Drobna deklinacyjna afera z osławionym Mistrzem Eliksirów w roli głównej
Wnikliwi czytelnicy być może zauważyli, że aż do nadejścia Księcia Półkrwi w Polsce mówiło się tudzież pisało o Snape'ie; tymczasem odkąd nastał w naszej ojczyźnie tom szósty (czyli od rozmowy Knota z premierem Wielkiej Brytanii) mówimy i piszemy o... Snapie. Wszystkie te zawiłości fleksyjne wprawiły w lekką konfuzję nawet Andrzeja Polkowskiego!Wszystkiemu winne są nie do końca jasne zasady rządzące polską – jakże skomplikowaną – ortografią. Tak jakby nie wystarczało nam, że użytkownik naszego pięknego języka musi na co dzień (ale nie codzień, mimo że codziennie) zmagać z tak samo brzmiącymi 'rz' i 'ż' (wszak zmorzony to zmęczony, podczas gdy zmożony to pokonany, a instruktarz to instrukcja obsługi, mimo że instruktaż to szkolenie), 'ch' i 'h' (czy wszyscy wiedzą, że pewien obelżywy wyraz jakże często na murach spotykany winno się pisać przez ch?) oraz 'u' i 'ó' (podług zasad ukuj powiemy do kowala, lecz ukój – do osoby, którą prosimy o ukojenie smutków)...
Jednakowoż powyższe wątpliwości nie spędzają snu z powiek doświadczonym tłumaczom, redaktorom i korektorom; robi to profesor (eksprofesor, należałoby rzec) Snape, albowiem występują pewne trudności z szóstym i siódmym przypadkiem jego nazwiska. Mówimy o dwóch tajemniczych tworach zwanych pospolicie miejscownikiem i wołaczem.
Był tutaj profesor Snape i pobaraszkował co nieco.
Profesora Snape'a nie było w łazience od tygodnia, bo zabrakło już szamponu.
Ów brak profesorowi Snape'owi doskwiera nieziemsko.
Gdy profesora Snape'a i jego zatroskaną minę widzę, aż mi go żal, biedaczka.
Czyżby szampon, którego nie ma, nie wiedział, że z profesorem Snape'em nie ma żartów?
Powyższe – jakże inteligentne – zdania skonstruowane są z użyciem kolejnych funkcjonujących w polskiej fleksji przypadków: mianownika, dopełniacza, celownika, biernika, narzędnika. Zasadniczo rzecz nie jest zbyt problematyczna. Schody zaczynają się dopiero, gdy usiłujemy powiedzieć...
O profesorze Snape'ie lepiej nie mówić bądź Snape'ie przebrzydły, chodź no tu!
Najnowsze bowiem przesłanki krzyczą, że należałoby rzec raczej:
O profesorze Snapie lepiej nie mówić bądź Snapie przebrzydły, chodź no tu!
Takąż to pisownię odnaleźć można w "Harrym Potterze i Księciu Półkrwi" na stronie 365 oraz 386.
Pewne dobrze poinformowane, choć bardzo poufne źródła donoszą, że w sprawie pisowni przetoczyły się w pewnych miejscach Wydawnictwa wielkie boje. Ledwo z nich ocalały Andrzej Polkowski mówi: Jeśli chodzi o Snape'a, nie jestem pewny nie tylko formy jego miejscownika, ale i tego, czy naprawdę zabił Dumbledore'a.
Pozwoliłem sobie napisać do Redakcji Słowników Języka Polskiego w Polskim Wydawnictwie Naukowym, któraż to redakcja w pewnych środowiskach bliżej znana jest jako tajemniczy Panowie z PWN–u, i oto jaką odpowiedź otrzymałem od dr. Jana Grzeni, specjalisty w dziedzinie nazw własnych:
Samogłoska na końcu tej nazwy (...) jest niema, tzn. nie wymawiana. Zasadniczo w takim wypadku zapisujemy końcówki po apostrofie: Snape’a, Snape’owi, Snape’em, ale gdy końcówka wywołuje oboczność (w tym wypadku [p:p´j]), musimy od tej zasady odstąpić i napisać "o Snapie".
Oto, co odpowiedział mi Gugiel, gdym zapytał go o "Snapie":
– Szopinka, OnetBlog...
– Dwa szybkie wyjścia PWM (50 kHz) w Snapie...
– Śpij cholero, Snapie, oczka szybko zmruż...
– Ja będę się upierał przy splainach i Snapie...
Ogólny bilans znajdowalności przez Gugla skłaniałby się ku formie "Snapie", choć przewagą wyszukań ledwie stu kilku.
Ja jednak, z wrodzonej tudzież regularnie ćwiczonej przekory, zamierzam zanieść ten problem do Najwyższej Instancji Ortograficznej, jaką jest w Polsce Rada Języka Polskiego przy Polskiej Akademii Nauk. Tam niechaj zostanie potwierdzone i ostatecznie rozstrzygnięte, bo to przecież nie przystoi, by nie wiadomo było do końca, o kim myślimy, myśląc o Mistrzu Eliksirów.
Valaraukar
7.02.2006, 14:59
Myślodsiewnia
Aha:)
9.02.2006, 19:21Homonim i homofon to praktycznie to samo. Niektórzy rozróżniają je w ten sposób, że "homonimem" nazywają te wyrazy, które pisze się tak samo, a znaczą co innego (np. róża - kwiat i choroba), a homofonami - te, które wymawia się tak samo, a pisze w inny sposób (np. zmorzony i zmożony). Tylko że takie rozróżnienie jest nieścisłe, bo homonimy byłyby jednocześnie homofonami ;)
9.02.2006, 19:02Ja mam na zwisko zawadzcki
9.02.2006, 18:55Np Zawadzcki,Kowalski
9.02.2006, 18:46Dzieki.O jakie nazwisko Ci chodzi?
9.02.2006, 18:20A nam polonistka mówiła o homonimach, a nie homofonach:) Myliła się?
9.02.2006, 17:47Jedno nazwisko i tyle kłopotu... Najlepsze są nasze "szlacheckie" nazwiska: -cki, -ski i odmiana prościutka. Homofony -> wyrazy o takiej samej wymowie, różnej pisowni i znaczeniu.
9.02.2006, 17:18*starał
9.02.2006, 16:54Jestem tu pierwszy raz.Bardzo ciekawy i pouczajacy artykuł.Val chwała Ci za to.Każdy teraz bedzie sie stataral pisac poprawnie.Co to sa homofony??
9.02.2006, 16:45Homofony.
9.02.2006, 11:07