Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Tibi et igni

Virginis Tenebris Snape

Od autorki:
„Tibi et igni” na samym początku miało być jednoodcinkowym opowiadaniem, ale w końcu zdecydowałam się, że jednak warto zrobić z tego coś dłuższego. I tak oto powstała krótka seria. Każda z części jest listem. Listem w którym starałam się oddać uczucia bohaterów, którym Rowling poświęciła moim zdaniem trochę za mało uwagi. Przedstawiłam w skrócie ich życie tak jak ja je widzę. Mam nadzieję, że mi się udało. Starałam się wplątać w treść moje przypuszczenia biegu wydarzeń, które miały widoczny skutek we wszystkich częściach „Harry’ego Pottera”.
Chciałabym podziękować wszystkim, którzy przeczytali i skomentowali moje opowiadanie (szczególnie Anulci, kkate, Galii, Nimfadorze oraz Hermi, która podsunęła mi pomysł na głównego bohatera ostatniej części) oraz Cursie Saiph – mojej becie.




*Tibi et igni – Dla ciebie i dla ognia (łac.)
Wszystkie kawałki piosenek pochodzą z płyty „Dla ciebie” zespołu „Sumptuastic”.



I

Śpij... Zamknij oczy... Śnij... Śnij...

Pierwsze wspomnienie Ciebie jest tak wyraziste, że nie raz dziwiłem się, że pamiętam każdy szczegół. Leżałaś na kanapie. Twoje kasztanowe włosy rozsypały się na szkarłatnym obiciu, a w ręce zwisającej z oparcia trzymałaś podręcznik od eliksirów. Nie wiem, co skłoniło mnie do podejścia do Ciebie. Na pierwszy rzut oka byłaś przecież taka sama jak wszystkie inne pierwszoklasistki. Dla innych, ale nie dla mnie. Czasem zastanawiałem się, co przykuło wtedy moją uwagę. Nie mogłem do tego dojść przez wiele lat, aż któregoś dnia zrozumiałem. To był Twój uśmiech. Uśmiechałaś się śpiąc na tej nieszczęsnej, noszącej ślady wiekowego użytku, kanapie. Wyjąłem Ci książkę z ręki i przykryłem kocem. Zamruczałaś przez sen, ale się nie obudziłaś tylko naciągnęłaś na siebie koc i zwinęłaś się jak kot. Nie znałem Cię, a mimo to poczułem, że coś mnie z Tobą wiąże. Kiedy wróciłem do dormitorium jeszcze tego samego wieczoru dowiedziałem się od Jamesa, że nazywasz się Lily Evans. Nie, nie pytałem się o to. Temat sam jakoś zszedł na pierwsze klasy i gdy Syriusz zaczął żartować, czy któremuś z nas podoba się jakaś nowa Gryfonka, James z rumieńcem na policzkach przyznał się i powiedział nam o Tobie. Syriusz zaczął się podśmiewać, że zawraca sobie głowę jakaś małolatą, lecz sam gdy kilka lat później zainteresował się Dorcas, to rok różnicy przestał mu przeszkadzać. Odbiegłem jednak od tematu. Przez wiele miesięcy obserwowałem Cię z daleka. Widziałem, jak James próbuje zwrócić na siebie Twoją uwagę, a Ty bezustannie od niego uciekałaś. Rozumiałem Cię. James był porywczy i niezorganizowany. Strasznie chciał się popisać przed wszystkimi i to chyba było przyczyną tego, że przez sześć lat zdążyłaś go znienawidzić. A może tak Ci się tylko wydawało? Dla mnie jednak zawsze byłaś... miła. Pamiętam jak wieczorami czasem odrabialiśmy razem prace domowe z dala od rozpraszających śmiechów i wygłupów trzech z Świętej Czwórki Huncwotów. Wiedziałaś, że jestem jednym z nich. Na pewno nie tak jak Łapa czy Rogacz, ale byłem. Mimo wszystko lubiłaś mnie i szanowałaś. To zawsze mnie mówiłaś „cześć” na korytarzy ostentacyjnie wymijając Jamesa. Czasem myślę, że miał do mnie o to żal. Nie, nie podobałaś mi się jako kobieta. Byłaś bardzo ładna, ale nie tego w tobie szukałem. Chciałem znaleźć zrozumienie i wsparcie w twoich oczach. Nie wiedziałaś, jak bardzo go wtedy potrzebowałem. Każda zbliżająca się pełnia niosła ze sobą strach i przerażenie. Nie mogłem Ci tego powiedzieć, ale któregoś dnia sama się dowiedziałaś. Tak... To była chyba twoja trzecia, a moja czwarta klasa Hogwartu. To stało się tak nagle, przez przypadek. Za dużo powiedziałem i domyśliłaś się w ciągu kilku sekund kojarząc fakty. Byłaś bystra. Bystra i cholernie inteligentna. Teraz wydaje mi się, że to był jeden z najlepszych dni w moim życiu.

A ja będę twym aniołem... Twą radością, smutkiem, żalem...

Od tamtego momentu zostałaś moim aniołem stróżem. Przyjęłaś inna taktykę niż moi przyjaciele. Zamiast omijać z daleka rozmowy na t e n temat zmuszałaś mnie do nich. Powoli zacząłem się przyzwyczajać i akceptować to kim jestem. James, Syriusz i Peter nie zdawali sobie sprawy, jak bardzo jesteś mi bliska. I jak mi pomogłaś. Zajęci robieniem dowcipów Severusowi nie zwracali uwagi na to, co robię, kiedy oni podkładają w ślizgońskim dormitorium żabi skrzek pod prześcieradła. W końcu, gdy nadszedł mój ostatni rok nauki w Hogwarcie, James bardzo się zmienił. Syriusz z resztą też. Obaj wydorośleli. Chyba zrozumieli w końcu, że ich żarty tylko im wydają się śmieszne, a może po prostu dla nich też przestało to być zabawne? Zaczęłaś bardziej przychylnie patrzeć na Jamesa i zanim się obejrzałem byłaś jego dziewczyną. Miałaś na niego naprawdę duży wpływ. Cieszyłem się z tego, że to jest właśnie on. Koniec końcem był w porządku. Miałem pewność, że cię nie skrzywdzi. Któregoś dnia zapytał mnie, skąd tak dobrze Cię znam. Odpowiedziałem: „Miej serce i patrz w serce, James. Zobaczysz wtedy wiele rzeczy”. Nie wiem, czy zastosował się do mojej rady, ale mam nadzieję, że przynajmniej się nad tym zastanowił. Kiedy skończyliśmy szkołę, przeprowadziłem się do małego mieszkanka w Londynie. To mi w zupełności wystarczyło. James proponował mi zamieszkanie razem z nim w Dolinie Godryka, ale odmówiłem. Wiedziałem, że czeka na Ciebie. I rzeczywiście. W niecałe dwa lata później byłem świadkiem na waszym ślubie. Pamiętam, jaki byłem dumny stojąc za wami, kiedy przyrzekaliście sobie miłość i wierność do końca życia. Taki był układ: ja – świadkiem, Syriusz – chrzestnym waszego przyszłego dziecka. I rzeczywiście. Trzydziestego pierwszego lipca przyszedł na świat mały Harry Potter. Pomimo tego, że miałaś na głowie dziecko i cały dom, bo James znikał na całe dnie w Ministerstwie, nie zapomniałaś o mnie. Byłem częstym gościem w waszym domu i spędziłem mnóstwo czasu na rozmowach z Tobą. Prosiłaś mnie, żebym został z Harry’m, gdy musiałaś gdzieś wyjść, a godziłem się na to z największą radością. Uwielbiałem tego małego. Był taki zabawny i tak podobny do Jamesa! Tylko oczy miał po Tobie. Oczy, w których widzę Twój cień do dziś.

Będę gwiazdą na twym niebie... Będę zawsze obok ciebie...

Nie mogłem uwierzyć, kiedy Syriusz blady na twarzy aportował się przed moim mieszkaniem i wykrztusił, że słyszał o wypadku w Dolinie Godryka. Już wtedy powinienem się zorientować, że jest niewinny. Ale nie. Sam siebie przekonywałem, że to ty. Chciałem zrobić wszystko, byleby tylko nie dopuścić do siebie myśli, że gdybym był bardziej czujny, to teraz czekalibyście na mnie w domu. Tak... Dziś są twoje czterdzieste urodziny. Nie wiem, czy to coś da. Nie wiem, czy usłyszysz to, co czytam stojąc nad kamienną, marmurową płytą z wygrawerowanym napisem: Lilian Evans; 16.08.1960 - 31.07.1981. Nie wiem. Pamiętam, jednak twoje ostatnie zdanie skierowane do mnie. Wychodząc spytałem Cię, czy to wszystko kiedyś się nie skończy. Bo przecież nic nie trwa wiecznie. Nawet przyjaźń. Odpowiedziałaś, że nie wiesz, ale Ty zawsze będziesz przy mnie. Trzymam Cię za słowo. Do zobaczenia, Lily.

Remus

II

Teraz wiem, że warto żyć
Warto kochać, marzyć, śnić


Nie wiem, synku czy kiedykolwiek znajdziesz ten list. Mam nadzieję, że nie będziesz musiał. Dlaczego go napisałam? Zacznę od początku. Kiedy się urodziłeś byliśmy z Jamesem w siódmym niebie. Byłeś taki malutki i bezbronny. Pamiętam, jak Twój tata nie wiedział jak brać Cię na ręce. Miałam łzy w oczach zawsze, kiedy widziałam was razem. Wreszcie miałam dla kogo żyć. I walczyć. Niedługo po tym, jak przyniosłam Cię ze Św. Munga, James dostał pracę w Ministerstwie Magii. Zdał kurs na aurora z odznaczeniem. Nigdy nie żałowałam, że zrezygnowałam z kariery rok przed zakończeniem Szkoły Aurorów. Byłam taka dumna, chodząc raz w miesiącu na Pokątną do Madame Malkin, bo nie mieściłam się w moje ubrania. Czułam się wspaniale, mając świadomość, że już niedługo zostanę mamą. Nie mogłam doczekać się wyznaczonego przez uzdrowiciela dnia trzydziestego pierwszego lipca. Syriusz zawsze śmiał się ze mnie widząc, jak nałogowo gromadziłam przeróżne pluszowe misie, aż w końcu sam poszedł w ślady Remusa, który szybko podchwycił moje nowe hobby i za każdym razem, kiedy nas odwiedzał, przynosił nowego misia. Kiedy to piszę, siedzę właśnie pośród tych wszystkich pluszaków tuż obok Ciebie. Śpisz sobie smacznie w łóżeczku, które James sam zrobił, spędzając długie wieczory w garażu i warcząc na każdego, kto mu przeszkodził. Wiesz, kochanie, nigdy bym nie przypuszczała, że Twój tata tak się zmieni. Gdybyś go zobaczył kilka lat temu! Ciągle miał w głowie tylko jakieś głupie żarty. Napiszę szczerze – nie znosiłam go. Z całej czwórki Huncwotów tolerowałam tylko Remusa. Był moim najlepszym przyjacielem i został nim do dziś. Pewnie się zastanawiasz, po co Ci to piszę? Mogłeś usłyszeć mnóstwo różnych historii o swoim ojcu. A każdy widział go i znał z innej strony. Mam wrażenie, że tylko ja zobaczyłam go takim, jaki jest naprawdę. Pod tym swoim twardym pancerzem Pana-Ja-Jestem-Najlepszy, krył się całkiem miły chłopak. Pewnie gdyby się dowiedział, że Ci to piszę, nie pozwoliłby mi skończyć. Syriusz zawsze opowiada Ci, jak to on mówi „na dobranoc”, jakąś ich zwariowaną przygodę. Nawet nie wiesz, ile ja się dowiedział rzeczy z tych jego „bajeczek”! Ty sam odziedziczyłeś po nim bardzo wiele. Widać to już teraz, kiedy tak zdecydowanie i mocno ściskasz mnie za rękę i śmiejesz się na widok miotły. Pewnie też będziesz szukającym. Jak każdy Potter.

Mieć nadzieję w lepszy świat
Przecież wierzysz tak jak ja
Bo to dla nas powstał świat
Świecą gwiazdy, wieje wiatr


Wszystko zmieniło się diametralnie, gdy Severus Snape wrócił na naszą stronę. Kiedy tylko James dowiedział się, że Dumbledore zaufał jego zagorzałemu wrogowi i Śmierciożercy, wpadł w prawdziwą furię. Poleciał zaraz do dyrektora i z późniejszych słów Minerwy McGonagall wywnioskowałam, że zrobił mu niezłą awanturę. Oczywiście bezskuteczną. Ja sama pod koniec szóstej, a jego siódmej klasy zawiodłam się na Severusie strasznie. Do tamtej pory lubiłam go. Wydawał mi się taki... inny. Ale gdy pewnego dnia przez przypadek zobaczyłam mroczny znak na jego przedramieniu, przepłakałam chyba cały dzień. Nie wytrzymałam i powiedziałam o tym Remusowi, który od razu zauważył, że coś jest nie tak. To on powiadomił o tym Dumbledore’a. Więc mnie również było ciężko kiedy usłyszałam od Jamesa o jego powrocie na naszą stronę. Nie potrafiłam mu ponownie uwierzyć. Z czasem jednak przyzwyczajałam się do jego obecności na zebraniach Zakonu Feniksa. Nigdy się do mnie nie odezwał. Wiedziałam, że bał się usłyszeć ode mnie tego samego, czego nie omieszkali powiedzieć mu James i Syriusz. Milczeliśmy oboje. Kilka miesięcy temu przekazał Dumbledorowi, że Sam-Wiesz-Kto dowiedział się o przepowiedni. Pamiętam jak zemdlałam, kiedy Syriusz aportował się u nas i wydusił to, co usłyszał. Od razu padła decyzja o Zaklęciu Fidellusa. Twój tata ręczył za Syriusza, który z kolei wypierał się tego jak mógł, mówiąc, że Sam-Wiesz-Kto jego pierwszego będzie podejrzewał o bycie Strażnikiem Tajemnicy, więc padło w na Petera. Wszyscy pocieszali mnie jak mogli, ale ja miałam złe przeczucia. Widziałam także strach w oczach Jamesa, który starał się ukryć wszystkie emocje, żebym nie zorientowała się, że on też się boi. Żebym miała jakieś oparcie. Ale ja zdawałam sobie sprawę z tego, że Twoje życie wisi na włosku. Nadal to wiem. Za każdym razem, kiedy słyszę kołatkę, wzdrygam się po czym uświadamiam sobie, że ON na pewno by nie pukał.

Więc pokocham ten nasz świat
Już nie będziesz więcej sam


Znowu płaczę. Patrzę na Ciebie i nie mogę nawet pomyśleć, że może Cię nie być. Że możesz tu nie leżeć i nie przytulać jednego z co najmniej setki misiów. Po prostu nie mogę. Obiecałam sobie, że będę Cię chronić ze wszystkich sił. Do końca. Koniec... To straszne słowo. Razem z Jamesem będziemy robić wszystko, żebyś nie musiał dostać kiedyś tego listu od mojej siostry. Wiem jednak, że wszystko zależy teraz od Petera. Czy będzie dość silny? Musi. Staram się cieszyć z każdego dnia. Z każdej nocy, kiedy budzisz mnie swoim płaczem. Ale tak na wszelki wypadek - żegnaj, Harry. Zawsze będę obok ciebie. Pamiętaj o tym i pamiętaj o mnie i tacie. Kochamy Cię, synku. Bardzo.

Mama

III

Wraz z tysiącem innych statków wypłynęłaś w niewiadomym Ci kierunku…

Pamiętasz nasze zabawy na podwórku? Nasze pierwsze rowerki, które dostałyśmy na Boże Narodzenie? Ja miałam wtedy sześć, a ty pięć lat. Jeździłyśmy jak szalone, nie zwracając uwagi na oburzonych przechodniów. Uwielbiałam te nasze „wypady”. Mama nie raz była zła, że wracamy tak późno. Ale wtedy to nie miało znaczenia. Liczyło się uczucie wiatru uderzającego w twarz. Tylko to. Od czasu kiedy dostałam list do Hogwartu, czułam, że oddalasz się ode mnie. Widziałam, jak męczysz się za każdym razem, kiedy wracałam na wakacje czy ferie do domu. Unikałaś mojego wzroku. Zaciskałaś pięści na blacie stołu tak mocno, że bielały Ci knykcie. Nie rozumiałam dlaczego. Zawsze myślałam, że będziesz dla mnie nie tylko siostrą, ale także przyjaciółką. Co gorsza, zamykając się w sobie, nie wiedziałaś, co chcesz osiągnąć. Ja też nie wiedziałam. Dopiero wiele lat później zaczynałam się wszystkiego domyślać.

Wiatr pchnął Twe marzenia w wielki żagiel zapomnienia...
Byłaś ciągle zagubiona w rozpędzonym szarym świecie...


Kiedy wróciłam na wakacje po ukończeniu piątej klasy nie wytrzymałaś. Nadal czasem śni mi się Twój krzyk. I przerażona twarz mamy. Powiedziałaś mi wtedy, że nie jestem już dla Ciebie siostrą. Że chciałam zając jej miejsce w życiu naszej rodziny, przynosząc kartki z pochwałami od nauczycieli i wymachując tym, jak nazwałaś moją różdżkę, „patykiem”. W pierwszej chwili nie mogłam uwierzyć, że to ta sama mała dziewczynka, z którą ścigałam się na rowerze. Tamtego wieczoru wybiegłaś z domu i wróciłaś dopiero następnego dnia. Próbowałam z Tobą porozmawiać, ale mi nie pozwoliłaś. To były chyba moje najgorsze wakacje. Przepłakałam wiele nocy, patrząc, jak mijasz mnie w przedpokoju, wpatrując się w podłogę oczami pełnymi nienawiści. Obwiniałam siebie. Byłam pewna, że gdybym nie była tak zaabsorbowana szkołą i poświęcała Ci więcej czasu, byłoby tak jak dawniej. Nawet nie wiesz, jak ja wtedy Cię potrzebowałam. Pomimo, że byłaś młodsza, zawsze umiałaś mi doradzić i pocieszyć. Jeszcze przed kłótnią opowiedziałam Ci o Jamesie Potterze. Nie wiem, czy zapamiętałaś chociaż jedno moje słowo. Nie, nie mam Ci tego za złe. Kiedy minął już pierwszy szok, zaczęłam mieć straszne wyrzutu sumienia. W siódmej klasie wymykałam się z zamku w weekendy i obserwowałam cię. Ucieszyłam się, kiedy zaczęłaś spotykać się z Veronem Dursley’em. Nie znałam go, ale wyglądał na porządnego chłopaka. Wiedziałam, że sobie poradzisz. Byłaś bardzo silna i zdecydowana.

Teraz płyniesz swoim statkiem oszukując czas i życie...
I oddalasz się powoli w zapomnieniu gubiąc życie...


Zaczęłam się poważnie niepokoić dopiero wtedy, gdy dwa lata później dowiedziałam się od taty, że wychodzisz za mąż. Nie przypuszczałam, że zdecydujesz się na ślub tak szybko. Nie przysłałaś mi zaproszenia na uroczystość, ale mimo wszystko przyszłam. Stałam z Jamesem za tym wielkim drzewem przed kościołem i łzy same cisnęły mi się do oczu. Jeszcze tego samego dnia, James oświadczył mi się. Aby powiadomić o tym rodziców zjawiłam się z Jamesem w domu tydzień później. Sama otworzyłaś nam drzwi. Trzymałaś w ręce stosik ubrań. Wpuściłaś nas bez słowa i wbiegłaś po schodach na górę. Mama powiedziała, że pakujesz swoje ostatnie rzeczy i wyprowadzasz się z Veronem na Privet Drive. Była bardzo zaskoczona. gdy James poprosił ją o moją rękę. Ba! Sama o mało nie padłam z wrażenia. I wtedy zobaczyłam, jak spoglądasz na nas w połowie schodów. Zostawiłam zaproszenie również dla Ciebie. Za rok nie widziałam Cię jednak na moim ślubie. A może byłaś, tylko tak jak ja nie miałaś odwagi wyjść? Dudley urodził się dwa miesiące wcześniej od Harry’ego. Wtedy już wiedziałam, o czym marzyłam przez cały ten czas. Żeby nasze dzieci bawiły się kiedyś razem, w jednej piaskownicy. Wbrew pozorom, Twój świat i świat czarodziejów, nie były takie odległe. Dla nas ta granica była nie do pokonania. Kiedy dowiedziałam się, że Voldemort wie o przepowiedni, przekroczyłam tą dzielącą nas barierę jako pierwsza. Stałam przed Twoim domem i z wahaniem nacisnęłam dzwonek. Veron powiedział mi, że Cię nie ma i zatrzasnął mi drzwi przed nosem. Czekałam. Siedziałam w parku niedaleko chyba cztery godziny, aż w końcu usłyszałam stukot obcasów o chodnikową kostkę. Nie poznałam Cię od razu. Miałaś na sobie elegancką, beżową garsonkę i włosy prosto od fryzjera. Zawołałam, ale tylko przystanęłaś, po czym ruszyłaś dalej. Pobiegłam za Tobą. Dogoniłam Cię tuż przy progu. Kiedy odwróciłaś się w moją stronę, spodziewałam się wszystkiego, tylko nie łez. Chyba po raz pierwszy widziałam jak płaczesz. Potem, w Twoim chirurgicznie czystym salonie płakałyśmy obie. Poprosiłam, żebyś zaopiekowała się Harry’m gdyby coś mi się stało. Te słowa podziałały na Ciebie jak kubeł zimnej wody. Odmówiłaś. Wybiegłam z Twojego domu, prawie przewracając Verona. Ostatnie, co zobaczyłam przez łzy, to jego obcy wyraz twarzy. James wrócił późno z akcji, więc niczego nie zauważył. Od tamtej pory nie widziałam Cię. Postanowiłam napisać jednak ten list. Przemyśl sobie to wszystko, Petunio. Nie mam do Ciebie żalu i proszę Cię żebyś i Ty zapomniała o przeszłości, oddzieliła ją grubą kreską. Teraz nie ma ona żadnego znaczenia. Nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze będę miała szansę przeprosić Cię za... wszystko, porozmawiać. Każdy nowy dzień niesie strach przed jutrem. Nie, nie piszę tego po to, by wywołać w Tobie wyrzuty sumienia. Nie mam do Ciebie pretensji. Chcę jednak prosić Cię jeszcze raz o to samo, co kilka miesięcy temu. Gdyby coś mi się stało – zaopiekuj się Harry’m. Jestem gotowa zrobić wszystko, byleby tylko zapewnić mu bezpieczeństwo. Myślę, że patrząc na Dudleya, jesteś w stanie mnie zrozumieć. Jeżeli czytasz ten list oznacza, że już stoisz przed wyborem. Mój Boże... Nawet nie jestem w stanie przewidzieć, czy w ogóle ktoś przekaże Ci tą skrzyneczkę, do której za chwile włożę ten kawałek pergaminu, a nawet jeśli, to czy ją otworzysz. Do zobaczenia, Petunio. Być może staniemy jeszcze kiedyś naprzeciwko siebie bez grymasu na twarzy. Będę czekać na taką chwilę. Nie ważne czy TAM czy TU. Po prostu - będę.

Lily Evans Potter

IV

Pytam się czasami siebie,
skąd przyszedłem? Dokąd iść?
Czy potrafię żyć bez Ciebie?
Czy mój świat to tylko Ty?


Kiedy po raz pierwszy przekroczyłem bramę Hogwartu, wiedziałem, że czeka mnie najwspanialsze siedem lat życia. Pierwszego dnia poznałem moich trzech współlokatorów: Remusa, Petera i Syriusza. Nie, nie myśl sobie, że moja przyjaźń z Syriuszem zaczęła się już wtedy. Prawdę mówiąc – nie znosiliśmy się. Tak... Dopiero potem wszystko się zmieniło. Cała pierwsza klasa zeszła nam na szpiegowaniu Ślizgonów i zarabianiu coraz to nowych szlabanów. Po jakimś czasie doszedłem do wniosku, że w ciągu jednego roku mieliśmy o wiele grubszą teczkę niż niejeden uczeń po ukończeniu szkoły. Byliśmy z tego diabelnie dumni. No, może prócz Remusa, który cały czas stał trochę na uboczu. W niektórych akcjach przydawał nam się jednak jego rozsądek i pomysłowość. A co tam... Pewnie nie raz uratował nam tyłki. W miarę szybko zorientowaliśmy się, że coś przed nami ukrywa. W końcu ile można wyjeżdżać do chorej cioci/mamy/babci? Kiedy odkryliśmy, co jest prawdziwą przyczyną tych jego nieobecności, trochę to nas zszokowało. Nie wiedzieliśmy, jak postąpić i czy powiedzieć mu, że wiemy. Powiedzieliśmy. Postanowiliśmy mu pomóc, ale żaden z nas nie miał pojęcia jak. Zauważyliśmy, że od pewnego czasu, coś go gryzie i zdołaliśmy wydusić z niego, że jest jeden sposób, aby mu pomóc, ale bardzo niebezpieczny. Jak się pewnie domyślasz niebezpieczeństwo mieliśmy w... nieważne. Kilka miesięcy później opanowaliśmy sztukę animagii. We wrześniu następnego roku, po raz pierwszy zobaczyłem Ciebie. Uczyłaś się transmutacji przy tym okrągłym stoliku w rogu pokoju wspólnego. Stałem i gapiłem się na Ciebie, nie zdając sobie sprawy, że wygląda to trochę dziwnie. Nie zobaczyłaś mnie. A ja przyglądałem się każdemu Twojemu ruchowi. Ocknąłem się dopiero wtedy, gdy zirytowany Syriusz pomachał mi ręką przed oczyma.

Czasem myślę, że rozumie,
po co ktoś nas uczył śnić.
Ale teraz to nieważne
nie ma sprawy, jest ok.!


Już wtedy zdałem sobie sprawę, że muszę bliżej Cię poznać. Bezskutecznie próbowałem zwrócić na siebie Twoją uwagę. Za którymś razem Remus nie wytrzymał i powiedział mi żebym przestał zachowywać się jak kretyn i po prostu z Tobą porozmawiał. Oczywiście nie posłuchałem. Byłem zły, kiedy zamiast się śmiać, gdy pojedynkowaliśmy się z Snape’m ty patrzyłaś na nas z wściekłością i broniłaś go. Dopiero później zrozumiałem, że zachowywaliśmy się jak skończeni kretyni. Wiele razy śniły mi się Twoje słowa wypowiedziane wtedy, nad jeziorem: „Jesteś taki sam jak on...”. Chyba to jedno zdanie dało mi dużo do myślenia. Przez całe wakacje gryzło mnie sumienie, aż w końcu powiedziałem o wszystkim Syriuszowi. Chyba nigdy nie zapomnę Twojej miny, kiedy zobaczyłaś mnie tamtej nocy na trawniku przed Twoim domem. Zeszłaś do mnie po dachu sycząc, że jestem wariatem. Miałaś na sobie taką śmieszną czerwoną koszulę nocną z małym, białym króliczkiem na piersiach. Nie wiem, ile czasu rozmawialiśmy. Pamiętam jednak, że kiedy wracałem do siebie Błędnym Rycerzem świtało. Dostałem od mamy niezłą burę, bo kiedy przez przypadek odkryła, że nie mam mnie w łóżku, Syriusz poplątał się w zeznaniach i mu nie uwierzyła twierdząc, że na pewno „łże jak pies”. No cóż... Nie powiem, żeby Łapa się tym przejął. W końcu on BYŁ psem.

Powiedz mi, dlaczego płaczesz?
Po policzku spływa łza.
Chociaż jestem, jaki jestem,
przytul do mnie mocno się!

Od tamtej pamiętnej nocy sam zauważyłem, że na niektóre sprawy patrzę inaczej. Przestałem szukać guza u Smarke... to znaczy... u Severusa. Musiałem się cholernie pilnować, bo ta odnoga piekła zaczęła sama mnie prowokować. Chyba ty też to spostrzegłaś. Wreszcie nasze rozmowy nie kończyły się tradycyjnym: „Odwal się, Potter!”. Muszę przyznać, że słownictwo to Ty miałaś wyrobione... Syriuszowi, któremu do tej pory raczej nie przeszkadzałaś, zaczął się wściekać, że ciągle z Tobą przesiaduje, a on idzie w odstawkę. Jak mu poradziłem, żeby zajął się czymś innym, to się na mnie obraził i tyle. W końcu musiał się pogodzić z nową sytuacja. Nawet nie wiesz, jaki byłem szczęśliwy, kiedy na pytanie czy zostałabyś moją dziewczyną, odpowiedziałaś zaskoczona: A to jeszcze nią nie jestem?”. Miałem ochotę odtańczyć taniec radości. Pamiętasz moją ostatnią noc w Hogwarcie? Noc pod pamiętnym bukiem? Na pewno. Nawet nie wiesz, ile wtedy bym dał, żeby zostać z Tobą na Twoim siódmym roku. Po ukończeniu szkoły złożyłem podanie do Szkoły Aurorów. Miałem pecha, bo dyrektorem był tam nasz były nauczyciel obrony przed czarną magią, który... eee... kojarzył mnie z nie najlepszej strony. Dopiero po namowach Dumbledore’a stałem się pełnoprawnym absolwentem SA. Nie powiem, że było łatwo. To była ciężka harówka, głównie na początku. Musieli być pewni, że damy radę. Dlatego właśnie odradzałem Ci pójście w moje ślady, ale rzecz jasna, nie miałaś zamiaru mnie słuchać i wkrótce widywałem się z Tobą na korytarzach SA. Z wielką ulgą przyjąłem Twoją zgodę na zamieszkanie wraz ze mną w Dolinie Godryka.

Mam tak mało, tak niewiele by Ci dać.
Tak niewiele dobrych chwili w oceanie trudnych lat.
Będę trzymać Cię za dłoń, choć będziemy iść pod prąd
Tobie to obiecać chcę

Jutro ślub Twojej siostry. Wczoraj zapytałem Cię, jak ty ze mną wytrzymujesz. Roześmiałaś się tylko. Mam jednak nadzieję, że odpowiesz sobie na to pytanie, bo widzisz... Ja chciałbym, żebyś wytrzymała ze mną trochę dłużej. Nie. Kiedy za jakieś dwadzieścia minut wyjdziesz z łazienki i przeczytasz ten pozostawiony na poduszce list, nie pytaj się o co mi chodzi. Po prostu... zastanów się. Dobrze, Lily?

James

V

Nie wiedziałem jak długa jest - noc samotności
Gdy minuty odmierza on - demon wieczności


Na początku pierwszej klasy nie pamiętam ani jednego dnia, żebym nie został wyśmiany i poniżony. Kiedy po raz pierwszy wstawił się za mną Remus, dostrzegłem promień nadziei. Byłeś wtedy z nim. Może to nie była Twoja inicjatywa, ale ja i tak nie zapomnę miny tamtego Ślizgona, kiedy rzuciłeś w niego klątwą. Już wtedy postawiłem sobie za cel być takim jak Ty. Zadanie miałem nieco ułatwione, bo Remus bardzo chciał mi pomóc, a Ty byłeś przecież jego najlepszym przyjacielem. Myślałem już, że wszystko się ułoży, gdy pojawił się on... Syriusz Black. Syriusz, którego nie cierpiałeś od czasu, kiedy pożarliście się w dormitorium o rodziny czystej krwi. Potem kłóciliście się dosłownie o wszystko. Aż do tamtego dnia...
Nie zdawaliście sobie sprawy, że byłem razem z wami w pokoju. Syriusz zwrócił Ci uwagę, żebyś nie rozrzucał wszędzie swoich ubrań, a Ty odfuknąłeś mu: „No jasne... Przecież Wielki-Pan-z-Dobrego-Domu nie przywykł do takiego bałaganu!”... Uderzył Cię zanim zdążyłeś dokończyć. Z mojego ukrycia trudno było cokolwiek zobaczyć, więc zdziwiłem się, gdy nie usłyszałem odgłosu oddawanego ciosu. Wychyliłem się odrobinę. Syriusz siedział na łóżku zakrywając twarz dłońmi. Stałeś nad nim nie wiedząc, co robić, aż w końcu usiadłeś przy nim. Rozmawialiście szeptem chyba dwa kwadranse. Dopiero później dowiedziałem się wszystkiego. Tego, jak jego rodzice kazali mu wierzyć w moc czystości krwi i nie zadawać się ze szlamami. Tego, jak nie mógł wytrzymać widząc, jak beztrosko żartujesz sobie ze wszystkiego nie przejmując się, co powie Twoja matka, gdy dyrektor wyśle do domu notkę z ocenami, na której będzie kilka Z... On zawsze musiał mieć co najmniej P. Podziwiał Cię i nienawidził jednocześnie. W każdym razie, od tamtej pory stałeś się jego najlepszym przyjacielem, a ja przestałem się liczyć. Nawet Remus się ode mnie odwrócił. Ciągle przecież musiał pilnować, żeby nie wyrzucono was ze szkoły. Miałem do was żal, że nigdy nie zabieraliście mnie na akcje twierdząc, że cztery osoby to zbyt duże ryzyko. Ale ja nie byłem taki głupi... Bo niby od kiedy ryzyko stanowiło dla was przeszkodę? Wiedziałem, że uważacie mnie za łamagę i nieudacznika. Odrobinę nadziei dostrzegłem dopiero, kiedy Remus przyznał, że jest wilkołakiem. Tak... Chyba właśnie wtedy zaczęliśmy nowy rozdział w naszym życiu... W dniu w którym po raz pierwszy, po wielu miesiącach prób, udało nam się zostać animagami, byłem tak szczęśliwy jak jeszcze nigdy. Wreszcie łączył nas jeden, wielki sekret. To było jak kontrakt... na milczenie. Czułem się taki wyróżniony, mogąc przemykać zwinnie do sęku Wierzby Bijącej, nie narażając się na uderzenia. Byliście w pewnym sensie zależni ode mnie, bo sami pod postaciami dużych zwierząt, nie mieliście możliwości podejść do niej na tyle blisko. Wreszcie byłem jednym z was tak naprawdę. Dopóki nie zjawił się Czarny Pan...

W nasze życie wkrada się mrok - zmieniając dusze
Gorzka prawda zabija w nas - wielkie uczucia

Pamiętam jakby to było dziś. Siedziałem sam w bibliotece. Byłem tak zajęty czytaniem, że nie zauważyłem, że ktoś siada obok mnie. Po podniesieniu głowy przestraszyłem się. Pierwszą moja myślą było to, że teraz ma możliwość odpłacenia mi za te wszystkie śmiechy podczas, gdy Ty przewracałeś go głową do dołu. Myliłem się. Kiedy Severus Snape odezwał się, głos miał cichy i spokojny. Powiedział, że wyczuł u mnie taką niezwykłą... moc. I że zna kogoś, kto potrafiłby pomóc mi ją rozwijać. Na początku mu nie uwierzyłem. Zaproponował mi żebym poszedł z nim na pewne spotkanie abym mógł stanąć z tym człowiekiem twarzą w twarz i dopiero potem podjąć właściwą decyzję. Zgodziłem się. Dwa dni później wymknęliśmy się z Hogwartu i już za jego granicami przenieśliśmy się świstoklikiem na jakąś polanę. Od razu zorientowałem się, że cos jest nie tak. Patrzyło na mnie kilkanaście, a z minuty na minutę coraz więcej zamaskowanych postaci. I wtedy przemówił ON... To było jak zapowiedź nowego, słonecznego dnia... Jak tchnienie życia. Wszystko, co było wcześniej przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Zanim skończył, czułem łzy cisnące mi się do oczu i rozpaczliwie próbujące wydostać się spod zaciśniętych powiek. Po powrocie do zamku byłem pewny czego chcę ponad wszystko... Zostać z NIM. Przez kolejne miesiące zacząłem nienawidzić Cię za to, co mówiłeś o czarnej magii i moim Panu. Nie mogłem wytrzymać tamtych rozmów, ale musiałem. Dla NIEGO. Byłem... jestem mu potrzebny, jak żaden z jego sług. Po ukończeniu Hogwartu nie opuszczałem Czarnego Pana ani na krok. Nie przyszedłem na Twój ślub z tą rudą szlamą. Myślałeś, że jestem chory... Tak... Dobrze pamiętam Twoje współczucie, gdy wystawiając głowę z kominka w moim mieszkaniu zobaczyłeś mnie owiniętego kocem z kubkiem pełnym jakiegoś dymiącego eliksiru. Nie zorientowałeś się, że to gra. Ty – zapowiadający się na największego aurora naszych czasów. Wiesz, co było Twoim największym błędem? Za bardzo ufałeś swoim przyjaciołom. Że zaufałeś mnie. Nie wszyscy są tacy jak Ty. Teraz urodził Ci się syn, a ja jestem w końcu w stanie wypełnić swoją misję. Udowodnić Czarnemu Panu, że naprawdę zasługuję na jego łaskę. Nie przypuszczałeś, że ktoś taki jak ja może okazać się zagrożeniem... Zrozumiałbyś mnie, prawda, James? Na pewno... Żegnaj, przyjacielu... Jutro czeka nas dzień będący początkiem nowej ery. Narodziny lepszego świata.

Peter

VI

Tak - tak, lustra między nami... Ty i ja, w opuszczonym śnie
Wiesz - wiesz, szczęście zmienia strony... Jak chorągiewka na wzburzonym dnie

Minęło tyle lat, a ja wciąż pamiętam tamte krzyki. Chowałem się wtedy na strychu i zatykając sobie uszy rękoma przeklinałem, że jestem takim tchórzem. Nadal czuję zapach starych, zakurzonych mebli, pomiędzy którymi siedziałem nie raz, wysłuchując wrzasków matki i ojca. Dopiero później zrozumiałem, że nic nie mogłem zrobić. Jednak przez pierwsze jedenaście lat mojego życia każda wzmianka o Hogwarcie niosła ze sobą niesamowitą ulgę. Rodzice nigdy nie opowiadali mi o tym miejscu, ale wtedy wydawało mi się, że wszystko jest lepsze od domu. Szkołę wyobrażałem sobie jako wielki, czarny zamek z basztami i wieżami o niezliczonej ilości klas i podziemiach pełnych lochów. Jak się okazało nie odbiegłem zbytnio od rzeczywistości. Gdy ojciec zdecydował, że zamiast do Durmstrangu pośle mnie do Hogwartu pod warunkiem, że zostanę przydzielony do Domu Węża, zacząłem przeszukiwać cały dom mając nadzieję na znalezienie czegoś, co mogłoby posłużyć za tymczasowy podręcznik. Zdawałem sobie sprawę, że jeżeli nie chcę wylądować w Bułgarii, muszę mieć jak najlepsze oceny. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, co to znaczy być w Slytherinie, więc warunek ojca nie był dla mnie dużym problemem. Jednak jak długa i szeroka była nasza mroczna willa, nie znalazłem ani jednaj takiej książki. Natomiast wszędzie było pełno grubych ksiąg o czarnej magii. Zawsze lubiłem czytać, a nie mając wyboru pochłaniałem te często niezrozumiałe dla dziesięciolatka tomy. Dzień, w którym po raz pierwszy wsiadłem do ekspresu do Szkoły Magii i Czarodziejstwa, wydawał mi się najwspanialszy w moim życiu. Czułem się taki... wolny. Na miejscu przywitała nas Minerwa McGonagall, wyjaśniając całą hogwardzką procedurę klasyfikacji uczniów do poszczególnych domów. Tiara Przydziału umieściła mnie w Slytherinie. Od razu zauważyłem, że nie będzie mi łatwo. Wszyscy Ślizgoni znacznie różnili się od Gryfonów czy Puchonów. Mieli takie wyniosłe i wiecznie niezadowolone miny. Wiedziałem, ze muszę dobrze odegrać swoją rolę.

Świat - świat, który budowałeś... Ten - świat, zły fundament miał...
Tak - tak, to jednak możliwe... By zamienić w piekło Twój cudowny raj...

Pierwszy tydzień był okropny. Zaczęło się chyba od tego, jak na eliksirach wymieniłem chyba cały przepis eliksiru spokojnego snu na wzmiankę o lekarstwach nasennych. Mieliśmy wtedy lekcje z Gryfonami. Wszyscy spojrzeli na mnie jakoś tak dziwnie z drwiącym uśmiechem. Sam profesor przyglądał mi się z mieszaniną zdziwienia i złości za to, ze przerwałem mu wykład na temat wywarów uspokajających. Skąd mogłem wiedzieć, że eliksir spokojnego snu to poziom piątej klasy? Najbardziej śmiał się wtedy chłopak z roztrzepanymi czarnymi włosami. Pokazywał mnie palcem jakiemuś koledze o dość mizernym wyglądzie. Potem nie dawał mi spokoju. James Potter – najpopularniejszy pierwszoklasista w całej szkole. Wyśmiewał się ze mnie na każdym kroku z tego, że moje szaty wiszą na mnie jak na wieszaku, że moje włosy chyba nigdy nie widziały szamponu i, że za pewne mam rodziców wampirów. Trzęsłem się ze złości, mając przed oczami wszystkie te księgi pełne czarnomagicznych zaklęć, ale zdawałem sobie sprawę, że nie mogę ich użyć. Nie mogłem dopóki on nie użył ich pierwszy... Bardzo się zdziwił jak na zwykłe zaklęcie rozbrajające odpowiedziałem mu Ignicusem. Właśnie wtedy zakiełkowała nasza dożywotnia nienawiść. A potem, gdy dołączył do niego Syriusz Black było jeszcze gorzej... Nie znosiłem ich obu, a także Remusa Lupina, który za każdym razem robił za psychiatrę (to taki mugolski lekarz) i ofiarowywał mi pomoc i Petera Pettigrew – małego wypłosza latającego za Potterem i Blackiem jak ich własny cień. W drugiej klasie Potter zakochał się w Lily Evans. Była szlamą, a więc tępioną przez mieszkańców Slytherinu. Jednak ku mojemu zadowoleniu, ciągle dawała kosza temu pajacowi. Denerwowało mnie tylko to, że za każdym razem, kiedy wchodziliśmy sobie z jej adoratorem w drogę, ona mnie broniła. Tego już było za dużo. Miała mnie bronić jakaś ruda szlama? Nie raz nagadywałem jej, za co później dostawałem od Drużyny Marzeń. Mimo to, nie mogłem pozbyć się wrażenia, że ona mnie... lubi. To było takie dziwne. Często łapałem się na tym, że szukam jej wzroku na szkolnym korytarzu.
Rok mijał za rokiem, a ja utwierdziłem się w przekonaniu, że Gryfoni to tylko banda idiotów. Ale kiedy Potter uratował mnie tamtej nocy przed głupim żartem Blacka doszedłem do wniosku, że coś więcej niż idiotyzm. Jednak świadomość, że zawdzięczam coś Potterowi nie dawała mi spokoju. Czasem myślałem, że wolałbym wtedy zginąć niż mieć wobec niego jakiś dług. W szóstej klasie poznałem bliżej starszego o rok Lucjusza Malfoy’a. Nie wiedziałem wtedy, że macza palce w czarnej magii. Zaufałem mu, a on zanim się nie obejrzałem, przyprowadził mnie na pierwsze zebranie śmierciożerców. Z początku chciałem wrócić, ale słowa Czarnego Pana nie pozwolili mi. Teraz już rozumiem dlaczego. Zawsze przyjmuje do swojego grona tych, którzy potrzebują kogoś, kto poprowadziłby ich w życiu. Kto da im siłę do działania. Ja byłem właśnie takim kimś. Zostałem jego sługą. Wreszcie miałem cel i przewyższałem Pottera. Moja znajomość czarnej magii stała się moją najpotężniejszą bronią. Niedługo później namówiłem na to samo tego małego Pettigrew. Wiedziałem, że łatwo go będzie przekonać, a pokusa była tym większa, że robiłem to, by zrobić na złość pozostałym Huncwotom i zdobyć uznanie u Czarnego Pana. Na złość... Wtedy jeszcze nie rozumiałem jakie to może mieć skutki. Liczyła się tylko zemsta. Tylko ona.
Po ukończeniu Hogwartu zająłem się na poważnie eliksirami. Było to bardzo przydatne również dla mojego pana. Przyrządzałem mu z chęcią różne mikstury powodujące tortury i nawet śmierć dopóki nie przyszło mi zobaczyć jak jakaś mała mugolska dziewczynka wypiła sok z trzema kroplami wywaru powodującego powolne wyniszczanie tkanek. Wymiotowałem potem całą noc. Na następny dzień podjąłem decyzję. Przyznałem się do wszystkiego Albusowi Dumbledorowi, a on wcale nie posłał mnie do Azkabanu.... Kiedy nauczyłem się blokować umysł przed Lordem zostałem szpiegiem i członkiem Zakonu Feniksa. Nie zdziwiłem się zbytnio, widząc na zebraniach Pottera, Blacka, Lupina i Evans. Nie... Nie Evans. Wyszła za Pottera kilka miesięcy wcześniej, a obecnie spodziewała się jego dziecka. Nie miała już dla mnie tego poparcia w oczach. Unikała mnie, ale nie miałem jej tego za złe. Kto by się chciał zadawać ze śmierciożercą? Wszystko zmieniło się, gdy dowiedzieliśmy się o przepowiedni, jaka dotyczy dziecka Pottera i Czarnego Pana. Kiedy Lily urodziła syna, Lord przygotowywał się do walki. Nie mógł pozwolić, by jakiś bachor pokrzyżował mu plany. Dyrektor zdecydował się na zaklęcie Fidellusa. Protestowałem, ale Strażnikiem Tajemnicy Potterów został Black. I miałem rację. Zdradził rok później. Pamiętam, jak Dumbledore wezwał mnie do Doliny Godryka. Ich dom zamienił się w górę gruzu. Patrzyłem jak zahipnotyzowany, kiedy uzdrowiciele wynosili ich ciała. Zanim Albus deportował się, żeby zająć się małym chłopcem poprosił mnie o zajęcie się formalnościami. Tylko tego mi brakowało. Jakiś uzdrowiciel zapytał mnie, czy mogę potwierdzić tożsamość zmarłych. Mechanicznie wpisałem „Lilian Evans”. Mam nadzieję, ż nie miała mi tego za złe... Okropny jestem, wiem. Czarny pan stracił moc, a ja przez szesnaście lat uczę w Hogwarcie eliksirów. Jednym z moich uczniów jest Harry Potter. Cholera... Jaki on jest podobny do Jamesa. Nie dość, że wygląd to jeszcze charakter. Tylko czy ma po Lily.
Dziś Czarny Pan ma zamiar zaatakować zamek. To jest druga wojna. Nie wiem czy przeżyję. Wszystko zależy od tego Złotego Chłopca. To śmieszne. Życie wszystkich czarodziejów i mugoli leży w rękach kogoś, kogo nienawidziłem zanim się urodził. Co za ironia. Po co to piszę? Hmmm... Na pewno nie dla potomnych. Może dla siebie? W każdym razie do jutra, jeżeli owego „jutra” doczekamy...

Severus Snape

KONIEC



Valaraukar: Ludu! Jeśli chcecie mieć opowiadania, to przysyłajcież je, a nie piszcie jakieś niezbyt inteligentne komentarze typu "dajcie opowiadania!". O ile dobrze zrozumiałem, nawet moi znajomi są męczeni, że mają mnie męczyć, żebym dodawał teksty. Zgroza!

Virginis Tenebris Snape
19.03.2005, 15:54

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Lilka-Kamila

Tajemnicze, ale fajne. Z tego co wyczytałam to są listy. Ciekawe.

2.04.2009, 15:06
Heidi

Po wielkich poszukiwaniach w końcu znalazłam te piosenki w internecie!!! HA, HA, HA!!! Nareszcie, no1 Super tekst, super piosenki, super piszesz, ale popracuj nad logicznością i wiarygodnością.

31.12.2007, 22:38
katarzynka

Hm...naprawde nie spodziewaąm się, że się wzruszę.A jednak. Czasami może zbyt pataetycznie, ale jednak coś w sobie ma.

16.11.2006, 23:52
siaka

ech, amnie się bardzo podobało. kilka razy nawet sie popłakałam(zużyłam 2 paczki chusteczek), więc moim zdaniem uczucia są świetnie opisane... i bardzo pochwalam napisanie tego w formie listu. fajnie by było, gdyby harry w 7 części znalazł skrzynkę z podobnymi listami... i się popłakał. daniel miałby wyzwanie!

3.10.2006, 09:46
emoticonka

No więc tak... Generalnie nie przepadam za narracją pierwszoosobową zwróconą do konkretnej osoby, ale pomińmy już ten aspekt, bo o gustach się nie rozmawia. O wiele bardziej "niefajne" są błędy merytoryczne, których nie brakuje. Tu mam kilka, które najbardziej rzuciły mi się w oczy.<BR> <BR> "Kilka miesięcy później opanowaliśmy sztukę animagii." - na pewno nie zajęło to tylko kilku miesięcy, to bardzo skomplikowany proces.<BR> <BR> "stałem się pełnoprawnym absolwentem SA" - chyba adeptem...<BR> <BR> "Przyznałem się do wszystkiego Albusowi Dumbledorowi, a on wcale nie posłał mnie do Azkabanu.... Kiedy nauczyłem się blokować umysł przed Lordem zostałem szpiegiem i członkiem Zakonu Feniksa." - hm... wydaje mi się, że Sev powinien nauczyć się tego ZANIM przyznał się Dumblowi, bo przecież Czarny Pan mógłby łatwo Legilimensem odkryć plany Seva, nie?<BR> <BR> A jeśli mówimy o formie... Język jest dość płaski, tzn. momentami nudny i aż roi się od niepotrzebnych pytań retorycznych - kiedy piszemy do kogoś list, nie musimy tłumaczyć mu wszystkiego, nie można traktować czytelnika jako osoby zupełnie nic niewiedzącej o magicznym świecie, której wszystko musimy tłumaczyć - co sprawia, że są mało wiarygodne. Podsumowując: pomysł ciekawy, wykonanie trochę gorsze. No i ja nie robiłabym tego w formie listów.<BR> <BR> Pozdrawiam!

30.09.2005, 17:34
Tenebris

Karen, może na jakimś forum? :] Często je odwiedzam... ^^

10.09.2005, 17:57
Karen

Gdzieś to już czytałam... Ale na pewno nie tu... Hmmm...

27.08.2005, 14:56
Andromeda Mirtle

Miejscami przesadnie patetyczne, ale coś w sobie ma. Podoba mi się psychologia.

11.04.2005, 10:46
Tenebris

Latinae, zdarza się. ^^ Co do twojego opowiadanka to bardzo szkoda. Też bym była zdenerwowana piekielnie gdyby wcięło mi 50 stron...

5.04.2005, 18:21
Latinae

To znaczy Virginis Tenebris Snape, a nie Valatakaur... Sorki :)

5.04.2005, 12:57