Google

Wiadomosci

Koralina za kurtyną

Magia książek Gaimana ..

Podsyć swą ciekawość...

..zdjęcia z 'Księcia Półkrwi'.

Daniel obraża fanów słowa pisanego?

A to się nam dostało...

Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

W dziale

Mierzeja

Dziewica Slytherinu 2 – Mickiewicz Kontratakuje, dzień IX, cz. 3

Severus oparł dłonie o chłodny blat biurka. W głowie mu wirowało i nie mógł się skupić. Sprawdzanie kartkówek normalnych uczniów było zajęciem nudnym, choć niekiedy śmiesznym – szczególnie przy ocenianiu bezsensownego, pseudonaukowego bełkotu Gryfonów. - Jesteś chory? – spytał Lupin, przenosząc z jednego do drugiego kąta piwnicy jakieś nikomu nie znane podręczniki. - To nie twoja sprawa – rzucił Snape, podnosząc głowę. - Przepracowujesz się – ocenił Remus układając książki na półce. – Za dużo obowiązków, a za mało czasu. – Obejrzał się na Severusa. – Może powinieneś bardziej stanowczo odmawiać Albusowi. – Lupin postukał palcem wskazującym w prawe skrzydełko własnego nosa.

Mierzeja

Dziewica Slytherinu 2 – Mickiewicz Kontratakuje, dzień IX, część druga

Wszystkiego najlepszego z okazji Świąt! Wielu prezentów pod choinką, rozchichotanego Mikołaja i dużo śniegu! – Jesteś dziwny, Severusie. – Dumbledore rozsiadł się w fotelu. – Uczniowie skarżą się, ze zachowujesz się w sposób sugerujący złe zamiary i chęć mordu. Doskonale zdaję sobie sprawę, że jest to twój szczególny styl nauczania, ale nie sądzę, by tego typu zachowanie wpływało pozytywnie na wyniki twoich uczniów. – To moje metody i uważam je za bardzo dobre i przynoszące oczekiwane rezultaty.

Mierzeja

Dziewica Slytherinu 2 – Mickiewicz Kontratakuje, dzień IX, część pierwsza

Snape postanowił napisać listy ze skargą do rodziców kilku uczniów i uczennic. Jedna z owych Gryfonek siedziała teraz w jego gabinecie drugi raz w tym tygodniu, a był dopiero wtorek. – Więc co powiedziałaś do profesor Sobczyńskiej? – spytał, mając nadzieję, że nie są to słowa, o jakie ją podejrzewał. Mylił się. Nie dość, że stworzenie uczyniło swe spojrzenie maślanym i pełnym uwielbienia, po czym wbiło je w niego, to dodatkowo postanowiło powiedzieć prawdę. – Oświadczyłam, że metody pani profesor są przestarzałe i w żaden sposób nie można przy ich pomocy nauczyć kogokolwiek czegokolwiek ze względu na brak woli współpracy ze strony pani profesor w celu unowocześnienia owych metod.

Vanessa Tissana de Samento

Zielarka

– Cześć, Morgano! – zawołała Irma na wstępie. – Kiedy lecisz na sabat? Może mi powiesz, gdzie kupujesz swoje stylowe miotły? Anastazja przeszła obok niej, nie odpowiadając. Wiedziała, że żadna riposta nic nie zmieni. Znała te obelgi na pamięć.

Filipinkaa

Kot Apokalipsy, cz. III

>„(…) i nadejdzie cicho niczym cień, kocimi ruchami zauroczy i obezwładni, omami wizjami i obietnicami. Skoczy niby żbik z ciemności i światło w mrok obróci. Koniec nadejdzie od granicy świata z światem, gdy jeden świat pochłonie drugi, albowiem granica załamie się pod naporem obu. (…) a słońce krwawiące po krwistym niebie wstanie z mrocznej otchłani, gdy czas nadejdzie. Chaos zbierać żniwo niezgody zacznie. Na niebie i ziemi znaki wyraźnymi się staną. Gdy czas nadejdzie...”

Valaraukar

Warsztaty pisarskie – odsłona druga, czyli rzecz o Pomyśle i Antycypacji

Należy z przytupem oznajmić i do łbów sobie wbić, że proces pisania trzeba bezwzględnie rozpocząć od dodennego rozważenia kwestii zasadniczej, a mianowicie: co zamierzamy napisać? Problem jest ważki, albowiem Fantasy hołduje wielu gatunkom i stylom, a jeden od drugiego oddalony jest znacząco: przepastne są otchłanie, które leżą między nimi.

Adam A. Klimowski

Nadprezydium

Nadprezydent oderwał oczy od widoku za oknem i jeszcze raz spojrzał na stary zegar z kukułką. Mechaniczny ptak cztery ostatnie tony wykukał niezbyt sprawnie. Niby nic dziwnego, od dziesięciu lat był nienakręcany, ale nadprezydent spodziewał się czegoś lepszego po wyrobach firmy Engels&Sweater. Drzwi otworzyły się; weszła sekretarka nadprezydenta, Amelia Cree. – Przyniosłam pocztę, panie nadprezydencie. – "Żonglera" też?

Seiferin

Gorzki smak nadziei, cz. II

– Powinieneś wiedzieć, że raczej nie będę w stanie... – odparła z ledwo zauważalnym uśmiechem. – Więc sam cię zawlokę, ale jutro wyjedziesz z tego przeklętego kraju! Nic nie odpowiedziała. Jedynie przyglądała mu się uważnie. W jej kryształowo–szarych oczach błyszczał smutek przemieszany z gorzkim zrozumieniem. – Mieszkanie jest chronione zaklęciami. Nikt cię tu nie wyczuje, ani nie usłyszy, możesz być spokojny – wyjaśniła lekko zdławionym głosem. – Wrócimy nad ranem – zrobiła krok w stronę wyjścia, ale zagrodził jej drogę. – Wybierasz się gdzieś? – zmarszczył brwi.