Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

W dziale

Portal

„Możesz… chodź, nie bój się… to jedyny sposób, żeby… się uwolnić…” – Nie, jeszcze nie dzisiaj… nie dzisiaj… nie dziś… Dziewczyna odwróciła się i pobiegła w stronę dworu, zostawiając za sobą bogato rzeźbiony, stary kamienny łuk stojący po środku polany, otoczonej przez stary las bukowo-jodłowy.

Blask Błękitnych Pereł, cz. XIII – XIV

Filip stał w bibliotece i patrzył z niedowierzaniem na zamykające się powoli drzwi. Chciał biec za nią, krzyczeć, ale wszystko to, co wpojono mu na temat właściwego zachowania, wzięło górę. Nie rozumiał, czemu tak nagle uciekła; chociaż właściwie wiedział, tylko wolał udawać, że coś sobie uroił. Zorientował się, że nadal ma wyciągniętą rękę. Opuścił ją powoli i rozejrzał się po bibliotece.

Blask Błękitnych Pereł, cz. XI – XII

– Księżniczko, ojciec twój czeka za drzwiami i pyta, czy… – powiedziała trwożliwie jakaś służąca. Za nią rozległo się zniecierpliwione prychnięcie i wpadł ojciec. Jak można się było spodziewać – był wściekły. Królewnie pozostało już tylko pytanie, na co. Sonia siedziała właśnie w swoim gabinecie i próbowała skupić na czymkolwiek, ale jakoś nie szła jej gra w szachy, a obowiązkami służbowymi nie mogła się zająć, bo ojciec zablokował jej dostęp do jakichkolwiek informacji. Ożywiła się nieznacznie i wstała.

Blask Błękitnych Pereł, cz. VIII – X

– Chciałam porozmawiać, księżniczko – zaczęła niezręcznie pani Mallory. Gospodyni splotła dłonie na podołku. Miała dość nietęgą minę. – Panienka wczoraj rano… Wczoraj rano panienka żartowała, tak? – spytała z nadzieją. Sonia nie mogła jej odmówić przyjemności niewiedzy. – Ależ oczywiście, że żartowałam… Miałam takiego kaca, że nawet teraz mam spore trudności z przypomnieniem sobie, co odwalałam po pijaku – wyjaśniła ze sztucznym ożywieniem.

Blask Błękitnych Pereł, cz. V – VIII

O świcie przystanęła na popas, bo koń miał już zdecydowanie dosyć. Zrzuciła sakwę na ziemię i przejrzała szybko jej zawartość. Galopowała przez doliny Kirkegardu już trzeci dzień. W takim tempie mogła się spodziewać, że zobaczy Sassyvan już w nocy.

Blask Błękitnych Pereł

W namiocie, w którym odbywała się narada przed decydującą bitwą, było dość mroczno. Dowódcy stali po obu stronach władcy. Miny mieli posępne i wpatrywali się w drobnej budowy rycerza w czarnej zbroi, który klęczał przed drewnianym krzesłem, które niektórzy szumnie nazywali tronem. Ten spuścił głowę i najwyraźniej pilnie wsłuchiwał się w słowa swojego seniora. – Tak jest, Miłościwy Królu – powiedział w końcu, stłumionym przez hełm głosem. – Możesz odejść – odrzekł wyraźnie zmęczony starzec.

W cudzym ciele

Coraz większy rejwach. Pytania, pytania.. Razem ze wszystkimi wymieniam bezsensowne opinie, odpowiadam Dumbledore'owi. Zemdlona piękność z Beauxbatons jest już w skrzydle szpitalnym, Wiktor Krum z paroma innymi z Durmstrangu przestał już szukać swojego dyrektora, który zniknął (ha!) Merlin wie gdzie....

Noce V – VII

Kiedy się dowiedziałem o jego śmierci, był późny wieczór. Słuchałem w radiu koncertu Kwartetu Czarów i odpływałem w krainę snów, wśród dźwięków harfy, fletu, skrzypiec i wiolonczeli, gdy nagle zazgrzytało. Otworzyłem oczy, gotów użyć laski na przeklęty szmelc, który sobie wybrał najgorszy moment, aby się zepsuć, gdy nagle spiker zachrząkał i poważnym głosem oświadczył...

Coś własnego - cz. I oraz II: Zemsta Zbiegłego Kurczaka

– Merlinie! Albus! Mógłbyś ostrzegać przed czymś takim! I może mógłbyś się ubrać normalniej... – skrzywił się i spojrzał z obrzydzeniem na soczyście różową szatę dyrektora. – Ten twój dobór kolorów kiedyś mnie zabije! – Podszedł szybko do okna i popatrzył na stonowaną zieleń błoni Hogwartu, by ochłonąć po szoku jakiego doznał i pewnie jeszcze nieraz dozna, patrząc na kolorowe szaty dyrektora.

Najciemniejsze Uroki

Byłam szczęśliwa już tylko obserwując go, gdy pochylał się nad książkami. Długi, zakrzywiony nos. Blada cera. Ciemne włosy. Palce miał szczupłe i żylaste. Z niecierpliwością obracały kartki „Najciemniejszych Uroków”. Gdy pisał, pochłaniało go tylko pisanie. Gdy czytał, nie zwracał uwagi na nic poza książką. Gdy patrzył, miało się wrażanie, że zagląda wprost do duszy.

Harry Potter i 'Harry Potter' - cz. III

- Przyprowadźcie mi tego, co najmniej narzeka! - To będzie chyba kierownik tej stacji, cośmy ją złupili... - No, właśnie. Ten Wisiel, czy jak mu tam. Dawajcie go tu natychmiast. I ogłoście przerwę. Po tych słowach Draculae Vampirausescu sięgnął do swojej torby i wyciągnął grubą pajdę chleba. Marsz od Alba Iulia zaostrzył mu apetyt. - To on, panie. Szarl Wisiel - powiedział wampir, prowadzący Charliego na grubym sznurze.

Dzieło Starca Przedwiecznego

Strażnik Tajemnicy obudził się po krótkim, niespokojnym śnie. Nad sobą miał twarz zbira, który trzy dni temu porwał go z domu- mimo że był strzeżony na wszystkie znane czarodziejom sposoby. Teraz przeklinał dzień, w którym zgodził się na zostanie Strażnikiem Tajemnicy. Pomimo tego przysiągł sobie w duchu, że niczego nie zdradzi.