Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Ostateczny Kres u Wodospadu

Gdziekolwiek bym oczy swe zwrócił,
Przy świetle dnia czy w nocy,
Tego, com był ongi widział,
Dostrzec nie mam mocy.


Smok z nostalgią rozejrzał się po jaskini, w której był mieszkał przez ostatnie stulecia.
Dobrze mi tu było, pomyślał. Cisza, spokój, kontemplacja. Dogodne warunki.
Cóż, gusta się zmieniają, zwyczaje również.
I znowóż, i znowóż, i tej nocy będzie kolejna. Jak co roku.
Spuścił łeb.
Poetą i tak nie zostanę.
Westchnął wzbijając tumany kurzu.




– Horrenshafcie, stój!
Mężczyzna jadący konno przez leśny trakt nie obrócił się.
– Świętobliwy Horrenshafcie, na łaskę bóstwa zaklinam, weźże przystań!
Jeździec zatrzymał konia i głośno wypuścił powietrze z płuc.
– Niepotrzebnie płoszysz zwierzynę – warknął, odwracając się w siodle.
– Zwierzyna! Zwierzyna! Nad zwierzyną łaskę masz, a nad całą wioską i jej mieszkańcami nie?
Horrenshaft zmierzył wzrokiem swojego rozmówcę: niskiego, dostatnio wyglądającego mężczyznę, lekko już siwiejącego. Mocno zdyszanego. Niewątpliwie dłuższy czas gonił on za konnym na piechotę. Horrenshaft wygiął pogardliwie usta, lecz ów zdyszany mężczyzna zrobił głęboki wdech i przybrał najbardziej błagalny ton głosu, na jaki mógł się zdobyć przy swoim krańcowym wyczerpaniu.
– Mistrzu – zakwiczał – nie rób nam tego... radą obdarz... błogosławieństwa udziel, amulet daj, ale nie odjeżdżaj... prosimy...
Jeździec ponownie zmierzył spojrzeniem mężczyznę.
– Roztropny panie wójcie – rzekł z drwiną w głosie – obawiam się, iż niewiele wam mogę poradzić. Wasz wybór to wasza sprawa. Skoro uparcie mieszkacie w osadzie, obok której smok się czai, samiście sobie są winni, że problem macie. Mojaż to wina, że wam dziewic już brakuje na ofiary? Że zamiast wynieść się gdzieś hen, hen za wzgórze, złośliwie osiedliliście się tuż opodal wylotu ze smoczej jamy? Że strach wam w oczy zagląda i niepokój o jutro i własną skórę?
– Jesteście kapłanem, świętobliwym i mocarnym, po... pomóżci...
– W jaki sposób, może? – syknął Horrenshaft. – Może zabawię się w konferansjera i wpadnę w smoczą jamę, by smokowi wyłoić ze łba pociąg do nietkniętych dziewek? Przemówię mu do rozumu, hę? Albo wyrwę mu zęby, żeby nie mógł dziewiczych białogłów pożerać, jeno trochę mlaskał nad nimi?
– Ale kapłan... bogowie... siły stwór...
– Siły? Siły winniście sami sobie zebrać, majdan załadować i się stąd wyprowadzić, by poczwara kogo innego łupiła. Tyle ci mam do powiedzenia, panie wójcie.
– Aha.
Wójt zdawał się mieć ochotę odwrocić się i bezceremonialnie odejść, przypomniał sobie jednak w porę, że stoi przed kapłanem. Dopiero gdy świętobliwy zwrócił konia i pojechał dalej, wójt splunął i powlókł się z powrotem do wioski. Wioski zwanej Trzycegłą.

***

Z wioski zwanej Trzycegłą wyruszył tymczasem kondukt składający się z trzech mężczyzn i jednej wieszczki. I jednej dziewicy. Ową dziewicę z oczami zasłoniętymi opaską, skrępowaną i zakneblowaną, dwóch potężnych chłopów niosło na wielkim łożu, obłożonym najróżniejszymi owocami.
Legenda głosiła, iż przed wiekami sam smok zażyczył sobie takiego właśnie sposobu składania mu dziewic w ofierze.
Wieszczka prowadziła tę procesję przez nieduży zagajnik, za którym wznosiła się góra Czarnalegoria; a w tej górze znajdował się legendarny jaskiniowy pałac, w którym od niepamiętnych czasów bytował sam mityczny jaszczur.
Słońce chyliło się już ku zachodowi. Wśród drzew panowała martwa cisza.
Wieszczka o nieobecnym wzroku, odziana w najprzedniejsze tkaniny odziedziczone po praprababce (będącej ponoć nadworną kapłanką samego króla), wyprowadziła wkrótce pochód z zagajnika. Tuż za nim widać było wielką górę oraz spadający z niej wodospad. Krętą ścieszką podążyli ku górze, w kierunku wodospadu.
– To tutaj – szepnęła głosem pełnym mistycyzmu i tajemnicy drzemiącej głęboko w strunach głosowych, gdy weszli na lekkie podwyższenie, z którego roztaczał się widok na wioskę, i górę, i wodospad. Mężczyźni zatrzymali się natychmiast i położyli łoże wraz ze złożoną na nim dziewicą. Ostrożnie, by nie spadły żadne owoce.
Wieszczka, wpatrując się w wodospad, miała zwyczaj wygłaszać kilka słów. Zalgała cisza mącona jedynie szumem wodospadu.
– Góra Czarnalegoria – jęknęła niewiasta. Zamknęła oczy i wyciągnęła ręce przed siebie. – Schronienie smoka, przepaść gatunku ludzkiego...
Chłopi znali już tę przemowę doskonale. Co prawda za każdym razem, gdy ofiarowywano dziewicę, wieszczka mówiła co innego, lecz sens zawsze był zbyt głęboki, by prości mężczyźni ze wsi mogli pojąć przesłanie.
...gdzie życie rozrywane jest na strzępy, aby mogło zasilić istnienie przeciwwagi i potwora, aby gatunek ludzki nie zapomniał o...
Słowa płynące z ust wieszczki wprawiały w letarg każdego, kto je słyszał, podobnie szum spadającej wody i szelest liści poruszanych lekkim wieczornym wiatrem.
...albowiem nie każdej młodości pisane przestać być młodością, nie każde dziecko stanie się dorosłym, nie każde dziewczę wyrośnie na...
I nagle słowa ugrzęzły wieszce w gardle. Wzdrygnęła się. Otworzyła oczy. Zeszła ze wzniesienia, na którym stała, podeszła do strumyka tworzonego przez spływającą wodę i dała znak mężczyznom, by przynieśli w jej stronę łoże.
Dziewica sprawiała wrażenie drzemiącej snem sprawiedliwej istoty.
Wieszczka wygięła swe wargi i mruknęła kilka słów, których nikt nie dosłyszał. Podeszła do wiekowego drzewa rosnącego tuż przed wodospadem i spojrzała na gałęzie. Stanęła na palcach – szeleszcząc starymi tkaninami – i nagle w jej ręku znalazł się mały cebrzyk.
– Świadomość musi zwyciężyć nad letargiem, zmysły odczuć życie, odnaleźć ostateczny kres – mruczała, podchodząc do dziewicy leżącej tuż przy strumieniu. Nabrała wody i powolnie wzniosła cebrzyk nad dziewczynę.
– Kreees! – zawołała donośnie i drżącą ręką przechyliła naczynie. Lodowata woda chlusnęła śpiącej w twarz. Ruch skrępowanego dziewiczego ciała świadczył o tym, iż zostało brutalnie obudzone. Jęk rozdarł dziewiczą pierś.
– Kres... kres.... kres..... – powtórzyło echo.
– Idziemy – szepnęła wieszczka, rozglądając się nieprzytomnie. Mężczyźni bez słowa podnieśli nosze.
Wieszczka zdjęła sandały i weszła w strumień. Podeszła do wodospadu. Stanęła na moment, jakby zamyśliła się. I nagle zrobiła krok naprzód, znikając w wodzie. Mężczyźni narzucili przygotowany uprzednio materiał na skrępowaną dziewczynę i również przekroczyli szumiącą kurtynę.

***

W grocie panował półmrok; promienie zachodzącego słońca prześwitywały przez wodę, oświetlając jaskinię wirażem czerwonych cieni. Wieszczka, szeleszcząc sukniami, ręką pokazała mężczyznom kamienną ścianę: nie pionową, lecz łagodnie nachyloną. U jej podstaw znajdował się próg.
Gest niewiasty był czysto ceremonialny, albowiem mężczyźni wiedzieli dokładnie, jak dokonuje się obrzędu ofiarowania. Składali dziewicę nie raz.
Dwóch stanęło w miejscu, trzeci sprawdził, czy sznury mocno przypinają dziewczynę. Dotknąwszy palcem kilku wiązań, odsunął się i skinął głową. Jego towarzysze podeszli do ściany – czy też raczej pochyłej płyty biegnącej ku kamiennemu sklepieniu – i położyli na niej ofiarę, zapierając spód łoża o próg. Odsunęli się.
Kilka owoców zsunęło się lekko. Wieszczka poprawiła je. Dziewica zajęczała cicho. Kobieta uśmiechnęła się nieznacznie. Zrobiła kilka kroków w tył.
– Smoku! – zawołała donośnym głosem, tak bardzo odmiennym od mistycznego szeptu. Echo poniosło po kamiennych korytarzach jej okrzyk. – Smoku... – rzekła już ciszej, już nie po to, by przywoływać, lecz po to, by rozkoszować się tym słowem.
– Wyjdźcie – warknęła na stojących nieopodal mężczyzn. Usłuchali. Szum wody zmienił się lekko, gdy przechodzili przez krystaliczną kurtynę.
Gdy odeszli, odczekała jeszcze chwilę, a następnie podeszła do dziewczyny ponownie. Zamaszystym ruchem wyjęła zza swoich szat malutkie nożyczki, które przysunęła do skroni skrępowanej dziewicy. Przecięła nitkę, która napinała kawałek materiału zasłaniający oczy. Opaska zsunęła się.
Dziewica miała duże, zielone oczy. Przerażonym wzrokiem błyskawicznie omiotła grotę i skupiła przerażony wzrok na wieszczce, która dwoma palcami pogłaskała ją po policzku.
– Żegnaj! – szepnęła kobieta, po czym dodała jeszcze ciszej: – Żegnaj...
Dziewczyna usłyszała plusk wody opadającej przez krótki moment na szaty.
Dobiegł do niej krótki okrzyk: Kreees!

***

– Moja własna córka – załkał wójt, gdy dotarł późną nocą do wioski i dowiedział się, że kondukt właśnie powrócił z groty. Spodziewał się tego. Właśnie dlatego pognał za kapłanem, który rano opuścił wioskę – łudził się, że nieubłaganemu losowi można było jeszcze zapobiec.
– Moja własna córka, złożona w ofierze smokowi – jęknął, powstrzymując szlochanie.
Mimo że był wójtem, nie mógł przeciwstawić się ludziom. Było letnie przesilenie, a najstarszą niezamężną dziewczyną we wsi była właśnie jego córka.
Usiłował wydać ją za mąż, choć nie miała szesnastu lat, tak jak wymagało prawo i obyczaj. Usiłował sfałszować metrykę. Nie udało się. Wiedział, że jeśli pozostanie ona niezamężna do przesilenia letniego, zostanie złożona w ofierze jaszczurowi. Wszystkie starsze od niej dziewczyny miały już mężów, większość nawet dzieci.
Los był nieubłagany: w tę noc, najkrótszą w roku, smok spożywał dziewicę.

***

Dziewica, mocno skrępowana i przywiązana do prowizorycznego łoża, wsłuchiwała się w plusk wody spadającej na kamienie. Obserwowała stopniowe zanikanie kolejnych plam czerwonawego światła wypełniającego grotę. W końcu ostatni promień znikł i w grocie zapanował niemal całkowity mrok; światło księżyca ledwie że przepływało przez wodną kurtynę.
Tej nocy, której została złożona wśród owoców, czekała ją śmierć w gardzieli smoka.
Przymknęła oczy, by lepiej wsłuchać się w śpiew wody i pogłos, jaki niósł się przez kamienne korytarze. Echo krystalicznego szumu.
Nagle, gdy już niemal zapadła w drzemkę, usłyszała w oddali szmer, który początkowo zlewał się z odgłosami wodospadu, a później się wyodrębnił.
Mocno skrępowana, mogła patrzeć tylko na wejście do jamy, na wodę spływającą gdzieś z góry. Z ech oraz chłodnych powiewów wyniosła, że jest złożona na rozwidleniu dwu korytarzy, które oddzielone są właśnie tą ścianą, na której leży. Wytężyła słuch. Nie miała wątpliwości, iż coś zliżało się do niej prawym korytarzem.
Nie wiedziała, czy zamknąć oczy, czy też pozostawić je otwarte. Może zobaczy smoka, może spojrzy na niego, a on spojrzy na nią. Być może zobaczy tylko ogromną gardziel i potężne zębiska, które zbliżą się do niej i oderwą ją od łoża.
Nie wiedziała, czy smok potrafi mówić; tradycja utrzymywała, iż smok 'wydał' rozkazy odnośnie sposobu składania ofiar osobiście. Lecz to pewno tylko bajki, a sam smok jest tylko oślizgłym jaszczurem.
Jego zdolności nie sprawiają mi różnicy, pomyślała, i zacisnęła mocno zęby na materiale, który wepchnięto jej do ust.

Wreszcie nadszedł. Bohaterskim wysiłkiem patrzyła się na sufit, na kamienne sklepienie, ledwo dostrzegalne w mroku. Nie spojrzała w jego stronę, lecz wiedziała, że coś ogromnego wyłoniło się z korytarza. Patrzyła w górę. Oczy zaszły jej łzami.
Smok stanął przed nią, zasłaniając wodospad. Poddała się. Powoli spuściła wzrok. Zobaczyła tylko jego żółto–czerwone oczy. On patrzył na nią, a ona na niego.

W tej samej chwili, gdy łza wypłynęła jej z oka, on podniósł swoją łapę rozmiarów mniej więcej połowy jej łoża, tak że w mroku mogła zobaczyć, jak przysuwa ją powoli do jej twarzy. Z ciemności wynurzył się pazur przypominający szpon wielkiego ptaka. Zbliżał się do jej twarzy wciąż i wciąż. Ze wszystkich sił spróbowała szarpnąć. Zrzuciła tylko kilka owoców.
Pazur dotknął jej skóry. Czekała, aż policzek zapiecze, aż poczuje spływającą po nim strużkami krew. Nie mogła go śledzić. Spojrzała w ogromne ślepia majaczące w mroku.
Poczuła, że materiał przykrywający jej usta zsuwa się. Sprężyła się i wypluła wszystkie kneblujące ją szmaty. Zaharczała lekko, bowiem język zasechł jej w ustach.
Jaskinię przeszył dziewiczy krzyk – Uuuoooooiiii – przechodzący w rozdzierający pisk. I szlochanie.

Smok, jakby zachęcony, zbliżył się, jego cielsko powoli uniosło się. Jakiś odgłos zaczął dochodzić tak jakby z głębi jego paszczy: cichy pomruk, niczym trzęsienie ziemi.

Nagle w grocie pojawiło się światło, zrazu słabe i ledwo majaczące, ale wyraźnie się przybliżające. Coraz bliżej i bliżej. Smok zastygł w miejscu, oczekując. Pisk dziewicy przeszedł w rzężenie przerywane urywanym szlochem.
Z prawego korytarza wyłoniła się sylwetka młodej kobiety, niosąca pochodnię. Dziewica szybko skierowała wzrok na kobietę i na smoka, teraz oświetlonego i doskonale widocznego.
– Dość tych zabaw, Yevaud – warknęła kobieta i machnęła pochodnią. – Starczy już.
Smok zmierzył ją wzrokiem, swoimi zimnymi oczami.
Dziewica wydała z siebie przeciągły jęk.
– Słyszysz, co do ciebie mówię?
Paszcza smoka zdawała się wykrzywić.
– Zagapiłeś się na nią?
Nie odpowiedział.
– Wiesz, jak się drętwieje, gdy się parę godzin jest przywiązanym do łoża? Kończ to.
Smok przekrzywił łeb.
– Kończ to, mówię!
Jego cielsko zbliżyło się do spętanej dziewicy ponownie, znowóż ujrzała pazur zbliżający się do jej ciała. Ale nie dotknął jej. Przeciął tylko sznury, które ją krępowały. Poczuła, że nie jest już unieruchomiona. I tak nie miała odwagi ruszyć jakąkolwiek częścią ciała. Spojrzała na na kobietę z pochodnią, lecz ta wcale na nią nie patrzyła.
– Czas więc na nas – powiedział jakiś głęboki, dudniący głos, zdający się dobiegać z głębokiej studni.
Dziewica spojrzała na smoka, niepewna, czy to on przemówił.
– Czaaas – jego głos brzmiał tak, jakby był rykiem, chociaż wcale nie był bardzo głośny. Gdy mówił, nie otwierał paszczy prawie wcale, ale i tak dostrzegła rząd ogromnych białych zębów.
Usłyszałam przed śmiercią głos smoka, pomyślała.
On patrzył na nią, ona na niego.
– Dość tej kontemplacji, holenander – odezwała się kobieta ostrym głosem. – Idziemy, dosyć już zabarłożyliśmy. – Podeszła do dziewicy, wsadziła ręce pod jej ramiona i dźwignęła. Nie brutalnie, ale stanowczo. Smok przyglądał się tej scenie w milczeniu.
– Z roku na rok mniej tych owoców.

***

– Co się... tutaj dzieje? – zapytała lękliwie dziewica. Szli przez korytarze pałacu znajdującego się wewnątrz góry: kobieta z pochodnią prowadziła ów dziwaczny orszak, za nią podążała oswobodzona dziewica, a na końcu człapał Yevaud. Pytanie "Co się tutaj dzieje?" było jednym z wielu, jakie niedawno złożona w ofierze dziewczyna miała ochotę zadać.
– Idziemy do Kamiennego Pałacu, to chyba jasne – rzuciła przewodniczka, a smok wydał z siebie kolejny wibrujący pomruk, co skłoniło dziewicę do przyspieszenia.
Nie śmiała zadawać więcej pytań, czując na swoich plecach oddech smoka.

***

Nikłe promienie wschodzącego słońca zaczynały sączyć się przez szpary w sklepieniu góry, odbijając się migotliwie na ścianach wielkiej hali – czy też, jak kto woli, komnaty.
Pośrodku owej ogromnej jaskini leżącej gdzieś w głębi góry siedział smok. Słabe światło majaczyło na jego wielkich, rozłożonych skrzydłach szarozielonego koloru. I na monstrualnym pysku. I odbijało się w żółto–czerwonych oczach.
Tuż obok jego przyprawiającego o zawrót głowy cielska klęczała kobieta.
Klęczała nad dziewicą.
– Zemdlała nam z wrażenia – warknęła kobieta.
– No popatrz. Takie to słabiutkie chucherko.
– Po coś ją tak straszył tam, przy wodospadzie?
– Ja jej nie straszyłem.
– Nie, wcale.
Smok wydał z siebie pomruk, który wprawił w drżenie ściany jaskini.
– Owszem. Jak dziewicę przywiązują do łoża i składają w ofierze smokowi, by ją pożarł, a on przychodzi i świdruje ją spojrzeniem...
– To już napatrzeć się nie można?
Kobieta wydęła pogardliwie wargi.
– Nie wypada się tak gapić na dziewicę.
Ściany zawibrowały ponownie.

***

Kilka godzin później dziewica złożona w ofierze smokowi otwarła oczy. Przez dłuższą chwilę nie potrafiła – bądź nie chciała – przypomnieć sobie, kim jest, gdzie się znajduje, i dlaczego odczuwa przemożną potrzebę zerwania się z krzykiem i ucieczki na oślep.
Gdy doszła do niej nieubłagana prawda i powróciły wspomnienia, wzdrygnęła się.
Znajdowała się w wielkiej jaskini; nie panował w niej mrok, lecz jasne światło. Gdzieniegdzie widać było kamień. Cała reszta – czyli ziemia, ściany, ustępy skalne – zaaranżowane były niczym pałac: szkarłatne dywany i tkaniny, zdobione arrasy, mnóstwo poduch i poduszek, ponadto zakamarków i skrytek. Przepych na moment oszołomił dziewczynę i skłonił do ponownego przypomnienia sobie, czy aby na pewno poprzedniego wieczora została złożona w ofierze jaszczurowi.
Środkiem pałacu płynął strumień. Podeszła, wiedziona pragnieniem i nade wszystko ciekawością.
Ani smoka, ani kobiety – pomyślała.
Siadła nad strumieniem, rozglądając się dookoła ciekawie. Zauważyła, że w wielu ustępach skalnych tworzących koryta ktoś posadził kwiaty. Doszła do wniosku, że ten ktoś nie mógł być smokiem.
Wtem usłyszała potężny głos gongu, wprawiający wszystko w drżenie.
Nie miała dokąd uciekać, bowiem z tej komnaty wychodziło bez mała dwadzieścia korytarzy.
Zemdlała więc ponownie.

***

– Och, patrzcie na jej cieniutką suknię, może przemarzła...
– Przecież zostwiłyśmy ją tam, po drugiej stronie...
– Czemu przyszła do strumienia?
– Biedaczka, może się obtarła...
– Ej! Co ty jej robisz?
– Spokój! – oświadczył smok, który właśnie wyłonił się z jednego z licznych korytarzy wychodzących z kamiennego pałacu. Podążając prędko w stronę gromadki dziewczyn, rzucił: – Co się stało?
– Zemdlała, smoku, znalazłyśmy ją tutaj, więc musiała się obudzić pod naszą nieobecność, a potem podejść, i znowu upaść...
Smok podszedł bliżej, przyjrzał się śpiącej i władczym głosem nakazał przynieść wiadro wody. Gdy mu je dostarczono, chlusnął całą jego zawartość na twarz dziewczyny, wzbudzając konsternację wśród panien stojących naokoło.
– CO!? – krzyknęła dziewica, zrywając się nagle i plując.
– Witam w Kamiennym Pałacu Góry Czarnalegorii – oznajmił smok z drwiącym uśmieszkiem (a może był to jego jedyny wyraz pyska?). – Radzi jesteśmy, to znaczy ja oraz obecne i nieobecne tutaj panny, twojej wizycie, oraz wyrażamy najszczerszą, nadzieję, że miło spędzisz z nami cały czas, jaki przyjdzie ci tutaj spędzić.
Dziewczyny stojące nieopodal zaszemrały cicho i zachichotały, a dziewica jęła rozglądać się nieprzytomnie.
– A ofiara? – zapytała.
– Słucham? – wyraził uprzejmie zainteresowanie smok.
– Nie... nie zamierzasz mnie zjeść?
– Mniemam, iż nie będzie to konieczne – oznajmił, wykonując coś na kształt ukłonu i przypadkowo odsłaniając wszystkie swoje zęby. – Choć w życiu nic nie wiadomo – dodał po chwili.
Dziewczyna siadła z wrażenia. Smok przyjrzał jej się bacznie i mrugnął do panien otaczających ich szczelnym kołem.
– Sądzę, że nie obejdzie się bez kilku słów wyjaśnienia i wytłumaczenia – rzekł. – Radzę, byśmy udali się na śniadanie. Blado wyglądasz, jeśli mogę coś powiedzieć.
– Ja... aha.
– Czy tyś mi się już przedstawiła? – zapytał smok z lekką przyganą. Jakaś bardzo strachliwa ta panna, pomyślał. – Jestem Yevaud, jak zapewne już słyszałaś. Twoje towarzyszki zwą mnie Yevan. Smokiem jestem.
– Mi... miło. Mi.
Zapadła cisza.
– Klemencja.
– Mnie zatem także miło. Chodźmy coś zjeść.
Klemencja uniosła się i podążyła chwiejnym krokiem za dumnie stąpającym smokiem, zastanawiając się, czy właśnie idzie ku swojej śmierci w paszczy potwora. Mimo, że się zastanawiała, ani trochę w swoje podejrzenie nie wierzyła.
Yevaud zwany Yevanem o tym wiedział.

***

– Mit o tym, jakoby smoki lubowały się w pożeraniu dziewic, leży zakopany gdzieś głęboko w typowym dla człowieczeństwa seksizmie. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek jakikolwiek smok zjadł był dziewicę tylko dlatego, że była ona dziewicą. W końcu skąd smok miałby o tym wiedzieć?
Nie przeczę, że jakiemuś smokowi mogło zdarzyć się zjeść człowieka. Ale zaręczam, iż ów dwunogi nieszczęśnik musiał być istotą uzbrojoną w kopię bądź inne wymyślne narzędzie i usiłującą zgładzić tak zwanego potwora.
Ludzie nigdy nie lubili smoków. Czemu? Łatwo to pojąć, albowiem jest to dla nich typowe: nienawidzieć wszystkiego, co nie jest takie, jak oni – co nie chodzi na dwóch nogach, nie oddaje czci tym samym bogom, nie wykształciło podobnej kultury.
Trudno układać sobie życie po sąsiedzku, jeżeli sąsiad uparcie stara się cię zarżnąć i darzy najszczerszą, chociaż bezpodstawną nienawiścią.
Z czasem smoki uznały, że nie zamierzają tolerować takiego układu rzeczy. Małe wypierdki usilnie usiłowały nas zgładzić i zmieść z powierzchni ziemi. Obraziliśmy się i udaliśmy się wszyscy na pewną wyspę, ażeby tam – pośród ciszy niezmąconej żadnym istnieniem ludzkim – zamieszkać i wieść pokojowy żywot.
Pożyliśmy, i owszem, paręset lat. Ludzie tego czasu nie zmarnowali. Stworzyli legendę o straszliwych a parszywych ziejących ogniem jaszczurach, które zagarnęły ludziom Wyspy Szczęśliwości. Wzajemnie podżegali się do wypowiedzenia nam wojny. Wielu było opornych, więc zaczęto ich przekonywać opowiadaniem niestworzonych okropieństw: jakoby smoki pożerały dziewice, rozrywały ludzi, paliły wioski, dążyły do zagłady ludzkości...
Cóż, wygoniono nas z naszego królestwa, wysłano ku nam stada jakichś poślednich magów i wszelkiego tałatatajstwa i gangreny. Rozpierzchliśmy się; w poszukiwaniu spokoju wzięliśmy w posiadanie kamienne pałace w górach.
Oczywiście ktoś rozsiał plotki, iż smoki lubują się w dziewicach. Miało to na celu, jak mniemam, wzburzenie ludu przeciwko nam. Ale wam, panny, chyba nie przeszkadza to, że zostałyście złożone mi w ofierze?
– Nie, nie, skądże – zachichotała jedna z nich, mrugając.
Gong, który usłyszała była Klemencja, zwiastował śniadanie. Siedzieli wokół wielkiego kamiennego stołu. Klemencja, już trochę oprzytomniała, naliczyła dokładnie dwanaście niewiast w różnym wieku. Po głębokim zastanowieniu doszła do wniosku, że jedna jest starsza od drugiej dokładnie o rok.
– Wyobraź sobie, Yevan, ja myślę, że nic lepszego nas nie mogło spotkać – odezwała się jedna z nich, jasnowłosa.
– Och dzięki – mruknął smok w odpowiedzi – jesteście zamknięte gdzieś we wnętrzu góry...
– Ależ! – żachnęła się jedna, o włosach jak heban. – Co ty opowiadasz! Umiesz sobie uświadomić, jak wiele kobiet chciałoby mieszkać w takim pałacu?
– Z takim dżentelmenem? – dorzuciła jedna.
– No, bez przesady... zawszeście twierdziły, że zbyt głośno siorbię przy piciu herbaty...
Wszystkie, prócz Klemencji, wybuchnęły śmiechem.

***

Wieszczka tej nocy nie mogła spać. Śniła o wielkiej i oświetlonej kamiennej grocie, przez którą płynął strumyk. Widziała mnóstwo posadzonych kwiatów. I ozdobnych tkanin.
Gdy się obudziła, nie potrafiła sobie przypomnieć swojego snu. Jednakowoż była całkowicie przekonana, iż głęboko tajone wyrzuty sumienia – które nękały ją przez bardzo wiele lat – nagle prysły.
Po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna odczuła prawdziwą, spontaniczną radość.

Od Autora:
Imię "Yevaud" nosił smok z wyspy Pendor (Ursula Le Guin, "Czarnoksiężnik z Archipelagu").



Valaraukar: Osoby pytające o ankiety informuję, że co pięć (5) opowiadań będę tworzył nową. Artykuł, w którym te sondy się znajdują, odnajdziecie w rubryce "Z życia strefy Fikcji".
Pisząc "pięć opowiadań" mam na myśli pięć nowych, a nie np. kontynuacji. W ankietach wszystkie kontynuacje brane są pod uwagę jako całość.
Pozdrawiam, miłych ostatnich okruchów wakacyj :)

Crach an Craite
28.08.2005, 19:23

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

fabiola-ai

<a href= http://index4.qopoil.com >pics of control myself video</a> <a href= http://index1.qopoil.com >lemon butter suace for salmon</a> <a href= http://index2.qopoil.com >what to buy adult night club</a> <a href= http://index5.qopoil.com >cassandra blaney</a> <a href= http://index3.qopoil.com >12 year-lod girls pics</a>

4.07.2008, 03:38
pai gow poker

[url=http://www.freewebtown.com/antonio2558/poker-gambling-game.html]poker gambling game[/url] http://www.freewebtown.com/antonio2558/poker-gambling-game.html <a href=http://www.freewebtown.com/antonio2558/poker-gambling-game.html>poker gambling game</a> http://www.iziblog.net/users/poker2855/5142.html <a href=http://www.iziblog.net/users/poker2855/5142.html>play texas holdem online</a> [url=http://www.iziblog.net/users/poker2855/5142.html]play texas holdem online[/url] [url=http://groups.google.co.uk/group/edna64/web/microgaming-casino-bonus]microgaming casino bonus[/url] http://groups.google.co.uk/group/edna64/web/microgaming-casino-bonus <a href=http://groups.google.co.uk/group/edna64/web/microgaming-casino-bonus>microgaming casino bonus</a> [url=http://groups.google.ca/group/dana9800/web/slots-for-fun]slots for fun[/url] <a href=http://groups.google.ca/group/dana9800/web/slots-for-fun>slots for fun</a> http://groups.google.ca/group/dana9800/web/slots-for-fun <a href=http://groups.google.co.uk/group/bates3162/web/stud-poker>free caribbean stud poker</a> http://groups.google.co.uk/group/bates3162/web/stud-poker [url=http://groups.google.co.uk/group/bates3162/web/stud-poker]5 card stud poker rule[/url]

3.12.2007, 21:16
21l3c1ny0q

oexhs2iu3yu5 njn1vdpv82pg1grc tpx50z6om5m11

24.06.2007, 21:34
UElYzeblXkpWbmij

G4bqEt hi jonsf!

24.06.2007, 19:40
tun8277xoq

gfw82mgfn8ve qa5pdoho 6ajy0z8yx43q21t

22.06.2007, 00:55
<Name>

<Text>

15.06.2007, 05:25
<Name>

<Text>

14.06.2007, 13:26
usingerntx

HIIII!!!!!

14.06.2007, 03:37
None

MToik

10.06.2007, 22:15
None

I try it

10.06.2007, 22:15