Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Testament

Vanessa Tissana de Samento

„Tego dnia rozmawiałam z nim po raz pierwszy. Była właśnie pełnia wiosny, słońce grzało coraz mocniej, a ptaki sprawiały wrażenie zwariowanych, tak głośno śpiewały. Wybrałam się na jarmark, aby kupić trochę warzyw. Był straszny tłum, nagle ktoś mnie popchnął i...”

***
- Uważaj jak chodzisz, wariatko! – wrzasnął przystojny, ciemnowłosy chłopak.
- Przepraszam pana – powiedziała szybko dziewczyna, natychmiast poznając z kim ma do czynienia. Pomogła mu wstać. – Ktoś mnie popchnął.
Chłopak popatrzył na nią z widocznym zdziwieniem.
- Przepraszam panią – powiedział nagle. – Sama pani rozumie, trochę się zdenerwowałem. Chyba każdy...
- Ależ oczywiście – odpowiedziała lodowatym tonem.
Chłopak wyraźnie się zmieszał. Dziewczyna patrzyła obojętnie.
- Pomogę pani – zaproponował, widząc, że dziewczyna zaczyna zbierać rozsypane warzywa.
- Obejdzie się – powiedziała.
Mimo to chłopak pomógł jej. Po chwili skończyli. Zapanowało niezręczne milczenie.
- No cóż – rzekł chłopak. – Chyba będę musiał się zbierać. Jeszcze raz przepraszam za ten incydent.
- Nie ma za co – odparła.
- A może... – Twarz chłopaka rozjaśniła się, widocznie wymyślił coś mądrego. – Może zaproszę panią na spacer w ramach rekompensaty?
- Och... – dziewczyna się zmieszała. – Nie wiem czy będę mogła...
- Świetnie! – powiedział radośnie chłopak. – A więc jesteśmy umówieni. Dziś o dziewiątej, w tym miejscu. Cześć!- Po czym wmieszał się w tłum i po chwili zniknął.


***


„ Nie wiem po co w ogóle poszłam na to spotkanie. Coś mnie tam ciągnęło. Coś kazało mi włożyć dumę do kieszeni i zapomnieć, że nie powinnam z nim mieć do czynienia.
W pierwszej chwili myślałam, że mnie oszukał. Że zakpił sobie ze mnie, chciał pokazać jak bogacz traktuje biedne, wiejskie dziewczyny. Dlaczego? Bo było już po dziewiątej, a on... Jego nie było. Już zaczęłam wymyślać sobie od głupich prowincjonalnych gęsi, już miałam odejść i kto wie czy gdybym tego nie zrobiła, to wszystko nie potoczyłoby się inaczej, ale nagle usłyszałam...”

***

- Przepraszam za spóźnienie. Mam nadzieję, że nie czekałaś długo.
Dziewczyna odwróciła się szybko.
- Nie, przed chwilą przyszłam – mruknęła.
- Powinienem przeprosić cię po raz drugi – uśmiechnął się wymuszenie chłopak.
- Co? – zdziwiła się.
- Zaprosiłem cię na spacer, a nawet nie spytałem jak się nazywasz. Właściwie to chyba się nie przedstawiłem.
- A, rzeczywiście – zmieszała się dziewczyna.
- Pozwól więc, że naprawię swój błąd. Nazywam się Tom Riddle...
- Jakbym nie wiedziała – mruknęła, ale tak cicho, że tego nie dosłyszał.
-... i chciałbym zapytać szanowną panią o imię.
- Nazywam się Sarphena Savar – odpowiedziała rumieniąc się.
- Savar? – zdumiał się Tom. – Jesteś krewną pani Savar, która mieszka w wiosce?
- Tak – Sarphena wyprostowała się dumnie. – Jestem jej córką.
- To jak to się stało, że nigdy wcześniej się nie spotkaliśmy? – zapytał.
- Przez ostatnie siedem lat mieszkałam u ciotki na północy kraju – skłamała szybko panna Savar.
- Aha – odpowiedział inteligentnie. – Może pójdziemy w końcu się przejść?
Skinęła głową. Zaczęli przechadzać się po rynku, a potem weszli w wąską alejkę. Przez chwilę panowała cisza.
- Dlaczego nic nie mówisz?
- Nie mam chyba panu nic do powiedzenia – odparła szybko Sarphena.
- Mów mi po imieniu – powiedział Tom Riddle.
Sarphena zatrzymała się.
- Dlaczego mam panu mówić po imieniu? – zapytała.
- A czemu nie?
- Może dlatego – zezłościła się dziewczyna, - że nie znam pana. A może dlatego, że pan nazywa się Riddle, a ja Savar?
- Więc o to ci chodzi – Riddle też się chyba wkurzył. – Chodzi ci o to, że moi rodzice są bogaci, a twoi nie?
- Właśnie o to!
- To spróbuj sobie wyobrazić, że mnie nie obchodzi twoje pochodzenie! Myślisz, że jestem dumny z tego, że wszyscy wytykają mnie palcem, bo jestem bogaty?!!
- Nie, ale za to wyobrażam sobie co ludzie by powiedzieli gdyby mnie z tobą zobaczyli! – odparowała Sarphena.
- To znaczy, że ty się przejmujesz co oni powiedzą?
- Nie. – odpowiedziała ciszej Sarphena.
- Co? – Tom też trochę przycichł.
- Powiedziałam, że mam w nosie, co ludzie o nas powiedzą.- rzekła dobitnie.
- To dlaczego się ze mną kłócisz?
- Bo chciałam wiedzieć, czy od razu odejdziesz, czy przyznasz mi rację.
Riddle’a całkiem zamurowało. Sarphena zaczęła chichotać.
- Zauważyłeś? – zapytała.
- Co? – powtórzył.
- Przeszliśmy na „ty”- dziewczyna spojrzała w niebo. – O kurcze! Nie wiedziałam, że jest już tak późno! Muszę lecieć! Do zobaczenia jutro, miejsce i godzina te same!
Sarphena odeszła szybko. Riddle popatrzył w niebo, wzruszył ramionami i oddalił się.

***


„ Na jednym spotkaniu się nie skończyło. Spotykaliśmy się prawie codziennie, dyskutowaliśmy o różnych sprawach. Tom był przemiły. Nie mogłam nie widzieć podziwu w jego oczach, podziwu dla mnie... Wiedziałam, że czuje do mnie coś więcej niż tylko przyjaźń... Szczerze mówiąc on też nie był mi obojętny, ale starałam się to maskować. Do czasu.”

***

Pachniał jaśmin.
- Kocham cię, Sar.
- Co? – zapytała dziewczyna.
- Kocham cię, Sarpheno Savar.
Ależ ten jaśmin pachnie – pomyślała Sarphena.
- Sarpheno? – zapytał Tom.
- Ja... ja ciebie też...
I te słowiki...
- Zostaniesz moją żoną?
- Tak...
Riddle pochylił się potrącając gałązkę krzewu i pocałował dziewczynę w usta. Obsypały ich białe płatki. Jaśmin pachniał.

***


„ To lato było najszczęśliwsze w moim życiu. Codziennie spotykaliśmy się z Tomem i marzyliśmy o przyszłości. Postanowiliśmy zaczekać ze ślubem do następnej wiosny, do dnia w którym się poznaliśmy. Tom chciał uczcić rocznicę.
Tak już skonstruowany jest świat, że po wiośnie i lecie następuje jesień. Jesień przyszła. I wtedy, jednego dnia, zawalił się cały mój świat.”

***


- Panienko! – zawołała kobieta, którą Sar rozpoznała jako swoją sąsiadkę. – Panienko Sarpheno!
- Tak? – zapytała dziewczyna, wychodząc z ogródka. Zdziwiła się, widząc zmartwioną minę znajomej. – Co się stało?
- Pańska matka... – Głos kobiety załamał się. – Zasłabła. Zanieśliśmy ją do waszego domu. Ona wzywa pa...
Urwała. Sar już nie było.

***


- Mamo... mamusiu....
- Sar... To ty?
- To ja, mamo...
- Niech oni wyjdą!
- Ale mamo...
- Niech wyjdą!
- Dobrze – Sarphena zwróciła się do obecnych w pokoju sąsiadów i lekarza. – Wyjdźcie, proszę.
- Ale panienko...
- Proszę.
- No dobrze – odpowiedział cicho lekarz. – Wyjdźcie. Chyba chce podać testament.
Matka Sarpheny odczekała aż wszyscy wyjdą.
- Sar, nie chcę cię okłamywać. Ja... nie czuję się najlepiej. Mam... mam przeczucie, że to już koniec.
- Mamo... – wyjąkała dziewczyna przez łzy.
- Nic nie mów – ucięła jej matka. – Zostało mi niewiele czasu... Muszę powiedzieć ci prawdę. Przykro mi, że nie mówiłam ci nic przez całe twoje życie... Przez cały twój pobyt w Hogwarcie... Muszę ci to teraz powiedzieć... Pamiętasz jak zawsze dziwiłaś się, że większość naszej rodziny była w Slytherinie? Zdradzę ci teraz sekret, przekazywany w naszej rodzinie z pokolenia na pokolenie... Sar, nasza rodzina pochodzi od Slazara Slytherina, jednego z czwórki założycieli Hogwartu.
- Ale...
- Od chyba trzystu lat potomkami były wyłącznie kobiety, więc nazwisko zaginęło. Ale dziedzictwo zostało. Sama dowiedziałam się o tym, gdy moja matka umierała. Teraz przekazuję tę wiedzę tobie. Bo w tobie cała nadzieja. Nasz ród ma do spełnienia misję. Mówię, rzecz jasna, o Komnacie Tajemnic, która znajduje się...

***


- Sar! Co się stało?!
- Moja mama...
- Co z nią?
- Ona... – wyszeptała Sarphena połykając łzy. – Ona umarła...
- Tak mi przykro... – powiedział Tom, obejmując ją ramieniem.
- Nic nie rozumiesz! – krzyknęła dziewczyna wyrywając się. – Zostałam sama! Słyszysz? Nie mam nikogo!
- Sar... – szepnął Tom. – Nie jesteś sama. Masz mnie. Jeszcze dziś wprowadzam się do ciebie.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale. Nie zostawię cię.

***


„ Tom nie rzucał słów na wiatr. Wprowadził się do mnie jeszcze tego samego dnia i pomógł mi w pogrzebie. Strasznie się poświęcał. Ja tego nie czułam, wciąż byłam oszołomiona, ale ludzie zaczęli gadać. Nie przejmowaliśmy się. Oczywiście Tom nic nie wiedział o tym kim jestem. Były takie chwile, gdy coś przeczuwał, ale szybko zapominał. Chciałam mu o wszystkim powiedzieć po ślubie. Wiedziałam, że jestem Dziedzicem Slytherina, ale nie potrafiłam przestać kochać Toma. To, że był mugolem nie liczyło się. Jednak im dłużej ze mną mieszkał, tym trudniej było udawać.”

***

- Co to jest? – zapytał z przestrachem Tom.
Sar błyskawicznie odwróciła głowę. Na oknie siedziała mała sowa.
- To moja sowa. Wabi się Cisza – powiedziała dziewczyna szybko, po czym zaczęła kłamać jak z nut. – Dostałam ją od takiego pana, co mieszkał niedaleko od mojej cioci. Znalazł ją ranną w lesie.
- Nie zrobi mi krzywdy?
- Oczywiście, że nie – odparła Sarphena otwierając okno. Sówka wleciała do środka, upuszczając na stół jakiś świstek.
- Co to? – zainteresował się Tom.
- Pewnie jakiś śmieć – powiedziała niedbale Sar, biorąc papier ze stołu. – Ona bez przerwy przynosi jakieś papiery.- Schowała list do kieszeni. – O czym to mówiliśmy?

***


„ Z czasem było coraz gorzej. Musiałam się strasznie męczyć. To była próba charakteru. Ile samodyscypliny kosztowało mnie nie rzucenie Reparo na rozbity dzbanek! Magia, którą żyłam, stała się dla mnie katorgą, jakimś przeklętym fatum. Schowałam różdżkę, żeby oprzeć się pokusie czarowania. Chciałam mu powiedzieć, że jestem czarownicą, ale się bałam. Bałam się, że mnie znienawidzi, że odejdzie do rodziców. Męczyłam się z tym, dopóki się nie dowiedziałam. Wtedy wszystkie tajemnice tego świata zbladły, a ja natychmiast pobiegłam do niego.”

***

Tom z marsową miną siedział w kuchni, ściskając w ręku jakiś papier. Sar wbiegła do kuchni.
- Tom, kochany – zaczęła radośnie. – Chciałam ci powiedzieć, że jestem...
- Słucham? – zapytał Tom. – Chcesz mi powiedzieć prawdę?
- Jaką prawdę? – uśmiech spełzł z twarzy dziewczyny.
- Taką. – Tom rzucił papier na stół. Sarphena chwyciła kartkę.
- „ Z przyjemnością zapraszamy panią Sarphenę Savar na zjazd absolwentów Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Zjazd rozpocznie się 13 grudnia b.r. o godz. 16 w gospodzie „Pod Trzema Miotłami” w Hogsmead. Mile widziane teleportowanie się. Dyrekcja Hogwartu.”- przeczytała Sar. Zdrętwiała.
- Przez cały czas mnie oszukiwałaś! – krzyknął Riddle. – Pobyt u ciotki, oswojona sowa, te dziwne rzeczy w twoim pokoju... Jesteś czarownicą! Myślałaś, że się nie domyślę!?
- Tom...
- Przestań! Nie chcę słyszeć kolejnych kłamstw! Ty wiedźmo! Dobrze wiesz, że gardzę takimi jak ty! Nienawidzę cię!
- Tom, posłuchaj...
- Nie! Nigdy więcej! Założę się, że mnie omamiłaś czarami, tylko dlatego z tobą byłem! Odchodzę!
- Ale...
- Nie chcę cię więcej widzieć na oczy! – krzyknął Tom wybiegając. Po chwili wyszedł z domu ze swoim kufrem. Trzasnęły drzwi.
- Tom... – jęknęła Sar. – Ja tylko chciałam ci powiedzieć, że spodziewam się dziecka.


***


„ Gdy Tom odszedł pogrążyłam się w apatii. Nie, nie chciałam ratować naszego związku. Wiedziałam, że nie potrafiłabym z nim żyć po tym co mi powiedział. Ale miałam zostać matką nieślubnego dziecka. Przekreśliłam szansę na Twoje szczęśliwe życie, zanim przyszedłeś na świat. Poza tym prognozy lekarzy nie były najlepsze.”

***

- Pani Savar – zaczął lekarz.
- Panno – poprawiła go Sar. Lekarz popatrzył na nią surowo.
- Przykro mi, ale pani poród nie będzie łatwy. Nastąpiły pewne komplikacje. Obawiam się, że przez te dwa tygodnie do czasu rodzenia, będzie musiała pani zostać w szpitalu.
- Czy to poważne?
- Tak – odparł lekarz. – Boję się, że staniemy przed dylematem: życie pani, czy życie dziecka.
- Dziecko.
- Słucham?
- Za wszelką cenę musicie uratować mego syna. Nawet jeśli będziecie musieli poświęcić mnie. Niech pan o tym pamięta.
- Jak sobie pani życzy, panno Savar.


***


„ Piszę do ciebie ten list, żebyś wiedział. Kazałam im ratować ciebie, nawet gdybym miała sama umrzeć. Ty jesteś nadzieją dla rodu Slytherina, Tom. Daję ci to imię po ojcu, a Marvolo po twoim dziadku. Pamiętaj o Komnacie Tajemnic. Nie mogę napisać gdzie jest wejście, bo list może wpaść w niepowołane ręce. Jestem pewna, że sam je znajdziesz.
Chcę cię pożegnać, bo nie wiem, czy kiedykolwiek mnie zobaczysz. Ale ty przeżyj, musisz żyć. Pamiętaj, kocham cię, zawsze będę Cię kochać, choćby nie wiem co się stało.
Twoja matka.
PS. Daję ten list lekarzowi. Ma ci go oddać, gdy skończysz 11 lat.


***

Lord Voldemort oderwał oczy od pożółkłej kartki papieru. Wrzucił list do kominka. Stary papier szybko się palił. Voldemort patrzył obojętnie na płomienie pożerające tajemnice jego przeszłości.

Vanessa Tissana de Samento
13.02.2005, 19:03

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Zireael

Trzymam kciuki :)

4.03.2005, 15:45
Vanessa Tissana de Samento

Dobra, może uda się przepisac w następnym tygodniu potczas rekolekcji. Ale nic nie obiecuję!

3.03.2005, 15:17
Zireael

No przepisz, przepisz! Jestem ciekawa :)

2.03.2005, 18:37
Wampir

super... pisz dalej!! jakies inne opowiadania! gratulacje

2.03.2005, 15:40
shimmi

podobało mi sie to było świetne

2.03.2005, 15:18
Vanessa Tissana de Samento

O księciu nie napiszę napewno, bo niezbyt lubie ff dotyczące następntch części Harrego. Prawdę mówiąc na razie nie mam za dużo czasu by coś napisać (szkoła). Chociaż... mam chyba gdzieś takie stare opowiadanie. Może je kiedyś przepiszę.

2.03.2005, 14:35
Zireael

O Księciu jako takim jeszcze żadnego nie było i mogłoby się to zmienić :P

1.03.2005, 17:48
Psota

to opowiadanko jest zajebiste mam nadzieję ze będzie ich więcej.a najlepiej o księciu pół krwii

1.03.2005, 00:06
@gneS

supers opowiadanko...dawno nie czytałam czegoś dobrego =)Popieram innych, napisz cos jeszcze!:*

28.02.2005, 14:24
(Czarna) Łapa

Patrzcie państwo. Talent jest dziedziczny...

26.02.2005, 16:54