Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Tytuł oryginalny: The land of laughs
Tłumaczenie: Jolanta Kozak
Orientacyjna cena: 16 zł (!)
Wydawnictwo: Prószyński i S–ka

Fragment:

– Tam jest moja ulubiona scena. Jak ta dziewczyna idzie nocą na plażę i spotyka starca, a biały ptak wydziobuje niebeiskie dziury z oceanu.
– O rany, a ja nie potrafiłbym powiedzieć, która scena jest moją ulubioną. Chyba coś z Krainy Chichów. Tak, na pewno. Ale miałbym duże trudności, czy wybrać scenę magiczną czy komiczną. Właściwie teraz wolę bardziej sceny komiczne, ale jak byłem mały – te wojny Słów z Ciszą – o kurczę!

***

– Którą z książek ojca lubi pan najbardziej?
– Krainę Chichów.
– A dlaczego?
– Bo nikt inny nie zbliżył się tak bardzo do mojego świata. – Rozprostowałem nogi i wychyliłem się do przodu, opierając łokcie na kolanach. – Czytanie książki jest, przynajmnniej dla mnie, jak podróż po świecie drugiego człwoieka. Jeżeli książka jest dobra, czytelnik czuje się w niej jak u siebie, a jednocześnie intryguje go, co mu się tam przydarzy, co znajdzie za następnym zakrętem. A jeżeli ksiażka jest marna, przypomina przeprawę przez Secaucus w New Jersey: cała okolica cuchnie i człowiek żałuje, że w nią w ogóle zabrnął, ale skoro już tak się stało, zamyka okna i oddycha ustami, żeby jakoś dotrwać do końca.


Nie trzeba wiele, by narozkoszniejsze marzenie przeistoczyło się w koszmar, a kojąca fantazja – w horror; jeżeli zaś pisarz jest istotą władającą całym światem marzeń i fantazji, a każda z nich dzięki niemu rośnie w siłę i potęgę, jak strasznym potworem może się okazać, gdy jego twory obrócą się przeciwko swemu stwórcy?... Świat dzieciństwa, Kraina Chichów, przeistoczy się w horrendum człowieka już dawno dorosłego, tak przerażające, jak kiedyś było fascynujące...

Młody nauczyciel literatury amerykańskiej, pragnący za wszelką cenę uciec od nużącej szkolnej rzeczywistości, pochłonięty jest niemal bezgranicznie światem, którym zachwycił się w wieku lat pięciu i który od tej pory jest jego pasją: światem bajecznych książek France'a Marshalla, wśród których znajduje się między innymi "Kraina Chichów". W przypływie uwielbienia postanawia rzucić dotychczasowe życie i poświęcić się pisaniu biografii tajemniczego twórcy. Wraz z przyjaciółką dzielącą jego fascynację (i łóżko) przybywa do miasteczka...

W którym żył i umarł pisarz. Sielskiego, łudząco spokojnego. Wszystko układa się nadspodziewanie łatwo. Miasteczko zwyczajne, jedno z tych typowych amerykańskich skupisk ludności, gdzie punktem centralnym jest bar.

Lecz pies starszej pani pewnego dnia zaczyna przemawiać przez sen.
Dziecko wpada pod auto, którego kierowcy miało tam nie być.
Miało nie być, to chyba oczywiste, biorąc pod uwagę to, co się stało. Ale jego miało tam nie być jeszcze z innego względu.

Grunt zaczyna nam się powoli osuwać spod stóp. Fantazja, która zdawała się fantazją, przemienia się naraz w horror, śmiertelnie niebezpieczny, w którym przypadkowy człowiek może stać się marionetką. Wyobraźnia okazuje się groźną bronią, której nie sposób opanować, a każdy, kto się z nią zetknie w niewłaściwym miejscu i czasie, staje się częścią misterium. Budzimy się w innym świecie, co jest tym bardziej przerażające, że tak naprawdę jest to wciąż to samo miejsce, w którym byliśmy jeszcze wczoraj – gdy wszystko było naturalne i nie budziło naszych podejrzeń. W którym momencie przekraczyliśmy granicę?

Stephen King przyrównał "Krainę Chichów" do "Buszującego w zbożu pióra C.S. Lewisa" – i trudno się z tym nie zgodzić. W typowe życie typowego Amerykanina – poznawane przez narrację w pierwszej osobie – wdziera się fantazja, fantazja niechciana: fantazja, która była przyjemnością, póki pozostawała tylko i wyłącznie ułudą.

To nie jest historia zapierająca dech w piersiach, wręcz przeciwnie – jest to amerykańskie buszowanie w zbożu, znane już niektórym z powieści Salingera. Ale z całą pewnością jest to historia, która każdej osobie obdarzonej wyobraźnią i lubiącej odpłynąć w nierzeczywisty świat przysporzy chwili trwogi. Takiej trwogi, którą przeżywa się w tym świecie, tu i teraz. Spokojnej i przyjemnej.

Opis z okładki:
Pod czujnym okiem zadziwiająco dobrze poinformowanej społeczności miasteczka Galen Tomasz Abbey rozpoczyna pracę nad biografią swojego ulubionego pisarza, żyjącego tutaj przed laty. Wkrótce przybysz odkrywa tajemnicę mieszkańców, którzy nie boją się śmierci i hodują wyłącznie bulteriery. Uświadamia sobie także, że jego książka nigdy nie może być i nie będzie opublikowana oraz, że odgrywa główną rolę w misterium przywracającym zakłócony porządek zdarzeń. Poznawszy siłę wyobraźni, dzięki której toczy się życie w Galen, pewnego dnia sam jej użyje, ale już do własnych celów.

O Autorze od wydawnictwa:
Jonathan Carroll (ur. 1949 r. w Nowym Jorku), Amerykanin mieszkający w Wiedniu. Wykładowca literatury anglosaskiej, autor opowiadań, powieści, recenzji i esejów krytycznych. Kraina Chichów to jego pierwsza i najgłośniejsza powieść, pełna wdzięku i ludzkiego ciepła. Znakomita proza, jedna z tych książek, które się długo pamięta.

Opinie:
Stephen King: Czułem się tak, jakbym czytał "Buszującego w zbożu", który wyszedł spod pióra C. S. Lewisa.
Pożarłem tę powieść co do literki.









Valaraukar
1.10.2007, 21:55

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Aibhill

A, ja uprzejmie informuję, że do czerwca się Prorokiem zajmować nie będę, kanon lektur mnie przytłoczył.

6.10.2007, 15:31
V.

To trochę jakby rozwój miasta miał polegać na tym, że co jakiś czas prezydent przyjdzie i trochę gdzieś podłubie. W efekcie będzie trochę wykopków, trochę błota, nieco nowości, przeszkody w ruchu i przekonanie, że "śmy zmodernizowali".

6.10.2007, 15:27
V.

Nie "utyskuję Baronowi", że się NIE ZAJMUJE - wręcz przeciwnie, wolałbym, żeby się nie zajmował, bo wtedy udałoby się redaktorom dojść do względnego ładu. Tymczasem nagle znajdujemy się w nowej rzeczywistości, w której brakuje "tylko drobiazgów", i musimy sobie radzić.

6.10.2007, 15:25
Agrypine S.

W ogóle nie zrozumiałam przesłania tego wywodu. Może to znak, że mózg mam przeznaczony wyłącznie do malowania paznokci. Nawiasem mówiąc, Valarau, utyskujesz Baronowi, że nie zajmuje się Prorokiem, a przecież ty robisz zupełnie to samo - czy może raczej nie robisz. Z tą drobną różnicą, że Krwawy ma chyba większą robotę do wykonania. Nie wieszaj się. Wiszenie już wyszło z mody.

6.10.2007, 15:20
V.

Spoko, w okolicy było już tyle wisielców ostatnio, że jeden wte czy wewte nie robi tu nikomu różnicy.

6.10.2007, 11:10
Aibhill

Straszne, może się powieś z rozpaczy? Tylko uważaj, żeby się gałąź nie złamała.

6.10.2007, 11:09
V.

Ja nie pamiętam, czy obiad jadłem, a tutaj mam jeszcze pamiętać, żeby sprawdzić, czy w Strefie coś się nie pojawiło, bo oczywiście tego NIE MOŻE być widać na pierwszy rzut oka. To nienowoczesne.

5.10.2007, 21:39
V.

Ile ja bym dał za Proroka, który by był praktyczny, logiczny i wygodny, za cenę "nowoczesności" i "zgodności z najnowszymi specyfikacjami...". Co mnie obchodzi, że tu nie ma tabel, skoro zanim przeczytam komentarze, mija pół godziny, bo muszę jak dureń klikać na kolejne linki i jeszcze pamiętać, na który kliknąłem ostatnio...

5.10.2007, 21:37
V.

To jest trudne, że zanim załadują się wszystkie kochane hasła i uda się wejść w moduł edycji, zwykle cały system się zawiesza, co w skrajnych przypadkach prowadzi do skasowania artykułu. Baron niestety patrzy na Proroka pod kątem technicznym, więc obecny stan jest dla niego wielkim osiągnięciem; coś takiego jak "kolor", "system", "wygląd", "wygoda", "praktyczność" i "brak błędów" to w jego mniemaniu "drobiazgi", a co za tym idzie - można je zmienić za rok, albo za trzy.

5.10.2007, 21:35
Agrypine Sirrah

Może stąd, że ktoś ją poprosił o zastępstwo, wobec czego podał jej hasło?

5.10.2007, 16:08