Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

„Inna” – teoria spiskowa

Teoria spiskowa pt.
„Inna”




Spojrzała na leżącą na blacie biurka białą pastylkę.
– Zawsze mogę przestać – pomyślała sięgając po karafkę z wodą i napełniając szklankę. – Zawsze… kiedy tylko zechcę… – Trąciła pastylkę paznokciem. – Gdy zechcę…

***

– Na Merlina, czy on musi tak głośno płakać? – Syriusz patrzył z przerażeniem na trzymane przez siebie niemowlę. Profilaktycznie starał się, by znalazło się ono jak najdalej od jego czystej szaty.
– Chciałeś być ojcem chrzestnym, to teraz cierp. – James rozsiadł się w fotelu.
– Nie wiedziałem, że będę musiał znosić takie męczarnie. – Łapa utkwił wzrok w Harrym.
– James, zajmij się małym. – Lily ziewając zeszła po schodach do salonu. – A ty co tu robisz, Syriuszu?
– Mam do ciebie małą prośbę. – Black z ulgą przekazał Harry’ego ojcu. – Ładny szlafrok.
– Przestań się podlizywać. Powinnam chyba zrobić śniadanie… – Ziewnęła. – Więc mi pomożesz.
– A kto pomoże mnie? – spytał James, gdy Lily i Łapa zniknęli za drzwiami kuchni.

***

– To niemożliwe. – pomyślał Severus. – Nie… to by przecież oznaczało, że… nie… nie wierzę…!

***

– Wiem, że i ciebie szuka. – Lily wyjęła z lodówki cztery jajka. – Ale nie wiem, czy to dobry pomysł. Może powinieneś zapytać Jamesa?
– Wolałbym nie. – Łapa oparł się o szafkę.
– Nie powiesz mi chyba, że mu nie ufasz. – Lilka sięgnęła po patelnię. – Przecież to twój najlepszy przyjaciel.
– Ale wolałbym, żebyś to ty była moją strażniczką tajemnicy.
– Jesteś pewien?
– Tak. Tylko zastosujemy wariant B. Nie żebym ci nie wierzył – dodał pospiesznie – ale pod wpływem zaklęć niewybaczalnych ludzie mogą zmienić zdanie.
–Dobrze.

***

–Czy to wystarczy? – zastanawiał się Czarny Pan.

***

– Boska jajecznica. – ocenił Syriusz. – Twoja żona jest doskonała, James. Gdzie ją znalazłeś?
– Pytasz o to za każdym razem, gdy się spotykamy – zauważył Potter. – Może chcesz mi ją odbić?
– Nie śmiałbym. – Syriusz upił łyk herbaty. – Gdybym wykonał jeden niedozwolony i dwuznaczny gest, zapewne leżałbym za chwilę na podłodze ogłuszony jakimś zaklęciem i dodatkowo zaklątwiony.

***

Na szczęście nic nie podejrzewał – sięgnęła do szuflady biurka i wyciągnęła plastikową fiolkę. Wewnątrz pobrzękiwały pastylki. Trochę trzęsły się jej ręce. Szybko połknęła dwie.
– Zawsze mogę z tym skończyć…
Nie chciała, by się o tym dowiedział… O tym i o…

***

– Tadam! To my! – dało się słyszeć w korytarzu.
– Myślałam, że przyjdziecie później. – Lily zebrała brudne talerze.
– Nie zwracaj na nas uwagi. – zaproponował Peter, rozsiadając się na kanapie.
– Właśnie – dodał Lupin.
– Dlaczego on tak wrzeszczy?! – James starał się uspokoić Harry’ego, ale efektem jego działań był tylko donośniejszy płacz pierworodnego.
– Może ma mokro. – Lily odesłała zaklęciem naczynia.
– Dopiero go przewijałem. – Łapa obwieścił ten fakt ze zbolałą miną.
– To nie znaczy, że nie może mieć. – Ruszyła w kierunku schodów. – A teraz, jeśli pozwolicie, to zajmę się moją pracą.

***

Szerokim strumieniem spływały informacje, a za nimi podążały pieniądze. Czarny Pan doskonale wiedział, że nawet największa idea pozbawiona dotacji staje się bezużyteczna jak łódź na bezkresnej pustyni.

***

– Ona jest jakaś dziwna.
– Remusie, moja żona jest niewyspana i przemęczona. – James upewnił się, że płacz Harry’ego nie ma żadnego związku z pieluszką. – Mały daje się nam obojgu we znaki. To nie jest spokojne niemowlę tylko mały potwór. Poza tym ona jest autorką odpowiedzi na te durne listy kierowane do Redakcji „Czarownicy”. Znam już chyba wszystkie sposoby odplamiania większości materiałów. A do tego jeszcze Voldemort, jakbyśmy nie mieli wystarczająco wielu atrakcji.
– Według mnie jest dziwna. – Lupin nie ustępował. – Zachowuje się, jakby coś ukrywała.
– Ciekawe co… – mruknął Syriusz. – Może kochanka w szafie?
– Remusie, zachowujesz się, jakbyś oczekiwał zdrady na każdym kroku – zauważył Peter.
– Ja bym jej nie ufał.
– Świetnie. – James jakimś sposobem skłonił Harry’ego do zaprzestania płaczu. – Może jeszcze mi powiesz, że JA nie powinienem jej ufać?
– Nie powinieneś jej ufać.
– Jest moją żoną!!! – oburzył się Potter.
– To jeszcze o niczym nie świadczy! – zauważył Remus.
– Chodźmy się przejść – zasugerował Syriusz odbierając Harry’ego Jamesowi. – Może obydwaj ochłoniecie i przestaniecie gadać głupoty. I co mi powie mój ulubiony chrześniak?
Harry pulchną piąstką ugodził go w oko.

***

– Zaczekajcie na mnie chwilę. Znowu urwało mi się sznurowadło.
– Peter, ciamajdo… – jęknął James.
– Zaczekamy w ogrodzie. – Syriusz wypchnął opierający się wózek dziecięcy za próg.

***

– Masz?
– Powinnaś z tym skończyć.
– Nie pouczaj mnie.
– Co powiedziałby James, gdyby się dowiedział?
– Nie dowie się.
– Lily, to twoje wygłodniałe spojrzenie zaczyna mnie przerażać.
– Peter, bądź człowiekiem, przestań się nade mną znęcać i daj mi to!

***

– Coś długo naprawiałeś to sznurowadło. – Remus wyciągnął z kieszeni paczkę wybuchowych ciągutek. – Ktoś chce?
– Może ktoś przyznałby się do rzucenia tego paskudnego uroku na moje biedne obuwie?! – zaapelował Peter.
– To nie ja. – Łapa poczęstował się ciągutką. – Nie patrzcie tak na mnie. Nie dotykam obcych butów od tego incydentu w szóstej klasie.
– Och… To chyba jedno z twoich najbardziej traumatycznych przeżyć. – Lupin uśmiechnął się. – Drapieżne nocne pantofle Snape’a! – zachichotał.
– Ugryzły mnie.
– Skutki tego spotkania będziesz odczuwał za jakieś pięćdziesiąt lat… W długie jesienne wieczory. – James również uśmiechnął się. – I nalegam, Remusie, byś przestał rozgłaszać wszem i wobec, że moja żona jest jakaś dziwna, bo cię poszczuję kapciami Snape’a.
Lupin spoważniał.
– Ale to szczera prawda. Ona jest inna niż wtedy, gdy ją poznałeś, inna nawet…
– Zmieniamy się. – James wzruszył ramionami. – Cały czas.
– No tak… ale…
– Miej litość… – Syriusz wyszczerzył zęby do swego chrześniaka. – Oczekujesz, że Lilka…
– Przestańcie! Obaj!

***

– Najłatwiej jest oceniać – pomyślał Severus. – Może właśnie to był jedyny sposób…

***

– O… już jesteście?
– Yhmm… zrobiło się chłodno. – James wtoczył dziecięcy wózek do środka.
– Mam jeszcze kilka odpowiedzi do zredagowania i będę mogła cię zmienić…
– Lily, czy ty coś przede mną ukrywasz? – spytał, mając nadzieję, że odpowiedź brzmi „nie”.
– Peter znowu się wygadał? No nie! A obiecał, że ci nie powie! To miała być niespodzianka!
– Co? – Zamrugał, nie rozumiejąc, o co chodzi.
–No dobrze… skoro i tak ci powiedział, to chodźmy. – Wzięła go za rękę i pociągnęła w kierunku kuchni. Otworzyła drzwi z teatralnym „tadam!”. Na stole stał półmisek parujących jeszcze pierogów.
– Lily…
– Z serem.
– …Lily… – Objął ją. – Zamierzałaś ukrywać przede mną moje ulubione pierogi? Jesteś okrutna, ale i tak cię kocham. – Cmoknął ją w policzek.

***

– Czy to nie jest zbyt proste? – pomyślał Czarny Pan. – Czy sukces musi być okupiony krwawymi ofiarami?

***

Obiecał… Ale przecież on nie dotrzymuje słowa… Obiecał!… I cóż właściwie wynika z tej obietnicy? Nic. Zupełnie nic… To gwarancja…!… Czego? Łudzisz się, że to da wam bezpieczeństwo?! Dla niego to były tylko słowa… Obiecał… I ty mu wierzysz?… Tak!… Przecież dobrze wiesz, że gdy nie będzie cię już potrzebował… Obiecał… Więcej warte są obietnice Snape’a!… Weź pastylkę…

***

Wieczór był już chłodny. James patrzył bezmyślnie na ogień płonący w kominku. Lily drzemała opierając głowę na jego ramieniu. Wyglądała na zmęczoną – miała cienie pod oczami, niedbałą fryzurę i w tym szlafroku wydawała się starsza, poważniejsza. Wziął ją za rękę – palce miała zimne i poplamione atramentem.
– A jeśli Remus miał rację? – pomyślał. – Może… Ale co właściwie miał na myśli mówiąc „inna”? Inna niż wtedy…
Zaczął rozcierać jej dłoń – najpierw palce, potem przeguby.
– Będziesz chora – powiedział.
Wymamrotała coś niezrozumiałego.
– Jesteś zimna jak lodowiec. – Podwinął jej lewy rękaw i zamarł.

***

Ogień w kominku zmienił barwę na soczystą zieleń. Snape podniósł głowę znad notatek. Nie miał dziś ochoty na czyjekolwiek odwiedziny – szczególnie członków Zakonu Feniksa czy wiernych sług Czarnego Pana.
W kominku pojawiła się jakaś postać, więc Severus nie zamierzał ukrywać niezadowolenia.
– A cóż cię tu sprowadza? – spytał swym najbardziej jadowitym tonem. – Nie powinieneś być u boku swojej małżonki, Potter?
– Wiedziałeś, że ona jest szpiegiem? – spytał bez zbędnych wstępów.
– Potter, czy ty jesteś niespełna rozumu? Przychodzisz tu bez zaproszenia i zadajesz bezsensowne pytania. – Uśmiechnął się. – W domu wszystko dobrze?
– Wiedziałeś, że ona jest szpiegiem? – powtórzył James.
– Kto, Potter. Zaimek „ona” nie wskazuje wyraźnie, kogo masz na myśli.
– A o kogo mógłbym pytać? – James oparł ręce na blacie biurka. – Wiedziałeś, że moja żona to szpieg?
– Nie masz większych zmartwień? – Severus zaczął układać kartki w równe stosy. – Szpieg pod własnym dachem jest niczym w porównaniu z niegodnym zaufania strażnikiem tajemnicy. Będąc na twoim miejscu, Potter, martwiłbym się teraz o twoją żonę–szpiega i syna, a nie zastanawiał się, czy Lily naprawdę cię zdradziła i jakie informacje mogła przekazać.
– Sugerujesz…?
– Wasz strażnik tajemnicy to sługa Czarnego Pana. – potwierdził jego przypuszczenia Snape. – Dlaczego nie mówiłem? Ty nie pytałeś. Dzięki temu, że ona przekonała Czarnego Pana, że zabicie cię byłoby nieopłacalne, w tej chwili możesz ze mną rozmawiać. Ale w związku z tą przepowiednią wszystko ulega zmianie. Wracaj do domu. – Snape utkwił wzrok w Jamesie. – Może nie jest jeszcze za późno. Wracaj do domu, Potter. Zabierz rodzinę i ukryj się… Ukryj się naprawdę dobrze.

***

– Co się dzieje? – spytała Lily, przecierając oczęta.
– Nie wiem jak ty, ale my wychodzimy. – James otulił Harry’ego niebieskim kocykiem. – Nie zamierzam czekać, aż przyjdzie tu Voldemort.
– Dlaczego…?
– Nie udawaj. Wiem o wszystkim. – James zaczynał mówić coraz głośniej. – To, że sobie nie radzisz z samą sobą, jestem w stanie zrozumieć. Nie patrz tak na mnie. Wiem o tych białych pastylkach w twoim biurku. Wiem, że to Peter ci je dostarcza – przyznał się kilka dni temu. Ale wiem również o Voldemorcie i nie zamierzam czekać, aż on tu przyjdzie.
Lily spuściła wzrok.
– Tak. Widziałem twój mroczny znak. Nie podejrzewałem cię o to. Nie wiem, kiedy zaczęłaś się z Nim kontaktować, zapewne jeszcze w Hogwarcie. Lupin miał rację, jesteś inna. Inna niż sądziłem. Nie powinienem nigdy wierzyć w ani jedno twoje słowo.
– James…
– Nie ufam ci… Już ci nie ufam i nigdy nie powinienem.
– James. Pozwól mi…
– Nie, Lily. Nie interesują mnie twoje wyjaśnienia. Są tyle samo warte, co…
– James! Czy ty dasz mi cokolwiek powiedzieć?!
– To był podstęp, prawda? Miałaś mnie zwerbować! I nie opowiadaj mi tu, że w czasie wykonywania akcji się zakochałaś. Nie uwierzę ci! Zdradziłaś nie tylko mnie, ale również Syriusza… a on uczynił cię swoją strażniczką tajemnicy!
Harry całkowicie niespodziewanie rozpłakał się.
Drzwi frontowe otworzyły się – blade palce lorda Voldemorta zapukały w otwarte ich skrzydło.
– Panie? – Lily patrzyła na Czarnego Pana z nie mniejszym przerażeniem niż James.
– Moja droga… muszę wycofać się z umowy…
– Ale jak to? Panie…
– Och… to nic wielkiego… sprowadził mnie tu ten brzdąc. – Voldemort wskazał na Harry’ego.
James cofnął się.
– Jest mi potrzebny, Lily. Oddaj mi go. Natychmiast.
– Obiecałeś… – wykrztusiła. – Obiecałeś… – powtórzyła, jakby to miało coś zmienić.
– Obietnice są po to, by je łamać – oświadczył Czarny Pan.
– Nie! – Lily przysunęła się do Jamesa. – Nie!
– Czy myślisz, że takim postępowaniem poprawisz swoją sytuację? – spytał Czarny Pan. – Wiesz, że nieposłuszeństwo karane jest śmiercią.
– Prosisz o zbyt wiele. – Lily pokręciła głową; głos jej się łamał.
– Znam wszystkie twoje słabości. – głos Czarnego Pana stał się niemal łagodny. – Czyżby zbliżał się czas…?
– Zostaw nas. – James starał się zachować spokój.
– Wy nie jesteście mi do niczego potrzebni. Wasz syn należy do mnie.
– Weź go – James przez chwilę się wahał, ale podał Harry’ego Lily – i uciekaj. Ja go zatrzymam. Mam nadzieję, że wystarczająco długo.

***

Zielone światło błysnęło, zanim zdążyła wybiec z pokoju – zielone światło poprzedzone TYMI słowami.
Czarny Pan zmaterializował się tuż przed nią.
– Oddaj mi go.
– Chcesz go zabić! Tak samo jak Jamesa! – Wyciągnęła różdżkę. – Ale najpierw będziesz musiał zabić mnie. – Dłoń jej drżała.
– Myślisz, że jeden trup więcej czy mniej stanowi dla mnie jakąś różnicę?
Zaklęcie, które w nią uderzyło, było wyjątkowo delikatne jak na Czarnego Pana – wytrąciło jej różdżkę z ręki, a następnie cisnęło Lily na najbliższą ścianę.
– Nie! Nie Harry! – wymamrotała, mocniej przytulając go do piersi. – Nie Harry!
– Odsuń się. Odsuń się, głupia!
– Tylko nie Harry – powtórzyła Lily. – Weź mnie zamiast niego!

***

Severus Snape przeglądał „Proroka Codziennego” – czytał tylko nagłówki, od czasu do czasu uśmiechając się.
Podobno Czarny Pan zginął – tak utrzymywał „Prorok” – Ministerstwo w oficjalnym komunikacie mówiło tylko o „utracie mocy”.
– Oby trwała ona jak najdłużej – pomyślał.
Na drugiej stronie widniało ślubne zdjęcie Potterów.
– Była tu tydzień temu. Przekopała całą bibliotekę i w końcu znalazła SPOSÓB. I szukała drugiego strażnika tajemnicy… Nie ufała Peterowi i całkiem słusznie, choć nawet ona nie wiedziała, że jest on śmierciożercą. Chciała się ukryć, zniknąć, a ja jej nie pomogłem… – zamyślił się. – Dziwny był z niej szpieg… nie zdradziła tego drania Blacka i zgodziła się na taki, a nie inny wariant zaklęcia… I uwierzyła w słowa Czarnego Pana… w słowa, w które ja nigdy nie wierzyłem… Idiota Potter, pewnie pokłócił się z nią zamiast uciekać, przez co Harry został sierotą… Ale najbardziej zawinił Peter… Peter i te jego pastylki. – Snape usiadł za biurkiem. – Podsunął je jej, gdy czuła się najbardziej zagubiona i nie wiedziała, co robić… A teraz – Wykrzywił wargi w uśmiechu – magiczna społeczność ma go za bohatera.
– Lepiej by było dla ciebie, Glizdogon, gdybyś naprawdę nie żył – powiedział głośno. – Nie mogę uwierzyć, że Black pokonał cię tak łatwo…


Koniec

Mierzeja
2.10.2005, 14:59

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

ZZlbJyadsED

rd70v0 hi jonsf!

24.06.2007, 18:33
fqjgk8x0i7

tfc77aixrohfyh3wi qw5aul1c1pzke 4w4m9k14b

4.05.2007, 12:06
Gwen

Naprawde orginalne, nieco szotujące,ale mimo pawnych nieścisłości jak np. Lili jako narkomanka i śmierciożerca (chociaż nic nie mówie, bo o rodzicach Harrego wiemy tak mało, że wszystko jest możliwe), a i oczywiście Snape jako "luźny" przyjaciel rodziny - to nieprawdopdobne (choć przyznam, że jest on jedną z moich ulubionych postaci i chętnie widziałabym go jako pozytywnego bohatera ;-)) Więc...OPOWIADANIE JEST PO PROSTU SUPER!!!

14.12.2006, 19:51
adria

Ale macie problemy:/ to jest kolejna (jakże genialna) teoria spiskowa Mierzeji i chwalić Boga, że są tacy kreatywni pisarze jak ona!!! Mi się bardzo podoba, i mam nadzieję, że nie spocznie na laurach i dalej będzie publikowała! A teorie spiskowe są przecież po to by rodzić kontrowersje, czyż nie?;)

16.03.2006, 09:12
karol

tylko ze lilly wedlug powyzszego tekstu zostala smierciożercą po to aby chronić harry`ego i Jamesa. Voldemort o tym wiedział, chciał ją wykorzystać.

10.01.2006, 22:30
sauron

Lili nie mogła być śmierciożercą gdyż to jej miłość uratowała Harrego prawda? ( wersja Dumbledora prezentowana przez panią Rwoling). a smierciożercy i pozytywne uczucia to raczej przeciwności.

18.12.2005, 09:44
Katus

Boże gdyby to napisała Rowling to bym nie wierzył oczą. Lili śmierciożerczynią.........tajemnica............Voldemort (nie używam sformułowania "Czarny Pan" ani "Sam-Wiesz-Kto", lubie nazywać żeczy po imieniu)...wszystko sie układa inaczej......Poprostu mnie zatkało

3.12.2005, 19:33
anonim

sorry za pomyłkę. Mówiłem oczywiście do latinae.

24.10.2005, 17:19
anonim

Latina, skoro James i Lily byli małżeńswem, to w jaki sposób Lily mogła się przy nim nie rozbierać? To naprawdę dziwne. Co do opowiadania, to się tego faktu nie czepiam i nigdy nie miałam takiego zamiaru. To przecież Strefa Fikcji.

24.10.2005, 17:17
Anianka

I kolejna interpretacja słynnej śmierci Potterów. A nie możecie pogodzić się, że oni mogli być szczęśliwym małżeństwem bez tajemnic? Co ja plotę. Przecież to postacie Rowling. Na pewno było coś nie tak. Ale zawsze pozostaje nadzieja. Ech, czytam za dużo romansów...

11.10.2005, 18:04