Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Uzdrowicielka

(Romen)

Dotknęła długimi, białymi palcami twarzy dziecka. Jego skóra była delikatna, ciepła i różowa. Dziewczynka krzyczała co sił w małych płucach - witała świat, który dopiero co ją przygarnął.
- Cicho, maleństwo, cicho... - kobieta patrzyła na dziecko z uśmiechem na bladych wargach.
Noworodek jak na rozkaz zaczął milknąć i przestał chwytać powietrze.
- Co się dzieje?! - matka z przerażeniem spojrzała na swoje znieruchomiałe nagle dziecko.
Położna przypadła do drobnego ciałka. Delikatnie je zbadała i próbowała przywrócić mu oddech. Nikt nie zwracał uwagi na dziwna kobietę.
- Co się dzieje?! Co z moim dzieckiem?! Co mu jest?! - matka, chociaż okropnie zmęczona po trzygodzinnym wysiłku, próbowała wstać.
- Nie ruszaj się, słoneczko. Nic mu nie pomożesz, a sobie tylko zaszkodzisz. - położna siłą zmusiła matkę, żeby nie wstawała.
- To niemożliwe, ono musi żyć! Musi!
Mała dziewczynka, która dotąd siedziała w kącie, wybiegła na dwór za odchodzącą kobietą o długich, białych palcach.
- Proszę pani! Ja wiem, że pani zrobiła coś mojej siostrzyczce! Niech pani wróci! Niech coś zrobi! Mama płacze...
Rzeczywiście w chacie, z której wybiegła dziewczynka, słychać było płacz, rozdzierający serce.
- Mała wiedźmo, twoja mama musi płakać, a dziecko musiało umrzeć. To jest moja pierwsza lekcja, więc dokładnie wsłuchaj się w płacz swojej matki. - kobieta odwróciła się, jej czarny płaszcz załopotał na wietrze, jednak mimo silnego powiewu kaptur nawet o milimetr nie zsunął się jej z głowy i nie odsłonił twarzy.
Dziewczynka stała zdezorientowana po kolana w śniegu, a za jej plecami słychać było szloch kobiety, która dopiero co straciła dziecko.


*

- Helikele!
- Tak?!
- Chodź tu natychmiast!
Dziewczynka niechętnie wyjęła nogi ze strumyka i założyła sandałki. Jej szybkie ruchy spłoszyły ptaki siedzące na obsypanym białymi kwiatami drzewie.
- Tak, mamo?
- Helikele, ile razy mam ci powtarzać, że kiedy idę sprzedawać na targ, masz siedzieć w domu? Miałaś posprzątać izbę, a to się samo nie zrobi.
Helikele skinęła głową i weszła do domu. W środku było chłodno i ciemno, a ona tak bardzo chciała posiedzieć na słońcu...Szybko posprzątała pomieszczenie, ale wiedziała, że mimo wszystko matka nie pozwoli jej się pobawić. Dziewczynka musiała być nie tylko dobrą gospodynią, ale również córką, a przede wszystkim uczennicą.
- Idź już do wiedźmy, bo się spóźnisz. - matka powiedziała to na tyle głośno, żeby usłyszała ją sąsiadka. Była dumna ze swojej córki - uczennicy wiedźmy. Nie każdego mógł spotkać taki zaszczyt i oczywiście nie każdy miał dar.
Helikele ruszyła w stronę chaty swojej nauczycielki. Chata była stara, ale dobrze utrzymana. Naokoło niej rosły świerki, a przy samych drzwiach poskręcana, zielona nawet zimą, osika. Dla dziewczynki lekcje u wiedźmy na początku były nudne i nużące: uczenie się panowania nad mocami i żywiołami nie było proste, a powtarzanie wszystkiego aż do osiągnięcia doskonałości było po prostu męczące. Jednak z czasem dziewczynka bardziej przykładała się do nauki i sama zaczęła wymagać od siebie perfekcji.
- Skup się. Wyzwól z siebie moc, uruchom jej pokłady w sobie. - powtarzała monotonnie stara wiedźma, a Helikele próbowała zebrać powietrze w kulę albo stworzyć ognisty pocisk.
Lekcje były coraz ciekawsze i dziewczynka coraz bardziej wprawiała się w starożytnej sztuce zwanej magią. Stara wiedźma bacznie przyglądała się jej wysiłką. Kiedy Helikele była jeszcze małym dzieckiem, które nie potrafiło nawet mówić, wiedźma przyszła do chaty jej matki i podarowała jej srebrny medalion, który posiadała każda kobieta władająca mocami i żywiołami.
- Ona będzie wiedźmą. - powiedziała zawieszając na szyjce dziecka dziwną ozdobę.
- Skąd ta pewność? Czy to możliwe? W mojej, ani w rodzinie mojego męża nie było nikogo z darem. - matka zaczerwieniona z podniecenia bezwiednie mięła fartuch w dłoniach.
- Ona będzie wiedźmą. - powtórzyła z przekonaniem stara.
- Ona będzie wiedźmą. - mówiła kobietą na targu, dumnie podnosząc głowę, matka Helikele.
- Ona będzie wiedźmą. - powtarzały z zazdrością, ale i z respektem kobiety w swoich domach.
- Ona będzie wiedźmą. - szeptały do siebie dzieci, kiedy Helikele mijała je w drodze na swoje lekcje.


*


Helikele spojrzała na szare, pochmurne niebo, nad łąką krążył orzeł. Ptak wpatrywał się w coś swoimi bystrymi oczami, stopniowo zniżał lot, aż nagle z ogromną prędkością runął w dół. Jego mocno zakrzywiony dziób chwycił ciepłe, futrzaste zwierzątko, ptak poderwał się do góry i poszybował w stronę lasu.
- Mała wiedźmo, ono musiało zginąć, żeby orzeł mógł żyć. To jest moja druga lekcja, więc przyjrzyj się dokładnie orłu.
Helikele odwróciła się błyskawicznie, znała ten głos, to była Ona...ta kobieta...
- Kim jesteś?! - krzyknęła Helikele w stronę spowitej we mgłę postaci w długim czarnym płaszczu.
- Ucz się mała wiedźmo. - różowe, pełne wargi rozciągnęły się w uśmiechu. Z całej twarzy, Helikele mogła dostrzec tylko te wargi.
Kobieta odwróciła się, a dłonie o długich białych palcach schowała w rękawy płaszcza.
- Zaczekaj! Nie odchodź! O co ci chodzi?! Odpowiedz!
Nawet na nią nie spojrzała. Dziewczynie wydawało się, że rozpłynęła się w wieczornej jesiennej mgle. Helikele stała na łące, a za jej plecami słychać było krzyk pięknego, silnego orła.


*


- Nie wierzę, żeby Helikele potrafiła coś wyczarować. Nigdy nie widziałem, żeby czarowała. Tylko chodzi do tej staruchy, która uczy ją co najwyżej szycia!
Dzieci zebrane wokół Joska wybuchnęły śmiechem. Chłopak widocznie zadowolony, ze swojego żartu powiódł tryumfalnym wzrokiem po twarzach dzieci z wioski.
- Doprawdy? - dzieci momentalnie przestały się śmiać. Smukła sylwetka Helikele odcinała się wyraźnie na tle ciemnego nieba. - Nie wiedziałam, że taki z ciebie niedowiarek.
Na pulchnej twarzy chłopaka wykwitły rumieńce, ale nic nie powiedział.
- Chcecie zobaczyć jak się posługuje mocą? - zapytała zimnym, beznamiętnym tonem, ale czarne oczy rzucały błyskawice. - Tacyście ciekawi? Tak, Josek? - chłopak drgnął nerwowo - Postanowiłam spełnić wasze prośby i pokazać wam trochę magii. - jej oczy zamigotały złowrogo, a dzieci spojrzały po sobie ze strachem, ale i z nieukrywaną ciekawością.
Helikele rozłożyła ręce, skupiła się i zaczerpnęła mocy. Między jej dłońmi zaczęła pojawiać się mgiełka, która szybko rosła, a następnie poszybowała w tłum. Dzieci rozpierzchły się wrzeszcząc z przerażenia. Dziewczyna wyczarowała promień strachu. Nie był to czysty strach, tego jeszcze nie potrafiła, ale był wystarczający, żeby zmusić dzieci do wrzasku. Helikele śmiała się dziko, wiatr szarpał jej błękitną sukienką i rozwiewał długie, brązowe włosy.
- Chcieliście magii? Proszę bardzo, to była właśnie ona. Podobało wam się? - drwiła Helikele - Zadowoleni z pokazu? Czy może jeszcze nie?
Oszołomione, przestraszone dzieci, rozbiegły się do domów.



*


Helikele stała ukryta za pniem ogromnego drzewa. Pod palcami czuła szorstką korę, a pod stopami kłujące gałązki, małych, leśnych roślinek. Niedaleko niej szarpało się dwóch mężczyzn.
- Powiedziałem, żebyś się nie zbliżał! - mężczyzna o ogorzałej twarzy dyszał ciężko.
- To ty nie oddałeś mi forsy, do cholery! - młody blondyn zrobił dwa kroki w przód.
W mgnieniu oka szarpanina przeszła w bijatykę. Uderzenia blondyna były niecelne i słabsze od uderzeń starszego mężczyzny, którego mięśnie wyraźnie odznaczały się pod koszulą. Chwycił chłopaka i z całej siły rzucił nim o pień wielkiego świerku. Duże błękitne oczy rozszerzyły się, a z piersi wyrwał się jęk, młody mężczyzna osunął się po woli po twardym, ciemnym konarze, pełnym małych wystających gałęzi. Krew z rozbitej głowy zabarwiała jasne włosy, znacząc je czerwonymi plamami. Zwalisty mężczyzna otarł krew z rozciętej wargi i bezbarwnym wzrokiem wpatrywał się w ciało leżące pod drzewem. Nagle, tak jakby dopiero dotarło do niego co zrobił, chwycił się za głowę, cofnął się, potknął i uciekł. Jego wielkie buciory zostawiały wyraźne ślady w miękkim śniegu. Dziewczyna przeczuwała co się teraz stanie. Bez powodu Los nie postawił na jej drodze tych dwóch mężczyzn. Tak jak się spodziewała zobaczyła Ją. Siedziała przy trupie mężczyzny i długimi, białymi palcami gładziła go po delikatnych włosach. Wyglądała tak jakby była tam od dawna, ale przecież tak nie było, w tedy Helikele na pewno by ją zauważyła...
- Wiedźmo, on nie musiał zginąć. To jest moja trzecia lekcja, więc uważnie obserwuj mordercę i jego rodzinę... i ich rodziny...- palcem dotknęła, ciepłego jeszcze, policzka chłopaka.
- Po co to wszystko mi pokazujesz? - głos dziewczyny był cichy, ale drżał. - Powiedz o co ci chodzi.
Czerwone usta kobiety wykrzywiły się w drapieżny uśmiech.
- Ty masz się uczyć, więc się przyłóż.
- Kim jesteś? Pokaż twarz!
Na oczach Helikele, dziwna kobieta zniknęła. Dziewczyna wpatrywała się w miejsce, gdzie przed chwilą była postać w czerni, a potem przeniosła wzrok na bladego mężczyznę i nagle uśmiechnęła się do niego.
- Wiesz, naokoło ciebie, na śniegu, wykwitły czerwone plamy krwi, jak maki...jak maki na polu.


*


- Masz już 20 lat. Nauczyłam cię wszystkiego co umiałam. Dalej musisz sama zdecydować co chcesz roić. Mam nadzieję, że wybierzesz dobrą drogę.
- Tak, dobrą drogę... - Helikele uśmiechnęła się.
- Skąd to masz? - jej ton stracił cały swój oficjalny charakter. Wiedźma dopiero teraz zauważyła gruba księgę oprawioną w czarną skórę, którą dziewczyna trzymała w rękach.
- Sama mówiłaś, żeby poszukiwać nowych źródeł wiedzy. Ja znalazłam.
- Helikele, ta księga nie powinna cię interesować. - powiedziała spokojnie stara wiedźma.
- Ale interesuje. Nie jesteś zaskoczona.
- Nie, Helikele, nie jestem. Znam cię i to lepiej niż bym czasami chciała. Wiedziałam, że do tego dojdzie.
- Skoro wiedziałaś, to po co w ogóle mnie uczyłaś? Mogłaś odkryć, że mam dar i zostawić mnie w spokoju, w zupełnej nieświadomości, że mam moc.
- Nie mogłam i nie chciałam. Nie mogłam, bo to moja powinność nauczać dzieci z darem, nie chciałam, bo miałam nadzieję.
- Głupią nadzieję.
- Może i głupią.
- Jestem ci wdzięczna, że mnie nauczałaś. Prawie wszystko co umiem, umiem dzięki tobie.
- Cieszę się, że potrafisz być wdzięczna, chociaż to. - uważne oczy wiedźmy patrzyły wprost w oczy dziewczyny - Chociaż to... - podeszła do niej i dotknęła czułym gestem jej ramienia. - Helikele, dziecko, pamiętaj, że to Ziemia dała ci moc i jej bądź wdzięczna, pamiętaj również, że Ziemia kocha wszystko co istnieje. Wszystko. Potrafi jednak zabić z miłości do swoich dzieci, nawet, jeśli ma zabić jedno z nich.
Helikele spojrzała na nią z niepokojem, w starej twarzy wiedźmy nadal było coś tajemniczego.
- Potrafię dbać o siebie. Dobrze o tym wiesz.
- Pamiętaj, że zawsze możesz wrócić.
- Nie skorzystam, ale dziękuje. - odwróciła się na pięcie i energicznym krokiem wyszła z chaty.
- Żegnaj moja mała Helikele. - szepnęła wiedźma odprowadzając smutnym wzrokiem wysoką postać dziewczyny .


*


- Idę.
- Córeczko pamiętaj, żeby na siebie uważać. Pilnuj się. - zapłakana matka przytulała córkę - Naprawdę musisz iść?
- Naprawdę. Już ci to tłumaczyłam.
- Wiem, wiem... - otarła wierzchem dłoni mokre, orzechowe oczy, ale to nic nie dało, bo nadal płynęły z nich łzy - musisz pogłębiać swoją wiedzę. Na pewno, za jakieś trzy lata moja córka będzie sławną uzdrowicielką. Jeszcze tu, w naszej wsi, usłyszymy o tobie. - zaśmiała się radośnie - Moja kochana córeczka. Wiesz, jednak może zostaniesz...Tak, tak. Rozumiem. Tylko, wiesz, strasznie trudno jest mi przyzwyczaić się do myśli, że ciebie już nie będzie obok.
- Mamo, muszę...
- Wiem, wiem...Idź już, bo się całkowicie rozkleję. - pocałowała Helikele i jeszcze raz mocno ją do siebie przytuliła - Kocham cię, córeczko.
- Ja ciebie też, mamo. - odwzajemniła uścisk.
- Dbaj o siebie i pamiętaj o matce! - machała zawzięcie za szybko odchodzącą dziewczyną.
- Nie martw się, nie zapomnę! - odkrzyknęła - Ani o tobie, ani o wiedźmie. Tylko o was nie zapomnę. - powiedziała ciszej.
- Żegnaj moja mała Helikele. - szepnęła matka odprowadzając pełnym miłości wzrokiem wysoką postać dziewczyny.



*


Siedziała pochylona nad grubą, oprawioną w czarną skórę, księgą. Przeczytała jeszcze raz ten sam wers i przewróciła podniszczoną, chropowatą kartkę. Ktoś, kto by ją obserwował, nie wiedziałby, co ona robi. Dla normalnego człowieka te pożółkłe stare kartki były puste, ale Helikele widziała małe, czarne literki i szybko poznawała treść zdań, które tworzył ten drobny maczek. Zamknęła księgę i wpatrywała się w czarną dziurę okna pokoju. Oprócz normalnych odgłosów nocy, dochodził do niej gwar podnieconych, ludzkich głosów. Wiedziała, o czym rozmawiają w gospodzie, teraz mówiło się o tym wszędzie. Mimo wszystko wysłała strumyczek mocy do wypełnionej tłumem izby na dole. Chciała wiedzieć, czy są może jakieś nowe wieści. Dotarły do niej głosy.
- Będzie wojna! Jednak będzie! - mówił jakiś podekscytowany mężczyzna.
- Nasz drogi król chce zrobić z nas, swoich poddanych, sieczkę. - mruknął gospodarz, z werwą dźgając nożem golonkę, ociekającą tłuszczem.
- Ravel III to idiota! - krzyknął ktoś z sąsiedniego stolika.
- Czyżbyś ośmielił się obrazić naszego cudownego króla, mecenasa sztuki, muzyka...- gospodarz zrobił komiczna minę.
- I kompletnego beztalencia politycznego. - dodała ładna blondynka o ostrym głosie, popijając miód z kufla.
Gospodarz przywołał gestem dziewczyny roznoszące napitki i jadło, i szepnął:
- Dolejcie wszystkim, na koszt mojej cudnej gospody.
Kiedy każdy miał już pełny kufel, gospodarz wstał, potrącając przy tym jednego z klientów, i krzyknął:
- Drodzy goście, wznieśmy toast! Niech żyje nam długo nasz ukochany król Ravel III, ostoja naszego narodu!
- Niech żyje! - krzyknęli wszyscy zgodnie, wypijając za zdrowie króla i wrócili do dalszego roztrząsania jego beznadziejnych rządów.
- Zobaczycie, ta wojna, będzie naszą klęską. Ravel to żałosny władca. Wojska Kh-orta, wybiją nas w pień. - powiedziała łamiącym się głosem blondynka, a reszta przytakująco skinęła głowami.
Helikele wchłonęła z powrotem strzępek mocy. Stanęła przy oknie i wciągnęła w płuca nocne, pachnące lasem powietrze. ,,Czas wziąć sprawy w swoje ręce." - pomyślała zdmuchując chwiejne, złoto-czerwone płomyki świec.


*


Niespokojnie przewracała się z boku na bok. Chciała, ale jednocześnie bała się zasnąć. Znowu obudził ja ten sen. Widziała w nim kobietę w długim czarnym płaszczu, jej dziwny, niepokojący uśmiech i długie, szczupłe, białe palce. Śniło jej się, że ta dziwna postać przechadza się po jej komnatach. Kiedy odwróciła zakapturzoną twarz w jej stronę, Helikele usłyszała krzyki zabijanych ludzi, jęki więźniów, chorych, torturowanych i...rozpacz. Słyszała niesamowitą, mrożącą krew w żyłach muzykę rozpaczy. Na samo jej wspomnienie przebiegł jej po plecach zimny dreszcz. Spróbowała się uspokoić. Spojrzała na wielkie okno, przez które sączył się srebrzysty blask księżyca. Rozejrzała się po komnacie, wszystko było spowite w światło nocy. Nie mogła zrozumieć, dlaczego ten sen ją przeraża i ciągle nawiedza, nie pozwalając spokojnie spać. Już tysiące razy słyszała krzyki ludzi i przeszywające wrzaski, jednak nigdy nie robiło to na niej nawet najmniejszego wrażenia. ,,Cel uświęca środki.", bardzo dobrze zdawała sobie z tego sprawę. Westchnęła, ułożyła głowę na białej poduszce i przykryła się pościelą. Resztę nocy przespała już spokojnie.


*


Siedziała wygodnie na obitym aksamitem tronie. Była ubrana w długą, prostą i skromną suknię, której jedyną ozdobą były rozszerzane rękawy i srebrny medalion na szyi królowej.
Mężczyzna padł przed nią na kolana.
- Wstań. Powiedz, z czym przychodzisz.
- O Pani! Nasza Władczyni... - zrobiło mu się niedobrze, kiedy spojrzał w jej zimne oczy szybko odwrócił wzrok - Rządzisz już cztery lata w kraju naszych przodków. Uchroniłaś nas przed wojną z Kh-ortem, potężnym królem, nie przelałaś naszej krwi w bezsensownej wojnie, za co jesteśmy ci wdzięczni...
- Och, miło mi. - powiedziała z nutką drwiny w głosie. - Kontynuuj.
Mężczyzna wiedział, że to misja samobójcza, ale nie potrafił dalej żyć jak zaszczute zwierze. Czuł, że nie przeżyje następnego dnia. Umrze, ale z honorem, za tych, których kochał. Wziął głęboki oddech i spojrzał jej głęboko w oczy. Poczuł się, jakby ktoś wepchnął go do lodowatego strumienia, ale tym razem nie odwrócił wzroku. Strach ustąpił miejsca tłumionemu dotąd gniewowi.
- Jednak teraz jest jeszcze gorzej niż byłoby podczas wojny. W czasie wojny walczy się z wrogiem, który chce wyrządzić ci krzywdę, odebrać ziemię...A ty, Pani? -uśmiechnął się ironicznie. - Walczysz z własnym ludem, z własnymi poddanymi, bo nie chcą być traktowani jak śmiecie, bo nie chcą kłaniać się Krwawej Władczyni. Kiedy coś idzie nie po twojej myśli nie wahasz się zabić. Czy ty nie masz serca!? Kim jesteś, żeby decydować o życiu i śmierci!? - nienawidził jej, tak bardzo jej nienawidził za to, co mu zrobiła.
- Jestem królową.
- Jesteś potworem!!!
- Głupcze, myślisz, że coś ci da wylewanie przede mną swoich żali, odgrywanie tej dramatycznej scenki? I co z tego, że przyszedłeś tu i powiedziałeś co o mnie myślisz? - jej spojrzenie przebijało go jak sztylet, upadł na nieskazitelnie czystą posadzkę. - To nie przywróci życia twojej rodzinie.
Rzucił się na nią, nóż w jego dłoni błyszczał w ciepłym słońcu. Jednym ruchem ręki powaliła go z powrotem na podłogę.
- Nie bądź śmieszny!- jej czysty, dźwięczny śmiech, zabrzmiał w wielkiej marmurowej sali jak muzyka. - Wiesz, że jestem wiedźmą. Mogę torturować cię całe lata nie wytaczając ci z żył ani kropli krwi, mogę sprawić ci taki ból, że sam będziesz mnie błagał o śmierć, mogę przyprawić cię o utratę zmysłów, mogę zrobić z tobą co chcę.
Podeszła do niego, jej kroki były lekkie, tak jakby nic nie ważyła. Rozcapierzyła palce, a ból w głowie mężczyzny zaczął narastać.
- A może sam wybierzesz karę dla siebie Josek, co? - widząc jego wzrok uśmiechnęła się lekko. - Tak, wiem kim jesteś. Ze względu na starą znajomość wymyślę dla ciebie coś szczególnego. Zabiłabym twoja rodzinę, ale zrobiłam to...Zaraz, zaraz.... kiedy to było...No, przypomnij mi!- ból był coraz silniejszy.
- W ma...w maju... - słowa z wielkim trudem przedostały mu się przez gardło, czuł się jakby zaraz jego głowa miała rozpaść się na miliony kawałeczków.
- Jak ten czas leci! - zaśmiała się. - Wiesz, co? Mam! - ból ustąpił gwałtownie, Josek dyszał ciężko.
- Jak myślisz, jak cię przyjmą sąsiedzi, kiedy dowiedzą się, że przez twoją arogancje zginą ich dzieci? No, to jak? Pozbawimy rodziców ich ślicznych pociech?
- Nie rób tego! - krzyknął resztką sił, jaka mu pozostała.
- Bo co? Coś mi zrobisz? Jesteś nikim, zapamiętaj to sobie, i nic nie możesz mi zrobić.
- A ty pamiętaj, ze nie jesteś nieśmiertelna. Kąpiesz się w bólu innych, ale kiedyś to ty będziesz skamleć o życie.
Helikele podniosła go swoją mocą i rzuciła go pod same drzwi komnaty.
- Straż! - do sali wbiegło dwóch wysokich, dobrze uzbrojonych mężczyzn. - Zaprowadźcie tego człowieka na plac i ogłoście, jaka go spotka kara za zuchwałość. - jeden ze strażników schował z powrotem miecz i złapał w locie czysty pergamin, który zaraz zaczął zapełniać się literkami. - Dopilnujcie też, żeby oglądało to jak najwięcej ludzi, szczególnie jego sąsiadów.
- Jak karzesz Pani.
Strażnicy pokłonili się nisko i szybko opuścili komnatę tronową, wlokąc za sobą nieprzytomnego mężczyznę.



*


Słońce powoli chyliło się ku zachodowi. Helikele przechadzała się wolno po przypałacowym ogrodzie i wciągała w płuca słodkie zapachy kwiatów. Delikatny wiosenno - letni wietrzyk muskał ją po twarzy i rozwiewał lśniące, brązowe włosy. Relaksowała się po całym dniu spędzonym z gośćmi z pobliskich krajów, którzy przyjechali złożyć jej zapewnienia o swojej "nigdy niesłabnącej lojalności i wiecznym poparciu." Ich kraje były już w jej rękach. Bezwiednie obracała w palcach swój medalion i napawała się zwycięstwem. Nagle poczuła czyjąś obecność. Soczyste, jak dotąd, barwy drzew i kwiatów sprawiały wrażenie przytłumionych.
- Witaj wiedźmo.
Helikele nie mogła uwierzyć własnym oczom. To znowu była Ona.
- Dawno się nie widziałyśmy, wiedźmo.
- Po co znowu przyszłaś?- palce królowej ześlizgnęły się z medalionu.
- Uczyć cię. Niestety moje lekcje nie podziałały. Wybrałaś inną drogę. Mogłaś być kimś lepszym...Jednak dokonałaś wyboru.
- O co ci chodzi?! Kim jesteś?!
- Masz wielka moc, którą mogłaś używać inaczej.
- Nikt nie umarł. - szepnęła Helikele, jej wargi drgały.
- Ziemia upomina się o karę dla ciebie.
- Co...co? Kim jesteś? Pokaż twarz!
- Jeśli chcesz. - na jej krwistoczerwonych wargach pojawił się uśmiech. - Teraz mogę pokazać ci moje twarze, bo ja mam wiele twarzy, wiedźmo. - długie białe palce chwyciły za brzeg kaptura i zsunęły go z głowy.
Oczy Helikele rozszerzyły się w paroksyzmie strachu. Widziała krew, wszędzie pełno krwi...zarazy, choroby, ból, starość, żal, smutek, rozpacz, brak nadziei, strach i miliony, miliardy cierpiących ludzi, ich krzyki, wrzaski, jęki, otaczały ją ze wszystkich stron, ich łzy były wszędzie. Jednak widziała też spokój, ulgę i...ciszę.
Kobieta z powrotem zasłoniła twarz kapturem.
- Śmierć...śmierć...- Helikele dopiero teraz zdała sobie sprawę, że leży na ziemi, a z oczu płyną jej łzy.
- Śmierć.- potwierdziła spokojnie kobieta w długim płaszczu. - Nie pokazałam ci wszystkiego, postanowiłam trochę rzeczy ci oszczędzić.
- Nie zbliżaj się! - krzyknęła królowa histerycznie.
- Widzę, że już wiesz po co przychodzę. To jest moja ostatnia lekcja. - zaczęła się do niej powoli przysuwać.
- Odejdź! Nie zbliżaj się!!! - poderwała się na nogi, rozstawiła palce i wyciągnęła przed siebie rękę. Uwolniła całą swoją straszliwą moc.
Śmierć uśmiechała się. Magia Helikele nie mogła tu się na nic przydać. Dziewczyna nie mogła się poruszyć, ani krzyczeć. Śmierć była coraz bliżej.
- Nikt nie ucieknie przed karą. Ona zawsze cię spotka, prędzej czy później. - długie, białe palce dotknęły czoła Helikele.
Wiotka postać dziewczyny osunęła się na ziemię. Ostatnie, czerwone promienie słońca odbijały się w jej martwych czarnych oczach.

Romen
21.08.2004, 08:42

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

8nv9n89ga9

ec0ul17fetlds kmvvmxy4uziio 13n404ue

24.06.2007, 02:03
fwiuv5c352

fntqv7ba4s xz2tiacj mjixhxscpbi

24.06.2007, 02:03
d7wjg71wq6

0ogmifdykiy5z2hs4 guvpkwvls2 n41f9rjusb9vpfyom

24.06.2007, 02:03
azuil

Cudowne. Dawno czegoś takiego nie czytałam.

23.10.2005, 16:35
Czakhan

rzeczywiscie swietne...i dajace duzo do myslenia..

30.09.2005, 22:02
Simbelmyne

To jest naprawdę cudowne! Żałuję że przeczytałam to dopiero teraz...

31.08.2004, 20:23
Romen

Ginny nie ,,napisał" , a ,,napisała" :) Moje pierwsze opowiadanie znajduje się w Strefie Fikcji, pisałam je jako ,,Asia".

24.08.2004, 12:41
Valaraukar

Valaraukar udziela poparcia przemówczyni.

23.08.2004, 18:04
Andromeda Mirtle

No to ja wyjdę z genialnym pomysłem: nie można tego opowiadania na forum dać?

23.08.2004, 13:49
Valaraukar

To jakiś nowy przypadek, doprawdy. I sam nie wiem co zrobić... nie możesz ich np. dać komuś, żeby wysłał? Nie bardzo widzę gdzie tutaj by można wklejać i krytykować opowiadania. A pod regulamin nikt nie zagląda, bo i po co?

23.08.2004, 07:40