Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

„Książę Czwartek” już w sprzedaży! Przeczytaj pierwszy rozdział.

Nakładem Wydawnictwa Literackiego na polskim rynku ukazał się „Książę Czwartek”. Jest to kolejny, czwarty już tom – po „Panu Poniedziałku”, „Ponurym Wtorku” i „Utopionej Środzie” – Kluczy do Królestwa, autorstwa australijskiego pisarza Gartha Nixa. Tym razem główny bohater, nastoletni Arthur Penhaligon, będzie musiał stawić czoło Księciu Czwartkowi, który dowodzi wielką armią i broni granic Domu przed stworami Nicości. Nie będzie to łatwe zadanie, zwłaszcza że Arthura dodatkowo trapi sytuacja na Ziemi, gdzie jego miejsce zajął Duchożer – całkiem podobny do niego stwór pochodzący z czeluści Domu…



Poniżej możecie przeczytać pierwszy rozdział czwartej części Kluczy do Królestwa w przekładzie Małgorzaty Hesko-Kołodzińskiej.

Garth Nix
Książę Czwartek
Klucze do Królestwa, tom 4

ROZDZIAŁ PIERWSZY

— Szybciej! — zawołał Arthur Penhaligon. — Musimy do¬trzeć do Drzwi Frontowych, zanim zjawi się Pierwsza Dama i zacznie mnie przekonywać, żebym nie wracał
do domu.
— Już dobrze, dobrze — burknęła Liść. — Przystanęłam tylko po to, żeby podziwiać widoki.
— Nie ma czasu — uciął Arthur. Nadal wdrapywał się na Wzgórze Uchylonych Wrót, najszybciej jak potrafił z nogą w krabim pancerzu. Złamana kość jeszcze nie zdążyła się zrosnąć.
Liść ruszyła za nim, znów zerkając przez ramię. Wybieg¬li prosto z windy, która przetransportowała ich w dół… albo w poprzek… albo w bok… od Portu Środy na zala¬nych wybrzeżach Morza Granicznego. Liść nie miała cza¬su na obejrzenie czegokolwiek w Niższym Domu.
— Oto Drzwi Frontowe! — Arthur wyciągnął rękę przed siebie, wskazując potężne, wolno stojące Drzwi, usytuo¬wane na grzbiecie wzgórza i wspierane przez dwa białe, kamienne słupy, odległe od siebie mniej więcej o dziesięć metrów i wysokie na trzynaście metrów.
— To są Drzwi? — zdziwiła się Liść. — Na pewno trudno je otworzyć.
— Ich się nie otwiera — wyjaśnił jej Arthur. — Po pro-stu wchodzisz do środka. Ale nie przyglądaj im się zbyt długo.
— Dlaczego?
— Bo stracisz rozum — oznajmił. — Albo nie będziesz mogła oderwać od nich wzroku.
— Dobrze wiesz, że teraz będę musiała spojrzeć — westchnęła Liść. — Gdybyś nic nie powiedział, pewnie nawet bym nie zauważyła tych ozdób.
Arthur pokręcił głową.
— Nic na to nie poradzisz. Po prostu nie przyglądaj się zbyt długo.
— W którą stronę pójdziemy? — spytała Liść, gdy od Drzwi dzieliło ich zaledwie kilka metrów. — Powinniśmy zapukać?
— Strony nie mają tam znaczenia — odparł Arthur. Usiłował oderwać wzrok od wykonanych w kutym żelazie, misternych ornamentów na Drzwiach, lecz nie był w sta¬nie tego zrobić. Po sekundzie kształty zadrżały i zaczęły się zmieniać. Każdy obraz utrwalał się w głowie chłopca i dopiero potem przeobrażał w następny.
Arthur zacisnął powieki i na ślepo wyciągnął rękę w stronę dziewczynki, aby pociągnąć ją za łokieć albo za koszulę na plecach. Liść znajdowała się jednak znacznie bliżej, niż zakładał, i trafił ją palcami prosto w twarz.
— Au! Ehem… Dziękuję.
Odwrócił głowę od Drzwi i otworzył oczy.
— Chyba przez moment dałam się złapać — mruknęła Liść, rozcierając nos. Celowo nie patrzyła na Drzwi, tylko na kopułę sklepienia ze srebrzystego metalu, której najwyższy punkt znajdował się na wysokości kilkuset me¬trów, bezpośrednio nad nimi. W Niższym Domu panowała noc, a jedynego światła dostarczały osobliwe, jaśniejące chmury w kolorze fioletowym lub pomarańczowym, dryfujące po srebrnej powierzchni.
Gdy Liść patrzyła w górę, ze sklepienia wystrzelił słup światła, wyznaczając drogę windzie z innej części Domu. Wkrótce pojawiły się jeszcze dwa snopy, które spłynęły z góry.
— Więc jak, pukamy? — ponowiła pytanie Liść.
— Jeszcze nie — odparł Arthur. Przesunął spojrzeniem po blednącym szlaku promienia windy, wyraźnie czując, że zapewne przybyła nią Pierwsza Dama i jej orszak. Oczy¬wiście, miała zamiar dać mu nauczkę. W gruncie rzeczy spodziewał się, że Dama przybędzie na miejsce pierwsza, gdyż miała do dyspozycji Podróżny Talerz. — Najpierw musimy zaczekać na Strażnika Porucznika Drzwi Fron¬towych.
Pierwsza Dama chciałaby, żeby Arthur pozostał, a przy¬najmniej przekazał jej Trzeci Klucz, który podobno był potrzebny do utrzymania Morza Granicznego w ryzach. Chłopiec nie zamierzał jednak rozstawać się z jedyną do¬stępną sobie bronią. W końcu pogodził się z myślą, że musi wystąpić przeciwko Potomnym Dniom, unikanie odpowiedzialności nie wchodziło w grę. Banda Księcia Czwartka, Pani Piątek, Dostojnej Soboty i Lorda Niedzieli nie zamierzała zostawić go w spokoju. Planowali ze zgub¬nym skutkiem ingerować w sprawy jego świata i każdego innego. Byli gotowi, jeżeli tylko by zechcieli, ranić i zabijać wszystkich. Zamierzali robić to, na co im przyszła ochota, aby tylko zatrzymać Klucze, a wraz z nimi władzę nad Domem. Jedynym sposobem na powstrzymanie Potom¬nych Dni było ich pokonanie.
Arthur miał świadomość, że przyjdzie mu walczyć, ale chciał to robić na własnych warunkach. Teraz zamierzał sprawdzić, co słychać u rodziny i upewnić się, że w jego świecie jest po staremu. Potem planował powrócić do Domu i zrobić wszystko, co w jego mocy, aby uwolnić Czwartą Część Woli z rąk Księcia Czwartka oraz przejąć Czwarty Klucz.
Przez kilka minut czekali przed Drzwiami i spoglądali na wieżyczki, wieże i dachy miasta w dole. Gdy Arthur ujrzał je po raz pierwszy, było spowite mgłą, lecz teraz znikła i dawało się dostrzec sylwetki kilku Rezydentów na ulicach. W pewnej chwili z jednego z pobliskich budynków wyłoniła się spora grupa, która przez kilka sekund kręciła się w miejscu, a następnie ruszyła prosto ku świeżo skoszonym trawnikom na zboczach Wzgórza Uchylonych Wrót.
— Chyba jednak powinniśmy zapukać — zadecydo¬wał. — Nadciąga Pierwsza Dama razem z całą ekipą.
Zrobił krok do Drzwi i nadal odwracając wzrok, ener¬gicznie załomotał w ich dziwaczną powierzchnię. W do¬tyku nie przypominała drewna ani żelaza, ani też innego ciała stałego. Pięść chłopca zanurzała się w Drzwiach jak w galarecie. Jednocześnie czuł w kostkach palców mro¬wienie, które wędrowało przez dłoń do nadgarstka i dalej do łokcia.
Mimo tej osobliwej struktury Drzwi, łomotaniu towa¬rzyszył normalny odgłos pukania — pusty, długi stukot, odbijający się zza nich wyraźnym, choć opóźnionym o kil¬ka sekund echem, zupełnie jakby dźwięk pokonywał długą drogę, a dopiero potem wracał.
Po chwili rozległ się dobrze znany Arthurowi dźwięk. Strażnik Porucznik mówił powoli i wyraźnie, lecz jego ni¬ski głos wydawał się zaskakująco odległy.
— Zaraz, moment. Na skrzyżowaniu są utrudnienia.
Arthur widział, że Pierwsza Dama kroczy na czele gro¬mady Rezydentów i już dociera do podnóża wzniesienia. Trudno jej było nie zauważyć — miała ze dwa metry trzy¬dzieści centymetrów wzrostu i nosiła połyskliwą, blado¬zieloną, fluorescencyjną suknię z gigantycznym trenem. Wraz z Pierwszą Damą szedł Poniedziałkowy Południk (niegdyś Zmierzchnik) oraz odziany w czerń Rezydent, którego Arthur nie od razu rozpoznał, a który okazał się Poniedziałkowym Zmierzchnikiem (niegdyś Południkiem). Z tyłu podążali najrozmaitsi urzędnicy, Komisarze Sierżanci, Nocni Przybysze i inni Rezydenci.
— Arthurze! — krzyknęła Pierwsza Dama, uniosła suknię i zaczęła się wspinać na górę. — Czekaj! Musisz
o czymś wiedzieć!
— Szybciej, szybciej…. — mamrotał Arthur do Drzwi. Zupełnie nie miał ochoty na dyskusję z Pierwszą Damą.
— Sądziłam, że oni są po twojej stronie — zauważyła Liść. — Kim jest ta wysoka kobieta w odlotowym ubra¬niu?
— Oni naprawdę są po mojej stronie — zapewnił Ar¬thur przyjaciółkę. — To Pierwsza Dama. Jest Wolą, w każdym razie jej pierwszymi dwoma fragmentami. Teraz pew¬nie nawet trzema, bo Karp prawdopodobnie już do niej dołączył. Moim zdaniem to tłumaczy zielony kolor sukni. Poza tym jest wyraźnie wyższa, a jej oczy stały się trochę wyłupiaste…
— Arthurze! Nie powinieneś tutaj przebywać!
Arthur się odwrócił i ujrzał Strażnika Porucznika, któ¬ry wyszedł zza Drzwi Frontowych. Nie wydawał się tak spokojny i opanowany jak zazwyczaj. Jego długie, białe włosy były rozczochrane, na niebieskim palcie widniały plamy błota oraz ciemnoniebieskiej substancji, być może krwi Rezydenta. Zamiast lśniących oficerek nosił przemo¬czone buciory o cholewach sięgających ud. W dłoni ściskał nagi miecz. Głownia połyskiwała lodowym, jasnobłękitnym światłem, które raziło Arthura. Liść musiała odwró¬cić głowę i osłonić twarz.
— Nie powinienem tutaj przebywać? — powtórzył Ar¬thur. — Ależ ja wcale nie chcę tego! Razem z Liść zamie¬rzam natychmiast wrócić do domu.
Strażnik Porucznik pokręcił głową i ukrył miecz w po¬chwie, która zmaterializowała się z powietrza.
— Arthurze, nie możesz powrócić do swojego świata.
— Czemu?!
— Bo już w nim jesteś. Ściślej rzecz biorąc, znajduje się tam twoja kopia. Duchożer. Zdziwiłem się, gdy poczułem, że szybko, bez powitania przemykasz przez Drzwi. Ktokolwiek jednak wysłał Duchożera, z niebywałą sta¬rannością zaplanował jego przeniknięcie. Moją uwagę pochłonął wówczas zarówno nagły napływ z Morza Granicz¬nego, jak i kilka nielegalnych otwarć.
— Nic nie rozumiem — wykrztusił Arthur. — Kopia znalazła się w moim świecie? Jak ją nazwałeś?
— Duchożer.
— To nie brzmi dobrze — mruknęła Liść. — Co robią takie stwory?
— Nie mam czasu na pogawędki — oświadczył Strażnik Porucznik. — Za Drzwiami nadal pozostają nielegalni wędrowcy. Powodzenia, Arthurze!


Poszczególne książki wchodzące w skład Kluczy do Królestwa można zamówić m.in. na stronie Wydawnictwa Literackiego.




Więcej o Kluczach do Królestwa:

„Pan Poniedziałek” otwiera „Klucze do Królestwa”. Najnowsza seria fantasy dla młodzieży i nie tylko.

oficjalna polska strona o G. Nixie

oficjalna strona pisarza

Aibhill Dreamstoher
14.06.2007, 12:20

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Alnilam

Z "Kluczy do Królestwa" czytałam tylko "Pana Poniedziałka" i "Ponurego Wtorka", chociaż mam wszystkie części, mój brat się o to postarał ^_^ ale jakoś nigdy nie mogę się zebrać i przeczytać. Tak samo jak nie mogę się zebrać, żeby przeczytać "Liarel" i "Abhorsen". Choć nawet po lekturze jedynie "Sabriel" jestem skłonna stwierdzić, że "Stare Królestwo" jest dużo, dużo lepsze od "Kluczy do Królestwa"...

7.07.2007, 23:26
Mirza

Szkoda... Tamtej trylogii nic nie przebije...

25.06.2007, 21:30
Aibhill Dreamstoher

Obawiam się, że to nie ma żadnego związku ze "Starym Królestwem".

22.06.2007, 16:38
Krzywa

Raczej się nie pojawi, ale cóż...

20.06.2007, 22:05
Mirza

Czytał to ktoś? Umywa się to do "Starego Królestwa" i ma z nim jakikolwiek związek? Po Sabriel pokochałam Nixa, ale ta seria z lekka zajeżdża mi dziecięcą powiastką. Do tego tyle tomów, a mój portfel cienko piszczy... Warto się za to brać?

20.06.2007, 20:02
Jess

Właśnie! To nie jest głupi p[omysł. Twoje prawdziwe nazwisko jest zdecydowanie krótsze od tego fikcyjnego... <zabiłabyś mnie jakby mi się wymsknęło?? ;)

19.06.2007, 19:30
Agrypine S.

Wejrzyjcie do kalendarza. 22. maja są imieniny Aegnora&#8230; Gdyby tu był Maksiu, złożyłabym mu życzenia. Miejmy nadzieję, że pojawi się do piątku.

18.06.2007, 19:30
Mary

Mozilla mi tez od paru dni poprawia błędy, więc wiem.

18.06.2007, 19:04
Agrypine S.

Zarówno Misza, jak i, bodajże, Szymon, zdrabniali moje imię i powiedziałam im to, co Tobie powiem teraz: używaj pełnej formy; gdybym chciała, by ktoś posługiwał się zdrobnieniem, dałabym mu znać. Możesz mówić do mnie po nazwisku, będzie krócej (dla przypomnienia, brzmi ono Sirrah; mówię, by zapobiec katastrofie w postaci, przykładowo, ujawnenia mego prawdziwego nazwiska) !!!

18.06.2007, 16:19
Jess

Ale ty mnasz jeszcze możliwośc wymienienia jakiejś części i znów bedzie działał, a u mnie się wszystko doszczętnie spaliło;( - (jak nie Agry to jakiego mam zdrobnienia używać? Wymyśl coś ambitnego to się zastosuje bo nie chce mi się piasać całego twojego pseudo)

18.06.2007, 15:13