Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Lewisy i Carrolle

Biografia Clive’a Staples’a Lewis’a, Lewis`a Carroll`a i Jonathan`a Carroll`a.


   Pewnego pięknego dnia, w chwili zaćmienia umysłowego (no co? Każdemu się może zdarzyć;)) zapytałam moją koleżankę, kto jest autorem „Krainy Chichów”, odparła:
-L... C... L... Carol Lewis... Lewis Jonathan... C. S. Carroll, no jakoś tak…
Po czym spłonęła karmazynowym rumieńcem i odeszła, pozostawiając mnie w stanie osłupienia.
Gdy po kilku dniach zapomniała o owym przykrym incydencie i przestała mnie unikać, spytałam ją, co było przyczyną tak wielkiej kompromitacji.
Odparła, że: „po prostu mylą jej się te wszystkie... wszyscy znani, wszystko pisarze, wszystko belfrzy i każdy jakiś Lewis albo Carroll, albo i jedno i drugie, i bądź tu mądry!”
Po tym stwierdzeniu uniosła w górę swój nieprzeciętnej długości nos i wielce poirytowana tudzież oburzona powędrowała do grupki „znajomych mniej czepliwych”.
Chociaż mi osobiście rozróżnianie Lewisów i Carrolli nigdy nie sprawiało problemów po dłuższej chwili zastanowienia doszłam do wniosku, że faktycznie ich imiona, nazwiska i powierzchownie podobne losy mogą się mylić komuś, kto nie jest nałogowym „czytaczem”.
Postanowiłam w jakiś sposób pomóc nieszczęśnikom zagubionym w „przeplatańcu” ogromnej liczby trzech Lewiso-Carrolli. Najlepszym na to sposobem jest chyba „uczłowieczenie” tych „legend literatury” i zbudowanie opozycji między ich losami twórczością etc.


   Gdybym była obiektywna, to zaczęłabym chronologicznie, ale obiektywna nigdy nie byłam (co nie znaczy, jak sądzą co poniektórzy, że nie jestem zdolna do empatii*), zacznę więc od mojego ulubionego:


Clive’a Staples’a Lewis’a


   Clive Staples Lewis urodził się dwudziestego dziewiątego listopada tysiąc osiemset dziewięćdziesiątego  ósmego roku w Belfaście w Irlandii, ponieważ (jak bardzo wielu z moich znajomych) nie cierpiał swojego imienia, kazał nazywać się Jackiem. Uczył się w szkołach prywatnych, gdzie wyszły na jaw jego zdolności literackie i kompletny brak talentów matematycznych (jak widzimy, do tej pory niczym się nie wyróżnia z grona literatów). Jeszcze przed rozpoczęciem studiów stracił wiarę, za to zafascynowała go kultura romantyzmu, a co za tym idzie: mitologie północy, twórczość Goethego, Wagnera etc.
Po powrocie z pierwszej wojny światowej (wyruszył na nią w wieku zaledwie dziewiętnastu lat) podjął studia na Oxfordzie. W tysiąc dziewięćset dwudziestym drugim roku otrzymał zaszczytny tytuł Bakałarza Literatury, a w następnym roku (wnioskuję z ilości wyróżnień państwowych) stał się najpilniejszym kujonem Wielkiej Brytanii.
   Aplikowanym wykładowcą literatury średniowiecza i renesansu został w roku tysiąc dziewięćset dwudziestym szóstym, zapewne dzięki bliskiemu zaznajomieniu się z dziełem Dantego tudzież rozprawami Tomasza z Akwinu, nawrócił się na Chrześcijaństwo w wieku lat trzydziestu trzech.
Wykładowca Magdalene College w Cambridge, oraz (gdybym tego nie dodała niektórzy gotowi by byli wyrządzić mi krzywdę) przyjaciel Tolkiena (któremu dedykował: „Listy starego diabła do młodego”), pierwszy czytelnik „Władcy”, napisał bardzo wiele fascynujących książek (nie tylko powieści) jednak na stałe do historii literatury wszedł dzięki siedmiotomowemu cyklowi „Opowieści z Narni”. Moglibyśmy teraz zacząć się rozdrabniać: oglądać każdy tom z osobna, rozbierać go na części pierwsze, słownictwo, rodzaje zdań, styl...
   Mi jednak nie chodzi o rozpatrywanie szczegółów, często zbyt się w nie zagłębiając tracimy możliwość uchwycenia samej istoty, duszy powieści, pojęcia kwintesencji zawartych w niej znaczeń... Wnioski: Zajmiemy się całokształtem cyklu powieściowego C. S. Lewisa.
   Niewiele osób wie, że „Opowieści z Narni” jeszcze niespełna trzydzieści lat temu, tak jak i „Harry Potter”, były napiętnowane jako powieść heretycka, jedynie wysoka kultura tamtych czasów pozwoliła jej uniknąć barbarzyńskiego stosu!Oskarżenie o herezję C. S. Lewisa, było jeszcze bardziej absurdalne, niż ten sam zarzut
wysnuty przeciwko Rowling i świadczyło o kompletnym nie zrozumieniu motłochu dla wyzwania jakiego podjął się Lewis.
A było to wyzwanie ogromne!
   Nawrócony ateista, żarliwy chrześcijanin, człowiek pełen Łaski Wiary, wiedział, że w świecie postępu, mechaniki i innych osiągnięć naukowych, słabe ludzkie istoty coraz bardziej oddalają się do Boga, a tym samym w zapomnienie odchodzą wszystkie ustalone przez Niego, Kościół i teologów prawa moralne i systemy wartości. Widząc to wszystko i pragnąc zapobiec dalszej prymitywizacji  społeczeństw, stworzył C. S. Lewis „Opowieści z Narni”- cudowne, doskonałe, idealne, znakomite, niedościgłe, a poza tym niewypowiedzianie piękne i pełne dobrych, mądrych treści, budzących tajemniczą potrzebę wprowadzenia ich w nasze życie, na naszym świecie, naszej małej, szarej, smutnej ziemi - przeniesienie Biblii w znany wszystkim z marzeń i baśni świat Narni!!!!! Odnajdujemy tam: proroctwa, Śmierć i Zmartwychwstanie, Odkupienie, nawróconych grzeszników, stworzenie świata, apokalipsę tudzież Sąd Ostateczny, oraz wizję Raju. W końcu samego Aslana, który w „Wędrowcu do świtu” pod postacią Baranka mówi: „Jestem [...] ale tam noszę inne imię. Musicie mnie rozpoznać pod tym imieniem. Właśnie dlatego zaprowadzono was do Narni. Przez to, że poznaliście mnie trochę tutaj, będziecie mogli poznać mnie lepiej tam.”Dzięki temu zdaniu możemy się zorientować, że Lewis zauważył jeszcze jeden niebezpieczny symptom choroby XX a może i XXI wieku: Chęć ucieczki od prawdziwego życia w świat fantazji, przed tym nas ostrzega, uprzedza, że trzeba wiedzieć, kiedy skończyć swoje dzieciństwo, wejść w dorosłość, a baśnie i fantazje odłożyć na półkę dla następnych pokoleń, samemu zaś zmierzyć się z tym, co nam niesie przyszłość.
   Jak znam życie i ludzką naturę (niezbyt dobrze, ale starczy aby przewidzieć że:) niektórzy zarzucą mi nad interpretację faktów, powiem tylko, że dowodem na to iż Lewis fascynował się religią  chrześcijańską  są inne jego książki: „Diabelski Toast”, „Regres Pielgrzyma”, „Bóg na ławie oskarżonych” (Zbiór artykułów łączących głębię myśli z dowcipem i paradoksem, znajdziemy tam tak dziwaczne tytuły jak: „Człowiek czy królik”, „Kobiety-księża w Kościele” i tytułowy „Bóg na ławie oskarżonych”) „Listy starego diabła do młodego” (książka udowadnia poza tym, że autor miał niezwykłe poczucie humoru, tudzież znał się na diabelskich praktykach kuszenia  BARDZO polecam). Kolejna próbą (przeprowadzoną z mniejszym powodzeniem) przywrócenia do codziennego życia religii było „Chrześcijaństwo po prostu” z podtytułem „dla tych którzy chcieliby wierzyć, ale intelekt im nie pozawala”. Znajdujemy tam logiczne rozumowanie, które, czy tego chcemy czy nie, doprowadza nas do wniosku że Bóg istnieje. (Niezwykle ciekawa lektura).
   Dla jasności pisaliśmy o Clivie Staplesie Lewisie.


Charles Ludwige Dogson – Lewis Carroll


   Narodził się w roku tysiąc osiemset trzydziestym drugim a umarł w roku narodzenia C. S. Lewisa (co za pech!) .
Zapewne niewiele osób zrozumiałoby jego mentalność, albowiem, zamiast - jak na pisarza przystało pluć na sam widok cyfr, był wykładowcą matematyki w Oxfordzie (brr). Jego pierwszymi książkami były właśnie podręczniki tego przedmiotu (blech)
Wśród humanistów jest znany (a nawet podziwiany) za książki dla dzieci tudzież pasjonatów matematyki wyższej i gry w szachy, stworzone dla Alicji Pleasaunce Liddel, która zresztą była pierwowzorem bohaterki „Alicji w krainie czarów” i  „Alicji po drugiej stronie lustra”.
   Niezwykły koncept tego matematyka (to nie obelga, naprawdę nim był) polegał jak twierdzą inni fascynaci liczb na wpisaniu w fabułę części pierwszej matematyki wyższych wymiarów i światów równoległych, część druga jest rzekomo (ja to potwierdzam, bo sprawdzałam, ale że nie jestem autorytetem to jedynie piszę co inni mówią) wykładem gry w szachy!
Przyznacie chyba, że jedynie nie lada pokrętny umysł mógł wpaść na tak „szatańską” myśl i jeszcze ja zrealizować w tak doskonały sposób!
   Nie zawaham się stwierdzić, że Carroll był geniuszem! A mimo wszystko, przeraża mnie myśl, że lubię jakąś wyższa matematykę, nawet o tym nie wiedząc (No bo w końcu jak i gdzie jej szukać? A jeśli to tylko plotki i wcale jej tam nie ma? Nie pójdę studiować matmy tylko, po to aby to sprawdzić!) BRR!
Ciekawe swoją drogą co zamaskował w mojej kochanej „Wyprawie na Żmirłacza” czy jest to jedynie niezwykła nowatorska zabawa słowotwórcza, ciąg wymyślnych frazeologizmów, nonsensowna logika absurdalnego paradoksu, czy też np. rozwiązany problem łamiący najtęższe mózgi: kwadratura koła?!
   Na polski przekładali Carrolla głównie Słomczyński i Stiller, ciekawe czy kiedyś zmierzy się z nim kiedyś Barańczak, oj byłoby ciekawie!
   Pisaliśmy o Lewisie Carrollu.


Jonathan Carroll


   Jonathan Carroll urodził się w Nowym Jorku 26.01.1949 roku pochodzi z „artystycznej rodziny”. Nie miał dzieciństwa, lecz „bachorstwo”, był często, gęsto wywalany ze szkół.
W połowie lat siedemdziesiątych zaczął pracować jako wykładowca na uniwersytecie w Wiedniu (pięknie świadczy o poziomie edukacji Austriackiej).
   Podobno jego pisarstwo to ciąg sukcesów, podobno lubimy go czytać i podobno nie możemy się już doczekać jego dalszych książek.
   Jest autorem wielu powieści jednej wcale ciekawej, choć bynajmniej nie odkrywczej: „Tańcząc w płomieniu” pewien młody mężczyzna zaczyna w snach powracać do swoich poprzednich wcieleń, w których towarzyszy mu tajemniczy „ojciec”, wkrótce, mężczyzna zaczyna widzieć przyszłość, porozumiewać się ze zmarłymi tudzież zakochiwać się pewnej tajemniczej kobiecie, dzięki której zagadka do pewnego stopnia się rozwiązuje. Ciekawy też jest zbiorek opowiadań „Cylinder Hildeberga”.
Inne wyznaczniki jego pisarstwa to: Częsta narracja w osobie żeńskiej, obsesja śmierci, motywy godne schizofrenika, lub godnego następcy Kartezjusza. To, co próbuje przekazywać w swoich książkach, jego żałosna pseudo filozofia, godny litości styl etc. Stawia go w rzędzie autorów komercyjnych – a niżej już spaść nie można!
   Uprzedzam, że i tu również byłam skrajnie stronnicza, nie powiem wbrew własnym przekonaniom, że jest cudowny i nie będę wymieniać jego zalet, których nie zauważam.
   Pisałam teraz o: Jonathanie Carrollu


   No i to koniec, zestawienie wszystkich „plączących się” Lewisów i Carrolli zostało dokonane, mam nadzieję, że powyższy artykuł do czegoś Wam się przyda.






*„Empatia to twój ból w moim sercu”

Ivanka
14.11.2003, 14:49

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Ivanka

Czeopiać się szczeółów to mogę dopiero zacząć. Proszę mi powiedzieć jaką Epistemologię prekazuje nam Jonathan, Teologię, Teozofię? Bóg to jakiś wredny kaleki karzeł, zmarli mogą powstać z grobu bo człowiek może zyskać kompetencję Boga, poznanie to czysty przypadek, poza tym jest to żywym dowodem na to co napisałam przy Clivie: Fantazja zaczyna być rzeczywistsza od fikcji. Pozdrawiam dziewczyny, dalej sobie to czytajcie nie zamierzam Was nawracać, zawracanie głowy, osobniki niereformowalne, bez urazy. Po prostu niech każda zostanie przy swoich przekonaniach i skończmy tą śmieszną dyskusję. Albo napisz Syntio artykuł o Jonathanie ostatnio Czarownica cierpi na niedostatek artykułów, wszystko się przyda i będzie okazja do wznowienia sporu.

12.12.2003, 14:55
Synthia

Czepiasz się szczegółów moja droga, bo nie masz mocnych argumentów.

30.11.2003, 22:36
jae

Ivanka przestań się mądrzyć, trafisz na ludzi inteligentniejszych i bardziej oczytanych niż ty i zobaczymy, kto wtedy będzie się śmiał. zwyczajnie nabijasz sobie posty, nawijając wciąz o tym samym.

30.11.2003, 18:04
Ivanka

Sloszna uwaga jae, moze "poza cisza" przeczytam, ostatecznie to nie mi zaszkodzi. Synthia nie mowilam o czytaniu o Platonie tylko o CZYTANIU PLATONA, czaisz roznice? A tak w ogole to bez urazy, wiem co to znaczy skomercjonalizowany, oklepany, czytany przez wszystkich i tylko w tym celu stworzony (aby nabic kase autorowi).

28.11.2003, 15:32
jae

kurczę kogo obchodzi co wy czytacie? to nie czat. naprawę, mogę się założyć, że wszyscy ziewają już patrząc jak się przekrzykujecie nad komercjalizacją filozofii itp. czy wyższością "Poetyki" Arystotelesa nad "Listem do Pizonów" Horacego. Lepiej napiszcie jakiś ciekawy artykuł.

23.11.2003, 23:07
Synthia

Ptasiek jest skomercjonalizowany?! Czy ty w ogóle wiesz co to znaczy? Bo bardzo nadużywasz tego słowa... i wydaje mi się to dziwne i..... śmieszne...

23.11.2003, 16:21
Synthia

Sorry "Demokrycie"

23.11.2003, 16:18
Synthia

Jeśli myślałaś że mnie zastrzelisz Platonem - to no cóż jesteś śmieszna!Czytałam o Platonie, Demokryta, Arystotelesie i wielu innych jeszcze filozofach greckich bo mnie to interesowało. Poglądy filozofów przyrody i innych nie są mi obce. Podziwiam filozofie Carrolla i dziwie się bardzo, że ty nazywasz ją komercyjna pseudofilozofią. Jesteś dla mnie jak z kosmosu. Nie będe już prawić ci krytycznych uwag, bo nie chce tak bardzo pogrążyć twoje wybujałe ego, zamiast tego polece Ci "Poza ciszą" Carrolla. Może ono Cię przekona?

23.11.2003, 16:17
Nadine

No iczemu tak mało newsów na Proroku, czy tu już wszystko wymarło?! Przecież można dawać krótkie, ale fajne newsy, których ostatnio nie brakuje na innych stronkach.

21.11.2003, 22:34
Ivanka

Czytalam "Ptaska" a nawet jego druga czesc "Al'a" nie sa zle choc tez skomercjonalizowane, "Spiac w plomieniu tez czytalam, ale fakt dosyc dawno... Wiesz droga Synthio, poczytaj sobie klasykow filozofi (chocby Platona pisze najprzystepniej) a potem porozmawiamy o filozofii i filozofii-pseudo "cylinder Hildeberga" czytalam i on faktycznie nawet mi sie podobal przynajmniej pierwsze opowiadanie, poza tym kazdy ma prawo do wlasnych opinii, od razu uprzedilam ze nie jestem obiektywna, a moze to Ty go sztucznie dowartosciowywujesz? Cydienne podaj mi koniecznie reszte tytulow serii! PROSZE! Fakt Morresey, dawno nie czytalam i dlatego mi sie pomieszalo, sorka ;)!

21.11.2003, 15:16