Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

W dziale

Dziewica Slytherinu 2 – Mickiewicz Kontratakuje, dzień IX, cz. 3

Severus oparł dłonie o chłodny blat biurka. W głowie mu wirowało i nie mógł się skupić. Sprawdzanie kartkówek normalnych uczniów było zajęciem nudnym, choć niekiedy śmiesznym – szczególnie przy ocenianiu bezsensownego, pseudonaukowego bełkotu Gryfonów. - Jesteś chory? – spytał Lupin, przenosząc z jednego do drugiego kąta piwnicy jakieś nikomu nie znane podręczniki. - To nie twoja sprawa – rzucił Snape, podnosząc głowę. - Przepracowujesz się – ocenił Remus układając książki na półce. – Za dużo obowiązków, a za mało czasu. – Obejrzał się na Severusa. – Może powinieneś bardziej stanowczo odmawiać Albusowi. – Lupin postukał palcem wskazującym w prawe skrzydełko własnego nosa.

Dziewica Slytherinu 2 – Mickiewicz Kontratakuje, dzień IX, część druga

Wszystkiego najlepszego z okazji Świąt! Wielu prezentów pod choinką, rozchichotanego Mikołaja i dużo śniegu! – Jesteś dziwny, Severusie. – Dumbledore rozsiadł się w fotelu. – Uczniowie skarżą się, ze zachowujesz się w sposób sugerujący złe zamiary i chęć mordu. Doskonale zdaję sobie sprawę, że jest to twój szczególny styl nauczania, ale nie sądzę, by tego typu zachowanie wpływało pozytywnie na wyniki twoich uczniów. – To moje metody i uważam je za bardzo dobre i przynoszące oczekiwane rezultaty.

Dziewica Slytherinu 2 – Mickiewicz Kontratakuje, dzień IX, część pierwsza

Snape postanowił napisać listy ze skargą do rodziców kilku uczniów i uczennic. Jedna z owych Gryfonek siedziała teraz w jego gabinecie drugi raz w tym tygodniu, a był dopiero wtorek. – Więc co powiedziałaś do profesor Sobczyńskiej? – spytał, mając nadzieję, że nie są to słowa, o jakie ją podejrzewał. Mylił się. Nie dość, że stworzenie uczyniło swe spojrzenie maślanym i pełnym uwielbienia, po czym wbiło je w niego, to dodatkowo postanowiło powiedzieć prawdę. – Oświadczyłam, że metody pani profesor są przestarzałe i w żaden sposób nie można przy ich pomocy nauczyć kogokolwiek czegokolwiek ze względu na brak woli współpracy ze strony pani profesor w celu unowocześnienia owych metod.

Zielarka

– Cześć, Morgano! – zawołała Irma na wstępie. – Kiedy lecisz na sabat? Może mi powiesz, gdzie kupujesz swoje stylowe miotły? Anastazja przeszła obok niej, nie odpowiadając. Wiedziała, że żadna riposta nic nie zmieni. Znała te obelgi na pamięć.

Kot Apokalipsy, cz. III

>„(…) i nadejdzie cicho niczym cień, kocimi ruchami zauroczy i obezwładni, omami wizjami i obietnicami. Skoczy niby żbik z ciemności i światło w mrok obróci. Koniec nadejdzie od granicy świata z światem, gdy jeden świat pochłonie drugi, albowiem granica załamie się pod naporem obu. (…) a słońce krwawiące po krwistym niebie wstanie z mrocznej otchłani, gdy czas nadejdzie. Chaos zbierać żniwo niezgody zacznie. Na niebie i ziemi znaki wyraźnymi się staną. Gdy czas nadejdzie...”

Warsztaty pisarskie – odsłona druga, czyli rzecz o Pomyśle i Antycypacji

Należy z przytupem oznajmić i do łbów sobie wbić, że proces pisania trzeba bezwzględnie rozpocząć od dodennego rozważenia kwestii zasadniczej, a mianowicie: co zamierzamy napisać? Problem jest ważki, albowiem Fantasy hołduje wielu gatunkom i stylom, a jeden od drugiego oddalony jest znacząco: przepastne są otchłanie, które leżą między nimi.

Nadprezydium

Nadprezydent oderwał oczy od widoku za oknem i jeszcze raz spojrzał na stary zegar z kukułką. Mechaniczny ptak cztery ostatnie tony wykukał niezbyt sprawnie. Niby nic dziwnego, od dziesięciu lat był nienakręcany, ale nadprezydent spodziewał się czegoś lepszego po wyrobach firmy Engels&Sweater. Drzwi otworzyły się; weszła sekretarka nadprezydenta, Amelia Cree. – Przyniosłam pocztę, panie nadprezydencie. – "Żonglera" też?

Gorzki smak nadziei, cz. II

– Powinieneś wiedzieć, że raczej nie będę w stanie... – odparła z ledwo zauważalnym uśmiechem. – Więc sam cię zawlokę, ale jutro wyjedziesz z tego przeklętego kraju! Nic nie odpowiedziała. Jedynie przyglądała mu się uważnie. W jej kryształowo–szarych oczach błyszczał smutek przemieszany z gorzkim zrozumieniem. – Mieszkanie jest chronione zaklęciami. Nikt cię tu nie wyczuje, ani nie usłyszy, możesz być spokojny – wyjaśniła lekko zdławionym głosem. – Wrócimy nad ranem – zrobiła krok w stronę wyjścia, ale zagrodził jej drogę. – Wybierasz się gdzieś? – zmarszczył brwi.

Gorzki smak nadziei

Zza burzowych chmur widoczny był zaledwie rąbek srebrnej tarczy księżyca. Chłodna noc przechadzała się nad zrujnowanym miastem, niewzruszona dramatami tych, którzy żyli poniżej. W eleganckim salonie jednej z ocalałych kamienic trwała zacięta walka na słowa. Wyglądający na nie więcej jak dwadzieścia kilka lat, platynowy blondyn przyglądał się ze złością i niedowierzaniem młodej kobiecie.

Julianne

Czarna wrona zataczała coraz węższe kręgi nad Norą. Przysiadła na parapecie. Z przerażeniem w czarnych oczkach obserwowała Harry'ego. Sfrunęła na próg. Do drzwi pukała wysoka kobieta odziana na czarno. Trzymała się za przedramię. Otworzyła Hermiona. Znowu ona. Ona była przy nim. Nie jego żona, tylko ona. – Wejdź – powidziała ledwie słyszalnym, pelnym rozpaczy szeptem.

Szpieg

Z okna gabinetu Ministra Magii rozpościerał się imponujący widok na park okalający podziemny budynek Ministerstwa. Cud techniki magicznych konstruktorów, sprawiający wrażenie realnego, namacalnego, takiego, którego w każdej chwili można dotknąć. Niestety – okna nigdy nie były otwierane. Po obu stronach mahoniowego biurka z zielonym blatem siedziały dwie osoby. Jedną z nich był wysoki i szczupły, z burzą kasztanowych włosów na głowie i okularami-połówkami na nosie Albus Dumbledore. Drugą – rudowłosą, tęgą, o pucułowatej twarzy – Milicenta Bagnold, Minister Magii we własnej osobie. Ta ostatnia wydawała się być co najmniej oburzona. – Wykluczone, Albusie, wykluczone! – powiedziała, kręcąc palcami młynka.

Dwie uncje ironii, szczypta sarkazmu i trochę dekadentyzmu: odsłona IX (Granica) i X (Wolność)

Lord Voldemort uśmiechał się do siebie. Starożytna magia ma jednak wiele zalet. Ruszył wąską uliczką, oświetloną słabym blaskiem latarnii. Nadszedł czas wielkich zmian. I co za różnica, że świat, w którym się znalazł, był zupełnie inny od tego, z którego przyszedł? Prędzej czy później ludzie poprą go bardziej ze strachu niż z przekonania. Przekonania są zmienne, podczas gdy strach zawsze pozostaje ten sam.