Dlaczego odrzucam większość nadesłanych opowiadań?
Nie jest dla nikogo tajemnicą, że tylko nieliczni dostępują zaszczytu publikacji ich dzieła w Strefie Fikcji. Niekiedy słyszę nawet narzekania, że "tak mało opowiadań pojawia się na Proroku"; nikt jednak z tych, którzy takie ferują wyroki, nie zastanawia się, skąd niby biedny Valaraukar ma wytrzasnąć dobre i wartościowe teksty. Nie chodzi o to, że dostaję mało opowiadań, wręcz przeciwnie. Po prostu większości mówię "nie!". Dlaczego? Warto się przyjrzeć. Pokażę kilka tekstów, które otrzymałem, a które miały nie ujrzeć światła Proroka.1. Najprozaiczniejsza, a najczęstsza przyczyna odmowy publikacji: długość opowiadania.
Opowiadanie, jak już kiedyś pisałem, nie ma określonych "ram" wielkościowych. Długość musi określać zdrowy rozsądek i intuicja. Aby opowiadanie zaistniało, musi być w nim jakieś (co najmniej jedno) wydarzenie opisane w ciekawy sposób. Musi być narracja. Powinno być wciągające. A tego, moi drodzy, nie osiągnie się w tekście poniżej 10 kB w notatniku, zaręczam. I bynajmniej 11 kB to też nie jest najwłaściwszy rozmiar.
2. Podstawa, a mimo to i tak sporo osób o niej zapomina: wydarzenie.
Podziwiam osoby, które potrafią napisać opowiadanie, nie zawierając w nim żadnego, choćby najmniejszego wydarzenia — punktu kulminacyjnego. Narracja ciągnie się, ciągnie, wydawałoby się, że do czegoś zmierza, a tu nagle klops — i koniec. Zostaje trochę flaków z olejem. Czasem nawet takiemu czemuś autor nie nadaje tytułu — bo trudno wymyślić tytuł, gdy nic się nie dzieje.
3. Błędy, oj błędy, a pomiędzy błędami — pomyłki.
Rasowego autora poznaje się po tym, że przed pokazaniem tekstu światu kilkakrotnie go czyta i stara się wyłapać wszystkie najdrobniejsze błędy: od literówek, przez niejasne złożenia wyrazów, po błędy czysto logiczne.
Tymczasem w niektórych nadesłanych pracach czytający musi co chwilę wracać do któregoś momentu i zastanawiać się, co też piszący miał na myśli, analizować kolejne słowa, zdania... Dobry pisarz pisze tak, by przeciętny człowiek mógł szybko zrozumieć.
Nikt nie pofatyguje się, by przeczytać mój artykuł o tym, jak powinien wyglądać dialog ze strony interpunkcyjnej. Co drugie opowiadanie zawiera same uchybienia.
Wiem, że literówki zdarzają się każdemu. Błędy ortograficzne, interpunkcyjne też. Ale czytanie opowieści bogato okraszonej takimi "niewiele znaczącymi usterkami" męczy i zaręczam, że czytelnik prędko naciśnie przycisk "Wstecz".
Bardzo denerwujące są tutaj ostrzeżenia typu:
"Aha! Obie jesteśmy dyslektyczkami dlatego prosimy o wyrozumiałość j=
eśli chodzi o ortografię."
I cóż wynika z faktu, że macie dysortografię, dysleksję, pandemonię, skręt kiszek, Bóg jeden wie co jeszcze?
Pragnę zauważyć, iż nie jestem sekretarką ani korektorem, więc nie zamierzam bawić się w poprawianie efektów czyjejś tzw. "dysleksji". Tym bardziej, że osobiście znam dyslektyków, którzy potrafią się postarać i napisać piękny tekst, wkładając w to co prawda trochę wysiłku, ale czyż nie o to tutaj chodzi?
Abstrahując już od dyslektyków, pójrzcie na taki przykład "opowiadania":
Jest 27 września sobota, wczesny ranek grupka około 15 osób właśnie wysiadło na peronie w Katowicach, i podzieliło się na kilka małych 4— 5 osobowych grupek. Jedna z grup będzie tu naprawdę ważna. A jest to bowiem grupka składająca się z jednej dziewczyn w wieku trzeciej gimnazjum była to brunetka ścięta jak chłopak, jest tam też dziewczyna o włosach do ramion czarnych jak krucze pióra licealistka pierwszej klasy, była z nimi niska dziewczyna o bardzo wydatnym biuście i farbowanych na ciemną czekoladę włosach do ramion była z drugiej liceum. I ostatnia z dziewcząt krótko ścięta o włosach w jednym z odcieni czerwieni i wieku 19 lat które skończyła dzień wcześniej oraz blondyn w wieku 21 lat ścięty na grzybka. Wszyscy ze sobą rozmawiali i kierowali się do celu jakim było miejsce gdzie odbywał się tegoroczny konwent mangi i anime.
Gdyby autor/-ka raczył/-a przeczytać swój własny tekst, z pewnością zauważył(a)by jego niespójność. Nie ma tutaj wstępu, nie ma epickości, jest tylko mieszanina bezwartościowych słów, które ktoś posklejał w taki sposób, że sprawiają wrażenie, jakby miały się za chwilę rozpaść.
Nim poprzednie opowiadanie upadnie z hukiem i Prorok zatrzęsie się w posadach, rzućmy okiem na inny fragment:
— On jest cudowny!!!!!! —krzyknęła Hermi
— Nie wątpię ,ale o kim mowa??
— NA PEWNO NIE Z MOJEJ WINY!— ławka ,która stała obok odleciała kilka metrów i rozbiła się o ścianę.
— Skąd ta niechęć do mojej rasy i po części twojej?— nauczyciel zdawał się nic nie zauważyć.
— Nie musisz mi przypominać.. znaczy panie profesorze— nagle zmienił się jej głos i zaczerwieniła się.
— Spokojnie ,możesz mi mówić na ty.
— Dziękuje ,ale wole wrócić do poprzedniej wersji, sir.
— Skoro wolisz... ale skąd ta niechęć?
— Proszę tego nie wziąć za obrazę, sir, ale pańska rasa nie należy do uwielbianych.
— Wiesz kiedyś czczono nas.. wiele kultur to praktykowało, dopóki nie dowiedzieli się do czego służy kołek…,ehhh
Może nawet z tego tekstu coś wynika, kto wie. Ale nie istnieją w nim logicznie postawione kropki, przecinki, myślniki — czyli to, co stanowi fundament utworu literackiego. I jak to pokazać światu?
4. Oryginalność, a raczej jej brak. Pomysły na opowiadania poszły w las.
Zadziwiające, jak bardzo co poniektórym nie chce się pomyśleć nad tym, co piszą. Wątpię, czy w ogóle zastanowili się, co chcą stworzyć, jak pragną to przekazać innym, jakim sposobem ich zaciekawić. Stukają trochę w klawiaturę i nie wiadomo po co przesyłają to do mnie. Mnie to nie przeszkadza, po prostu przybywa mi jedna wiadomość w folderze "Odrzucone".
Spójrzmy na nader oryginalny tekst, którym otrzymał (jest to cała zawartość e-maila):
Już za późno. Za późno. Za późno— te okropne dwa słowa, odbijały się echem po jego głowie.— Za późno, a on jest mordercą. Tak... mordercą...— przerażało go to.— Zabił ją, pomimo iż nawet nie widział jej tego dnia na oczy. ZABIŁ JĄ!
Dlaczego?— jakże często w ostatnich dniach zadawał sobie to pytanie.—Dlaczego nie chciał jej słuchać? Kiedy mówiła mu... tłumaczyła... Kiedy jeszcze MOGŁA mówić!
A teraz? Został stary cmentarz i biała mogiła, ocieniona przez drzewa. A gdzieś tam... pod ziemią... były oczy. Te cudne, kochane oczy. Oczy, które już nigdy na niego nie spojrzą. Oczy, które zamknęły się już na zawsze. Z JEGO winy!!!
Zatrząsł się. Z jego piersi wyrwał się szloch. A potem następny. I następny. Rozpłakał się już zupełnie. Upadł na kolana przed białałą mogiłą. Kamieniem który skrywał tą którą kochał.
Gdyby ją wysłuchał. Gdyby jej uwierzył. Gdyby przy niej wtedy był! Nie zrobiłaby tego... Nie leżałaby teraz na tym starym cmentarzu. pod białą mogiłą.
—Samobójstwo. Popełniła samobójstwo— tylko to pamiętał z rozmowy z policjantem. To i nóż kuchenny. Z początku nie mógł... nie chciał zrozumieć, dlaczego jest czerwony aż po uchwyt.
Nie usłyszał kroków za sobą.
—To nie ma sęsu— powiedział ktoś kładąc mu rękę na ramieniu.— Chodź, wszyscy cię szukają.
Spojrzał szalonym, niewidzącym wzrokiem na przyjaciela jednak wstał i ruszył za nim. Ale przy bramie cmentarza obejrzał się jeszcze raz. Spojrzał na białą mogiłę skąpaną w świetle księżyca. Na biały kamień który skrywał tą którą kochał.
Cmentarz, rozumiem: mogiła. Człowiek w rozpaczy; morderca. Wszystko w porządku. Ale w ten sposób, bez urazy, napisałby przedszkolak. Poza tym, taki fragment (założywszy oczywiście, że ktoś by go solidnie poprawił, a najlepiej — napisał od nowa) mógłby posłużyć co najwyżej za wstęp do opowiadania.
Notabene, ktoś tam widzi fantasy?
Inny fragment wesołej twórczości:
Teoretycznie wszystko ma swój początek. Jednak kto by sie przejmował teorią? No może oprócz tych co ja tworzyli...Wincent nie lubił rzeczy, których bytu nie da się uzasadnić.Ot chociażby taka woda.Wiadomo,że woda bierze się z nieba.Powód jest tu PROSTY I CZYTELNY (jak mawiała jego mama). Zupełnie przeciwnie prezentowała sie sytuacja Smoka,którego właśnie znalazł na trawniku.Wincent zebrał w sobie resztki poszarpanej juz przez trudne dziecinstwo odwagi, podszedł do przybysza igrzecznie zapytał:
—A ty tu kurwa skąd?
—Eeeee...Nie wiem i olewam?—Smok najwyraźniej nie przejmował sie zbytnio, iż właśnie zamordował pare niewinnych marchewek.
—Musze przyznać,iż nie takiej odpowiedzi oczekiwałem...Spodziewałem się raczej usłyszeć..."Zostałem teleportwany ale chyba coś nie wyszło" czy chociażby prozaiczne "Wpadłem yyy...na kawe".
—A po jakiego grzyba mam Ci tak truć?
—Ponieważ tak powinna wyglądać rozmowa?!
—Serio?—Smok wyciągnął spod skrzydła pilnik i zaczął pracowicie ostrzyć pazury. Wincent czuł, że coś go ominęło.Nie był jeszcze dokońca pewny co jednak postanowił to jak najprędzej ustalić.
—No ale przecież musi być jakaś przyczyna!
—Oj nie wrzeszcz tak! Wiesz jak trudno robić sobie maniqiure w takiej pozycji?!
—PRZESTAŃ!!!!
—No dobra, dobra spokojnie! Wdech, wydech, wdech, wydech! Lepiej Ci?
Muszę przyznać z uśmiechem, że trudno o kawałek lepszej fantasy. Arcydzieło kunsztu magicznego, padam na kolana.
—Witaj mój drogi Dumbledore!! Jak tam zdrówko? – wysapała z okropnym żabim uśmiechem (trzeba przyznać że właśnie zakończyła godną podziwu, jak na jej wiek, ucieczkę przed irytkiem co tłumaczy jej zachowanie).
—W porządku! Naprawdę strasznie podobał mi się ostatni pani artykuł o tym jak tracę zmysły i zachowuję się jak stary troll! Doprawdy rozkoszne porównanie.
—No tak, tak... Ale dość tych uprzejmości. Wpadłam do pana z pewną propozycją nie do odrzucenia!
—No tak. Wiec słucham uprzejmie.
Po tej jakże cudownej wymianie zdań oboje usiedli z tajemniczymi minami.
Zaczęła Rita:
—Więc wpadłam, jak zwykle, na genialny pomysł. Jak pan wie (lub nie) ostatnio świat mugoli zalały programy typu reality show – powiedziała z dumą – wszyscy z zapartym tchem oglądali kolejne odsłony Knajpy czy Małego wujka. Jednak z programu na program oglądalność była trochę mniejsza. I ja wiem dla czego!! Błędem było robienie takich programów tylko o dorosłych!! Przecież z dziećmi wyszłoby to o wiele lepiej! – krzyknęła jednym tchem.
Dumbledore korzystając z tego, że się zapowietrzyła wtrącił cicho:
—Czyżby pani do czegoś zmierzała?
—Ależ oczywiście! (i znów powtórzyła interesującą wypowiedź na temat słuszności jej pomysłu).
Zapowietrzenie numer II dało dojść do głosu rozbawionemu staruszkowi ( czytaj dumbledore).
—Czyżby pani zamierzała mi powiedzieć, że chce prowadzić jakiegoś małego wujka na terenie mojej szkoły? A do udziału w tym programie zatrudnić mnie, nauczycieli i naszych wychowanków? Czyżby po to przez blisko 20 min. Tak uprzejmie wyjaśniała mi pani na czym polega reality show ??
Przez chwilę Ritę zatkało (tylko nie wiadomo do końca co...). Szybko jednak zreflektowała się i znów przystąpiła do walki z ironicznym uśmieszkiem:
Może pomysł ciekawy. Może. Ale czy nie można by temu "dziełu" poświęcić więcej niż kilku minut? Wygładzić słowa, dopieścić interpunkcję, zastanowić się, czy wypowiedzi bohaterów brzmią logicznie? Ale nie; trzeba chaotycznie nawrzucać słów do wora i worem rzucić w Vala.
Cóż, moi drodzy, tak sprawa wygląda. Opowiadań odrzucam mnóstwo. Żałuję, że ostatnio wyczyściłem folder "Odrzucone", bobym Was poczęstował jeszcze sporą plejadą gwiazd kunsztu literackiego; szkoda, żem tylko ja je czytał.
Tym, którzy chcą wysłać do mnie opowiadanie, proponuję, by wnikliwie ten tekst przeczytali oraz porównali z tymi, które już są w Strefie.
Oczywiście z mojej propozycji nie trzeba korzystać. Nie zdziwcie się tylko, gdy dostaniecie ode mnie maila o zatrważająco długiej treści ("Nie!") albo nie dostaniecie żadnej wiadomości.
Valaraukar
8.05.2005, 15:21
Myślodsiewnia
jestem po stronie Valaraukara. przecież po przeczytaniu gniota (jeśli ktoś się już za to zabierze) może nastąpić odmóżdżenie. poza tym po co publikować coś co nie ma żadnej wartości??
13.07.2005, 17:26Nie zgadzam się. Gdybym publikował wszystkie nadchodzące prace, to ludzie zaczeliby robić sobie jaja, żeby tylko ich "praca" była gdzieś opublikowana. Tak samo jak niektórzy w Myśloodsiewni robią sobie jaja, tak samo wysyłaliby mi maile; dzięki temu nastąpiłby paraliż w ogóle.
28.06.2005, 10:53Valaraukar ma zupełną rację. Na co komu gnioty, ale może trzeba utworzyć jakąś dodatkową podstronkę na takie gnioty... tak dla polewy.
8.06.2005, 13:45Popieram Valaraukara. Po co komu i do czago nowy redaktor? Czyż Val dobrze sobie nie radzi? po cóż nam kłutnie i niepotrzebne spory które mogą naszą kochaną strefę doprowadzić do kresu jej istnienia? Mi tam pasuje taki układ jaki jest, a jeśli to co Val napisał jest jedynie ratowaniem własnego tyłka to muszę przyznać, że potrafi z klasą nie dać się wykopać. A jeśli chcecie więcej opowiadań, to piszcie, a nie czajcie się jak czajniki[jak ja], bo z czego Val ma je niby brać? Chociaż mógłby też swojego coś czasem dodać...:)
6.06.2005, 09:14Nie bardzo rozumiem, szczerze mówiąc, tę ideę nowego "redaktora". Obawiam się ponadto, że spowodowałoby to wyjątkowo niepożądane zamieszanie; dajmy tutaj przykład kilku prób reakcywacji prorokowego SMiC-u, które kończyły się klęską głównie z powodu braku porozmumienia między kilkoma niby-dyrektorami. Gdyby ktoś mi wszedł z buciorami w Strefę, nie sądzę, by długo ona potrwała. A poza tym - jak zwykle wszyscy mają złote pomysły, a nikt nie mówi o konkretach. Konkurs? Wybaczcie, ale chyba was zatłukę śmiechem. Jeżeli przejrzycie archiwum, zauważycie, że konkursów, plebiscytów, turniejów było już od metra, a z żadnego z nich nie wynikło nic dobrego. Także bardzo mi przykro - z pomysłów grupowej redakcji SF nici. Jeśli chcecie - możecie komentować w ten sposób, że stwierdzam tak, by chronić własną skórę.
1.06.2005, 14:10Valaraukar cos dziwnie milczy na temat nowego redaktora. moze obawia sie ze chcecie bo wyrzucic ze Strefy????? :)
23.05.2005, 11:16no to jak z tym nowym redaktorem mi tez podoba sie ten posmysł a co do bykow , nikt nie lubi czytac cos co ma mase błedow , ale czasem moga sie zdarzyc , i nie nalezy odrazu odrzucac tych opowiadan , a tak pozatym jedni maja talent i inni nie , ale sa tacy co juz pisza i pisza i sa wprawieni w tym , ale sa tacy amatorzy pocztakujacy , oni tez powinni miec szanse pokazania opowidan , moze słbych ale tez moze wrto je zobaczyc i dac wskazuwki jak lepiej pisac ???
22.05.2005, 19:21martssimo! zle mnie zrozumiales. Nie chodzi o to ze jestem polonista i dlatego mam bzika na punkcie bledow (chociaz to tez;)), ale o to, ze (tak jak powiedziala Madame Evans) jezeli ktos uwarza sie za pisarza i chce opublikowac swoje dzielo (niewazne gdzie czy na papierze, czy w internecie) to powinien miec chociaz troche kultury osobistej i pisarskiej (czego przejawem jest dopracowanie np.opwiadania)
21.05.2005, 18:16Martissimo - nie chodzi tylko o szczegóły techniczne. Poprawna ortografia i znośny styl to SĄ cechy dobrego opowiadania. Nie rzuca się czytelnikom jakichś ochłapów, w których jest błąd na błędzie. Poza tym - od czego jest program Word i beta readerzy? Jeżeli ktoś podejmuje decyzję o pokazaniu swego tekstu ludziom na oczy, to powinien go dopracować do ostatniej literki. I to niezależnie od faktu, czy będą go czytać poloniści, czy też nie.
18.05.2005, 16:39W takim razie inaczej: czy to jest strona polonistów?? Nauczycielu polskiego, wiem jak to jest poprawiać czyjeś błędyi wie, że nie jest to ciekawe zajęcie. Jednak o ile się nie mylę to chodzi głównie o fabułę nie o "szczegóły techniczne". Mimo wszystko pomysł z redaktorem mi się podoba.
18.05.2005, 14:31