Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

O splatającej się historii dwu ojców klasycznej Fantasy... "Opowieści z Narnii"



O splatającej się historii dwóch ojców klasycznej Fantasy...

C.S. Lewis był, jak powszechnie wiadomo, bliskim przyjacielem J.R.R. Tolkiena, podobnie jak on także – profesorem języka angielskiego. Obaj panowie należeli do nieformalnego stowarzyszenia Inklingów, na spotkaniach którego uczeni profesorowie przy kominku, ćmiąc fajkę, oddawali się czytaniu starych sag, mitów i eposów, a także dyskusjom poglądowym. Z tych spotkań narodziły się dzieła, które uczestników miały rozsławić na świecie; w przypadku Tolkiena był to świat Śródziemia, Lewisa zaś – świat Narnii. Dokładnie za pół roku do kin w Polsce wkroczy ekranizacja "Lwa, czarownicy i starej szafy" – książki, którą nad Potterem stawia nawet tłumacz obu tych dzieł, Andrzej Polkowski.

O historii Narnii...

Drzwi starej szafy, znajdującej się w tajemniczym domu zamieszkiwanym przez dziwacznego Profesora, prowadzą czwórkę dzieci – Piotra, Zuzannę, Edmunda oraz Łucję – do zaczarowanego świata pełnego mitycznych stworzeń. W krainie Narnii rządzi okrutna Biała Czarownica, która swoimi czarami zaprowadziła wieczną zimę; gnębi ona mieszkańców tego królewstwa, mówiące zwierzęta, które jednakowoż wciąż wierzą w Wielkiego Lwa – Aslana, który ongi stworzył ich świat.
Istnieje przepowiednia, że kiedyś do Narnii przybędzie z innego świata czworo dzieci – dwóch Synów Adama i dwie Córki Ewy – które przegnają Czarownicę, wyplenią wszelkie zło i w imię Aslana zasiądą na czterech tronach Ker–Paravelu.
Te wydarzenia opisane są w części pierwszej, "Lwie, czarownicy i starej szafie".
W części drugiej, zatytułowanej "Książę Kaspian", znani z poprzedniej części bohaterowie ponownie przyzwani zostali do Narnii przez Aslana, tym razem aby dopomóc w przywróceniu linii królów w tym królestwie. Narnijski czas płynie inaczej, niż ziemski; po odejściu dzieci minęły setki lat, a w Narnii zapanował chaos. Jest jednak młody królewicz, tytułowy Kaspian, przy którym skupia się reszta Starych Narnijczyków, oraz zły uzurpator – Miraz, mający armię.
Część trzecia – moja ulubiona – opowiada o podróży morskiej dorosłego już Kaspiana. Nagle Aslan powołuje tylko dwoje najmłodszych z dawnej czwórki, czyli Edmunda i Łucję, by towarzyszyli Kaspianowi w wyprawie. Jednak ci przebywają na wakcacjach z arcyniesympatycznym kuzynem Eustachym, który – przypadkiem albo i nie – także zostaje do Narnii przeniesiony.
Podróżnicy płyną ku Najdalszemu Wschodniemu Krańcowi Świata, gdzie – według wierzeń – znajduje się kraina Aslana, by po drodze szukać wiernych baronów, którzy za czasów złego uzurpatora Miraza zostali wygnani. Po drodze przystają na kolejnych wyspach, gdzie dzieją się niesamowite rzeczy; tak niezwykłe, że potrafią zmienić nawet charakter Eustachego. Ta książka zwie się "Podróż Wędrowca do Świtu".
Tak więc Eustachy pojawia się w części kolejnej, "Srebrnym krześle", wraz ze swoją przyjaciółką – Julią. Kaspian jest już bardzo, bardzo stary. W niewyjaśnionych okolicznościach stracił jedynego syna, Riliana. Zadaniem Eustachego i Julii, którym towarzyszy wieczny pesymista – błotowij Błotosmętek, jest odszukanie Riliana nim Kaspian umrze. By uratować księcia, bohaterowie będą musieli zawędrować do podziemi, gdzie posępnym ludem włada Czarownica – alegoria tej, którą poznaliśmy w pierwszej części.

Opisałem, w pełni świadomie, cztery książki. Po nich następują jeszcze trzy: "Koń i jego chłopiec", "Siostrzeniec Czarodzieja" oraz "Ostatnia bitwa", w której Aslan budzi śpiący od przedwieczy Czas, by ten zakończył swoje dzieło, a sam Lew urządza Sąd Ostateczny.
Nie zamierzam opowiadać Wam tych trzech tomów; zakładam bowiem, że kogo zainteresowały pierwsze cztery, te trzy także przeczyta, a kogo nie zainteresowały cztery, po dalsze nie sięgnie i tak.

O tym, do kogo Narnia mogła być skierowana, a także – do kogo trafiła...

"Opowieści z Narnii" w założeniu autora są baśnią skierowaną do najmłodszych, podobnie jak w przypadku tolkienowskiego "Hobbita". Nie wątpię, że wielkim rzeszom czytelników "Opowieści..." zdadzą się naiwne i zrażą swoim prostolinijnym językiem. Wielu roześmieje się, przeczytawszy "Złapmy się za ręcę! Czuję, że to Czary!", i odłoży tę książkę z niesmakiem, "bo ja na to za duży jestem". Ale jakkolwiek byłaby ona dziecinna, nie można odmówić jej mądrości, poetyzmu, magicznej epickości fantasy. Epickości głębszej aniżeli ta, którą znaleźć można w książkach Rowling, ale jednocześnie mniej przystępnej. Andrzej Sapkowski mówi, że niegdyś Narnia zdawała się mu bardzo dziecinna i poważał ją li tylko dlatego, iż zawiera trochę mądrych przesłań. Jednak zmienił swoje zdanie: w swoim Kanonie Fantasy wymienia dzieło Lewisa tuż po Tolkienie.

To, że człowiek w którymś momencie powraca do opowieści najprostszych, autor przewidział, pisząc w dedykacji:

Moja Droga Lucy,
Napisałem tę opowieść dla ciebie, ale kiedy zaczynałem ją pisać, nie zdawałem sobie sprawy, że dziewczynki rosną szybciej niż książki. W rezultacie jesteś już za stara na bajki, a kiedy tę książkę wydrukują i oprawią, będziesz jeszcze starsza. Pewnego dnia będziesz jednak dostatecznie stara, aby znowu do bajek wrócić. Możesz wtedy zdjąć tę książkę z jakiejś wysokiej półki, odkurzyć i powiedzieć mi, co o niej myślisz. Prawdopodobnie będę wtedy tak głuchy, że nie będę nic słyszał, i tak stary, że nie będę niczego rozumiał, ale na pewno będą wciąż twoim kochającym cię ojcem chrzestnym. C.S. Lewis.


Alegorie, aluzje, wplecone wątki – to, co w literaturze tak istotne...

Narnia zachwyca i oczarowuje, przede wszystkim, jak sądzę, swoją prostotą. Niewiele tam zawiłości, trudnego języka; bohaterzy to także prości ludzie (lub raczej, w większości, nieludzie). Nietrudno dopatrzyć się wątków biblijnych: lew Aslan zdaje się być Chrystusem – ofiarowuje bowiem swoje życie jako okup za jedno z dzieci, Edmunda, który dał się zwieść Czarownicy i zdradził swoje rodzeństwo i samego Aslana. Lew jednak zmartwychwstaje, tym samym kładąc kres panowaniu Czarnej Magii i zaprowadzając Wiosnę w Narnii. A w ostatnim tomie – "Ostatniej bitwie" – trudno byłoby nie przypomnieć sobie Apokalipsy św. Jana oraz zapowiedzi Sądu Ostatecznego.
Sam Aslan mówi dzieciom, że jego jedynym mieszkaniem nie jest Narnia i w swoim świecie także mogą go odszukać.
Co ciekawe, C.S. Lewis był zagorzałym... ateistą, nie mogącym znieść ani słowa o religii, Bogu i tych sprawach. Osobą, która uczyniła zeń głęboko wierzącego katolika, wplatającego w swe (zdawałoby się dalekie od tej tematyki) dzieła wątki chrześcijańskie, był nie kto inny, tylko przyjaciel Inkling – Tolkien, John Reuel Ronald. Mówi się, że trudno o bardziej zażarty bój na argumenty, niż ten, który został stoczony przez tych dwóch miłych panów profesorów.

Czemu akurat ta książka?

Mnie w "Opowieściach z Narnii" przede wszystkim urzekła baśniowość; zarazem taka jak u Tolkiena, ale jednocześnie całkowicie inna. Nie brakuje bardzo jasnych powiązań z Tolkienem; przecież obaj panowie niechybnie konsultowali się, wymieniali się rękopisami tudzież krytykowali wzajemnie swe dzieła. Pisali pod wpływem tych samych zainteresowań, identycznych pasji.

Ktoś mógłby stwierdzić, że jeden od drugiego zgapiał. I zapewne dziwny zda się fakt, że nie mógł to być Lewis, bowiem "Narnia" ukazała się jeszcze przed ukończeniem "Władcy Pierścieni".

Bardzo miły jest fakt, że polskim tłumaczem Lewisa jest Andrzej Polkowski, który potrafi doskonale stworzyć baśniowy, niepowtarzalny klimat. Ma wielkie pole do popisu i pokazania swojego kunsztu translatorskiego; efektem tych zdolności są tak ciekawe imiona, jak Grzmotołup, Ryczypisk, Błotosmętek czy Gromojar. Sądzę, że nie ma potrzeby udowadniania, jak wspaniałym językiem przetłumaczona jest ta książka, bo przecież wszyscy tu obecni czytali Pottera i wiedzą, czego po tłumaczu Medii Rodziny można się spodziewać.

Pozwolę sobie tutaj przytoczyć wywiad, który ongiś Prorok zrobił z samym panem Polkowskim.

P.S. Chodzą plotki, że był Pan cudownym dzieckiem...
A.P. Bo kiedy przyznałem się, że sam nauczyłem się czytać, mając 4 lata? Fakt, że ani moi rodzice, ani ja sam nie wiem, w jaki sposób nauczyłem się czytać. Pamiętam, że pierwszą książką, jaką przeczytałem, mając 4 lata, był podręcznik historii starożytnej do liceum. Ale w moim rodzinnym domu wciąż się czytało, często na głos. Mój ojczym był anglistą i czytał nam wspaniałe książki angielskie, tłumacząc je na żywo . W ten sposób, mając 7 lat, poznałem – Opowieści z Narnii, a później Trylogię Kosmiczną C.S. Lewisa, Opowieści o królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu, Ramajana czy – Przygody Sindbada Żeglarza. No i kiedy zostałem wydawcą, postanowiłem wydać – Opowieści z Narnii , w dodatku we własnym tłumaczeniu. Mało kto dziś uwierzy, że przez wiele lat cenzura polityczna nie pozwalała ich wydać! Pewnie były obawy, że królestwo Białej Czarownicy to ukryta metafora dyktatury proletariatu...
P.S. Powiedział Pan kiedyś, że woli Pan Narnię od Hogwartu. Dlaczego?
A.P. Może dlatego, że to książka mojego dzieciństwa (patrz wyżej). Ale pewnie i dlatego, że książki C.S. Lewisa są trochę grubsze, zawierają więcej prawdziwej mądrości i są typowymi opowieściami z kluczem, a to znaczy, że trzeba doszukać się w nich wielu ukrytych znaczeń. I co za radość, kiedy się je odkryje! A odkrywa się wciąż coś nowego, wraz z wiekiem. Do tej pory – Opowieści z Narnii pomagają mi w cięższych chwilach. Czasami myślę, że moda na Harry'ego kiedyś przeminie, natomiast – Opowieści z Narnii nigdy się nie zestarzeją.


Mam nadzieję, że słowa kogoś, kto zna Pottera dużo lepiej, niż my – zwykli czytelnicy, a mimo to wciąż powraca do Narnii, potrafią przekonać do tej książki lepiej niż ja.

Kończąc na dziś...

Zaprawdę powiadam: zbłądzi ten, kto w rzędzie Tolkiena, Rowling czy Le Guin nie postawi Lewisa, i nikt za "fana fantasy" – a co dopiero znawcy tego tematu! – uważać się nie może, jeśli nie przeczytał narnijskiego cyklu. Nie wątpię, jak już wspomniałem, że nie wszystkich on zachwyci i wielu go wyśmieje (takież to naiwne książeczki, haha!).

Ale do bajek trzeba dorosnąć, a do tej bajki niewielu – przypuszczam – dojrzeje całkowicie.

Aliści nim nastąpi moment dojrzenia, obejrzymy w kinie ekranizację. Ale o tym będzie mój następny artykuł.




– Chciałabym być w domu – szepnęła Julia.
Eustachy tylko pokiwał głową, przygryzając wargi.
– Przyszedłem – rozległ się głęboki głos za nimi. Odwrócili się i zobaczyli samego Lwa, tak jaśniejąćego, prawdziwego i mocnego, że wszystko inne stało się nagle blade i szare. I natychmiast Julia zapomniała o martwym królu Narnii i pamiętała już tylko o tym, jak spowodowała upadek Eustachego z urwiska i jak przyczyniła się walnie do nierozpoznania prawie wszystkich Znaków, i jak często odgryzała się i kłóciła. I chciała powiedzieć: "Przebacz mi", ale nie mogła wymówić ani słowa. A potem Lew przyciągnął ich do siebie spojrzeniem, pochylił łeb, dotknął językiem ich pobladłych twarzy.


"Srebrne Krzesło"





– Masz tu zdrajcę, Aslanie – powiedziała Czarownica. Nikt nie miał wątpliwości, że chodzi o Edmunda. Ale Edmund miał już poza sobą poważne przemyślenie swojego postępowania po tym wszystkim, co przeszedł, i po porannej rozmowie z Aslanem. Teraz nie odrywał od niego oczu. Nie obchodziło go wcale, o czym mówi Czarownica.
– No cóż – odrzekł Aslan – nie ciebie zdradził.
– Czyżbyś zapomniał o Wielkich Czarach? – zapytała.
– Powiedzmy, że zapomniałem – odpowiedział Aslan chłodno. – Opowiedz nam o Wielkich Czarach.
– Opowiedzieć ci? – głos Czarownicy przeszedł nagle w pisk. – Opowiedzieć ci, co jest wyryte na głębokość ostrza włóczni na krzemiennych głazach Tajemnego Wzgórza? Powiedzieć ci, co jest napisane na berle Władcy–Zza–Morza? Znasz przecież Prawo, które Władca ustanowił w Narnii na samym początku. Wiesz, że każdy zdrajca do mnie należy jako moja prawowita zdobycz i że za każą zdradę mam prawo zabić.
(...) – Więc chodź i spróbuj go wziąć – zaryczał jeden z byków o ludzkiej głowie.
– Głupcze! – warknęła Czarownica z okrutnym uśmiechem. – Czy myślisz, że twój pan może mi siłą wydrzeć moje prawa? On dobrze zna Wielkie Czary. Wie, że jeśli nie dostanę tej krwi, jak nakazuje Prawo, to cała Narnia zapadnie się i zniknie w ogniu i wodzie.


"Lew, czarownica i stara szafa"





– Powiedz nam, jagniątko – zapytała Łucja – czy tędy wiedzie droga do Krainy Aslana?
– Nie dla was – odpowiedziało jagnię. – Dla was drzwi do Krainy Aslana są w waszym własnym świecie.
– Co?! – zawołał Edmund. – To z naszego świata też jest droga do Krainy Aslana?
– Do mojego kraju można się dostać z każdego świata – powiedziało jagnię, a kiedy to powiedziało, jego śnieżna biel rozkwitła w ciemne złoto, jego rozmiary zmieniły się nagle i stało się samym Aslanem, wznoszącym się nad nimi i rozsiewającym światło z płomienistej grzywy.
– Och, Aslanie – powiedziała Łucja – czy powiesz nam, jak dostać się do twojego kraju z naszego świata?
– Będę wam mówił przez cały czas – rzekł Aslan. – Ale nie powiem wam, jak długa czy jak krótka będzie to droga. Powiem wam tylko, że biegnie przez rzekę. Ale nie lękajcie się tego, bo ja jestem Wielkim Budowniczym Mostów. A teraz chodźcie, otworzę bramę w niebie i poślę was do waszego kraju."

"Podróż Wędrowca do Świtu"





Na ziemi, aż do widnokręgu, rozciągało się potworne, martwe miasto. Świątynie, wieże, pałace, piramidy i mosty – nie kończący się labirynt ostrych kształtów rzucających długie, złowrogie cienie w świetle obumierającego słońca. Kiedyś przez miasto musiała płynąc wielka rzeka, ale woda dawno wyschła, pozostawiając tylko szeroki rów pełen szarego pyłu.
– Przypatrzcie się dobrze temu, czego żadne oko nigdy już nie zobaczy – powiedziała królowa. – Takie było Charn, wielkie miasto, miasto króla królów, jeden z cudów tego świata, a może i wszystkich światów. Czy twój wuj panuje nad miastek tak wielkim jak to, chłopcze?
– Nie – odrzekł Digory. Zamierzał wyjaśnić, że wuj Andrzej nie włada żadnym miastem, ale królowa mówiła dalej:
– Teraz jest tu cicho. Ale stałam w tym samym miejscu, gdy powietrze pełne było odgłosów miasta Charn: stukotu obcasów i turkotu kół, trzaskania batów i jęku niewolników, łoskotu rydwanów i dudnienia ofiarnych bębnów w świątyniach. Stałam tutaj... lecz wtedy koniec był już bliski... gdy ryk bitewny unosił się w każdej ulicy, a rzeka spływała krwią. – Zamilkła na chwilę, po czym dodała: – I w jednym momencie jedna kobieta wykreśliła je z historii na zawsze.
– Kto to był? – zapytał Digory słabym głosem, choć przeczuwał już, jaka będzie odpowiedź.
– Ja – powiedziała królowa. – Ja, Jadis, ostatnia królowa, Królowa Świata.
Dwoje dzieci stało w milczeniu, drżąc na zimnym wietrze.
– To z winy mojej siostry – mówiła dalej królowa. – To ona przywiodła mnie do tego. Niech przekleństwo wszystkich Potęg ściga ją na wieki! W każdej chwili byłam gotowa do zawarcia pokoju, tak, do pokoju i do oszczędzenia jej życia, pod warunkiem, że odda mi tron. Ale ona nie chciała. To jej duma zniszczyła ten świat. Nawet wówczas, gdy zaczęła się wojna, obie strony przyrzekły uroczyście, że nie będą używały magii. Lecz gdy ona złamała przyrzeczenie, cóż mi pozostało? Głupia! Jak gdyby nie wiedziała, że moja potęga magiczna jest większa! Wiedziała nawet to, że znam tajemnicę Żałosnego Słowa. Czyżby się spodziewała... sama zawsze miała słabą wolę... że go nie użyję?
– Co to było? – zapytał Digory.
– To była największa ze wszystkich tajemnic. Od dawien dawna wszyscy wielcy królowie naszej rasy wiedzieli, że istnieje pewne słowo, które, wypowiedziane z odpowiednimi obrzędami, zniszczy cały świat prócz osoby, która je wypowie. Ale nasi starożytni królowie byli słabi i lękliwi. Zobowiązali siebie i wszystkich, którzy po nich przyjdą, do złożenia przysięgi, że nigdy nie będą poszukiwać tego słowa. A ja poznałam to słowo w tajemnym miejscu, choć zapłaciłam za to straszliwą cenę. Nigdy bym go nie wypowiedziała, gdyby ona mnie do tego nie zmusiła. Walczyłam i walczyłam, aby pokonać ją w inny sposób. Przelałam morze krwi moich wojowników...
– Potwór! – mruknęła Pola.
– ...a ostatnia wielka bitwa trwała przez trzy dni, tutaj, w Charnie. Przez trzy dni patrzyłam na to z tego oto miejsca. I nie użyłam swojej potęgi dopóty, dopóki nie padł ostatni z moich żołnierzy, a ta przeklęta kobieta, moja siostra, była już w połowie schodów wiodących na taras, na czele swoich buntowników. Czekałam, aż będzie tak blisko, że zobaczymy swoje twarze. Utkwiła we mnie swoje okropne, nikczemne oczy i powiedziała: "Zwycięstwo!" "Tak – odpowiedziałam – zwycięstwo, tylko że nie twoje". I wtedy wypowiedziałam Żałosne Słowo. W chwilę później byłam jedyną żywą istotą pod słońcem.


"Siostrzeniec czarodzieja"





Aslan zbliżył się do Drzwi, a za nim podeszli wszyscy. Podniósł głowę i zaryczał:
— Już czas! — a potem głośniej: — Czas! — a potem tak głośno, że chyba gwiazdy zadrżały na swoich drogach: — CZAAAAS!
Drzwi otworzyły się gwałtownie.
Wszyscy stanęli obok Aslana, po jego prawym boku, i spojrzeli przez otwarte Drzwi.
Ognisko wygasło. Wzgórze pogrążyło się w ciemnościach; gdyby nie czarne zarysy wierzchołków drzew na tle rozgwieżdżonego nieba, trudno byłoby uwierzyć, że patrzy się na las. Ale kiedy Aslan zaryczał po raz drugi, na lewo zamajaczył jeszcze jeden czarny kształt. Najpierw przypominał wielką, ciemną plamę na niebie, później ta plama rosła i rosła w górę, aż przybrała kształt olbrzyma stojącego na tle usianego gwiazdami nieba: największego ze wszystkich olbrzymów, jacy kiedykolwiek żyli w tym świecie. Wszyscy wystarczająco dobrze znali Narnię, by domyślić się, gdzie on musi stać: na torfowej wyżynie, daleko na północy, za Suchą Wodą. Julia i Eustachy przypomnieli sobie, jak pewnego razu, bardzo dawno temu, w głębokich podziemiach pod tymi torfowiskami zobaczyli wielkiego, śpiącego olbrzyma. Powiedziano im, że nazywa się Ojciec Czas i że obudzi się w dniu końca świata.
— Tak — powiedział Aslan, chociaż żadne z nich nie przemówiło. — Kiedy leżał uśpiony, nazywał się Czas. Teraz, gdy się przebudził, otrzyma nowe imię.
Wielki olbrzym poruszył się. Po zmianie czarnego zarysu na tle gwiazd poznali, że podniósł do ust róg. A potem — a upłynęło chyba dobrych kilka sekund, bo dźwięk rozchodzi się tak wolno — usłyszeli ryk rogu: przenikliwy i straszny, a jednak pełen dziwnego, śmiertelnego piękna. (...)
Teraz gwiazdy spadały wokół nich. W świecie, o którym wam opowiadam, gwiazdy nie są wielkimi ognistymi kulami, jak w naszym. Są żywymi istotami (Edmund i Łucja spotkali kiedyś jedną z nich). Tak więc znaleźli się teraz wśród ciżby roziskrzonych istot — z długimi włosami jak płonące srebro i z włóczniami jak rozgrzany do białości metal — pędzących ku nim wprost z czarnego nieba szybciej niż spadają kamienie. Opadały z sykiem na ziemię, wypalając w tym miejscu trawę, a potem prześlizgiwały się przed nimi i zatrzymywały gdzieś z tyłu, z prawej strony. (...)
Wówczas Aslan powiedział:
— Teraz uczyń koniec.
Olbrzym cisnął swój róg do morza. Wyciągnął poprzez niebo rękę — czarną i długą na tysiące mil — aż dosięgnął słońca. Pochwycił je i ścisnął jak poarańczę. I nagle zrobiło się zupełnie ciemno.
Wszyscy, prócz Aslana, odskoczyli do tyłu przed lodowatym podmuchem, który wtargnął przez Drzwi. Odrzwia pokryły się soplami.
— Piotrze, Wielki Królu Narnii — rzekł Aslan — zamknij Drzwi!


"Ostatnia bitwa"


/Wszystkie cytowane fragmenty pochodzą, oczywiście, z "Opowieści z Narnii" w tłumaczeniu Andrzeja Polkowskiego (wydawnictwo Media Rodzina). Dodam tylko, że mój egzemplarz Opowieści podpisany jest (z imienną dedykacją) przez Tłumacza – bowiem dzieło Lewisa otrzymałem jako nagrodę za pierwsze miejsce w konkursie 'Magiczne Opowiadanie o Magii'. Och, nie mogłem się powstrzymać, by się nie pochwalić./

Valaraukar
23.06.2005, 20:20

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

None

I try it

10.06.2007, 13:59
None

MToik

10.06.2007, 13:58
None

I try it

10.06.2007, 13:58
None

MToik

10.06.2007, 13:58
None

I think you are wrong.

8.06.2007, 21:55
None

Yep, I think its right.

8.06.2007, 21:55
None

Ma Nishma?

8.06.2007, 12:58
None

Shalom

8.06.2007, 12:58
Saher1979

Great site. Keep doing. where are you google?

5.06.2007, 14:49
Saher1979

Great site. Keep doing. where are you google?

5.06.2007, 14:49