Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

LUCIAN LACIGAM: "Czara Ognia" niczym film porno

A co ty myślisz o nowym filmie HP?

[Prorok.pl] Lucian Lacigam jest długoletnim współpracownikiem Proroka Sieciowego. Znany jest z odważnego prezentowania poglądów, które zwykle są skrajnie różne od powszechnych. Jego ulubione filmy to „Amelia”, trylogia „Matrix” i „W stronę morza”. Wielką miłością darzy kino indyjskie.

Dotychczas bronił filmy o HP przed zmasowaną krytyką. Tym razem zaskoczył nas skandalizującą recenzją, która wcale nie jest dla twórców "Czary Ognia" łaskawa. [Prorok.pl]

Wiele osób wypowiadało się w myśloodsiewni twierdząc, ze film jest genialny i pobiją każdego, który twierdzi, że jest inaczej. Bijcie! Jestem nieźle ubezpieczony!

„Ten film jest jak guma do życia. Smakuje nieźle, ale jak ja wyplujemy to nie możemy się nadziwić, że trzymaliśmy w ustach takie paskudztwo, a już na pewno nie zaczniemy żuć jej jeszcze raz.”



Oto Lucian Lacigam po projekcji filmu. Właśnie wymyśla te wszystkie okropności, którymi przez kilkanaście najbliższych godzin męczyć będzie pustą kartkę w Wordzie. Traumatyczne przeżycia w kinie zaowocowały tym tekstem.

O czym absolutnie dziś nie piszę

O "Let the game begin” czyli scenie Mistrzostw Świata. Najbardziej obiecująca chwila w całym filmie obrazuje moje oczekiwania wobec tej części i to w jakim stopniu je spełniono. W jakim? Domyślcie się oglądając ten widowiskowy mecz.

O Harrym, który zostaje stratowany przez tłum podczas ataku dziwadeł z pochodniami i w śmiesznych maskach (wydawało mi się, że za chwilę pojawią się Power Rangers). Następnie cały i zdrowy budzi się w pogorzelisku i widzi postać wyczarowywującą Mroczny Znak.

O Harrym Poterze(Daniel Radcliffe), który opluwa się śliną na widok Cho Chang(Katie Leung). Dziewczynki dość uroczej, choć nie kładącej na kolana. Można wątpić czy rzeczywiście to tej aktorki szukano przez 5 miesięcy, a na pierwszy casting zgłosiło się 3000 dziewcząt.

O Balu. Wszyscy skaczą i wymachują łapskami. Stylistyka imprezy techno, a Padma(Afshan Azad) pyta Rona(Rupert Grint) czy ten poprosi ją do tańca.

O Hagridzie(Robbie Coltrane) , który pokazuje Madame Maxime (która przez cały film lubuje się w zjadaniu jego włosów) smoki. Harry idący za nimi zrzuca pelerynę i krzyczy na cały głos „Smoki!”. Maxime(Frances de la Tour) nie zauważa tego. Scena bez miary idiotyczna. Wątku Hagrida i Maxime jako olbrzymów nie ma, zresztą to iż zadania mają być tajemnicą dla reprezentantów też nie zostało wyjaśnione.

O magicznym efekcie Priori Incantatem – zresztą do końca nie wyjaśniono o co chodzi. Voldemort(Ralph Fiennes) strasznie się męczy podczas gdy Harry po prostu stoi i trzyma różdżkę. Cóż za wysiłek z jego strony.

O Labiryncie. W Labiryncie nie ma żadnych przeszkód, chodzi właściwie o to żeby biec jak najszybciej i nie zostać pożartym przez morderczy żywopłot. Ludzie w labiryncie się
zmieniają. Ale… tak… zgadliście – nie wiadomo o co chodzi.

O Syriuszu(Gary Oldman) - zupełnie na siłe wtłoczony do filmu, pojawia się w postaci gadających węgielków. To co mówi nie ma żadnego znaczenia dla fabuły, sensu też nie.

O Zakazanym Lesie.. W tym przerażającym miejscu odbywa się (tak!) przechadzka. Ron i Hermiona zamiast oddawać się przerażeniu po prostu śpiewają sobie z Hagridem i (uwaga!) najbardziej idiotyczna scena w filmie. Harry widzi leżącego na ziemi Croucha(Roger Lloyd-Pack) i nie robi NIC. Nie mówi o tym ani Hagridowi, ani Ronowi i Hermionie, którzy idą obok. Po prostu mija Croucha. I owszem, późniejsza scena przedstawia Harry’ego w gabinecie Dumbla. Chłopak jednak zapomniał o trupie szychy z ministerstwa leżącym w lesie. Zamiast alarmować zbawca czarodziejskiego świata pławi się w zlewie będącym myśloodsiewnią (zlew wyjeżdża ze ściany).

O magicznych drzwiach. Harry wraca z gabinetu Dumbla i… kolejna perełka. Drzwi małego magazynku otwierają się szeroko same z siebie (nikt ich nawet nie dotyka). A oczom Neo… ekhm… Pottera ukazuje się Karkarow pokazujący Snapeowi(Alan Rickman) mroczny znak. Sztuczność osiąga apogeum.


O oszałamiających kreacjach Zgredka i Mrużki, których w filmie po prostu nie ma. Zamiast Zgredka Harry'emu szkrzeloziele daje Neville po dość idiotycznym dialogu. Żal trochę tej wspaniałej sceny kiedy Harry’ego przed porażką w ostatniej chwili ratuje skrzat domowy. Ale cóż, mamy gadające węgielki.
Neville(Matthew Lewis) zostają wręcz wepchnięty w oblicza zbawcy świata przez Moody’ego, który na końcu próbuje zabić Harry’ego. Po co mu więc pomagał? Moody to kwintesencja chaosu w tym filmie.

O Fatalnych Jędzach, które wywołuję po prostu jęk. I o czymś co wygląda na imprezę rockową z nutką techno i kiepską frekwencją.

O smokach, których rozmiary są dość minimalistyczne. Jak i o Harrym uciekającym przed jednym z nich przez pół filmu.

O Sali Głównej, która nagle stała się dziwnie mała i ciasna. A w której uczniowie leżą na sobie skrajne znudzeni.

O wspomnieniach Dumbla(Michael Gambon) w których pojawia się główna sala Wizengamotu i wygląda jak klitka gdzie na kawę chodzą niskoopłacani urzędnicy. Podczas sceny możemy ujrzeć też Croucha juniora schodzącego po schodach tejże klitki jak i Croucha juniora rzucającego „Cześć Tatuśku” do swojego ojca. Ładunek emocjonalny tej sceny jest żaden. Powinno się to pokazywać studentom szkół filmowych z komentarzem – „tak nie należy robić filmów”.
Należy dodać iż miłośnikom BDSM szalenie spodoba się metalowa klatka, która wysuwa się z jakimś facetem z podłogi, seksowna stylistyka. Nadmienić należy, że o królowej zła – Bellatrix Lestrange nie wspomniano ni półsłówkiem.

O Dumbledorze, który mówi o Turnieju Trójmagicznym jak o konkursie rysunkowym „Moje wymarzone wakacje”. I o różnych postaciach, które biagają skaczą, chodzą i generalnie strasznie mieszają swoimi pojawieniami się i obecnością w ogóle.

O śniącym Harrym. Jego twarz wygląda jakby urządził sobie sesję masturbacyjną. Prawdziwy geniusz aktorski.

O Hagridze wbijającym widelec w coś co jest niskobudżetową wersją poprzedniego nauczyciela zaklęć.

O pojawieniu się uczniów zagranicznych szkół, którzy nagle zwalają się nie wiadomo skąd w sposób szalenie „godny”. Napięcie mogłoby być wielkie gdyby było wiadomo o co chodzi... ale nie wiadomo.

O Karkarowie(Predrag Bjelac) z gnijącymi zębami i dziwną bródką. W filmie zbytnio się nie odzywa bo i też na niedorozwiniętego umysłowo wygląda. Reżyser w takich się widać lubuje bo często go pokazuje (podobnie jak Rona i Harry’ego).

O wspaniałych wejściach uczenniczek Akademii „Bon-bon” jak i uczniów „Dunstrangu”. Którzy skaczą, wywijając dziwne ekwilibrystyczne pozy. Biją kijami w ziemie i wypuszczają gołębię. Całośc wygląda jak jarmarczny pokaz cyrkowy, ale czy bilety musiały kosztować aż tyle?

O scenie pokazującej punkt widzenia Rona na uczenniczki „Bon-bon”, punkt ten koncentruje się na ich pośladkach. Szczyt seksizmu w filmie gdzie połowa widowni nie ma 12 lat (bo nie łudźmy się, że ktoś potraktował poważnie ograniczenie wiekowe).

Wyzwanie

Fabuła, którą Rowling rozpostarła na 767 stron [polskie wydanie] jest monumentalna. Wystarczy materiału nawet na filmową trylogię i parę pomniejszych wariacji na temat różnych zdarzeń. Niestety, "Czara Ognia" jest tylko jedną książką z cyklu i nie otrzyma tyle uwagi ile jej się należy, i ile by dostała gdyby była pojedynczym tworem.

Nie należało mieć złudzeń. Scenarzysta (w tej roli po raz czwarty Steven Kloves) musiał być rzeźnikiem i wielkim tasakiem mordować całe zastępy postaci, skracać jedne wątki, a inne poprostu wyrzucać. Tak oby stworzyć jakiś stabilny szkielet na bazie którego można by tę, przecież niezwykle fascynującą historię, opowiedzieć.

Ambitnym ludziom rola takiego scenarzysty może się wydawać niezbyt interesująca. Wydaje się, że nie trzeba mu zbyt wiele inwencji ani wyobraźni. Wystarczy przecież tylko powycinać co któryś akapit i poskracać dialogi, i już coś mamy.

Steven Kloves uznał jednak, że jest zbyt utalentowany jak na taką jazdę obowiązkową i postanowił wykazać maksimum inwencji. Powróćmy do wizji rzeźnika. W tym filmie scenarzysta nie tyle tasakiem, co wręcz piłą motorową zarżnął, bo jak inaczej to nazwać, fabułę adaptowanej książki. A następnie wrzucił to wszystko do kotła i zmielił. Wyszła z tego parówka strawialna, o ile nie będziemy się zbyt dokładnie się jej przyglądać.

Retrospekcja

Kiedy Chris Colombus zaproponował swoja interpretację "Kamienia Filozoficznego" potteryzm nie był czymś takim jak dzisiaj. Można było przepytać pół szkoły i nie znaleźć nikogo, kto choć wiedział co to jest ów Harry Potter. Powiedzmy szczerze, pierwsza część była bajeczką na którą może przyjść dzieciak z mamusią i najeść sie popcornem. W porównaniu z niektórymi masowo produkowanymi filmami dla kanałów "młodzieżowych" posiadał nawet jakąś głębię. Ten film był pierwszy i wiele można było mu wybaczyć.

Nikt nie był tak wyrozumiały w stosunku do części drugiej. W "Komnacie Tajemnic" pojawiło się jednak wiele innowacji, idących generalnie w lepszą stronę. Wreszcie też można było zobaczyć efekty specjalne, które zasługiwały na swoje miano. Ciekawie pokazano Hogwart, scenografia w wielu kluczowych scenach była bardzo udana.

Alfonso Cuaron był wielką niewiadomą. Trudno było przewidzieć efekt jego pracy, a jego zawodowa biografia mogła budzić obawy. Nowe spojrzenie na świat magii nie wszystkim mogło się spodobać, ale niewątpliwie było świeże i intrygujące. A przede wszystkim jego wizja była przemyślana i tworzyła w miarę spójną całość.

Piszę to aby pokazać, że choć rzeczywiście filmowy Potter z każdą częścią jest lepszy to jednak to dzieje się zbyt wolno. Dziś w porównananiu do poprzednich premier oczekiwania fanów są znacznie większe. Nie zadowolą nas już lukrowate, familijne obrazy. Chcemy porządnego kina fantazy. Niestety, w "Czarze Ognia" tego nie otrzymujemy.

Reżyser

Filmografia Mike Newella jest zróżnicowana. Studiował Literaturę Angielską na Cambridge University. Ekranizował dramaty dla amerykańskich telewizji. Znany jest z takich filmów jak "Przebudzenie", "Taniec z nieznajomym", "Cztery wesela i pogrzeb". Za pracę przy "Czarze Ognia" dostał milion dolarów, dzisięciokrotnie mniej niż Chris Colombus za "Kamień Filozoficzny". I chyba ten fakt był powodem jego frustracji.

Całość wygląda jakby wręczono mu beznadziejny scenariusz filmu, a on codziennie przez kilka tygodni wstawał rano i robił parę scen z aktorami, nie do końca przekonany czy mu na tym w ogóle zależy.

Nie można odmówić mu wielu ciekawych pomysłów. Niektóre sceny są interesująco wykreowane.

Do lepszych pomysłów reżysera należy scena gdy Harry powraca ze zmarłym Diggorym. Tłum skanduje, panuje entuzjazm. Myślą, że Harry wygrał razem z Cedrikiemm. Uśmiech, radość. Reżyser zbudował świetną emocjonalnie scenę, ogromne napięcie. Niektórzy biegnąc zrozumieją, że tak na prawdę to nie zwycięstwo a wielka tragedia.

Niestety za chwile nadbiegnie ojciec chłopca i zepsuje cały majstersztyk sceny swoimi zawodzeniami. Podczas nagrywania tych jęków reżyser musiał chyba pójść na kawę. Wiarygodność rozpaczy ojca jest równa zeru. Brakuje tylko napisu „Game Over”.

Mamy jednak w filmie sceny wprost pasujące do typowego kina familijnego w najgorszym słowa tego znaczeniu. Mamy rózne dziwactwa (mordercze cukierki, dziwne błyski na suficie, drżenia i uderzenia, potępieńcze jęki. Aha, jeszcze Harry Potter latajacy nad całym Hogwartem, Harry Potter spadający z dachu, Harry Potter łapany przez mordercze stworki morskie. Harry Potter uciekający przed morderczym żywopłotem bla bla bla...

Genialne są momentami zdjęcia do filmu. Podczas pierwszych scen siedząca z tyłu babcia zapytała wnuczka „Nie mówiłeś, że to będzie film animowany”. Początek jest utrzymany w stylistyce kiepskiej gry wideo. Zresztą w filmie jest więcej takich scen.

Generalnie reżyser postanowił, ze nie będzie niczego wyjaśniać bo wszyscy znac powinni książkę. Z tego pomysłu poczęto dzieło będące luźnymi i swobodnymi wariacjami na temat książek Rowling. I to raczej bardziej niż mniej swobodnymi.

Dubbing

Jeśli liczycie na coś oryginalnego to szukajcie gdzie indziej. Ja wyobrażam sobie mroczną komnatę. Pośrodku kocioł. Dookoła trzy wiedźmy tańczą i jęczą kołysząc biodrami. Co jakiś czas wrzucając do kotła fragmenty porąbanych ciał tych, którzy udzielali swych głosów w "Czarze Ognia". Kiedy eliksir już wrze topią w nim żywcem reżysera tego dubbingu. Niech kurtyna opadnie i przysłoni nazwiska owych nieszczęśników (reżyserem dubbingu była Agnieszka Matysiak - ta sama, która reżyserowała głosy do "Więźnia Azkabanu").

Naprawdę. Do trzech razy sztuka. Ręcę mogą opaść, i pewnie opadają, gdy po raz czwarty słyszymy te zawodzenia i piski. Można by i wynaleźć jakieś perełki: Snape'a czy Jęczącą Martę. Zastanawiam się czy gdyby zrobiono łapankę na ulicy i zaangażowano do dubbingu pierwszych lepszych to nie byłby on lepszy.

W głosach, które słyszymy trudno szukać jakiejś logiki, konsekwencji, spójności czy wreszcie w ogóle dykcji. Momentami to co mówią postacie jest niezrozumiałe. Wygląda to tak jakby zamknięto twórców dubbingu w studio i kazano poprostu przeczytać tekst w ciągu tych 157 minut.

Kochani, uczyńcie jakąś "Jęczącą Rewolucje", która zrobiłaby porządek z tym dubbingiem. A póki co pilnujcie aby nikt wchodzący do kina nie miał przy sobie ostrych przedmiotów, albo nie daj Boże żyletek czy noży. Próba samobójcza byłaby świetną reklamą, ale po co nam to...

Aha… na TV Polonia są angielskie podpisy. To jedyny przykład gorszego tłumaczenia dialogów (choć w odwrotną stronę) niż to w „Czarze Ognia”.


Aktorzyny i aktorzy

Skacze po ekranie, biega w jedną i drugą stronę i nie potrafi usiedzieć w miejscu. Nie ma w sobie ani krztyny powagi czy godności. Tupie, wrzeszczy, macha rękami. Jestem tolerancyjny dla ludzi wiażących swe brody gumką, ale dlaczego oni muszą tak manifestować swoją inność?

Najlepszą sceną z udziałem Dumbledora(Michael Gambon) jest ta gdy wbiega do komnaty, chwyta Pottera i rzuca nim o ścianę, następnie próbując go udusić. A wszystko przez to, że Czara wypluła (po długiej niestrawności) kartkę z nazwiskiem chłopaczyny.

Hop siup, krew, kość, palec – bum. Niczym w grze wideo Lord V. reaktywuje się. Mamy też małe kółeczko Śmierciożerców (jest ich dziwnie mało), a Lord V, biega wokół nich jak przedszkolanka. Napięcie jest tak strażne iż babcia z tyłu Sali zaczęła wydawać dziwne odgłosy, chyba chrapała.

Lord V.(Ralph Fiennes) chce trochę powspominać po latach nieobecności, ale z braku czasu tylko biega i próbuje zabić Pottera. Na końcu pojawia się dużo światła i parę świetlistych widziadeł. Świetny filmik do gry komputerowej. Myślałem, że pojawi się napis „Zbierz 100 fasolek Bertiego Boota a przejdziesz na następny poziom”. Niestety, to nie gra i nie można pójść, i zrobić sobie kawę.

Miała być karykaturalną postacią, która śmieszy. Rita Sketer(Miranda Richardson) i owszem śmieszy bo jest totalnie przerysowaną karykaturą karykatury. Niestety, nie ujrzymy jak Hermiona się na niej mści. Zobaczymy za to Ritę klepiącą Fleur po policzkach (BDSM się kłania) jak i zmysłowo pocierającą piórem Kruma. Kolejna członkini loży potterowych nimfomanek starała się zagrać tak genialnie, że trochę przesadziła. Ale i tak jest jedną z lepszych aktorek w tym filmie.



Rita nie wiadomo skąd pojawia się w komórce na miotły, mamy kilkusekundowy powiew erotyzmy niczym z Ally McBeal. Koniec sceny jest zupełnie niewiarygodny. Harry patrzy nie wiadomo gdzie i odczytuje zdanie z notatnika, choć ten jest pod takim kątem, że odczytanie co zostało tam napisane jest niemożliwe. Podczas tworzenia tej sceny reżyser chyba flirtował z charakteryzatorką, nie specjalnie przejmując się tym, co aktorzy tam wyprawiają.

Trinity czyli Trójca

Podczas wielkiego wejścia Hermiony (Bal Bożonarodzieniowy, różowa suknia) chór dziewcząt jęknął "Ależ ona brzydka!".

Próbowała pokazać, że ma wielki talent aktorski. Z racji tego biega wokoło, wywija włosami i robi najróźniejsze grymasy. Hermiona Granger(Emma Watson) jest w tym i tak bardziej wiarygodna niż Ron Weasley, który poprostu stoi z głupią miną przez cały film (czasem dla odmiany siedzi lub leży). Daniel Radcliffe zajmuje sporo ekranu zasłaniając wiele ciekawych rzeczy. Choć można go zaakceptować w końcu jako głównego bohatera, to tak naprawdę jego widok znudził mi sie szalenie. Momentami miałem ochotę powiedzieć "Daniel, odsuń się bo zasłaniasz".

Uwagę zwraca jego wspaniale ukształtowany tors, który opinają zapocone podkoszulki. W kulminacyjnej scenie Łazience Prefektów widzimy nawet dość dokładnie sylwetkę idola tysięcy dziewcząt - wyjątkowo nieapetyczną. Godna podziwu jest skromnośc Daniela rozpaczliwie zasłaniającego to i owo pianą. Swoją drogą z takimi podejściem zaniży statystyki debiutów seksualnych w swoim kraju.




Kiedy oglądałem tą scenę przypomniało mi się genialne opowiadanie "Harmaa" Nonae. Myślę, że wielu prorokowiczów wie o co chodzi. Opowiadanie to swego czasu (trzy lata temu) zwyciężyło w rankingu na najlepszy tekst w Strefie Fikcji. Jeśli ktoś ma ochotę sobie przypomnieć, proszę:

Harmaa, cz. 1

Harmaa, cz. 2




Najbardziej udaną kreacją tego filmu jest chyba występująca epizodycznie Jęcząca Marta(Shirley Henderson ). Pomysł przedstawienia jej jako ekscentrycznej nimfomanki należy przypisać po części Rowling, ale reżyser wspaniale go rozwinął. Jak na Martę przystało wspaniale wije się i jęczy. Jestem pewien, że reżyserzy z pornobiznesu już nawiązali z nią kontakt.

Fleur(Clémence Poésy) grała jak dotąd w wielu dość erotycznych filmach, na Proroku swego czasu pojawiły się nawet gorszące zdjęcia. Pozbywała się na nich ostatnich skrawków bielizny jednocześnie zmysłowo obejmując faceta o dośc obłąkanym spojrzeniu. Choć samej aktorce trudno tak talentu jak i wdzięku odmówić, to jednak niespecjalnie wyróżnia się w korowodzie panienek z francuskiej Akademii.
Wobec jej niezbyt zapadającej w pamieć kreacji wcale nie bez sensu wydają się kiedysiejsze pogłoski iż do tej roli chciano zaangażować Kate Winslet. W 2004 roku twarz piętnastolatki reklamowała pewne lody. Ową nastolatką była Maryla Rodowicz. Tak więc możliwości cyfrowego "liftingu" są nieograniczone i Winslet byłaby świetną Fleur :).

Fabuła

„To jest tak jakby ktoś próbował na siłę wtłoczyć fabułę i dialogi do filmu porno. A przecież chodzi tylko o to, żeby dużo się działo, żeby aktorzy się wili i skakali po ekranie jęcząc i zawodząc, a Harry’ego Pottera próbowały zabić magiczne cukierki czy morderczy żywopłot.”

Harry budzi się w dziwnym domku potrząsany przez Hermionę. Ustaliśmy już, że filmu nie da się zrozumieć bez dokładnej znajomości książki. Ale uwaga, nawet po przeczytaniu 4 tomu możecie nie zrozumieć o co chodzi w tym filmie. Jeśli o coś w ogóle. Można by zapytać co to za dom i skąd się wzięli. Nie ma jednak na to czasu. Skupcie się bo będziemy pędzić szaleńczo.

Gdy zgraja nastolaktów biegnie na wzgórze w filmie pada pytania "Gdzie idziemy". Odpowiedź "Nie wiem", my też nie wiemy. Ekstatyczne rytuały wokół starego buta, a wcześniej Cedrik spadający z drzewa (uwaga! bez banana). Widzimy jakieś Mistrzostwa, ale w gruncie rzeczy to nie wiadomo o chodzi. Stadion na miarę twórców Matriksa; pochłonął tyle wysiłku, że na nic więcej nie starczyło. Tak więc nie wiemy co to za impreza i o co chodzi. Za chwilę zresztą zobaczymy pożar, biegnącego Harry'ego i inne dziwne rzeczy. Tak naprawdę to można tylko zgadywać po co pokazywać te Mistrzostwa w tak okrojonym kształcie. Czego nie wycięto to zmieniono, wiec w gruncie rzeczy nie ma w tym wiele HP.

Wspaniałe są sceny na cmentarzu. Harry wpada tam z Cedrikiem i lampą uliczna, rozgląda się i proponuje „Hej Cedrik! Może weźmy tę lampę uliczną i spadajmy stąd, co?”

Niezwykłym sukcesem jest zakończenie filmu. Mamy trupa, mnóstwo jęków, krzyków i bieganiny. Pod sam koniec dyrektor jak gdyby nic włazi do pokoju Pottera. Reżyser jak widać nie ma jeszcze dosyć dręczenia widzów i próbuje upchnąć w tym chaosie jeszcze moralne przesłanie o wyborze pomiędzy tym co dobre, a tym co łatwe.

Widzowie ciesza się, że ten koszmar się kończy i co prędzej uciekają z Newellowskiego Zagłębia Kiczu.

A teraz esencja, czyli o co chodzi w tej recenzji.

Miał genialną książkę, cudem byłoby gdyby nie zrobił na jej podstawie choć przyzwoitego scenariusza. Cud się ziścił. Chaos totalny – jak scenarzysta wrzuca byle jakie składniki i miksuje niedbale nie należy się dziwić, ze masa się zetnie. Dziwić się można, że masa może być tak nieapetyczna. Truskawka byłaby apetyczna w kawałkach, ale jest cała i można się udławić.

Pokazuje wielki talent w porównaniu z poprzednimi częściami. Gdybym był reżyserem może Trójca miałaby jakąś szansę na epizodyczną rolę w szkolnym tłumie. Reszta aktorów nie wie zbyt dobrze co reżyser od nich chce, więc panuje improwizacja. Skutki lepsze lub gorsze.

Dostał ogromny budżet, szereg specjalistów na każde skinienie, pełną paletę aktorów do wyboru. Reżyser nie specjalnie jednak wiedział co z tym zrobić i do końca się nie zdecydował.

Specyfiką tego filmu jest podobieństwo do antycznego, greckiego dramatu. Tak naprawdę nie interesują nas nagłe zwroty akcji czy to jak historia się skończy. Wszyscy doskonale znamy te „mity” i ich zakończenia. Chcemy zobaczyć w jaki sposób zostaną one przedstawione. Niestety, w przypadku „Czary Ognia” Bogowie nie zstąpili z Olimpu na scenę, a całośc przedstawienia powoli zamienia się w tragedię, bynajmniej nie antyczną.




[Prorok.pl] Dla zainteresowanych zamieszczamy link do wcześniejszej recenzji Luciana Lacigama.

"Więzień Azkabanu" - ostatnie spojrzenie

[/Prorok.pl]

[LL] W związku z komentarzami dodam, że dla tych paru niezłych scen na morzu benznadzieji nie żałuje pieniędzy wydanych na bilet. Recenzję napisałem po to byśmy zaczęli rozmawiać o filmie, a nie jedynie krzyczeć "Genialne! Genialne!". Widzę, że cel udało się choć trochę spełnić. [/LL}

Lucian Lacigam
26.11.2005, 17:47

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

ech

miku$$$ ech .... A NIECH CIE LICHO !! a co do recenzji bardzo ale to bardzo mi się podobała porządnie napisana itd :)

15.12.2009, 20:40
rafal.k.

Komentarz gościa pode mną łaskawię przemilczę... Ta recenzja jest znakomita ! Od czasu do czasu chętnie ją sobie przypominam, śmiejąc się do rozpuku :) A najlepsze (albo najgorsze) jest to, że zgadzam się z każdym akapitem tego tekstu :) !

27.08.2008, 13:38
,miku$$$

jebnij sie w ten glupi leb harry potter jest super jestes pojebany do granic mozliwosci normalnie psychol!!!harry góra

11.08.2008, 21:45
,miku$$$

jebnij sie w ten glupi leb harry potter jest super jestes pojebany do granic mozliwosci normalnie psychol!!!harry góra

11.08.2008, 21:45
Szyximus

Film mi sie nie podobał ale z tą masturbacją to już przesada

30.10.2007, 20:02
bodziaa

wow! recenzja jest naprawde dobra. niegdy o tym filmie nie myślałam w taki sposób bo pierwsze wrażenie było całkiemok, ale po przeczytaniu tego uważam że masz racje. a co do "dziewczyny", gdzie jest napisane że każdemu musi się podobać film? każdy ma prawo do swoich opinii więc nie nazywaj nikogo 'psycholem' bo tak nazwać można ciebie jesli tego nie pojmujesz.

2.06.2007, 12:12
yahoo

Przepraszam za mój okrzyk, ale tylko to mi przychodziło do głowy po przeczytaniu tej wspaniałej recenzji. Teraz na szczęście już troszq ochłonęłam i mogę napisac, że zgadzam się w stu procentach. Film również mnie nie zadowolił, ale w życiu nie potrafiłabym napisac takiej świetnej recenzji!!! Pozdrowienia :))

24.09.2006, 16:30
yahoo

Genialne!!!

24.09.2006, 16:26
Mary

Ja tam podziwiam Lucian że wyraził taka śmiała krytyke,ogólnie cała ta recenzja bardzo mi sie podoba bo jest bardzo w moim stylu taka sarkastys\czn i ... no wogole mistrzostwo świata! Zgadzam się ze wszystkim co tu napisał ale mimo tego na film nr.5 pójdę!

24.09.2006, 10:16
Lily

TO WSZYSTKO PRAWDA MASZ RACJE W 100% NIE MA SLOWA KTORE BYM DODALA. WSZYSTKO SWIETNIE UJALES!!! ZAWIODLAM SIE NA TYM FILMIE A JUZ NA PEWNO NA WEGIELKACH BO BYLAM CIEKAWA I TO BARDZO JAK ZROBIA GLOWE UNOSZACA SIE W OGNIU.ALE SPRAWE SPAPRALI. JEDYNA CZESC KTORA NAPRAWDE ODPOWIADA MNIEJ WIECEJ AKCJI TO 1 CZESC.

22.08.2006, 10:23