Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Dusza Jednorożca


[cz. I]

Jesienny wiatr przemrażał do kości. Deszcz padał nieprzerwanie już od kilku godzin. Niebo pokryte były granatowymi chmurami. Ciemnowłosy anioł spojrzał w górę mrużąc butelkowo zielone oczy. W gruncie rzeczy nienawidził w dni takie jak ten przebywać na Ziemi. Jednak miał już naprawdę dość problemów Królestwa. Musiał się wyrwać choć na kilka godzin. Bezcelowo przemierzał spacerowym krokiem wyludnione alejki parku. Liście już dawno pospadały z drzew. Z początku tworzyły na ziemi barwny kobierzec. Teraz jednak idealnie komponowały się z nagimi, upiornymi sylwetkami drzew. Pozostała z nich już jedynie rozmokła, brudna breja. Gabriel postawił kołnierz swojego popielatego płaszcza, próbując szczelniej osłonić się przed zimnem. Zaklął w duchu. Że też nawet na Ziemi nie może znaleźć choć chwili ciszy i spokoju, kiedy najbardziej tego potrzebuje.

Z początku był niemal absolutnie pewien, że jest w parku zupełnie sam. W taką pogodę ludzie przedkładali siedzenie w ciepłych zakątkach domowego ogniska, ponad spacery w deszczu. Kiedy jednak w polu jego widzenia ukazał się most łączący oba brzegi Wisły zrozumiał, że się mylił. Tuż przy barierce stała przemoczona kobieta. Wicher podrywał jej ciężkie od deszczu, platynowe włosy. Wpatrywała się w zburzoną toń rzeki. Nie wiedział dlaczego przykuła jego uwagę. To po prostu się stało. I nie chodziło o jej urodę. Jego wzrok przyciągało coś co było ukryte wewnątrz niej. Trwał w bezruchu. Z tego jawnego letargu zdołał się wyrwać dopiero kiedy się poruszyła. Wyprostowała się, po czym postawiła prawą stopę na jednym z prętów balustrady. Po chwili dołączyła lewą. W pierwszym momencie zastanawiał się co ta kobieta może robić..., dopiero kiedy zaczęła gramolić się na jej drugą stronę zdał sobie sprawę z dramatyczności sytuacji. Ta kobieta próbowała popełnić samobójstwo! Rozejrzał się nerwowo, jednak nigdzie nie dostrzegł jej Stróża. Cholera! Gdzie na Jasność mógł podziewać się jej skrzydlaty?! Gdzie?! Obowiązkiem każdego Opiekuna jest dbanie o dobro swojego człowieka, a Gabriel nie potrafił sobie wyobrazić równie skrajnej sytuacji w której potrzebna byłaby pomoc Stróża. Zaklął wściekle w duchu i rozłożywszy przemoczone skrzydła zerwał się do lotu. Po chwili stał już za nią. Dopiero z tej odległości zdołał dostrzec, że jest bardzo młoda. Właściwie to wciąż jeszcze była dziewczyną, nie kobietą. Puste, fiołkowe źrenice wpatrywały się we wzburzone fale które otwierały się poniżej. Odgarnął mokre kosmyki na bok i szepnął do jej ucha kilka uspokajających słów. Nie zrobiły na niej one żadnego wrażenia, wciąż stała niczym posąg. Do jego zadań należało to, żeby wszystkie Nieba trzymały się jakoś w kupie! Nie był Stróżem! Nie potrafił właściwie załatwiać takich spraw! Raz jeszcze spojrzał na jej subtelna twarz i przysiągł sobie, że jak tylko wróci do Królestwa natychmiast znajdzie idiotę który zaniedbał swoje obowiązki i pozwolił by sytuacja zaszła tak daleko. Położył jej dłonie na ramionach i spróbował raz jeszcze. Wreszcie po kilku chwilach z jej gardła wydobyło się coś na podobę szlochu. Raz jeszcze zogniskował na niej wzrok. Spod jej przymkniętej powieki wyrwała się łza. Po chwili zmieszała się z kroplami deszczu które spływały po jej twarzy. Mając nadzieję, że to dobry znak spróbował ponownie.

Rzeczywiście w końcu zaczęła obracać się powoli w jego stronę. Jednak Gabriel odetchnął z ulgą dopiero kiedy znalazła się już po bezpiecznej stronie barierki. Upadła na ziemię i skuliwszy się w kłębek płakała. Był Archaniołem, Regentem Królestwa i Panem Objawień, a mimo to czuł się w tym momencie całkowicie bezsilny. Cholera! Nie pracował z ludźmi! Nie znał się na tym! Tymczasem ta młoda kobieta wydawała się na skraju rozpaczy. Bał się zostawić ja samą. Mogłaby podjąć swoja szaleńczą próbę po raz drugi. Przykucnął obok. Jego przemoczone skrzydła ocierały o bruk. Nie umiał jej pomóc.

Musnął dłonią jasną skórę na jej policzku. Szlag! Nic dziwnego, że sprawy w Królestwie nie stoją najlepiej skoro anioły tak spełniają swoje obowiązki. Zaklął w duchu myśląc intensywnie nad tym co z nią zrobić. To prawda, że nie mógł jej teraz zostawić samej, ale jeśli miałby być ze sobą całkowicie szczery, musiałby przyznać, że także nie chce jej zostawić. Zmarszczył brwi i raz jeszcze rozejrzał się dookoła. Nie przyniosło to jednak żadnych efektów. W promieniu wzroku nie dostrzegł żadnego anioła. Spojrzał na jasnowłosą. Wciąż szlochała zwinięta w kłębek.

Anioły z Drugiego Nieba rozstępowały się przed antracytowowłosym archaniołem. Pan Objawień przemierzał szybko marmurowe korytarze gmachu, w którym znajdowała się administracja Stróżów. Wszyscy wokoło wpatrywali się w niego z mieszaniną zaskoczenia i strachu. Wiedzieli jedno. Gabriel, jeżeli można było tego uniknąć, nigdy nie fatygował się na niższe poziomy osobiście. Jeśli dodać jeszcze do tego jego wyraźną wściekłość..., odpowiedź była tylko jedna. Polecą dziś głowy.

Archanioł wkroczył bezceremonialnie do gabinetu zwierzchnika wszystkich Stróżów. W pierwszym momencie twarz miedzianowłosego anioła wyrażała oburzenie. Szybko jednak zorientował się kogo zamierzał obrugać i przez jego twarz przeszedł pełen nerwowości skurcz.

- Panie... - szepnął zdezorientowany.

- Znakomicie pilnujesz swoich Stróżów, Narudi - syknął wpatrując się w niego zimno. - Jeśli wszyscy spełniacie tu swoje obowiązki tak dokładnie to niech Jasność ma nas w swojej opiece.

- Ale, panie, ja nie wiem o czym ty...

- Milcz! - zgromił go wzrokiem. - Masz natychmiast sprawdzić komu przydzielona jest ta dziewczyna - Gabriel rzucił na biurko anioła świstek papieru.

- To może trochę potrwać... Prześledzenie całego udokumentowania administracyjnego...

- Twoja w tym głowa, żeby nie trwało za długo - przerwał mu ostro. - A jak już znajdziesz tego Stróża... - zamilkł na chwilę. - Przyprowadź go do mnie - zakończył grobowym głosem, po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł.

Narudi jeszcze przez chwile nie mógł oderwać wzroku od śnieżnobiałych skrzydeł regenta. Zawsze marzył o spotkaniu go osobiście, ale jak na razie nie miał tego zaszczytu. Tymczasem Gabriel zjawia się nagle w jego gabinecie wściekły jak Synowie Gehenny i Harap Serapel razem wzięci. Anioł przełknął nerwowo ślinę, kiedy archanioł zniknął mu z pola widzenia. Przeniósł wzrok na kartkę którą Pan Objawień rzucił na jego biurko. Zapisana była zgrabnym pismem regenta.

Laurencja Lunarska
Kraj: Polska
Miasto: Kraków
Wiek: 21 lat


Zwierzchnik Stróżów odetchnął głębiej próbując się uspokoić, po czym ryknął groźnie przywołując swojego zastępcę. Chciał jak najszybciej wyjaśnić tę sprawę. Całe Królestwo wiedziało jakie konsekwencje ma rozwścieczenie Gabriela. Zwykle kończyło się to w Głębi...

***

Kiedy na nią patrzył miał dziwne wrażenie, że zawsze wyczuwa jego obecność. Kiedy, jeszcze chwilę temu, obserwował ją przez szklaną kulę, miotała się po mieszkaniu nie mogąc znaleźć ukojenia. Jednak jak tylko pojawił się w jej niewielkim mieszkanku osobiście, zdawała się powoli uspokajać. Nie rozumiał tej zależności. Ludzie nie potrafili zobaczyć ani wyczuć anioła. Co prawda czasem zdarzały się wyjątkowo wrażliwie dzieci, ale i to zdarzało się niezwykle rzadko. Szczególnie w ostatnich czasach, kiedy to nawet one przestawały być naprawdę czyste i nieskazitelne. Przez chwilę wpatrywał się w nią uważnie. Wciąż leżała skulona na kanapie. Usiadł na stojącym obok fotelu i westchnął ciężko. Właściwie to nie musiał zajmować się nią przez te dwa dni osobiście, miał o wiele ważniejsze zadania w Królestwie. Mógł nakazać Narudiemu by przydzielił jej jakiegoś tymczasowego Stróża, aż sprawa jej Opiekuna się wyjaśni... Mógł, ale nie zrobił tego. Potarł lekko skronie marszcząc przy tym brwi. Cała ta sytuacja była absurdalna. Z rozmyślań wyrwało go dopiero jej pełne bólu westchnienie. Niezaprzeczalnie cierpiała. Być może jest na coś chora...? Zaświtało mu w głowie. W takim wypadku powinien sprowadzić tu Rafała... Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z idiotyzmu tego pomysłu. Nie mógł odrywać go od jego zajęć tylko dlatego, że jakaś dziewczyna była chora! Na Ziemi wielu ludzi potrzebowało natychmiastowej pomocy, a jednak żaden z siedmiu głównych archaniołów nie mieszał się do tego. To nie była ich sprawa! Potrząsnął lekko głową. Co się z nim, na Jasność, działo?! Nie powinien tu siedzieć tylko zająć się własnymi obowiązkami! Zaklął w duchu wściekły na samego siebie i sięgnął do kieszeni szaty.

- Moc! - warknął zaciskając w pięści kawałek Dywanu.

Nim jednak dziewczyna na dobre zaczęła odczuwać skutki jego odejścia zmaterializował się w jej mieszkaniu ponownie. Przeklął w myślach własną głupotę, ale usiadł na fotelu z którego przed momentem zniknął. Jej napięcie i rozpacz uspokajały się z każdą sekundą, aż w końcu zdołał zapanować nad nią sen.


***


- Co?! - Gabriel spojrzał na miedzianowłosego anioła z mieszaniną oburzenia i dezorientacji.


- Panie, ta kobieta... - zaczął ponownie Narudi. Jego głos drżał. - My nie znaleźliśmy jej w rejestrach...

- Co to znaczy, nie znaleźliście jej w rejestrach?! - warknął. - Sam mam zająć się dokumentacją, żeby wszystko było na swoim miejscu?!

- Nie, panie - szepnął słabo, modląc się w duchu. - Nasze archiwa są bez zarzutu..., przeszukaliśmy je dogłębnie od Stworzenia po czasy obecne, ale nie znaleźliśmy tej Córki Ewy...

- Jak to możliwe?! - Gabriel zgromił go wzrokiem.

- Mamy udokumentowanych wszystkich ludzi jacy kiedykolwiek urodzili się na ziemi..., więc... - zawahał się.

- Więc...?! - regent spojrzał na niego ze zniecierpliwieniem.

- ...Więc ta Córka Ewy... nie istnieje... - spojrzał na przełożonego przepraszająco.
Przez chwilę Pan Objawień wpatrywał się w niego z niezrozumieniem.

- Jak to nie istnieje...? - zapytał w końcu mniej ostrym już tonem.

- Po prostu, panie, nie istnieje i nigdy nie istniała...

- Jesteś tego pewien? - wbił w niego spojrzenie swoich zielonych oczu.

- Całkowicie, panie. Anioły przeszukały archiwum dwa razy. Nie ma mowy o błędzie... - Gabriel zmarszczył brwi.
Narudi przyglądał się z obawą regentowi, kiedy ten przemierzał z zamyśloną miną swój gabinet. Nie bardzo wiedział czego oczekuje od niego archanioł. Czy miał już odejść, czy też regent miał dla niego jeszcze jakieś zadania. Niemal podskoczył, kiedy natrafił na niego wzrok Gabriela.

- Jesteś wolny - odezwał się zachrypniętym głosem wskazując dłonią na drzwi.
Po chwili Pan Objawień był już w komnacie zupełnie sam.


***



- Jak to nie ma jej w rejestrach...? - zapytał nieco zaintrygowany Razjel odrywając się od swojej pracy.
Przeniósł spojrzenie niebieskich oczu na przyjaciela. Gabriel wciąż krążył niespokojnie po jego pracowni ściskając w ręku szklaną kulę.

- No po prostu nie ma! - krzyknął.

- Jeśli nie ma jej w rejestrach to nie istnieje, a jeśli nie istnieje, to nie mogłeś jej widzieć - skomentował spokojnie Pan Tajemnic.

- Odkrycie tysiąclecia - syknął Regent Królestwa.

- Nie wściekaj się - skomentował niebieskooki przyglądając mu się uważniej. - Może to nie człowiek...

- A kto...?!

- Nie wiem... - zamyślił się miętosząc w palcach koniec ciemnego warkocza. - Jakaś nieskrzydlata...

- Za kogo ty mnie uważasz, Razjel?! - żachnął się Pan Objawień. - Na Jasność, potrafię jeszcze odróżnić człowieka!

- Uspokój się - mruknął. - To rzeczywiście dziwna sprawa, ale nie ma powodów do nerwów.

- Jasne! - syknął Gabriel zerkając w szklaną kulę.
Stan dziewczyny ponownie zaczął się pogarszać.

- Zostań więc i spróbuj znaleźć jakieś wytłumaczenie, ja nie mam na to czasu! - warknął po czym sięgnął po skrawek Dywanu. - Moc! - rozwiał się w powietrzu.
Razjel jeszcze przez chwilę wpatrywał się w miejsce w którym przed chwilą stał. Zmarszczył brwi. Czuł się zaniepokojony. Spowodowane to było nie tyle sprawą o której mówił Gabriel, ją z pewnością uda mu się w jakiś sposób wyjaśnić. O wiele bardziej zastanawiał go stan w jaki znajdował się przyjaciel.


***


Gabriel odgarnął z czoła antracytowe włosy sięgające wysokości szczęki. Ponownie spojrzał na skuloną na łóżku postać młodej kobiety. Spała. Z westchnieniem odłożył papiery leżące na kolanach i wstawszy sięgnął po kieliszek wina. Minął już ponad tydzień, od czasu kiedy wtajemniczył we wszystko Razjela, a ten nadal nie znalazł żadnego rozwiązania. Pan Objawień westchnął ciężko. Ta sytuacja zaczynała go powoli wykańczać. Starał się spędzać z nią maksymalnie dużo czasu. W jego obecności jej cierpienie słabło, bądź całkowicie ustępowało. Skutek był jednak taki, że zaczynał być skrajnie wycieńczony. W dzień starał się jej towarzyszyć we wszystkich obowiązkach, a noc wykorzystywał na zajmowanie się sprawami Królestwa. Oczywiście, o ile było to w ogóle możliwe, wszystko załatwiaj tu, w jej mieszkaniu. Gdy odchodził nie miała żadnych szans na sen. Koszmar powracał. Jednak cenę stanowił brak jakiegokolwiek odpoczynku. Przetarł dłonią opuchnięte i przekrwione zielone oczy. Pracował, co zauważył z wisielczym humorem któregoś wieczora, na dwóch etatach. Jako regent i jako Stróż z powołania. Nikt, nawet Książe Magów, nie miał o tym pojęcia. Oparł czoło o chłodną szybę w którą uderzały krople ostrego deszczu. Odwrócił się i omiótł spojrzeniem tonący w mroku pokój. Zaklął w duchu. Co on, do cholery, wyprawiał?! Nie widziała tego, ale po jej mieszkaniu walała się cała masa podręcznych rzeczy z jego gabinetu. Wszystkie ważne dokumenty. Oko Dnia. Butelka ulubionego wina. Odstawił kieliszek na parapet i zaczął bawić się pierścieniem, symbolem władzy. Przez kilka chwil przyglądał się jej uważnie. Nie miał zielonego pojęcia, jak to się działo, ale nie potrafił tak po prostu zostawić jej na pastwę losu... Po prostu nie umiał! Zaklął pod nosem zamykając oczy. Kim ona była i w jakie bagno tak chętnie się pakował...?

***

- Co ty, do cholery, wyrabiasz?! - Pan Tajemnic spojrzał na niego ostro.

- O co ci chodzi? - mruknął chłodno, nie przestając porządkować dokumentów na swoim biurku.

- Od dwóch dni nie zajrzałeś do swojego gabinetu! Nie było cię też w żadnej z twoich posiadłości! Wiem, bo wszędzie cię szukałem! Pytam więc, gdzie byłeś?!
Podniesiony ton głosu Razjela wyrwał go z otępienia. Archanioł zwykle emanował spokojem.

- Byłem zajęty... - burknął spoglądając ukradkiem w szklaną kulę stojącą na blacie sekretarzyka. Widniał w niej obraz jasnowłosej dziewczyny. Była w swojej pracy, w galerii. Co prawda sprawiała wrażenie nieco zmęczonej, ale, ku uldze Gabriela, nie była w najgorszym stanie.

- O to mi właśnie chodzi! - krzyknął Książe Magów. - Wyglądasz jak siedem nieszczęść i jesteś całkowicie nieuchwytny, ale twoją uwagę wciąż zajmuje ta Córka Ewy!

- Więc wiesz już kim jest? - zapytał chłodno.

- Nie, do cholery, nie wiem - odparł oschle kostyczny archanioł starając się opanować. - Zaprzecz jeśli się mylę... - zaczął. - Spędzasz na ziemi każdą wolną chwilę, tak? Nie śpisz po nocach, bo wtedy wracasz do Królestwa i pracujesz? No odezwij się Dżibril! - spojrzał z desperacją na milczącego wciąż regenta.

- To nieprawda - odparł w końcu zmęczonym głosem. - ...Zabieram pracę tam ze sobą... - dokończył, nim Razjel zdołał cokolwiek powiedzieć.
Przez moment niebieskooki wpatrywał się w niego z mieszaniną niedowierzania i przestrachu.

- Musisz z tym skończyć - szepnął. - Wykańczasz się...

- Gdybyś mi tego nie zdradził, Archaniele Tajemnic, nigdy bym na to nie wpadł - sarknął cynicznie kładąc szklaną kulę na dokumentach które przygotował do zabrania na Ziemię. - Jeśli jednak potrafisz dawać tak doskonałe rady, to powiedz mi jak zaradzić tym jej... atakom - znalazł w końcu słowo które najbardziej odpowiadało temu co się z nią dzieje.

- Wciąż szukam - odparł cicho wpatrując się w przyjaciela. - To jednak nie zobowiązuje cię do tego by...

- Mam ją tak po prostu zostawić? - zapytał chłodno. Na jego ustach błąkał się gorzki uśmieszek. - Bardzo to miłosierne - syknął sięgając po przygotowane rzeczy.

- Jeśli obecność anioła jej pomaga, można jej kogoś przydzielić! - krzyknął.
Jednak Gabriel już go nie słyszał. Moc Dywanu przeniosła go do jej mieszkania.

***

Gabriel przejechał dłonią po zmęczonej twarzy. Była sobota i miał szczerą nadzieję, że dziewczyna nigdzie się nie wybiera. Nie miał siły, żeby ruszyć się z fotela. Przeniósł na nią spojrzenie zielonych oczu. Wciąż tkwiła przy oknie, wpatrując się z uporem maniaka w krajobraz jaki rozciągał się za szybą. Trwało to już ponad godzinę, a ona nawet się nie poruszyła. Sen wciąż próbował przejąć nad nim kontrolę, ale wciąż jeszcze jakoś się przed nim bronił. Tego dnia był chyba najbardziej wycieńczony od czasu kiedy ją spotkał. Nie spał od sześćdziesięciu godzin. Miał stanowczo za dużo rzeczy na głowie. Oparł czoło na dłoni spoglądając bez sensu w zielonkawy dywan i starając się nie zamknąć oczu. Ponownie spojrzał na nią dopiero wtedy, kiedy się poruszyła. Odwróciła się tyłem do parapetu. Przez moment bezcelowo wodziła wzrokiem po całym pokoju. Z głośników wieży leciała jakaś delikatna muzyka. Regent miał właśnie ponownie zając się wpatrywaniem w barwny kobierzec, kiedy zrobiła coś co całkowicie wybiło go z otępienia. Spojrzała wprost na niego! Drgnął. To było niemożliwe żeby go widziała! Niemożliwe! Spojrzał za siebie mając nadzieję, że zobaczy tam to co przykuło jej uwagę. Natrafił jednak tylko na ścianę. Zmarszczył brwi ponownie odwracając się w jej stronę i... zamarł. Szła w jego stronę. Spojrzenie fiołkowych oczu wciąż było w nim utkwione. Nim zdążył umknąć wyciągnęła ku niemu alabastrową dłoń. Nie mógł się poruszyć. Jedynie wpatrywał się w fascynujące, fiołkowe źrenice. Jej jedna ręka spoczęła na bocznym oparciu puchowego fotela, druga znajdowała się już zaledwie milimetry od jego twarzy. Widzi mnie! Coś krzyczało w jego głowie. Jednak o dziwo ta świadomość nie napawała go lękiem. Wręcz przeciwnie. Zaczęła napełniać go jakimś przedziwnym spokojem... Przełknął głośniej nie mogąc oderwać od niej wzroku. Przymknął oczy przygotowując się na jedwabisty dotyk. Trwał tak przez kilka sekund, ale nic się nie działo. Otworzył oczy. Jej wzrok wciąż utkwiony był w tym samym miejscu, jednak dłoń sięgała gdzieś obok jego ramienia. Wypuścił ze świstem powietrze i spojrzał w tamtym kierunku. Sięgała do wezgłowia fotela. Po chwili wycofała się nieco w tył i usiadła na podłodze dzierżąc coś w dłoni. Była zaledwie kilka centymetrów od niego. Osunął się z fotela i przysiadł przy niej. Ze zmarszczonymi brwiami wpatrywała się w sporej wielkości pióro, które musiało wypaść z któregoś z jego skrzydeł. Gabriel przyglądał się jej z napięciem. Przez kilkadziesiąt sekund nie odrywała od niego wzroku. Obracała je w dłoni i gładziła lekko biały puch. Podniosła wzrok i rozejrzała się w zadumie po pokoju. Coś ścisnęło mu gardło, kiedy spojrzał potem w jej oczy. Nie wiedział skąd się to brało, ale był niemal pewien, że ona już nie tylko wyczuwa instynktownie jego obecność, że także wie... Przez moment nie mógł opanować nagłego pragnienia by jej dotknąć. Wpatrywał się z mieszaniną dezorientacji i wzruszenia w fioletowe źrenice dziewczyny.


***

Regent Królestwa odłożył na biurko z ciemnego drewna załatwione dokumenty i sięgnął po stertę tych, którymi miał się zająć.

- Na Jasność! - usłyszał za sobą pełen niedowierzania i lęku głos Rafaela. - Miałeś rację Razjelu!
Odwrócił się w stronę z którego dobiegał. W kącie gabinetu rzeczywiście dojrzał zacienione sylwetki dwóch przyjaciół. Zaklął w duchu i spojrzał na nich ostro.

- Co tu robicie?! - zażądał odpowiedzi.

- Martwimy się o ciebie - odparował sucho Pan Tajemnic.

Nagana była jasno wyczuwalna w jego głosie.

- Postępujesz irracjonalnie!

Przez chwilę Gabriel mierzył go pełnym złości spojrzeniem. Razjel dokładnie wiedział o co mu chodziło.

- Tak - odezwał się ponownie. - Powiedziałem wszystko Rafałowi. Twoje zachowanie...

- Czy w jakikolwiek sposób działam na szkodę Królestwa?! - warknął patrząc mu wyzywająco w oczy.

- Nie, ale...

- Więc o co ci, do cholery, chodzi?! Na dodatek wciągasz jeszcze we wszystko Rafała!

- Razjel mówił, że ta córka Ewy jest chora... - wtrącił się słabo Pan Uzdrowień.

- Razjel ostatnio za dużo mówi! - syknął Gabriel wciąż wpatrując się zimno w Księcia Magów.
W gabinecie zapanował ciężka cisza. Rafael spoglądał w milczeniu to na jednego, to na drugiego przyjaciela. Wreszcie zdecydował się odezwać.

- Gabriel, jeśli ta dziewczyna naprawdę jest chora, może rzeczywiście powinienem ją obejrzeć... - spojrzał niepewnie na regenta.
Antracytowłosy zmierzył go niechętnym spojrzeniem opierając się o biurko.

- Nie wiemy nawet kim ona dokładnie jest - skomentował chłodno. - Nie ma jej dokumentacji...

- Wiem - przerwał mu cicho. - Razjel o wszystkim mi opowiedział.
Gabriel przeszył Pana Tajemnic morderczym spojrzeniem.

- Mimo to może mógłbym jej pomóc... - zaproponował nieśmiało ignorując reakcje przyjaciela.
Przez chwilę Gabriel nic nie odpowiadał. W końcu jednak przejechał dłonią po twarzy i westchnął ciężko. Zerknął w bok, na szklaną kulę. Laura spała dzisiejszej nocy dość spokojnie. Dobrze jednak pamiętał jak ciężka była poprzednia. Nawet jego obecność nie pomagała.

- Dobrze - odezwał się w końcu zmęczonym głosem. - Dobrze...


***


Gabriel przyglądał się wyczynom Pana Uzdrowień z mieszaniną zniecierpliwienia i niepewności. Trwało to już ponad godzinę. Raz jeszcze przemierzył nerwowo pokój wpatrując się w szparę między drzwiami a futryną.

- Uspokój się - mruknął Razjel lustrując uważnie jego twarz.
Pan Objawień zerknął na niego przelotnie. Jego twarz wykrzywił nieprzyjemny grymas.

-Zamiast tu siedzieć, mógłbyś pracować nad rozwikłaniem tajemnicy - burknął.

- Właśnie to robię - odparł sucho. - To co spędza mi sen z powiek to nie jej tożsamość. O wiele bardziej martwi mnie twoje nią zainteresowanie. Wiesz jak w historii Królestwa kończyły się takie niezdrowe fascynacje... w Głębi... - zakończył grobowym głosem.
Gabriel prychnął spoglądając na niego z oburzeniem.

- W moim przypadku to nie wchodzi w grę! - żachnął się. - Królestwo jest dla mnie wszystkim i dobrze o tym wiesz!

- W to nie wątpię - szepnął. - Ale sam mi powiedz, jak, na Jasność, mam to odbierać? Wielu równie oddanych zbłądziło.

- Zamknij się Razjel i nie wygaduj głupstw! - warknął, ponownie wpatrując się w szczelinę poprzez którą widział śpiącą Laurę.
Książe Alchemików zmierzył go pełnym rezygnacji spojrzeniem. Przymknął oczy i przetarł kościstą dłonią twarz. Ocknął się z zamyślenia dopiero, kiedy do pokoju wrócił Archanioł Uzdrowień.

- I co? - spojrzał na niego wyczekująco Pan Objawień.
Przez moment Rafael milczał unikając wzroku przyjaciela. Ciężko było mu się przyznać do klęski. Nie chodziło nawet o próżność. Raczej o fakt, że Gabrielowi naprawdę na tej sprawie zależało.

- Ja... - zaczął niepewnie.

- No mówże! - zniecierpliwił się regent.

- Ja nie umiem jej pomóc... - wyszeptał w końcu.

- Do stu demonów, jak to nie umiesz?! - niemal krzyknął.

- Nie umiem - powtórzył słabym, udręczonym głosem. - Nawet nie wiem co jej jest... Wyczuwam, że przepełnia ją cierpienie, ale nie potrafię znaleźć jego źródła. Fizycznie jest zdrowa - wzruszył bezsilnie ramionami. - Przykro mi...
Gabriel wciąż wpatrywał się w niego z niedowierzaniem.

- Może potrzebujesz po prostu więcej czasu... - podsunął spokojnie Razjel. Miał zmarszczone brwi. Sytuacja wydawała mu się coraz bardziej tajemnicza i podejrzana.

- Nie - potrząsnął powoli głową. - Nic nie jestem w stanie zrobić...

- Cudownie - warknął Archanioł Objawień. - Jeśli Pan Uzdrowień nie może pomóc, to nie wiem do kogo można by się jeszcze zwrócić!
Wymaszerował szybkim krokiem z pokoju, po chwili znikł za oszklonymi drzwiami sypialni.

- Przykro mi - szepnął po raz kolejny umęczonym głosem.

- To nie twoja wina Rafałku... - odezwał się cicho Razjel wpatrując się w zamknięte drzwi. - Na razie wracajmy do siebie. Nie mów o tym nikomu, sami spróbujemy się tym zająć...
Piwnooki anioł skinął głową na znak zgody i sięgnął do kieszeni po skrawek Dywanu. Nim się jednak przeniósł, raz jeszcze spojrzał na Księcia Alchemików.

- Dlaczego według Gabriela jest ona aż tak ważna? - zapytał cicho.
Przez chwilę archanioł milczał.

- Sam chciałbym wiedzieć... - szepnął w końcu zmartwionym głosem.


***


Laura obudziła się, kiedy do jej sypialni wpadły pierwsze promienie jesiennego słońca. Obróciła się na drugi bok. Kiedy jej wzrok padł na leżącą obok poduszkę wstrzymała oddech. Sięgnęła po śnieżnobiałe pióro. Kolejne pióro. Nie miała żadnego racjonalnego wytłumaczenia skąd mogły się brać w mieszkaniu. Nikt jej nie odwiedzał, okna były przez cały czas zamknięte z powodu zimna, nie hodowała też żadnych ptaków. Zresztą żadna papużka, ani kanarek nie zgubiłyby pióra takiej wielkości. Zmarszczyła brwi obracając je w dłoni. Uniosła się lekko na łokciach i rozejrzała się po pokoju. Był pusty, tak jak i cała reszta mieszkania, jednak... Ponownie opadła na poduszki i zwinęła się w kłębek wciąż zaciskając w dłoni biały puch.

Od dnia jej nieudanego samobójstwa czuła się dziwnie. Niby nic niezwykłego, biorąc pod uwagę fakt, że całe jej życie było dość niezwykłe. Już od najmłodszych lat wiedziała, że jest inna od reszty dzieci. Czuła więcej od innych i zawsze była z tego powodu wyobcowana. Trzy tygodnie temu czara goryczy i bólu osiągnęła apogeum. Miała dość wszystkiego, łącznie z życiem. Bała się, to jasne, ale była zdecydowana. Przez myśl jej nie przyszło, że mogłaby się rozmyślić. A jednak tak się właśnie stało.

Rozmyślania przerwała jej kolejna fala emocji napływająca z nicości. Tak, właśnie z nicości. Uczucia które odbierała zwykle od ludzi były zupełnie inne niż te. Na dodatek nie potrafiła znaleźć ich źródła. Z początku sądziła, że to może jakiś nietypowy duch. Nie obawiała się zbłąkanych dusz. Już kilkakrotnie miała z nimi do czynienia. Jednak emocje żadnej z nich nie były tak wyraźne. To czym emanowała ta niewidzialna istota było silniejsze od wszystkiego co dane jej było kiedykolwiek poczuć. Mimo to ostatecznie przyjęła, że to jakaś zjawa. Nie miała nic przeciwko jej obecności, wręcz przeciwnie. Emocje które z niej wypływały zakłócało wszystko inne, co próbowało wedrzeć się do jej umysłu i serca. Stanowiło to niewyobrażalną ulgę. Uwolnić się od tych wszystkich obcych uczuć. Z początku ta istota nie przebywała z nią przez cały czas. Chwile kiedy odchodziła, Laura odczuwała podwójnie boleśnie. Wszystko od czego odgrodzona była w jej obecności nacierało na nią pełną siłą. Jednak ostatnim czasem duch nie odstępował jej choćby na chwilę. Wciąż wyczuwała jego obecność. Co więcej. Uczucia jakimi emanowała ta istota dotyczyły teraz tylko jej oraz czegoś co nie znajdowało się na tym świecie. Nie potrafiła tego do końca zrozumieć. Emocje w tym wypadku nie wystarczały. Jednak świadomość tego pierwszego zupełnie jej wystarczała. Ten duch troszczył się o nią z każdym dniem coraz bardziej, co sprawiało, że czuła się naprawdę szczęśliwa. Nikt do tej pory nie troszczył się o nią bezinteresownie...

Duch. Z pewnością w dalszym ciągu myślałaby o tej istocie w ten właśnie sposób gdyby nie te tajemnicze pióra. Skąd, do cholery, mogły się brać. Były jakąś wiadomością? Zmarszczyła brwi ponownie przyglądając się śnieżnemu puchowi. Oderwała od niego wzrok dopiero, kiedy oblała ją kolejna fala emocji. Podniosła wzrok rozglądając się po pokoju. Istota pojawiła się w sypialni, była tego więcej niż pewna. Mieszanina troski, ciepła i zawodu owiała ja niczym podmuch wiosennego wiatru.

- Kim ty jesteś...? - szepnęła w pozorną pustkę pokoju.


***

- Kim ty jesteś...? - cichy głos dziewczyny niemal zwalił go z nóg, kiedy wszedł do pokoju.
Przez moment nie mógł się poruszyć, jedynie wpatrywał się w nią uważnie. Przecież nie mogła go widzieć! Nie mogła go wyczuwać! Więc jak? Po głowie Gabriela kołatała się jedna uporczywa myśl. Zmarszczył brwi podchodząc bliżej łóżka. Przykucnął przy jego brzegu. Wyglądała tak, jak gdyby wodziła wzrokiem po pokoju, jednak jej oczy wciąż były zamknięte. Kiedy je w końcu otworzyła, spojrzenie fiołkowych źrenic skierowane było prosto na niego. Wstrzymał oddech. Czy to możliwie żeby zlokalizowała jego postać? W tym momencie uśmiechnęła się lekko do siebie.

- Dla ciebie to też niezwykłe... - szepnęła. - Czuję to, kimkolwiek jesteś, jesteś zszokowany - lekki uśmiech nie schodził z jej ust. - To mój dar. Urodziłam się z tym - ciągnęła dalej, niezrażona nawałem emocji jakie od niego napływały. Dezorientacja, panika, szok, fascynacja, ciekawość. Wszystko mieszało się w jedno. - Wyczuwałam cię od początku, od tamtej chwili na moście - wyciągnęła dłoń wodząc nią na oślep w powietrzu. Pan Objawień cofnął się machinalnie w tył. Jeszcze chwila a musnęłaby jego twarz. - Z początku sądziłam, że jesteś duchem, ale myliłam się, prawda? - zamilkła na moment, łudząc się na odpowiedź. Wciąż jednak otaczała ją jedynie cisza. - Kim jesteś...?

Gabriel czuł się całkowicie obezwładniony. Przecież ludzie nie są w stanie wyczuć anioła! To niemożliwe, by z nią było inaczej! Zmarszczył brwi lustrując uważnie jej subtelną twarz.

- Kim ty, na Jasność, jesteś? - szepnął z niedowierzaniem. - Kim...?


***


Od czasu kiedy to próbowała z nim porozmawiać minął już prawię tydzień. Ciężko było mu przestać o tym myśleć, mimo to nie powiedział o niczym Razjelowi. W gruncie rzeczy sam nie wiedział dlaczego. Być może powodem były te jego głupie podejrzenia? Archanioł wciąż nie mógł pogodzić się z myślą, że przyjaciel mógł posądzić go o coś... takiego. To był absurd! Królestwo od zawsze było dla niego najważniejsze! Nigdy nie zaryzykowałby wygnania, to jednoznaczne byłoby ze śmiercią...

Potarł palcami skronie. Był wykończony. Jako regent miał ostatnio nawał roboty, a sprawa z tą Córką Ewy w niczym nie pomagała. Tym bardziej, że tamtego ranka ona naprawdę zdawała się go wyczuwać! Jeszcze do tej pory miał zawroty głowy kiedy przypomniał sobie jej słowa. Zwracała się do niego! Nie było co do tego żadnych wątpliwości. Doskonale zdawała sobie sprawę z jego stanu emocjonalnego, ale nie wiedziała kim był. Na dodatek wspomniała coś o tym darze... Gabriel przeklął się w duchu. Mimo wszystko powinien już wtedy porozmawiać z Panem Tajemnic, a nie chować urazę o słowa przyjaciela. W końcu wynikały one jedynie z troski. Razjel nie siedział w jego głowie, nie mógł mieć pojęcia, że dla Pana Objawień coś takiego w ogóle nie wchodzi w grę. Nigdy.

Przejechał dłonią po twarzy. Spojrzał na stos dokumentów. Każdy musiał przejrzeć osobiście, każdy podpisać. Te z pozoru niewiele znaczące zadania decydowały o losach całego Królestwa. Tym bardziej teraz zdawał sobie sprawę z odpowiedzialności jaka spoczywała w jego rękach. Po walce z Siewcą Królestwo było słabsze niż kiedykolwiek przedtem. Co prawda zarówno on, jak i cała reszta, robili wszystko żeby zbudować jako taką równowagę, ale szło to bardzo mozolnie. I w takich właśnie czasach doszła mu jeszcze ona. Zadawał sobie sprawę, że to irracjonalne, ale nie potrafił powstrzymać się przed przybywaniem tu. Tym bardziej, że mógł zaprzeczyć przed sobą, że to tylko zwykła ciekawość. W końcu jego obecność pomagała jej. Powstrzymywała te dziwne ataki.

Gabriel westchnął ciężko przyglądając się jej. Siedziała bez ruchu na środku pokoju już od kilku godzin. Chyba medytuje, przeszło mu przez myśl. W końcu jednak odwrócił od niej wzrok i ponownie zajął się pracą. Nie dane mu jednak było zagłębić się w niej na dłużej.

- Tu jesteś... - Usłyszał jej zadowolony szept.
Oszołomienie po raz kolejny zabłysło w jego zielonych oczach. Rzeczywiście patrzyła prosto na niego.

Odezwała się po raz pierwszy od tamtego ranka. I podobnie jak wtedy trudno było mu uwierzyć, że ta sytuacja dzieje się naprawdę. Co prawda istniała kiedyś sprawa zbuntowanego Stróża, który stal się widzialny dla ludzi, pomyślał Gabriel. Ten anioł, bodajże Ariel, z miłości do kobiety odrąbał sobie skrzydła i ostatecznie Pan obdarzył go łaską. Sprawił, że stał się materialny. Było o tym głośno we wszystkich siedmiu niebach. Jednak ta sprawa była zupełnie inna. Dla Jasności miłość była jedną z najważniejszych spraw, tymczasem tu... Regent zaklął wściekle patrząc jej prosto w oczy. Nie widziała go, potrafiła jednak w jakiś niesamowity sposób wyczuć jego obecność, a nawet dokładnie zlokalizować. Koniec z tym! Pomyślał zdenerwowany odkładając na bok dokumenty i pióro. Czas najwyższy udać się z tym do Razjela! Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej dywan.

Dziewczyna wypuściła ze świstem powietrze, po czym zamknęła oczy starając się po raz kolejny pochwycić wibracje bijące od Istoty. Zmarszczyła brwi, a w jej sercu rozlał się żal. Nie miała wątpliwości, że to nie jej dar zawodził. Istota odeszła.


***



- Niesamowite... - podsumował z niedowierzaniem Pan Tajemnic przyglądając się reakcji dziewczyny kiedy wraz z Gabrielem znaleźli się w jej mieszkaniu. Była nastawiona na odbieranie energii, tego był pewien. Nie wiedział jedynie jakiego rodzaju energie lokalizowała.

- Nie jesteś sam... - szepnęła nieco rozbawiona. W jej głosie bez trudu można jednak było wyczuć ulgę, spowodowaną faktem, że anioł nie odszedł na dobre. Gabriel przyglądał się jej z kamienną twarzą.

- Gdybym tylko mógł spenetrować jej umysł... - mruknął do siebie Razjel.

- Ale nie możesz, wiec trzeba wymyślić coś innego - odparł ze zdenerwowaniem Pan Objawień. - Mam już dość tej sprawy i chciałbym, żeby się wyjaśniła, tymczasem tajemnice wciąż nam się dwoją i troją!

- W końcu się wyjaśnią - odparł ze spokojem niebieskooki kucając obok niej. - Jestem w końcu Panem Tajemnic - przypomniał mu ze słabym uśmiechem nie odrywając od niej wzroku. Regent jedynie prychnął pogardliwie pod nosem. Jego przyjaciel był jednak zbyt zajęty osobą dziewczyny by to zauważyć.


***


Pan Objawień przemierzał bezcelowo swój gabinet nie potrafiąc skupić się na pracy. Dopiero cichy, kobiecy głos wyrwał go z apatii. Odwrócił się i spojrzał na złotooką kobietę o kobaltowych włosach opadających kaskadą na plecy. Pomimo, że upłynęło już sporo czasu, nadal nie mógł przyzwyczaić się do tego, że jest półprzezroczysta.

- Co tu robisz? - zapytał zmęczonym, spokojnym głosem siadając na jednym z wyściełanych aksamitem foteli.

- Dlaczego nikt nie powiedział mi wcześniej co się dzieje? - odparła pytaniem na pytanie lustrując uważnie jego twarz.

- Masz własne problemy kochanie... - spojrzał na nią z bólem, - poza tym, to wcale ciebie nie dotyczy...

- Wszystko co dotyczy ciebie, dotyczy i mnie - odparła twardo.

- Kto ci powiedział?

- Razjel.

- Mogłem się spodziewać - burknął nie patrząc na nią.

- Gabriel, co się właściwie dzieje? Wszyscy się martwią - podeszła do niego bliżej i kucnęła tuż przy fotelu.

- A co ma się dziać? - sarknął. - W Królestwie burdel, zniszczenia są redukowane w żółwim tempie, po odejściu Metatrona brakuje aniołów, ty jesteś zawieszona w tej cholernej próżni, a na dodatek na Ziemi i w naszych archiwach też zaczyna się pieprzyć. Mówiąc w skrócie, tracę kontrolę - wyrzucił z siebie jednym tchem po czym zamknął oczy i odetchnął głębiej próbując się uspokoić.

- Wiem, że jest ciężko... - zaczęła szeptem, - ale wiem też że sobie poradzisz. Najbardziej martwi mnie sprawa tej Ziemianki... - przerwało jej wściekłe prychnięcie anioła.

- Na litość Pana! Chociaż ty nie zaczynaj! Razjel już mnie oświecił swoimi bzdurnymi teoriami! - zerwał się z fotela i ponownie zaczął przemierzać komnatę.

- Ja ją widziałam Gabrielu - ciągnęła dalej nie zrażona jego wybuchem. - W niej jest coś...

- Co?!

- Nie potrafię tego określić. Jakiś magnetyzm - zamyśliła się na chwilę, - w oczywisty sposób cię to przyciąga i to mnie martwi. Zresztą Razjela także.

- Odkąd to słowa Razjela są świętością?! - syknął z przekąsem. - Razjel nie siedzi w mojej głowie! - warknął. - Razjel nie wie, co czuję, co myślę! Razjel nie ma pojęcia czym się kieruję! Ty zresztą także! Moglibyście wiec przestać mnie pouczać i umoralniać! Wiem co jest dozwolona, a co nie! Więc jeżeli łaskawie pozwolicie, sam będę decydował o sobie! Jestem w końcu pieprzonym Regentem Królestwa!
Kiedy skończył w komnacie zapanowała kompletna cisza. Oboje patrzyli na siebie w milczeniu.

- Przepraszam - prychnął w końcu. - Nie powinienem był się unosić, ale to nie jest wasza sprawa.

- Ja się po prostu o ciebie martwię - odezwała się cicho.

- Wiem, kochanie, ale nie mieszaj się w to. Nie masz powodów by się martwić. Nie zrobiłbym niczego głupiego. Wiesz przecież - w jego głosie słychać było nutę zmęczenia.

- Spotkajmy się jutro na Księżycu -zaproponowała, widząc, że zamierza się wytłumaczyć dodała - Razjel i Rafael powiedzieli, że i jutro cały dzień spędzą na Ziemi, wiec twoja obecność jest całkowicie zbędna.

- Nie bierz mnie pod włos - mruknął. - Jest zbyt wiele zaległych spraw w Królestwie.

- Jeśli zajmujesz się nimi chodząc nerwowo po swoim gabinecie to możesz to robić i tam. Poza tym - uśmiechnęła się do niego ciepło - Clio urodziła młode. Są tak podobne do Szafira... - przez chwilę milczał wpatrując się w jej pełne nadziei, złote oczy.

- Dobrze - skapitulował w końcu. - Spotkamy się jutro na Księżycu.



Valaraukar, 30 VII 2005: To opowiadanie pobiło wszelkie rekordy czytelnictwa. Kolejne części oraz inne opowiadania tej autorki można znaleźć w archiwum Strefy, tj. http://prorok.pl/fikcja/str-all.html.

Seiferin
14.11.2004, 10:15

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

tg2rk1ygag

j79fjdlosg qxmcwtpvwnod7mr 6e32073k

24.06.2007, 02:01
c1y6ei5k0l

wqfllp0xcfktvw3c 1ojcfvwg69su4 qap4vg7yw0fjp2tx

24.06.2007, 02:01
ehy9994ezp

msi2pb3ieo i59udghq6ihwikt b2oir84w7m

24.06.2007, 02:01
Ninka

Ach weszłam tu przypadkiem, ale muszę przyznać, że opoawiadanie bombowe. Może 2 powtórzeniowe, ale reszta jest świetna! Masz napisać ksiązkę i to już! Świetnie opisujesz i masz ogromną wiedzę na temat tego, o czym piszesz, więc ogromny plus. Pozdrawiam. :*

28.09.2006, 16:26
Nyktus Szary

ups, jestem Nyktus Szary, sie pomyliłem

18.04.2006, 16:12
Nyktus Szaty

aaaaaaa!!! Na laskę Gandalfa. To jest świetne!!! Padam na kolana, a moja szara, skromna szata tonie w błocie przy Twoim jakże potężnym blasku.

18.04.2006, 16:11
Nyktus Szary

Zapowiada się ciekawie.

18.04.2006, 12:11
Seiferin

Daimon również był brunetem, ale Gabryś na 100% miał "antracytowe włosy" - nawet samo określenie koloru jest cytatem (urzekło mnie to co zresztą bardzo wyraźnie widać w tekście... Inna sprawa, że ja kocham okreslać bohaterów od koloru włosów i oczu - taka mała obsesja ;))

26.10.2005, 15:05
Wredna Strzyga

tiaa... Kossakowska i "siewca Wiatru". Czy to nie Daimon miał antracytowe włosy? Dżibril byl chyba blondynem z lokami... ale pamięć zawodzi, a to twoje fanfiction. Fascynujące. Jak cała angelologia.

9.10.2005, 18:56
.....

ła :D super :> podoba mi sie.

8.08.2005, 21:13