Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

W dziale

Szpieg

Z okna gabinetu Ministra Magii rozpościerał się imponujący widok na park okalający podziemny budynek Ministerstwa. Cud techniki magicznych konstruktorów, sprawiający wrażenie realnego, namacalnego, takiego, którego w każdej chwili można dotknąć. Niestety – okna nigdy nie były otwierane. Po obu stronach mahoniowego biurka z zielonym blatem siedziały dwie osoby. Jedną z nich był wysoki i szczupły, z burzą kasztanowych włosów na głowie i okularami-połówkami na nosie Albus Dumbledore. Drugą – rudowłosą, tęgą, o pucułowatej twarzy – Milicenta Bagnold, Minister Magii we własnej osobie. Ta ostatnia wydawała się być co najmniej oburzona. – Wykluczone, Albusie, wykluczone! – powiedziała, kręcąc palcami młynka.

Dwie uncje ironii, szczypta sarkazmu i trochę dekadentyzmu: odsłona IX (Granica) i X (Wolność)

Lord Voldemort uśmiechał się do siebie. Starożytna magia ma jednak wiele zalet. Ruszył wąską uliczką, oświetloną słabym blaskiem latarnii. Nadszedł czas wielkich zmian. I co za różnica, że świat, w którym się znalazł, był zupełnie inny od tego, z którego przyszedł? Prędzej czy później ludzie poprą go bardziej ze strachu niż z przekonania. Przekonania są zmienne, podczas gdy strach zawsze pozostaje ten sam.

Minęły dwa lata. Minęło dwa razy po dwanaście miesięcy.

Dwa lata temu o tej porze gorączkowo rozmyślałem, jak będzie wyglądała praca w redakcji. Bałem się; pamiętam, że nie mogłem od siebie odpędzić myśli 'Co ja zrobię, cholera!' Przypuszczalnie nie byłem wtedy taki zarozumiały, zapewne odpowiadałem piszącym do mnie i przesyłającym opowiadania ździebko grzeczniej. Te dwa lata, te setki opowiadań, które się przez ten czas przewinęły, miliony liter, zrobiły swoje. Sentymentalny się robię na starość. Dwa lata. Stu lat nie życzcie, bo to by było męczące. Dwa lata...

Różowa rewolucja

Severus Snape nie miał najmniejszych powodów by sądzić, że ten dzień będzie gorszy od innych. Może gdyby w zamierzchłych, szkolnych czasach na lekcjach wróżbiarstwa uważał, a nie czytał podręczniki czarnej magii, wiedziałby że przed każdym nieszczęściem pojawiają się znaki na niebie i ziemi, i dostrzegłby metafizyczne znaczenie braku szamponu. Ale Severus Snape nie był osobą przesądną, więc brak tego środka higieny osobistej odczuł tylko na płaszczyźnie materialnej...

Klepsydra

Ktoś, kto nie posiadł odpowiedniej wiedzy o podróżowaniu w czasie albo nie czytał fantastycznych książek, a jego nerwy były i tak już mocno zszargane, widząc siebie samego w drzwiach doprowadziłby zapewne do jakiejś katastrofy w czasowej sieci, czy nawet we wszechświecie. Dumbledore jednak przywykł do wydarzeń co najmniej dziwnych.

Experto Credite, cz. II

Pianista ścierał właśnie kurz ze swojego instrumentu, kiedy poczuł, że nie jest sam. Odwrócił się. Za nim stał mężczyzna w obszarpanej koszuli i potarganych włosach. – Rogmencie? Co ty tutaj robisz? – Dlaczego nikt mi nie powiedział? DLACZEGO? Przez tyle lat żyłem, sądząc, że nade mną nie ma niczego prócz Potęgi. A teraz okazuje się, że jest wiele poziomów! Ja tego tak nie zostawię!

Dwie uncje ironii, szczypta sarkazmu i trochę dekadentyzmu: odsłona VI (Sprzeciw)

Albus Percival Wulfric Brian Dumbledore był w świetnym humorze. Na śniadaniu zjawił się piętnaście minut wcześniej i teraz oddawał się swojemu ulubionemu zajęciu – obserwacji. Odkąd tylko sięgał pamięcią, jedną z jego pierwszych fascynacji był drugi człowiek. W tej kwestii obecny dyrektor Hogwartu nie był wymagający. Nie miała znaczenia płeć, wzrost ani wiek. Ważny był tylko sam fakt obecności. To była jedna z przyczyn, dla której postanowił zająć się szkołą. Ludzie. Całe masy ludzi. Raj na ziemi.

Dwie uncje ironii, szczypta sarkazmu i trochę dekadentyzmu: odsłona VII (Głosy i Cienie) oraz VIII (Piekło)

Jestem normalny. Nie stoję właśnie przed drzwiami gabinetu nauczycielki wróżbiarstwa, nie czekam, aż mi otworzy. Nie liczę na jej pomoc. Jednym słowem, jestem w pełni władz umysłowych, kontroluję moje zachowania i nie utrzymuję żadnych, absolutnie żadnych kontaktów z osobami, których obecność mogłaby osłabić mój autorytet.

Czas wspiąć się na Wyżyny Pisarstwa – czas rozpocząć Warsztaty!

Zacznę od okrzyku; okrzyk ów zabrzmi niepoważnie, zamierzam bowiem ryknąć: Wolno ci wszystko, pisarzu!" By udowodnić, że mam rację, przedstawiam wam niniejszym historię o Boskiej Polewce. Na jej przykładzie pragnę zbudować pierwszą część Warsztatów, które mają uświadomić wszystkich tych, którzy chcieliby się spełniać w pisarstwie.

Dziewica Slytherinu 2 – Mickiewicz Kontratakuje, dzień VIII, cz. 3

Malfoy zacisnął palce na różdżce. Biorąc pod uwagę fakt, że ostatnio zastosowane zaklęcie w języku łacińskim należało widocznie do zakazanych i spowodowało spore szkody, nie zamierzał powtarzać poprzedniego błędu i powiedział coś, co całkowicie zaskoczyło napastników. – Rzuć broń!

Dziewica Slytherinu 2 – Mickiewicz Kontratakuje, dzień VIII, cz. 2

Mauzol zapakował swoje rzeczy do plastikowej torby i po wypełnieniu odpowiedniego zestawu papierków (większości z nich nie podpisywał, tylko polecił odesłać na adres Mierzei mając nadzieję, że ona coś z tym zrobi) opuścił teren szpitala wzbogacony o bagaż doświadczeń, wiedzy medycznej niekoniecznie potrzebnej, ślad po wampirzym ugryzieniu oraz zapięty na stałe i obłożony masą zaklęć srebrny łańcuszek z niewielkim krzyżykiem.

Dziewica Slytherinu 2 – Mickiewicz Kontratakuje, dzień VIII

– Jak miło, że jesteś. Sam otworzyła oczy. Niebo za oknem było jeszcze ciemne, ale cały czas zachmurzone, gdzieś w oddali zabrzmiał grom. Syriusz od dwudziestu minut był w swym czarnym futrze, tak jak doradził mu Zygmunt. – Oczywiście mieliśmy masę czasu, by sobie postać tutaj i na ciebie poczekać, ale to nie wpłynęło dobrze na stan naszych nerwów i manier.