Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Wątków nierozwiniętych rozwinięcie

Słowa Rowling zza potterowskiego grobu

Dean Thomas

Nikt, kto czytał obydwie wersje „Kamienia Filozoficznego”: angielską oraz amerykańską, nie zauważył, że w brytyjskiej wersji wygląd tego chłopca nie został opisany, w przeciwieństwie do amerykańskiej wersji, gdzie znajduje się linijka przedstawiająca jego wygląd (w rozdziale „Tiara Przydziału”).
To wina cięcia edytorskiego w brytyjskiej wersji; mój wydawca pomyślał, ze rozdział jest zbyt długi i wyrzucił wszystko, co w jego mniemaniu było zbędne. Kiedy przyszło do wybierania obsady do filmu „Harry Potter i Kamień Filozoficzny” powiedziałam jednak reżyserowi Chrisowi Columbusowi, że Dean był Czarnym londyńczykiem. Tak naprawdę, wydaje mi się, że Chris był troszkę zaskoczony ilością informacji, jaką go raczyłam na temat Deana. Miałam naprawdę dużo notatek na temat przeszłości tego chłopca, które nigdy nie znalazły sobie odpowiedniego miejsca na użycie w książkach. Jego historia była zawarta we wstępnych szkicach „Komnaty Tajemnic”, potem jednak została przez mnie wyrzucona, gdyż miałam wrażenie, że była to niepotrzebna dygresja.
Dean pochodzi z rodziny, o której zawsze myślał, że jest czysto mugolska. Był wychowywany przez matkę i ojczyma; jego ojciec odszedł od rodziny, kiedy Dean był bardzo mały. Młody czarodziej miał bardzo szczęśliwe dzieciństwo, które spędził w otoczeniu przybranych braci i sióstr.
Naturalnie, kiedy przybył list z Hogwartu, matka Deana zaczęła się zastanawiać, czy ojciec Deana nie był czarodziejem, ale nikt nigdy nie odkrył prawdy: ojciec Deana, który nigdy nie powiedział swojej żonie, kim był, po to, aby ją chronić, został zamordowany przez Śmierciożerców, kiedy odmówił wstąpienia w ich szeregi. Tę planowana przez mnie historię, miał Dean stopniowo odkrywać podczas swojej szkolnej kariery. Przypuszczam, że w niektórych momentach powieści poświęciłam odwagę i żądzę odkrywania nowego przez Deana na rzecz Nevilla, który ostatecznie okazał się bardziej kluczową postacią dla fabuły powieści.

Mafalda (Czara Ognia)

Wspominałam już kiedyś o kuzynce Weaslay’ów, która miałaby dużo do powiedzenia w ‘Czarze’, jeśli bym jej ostatecznie nie wycięła. Naprawdę lubiłam tę postać i nie chciałam jej poświęcać, ale po prostu nie wywiązywała się ze swoich obowiązków jak należy, w związku z czym musiała odejść.
Mafalda była córką „drugiego kuzyna, który jest maklerem giełdowym”. Ten makler był bardzo niegrzeczny w stosunku do pani i pana Weasley’ów w przeszłości, ale obecnie, kiedy on i jego żona mugolka, na swoje nieszczęście, ‘wyprodukowali’ małą czarownicę, przyszli do Weasley'ów prosząc o ich pomoc we wprowadzeniu małej do społeczności czarodziejów, jeszcze przed jej pójściem do szkoły. Weasley’owie zgodzili się wziąć ją do siebie na lato, włącznie z Mistrzostwami Świata w Quidditchu, ale zmienili zdanie niemal natychmiast. Pani Weasley przypuszczała, że rodzice Mafaldy chcieli się jej po prostu pozbyć na moment, ponieważ okazała się być najbardziej wrednym dzieckiem, jakie pani Weasley miała nieprzyjemność kiedykolwiek spotkać.
Mafalda miała przekazać Harry’emu, Ronowi i Hermionie pewne informacje dotyczące Śmierciożerców, ponieważ jako wścibska, podsłuchująca Ślizgonka, która lubi wywierać na wszystkich wrażenie, nie trzyma buzi na kłódkę, kiedy podsłuchuje rozmowy synów i córek Śmierciożerców ze swojego domu. Niestety, jakkolwiek zrobiłabym ją bystrą, istnieją pewne oczywiste ograniczenia dotyczące wieku, których zamknięta w szkole jedenastolatka nie może obejść.
Rita Skeeter natomiast (której to osobą wypełniłam dziurę po wyrzuceniu postaci Mafaldy) była dużo bardziej wpływowa.
Najlepsza rzeczą w Mafaldzie było to, że została ona jedynym godnym przeciwnikiem Hermiony. Wgłębiając się dalej w tę część wyimaginowanej historii, Mafalda była do tego stopnia bystra i tak lubiła się popisywać, że Hermina była rozdarta między opłakiwaniem ciągłego łamania szkolnych reguł, a tęsknotą za podjęciem wyzwania i pokonaniem przemądrzałej Ślizgonki.

Malfoy & Nott (Czara Ognia / Komnata Tajemnic)

Lubiłam tę scenę tak bardzo, że chciałam aż użyć jej dwukrotnie; niestety nie pasowała w żadnym z miejsc, więc, ostatecznie, odłożyłam ją do reszty kartonowych pudełek, w których leżą już inne niedokończone historie, szkice i notatki, rachunki za prąd i papierki po gumach.
Jak w przypadku Deana Thomasa, wiedziałam dużo więcej na temat Theodora Notta, niż temu dałam kiedykolwiek wyraz w książkach. Wychowany przez wdowca w podeszłym wieku i jednocześnie ojca Śmierciożercę, Teodor był bystrym samotnikiem, nieodczuwającym potrzeby wstąpienia do jakiejkolwiek bandy, włączając tę Malfoya.
W wyciętej przez mnie scenie, ojciec Theodora (ten sam Nott, który był poważnie ranny w epizodzie kończącym „Zakon Feniksa”) idzie w odwiedziny do Lucjusza Malfoy, aby omówić kierunek, w jakim zmierzają interesy Czarnego Pana. Widzimy tam Draco i Theodora, którzy w ogrodzie toczą własną dyskusję. Naprawdę podobała mi się ta scena, bo, po pierwsze, ukazywała rezydencję Malfoyów i różnicę miedzy domem, w którym wychował się Draco, a Privet Drive; po drugie – rzadko widzimy Draco rozmawiającego z kimkolwiek, kogo uznaje za równego sobie, a jest zmuszony uznać Theodora za takiego, gdyż jest on tak samo czystej krwi jak i Draco i w pewnym sensie nawet od niego bystrzejszy. Oboje roztrząsali sprawę reżimu Dumbledore’a w Hogwarcie i dyskutowali nad osobą Harry’ego Pottera, włączając w to wszystkie historie zasłyszane na jego temat od Śmierciożerców, a w szczególności to, w jaki sposób przeżył atak Voldemorta.

Mopsy, miłośniczka psów (Czara Ognia)

Kiedy w ’Czarze Ognia’ Syriusz powraca, musi się gdzieś podziać. Zamieszkuje więc u ekscentrycznej, kochającej psy czarownicy, zajmującej domek na skraju Hogsmeade. Wychowuje ona mnóstwo najróżniejszych psów, przez co nie ma najlepszych stosunków z sąsiadami (całe to szczekanie i reszta). Zaprasza więc Syriusza do siebie, myśląc, że jest on zbłąkanym wędrowcem.
Myślę, że mój wydawca miał sporo racji w tym, że taktownie poprosił mnie o pozbycie się Mopsy, w związku z tym, że nie wnosiła niczego do fabuły powieści. Polubiłam po prostu opisywanie zdziwaczałej miłośniczki psów (jakby zamiennika zdziwaczałej miłośniczki kotów, pani Figg). Jednakże, więcej sensu miało umieszczenie Syriusza w przytulnej, prostej do opisania jaskini, w której mógłby porozmawiać z Harrym, Hermioną i Ronem o Barty’m Crouchu Juniorze bez żadnych zakłóceń.

Krzywołap

Nie przepadam za kotami. Tak jak Hagrid, jestem na nie uczulona i dużo bardziej wolę psy. Jednakże, jest wyjątek i od tej reguły. Kiedy pracowałam w Londynie w późnych latach 80-tych, miałam zwyczaj jeść lunch na pobliskim skwerze i w słoneczne dni wielki, spasiony, rudy kot, który wyglądał, jakby właśnie miał zderzenie czołowe ze ścianą, zazwyczaj polował na raczących się kąpielą słoneczną ludzi; zakładam, że mieszkał w jakimś pobliskim domu. Nigdy nie zbliżyłam się do tego, żeby mieć atak astmatyczny, ale od razu polubiłam tego dziwnego kota, który polował na ludzi pogardliwie na nich patrząc i uporczywie odmawiając głaskania. Kiedy zdecydowałam się na ofiarowanie Hermionie nieprzeciętnie inteligentnego kota, dałam mu wygląd tego zarozumiałego zwierzęcia, z jakim miałam okazję się spotkać; z troszkę niesprawiedliwym dodatkiem w postaci krzywych nóg.
Krzywołap, którego personalia nie zostały jeszcze odgadnięte przez nikogo, kto czytał „Fantastyczne Zwierzęta i Jak Je Znaleźć”, jest w połowie kugucharem [Kneazle]. Jeśli jeszcze nie wiesz, kto to jest kuguchar, musisz się pospieszyć i jak najprędzej kupić „Fantastyczne Zwierzęta i Jak Je Znaleźć” (cały dochód ze sprzedaży jest przeznaczony na pomoc najbiedniejszym dzieciom na Ziemi).



A jeśli ktoś nie ma zamiaru posłuchać nawoływania Pani Rowling, by jak najprędzej nabyć egzemplarz „Fantastycznych Zwierząt i Jak Je Znaleźć”, przytaczam tu krótki opis zwierzęcia zwanego kugucharem (nie dysponuję niestety zadowalająco-wystarczającą ilością „Fantastycznych Zwierząt…”, aby każdemu z Was ją sprezentować).



KUGUCHAR [Kneazle]


Klasyfikacja Ministerstwa magii: XXX (odpowiedzialny czarodziej powinien dać sobie radę)


Kuguchar wywodzi się z Wielkiej Brytanii, ale obecnie spotyka się go na całym świecie. To małe stworzonko przypomina kota, ma nakrapiane, cętkowane albo łaciate futro, olbrzymie uszy i ogon z pędzelkiem jak u lwa. Kuguchar jest inteligentny, niezależny i czasem agresywny, ale jeśli spodoba mu się jakaś czarownica lub czarodziej, może być wspaniałym zwierzątkiem domowym. Ma niezwykłą zdolność wykrywania przykrych i podejrzanych osobników, potrafi też doprowadzić do domu swojego właściciela, jeśli ten zabłądzi. Kuguchar rodzą do ośmiu młodych w jednym miocie i mogą krzyżować się z kotami. Aby zostać właścicielem kuguchara, trzeba mieć licencję, gdyż (podobnie jak w przypadku psidwaków i świergotników) nietypowy wygląd kuguchara może wzbudzić podejrzenia mugoli.



Gilderoy Lockhart

Tylko raz pozwoliłam sobie na opisanie kogoś, kogo naprawdę spotkałam w rzeczywistości i, jakkolwiek nieprawdopodobnie to może brzmieć, skutkiem tego spotkania jest właśnie postać Gilderoya Lockharta. Zapewniam Was, że osoba na której wzorowałam Gilderoya jest jeszcze bardziej dokuczliwa niż jej powieściowe alter ego. Miał on w zwyczaju opowiadać niestworzone historie na temat swojego przeszłego życia, które były oczywiście stworzonymi na potrzeby pokazania, jaki to był wspaniały, odważny i wyjątkowy, historyjkami. Możliwe, że tak naprawdę nie wierzył w to, co sam o sobie mówił i pragnął to sobie w jakiś sposób wynagrodzić. Mam jednak cichą nadzieję, że nigdy nie sięgnął aż takiego dna.
Możliwe, że myślicie, iż było to z mojej strony wredne, że opisałam go właśnie jako Gilderoya Lockharta. Mogę was jednak zapewnić, że on nigdy, nigdy tego nie odgadnie. Przypuszczalnie, opowiada teraz każdemu, kogo napotka, ze natchnął mnie do napisania postaci Albusa Dumbledore’a. Albo, że to on pisze te książki i pozwala mi czerpać korzyści ze swojej życzliwości.

Harry i Dudley – przyszła nadzieja?

Sporo ludzi powiedziało mi, że miałoby nadzieję zobaczyć Dudleya na stacji King’s Cross w towarzystwie magicznego dziecka. Muszę przyznać, że wpłynęło to na mnie do tego stopnia, że dopisałam do książki pewną rzecz, ale po krótkiej chwili namysłu, doszłam do wniosku, że żadne geny czarodzieja nie są w stanie przeżyć w zderzeniu z DNA wuja Vernona, więc to wykreśliłam.
Jednakże wiem, że po odważnym podejściu do pojednania z Harrym przez Dudleya na początku ‘Insygniów Śmierci’, możliwe, że oboje kuzynów w przyszłości będzie sobie wysyłać kartki świąteczne, a Harry z rodziną odwiedzi Dudleya, w przypadku gdyby byli sąsiadami (których to spotkań śmiertelnie baliby się James, Albus i Lily).

Tłumaczone z niniejszej strony.




cytrynowydrops
20.06.2008, 00:00

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

paula :P

Nie trawić to znaczy nie tolerować niektórych zachowań.

29.06.2008, 22:07
paula :P

Woodstok - nie lubię muzyki jakiej tam puszczają, a poza tym rodzice mnie by nie puścili.

29.06.2008, 22:05
Maks

prawie normalny, zwykle dzieją się tam chore akcje.

29.06.2008, 21:46
snowdog

Bycie pełnoletnim nie znaczy, że już nie jest się zależnym od rodziców. Woodstock jest jak każdy normalny koncert, nie ma tam nic chorego. Obecnie jestem na etapie szukania ekipy, z którą pojadę. Rodziców od roku psychicznie przygotowywuję, że w końcu pojadę, a teraz już im strach o mnie przeszedł, chociaż nadal radzą ostrożność.

29.06.2008, 21:28
KRywa

Czemu? Ja bym chciała pojechać.

29.06.2008, 21:10
Maks

Po za tym sam uważam że Woodstock jest chore...

29.06.2008, 21:07
Krzywa

Co nie oznacza, że nie jest trzymany na krótkiej smyczy.

29.06.2008, 17:09
Agrypine Sirrah

Maks, ale Ty jesteś pełnoletni od ładnych paru o_O

29.06.2008, 16:48
Maks

No właśnie. Moi rodzice skróciliby mnie o głowe gdybym coś takiego zaproponował, więc nadal utrzymuje żeby to był miejsce dogodne dla każdej ze stron :D

29.06.2008, 14:56
Agrypine Sirrah

Nie dostanę dyspenzy na Woodstock i prawdopodobnie niewielu z obecnych użytkowników Proroka miałoby możliwośc tam zawitac.

29.06.2008, 13:49