O biednej pani Rowling i Księciu Półkrwi, którego była spłodziła – trochę myśli na temat szóstego tomu
Nie chcąc, by ktokolwiek – mam na myśli tych, którzy przeczytali nielegalne tłumaczenie i ochoczo pobiegli w świat, by krzyczeć, kto zginie, kto kogo pocałuje, et cetera – zepsuł mi wrażenie książki, przeczytałem ją po angielsku, pół roku temu. Dziś, skoro większość z was zapewne już się uraczyła szóstym tomem (lub uraczy w najbliższym czasie), pozwolę sobie powiedzieć co nieco na temat tego nieszczęsnego Księcia – co myślę, a co myśleć bym chciał, ale mi nie pozwolono. Nie ujawniając szczegółowo, na ile to możliwe, fabuły.Na początku prosiłbym o zwrócenie uwagi na fakt, kim obecnie jest pani Rowling. Nie jest pisarzem walczącym o czytelników, jak większość, nie jest kimś, kto by zabiegał o poczytność swych dzieł. W zasadzie z materialnego punktu widzenia jest już osobą w życiu spełnioną – jedna z najbogatszych kobiet świata, a jej konto wciąż pęcznieje, z minuty na minutę. Czy potrzebne jest jej pisanie? "Tak, potrzebne" – zapewnia – "bez tego nie mogłabym żyć!"
Zatem pani Rowling pisze. Jest w najbardziej komfortowej sytuacji, jaką pisarz mógłby sobie wymarzyć: cokolwiek by napisała, połkną to miliony. Sprawiła, że te miliony – ba, może i miliardy – marzą o tym, by przeczytać choć urywek o Harrym Potterze, by w jakikolwiek sposób zasmakować Hogwartu. Spójrzmy prawdzie w oczy: mnóstwo współczesnych dzieci i nastolatków wyrzekłoby się wszystkiego, żyłoby miesiąc o chlebie i wodzie, byleby tylko móc przeczytać więcej, i więcej, i więcej.
W tej oto sytuacji pojawia się nowa książka: Harry Potter i Książę Półkrwi. Do sklepów biegną miliony, kupują, czytają, rozkoszują się. Oto, na co czekali! Jest, jest, jest, jest Harry! Jest Dumbledore – o, jaki tajemniczy! Jest Snape, dużo jest Snape'a, jest enigmatyczny jak zawsze! Tak, tak, Harry kogoś całuje! Tak! Och nie... Voldemort... ojej... Ufff, aaaffff, to był prawdziwy kryminał...
Teraz pozwolę sobie na króciutką podróż w przeszłość, na zatrzymanie się na poprzednich częściach cyklu – bo warto, nim zajmiemy się najnowszym.
"Harry Potter i Kamień Filozoficzny", "Harry Potter i Komnata Tajemnic" oraz "Harry Potter i Więzień Azkabanu" to klasyczne powieści. Ich długość nie przeraża, akcja jest poprowadzona w typowy sposób, pomysł zaś – w przyjemnej mierze już znany (biedna sierota, zły czarnoksiężnik, dobry a stary czarodziej–przewodnik), a jednocześnie dosyć ciekawie nowatorski. Małe arcydzieła literatury.
"Harry Potter i Czara Ognia" – już nieco bardziej rozwlekły – sugeruje, że następi przełom: oto czarnoksiężnik odradza się, a tylko nieliczni – w tym biedny, jak zwykle pokrzywdzony Główny Bohater – jest tego świadom. Będą morderstwa, będzie wielka wojna. Dumbledore nakazuje wezwać wszystkich dawnych przyjaciół, wysłać poselstwa do olbrzymów, prosi Snape'a o to, co robił był dawniej.
Tymczasem "Harry Potter i Zakon Feniksa" przełomu nie przynosi. Znów rozpoczynamy – po raz piąty już – od Privet Drive, znów pojawia się znany nam schemat. Przez pół książki zajmujemy się tym, że Harry nic nie robi, bo mu nie pozwalają. Jego użyteczność sprowadza się do śnienia. Końcowy pojedynek Dumbledore'a z Voldemortem, choć opisany tak, by zdawał się dramatyczny, niczego bardzo interesującego nie przynosi. Zapowiada co najwyżej kolejny przełom: teraz przecież już wszyscy wiedzą, że Voldemort żyje; Syriusz zginął, ta śmierć coś spowoduje, teraz coś musi się stać...
I w tym miejscu następuje "Harry Potter i Książę Półkrwi" – i co? I znowuż zaczynamy od Privet Drive – po raz, o zgrozo, szósty pani Rowling wiedzie nas swoim szlakiem, którego kurczowo się trzyma. Czy to, że sam dyrektor Hogwartu zjawia się po Pottera w domu wujostwa ma być wydarzeniem? Niczym istotnym zdaje się fakt, że mamy nowego nauczyciela (w końcu co rok znajduje się nowy), że Snape uczy tego a nie innego przedmiotu (jakaś odmiana musiała nastąpić)... Powieść, która (po tomie czwartym, po tomie piątym) miała być kryminałem, przeradza się w sielską opowieść o fantazjach seksualnych młodych ludzi.
Sielanka kończy się nagle, gdy (nader niespodziewanie) okazuje się, że jesteśmy już w samym środku Wielkiego Punktu Kulminacyjnego i zbliżamy się do końca cyklu. Nagle okazuje się, że po Hogwarcie uganiają się oddziały Zakonu i Śmierciożerców. Jedna śmierć, i tyle, i życzymy miłego czekania na następny tom.
"Harry Potter i Książę Półkrwi" jest już szóstą książką zbudowaną według identycznego schematu, od którego odchyły są nie większe, niż wymaga konwencja pisarska. Rowling nie przedstawia nic, czego byśmy mogli się nie spodziewać...
Bo Korneliusz Knot nie może być Ministrem przez siedem lat, skoro wszystko partaczy.
Bo Draco Malfoy nie jest dobrą postacią i trudno było zakładać, że nagle stanie się najlepszym przyjacielem Pottera. Przecież nikt nie myślał chyba, że będzie on zwyczajnym uczniem Slytherinu aż do siódmej części, gdy zabity zostanie Voldemort.
Bo Snape nie może przez cały czas być taki sam, przecież skoro już PIĘĆ RAZY dane nam było zastanawiać się, czy jest postacią dobrą, czy złą, musi chyba kiedyś nastąpić jakiś przełom?
Bo Voldemort osiągnął więcej niż ktokolwiek inny na drodze do nieśmiertelności, więc oczywistym było, że jeśli ktoś zamierza go zamordować, musi przedtem dowiedzieć się, co takiego chroni go przed śmiercią. I można się spodziewać, że będziemy musieli dowiedzieć się o tym człowieku czegoś więcej.
Bo Starzy Mądrzy Dobroduszni Czarodzieje–Przewodnicy nigdy nie dożywają rozwiązania akcji – byłoby to tak nienaturalne, że aż żałosne.
Podsumowując więc fabułę Księcia Półkrwi, rzec należy, i niniejszym to czynię: "Droga pani Rowling, karmisz nas tym, cośmy już niemalże widzieli! Bądźże łaskawa zrzucić ramy, któreś sobie sama była narzuciła, i raczże wreszcie zaprezentować coś, czego nie spodziewa się nikt, cobyśmyż wielbili cię bardziej ochoczo!"
Przestraszeni magią Dursleyowie, chcący za wiele Potter, sielska a idylliczna Nora, podróż pociągiem obfitująca w starcia Gryffindor–Slytherin, Hogwart–Jak–Zawsze... mój Boże, ileśmy tego już widzieli! Czytelnicy to kochają, ale czy to znaczy, że należy napisać o tym jeszcze 20 książek?
Grozy! Grozy i Intrygi pragną czytelnicze dusze! Chciałoby się o morderstwach czytać, podążać tropem Voldemorta i Snape'a, śledzić wyprawy Dumbledore'a, tymczasem... chadzamy na spotkania Towarzystwa Wzajemnej Adoracji, zastanawiamy się nad tym, którą dziewczynę lepiej pocałować... mój Boże!
Oczywiście okrzyknięty zostanę, po raz kolejny już, bluźniercą i łgarzem. Powie mi się, że przecież poznajemy nowego Ministra Magii, że przecież dowiadujemy się, gdzie mieszka Snape, że wprowadzona zostaje zupełnie nowa postać, która okaże się nader istotna, że poznamy działanie nowego eliksiru!
Ale pomyślcie choć przez chwilę: czy to nie za mało, by zbudować powieść? Bo ja bym to uznał raczej za "kunsztowne opowiadanie".
Pozwolę sobie na odpowiedź: jest to wystarczająco dużo, i owszem, ale na zbudowanie kolejnego odcinka jakiegoś serialu, a nie powieści.
To jest powieść. A nie serial. Proszę dobrej pani Rowling.
Mimo tego wielkiego mankamentu – powieść! nie serial, do cholery! – są też w książce zawarte fragmenty iście wciągające i zachwycające. Opowieść o dzieciństwie Voldemorta zasługuje na miano doskonałej, bo zbudowana jest psychologicznie: traktuje o sierocie, który musiał liczyć na siebie, który obdarzony był ogromnymi zdolnościami...
Odpowiednie jest też zagadnienie Horcruxów (nie wiem jeszcze, jak potraktował tę nazwę p. Polkowski) – doprawdy godne książki Fantasy.
Teraz czekajmyż, co nastąpi. W jednym tomie będzie musiała rozwiązać się akcja budowana (cokolwiek nieudolnie) przez sześć innych. Zostawiła nas p. Rowling z zagadką tajemniczego wroga Voldemorta i nie pomylę się chyba bardzo, pisząc, że zapewne na nim oprze się tom siódmy. Został jeden tom: w nim zabity zostanie Voldemort, trup być może padnie gęsto (oby zabrał głównego bohatera!). I to będzie na tyle, prosimy rozejść się do domów.
Życzę powodzenia pani Rowling. Napisała dobrą książkę. Szkoda tylko, że jest to książka dobra, ale tylko tą dobrocią, którąśmy już dogłębnie byli poznali (Kamień Filozoficzny, Komnata Tajemnic, Więzień Azkabanu, Czara Ognia, Zakon Feniksa...). Nic ponad. Oj, pani Rowling, czas wziąć się solidnie do pracy.
W miarę jedzenia apetyt rośnie.
Valaraukar
28.01.2006, 10:35
Myślodsiewnia
co wy piszecie? szusa cześc harryego pottera jet uper i piszcie sobie co chcecie ale ja uważam, e wydażyło się dużo. piąta tez była spoko. w władcy pierścieni gandalf przeżył, a mimo to tą powieść okrzyknięto mianem arcydzieła. ja wolę HP o d WŁADCY i motyw ze śmiercią dumbledora nie był wcale taki oczywisty. piszcie co uważacie ja myślę że Harry jest super!!!!!!!
15.11.2006, 12:15No - to pojechałam (i tylko ja wiem, o co mi chodziło:))!
13.11.2006, 18:24Dobra - nie skrytykuję Cię. Masz prawo tak myśleć, jak myślisz, Valaraukar, ale ja byłam zaskoczona tym że Dumbeldore umarł. Prawda, Harry co roku wraca na Privid Drive, no ale co to by był za przykład dla czytelników, gdyby uciekł z domu? Przecież jak osiągnie pełnoletność, to się wyprowadzi! Tak, Wstęp jest zwykle podobny, rozwinięcie jest inne, ale znów - zakończenie zawsze jest pełne napięcia. No i to lubię! Co prawda, wolałabym wiedzieć wszystko od razu, ale zarówno chciałabym dowiadywać się czegoś o losach Harrego w nieskończoność. No i wreszcie - moim zdaniem elementy tej książki są chwilami podobne do poprzednich tomów, ale tego się nie odczuwa - przecież wszystko się toczy i ma jakiś cel, no nie? Ja tam nie mogę się doczekać następnego tomu i wolałabym, by było jeszcze ich wiele.:)
13.11.2006, 18:23Witam ponownie po... 2 latach? Szczerze to po przeczytaniu 6 częci sie załamałam, bo stwierdziłam, że to najgorsza ksiażka jaką w ostatnim czasie przecztałam. Ale sie nie odaję i z utesknieniem czekam na 7 tom.
31.10.2006, 15:51Potter i Granger to moje ulubione postacie ale w ksi
31.10.2006, 09:27to skoro ten tom byl dla ciebie tak oczywisty to po co w ogle bylo go czytac?? przeciez od razu wiadomo bylo co sie wydarzy!! to jasne, ze dumbledore mial umrzec, tylko jakos dziwnie potem wszyscy byli tym zaskoczeni... moze od razu przed j.k.rowling mogles wydac 6 czesc harrego i zbic na tym fortune??
19.09.2006, 19:38hmm momyślmy masz racje w każdy tomie jest to samo <tak> w każdym tomie Harry dowiaduje sie żę jest czarodziejem w KAŻYM ratuje kamień filozoficzny w kazdym pokonuje potwora z komnaty tajemnic, w każdym przenosi sie w czasie,w każym bierze udział w turnieju trójmagicznym , w każym Voldemort odzywa w każdym umiera ojciec chrzestny Harrego( o zgrozo ale ma chrzestnych) w każdym zakłąda gwardie Dumbledora. w każdym umiera Dumbledor...jakbyś przeczytał tą schematyczna 5 częsc to byś sie dowiedział DLACZEGO harry musi wracać co roku na privet drive. Moim zdaniem co roku nie jest to samo a jesli dla ciebie schematyczne jest to żę harry w wieku nastu lat chodzi co roku do szkoły no to TO jest troszkę dziwne. A jeżli chcesz wiedziec to Harryb ma zamiar nie wracać do Hogwartu!!!!! PISZCIE magdaw2205@op.pl magda, zgadzam się z tobą w stu procentach!!!!!!!!!!!!!!!!!
17.09.2006, 16:13no cóż, pewne schematy moze i są, ale przeciez w tej czesci umarl dumbledore co wcale nie musialo byc oczywiste. w poprzednich czesciach nie bylo tez poszukiwania horkruksów. no więc nie wszystko jest takie samo.
17.09.2006, 16:05zgadzam się, Valaraukar. Już dawno znudził mi się Potter i wolę książki Stephena Kinga - który w każdej książce zaskakuje i nie powtarza się
8.09.2006, 18:49Szanowny Panie Valaraukar mam pewną uwagę co do Pańskiego postu - otóz "HPiHBP" jest kolejną częścią serii (serialu, jak Pan raczysz to nazywać) i chociażby tylko z tego powodu utrzymywanie ram jest uzasadnione. To raz. A dwa raczysz Pan zauważyc, iż owszem, w HBP nic się nie dzieje, ale tylko wtedy, kiedy czytamy go jako kryminał (tylko i wyłącznie), i to kryminał wyizolowany :)
5.09.2006, 23:59