Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

W dziale

Drzwi w Skale: Wyjaśnienie (cz. 3)

Leżący na skraju przepaści kamyk zadrżał wraz ze swymi towarzyszami, kiedy minął je jeździec. Jeden z nich znalazł się zbyt blisko krawędzi i stoczył się, odbijając często od rosnących na ścianach wąwozu karłowatych drzewek, małych jaszczurek i skruszałych odłamów skał.

Wasza Wysokość Bezwzględna

W wieku 21 lat na tronie Slaxy zasiadła więc Panna-Królowa. Można powiedzieć, że w mgnieniu oka stała się najlepszą partią na międzynarodowym rynku wielkopańskich rączek do wzięcia. Za najniebezpieczniejszą uznano ją już w wieku lat szesnastu, gdy rozbiła salaterkę z sałatką owocową na głowie nazbyt natrętnego adoratora. Oczywiście całkiem przypadkowo.

Drzwi w Skale: Achonieci (cz. II)

Za bardzo dawnych lat ziemia zamieszkana była przez mnogość rozmaitych ludów. Ich obyczajem było posiadanie "symboli ludu" i "cech ludu". Żaden z Achonietów nie pamięta już, jak nazywał się jego lud w tamtej epoce; symbolem był orzeł, a cechą ludu była jego szczególna zdolność do pewnego kunsztu. Nie było ludu, który przewyższałby przodków Achonietów w tej dziedzinie, i przyznawali to wszyscy – nawet potężny lud zza morza, który choć wiedział o ówczesnych Achonietach niewiele, tytułował się ich przyjacielem.

Drzwi w Skale

Każde państwo podobne jest człowiekowi – rodzi się, dorasta i umiera – powiadają mędrcy-ksiąg ulubieńcy i ci, którzy ich słuchają, przyznają im rację. Tak też i było z Rosłym Czajhakiem – nikt nie widział, kiedy państwo osiągnęło szczyt potęgi. Dostrzeżono co innego- że władcy Czajhaku porzucili wędrowny tryb życia, a ich stoły (charakterystyczną obyczajem Tertonów, który przetrwał po dziś dzień, jest wożenie ze sobą stołów, by móc w razie postoju wygodnie urządzić posiłek) zawędrowały do wysokich, kamiennych sal.

Rodzinne Spotkanie

Stanął przed drzwiami. Wziął głęboki oddech i zapukał. Natychmiast rozległ się krzyk, z gatunku tych mrożących krew w żyłach. Jednak cała groza zawarta w tym krzyku, utonęła pod wpływem reszty hałasów tego domu. Voldemort naiwnie sądząc, że to znak oznaczający, że zaraz ktoś otworzy drzwi, czekał cierpliwie. Po minucie zastukał po raz drugi. Tym razem, nie było żadnego krzyku. Po chwili Czarny Pan odniósł wrażenie, że hałasy jakby się ściszają.

Poległa królewna

Za siedemdziesięcioma górami i pięćdziesięcioma lasami, trzydziestoma jeziorami i jedną rzeką było sobie pewne królestwo, którego nazwy nie przytoczę, gdyż uznanoby ją za wrogą propagandę. W królestwie tym rządził sprawiedliwie król, a prawo było bezwzględnie przestrzegane. Nikt więc nie cierpiał z powodu zbyt dużych podatków, a przestępców ścigały bezwzględne brygady śmierci i komisje śledcze.

Kapłanka

Błękitnooka elfka podniosła głowę, słysząc, jak ktoś wypowiada jej imię. – Aayril, chodź tu, to po prostu trzeba zobaczyć – krzyknął przez pustą świątynie jej przyjaciel, Symon. – Kiedy ty się wreszcie nauczysz, że to jest świątynia – syknęła, podchodząc do niego. Spojrzała przez uchylone drzwi. – Nie rozumiem, o co ci chodzi. Jest zwyczajny dzień.

Być innym

Zadrżała. Wrócił jej lęk przed tymi odwiedzinami. Wuj Lucjan, jego żona Nelly i syn Darren nie byli mili, ale więzy rodzinne wymagały, by darzyła ich szacunkiem. Ostatni raz przyjechali pięć lat wcześniej, w 1535 roku, i Madeleine do tej pory nienawidziła swojego kuzyna. Chodzili do tej samej szkoły magii, Hogwartu, ale prawie w ogóle nie utrzymywali ze sobą kontaktu. Darren, jak wszyscy Malfoyowie, był w Slytherinie.

Nadprezydium, cz. III

Wszystko było w porządku. Lovegood dostał kolejne ostrzeżenie. Po śmierci żony (dzieło poprzedniego Nadprezydenta) postanowiono dać mu spokój w nadziei, że ból i konieczność opieki nad córką zmuszą go do zamknięcia pisma lub oddania go w inne ręce. Założono wtedy nawet fikcyjny koncern medialny (pomysł wyszedł od króla Ameryki, który wyłożył wtedy pieniądze na pokrycie połowy kosztów), który miał wykupić "Żonglera".

Ona jest inna...

Wiedziała, że jest inna. Wiedziała, że tu nie pasuje. Nie wiedziała, dlaczego tu jest. I możliwe, że nigdy by się nie dowiedziała, gdyby nie On. Przybył stamtąd, skąd Ona przybyła, choć sama nie wiedziała, skąd jest. Nie myślała o tym, tylko żyła swoim własnym, tajemniczym życiem, w którym nie było miejsca dla nikogo innego oprócz niej samej. Zmieniło się to, gdy pojawił się On.

Nieautoryzowana parodia Hobbita

Nasz niezwykle śmierdzący, źle wychowany hobbit nosił dostojne (to znaczy dostojne dla hobbitów) imię Bilbo Baggins. Bagginsowie byli bardzo starą i wyjątkowo cuchnącą rodziną. Ich nazwisko było otoczone powszechnym szacunkiem, odkąd Roughage Grummage Baggins odkrył Bagna Smoczych Bobków. Niestety zmarł on podczas odkrywania; miało to coś wspólnego z dość sporym trollem, w którego ciskał śmieciami... Powiedzmy, że Roughage kompletnie pogrążył się w swoim odkryciu.

Podróż

Teraz miała okazję, by spełnić swoje marzenia. Mag wybierał się w podróż do odległej krainy, by pomóc jej władcy w rozwiązaniu jakiegoś poważnego problemu. Problem był związany z jakimiś podziemnymi stworami, które zaczęły nachodzić mieszkańców okolic gór Mglistych. Wieczorem Julia siedziała w oknie swojego pokoiku. Obserwowała rybaków krzątających się wokół łodzi. Wioska Sardi leżała tuż przy jeziorze Morskim.