście zdyskredytować wszelką fantastykę, bo bywa w niej opisywana magia, ale w rzeczywistości problem leży gdzie indziej. To, co niezwykłe, przyciąga naszą uwagę w sposób niedostępny literaturze realistycznej. Pokazując alternatywną rzeczywistość autor ma możliwość ukazania czytelnikom tego, co na co dzień umyka ich uwadze. Dlatego w kulturze wszystkich narodów świata zawsze istniały baśnie. Ważne jest, żeby magia w książkach była umowna: oto dzieci przechodzą przez szafę i znajdują się w Narnii albo wsiadają do magicznego ekspresu i są w Hogwarcie. Na czas lektury znaleźliśmy się w innym świecie, gdzie obowiązują inne prawa i zasady gry. Fantasta może tworzyć najdziwaczniejsze światy, pełne magii, nadludzkich bohaterów i potworów, nie powinien jednak tworzyć światów o nadludzkiej czy też nieludzkiej i potwornej moralności. Moim zdaniem Rowling dobrze zdaje taki egzamin z użycia magii w literaturze.

Można jeszcze odpowiedzieć na Pani pytanie w inny sposób. „Dobra magia” literacka jest działaniem, które odzwierciedla zarówno porządek moralny wykreowanego świata, jak i porządek moralny naszej rzeczywistości. Taką właśnie magię prezentuje Książę Kaspian z narnijskich opowieści, dmąc w róg, który otrzymała niegdyś od Aslana, syna Władcy Zza Morza, królowa Łucja. Takie użycie magicznego przedmiotu jest de facto zwróceniem się z prośbą o opatrznościową pomoc do Władcy Zza Morza i pomoc ta rzeczywiście nadchodzi. Podobną „dobrą magię” uprawia też Lily Potter, oddając w ofierze życie za swojego syna i zapewniając mu tym samym „magiczną” ochronę przed morderczym zaklęciem Voldemorta. Z kolei „czarna magia” w literaturze to magia zdobyta, zawłaszczona, to próba przechwycenia mocy, która nie jest przypisana do natury człowieka lub innego baśniowego bohatera (wszystko jedno, czy będzie to krasnolud, hobbit czy centaur, tak naprawdę opowieść zawsze mówi o ludziach). Prezentuje ją w tej samej powieści Lewisa karzeł Nikabrik, usiłując wezwać na pomoc istotę demoniczną, Białą Czarownicę Jadis, uprawia ją też Voldemort, ukrywający swoją duszę w magicznych przedmiotach, posiadający ciała innych ludzi albo Saruman, ulegający mocy Saurona przez Palantir. W naszej rzeczywistości nie ma podziału na magię dobra i złą, białą i czarną, ale w baśniach, w fantastyce to częsta sytuacja. Trzeba znać te konwencje literackie, aby wypowiadać się na temat literatury fantastycznej, inaczej łatwo się ośmieszyć.

Wiedząc, czym różni się magia w literaturze od prawdziwej magii uprawianej przez okultystów możemy łatwo wytłumaczyć tę różnicę dziecku, choćby na przykładzie Harry’ego Pottera. Dla przykładu, nauka wróżbiarstwa, doskonale zresztą przez Rowling sparodiowana, to doskonały bodziec do rozmowy z dzieckiem na temat szarlatanów, wróżek, pań od tarota itp. zjawisk.

Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na dwie sprawy. Po pierwsze, nie spotkałem się nigdy, a szukałem dobrze, z udokumentowanym przypadkiem wejścia w okultyzm z powodu lektury Harry’ego Pottera. Czytałem natomiast wypowiedzi ludzi, którzy wyszli z rozmaitych sekt i kultów, np. z Wicca i mówili, że między magią z tych powieści a tym, co robi się w tych kręgach nie ma żadnego podobieństwa. Po drugie, jest faktem, że niektóre grupy neopogan próbują popularyzować swoje idee za pomocą HP. Podobnie czynili w latach 70 i 80 z dziełami Tolkiena. To niebezpieczne i trzeba przed tym ostrzegać. Czy jednak można za to winić autorów książek?

Prorok: Trudno się nie zgodzić z pańską argumentacją. Zastanówmy się teraz, dlaczego przeciwnicy „Harry’ego Pottera” doszukują się w książkach symboli satanistycznych i okultystycznych, skoro magia J.K. Rowling to magia czysto literacka.

Andrzej Fiderkiewicz: Magia, jak pisał Lewis, w literaturze pełni funkcję, jaką nadaje jej autor. Ważny jest cel, przyświecający autorowi, który sięga po takie a nie inne środki wyrazu, ważne jest nie tyle istnienie magii w opowieści, co jej literackie wykorzystanie. Jeżeli zakładamy, że wszelkie opisy magii w literaturze są szkodliwe, to nie możemy potępiać tylko HP. Dla przykładu, jeden z polskich krytyków HP napisał, że scena ze zwierciadłem Ain Eingarp to opis obrzędu krystalomancji. To oczywista bzdura, ale idąc tym śladem trzeba potępić Tolkiena za opis hydromancji, której dokonuje Galadriela w Lothlorien. Różdżki, eliksiry i transmutację znajdziemy już w „Odysei”. W „Orlandzie Szalonym”, poemacie Ariosta, z którego Rowling zapożyczyła hipogryfa, wojowniczka Bradamante rozmawia w podziemiach starego kościoła z duchem Merlina a więc uprawia nekromancję. W baśniach Lewisa kilkunastoletni chłopcy biorą udział w krwawej bitwie. Mamy tam personifikację sił natury, nimfy, driady, bóstwo rzeki, rzymską boginię Pomonę, Bachusa, Kronosa. Karzeł Korneliusz uprawia magię, para się astrologią. Zapewne przeciwnicy HP mają jak najlepsze intencje i dmuchają na zimne, ale przede wszystkim wykazują się ignorancją w kwestiach literatury fantastycznej i baśni w szczególności.

Prorok: Poleciłby Pan rodzicom czytanie „Harry’ego Pottera” najmłodszym?

Andrzej Fiderkiewicz: To zależy od rodziców, tylko oni znają własne dzieci na tyle, by ocenić, co im wolno czytać a czego nie. Mówimy oczywiście o tych najmłodszych, powiedzmy do dziesiątego roku życia. Myślę, że dobrze jest najpierw przeczytać z dziećmi „Opowieści z Narnii”, są krótsze, sprawniej napisane i mniej w nich drastycznych scen. Potem można przechodzić do Tolkiena i Rowling czy innych pisarzy.

Wracając do HP. Z jednej strony te książki to po prostu ciekawa, wciągająca lektura. Z drugiej strony pisarka podejmuje w nich ważne tematy moralne. Można je więc czytać dla samej przyjemności a można przy okazji omawiać z dziećmi wybory, przed jakimi stają bohaterowie, symbolikę towarzyszącą najważniejszym postaciom, domom Hogwartu itd. Harry Potter to bardziej wymagająca lektura niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Warto poszukać drugiego dna powieści, zastanowić się, jakie są ich najważniejsze tematy. Stara zasada „bawiąc uczyć” jest w przypadku HP jak najbardziej aktualna, ale to przede wszystkim rodzice powinni o niej pamiętać.

Prorok: Benedykt XVI uważa, iż „Harry Potter” subtelnie uwodzi, oddziałuje niepostrzeżenie, a przez to głęboko, i rozkłada chrześcijaństwo w duszy człowieka, zanim mogło ono w ogóle wyrosnąć. Co więc ma zrobić wzorowy katolik – być posłusznym zwierzchnikowi Kościoła na ziemi i nie czytać Pottera, czy też czytać, nie przywiązując większej wagi do osądu papieskiego?

Andrzej Fiderkiewicz: Jestem wyznania prawosławnego a to pytanie dotyczy katolików, ciężko więc mi na nie odpowiedzieć. Jednak śledziłem dość uważnie historię związaną z książką pani Kuby i z tego, co wiem, sprawa miała nieco inny przebieg niż lansują to pewne środowiska. Kardynał Ratzinger przekazał książkę Kuby do dalszego rozpatrzenia przez Papieską Radę ds. Kultury, gdzie jej recenzentem był ks. Peter Greenwood, jeden z autorów watykańskiego dokumentu w sprawie New Age, a więc człowiek świadomy zagrożeń duchowych. Ks. Greenwood przesłał autorce czterostronicowy list, w której poddał jej dzieło krytyce, wskazując brak obiektywizmu i ignorowanie chrześcijańskiego podtekstu głównego wątku powieści. O tym liście pani Kuby najwyraźniej zapomniała. Trzeba pamiętać, że mówimy o prywatnej wypowiedzi kardynała, który z pewnością nie czytał tych książek, może nawet o czymś w rodzaju „Wzorca Uprzejmej Odpowiedzi Nr 5”, a nie o oficjalnej wypowiedzi papieża. Nie istnieje nic takiego, jak oficjalna pozycja Kościoła katolickiego na temat książek o Harrym Potterze. Zagorzali fani Harry’ego powinni zdawać sobie z tego sprawę, żeby nie powstawały jakieś szkodliwe mity o Kościele walczącym z Potterem. Cała sprawa z cytowaniem listu kardynała Raztingera, tudzież opatrywanie książki napisem „Benedykt XVI poleca” wydaję mi się manipulacją. Widać, zdaniem wydawców, cel uświęca środki. Rozumiem jednak katolików, którzy szanują opinię Benedykta XVI i po HP nie sięgają. Jestem daleki od krytykowania ludzi, ufających autorytetowi swojego pasterza.

Prorok: Zwierzchnicy Kościoła prawosławnego wypowiadają się na temat „Harry’ego Pottera”?

Andrzej Fiderkiewicz: Była kiedyś negatywna wypowiedź biskupów na Cyprze. Poza tym nie było innych oficjalnych deklaracji. Rosyjski teolog diakon A.Kurajew, autor wielu publikacji na temat zagrożeń związanych z ruchem New Age i satanizmem, wydał w Rosji dwie książki z umiarkowanie przychylną oceną HP. Jednym z najbardziej znanych apologetów Pottera w Ameryce jest John Granger, też prawosławny. Z drugiej strony nie brakuje wśród moich współwyznawców zwolenników nurtu satanistyczno – okultystycznego. Mamy wielką rozbieżność opinii, co w przypadku HP jest zjawiskiem typowym.

Prorok: Gabriele Kuby, niemiecka socjolog, autorka książki „Harry Potter – dobry czy zły” wśród kilkunastu argumentów przeciwko „Harry’emu Potterowi” wskazała m.in. poniżanie świata ludzi i gloryfikowanie świata czarodziejów i czarownic. Jest Pan gotów obalić i ten argument?

Andrzej Fiderkiewicz: Ja takiej gloryfikacji nie dostrzegam. Harry szybko przekonuje się, że czarodziejski świat nie jest sielanką. Świat „Potterlandu” jest światem niesprawiedliwym i źle rządzonym, tak samo zresztą jak nasz. Magia, czego ku mojemu zdziwieniu nie zauważają krytycy HP, nie rozwiązuje tam żadnego z problemów. I tu i tam są ludzie żądni władzy, egoistyczni, pozbawieni miłości, nadmiernie ambitni. I tu i tam spotykamy też ludzi uczciwych, mądrych, dobrych i odważnych. Pogardę wobec Mugoli okazują ci sami czarodzieje, którzy nienawidzą szlam, głównie Śmierciożercy. „Potterland” jest światem, który zapędził się w kozi róg, czego świadomość miał Dumbledore. Bardzo znamienne są jego słowa o fontannie w Ministerstwie Magii. Ten świat potrzebuje miłości i zgody a usunięcie Voldemorta to tylko pierwszy krok w tym kierunku. Te książki są po prostu bardzo życiowe i dlatego jest w nich smutek i przemoc, ale nie tylko.

Prorok: Nie ma Pan wrażenia, że jednak smutek i przemoc do tej pory przeważają nad chwilami radości?

Andrzej Fiderkiewicz: Takie są reguły opowieści epickiej. Bohater musi w pewnym momencie radzić sobie sam a mądry starzec z siwą brodą, czy będzie to Merlin, Obi-Wan Kenobi czy profesor Dumbledore, schodzi z pola walki. Im więcej smutku, tym większa będzie radość na końcu. Zresztą, gdyby te powieści były tak beznadziejnie smutne i depresyjne, czy sięgałoby po nie tylu czytelników? Mnie bardziej zasmucił Lemony Snickett. Gdybym był dzieckiem, to po lekturze pierwszego tomu z „Serii niefortunnych zdarzeń” przestałbym chyba ufać dorosłym.

Prorok: Zarzut drugi mówi, że w książkach o Harrym Potterze nie ma wyraźnie zarysowanej opozycji Dobra i Zła. Zauważył Pan, że w żadnym z dotychczasowych tomów Harry’ego Pottera nie ma najmniejszej sugestii, iż Dobro i Zło są w jakiś sposób komplementarne. Kuby twierdzi, iż „czytelnik jest konsekwentnie pozbawiany umiejętności odróżniania dobra od zła. Dokonuje się to przez emocjonalną manipulację i intelektualny zamęt”. Według niej zło zostało przedstawione w sposób fascynujący. „Świat Hogwartu jest zamieszkały przez różne – złe, straszne, dziwaczne, demoniczne – stworzenia, którą chcą szkodzić innym. Są tu źli nauczyciele, źli uczniowie, zakrwawione duchy, dementorzy, skrzaty, które jako karę same zadają sobie ból, olbrzymy, którą sobie nawzajem urywają głowy – wszystko opanowane przez diabła. (…) Nie ma w Harrym Potterze nic dobrego, czemu nie przyczepiono by wywołującego odrazę atrybutu i nie ma nic złego (poza samym diabłem), czemu nie przypisano by pozytywnych atrybutów.” Jak Pan odniesie się do tej opinii? Czy to, że Rowling nie nakreśliła wyraźnej granicy pomiędzy dobrem a złem pozwala jej na – jak to określiła Kuby – „fundamentalne przemieszczenie wartości”?

Andrzej Fiderkiewicz: Rowling przedstawia zło właśnie jako zło, korzystając przy tym obficie z biblijnej symboliki. Niemal wszystko, co dotyczy Voldemorta i Śmierciożerców opisane jest za pomocą symboliki związanej z wężem, biblijną figurą Szatana. Wężowe oblicze Voldemorta, nagini, bazyliszek, Mroczny Znak, trucizny w domu Malfoyów. Czy jest to fascynujące? Zdecydowanie nie. To, że trafiają się wśród młodych ludzi miłośnicy Draco Malfoya a nawet Voldemorta wskazuje, że coś jest nie w porządku z ich rodzinami a nie z książkami Rowling. Trzeba zapytać, co w literaturze odróżnia dobrych bohaterów od złych? Są to wybory, których oni dokonują. I na tym polu widać bardzo wyraźnie, kto w HP opowiada się po stronie dobra. Rowling nie stara się usprawiedliwić Toma Riddle’a, choć był sierotą i „miał pod górkę”.

Prorok: Według Pana celem dobrego dzieła literackiego jest „pokonanie barier, dzielących czytelnika od tego, co w życiu istotne i od tego, co wieczne”. Stwierdził Pan, że Rowling dokonała udanej sub-kreacji, a „Harry Potter” odzwierciedla głębszą prawdę o istniejącym w świecie Boskim porządku. Gabriele Kuby znów ma inne zdanie. „Literatura poszerza horyzonty, rzuca światło na rzeczywistość, która rozbłyskuje na nowo i pozwala zobaczyć więcej, głębiej. Dobra literatura wzbogaca czytelnika i być może dzięki niej ufniej spojrzy on na własne życie”, tymczasem angielska pisarka „posługuje się fantazją, która jest tak zepsuta jak ryba podana na spotkaniu w rocznicę śmierci Prawie Bezgłowego Nicka”. „Przy czytaniu Pottera dusza młodego czytelnika zalewana jest horrorem, a przez to staje się bardziej nieczuła”. Co wartościowego jest w książkach o Harrym?

Andrzej Fiderkiewicz: Pozostawmy na boku opinie pani Kuby z dziedziny estetyki. Książki o HP to klasyczne opowieści o walce Dobra i Zła, ze szczególnym wskazaniem na triumf miłości nad śmiercią. W atrakcyjną i wielopiętrową fabułę Rowling wplata wiele poważnych pytań. Jaka jest relacja między wolną wolą a przeznaczeniem w naszym życiu? Ten temat ciągnie się od pierwszego tomu, od kłótni centaurów w Zakazanym Lesie aż do wspaniałej rozmowy Dumbledore’a z Harrym w „Księciu Półkrwi”. Co nas określa, zdolności czy też wybory, których dokonujemy? Kolejny godny uwagi temat można zatytułować w ślad za Jane Austen: duma i uprzedzenie. W HP prawie wszyscy bohaterowie mają jakieś bezpodstawne uprzedzenia i skorzy są do pospiesznego osądzania innych osób. Sam Harry nie jest od tych wad wolny. Rowling zachęca, żeby nie tworzyć sobie przedwczesnych sądów o innych, nie ulegać w tej kwestii konformizmowi. Wszystkie te problemy są nie tyle specyficznie chrześcijańskie, co ogólnoludzkie, ale wydaje mi się, że Rowling opowiada na nie w duchu chrześcijańskim. Odrębna sprawa to symboliczny ładunek powieści, mnóstwo odniesień do mitów całego świata a w szczególności do kultury europejskiej, gdyż główny konflikt powieści przedstawiony jest przecież za pomocą symboliki średniowiecznej. Tak więc naprawdę warto czytać HP.

Prorok: Jakie były Pana pierwsze wrażenia po przeczytaniu „Księcia Półkrwi”? Czy było coś, co Pana zaskoczyło bądź rozczarowało?

Andrzej Fiderkiewicz: To najlepszy tom cyklu. Autorce udało się zapanować nad tendencją do rozdymania fabuły, widoczną szczególnie w „Zakonie feniksa”. Bardzo podobał mi się koniec powieści. Harry, ogołocony ze wszystkiego, wyrzeka się nawet miłości do Ginny, świadom, że pozostało mu teraz tylko finałowe spotkanie z Voldemortem. Bardzo to podobne do postawy Froda pod koniec pierwszego tomu „Władcy pierścieni”. No i wizja ognistego feniksa wznoszącego się z grobowca Dumbledore’a, piękna sprawa. „Książę Półkrwi” to książka napisana jak rasowy kryminał, Rowling pragnęła sprowadzić czytelników na manowce, co dobrze widać na przykładzie pewnej zamieszczonej na Prorok.pl recenzji. Szczególnie dotyczy to wydarzeń na Wieży Astronomicznej i późniejszej „strzelaniny” w Hogwarcie. Prawdziwy tytuł książki to przecież „Harry Potter i Snape”. Harry będzie bardzo zaskoczony, kiedy dowie się wreszcie prawdy o Snape’ie. Uważam, że nawet horkruksy są w pewnym sensie zasłoną dymną. Najważniejsze, co spotka Harry’ego w następnej książce, nie będzie miało z nimi większego związku. W ogóle „Książę Półkrwi” pozostawił mnóstwo otwartych pytań i mam obawy, że siódmy tom osiągnie rozmiary piątego.

Prorok: Czy zmieniłby Pan coś w „Harrym Potterze” na miejscu Rowling? Są jakieś wątki, z którymi Pan jako czytelnik nie może się pogodzić?

Andrzej Fiderkiewicz: Na pewno wyrzuciłbym ze szkoły numerologię i Jęczącą Martę. Zmieniłbym też scenę na cmentarzu w „Czarze Ognia”. Postacie, które wychodzą z różdżki Voldemorta to, jak mówi Dumbledore, zaledwie „echa” zmarłych ludzi. W jaki więc sposób taki widmowy „ojciec” Harry’ego może wiedzieć, że gdzieś w pobliżu znajduje się świstoklik, podpowiadać mu, kiedy ma przerwać połączenie i uciekać do Hogwartu? To klasyczne deus ex machina, duży błąd, szczególnie przykry w przypadku Rowling, która jest mistrzynią tworzenia rozbudowanej, splątanej a jednocześnie logicznej narracji.

I jeszcze jedna sprawa. Jest bardzo duża różnica między pierwszymi trzema tomami a następnymi książkami cyklu. Pierwsze to książki dla dzieci, kolejne już nie. Ciężko powiedzieć dziecku „a teraz kochanie poczekaj ze trzy lata, to poczytasz sobie „Czarę Ognia”. Czasem mam nawet wrażenie, że tak naprawdę są to wszystko powieści dla dorosłych napisane jako powieści dla dzieci. Najlepiej byłoby rozpoczynać lekturę HP w wieku 14-15 lat, nie wcześniej, ale to niemożliwe.

Prorok: Czy śmierć głównego bohatera w pojedynku z Voldemortem to dobry pomysł na zakończenie całego cyklu?

Andrzej Fiderkiewicz: W każdym z pierwszych pięciu tomów byliśmy świadkami symbolicznej śmierci i zmartwychwstania Harry’ego. To świadczy, że dla Rowling problem śmierci ma kluczowe znaczenie. Śmierć Harry’ego to jedno z nasuwających się rozwiązań, szczególnie, jeżeli hipoteza, że blizna jest horkruksem, okaże się prawdziwa. Myślę jednak, że Rowling szykuje Harry’emu inny los, co nie znaczy wcale, że będzie to happy end w stylu hollywoodzkim: „mieli z Ginny dużo dzieci i żyli długo i szczęśliwie”. Przypuszczam, że Harry w ogóle nie będzie musiał zabijać Voldemorta, ponieważ on już powoli umiera. Klucz do zagadki leży, moim zdaniem, w środkowym tomie cyklu, w „Czarze Ognia”.

Prorok: Czytał Pan „Harry’ego Pottera” w oryginale czy w tłumaczeniu pana Polkowskiego?

Andrzej Fiderkiewicz: Po angielsku przeczytałem tylko „Księcia Półkrwi”.

Prorok: Na czym, według Pana, polega fenomen książek o przygodach Harry’ego Pottera?

Andrzej Fiderkiewicz: Widzę kilka przyczyn. Te książki pojawiły się w dobrym momencie, kiedy zarówno fantastyka jak literatura dla dzieci znajdowały się w kryzysie, brakowało ciekawych powieści. Zaplanowany na siedem części cykl wypełnił czarną dziurę na rynku. Poza tym HP to karkołomne pomieszanie gatunków. W jakiś niezwykły sposób Rowling udało się połączyć elementy eposu, powieści szkolnej, fantasy, horroru, powieści o dojrzewaniu, groteski i kryminału w spójną całość. Słowem – dla każdego coś miłego. Ogromny wpływ na popularność cyklu miał też sprawny marketing i szybkie ekranizacje powieści. Ostatnia przyczyna jest głębszej natury. Jesteśmy tak stworzeni, że potrzebujemy historii, w których Dobro walczy ze Złem i w pozornie beznadziejnej sytuacji, zwycięża i dlatego chętnie czytamy HP. Jak mawiał Tolkien, nawet Ewangelia jest taką historią, tyle, że opisane w niej wydarzenia naprawdę miały miejsce, jest ona „mitem, który wydarzył się naprawdę”.

Prorok: Dlaczego musiał pojawić się „Harry Potter”, byśmy dopiero po jego lekturze sięgnęli po zapomniane „Opowieści z Narnii”?

Andrzej Fiderkiewicz: Nie wiem, czy były one zapomniane. W wielu krajach anglosaskich to lektura szkolna więc niemal wszyscy znają tam Lewisa. Narnia potrzebowała raczej pewnego odkurzenia, bo na fali „potteromanii” i ekranizacji Tolkiena jej urok nieco przygasł. Są to jednak na tyle dobre książki, że nie obawiałbym się o ich popularność w przyszłości.

Prorok: Nie myślał Pan o napisaniu własnej książki?

Andrzej Fiderkiewicz: Piszę ją od dwóch lat, ale idzie mi bardzo powoli. Wolny czas miewam tylko wieczorami i podczas weekendów, ale większość tych chwil poświęcam żonie i córkom. Chyba lepszy ze mnie krytyk niż pisarz, choć nadziei na ukończenie powieści nie porzucam.

Prorok: Powieści fantastycznej, jak sądzę?

Andrzej Fiderkiewicz: Jest to powieść fantasy, ale osadzona w dość nietypowych realiach. Nie ma w niej smoków ani magicznych pierścieni, sceneria przypomina raczej czasy schyłku imperium rzymskiego.

Prorok: Bardzo dziękuję za wywiad i życzę samych sukcesów na gruncie zawodowym oraz literackim.




Jest mi bardzo miło poinformować, iż pan Andrzej zgodził się opublikować na Proroku kolejny odcinek „apologetycznych zapisków” o Harrym Potterze, który będzie poświęcony koncentrycznej budowie cyklu książek o HP. Zawierać będzie także trochę spekulacji na temat siódmego tomu.

Aibhill Dreamstoher
24.03.2006, 19:11

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

minoton

harry potter zawiera tak wady jak i zalety; o zaletach w sposób ciekawy i przekonywujący opowiedział p. Fiderkiewicz, zaś do wad należą czarne świece (symbol satanistyczny), obchodzenie w Hogwardzie Halloween - święta ważnego dla satanistów, mającego pogańskie, celtyckie korzenie, obchodzenie Bożego Narodzenia w oderwaniu od kontekstu religijnego (z drugiej strony może to być po prostu element realizmu, bowiem Zachód w dużej części odrzucił chrześcijaństwo i możliwe, ze kiedyś przyjadą do Europy czarnoskórzy misjonarze z Czarnej Afryki), używanie słowa ,,prorok'' w oderwaniu od sensu religijnego (tytuł gazety dla czarodziejów), używanie sów jako posłańców (sowa budzi skojarzenia z diabłem), główny bohater rozmawia w zoo z wężem (rozmowa z wężem występuje też w Biblii, a dla gnostyków wąż był symbolem tajemnej wiedzy - gnozy),wreszcie słowa,że dla inteligentnej osoby śmierć jest ... rozrywką (nasuwa to skojarzenia z wypowiedzią satanisty Marlina Mansona w Polsce, że ,,śmierć jest najwyższą formą rozrywki''). Osobiście przeszkadza mi mnadmiar turpizmu (brzydoty) w HP, a zwłaszcza nie podobają mi się chrupki o smaku woskowiny z ucha i wymiocin (może to nawiązywać do nowożytnych, znanych min. z Polaski wierzeń o czarownicach pożerających na sabacie trupy wisielców i inne obrzydliwe rzeczy, ale może to również nawiązywać do zepsucia obecnego Zachodu, który zapomniał co to głód i folguje swym najdziwniejszym rządzom, takim jak niedawno wynaleziony alkohol w proszku, czy inne świństwa). Niektóre argumenty zaczerpnąłem z art. ks. Posackiego w ,,Encyklopedii Białych Plam'', jednak nie zgadzam się z takimi jego twierdzeniami jak to, że czarodzieje i czarodziejki w świecie HP nie pomagają mugolom (przeczy temu ,,HP i Komnata Tajemnic'' (wystarczy uważnie przeczytać wypowiedź Lockharta. Podobnie nie zgadzam się z jego potępieniem mioteł (mimo, że pochodzą z dawnych wyobrażeń diabolicznych czarownic, w ksiażce są traktowane z przymrużeniem oka, a nawet jakby z niewiedzą o teorii Freuda - wszak miotła to symbol falliczny, a w HP ponoć jeden z bohaterów zmiażdżył sobie przyrodzenie o miotłę). Trzecim zarzutem ks. Posackeigo z którym się nie zgadzam, jest to, że uczniowie Hogwardu zamiast czarów powinni się uczyć logiki i matematyki (sic!)- taki argument dowodzi niskiej znajomości literatury fantasy. Czekam na kontrargumenty.

18.10.2009, 23:05
hermiona granger

moimi ulubionymi bohaterami sa lili potter severus snape bellastriks lestrabge hermiona granger i lord voldemort ale to nie znaczy ze u mnie w domu zle sie dzieje po prostu lubie kontrasty ... swiat hp nie jest zly ! w harrym potterze jest ta nasza cala wiara skad to wiem?otoz hp ma ojca chrzestnego rodzice hp wzieli slub koscielny fleur i bill wzie;l slub koscielnyt jest tam obchodzone boze narodzenie harry wykopal zgredkowi grob i wiele innych ... w hp nie ma zadnego okultyzmu czy satanizmu t6ak naprawde czytelnik zaczyna rosnac razem z harrym jest wprowadzony do swiata magii w tym samym czasie co hp ja zaczelam to czytac majac 10 9 lat a teraz mam 13 i nigdy nie zapomne o hp on mi pomogl ... bylam mniesmiala a teraz jestem bardzo towarzyska mialam poroblemy z polakiem a teraz mam 5 \ HP JEST KRYTYKOWANY PRZEZ KOSCIOL KATOLICKI GDYZ ON NIUE POTRAFDI PRZEZYC TEGO ZE COS JEST CHETNIEJ CZYTANE NIZ BIBLIA ONI SAMI ODDALAJA OD SIEBIE PARAFIAN HARRY POTTER I INNI BOHATERZY BYLI ANGLIKANSKIEGO WYZNANIA (PRAWDOPODOBNIE) i o to cala wojna ... tak przynajmniej ja uwazam ale kazdy ma swoje zdanie dla mnie hp jet super ksiazka ja uwielbiam swiat fantastyki uwielbiam hp opowiesci z nariii i inne takie ksiazki a a ja czytam hp i jakos nie zeswirowalam ani nie umarlam jak to twierdzi koscio,l ze on nas zabija.... to tyle........ dziekuje za mozliwosc wypowiedzenia sie pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie

31.12.2008, 16:16
Lien McGonagall

Bardzo mnie poruszył i zaintrygował ten wywiad. Opinia p. Andrzeja wydaje sie niezmiernie trafna i wreszcie choć trochę normlna, jeśli mogę tak powiedzieć, bo jest tu przynajmniej zauważone to co POWINNO być zauwazone, a nie jakieś chore dopatrywanie sie czegoś, czego tak naprwdę nie ma. Artykuł bardzo ciekawy, ale zgadzam sie przedmówczynią, że kolory można by było zmienić, bo oczy bolą od takiego czytania. Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich czytelników!

18.04.2006, 15:07
Ola

Ała! Zmieńcie kolory, zaraz mi oczy wypali! Tu naprawdę nie da się czytać takich długich tekstów! Opcja beżowo-czarna była najlepsza. A na temat to opinia pana F. jest zgodna z moją. Wywiad uważam za świetny. Co za szczęście, że zostało na tym świecie jeszcze kilka inteligentnych osób, które widzą drugie dno HP i umieją czytać między wierszami, żeby spośród fabuły wychwycić ważne wartości... PS. I zmieńcie kolory!

15.04.2006, 18:02
~~GrAnGeR~~

No nareszcie ktoś mądry sie wypowiedział!

12.04.2006, 20:52
bartek

no weźcie wreszcie zróbcie coś bo w tych kolorach dłuższego tekstu czytać nie idzie!

4.04.2006, 14:45
Aibhill Dreamstoher

Arcanus, zrobimy konferencję prasową po wydaniu książki albo wieczorek literacki dla czytelników, ach :)

30.03.2006, 20:00
Arcanus

A mnie ciekawie co pan Fiderkiewicz miał na myśli mówiąc: "Klucz do zagadki leży, moim zdaniem, w środkowym tomie cyklu, w „Czarze Ognia”." Domyślasię ktoś może o co chodzi? A tak w ogóle to p. F. jest bardzo mądrym człowiekiem, z tego co się zdążyłem zorientować :) i z niecierpliwością czekam na jego nowy artykuł. A jak napisze tę książkę to z pewnością nie omieszkam przeczytać.

30.03.2006, 19:34
monia

nawet nie zauważyłam, kiedy wywiad się skończył, b. ciekawy. Znów rozpalił wyobraznię - blizna horkrusem? Muszę znów wrócić do Czary, mąż mnie zabije jak zobaczy, że znów czytam HP

29.03.2006, 12:04
GGgrzesiek

Dla mnie ten wywiad to istna bobmba, stanowiąca swoistą terapię, po praniu mózgu jaki mi zafunfowała pani Gabriele Kuby. Dobrze wiedzieć, że są jeszcze na tym świecie stateczni przedtawiciele klasy wyższej, nie traktujący HP, jako zła koniecznego. PS.Co do komentarzy Ziomeczka,ech szkoda słów. Chłopie napisz coś sam, równie sensowego i ciekawego i wtedy pokrytykujamy razem.

27.03.2006, 23:24