Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Zaświaty

Adam Klimowski

"Niechaj człowiek [...] zważy, czym jest w porównaniu do tego, co istnieje, niechaj spojrzy na się jak na coś zabłąkanego w tym zakątku przyrody i niechaj z tej małej celi, w której go pomieszczono (mam na myśli wszechświat), nauczy się oceniać ziemię, królestwa, miasta i samego siebie wedle słusznej ceny. I czym jest człowiek w nieskończoności?"
Kartezjusz

Otworzył oczy.
Zobaczył lazurowe niebo bez jednej chmurki. Na horyzoncie tworzyło jednię z powierzchnią, na której stał. Była to bardzo dziwna powierzchnia – setki, tysiące kafelków w kolorze identycznym jak niebo. Świat, w którym się znalazł, zdawał się nie mieć końca.
Wstał i ruszył.
Nie wiedział, czemu idzie w tą, a nie inną stronę. Nie było żadnych wskazówek, znaków, nic. Szedł tak dosyć długo. W pewnym momencie zobaczył po swojej lewej stronie jakąś czarną kropkę.
Skręcił i poszedł w jej stronę. Nie przyspieszył kroku, bo jego ciekawość nie była aż tak wielka. Kropka powiększała się, aż okazało się, że jest ich więcej. Tworzyły jakby małe stadko. Zwierzęta?
Kropki stawały się coraz większe i większe. Wyglądało na to, że każda z nich jest większa od niego. Domy?
Coś kazało mu spojrzeć w górę. Nad kropkami unosiła się jeszcze jedna– wyraźnie mniejsza. Nie poruszała się.
Szedł dalej.
Na drodze stanęła mu drewniana tabliczka. Przeczytał: "Skupisko wszechświatów nr AXERMANN 12096385". Wszechświaty?
Miał przed sobą grupę olbrzymich kształtów. Przypominały mu piramidy sklejone podstawami. Każda figura stała na szczycie "piramidy". Przypomniał sobie, co to za figury. Ośmiościany.
Ze środka wszechświatów promieniowało łagodne światło, widoczne pomimo niezwykłej jasności panującej wokoło.
Zaraz. Jeśli to są wszechświaty, to znaczy, że w środku jednego z nich jest Ziemia. "Jak ja się tu dostałem?"– pomyślał. "I co ja tu w ogóle robię?"
– To bardzo proste– usłyszał za sobą jakiś głos. Odwrócił się błyskawicznie.
Stał za nim potężnie zbudowany mężczyzna w szacie koloru piasku i takim samym kapeluszu o szerokim rondzie. Miał długą, brązową brodę, zasłaniającą twarz. Wyczuwało się, że jest bardzo stary.
– To bardzo proste– powtórzył mężczyzna.
Nagle znalazł się wraz z nim na jakiejś małej planetce.
– To jest ta kropka, która cię tak zainteresowała. Ta planetka ma nazwę taką jak poniższe skupisko– wskazał palcem na wszechświaty, które teraz znajdowały się pod nimi– AXERMANN 12096385. Mam tu wszystko, czego mi potrzeba.
Rozejrzał się. W istocie. Pomimo tego, że planetka była tak mała, że dało się ją obejść dziesięcioma krokami, było tu bardzo przyjemnie: nieduże jeziorko z krystalicznie czystą wodą, jabłoń, dąb, grządka z warzywami ogrodzona niskim płotkiem– i biały domek o czterospadzistym niebieskim dachu z lekko dymiącym kominem.
– Chodźmy do środka, przyrządzę trochę kawy. – Starzec otworzył drzwi i gestem zaprosił do środka.
W środku było równie przyjemnie, jak na zewnątrz– dwa duże okna przepuszczały światło z dworu. W jednym rogu niezasłane łóżko, w drugim– tuż koło okna– stół i dwa krzesła. Pomiędzy nimi– duży fotel i puf. Ściana po lewej stronie zastawiona książkami. Po prawej stał piecyk, wiaderko z węglem, szufelka i pogrzebacz. Rura ginęła w ścianie.
Mężczyzna zdjął z regału czajnik, puszkę z kawą i dwie filiżanki. Wyszedł na chwilę na zewnątrz, by nabrać wody, i postawił czajnik na fajerce. Dorzucił trochę węgla i usiadł przy stole.
– Zapewne zastanawiasz, kim ja jestem?
Skinął głową.
– Dobrze, powiem ci. Jestem opiekunem skupiska wszechświatów AXERMANN... i tak dalej.
– Czy pan jest człowiekiem?
– Czy ja wyglądam na jaszczurkę? Tak, jestem człowiekiem.
– Ale... jak pan się tutaj dostał? Jak ja się tu dostałem? I po co?
– Wszystko ci wkrótce wyjaśnię. Poczekajmy na kawę.
Podniósł się z krzesła, zdjął czajnik i przelał wrzątek do filiżanek. Po dodaniu kilku łyżek kawy rozszedł się cudowny zapach.

***

Po kilku minutach gość brodatego mężczyzny odstawił filiżankę i powiedział:
– To w jaki sposób się tu znalazłem?
Brodacz westchnął ciężko i wypił resztki swojej kawy.
– Tak naprawdę to nie mam pojęcia, skąd się tu wziąłeś. Teoretycznie żadna istota, żyjąca w jednym z wszechświatów nie może się z niego wydostać i oglądać go od zewnątrz. Chyba... chyba, że umarłeś. Umarłeś?
– Nie pamiętam... może...
– Ale nawet jeśli umarłeś, to nie mogłeś się znaleźć tu. Miejsce Sądu leży bardzo daleko od mojego skupiska. Poczekaj chwilę.
Wstał i podszedł do regału. Wyciągnął zwój pergaminu i przejrzał go.
– Hm. To wszystko tłumaczy. Nie pogodziłeś się ze śmiercią. Niektórzy wracają wtedy jako duchy, a niektórzy... zostają gdzieś po drodze do celu.
– Co teraz ze mną będzie?
– Cóż, odprowadzę cię do Miejsca Sądu i zobaczymy, jaki zapadnie wyrok.
– A jaki może zapaść?
Starzec nie odpowiedział. Jeszcze raz podszedł do regału i wyciągnął z niego nieduże pudełko i starą kopertę.
– Przeczytaj– powiedział, podając list swemu gościowi. Ten otworzył kopertę i wyjął złożoną na czworo kartkę:
"Do tego, który jest właścicielem tego domku.
Obok listu leżeć będzie pudełko ze wszystkim, co będzie ci potrzebne w twojej pracy. Nie daję ci żadnych wskazówek, bo w środku jest instrukcja. Pamiętaj tylko o jednym: powołasz do życia jednostki niepokorne, chcące poznać wszystko. Gdy po raz pierwszy pojawią się w twoich progach, pozwól im iść dalej. Pomagaj im. Jeśli zginą po drodze, nie miej wyrzutów sumienia: ci nie zasłużyli na poznanie. Jeśli dojdą do końca– zaprowadź ich do Miejsca Sądu i wróć sam do swojego domku."
– Kto to napisał?
– Nie wiem. Kiedy obudziłem się, byłem tu, gdzie ty teraz siedzisz, a list i pudełko leżały przede mną.
– A co jest w pudełku?
– Zaraz zobaczysz.
Brodacz wysypał zawartość na stolik. Z pudełka wypadło kilka mniejszych pudełeczek, parę woreczków i jedna figurka. Jedno pudełeczko zawierało kilkanaście malutkich ośmiościanów. Drugie– kilka szklanych płytek i małą buteleczkę. Trzecie– małą kuleczkę. Czwarte– figurkę sokoła z drewna. W woreczkach znajdowała się zupa Ureya w proszku i "czynnik X" w tabletkach.
– Już rozumiem– odezwał się brodacz, który przed chwilą skończył czytać instrukcję, podczas gdy jego gość oglądał figurkę sokoła. – Zrobimy tak. Ty posmarujesz te szklane płytki tą maścią z buteleczki i poskładasz je w prostopadłościan. Ja ugotuję zupę Ureya, a potem napiszę list i przygotuję tabliczkę.
Zabrali się do roboty. Zupa Ureya zaczęła się gotować, kiedy starzec kończył tabliczkę i zabierał się do listu.
– Mógłbyś zamieszać trochę zupę?
Gość wstał i zrobił, o co go poproszono. Kiedy usiadł za stołem, by rozkręcić ośmiościany, zapytał, nie przerywając pracy:
– Ten prostopadłościan, który zrobiłem... czy to jest model w skali?
– Można tak powiedzieć.
– Ta kuleczka, rozumiem, będzie planetką AXERMANN 12096385?
– Nie. AXERMANN 12096386. Kolejny numer porządkowy.
Podniósł wzrok na starca. Po chwili zrozumiał.
– Właśnie tak– przytaknął jego myślom brodacz. – Tworzymy kolejną generację wszechświatów. Ta figurka– to będzie mój odpowiednik. Dam mu taki sam list, jaki kiedyś dostałem– tłumaczył, zdejmując zupę z ognia. Wziął ośmiościany, otworzył wszystkie i wlał do nich zupę Ureya. – Życie wzięło się właśnie z tego. Z takiej zupy.
Zakręcił wszystko i ustawił wszechświaty. Do domku na planetce wstawił figurkę sokoła i opiekuna. Umieścił wszystko w pudełku i zamknął je.
– Gotowe. Ruszamy.
– Dokąd?
– Podejdź do regału i odsuń go od ściany.
Posłusznie wykonał polecenie. We wnęce stała figurka sokoła, wysokości około metra, wykonana z drewna.

***

Po chwili znalazł się w środku. Obejrzał się za siebie– zobaczył dwa duże, okrągłe okna. Widać było wnętrze domku, w którym był przed chwilą. "To znaczy, że jestem w środku figurki i patrzę przez jej oczy".
– Tak– przytaknął jego myślom starzec, który też już był tutaj. – Po drodze do Miejsca Sądu będę mógł ustawić nową generację wszechświatów. Widzisz te troje drzwi? Do górnych i dolnych nie można dostać się tak łatwo. To drzwi do nadświadomości i podświadomości. Te, do których możemy wejść śmiało, to świadomość. Otwórz je, proszę.
Za drzwiami znajdowało się drewniane molo z przywiązaną u końca łodzią wiosłową. Starzec zaczął wiosłować, a jego gość trzymał nową generację wszechświatów.
Nagle dostrzegł pod wodą jakiś podłużny kształt, który zaczął się wynurzać. Miał głowę byka, szyję węża, ciało bociana, ręce małpy i nogi kozła.
– Co to takiego? – zapytał starca powiernik wszechświatów.
– To? Jeśli się nie mylę, to Youmattix, czyli mieszankoid. Dość pospolity w Morzu Wyobraźni.
– Morzu Wyobraźni?
– Tak nazywa się akwen, po którym pływamy. Spójrz!
Starzec pokazał palcem zbliżającą się ku nim łódkę. Siedział w niej brodaty mężczyzna w sporych okularach i kapeluszu. W jednej ręce trzymał wędkę, a w drugiej– notatnik i ołówek.
– Kto to?
– To Terry Pratchett, pisarz. Spędza tu sporo czasu.
– Dlaczego? I po co mu ta wędka?
– Łowi na nią różne fantastyczne stworzenia, które lęgną się w Morzu, opisuje je, a potem umieszcza w swoich książkach.
– Jak się tutaj dostał?
– Pamiętaj, że jesteśmy na Morzu Wyobraźni. Tutaj aż roi się od pisarzy, poetów, dramaturgów i zwykłych ludzi, którym nie wystarcza rzeczywistość. Ty też nie jesteś zapewne tu po raz pierwszy.
Popłynęli dalej. Było tak, jak mówił starzec: pływało tu całkiem sporo osób. Co i rusz cichy plusk wędki jednego z marzycieli burzył spokój Morza.
Brodacz wyciągnął wiosła i wziął od swego gościa pudełko ze wszechświatami. Ostrożnie umieścił je na wodzie i odpłynął parę metrów dalej.
Pudełko przez chwilę unosiło się na wodzie, po czym zaczęło rosnąć. Było coraz większe i większe... jak skrzynia, szafa, dom, wieżowiec...
– Tak oto powołaliśmy do życia kolejną generację wszechświatów. W tej chwili opiekun nowego skupiska budzi się i nie wie gdzie jest. Zaraz przeczyta list. Jeśli jest sumienny, od razu ustawi nowe wszechświaty. Jeśli nie, to zaczeka z tym do chwili, gdy ktoś podobny do ciebie wyrwie się z podległego mu wszechświata... – mówił starzec częściowo do siebie, częściowo do swego gościa. – I tak to będzie trwało w nieskończoność... on zbuduje nowe wszechświaty z nowym opiekunem... nowy opiekun zbuduje nowe wszechświaty z nowym opiekunem... i tak to będzie trwało w nieskończoność...
– A w drugą stronę jest tak samo? – zapytał po chwili milczenia gość starca.
– W drugą stronę?
– Bo to, co widziałem teraz, to jak wejście po drabinie do góry o jeden szczebel. Jak jest na niższych szczeblach?
– Z tego, co wiem, dokładnie tak samo, jak tutaj.
– A kto to zapoczątkował?
Starzec nie odpowiedział. Chwycił wiosła i zaczął płynąć w stronę brzegu.
– Pytasz, kto. Możemy się tego łatwo dowiedzieć. Wystarczy, że wrócimy tam, gdzie pojawiłeś się po raz pierwszy, wyjdziemy z "pudełka na wszechświaty", popłyniemy Morzem Wyobraźni, dobijemy do brzegu i wyjdziemy z figurki sokoła. I tak w kółko, dopóty...
– Dopóty co?
– ... dopóki nie dotrzemy do końca, rzecz jasna.

***

– Posprzątaj ze stołu te resztki. Wrzuć je do pieca, to zaoszczędzę na węglu– zarządził starzec. – A ja poszukam pewnej ważnej rzeczy, która będzie nam potrzebna w podróży, a powinna być.. uff... na regale– sapnął, zdejmując kilka grubych ksiąg.
Gość brodacza zebrał wszystko. Kiedy był w połowie drogi do pieca, buteleczka, której zawartością smarował "pudełko na wszechświaty", wymsknęła mu się z ręki i upadła. Wrzucił wszystko do pieca i podniósł buteleczkę. Miała etykietkę: "Maść unieskończonowywująca".
Rzucił okiem na stół. Na szczęście przegapił instrukcję, która leżała pod filiżanką zimnej już kawy. Przeczytał ją: "Maść unieskończonowywująca, 1 buteleczka. Smarowanie ścianek pudełka na wszechświaty tą maścią ma stworzyć w umysłach tych, którzy pokonali bariery ojczystych wszechświatów, wrażenie nieskończoności w przestrzeni. Kiedy dana osoba dotrze do brzegu pudełka, maść umożliwi jej "wejście w ścianę" i obróci ją w niezauważalny sposób o 180 stopni"
– Czytasz o maści do nieskończoności? Elementy tej maści znajdują się w zupie Ureya i dlatego twoim ziomkom wszechświat wydaje się nieskończony – powiedział starzec, chowając jakiś podłużny przedmiot do kieszeni. – Chodź, idziemy.
W mgnieniu oka brodacz i jego podopieczny znaleźli się koło skupiska wszechświatów. Starzec wskazał kierunek i ruszyli.
Po pokonaniu może dwustu metrów brodacz zatrzymał się i wyciągnął z kieszeni klucz. Wykonał małą pantomimę otwierania drzwi. Ku zdumieniu jego towarzysza podróży, jakieś drzwi otworzyły się naprawdę. Wyszli przez nie– prosto w łódź, w której siedział jakiś minotaur.
– To byczłek z planety Cefeus, znajdującej w jednym z podległych mi wszechświatów– objaśnił szeptem starzec.
– Nie będzie miał nic przeciwko, jeśli będziemy kierować łódką?
– O, nie! I tak jest szczęśliwy, że się tu dostał. Spójrz na niego!
Rzeczywiście, byczłek wyglądał tak, jakby otworzyły się przed nim bramy oboraju.

***

Tak jak mówił starzec– wszędzie po drodze przechodzili przez to samo. Z Morza Wyobraźni płynęli do środka figurki sokoła w małym domku. Z małego domku do "pudełka na wszechświaty". Z pudełka znów na Morze– i tak na okrągło. Wszyscy właściciele mijanych po drodze domków byli martwi.
Gość brodacza miał wrażenie, że rośnie. Starzec wytłumaczył mu, że to naturalne. Kolejne domki, do jakich trafiali, były coraz większe i oni sami też musieli być coraz więksi. Inaczej na pewnym etapie staliby się mniejsi od atomów i innych cząsteczek.

***

– Zdaje się, że jesteśmy na miejscu– zawyrokował starzec.
Ten domek był już tylko ruiną. Z czterech ścian została tylko jedna. Drzewa były spróchniałe, jeziorko stało się bagnem, meble zgniły, a po właścicielu został tylko szkielet.
– Więc tutaj zaczęło się to wszystko?
– Tak– powiedział starzec. – Swoje życie zawdzięczasz temu, że gdzieś tam przed miliardami lat ten człowiek– wskazał na szkielet– zapragnął powołać do życia istoty jemu podobne. To jest ten, którego czciły pokolenia opiekunów skupisk wszechświatów. Nasz wielki praprzodek. Nie doczytałeś instrukcji do końca– tam było jego imię i historia życia.
– Jak się nazywał?
– Adonai.
– Ależ... w moim świecie Adonai jest jednym z imion Boga!
– A czyż to nie jest Bóg?
– Bóg jest wieczny. Nie może umrzeć. Poza tym nie ma ciała materialnego.
– Skąd wiesz, jaki jest Bóg? Dostałeś niepowtarzalną szansę, by na własne oczy zobaczyć zaświaty. Czy którakolwiek z religii twojego świata tak je opisuje? Ty jeden widzisz prawdę.
– Nie... to nie może tak być... przecież on miał przy końcu świata osądzić nas wszystkich! Wspominałeś o Miejscu Sądu. Czy On tam się nie znajduje?
– Bóg umarł. W Miejscu Sądu siedzą teraz jego słudzy.
– Bóg nie może umrzeć!
– Może. Nie ma nic wiecznego. Oprócz...
– Oprócz kogo?
– Oprócz Nienazwanej Potęgi.
– Jakiej?
– Nienazwanej. Ona miała powołać do życia stwórców życia. Tak piszą w wielkich księgach. Być może ta Nienazwana Potęga– to Bóg w twoim rozumieniu. Dla nas Bóg jest dawcą życia i opiekunem. Ale dla tego, kto stwarza Bogów–opiekunów– nie ma imienia. Być może tylko wy zdołaliście go nazwać. My– nie mieliśmy odwagi. Być może ma wobec was jakieś większe plany.

***

Miejsce, w którym znajdował się Ostatni Domek, również było planetką, ale nieco większą. Gdy Starzec wysilił wzrok, ujrzał daleko stąd inną, podobną planetkę. Spojrzał w górę– było ich więcej. tworzyły jakby pierścień z wielu oczkami– a to miejsce, gdzie stali, było jednym z nich.
Starzec uniósł się do góry i chwycił za rękę swego podopiecznego. Gdy później wspominał tą podróż, na myśl przychodziło mu tylko jedno: jego małość wobec tych systemów. Pierścień, który odkrył starzec, okazał się częścią większej całości, ta całość– jeszcze większej, i tak do nieskończoności. A wokoło nich krążyły jakieś duchy, demony, drapieżne ptaki, ohydne stwory i najplugawsze ucieleśnienie żądz i namiętności. Nie umarł ze strachu tylko dlatego, że pędzili tak szybko.

***

W końcu wylądowali na jakimś piaszczystym podłożu. Piasek był brudny i rosła na nim jakaś trawa o ostrych źdźbłach, ale miło było usiąść na czymś stałym po tak długiej podróży.
Po krótkim odpoczynku ruszyli na przód. Widzieli przed sobą jakieś ciemne, poruszające się kształty. Wtem na ich drodze stanęła niewidzialna przeszkoda. Widzieli wszystko znakomicie, ale nie mogli się ruszyć.
Starzec pomacał przez chwilę wokół siebie, po czym roześmiał się serdecznie.
– O co chodzi? Dlaczego pan się tak śmieje?
– Hahahaha... to niesamowite... hihihihi... po tak długiej podró–ó–ży przez te pierście–hehehehe, przez te pierścienie, systemy i inne.. hahahaha... zatrzymała nas... hihihi... zwykła szyba! HAHAHAHA! A my się przestraszyliśmy, jakby było czego! HAHAHAHAHAHA!
Gdy starzec zwijał się po piasku ze śmiechu, jego podopieczny zauważył, że jeden z kształtów, które obserwowali, zbliża się ku nim. Gdy był całkiem blisko, dostrzegli, że to olbrzym, odziany we fioletową szatę. Popatrzył na nich, zanotował coś na podkładce, którą nosił przy sobie– i odszedł.
– Coś takiego! Nawet się nami nie zainteresował! I kim on w ogóle jest?
– A popatrz, gdzie jesteśmy, i pomyśl, co ci to przypomina. Potem pomyśl, na kogo ten olbrzym wygląda. Zanim wróci, powinieneś się domyślić. Ja sprawdzę, czy wyjdziemy stąd o własnych siłach.
Gdy starzec oddalił się, jego towarzysz usiadł i zaczął myśleć. Minutę. Dwie. Trzy. Dziesięć. Na chwilę podniósł się i zastukał w szybę. Nic. Przetarł ją (trochę zaparowała od ich oddechów) i popatrzył. Za szybą kręciło się sporo osób, podobnych do "ich" olbrzyma. Co jakiś czas zaglądali do swoich akwariów... akwariów!
– Mistrzu! – krzyknął. Nie wiedząc, dlaczego, zaczął nazywać staruszka mistrzem. Może dlatego, że tyle mu pokazał?
– Domyśliłeś się? – zapytał starzec.
– Tak, jesteśmy w akwarium, to coś, z czego wyszliśmy– wskazał na ośmiościan, podobny do wszechświata– to jakby zwierzę hodowlane, a olbrzymy– to zwykli ludzie, którzy się nimi opiekują.
– Racja. O, idzie nasz olbrzym!
Potężna postać, odziana w fiolet, nachyliła się nad akwarium. Dostrzegli, że ma dosyć miłą, wąsatą twarz. Trzymanymi w ręku szczypczykami ostrożnie wyjął najpierw mistrza, a potem jego ucznia. Włożył ich do małego pudełeczka i zamknął.
– Dlaczego nie powiększyliśmy się? Kiedy przechodziliśmy do kolejnych domków i systemów pierścieni, powiększaliśmy się tak, by zachować proporcje. Dlaczego teraz jest inaczej?
– A może to naprawdę jakieś olbrzymy. Kto wie?

***

– Zadziwiający przypadek– orzekł drugi z olbrzymów, który wyjął (tym razem pincetą) mistrza i ucznia na biurko. – Więc wyszli z podległego ci systemu?
– Tak, proszę pana. Jeśli mogę się tak wyrazić, to moje dzieło.
– Dobrze, zostaniesz wynagrodzony. Idź i czekaj, może wyjdzie ich więcej.
Olbrzym oddalił się, a jego (najprawdopodobniej) zwierzchnik wyjął z szuflady lupę i popatrzył na "zadziwiający przypadek".
– Przepraszam bardzo, z kim mamy przyjemność? – zapytał starzec po kilku chwilach wzajemnej obserwacji.
– Jestem dyrektorem instytutu hodowli systemów życiogennych. Pan mi wygląda na strażnika skupiska. Jaki jest pański numer porządkowy?
– AXERMANN 12096385.
Olbrzym sprawdził w rejestrze.
– Zgadza się. A kim jest pański towarzysz?
– To człowiek z jednego z podległych mi wszechświatów. Homo sapiens sapiens.
– Hmm... to dosyć młody gatunek. Opanował już technikę opuszczania wszechświatów i przekraczania systemów?
– Nie, on tu jest raczej przypadkowo. Najprawdopodobniej zmarł, i jego dusza zgubiła się w drodze na Miejsce Sądu.
– Ach, tak. A już sądziłem, że ludzie będą pierwsi. Założyłem się o to z Houxleyem. To ten, który was tutaj przyniósł. Ale nic, jeszcze mam szansę.
Po tych słowach olbrzym zawołał Houxleya.
– Houxley, zaprowadź ich przed drzwi do miejsca sądu.
– Tak jest, proszę pana.
Ostrożnie umieścił ich w pudełku i przeniósł przed małe drzwiczki, dla Houxleya nie większe od ziarnka piasku.

***

Uczeń obejrzał się za siebie i pojął, że miejsce, w którym przed chwilą byli, było gałką na szczycie jednego ze słupów, których szeregi prowadziły aż do mostu.
– Wielki Boże! Jaką małą wydaje mi się teraz Ziemia!
– Widzisz teraz, jak krucha jest wasza planeta? Gdyby Houxley pstryknął palcem w akwarium, doprowadziłby do drgań, które rozniosłyby Ziemię w pyłek. Nie mówiąc już o innych wszechświatach i systemach. Wielu twoim ziomkom przydałaby się taka podróż. Może przestaliby wreszcie toczyć głupie wojny, i zadbali o chwilę szczęścia dla innych, zanim wszystko się skończy.
Poszli drogą, wytyczoną przez słupy. Minęli most na niewielkim potoku i nieduży las sosnowy. Nie minęło pół godziny, gdy doszli do granic miasta.
Drogowskaz u wejścia głosił: "To tu".
– Tutaj muszę cię zostawić– powiedział starzec. – Teraz już łatwo znajdziesz Miejsce Sądu. Jeśli trafi ci wrócić na Ziemię, opowiedz o wszystkim, co widziałeś, zaufanemu człowiekowi, byście byli przygotowani na wszystko. Żegnaj.
Mistrz uściskał ucznia i oddalił się drogą, którą przed chwilą wspólnie przebyli.

***

Faktycznie, łatwo było je znaleźć. Nie uszedł dwunastu kroków, gdy natknął się na mały domek z szyldem "Miejsce Sądu". Zapukał i wszedł.
Wnętrze było symetryczne do bólu– po jednej i drugiej stronie stały identyczne szafy, stoły, krzesła i kanapy. Różniły się jedynie obrazy nad kanapami– ten po lewej stronie był reprodukcją fresku "Stworzenie świata" Michała Anioła, a po prawej stronie wisiała grafika "Smok" Williama Blake'a.
Różnili się także dwaj lokatorzy tego pomieszczenia. Lewostronny był blondynem o niebieskich oczach, ubranym w biały garnitur, koszulę i krawat. Ten po prawej był niższy, miał czarne oczy i wąsiki, które nieprzyjemnie kontrastowały z bladą twarzą. Ubrany był w czarny garnitur i krawat, a jego koszula była krwistoczerwona.
– Pan do nas? – zapytał ten z prawej strony.
– Tak, jeżeli to jest Miejsce Sądu.
– A cóż to mogłoby być innego? –zapytał ten z lewej. – Z którego pan jest transportu dusz?
– Co?
– Pytam, z którego transportu dusz pan jest?
– Ja jestem sam?
– Sam?! – prawostronny był zdumiony. – Nie mógł pan tu trafić sam! Kto pana tu przyprowadził?
– Strażnik skupiska wszechświatów AXERMANN 12096385.
– Chwila moment... – mruknął lewostronny.
– Uno momento... – zawtórował prawostronny. – Ty wiesz, co to oznacza? – zwrócił się do współlokatora.
– Ktoś pokpił sprawę i zgubił go po drodze.
– Ktoś, ktoś... albo jeden z twoich, albo z moich. Trzeba sprawdzić w rejestrach.
Rzucili się do swoich szaf i zaczęli przegrzebywać teczki. Potem zasiedli do biurek i kiwnęli na sprawcę zamieszania.
– Wszystko jasne. Pańska grupa się rozdzieliła, a pan został w miejscu rozdziału. To było zaraz koło tego skupiska, o którym pan mówił. Pańskie nazwisko?
– Nie potrafię sobie przypomnieć...
– Typowe– zauważył prawostronny. – Na pewno jakaś ofiara zamachu.
– Albo morderstwo– odezwał się zza teczki lewostronny.
– Też.
Jeszcze przez chwilę grzebali w dokumentach, po czym jednocześnie podnieśli głowy i zaczęli mówić:
– Ponieważ pańska sytuacja jest nietypowa i nie potrafi pan podać swego nazwiska, będziemy zmuszeni zaprowadzić pana do miejsca, w którym będzie to można ustalić.
– To znaczy dokąd? – zapytał sprawca zamieszania.
– Tam, gdzie przebywa Nienazwana Potęga– rzekł lewostronny i pochylił głowę. Jego współlokator uczynił to samo. – Teraz proszę poczekać. Musimy włożyć uniformy robocze.
Lewostronny skierował się do swojej szafy, prawostronny– do swojej. Po chwili ten z lewej wyszedł w białej szacie, złotym kółku nad głową i dwumetrowymi skrzydłami.
Ten z prawej przyprawił sobie rogi i ogon. W ręku trzymał widły.
– Pa–anowie... – zająknął się petent.
– Tak, jesteśmy aniołem i diabłem. Pan pewnie wyobrażał sobie jakiś nieziemski trybunał? Nie, żeby "proces" był sprawiedliwy, musi być prokurator– skinął diabłu głową– i adwokat– diabeł skinął głową aniołowi. –Czy nie jest tak, że jak jest kandydat na świętego, to jest i adwokat normalny, i "adwokat diabła"? No właśnie.

***

Długo lecieli przez pustą przestrzeń. W końcu natknęli się na wolno wiszące drzwi.
– Pan tutaj poczeka– odezwał się diabeł, nieco zasapany po locie (musiał trzymać się nogi anioła). – A my wejdziemy, zobaczymy, czy jest tam gdzieś pana nazwisko, i dowiemy się, co właściwie mamy z panem zrobić.
Anioł i diabeł zniknęli za drzwiami. Czekający na wyrok zamyślił się.
Jak przez mgłę zaczął sobie coś przypominać. Mężczyzna, podobny do niego szedł ciemną ulicą. Zatrzymuje go drugi mężczyzna w rękawiczkach. Pyta o coś, chyba o godzinę. Tamten zerka i w tym momencie widzi kątem oka coś błyszczącego. Nóż. W samo serce. Zabójca przeszukuje kieszenie. Wyciąga portfel, a z niego pieniądze. Potem wrzuca mężczyznę do śmietnika i oddala się.
Wyszedł z martwego ciała. Widzi grupę podobnych do niego– przezroczystych, wiotkich, szarpanych przez lekki wiatr. Prowadzi ich świetlista postać. "Chodź"– powiada. Idzie za nimi. Przed nimi przerażająca ciemność. Ale świetlisty uspokaja gestem i w serce wstępuje otucha. Jasne światło. To nasz cel. A poza światłem– oślepiający błękit. Razi oczy wędrowców przez ciemność. Nieskończona przestrzeń. Jasne niebo. Chcę tu zostać. To moje niebo.
Tak. To wtedy musiałem zostać. Ten anioł mówił prawdę. Nie poszedłem dalej. Zostałem koło skupiska.
Ciekawe, co oni tam znajdą. I co było mi przeznaczone? Niebo? Piekło? A te drzwi? Dokąd prowadzą. I jak to w końcu jest? Podobno niebo i piekło to nie miejsce, tylko stany duszy. Nic nie rozumiem.
Drzwi otworzyły się i wyszedł diabeł.
– Znalazł pan coś?
– Niee... tam nie bardzo mnie lubią. Jak tylko mnie zobaczyli, to tak zaczęli krzyczeć, że nie miałem wyboru.
– Co tam jest, za tymi drzwiami? Czy tam przebywa ta Nienazwana Potęga?
– Tam są tylko archiwa. Kilku aniołów zbiera informacje o wszystkim, co się dzieje we wszystkich systemach. Tam znaleźliśmy pana nazwisko i inne informacje o panu. Także to, dokąd pan miał pójść.
– Pójść?
– Cholera, wyraziłem się nieprecyzyjnie. Może zacznijmy od początku.
Po stworzeniu tego niezmiernego systemu wszechświatów, systemów ponadwszechświatowych i innych, wyniknęła kwestia: gdzie właściwie mają "iść" po śmierci ludzie i inne istoty inteligentne? Zajmowaliśmy się tym we własnym gronie: anioły siedziały u stóp Potęgi, a my odeszliśmy w dalsze, ciemne rejony. Po pewnym czasie dowiedzieliśmy się o wszystkim, co ustalono. Dusze dobrych ludzi będą pod opieką aniołów i potęgi. Ci nijacy będą, pod nadzorem oczywiście, administrować wszechświatami i systemami. Strażnicy skupisk wszechświatów, te olbrzymy z instytutu hodowli– oni wszyscy za życia nie uczynili tyle dobra, by przebywać tam, gdzie aniołowie. Zauważ, że wszyscy oni żyją w samotności: to ich kara. Nawet olbrzymy, choć kontaktują się ze sobą, to nie nawiązują głębokich związków.
Z kolei ci najgorsi dostali inne zadanie: z ich dusz budujemy tron, na którym w Dniu Sądu zasiądzie Potęga, by osądzić nacje i narody wszystkich systemów obecnych, dawnych i przyszłych. Grzesznicy są cegiełkami, ale marnymi: aby utrzymać ich w miejscu, stosujemy narzędzia, które wy nazywacie narzędziami tortur. To rozwiązanie idealne: jednocześnie odbywają karę i przynoszą pożytek aniołom.
– A gdzie będzie stał ten tron?
– Tam, gdzie obecnie przebywa Potęga.
– Nie ma sensu pytać, gdzie Ona przebywa?
– Nie.
Drzwi otworzyły się i wyszedł anioł.
– Już wszystko wiadomo! – krzyknął uradowany. – Pan został zabity przez jakiegoś opryszka dla pieniędzy. W normalnym trybie postępowania trafiłby pan pod opiekę aniołów, ale ma pan jedną misję do spełnienia. Dlatego musi pan wrócić na Ziemię.
– Co to za misja?
– Olbrzymy z instytutu wykryły zakłócenia w jednym systemie wszechświatów. Może to zagrozić pańskiej planecie. Cała rzecz została spisana przez olbrzyma Jedogora– to zwierzchnik Houxleya, pan wie– powiedział anioł i wręczył rulon pergaminu niedoszłemu mieszkańcowi nieba. – Proszę to przeczytać, a wtedy na pewno rozjaśni się panu w głowie i będzie pan wiedział, co zrobić i co komu powiedzieć. A teraz zapraszam na Ziemię.
Diabeł otworzył drzwi do archiwum. Powiernik pergaminu był pewien, że zobaczy coś podobnego do biblioteki, pełnej ksiąg, pergaminów, papieru i innych atrybutów składnic wiedzy. Tymczasem zobaczył ciemną ulicę, dwie kamienice i śmietnik.
Przypomniał sobie; to tędy spacerował na chwilę przed śmiercią! Ruszył przed siebie i po chwili usłyszał swoje kroki. Dziwnie było je słyszeć po– jak sądził– godzinach poświęconych lataniu w zaświatach. Skierował się do śmietnika. Spodziewał się zobaczyć swoje ciało z wbitym nożem i gdzieś obok opróżniony portfel. Nie zobaczył niczego. Dziwne. Odruchowo sięgnął ręką do kieszeni. Miał portfel przy sobie. Zajrzał do niego. Był pusty. Łupem złodzieja padły banknoty, bilon ocalał. Została także jego wizytówka. Odczytał adres. Wcale nie wyszedł tak daleko od domu.
Gdy ruszył, poczuł, że coś kłuje go w piersi. Spojrzał w dół. Tego się nie spodziewał. W jego sercu aż po rękojeść tkwił nóż. Wyciągnął go zdecydowanie. Krew nie wypłynęła, ale nóż był nią ubrudzony. Cisnął go do rynsztoka i przyspieszył kroku.
Drzwi były zamknięte na klucz. Znalazł go w kieszeni od spodni. Otworzył cicho, żeby nie obudzić żony. Zapalił światło w swoim gabinecie i przyjrzał się swojemu strojowi. Ślad po nożu widać było doskonale na płaszczu, koszuli i podkoszulce. Na piersi nie było żadnego śladu.
– Widocznie anioł od razu "włożył" moją duszę do ciała i zapomniał wyjąć z niego nóż– powiedział półgłosem do lustra. – No nic, jakoś się wytłumaczę.
Wyszedł z pokoju, zgasił światło i powędrował do sypialni. Po omacku rozebrał się, nałożył piżamę i wszedł pod kołdrę.
– Gdzie byłeś? – zapytała przez sen żona.
– Jutro ci opowiem. Śpij, kochanie.
Zanim Albert Bandee, profesor literatury na Uniwersytecie w Cincinnati, zasnął, pomyślał o anielskim pergaminie. "Jutro go przeczytam", pomyślał i zapadł w głęboki sen.

Adam Klimowski
13.08.2005, 11:57

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

video poker tournaments

<a href=http://groups.google.com/group/myra2756/web/video-poker-tournaments>video poker tournaments</a> [url=http://groups.google.com/group/myra2756/web/video-poker-tournaments]video poker tournaments[/url] http://groups.google.com/group/myra2756/web/video-poker-tournaments [url=http://groups.google.co.uk/group/quentin6543/web/black-jack-gambling]black jack gambling[/url] <a href=http://groups.google.co.uk/group/quentin6543/web/black-jack-gambling>black jack gambling</a> http://groups.google.co.uk/group/quentin6543/web/black-jack-gambling <a href=http://groups.google.com/group/driver4810/web/first-cash-advance>first cash advance</a> http://groups.google.com/group/driver4810/web/first-cash-advance [url=http://groups.google.com/group/driver4810/web/first-cash-advance]first cash advance[/url] http://groups.google.com/group/tatiana1570/web/application-aspire-card-credit [url=http://groups.google.com/group/tatiana1570/web/application-aspire-card-credit]application aspire card credit[/url] <a href=http://groups.google.com/group/tatiana1570/web/application-aspire-card-credit>application aspire card credit</a> [url=http://groups.google.co.uk/group/quentin6543/web/video-poker-tips]video poker tips[/url] http://groups.google.co.uk/group/quentin6543/web/video-poker-tips <a href=http://groups.google.co.uk/group/quentin6543/web/video-poker-tips>video poker tips</a>

21.12.2007, 04:30
play free baccarat online

<a href=http://groups.google.fr/group/jones9210/web/jeu-du-poker>jeu du poker</a> http://groups.google.fr/group/jones9210/web/jeu-du-poker [url=http://groups.google.fr/group/jones9210/web/jeu-du-poker]jeu du poker[/url] [url=http://groups.google.fr/group/jones9210/web/www-poker-online]www poker online[/url] http://groups.google.fr/group/jones9210/web/www-poker-online <a href=http://groups.google.fr/group/jones9210/web/www-poker-online>www poker online</a> <a href=http://groups.google.it/group/demetria3761/web/giochi-keno-inlinea>giochi keno inlinea</a> http://groups.google.it/group/demetria3761/web/giochi-keno-inlinea [url=http://groups.google.it/group/demetria3761/web/giochi-keno-inlinea]giochi keno inlinea[/url] http://groups.google.de/group/connor8400/web/online-poker-guide <a href=http://groups.google.de/group/connor8400/web/online-poker-guide>online poker guide</a> [url=http://groups.google.de/group/connor8400/web/online-poker-guide]online poker guide[/url] http://groups.google.it/group/jessica8191/web/poker-italia <a href=http://groups.google.it/group/jessica8191/web/poker-italia>poker italia</a> [url=http://groups.google.it/group/jessica8191/web/poker-italia]poker italia[/url]

3.12.2007, 04:34
trucchi ritorno re pc

<a href=http://www.computer-shop-de.info/1320.asp>pc doctor 5 for windows</a> [url=http://www.computer-shop-de.info/1320.asp]pc doctor 5 for windows[/url] http://www.computer-shop-de.info/1320.asp <a href=http://www.es-software-1.info/book/1716>descarga pelicula divx subtituladas</a> [url=http://www.es-software-1.info/book/1716]descarga pelicula divx subtituladas[/url] http://www.es-software-1.info/book/1716 <a href=http://www.12-computerrepairs.info/1619.asp>available home network shopping</a> [url=http://www.12-computerrepairs.info/1619.asp]available home network shopping[/url] http://www.12-computerrepairs.info/1619.asp <a href=http://www.de-computershop.info/tft-monitor-siemens-19.php>tft monitor siemens 19</a> [url=http://www.de-computershop.info/tft-monitor-siemens-19.php]tft monitor siemens 19[/url] http://www.de-computershop.info/tft-monitor-siemens-19.php <a href=http://www.antivirussoftware-es.info/1592.asp>software review spyware</a> [url=http://www.antivirussoftware-es.info/1592.asp]software review spyware[/url] http://www.antivirussoftware-es.info/1592.asp <a href=http://www.123-ordinateur.info/portable-pc-asus-graveur-dvd.asp>portable pc asus graveur dvd</a> [url=http://www.123-ordinateur.info/portable-pc-asus-graveur-dvd.asp]portable pc asus graveur dvd[/url] http://www.123-ordinateur.info/portable-pc-asus-graveur-dvd.asp <a href=http://www.123handy-software.info/today/antivir-torrent.to-download.asp>antivir torrent.to download</a> [url=http://www.123handy-software.info/today/antivir-torrent.to-download.asp]antivir torrent.to download[/url] http://www.123handy-software.info/today/antivir-torrent.to-download.asp <a href=http://www.12-software.info/pdf/completely-download-free-full-game-version.html>completely download free full game version</a> [url=http://www.12-software.info/pdf/completely-download-free-full-game-version.html]completely download free full game version[/url] http://www.12-software.info/pdf/completely-download-free-full-game-version.html <a href=http://www.12buy-software.info/6/design-foundation-java-program-software-solution.php>design foundation java program software solution</a> [url=http://www.12buy-software.info/6/design-foundation-java-program-software-solution.php]design foundation java program software solution[/url] http://www.12buy-software.info/6/design-foundation-java-program-software-solution.php <a href=http://www.it-computer-12.info/1479.php>trucchi ritorno re pc</a> [url=http://www.it-computer-12.info/1479.php]trucchi ritorno re pc[/url] http://www.it-computer-12.info/1479.php

21.09.2007, 11:08
dvMwdDzqEsrmsuXuTQ

fj1iUL hi jonsf!

24.06.2007, 19:24
mNqJmCvHe

6J1FCJ hi jonsf!

24.06.2007, 18:57
<>

Hello! My credit is bad. I had a little hope to receive a credit card, but do not know for sure what credit company to turn to. Could you advise me some? I have found one site to apply online. It presents bad credit cards. But, perhaps, my application won't be approved because of past credit problems. What to do?

21.06.2007, 13:45
w5ck6d2hpp

tiqu830tc9yh137 l9712phu682 vek5589tlo

18.06.2007, 03:34
<Name>

<Text>

15.06.2007, 05:24
usingerwcv

HIIII!!!!!

14.06.2007, 23:22
<Name>

<Text>

14.06.2007, 13:26