Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Strefa Fikcji: Order Feniksa cz. V i VI, ostatnia

"Napój Miłosny Kleopatry, zwany potocznie "Kleopatrą", jest najsilniejszym eliksirem miłosnym, jaki do tej pory wynaleziono. Autorką receptury jest ponoć sama Kleopatra VII Wielka (69-30r.p.n.e). Ta starożytna egipska królowa i wybitna alchemiczka miała uwarzyć ten napój, by uwieść przywódcę wrogiego Egiptowi państwa. Oryginalny przepis, spisany po grecku na egipskim papirusie, znajduje się w Brytyjskim Muzeum Historii Magii. W dzisiejszych czasach "Kleopatra" używana jest bardzo rzadko z dwóch powodów: wyjątkowo trudno ją przyrządzić i wymaga starannego dozowania, ponieważ jej skutki mogą być nieodwracalne. Zalecaną dawką jest 1 mg (miligram) na miesiąc. Po jednorazowym spożyciu ilości większej niż pół grama może wystąpić tzw. "Syndrom Romea i Julii". Jego pierwsze objawy to oświadczyny. Jest on uleczalny pod warunkiem, że dawka nie przekroczyła 5 g (gramów). Dlatego w drugiej połowie XX wieku "Kleopatra" została praktycznie wyparta z rynku przez łatwiej dostępne, ale często !
szkodliwe dla zdrowia afrodyzjaki i mugolskie środki odurzające."
Barbara Redgrave "Nowożytne dzieje starożytnych eliksirów"


Rozdział 5


Poranne promienie słońca łaskotały Syriusza w nos, więc kichnął i się obudził. Rozejrzał się. Leżał półnagi, owinięty kocem w jaskini. U jego stóp zwinięta w kłębek spała Lily Potter. Stanęły mu przed oczami wydarzenia dnia wczorajszego. Wciąż czuł się słabo, a grubo obandażowana dłoń piekła go lekko. Spróbował usiąść, ale po chwili zrezygnował. Jego ruch obudził Lily. Dziewczyna ziewnęła i otworzyła oczy. Była zaspana i miała zapuchniętą twarz.
-Wyglądasz okropnie.
-Dzięki. I tak się czuję. - jęknęła, siadając. - Niedobrze mi. Idę się przewietrzyć.
Wstała i wyszła z groty. Po paru minutach wróciła, ale wcale nie wyglądała lepiej.
-Rany, nie było mi tak niedobrze od kiedy byłam w ciąży.
-A czy… czy to możliwe?
-O mój Boże! Co ja zrobię, jeśli rzeczywiście jestem w ciąży? Moje dziecko będzie wychowywać się bez ojca! To źle wpływa na rozwój psychiczny!
Syriusz ujął jej dłoń w swoją.
-Spokojnie. Wszystko się ułoży. Zaopiekuję się tobą, jak przyrzekłem Jamesowi.
Lily ukryła twarz w dłoniach i rozpłakała się.
-Nie jesteś sama. Masz przecież Remusa, Dumbledore'a, Alicję, Franka, Molly, Artura, cały Zakon Feniksa… Na pewno wszyscy będę ci pomagać.
-B…boję się. - zaszlochała Lily. - A jeśli P…Peter znowu zechce… i V…Voldem…mort…
-To się nie powtórzy. Ukryjemy cię dobrze. Zostanę twoim Strażnikiem Tajemnicy i…
-Nie rób tego, Syriuszu! - Lily podniosła głowę i spojrzała mu w oczy. - Proszę, nie ty! Nie chcę, żebyś zginął przeze mnie! W ogóle nie chcę, żebyś zginął! Nie chcę oglądać twojego ciała na schodach! Nie chcę, rozumiesz?!
Zakrztusiła się. Po chwili uspokoiła oddech.
-Nie chcę cię stracić, Syriuszu. Tylko ty trzymałeś mnie tu i teraz. Kazałeś żyć… Zmusiłeś do tego… Tylko ty… i Joanne… Ona była bardzo dobra…
-Najwspanialsza. Najlepsza, najpiękniejsza, najmądrzejsza, najukochańsza… Już za nią tęsknię…
Lily milczała, ale ciepły dotyk jej dłoni znaczył dla Syriusza więcej niż tysiąc słów.

Remus obudził się w zdecydowanie dobrym nastroju. To, że wciąż żył, było wyjątkowo dobrą wiadomością. Humoru nie psuł mu nawet fakt pobytu w szpitalu.
-Cześć. - odezwała się Nimfadora Tonks, siedząca na taborecie przy jego łóżku. - Podobno załatwiłeś Voldemorta.
-Cześć. - odparł. - To nie ja. Właśnie miał mnie zabić i nagle upadł. Potem dostałem zaklęciem i straciłem przytomność.
-Naprawdę? - dziewczynka wyglądała na zawiedzioną. - Szkoda. Powiem o tym pani Longbottom. Cały czas zastanawia się z panem Dumbledorem i panią Vance, jak to się stało. Na razie doszli do wniosku, że nie wiedzą.
-Muszę cię rozczarować. Ja też nie wiem.
-Szkoda. No to pójdę im powiedzieć, że już się obudziłeś.

Severus obudził się. Czuł, że się nie wyspał, ale z drugiej strony był w zadziwiająco dobrym humorze. I nagle przypomniał sobie wczorajsze wypadki.
Obok niego spokojnie spała Bellatrix Lestrange. Wydała mu się najpiękniejszą kobietą na świecie, co go trochę zaniepokoiło. Postanowił uważniej przyjrzeć się rzekomej wódce, którą wczoraj pili. Przebadał ją szybko za pomocą kieszonkowego laboratorium alchemicznego, które zawsze ze sobą nosił. Wynik był lekko przerażający. Okazało się, że skonsumowali nierozcieńczony i mocno sfermentowany Napój Miłosny Kleopatry. Na podstawie spożytej dawki obliczył, że przez najbliższe sto czterdzieści trzy lata, pięć miesięcy i trzy dni będzie szaleńczo zakochany w Bellatrix. Potem powinno zacząć mu przechodzić.
Wielkie nieba…
-Severusie? - Bellatrix najwyraźniej też się obudziła.
Spojrzał w jej stronę. Przeciągnęła się, ziewnęła i uśmiechnęła do niego.
-Dlaczego to zrobiłam? - zastanowiła się chwilę. - I dlaczego wydajesz mi się najbardziej pociągającym facetem na świecie? Czym ty mnie napoiłeś? - spojrzała na niego podejrzliwie.
-Ja? To ty się poczęstowałaś tą wódką, która zresztą wcale wódką nie była. I przez ciebie ja też się jej napiłem No to już koniec.
-To dziwne, ale wcale nie szkoda mi mojego nieboszczyka męża. Był idiotą i draniem, pewnie zaczął się do niej dobierać i się naciął. - uśmiechnęła się. - Co było w tej wódce? Jakiś narkotyk? Afrodyzjak?
-Gorzej. Wpadliśmy po uszy. Wypiliśmy nierozcieńczoną "Kleopatrę". Nie przestaniemy się kochać co najmniej do końca życia. - westchnął ciężko.
-To chyba nie aż tak źle, co? Dobrze jest mieć w życiu chociaż jeden pewnik. I nie rób takiej nieszczęśliwej miny, ciesz się, że nie napiłeś się "Kleopatry" z jakąś obleśną brzydulą.
Snape mruknął coś pod nosem.
-Ale to dziwne uczucie. Wszystko wydaje się dobre, kolorowe i przyjazne… Wiesz co? Ja już nie chcę być Śmierciożercą. Nie chcę zabijać. Widzisz, co ten eliksir ze mnie zrobił? Teraz pewnie Czarny Pan mnie zabije.
-Nie. Nie pozwolę na to. - Snape spakował swój sprzęt laboratoryjny. - Dumbledore ci pomoże. Ukryje cię i nic ci nie będzie. Ubieraj się. Teleportujemy się od razu do szpitala św. Munga.
-Dlaczego tam? - zdziwiła się Bellatrix zapinając szatę.
-Zaufaj mi.
-Ufam. Zakochane kobiety są jednak strasznie naiwne.

-Wygląda na to, że Voldemort bez wyraźnej przyczyny po prostu umarł. - oznajmił Remusowi Dumbledore.
-To chyba dobrze?
-To wspaniale, ale wygląda to trochę dziwnie…
-Profesorze Dumbledore! - do sali wpadł Artur Weasley. - Mam wiadomość od Lily Potter! Zostawiła mi ją w nocy! Dopiero teraz ją dostałem.
Wręczył dyrektorowi kawałek pergaminu.
"Uciekłam. Syriusz jest ranny. Będziemy w miejscu, w którym bawiliśmy się kiedyś w chowanego.
Lily"
-Chodzi o groty koło Hogsmeade. - oznajmił Remus.
Dumbledore natychmiast teleportował się. Po chwili był już w odpowiedniej grocie. Syriusz spał. Lily siedziała obok.
-Lily, jak się czuje Syriusz?
-Dobrze. Już wszystko w porządku. Teraz musi odpocząć i będzie zdrów jak ryba. - uśmiechnęła się lekko
-A jak ty się czujesz?
-Wykończona. - ziewnęła lekko.
-To była zdecydowanie długa noc. Ale warto było. Lord Voldemort nie żyje, a Śmierciożercy są już w Azkabanie.
-I… i już po wszystkim? - nie mogła uwierzyć Lily. - To już koniec? Nie będziemy już musieli walczyć i bać się?
-Tego nikt nie może obiecać. Znów może narodzić się ktoś wielki i potężny o zatrutym żądzą władzy umyśle i wszystko może zacząć się od nowa. Ale miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie. - Dumbledore uśmiechnął się. - Wezmę was do szpitala.
Podniósł leżący w okolicy kamień i zmienił go w Świstoklik.
-Miło pana widzieć. - powiedział Syriusz, który w międzyczasie się obudził.
-Ciebie też, Syriuszu. Złap Świstoklik.
Wszyscy troje chwycili zaczarowany kamień i po chwili byli już w szpitalnym holu. Syriusza od razu ułożono na noszach i odtransportowano na badania. Lily dostała łóżko w mieszczącym się na najwyższym piętrze hotelu dla rodzin pacjentów i zaraz poszła spać.

W holu szpitala pojawiły się dwie postacie.
-Dzień dobry, Severusie. - odezwał się Dumbledore.
-Dzień dobry, dyrektorze. To jest Bellatrix Lestrange. Chce przejść na naszą stronę i boi się, że Czarny Pan ją zabije.
Dumbledore zauważył, że Bellatrix trzyma Severusa za rękę.
-Jest skłonna złożyć zeznania. Czy może liczyć na pańską ochronę?
-To nie będzie konieczne. - Dumbledore uśmiechnął się.
-Ale…
-Lord Voldemort nie żyje. Śmierciożercy są już w Azkabanie.
Severus i Bellatrix popatrzyli na siebie zdumieni, po czym padli sobie w objęcia i zatonęli w namiętnym pocałunku. Dumbledore postanowił im nie przeszkadzać i poszedł odwiedzić rannych członków Zakonu. Usłyszał za sobą trzask teleportacji i gdy się obejrzał, w holu nie było już ani Snape'a, ani wybranki jego serca. Pokręcił głowa z niedowierzaniem.
-Ach ta dzisiejsza młodzież…

Syriusz obudził się w szpitalnej sali. Na łóżku obok leżał Remus Lupin.
-Cześć, Lunatyku.
-Cześć, Łapo! Życie jest piękne!
-Rzuciło ci się na mózg? - zainteresował się Black, unosząc się na łokciu.
-No przecież Voldemort nie żyje i…
-Że co?!
Lupin po raz pierwszy spojrzał na swojego przyjaciela.
-Nie wiedziałeś?
-Niby skąd? Przez całą noc zdychałem w jaskini.
-Koło Hogsmeade? Ale dlaczego akurat tam?
-Nie wiem. To był pomysł Lily. Kto zabił Voldemorta?
-Nikt. I to jest najdziwniejsze. Nawet Dumbledore nie wie, jak to się stało. Ale ciało Voldemorta jest zdecydowanie martwe i nikt temu nie zaprzeczy.
Rozległo się ciche pukanie i do sali zajrzała Lily.
-Cześć. Jak się czujecie?
-W porządku. - odparł Syriusz. - A ty?
Lily westchnęła ciężko i weszła do środka. Usiadła w nogach łóżka Syriusza.
-Jestem w czwartym miesiącu ciąży. Nie mam pojęcia, jakim cudem tego do tej pory nie zauważyłam. To będzie dziewczynka.
-W takim razie wyjdź za Remusa. - powiedział Syriusz.
-Słucham? - spytał zdumiony Lunatyk.
-Jak to? - Lily była zdezorientowana.
-No bo postanowiłem, że jeśli będziesz w ciąży, to poproszę cię o rękę. Ale jeśli to dziewczynka, to muszę się zastanowić.
Remus uśmiechnął się, bo dobrze znał Syriusza. Lily wciąż była zbyt zaskoczona, by coś powiedzieć. Pan Łapa tymczasem zmarszczył brwi, imitując skomplikowane procesy myślowe.
-No dobrze. Lily, czy zostaniesz moją żoną?
-Ale…
-Nie musisz odpowiadać teraz. W ogóle nie musisz odpowiadać. Możesz przyłożyć mi w twarz, możesz wykrzyknąć coś o braku szacunku dla pamięci mojego najlepszego przyjaciela, ale… zastanów się nad tym. Chcę się tobą zaopiekować. Tobą i tym maleństwem, które pewnie zawsze będzie nam przypominać o Jamesie… Pomyśl o tym, Lily, bo ja też zostałem sam…
-Teraz ty mnie posłuchaj, Syriuszu. - Lily otarła łzy z oczu. - Wyobraź sobie, że doskonale cię rozumiem. Ale jeszcze nie jestem gotowa. Zadaj mi to pytanie, gdy skończy się żałoba po Jamesie i Harrym. I po Joanne.
Syriusz kiwnął głową ze zrozumieniem.
-A może wprowadzicie się do mnie? - zaproponował niespodziewanie Remus. - Wasze domy pewnie ciągle będą wam przypominać o tych, których straciliście. A u mnie możecie rozpocząć nowe życie w miejscu, które z niczym wam się nie kojarzy. A poza tym zajmiecie się domem w czasie pełni.
-Jestem za. - oznajmił po chwili namysłu Syriusz.
-Mogę spróbować. - Lily uśmiechnęła się lekko.

-Proszę pana… - Nimfadora Tonks nieśmiało podeszła do Dumbledore'a.
-Słucham, młoda damo.
-Zna pan Kate Pestilence?
-Tak, znam ją.
-No bo ja zbiłam klepsydrę w jej domu, ale ona była taka śliska i w ogóle ohydna, no ale chyba nikt nie zauważył, bo resztki schowałam pod szafą, a piasek zniknął. A mama mówiła, że pan potrafi wszystko, a ja nie wiem, co z tym zrobić.
Dumbledore od razu domyślił się, co zaszło. Uśmiechnął się do dziewczynki.
-Porozmawiam ze Śmiercią i jakoś to załatwię. Wygląda na to, że zbiłaś życiomierz bardzo niedobrego człowieka i uratowałaś tym co najmniej jedno ludzkie życie. Tym razem miałaś szczęście. Ale jeśli znowu znajdziesz się w domu Śmierci, niczego nie dotykaj.
-I Kate nie poskarży się moim rodzicom?
-Nie sądzę.
-To dobrze. Dziękuję panu. Idę już, bo mama pewnie na mnie czeka. Do widzenia!


"Jeśli po śmierci zechcą nas przemienić w zeschły płomyczek, który chodzi po ścieżkach wiatrów - należy zbuntować się. Na nic wiekuisty wypoczynek na łonie powietrza, w cieniu żółtej glorii, wśród mamrotania dwuwymiarowych chórów.
Trzeba wstąpić w kamień, w drzewo, w wodę, w szpary furty. Lepiej być skrzypieniem podłogi niż przeraźliwie przeźroczystą doskonałością."
Zbigniew Herbert "Żeby tylko nie anioł"


Rozdział 6


-Syriuszu, wstawaj, bo się spóźnimy! - Lily wparowała do jego pokoju.
-Czy ty nigdy nie śpisz? - jęknął Black, siadając na łóżku. - Pięknie wyglądasz. Ładnie ci z tym warkoczem.
-Wstawaj, śpiochu! - Lily wyjęła z szafy szatę Syriusza i położyła ją w nogach łóżka. - Uczeszę cię.
-Nie! - Syriusz zakrył głowę rękami.
-Daj spokój. - Lily spróbowała dotrzeć do jego włosów, ale w końcu dała za wygraną. - No to wstawaj, leniu parszywy!
-Tak jest, proszę pani! - Syriusz wyskoczył z łóżka i pomknął do łazienki, łapiąc w przelocie przygotowaną przez Lily szatę. - I nie śmiej się ze mnie! - dodał, wychylając się zza drzwi łazienki.
Lily chichocząc zeszła do kuchni.
-I co? - spytał Remus Lupin znad swojej porcji płatków.
-Wstał. Bierze prysznic.
Remus uśmiechnął się.
-Bez was ten dom był martwy.
-To dziwne: mieszkamy tu tylko parę tygodni, a tak nam tu dobrze. Zupełnie jak w domu. Syriusz miał rację - dom jest tam, gdzie przyjaciele. Wiesz co? Zaczynam się przyzwyczajać do myśli, że James odszedł. To naprawdę dziwne: jestem znowu wolna… A Syriusz jest tak cholernie przystojny, że aż dziw bierze, że zostało mu jeszcze na piękno wewnętrzne. On jest po prostu niesamowity. Jeśli pomieszkamy razem jeszcze trochę, będę gotowa zakochać się w nim po uszy. Ale jeszcze nie teraz. Obserwuję go nieraz i zastanawiam się, jakim byłby ojcem dla mojej Judith. Wydaje mi się, że całkiem dobrym. A poza tym chciałabym, żeby moje dzieci były tak okropnie śliczne jak on…
Remus uśmiechnął się i dolał sobie mleka.
-Ale nie mów mu o tym!
-Słowo Huncwota.
Tymczasem do kuchni wparadował Syriusz, już kompletnie ubrany i uczesany.
-Cześć ludzie i nie tylko. Smacznego.
Zasiadł do zimnych płatków.
-Remusie, zostaniesz ojcem chrzestnym Judith? - spytała Lily, wyjmując tosty z opiekacza.
-Z przyjemnością, ale pod dwoma warunkami. Po pierwsze: będę mógł ją nazywać Judy. Po drugie: nie urządzaj tych chrzcin w okolicach pełni, bo nie przybędę z przyczyn zdrowotnych.
-A co słychać u Judy? - zagadnął Syriusz.
Lily pogłaskała się po lekko zaokrąglonym brzuchu.
-W porządku.
-Mogę posłuchać? Może kopnie mnie w ucho?
-Syriuszu, przecież Judith jest za mała, żeby kopać.
-Lepiej dla mojego ucha. - Syriusz klęknął przed Lily i przyłożył ucho do jej brzucha. - Mówi, że chce tosta z serem.
Remus się roześmiał, a Lily poczęstowała ich tostami.
Rozległo się pukanie do drzwi.
-Ja otworzę. - Lupin ruszył do drzwi.
-Cześć. - powiedziała Nimfadora Tonks. - Macie się śpieszyć, bo mama i tata was nie podwiozą.
Remus spojrzał na zegarek.
-Lily, Syriuszu! Chodźcie już! Tonksowie na nas czekają!
Z kuchni dobiegły spłoszone głosy:
-Rany, jak już późno!
-Mogę wziąć ze sobą tosty?
-Nie wygłupiaj się! Chodź!
-Ale ja jestem głodny!
-Trzeba było wcześniej wstać.
Wciąż kłócąc się, Syriusz i Lily wyszli z domu za Remusem i po chwili siedzieli już w nieproporcjonalnie pojemnym samochodzie Tonksów.
-Lubię magiczne auta. - oznajmiła Lily. - Zawsze dostosowują wnętrze do ilości pasażerów. Mugolskie tak nie potrafią.
-Szkoda, że nie możemy się teleportować… - westchnął Syriusz.
-Nie jęcz, bo ty możesz. To ja jestem w ciąży. - zwróciła mu uwagę Lily.
-Znam ten ból. - oznajmiła Andromeda Tonks z przedniego siedzenia. - Jak miałam urodzić Nimfusię, strasznie mnie denerwowało, że wszędzie muszę chodzić.
-I niby to wszystko przeze mnie? - burknęła obrażona Nimfadora.
-Nie, przez Jamesa. - odparł Syriusz.
-Nie przejmuj się. - dodał Remus. - One tylko tak mówią. Tak naprawdę są bardzo zadowolone.
-Serio?
-Mhm. Mogą zlecać zakupy reszcie domu, która nie jest w ciąży i która może się teleportować i w ogóle wyręczają się mężczyznami.
-I nie muszą sprzątać?
-Nie.
-Fajnie! - ucieszyła się Nimfadora.
-Ale musisz co miesiąc chodzić do lekarza, żeby sprawdzić, czy z dzieckiem wszystko w porządku. I musisz zdrowo się odżywiać: jeść marchewkę, a nawet czasem brukselkę i czosnek. A jeśli brak ci witamin, mogą wypaść ci stałe zęby…
-Lily, nie strasz dziecka. Potem będzie miała uraz psychiczny. - Syriusz troskliwie pogłaskał Nimfadorę po głowie. - Nie przejmuj się, Nim. A ty, Lily, jakoś szczególnie szczerbata nie jesteś. Andie też nie.
-Bo jemy warzywa. - odparła wesoło Andromeda, która doszła do wniosku, że to świetna okazja, by przekonać swoją córkę do jedzenia marchewki i nie tylko.
-Jesteśmy na miejscu. - oznajmił pan Tonks.
Remus, Lily, Andromeda, Nimfadora i Syriusz wysiedli, a pan Tonks odjechał w poszukiwaniu wolnego miejsca parkingowego. Używając magicznej windy ukrytej w nieczynnej budce telefonicznej, cała piątka zjechała do podziemnego gmachu Ministerstwa Magii.

Odświętnie udekorowany hol był pełen ludzi.
-Syriuszu! Chodźcie tu szybko! - usłyszeli wśród ogólnego gwaru.
-Idziemy, Alicjo! - odkrzyknął Syriusz i ruszył w stronę stojącego na uboczu Zakonu Feniksa. Lily i Remus podążyli za nim.
-A my? - spytała Nimfadora.
-My nie jesteśmy w Zakonie. Chodźmy zająć sobie dobre miejsca w pierwszym rzędzie krzeseł, obok cioci Bell.
-Cześć, Andie! Cześć, Nim! - Bellatrix wyraźnie ucieszyła się na ich widok. - Już myślałam, że nie przyjdziecie. Zajęłam wam miejsca.
-Dzięki, Bell. Bylibyśmy wcześniej, ale Syriusz jak zwykle się grzebał. - wyjaśniła Andromeda, siadając obok swojej siostry. Nimfadora usadowiła się na następnym krześle.
-Wiesz, Andie, przepraszam, że zawsze z ciebie żartowałam. Nie mam pojęcia, jak ze mną wytrzymywałaś.
-Przeprosiny przyjęte. Zresztą nigdy nie udało ci się naprawdę mi dokuczyć. A mama zawsze mówiła, żebym się nie przejmowała, bo jesteś mała i głupia i z tego wyrośniesz.
Obydwie siostry roześmiały się.
-Mamo, ciociu, zaczyna się! - szepnęła Nimfadora.
Na podwyższeniu stanął nowo wybrany Minister Magii, Korneliusz Knot.
-Szanowni państwo! Dzień dzisiejszy jest dniem wyjątkowym. Dziś możemy wreszcie z całego serca podziękować i założyć hołd bohaterom, dzięki którym już nigdy nie będziemy musieli obawiać się Tego-Którego-Imienia-Nie-Można-Wymawiać. Zakon Feniksa, formacja założona przez Albusa Dumbledore'a do walki z Sami-Wiecie-Kim, odniósł znakomity sukces. Dzięki nim schwytani i osadzeni w Azkabanie zostali wszyscy poplecznicy Sami-Wiecie-Kogo. Dzięki nim nareszcie możemy czuć się bezpiecznie.
Ale nie obyło się bez ofiar. Wielu z nich bohatersko zginęło na posterunku, walcząc o wolność, której sami nie doczekali. Wszyscy pamiętamy Gideona i Fabiana Prewettów, Dorcas Meadowes, Jamesa Pottera… Poświęcenie ich i innych, mniej znanych, przyczyniło się do tego, że dziś stoimy tu, nie obawiając się o bezpieczeństwo nasze i naszych rodzin. Uczcijmy ich pamięć minutą ciszy.
Lily złapała Syriusza pod rękę i położyła policzek na jego ramieniu
-Szkoda, że on nie ma pojęcia, o czym mówi. - szepnęła smutno.
Syriusz tylko kiwnął głową.
-Zebraliśmy się tutaj - kontynuował Knot. - by uhonorować tych niezwykłych ludzi niezwykłym odznaczeniem. Zostanie przyznane po raz pierwszy i ostatni w historii. Za szczególne zasługi dla ojczyzny Order Feniksa przyznany został: Albusowi Dumbledore'owi; Alastorowi Moody'emu; Jamesowi Potterowi, pośmiertnie; Lily Potter; Frankowi Longbottomowi; Alicji Longbottom; Dedalusowi Diggle'owi; Dorcas Meadowes, pośmiertnie; Marlenie McKinnot, pośmiertnie…
Wyczytywane osoby ustawiały się w rzędzie. Nimfadorze Tonks skojarzyło się to z uczniami wyróżnionymi na zakończenie roku szkolnego. Knot wymieniał dalej. Syriusz przestał słuchać.
-Wiesz co, Remusie? Już prawie pogodziłem się ze stratą Jo, Jamesa i Harry'ego. Chyba masz na mnie zbawienny wpływ. Lily zresztą też. Gdyby codziennie nie wyganiała mnie z łóżka, w ogóle bym nie wstawał.
Remus uśmiechnął się.
-A ona pewnie nie wstałaby, jeśli nie miałaby kogo wyrzucać z łóżka. To działa w dwie strony. Pomagacie sobie nawzajem.
-Terapia grupowa, co?
-Coś w tym rodzaju.
Syriusz spojrzał w stronę ustawiającego się Zakonu Feniksa.
-Kurcze, jaka ona piękna… Normalnie pięknieje w oczach. Wiesz, że za życia Jamesa nigdy nie patrzyłem na nią jak na kobietę? A teraz patrzę i myślę, że mógłbym z nią spędzić całe życie… Jeśli Jo patrzy na mnie z góry, może zrozumie. Chociaż wciąż mam wyrzuty sumienia, że ona zginęła, a ja jej nie uratowałem…
-Nic nie mogłeś zrobić. Widocznie już tak miało być. Nie dręcz się tym. Mówiłeś, że Joanne była rozsądną kobietą. W takim razie na pewno to rozumie i nie ma do ciebie żalu. I na pewno nie chciałaby, żebyś miał z jej powodu wyrzuty sumienia. Wszak czyż nie zostało napisane "Żyj i pozwól umrzeć"?
-Zaraz, czy to przypadkiem nie był tytuł jakiegoś mugolskiego filmu? - Syriusz usiłował sobie go przypomnieć, ale po chwili dał za wygraną. - Nie pamiętam. "Żyj i pozwól umrzeć", powiadasz? Spróbuję.
-… Severusowi Snape'owi; Edgarowi Bonesowi, pośmiertnie; Syriuszowi Blackowi; Remusowi Lupinowi…
Dwaj Huncwoci ustawili się obok Amelii Bones, która miała odebrać Order dla swojego brata. Knot wreszcie skończył wyczytywać nazwiska i przystąpił do wręczania odznaczeń. Minister rozpoczął oczywiście od Albusa Dumbledore'a. Gdy dotarł do Longbottomów, dyrektor skinął na Nimfadorę. Panna Tonks podeszła do niego zaciekawiona.
-Przyjmij to w prezencie. - wręczył jej swój Order Feniksa. Dziewczynka obróciła go w dłoni. Był złoty, okrągły, ciężki i miał na jednaj stronie wygrawerowanego feniksa. Na rewersie znajdował się ozdobny napis "ZA WYBITNE ZASŁUGI DLA KRAJU".
-Ale ja nie zasłużyłam… - Nimfadora chciała zwrócić Dumbledore'owi Order, ale dyrektor zaprzeczył ruchem głowy.
-Zatrzymaj go. To prezent. I pamiątka. Ilekroć na niego spojrzysz, pomyśl o tym, co się tu wydarzyło i kto otrzymał takie odznaczenia. Może ci się to kiedyś przydać. A może i przyniesie ci szczęście. - uśmiechnął się łagodnie.
-Dziękuję. - dziewczynka wyszczerzyła ząbki i schowała prezent do kieszeni.

Błyskały flesze. Z ust dziennikarzy padały pytania o ostateczną bitwę, ochrzczoną "Bitwą na Grimmauld Place" lub "Cudem Ósmego Maja".
-Bellatrix, teleportujmy się stąd. - zaproponował Snape, przepędzając wyjątkowo natrętną reporterkę Proroka Codziennego, niejaką Ritę Skeeter.
-Ale… ja nie mogę… - kobieta zarumieniła się. - No bo wiesz… miałam ci o tym powiedzieć w jakichś bardziej romantycznych okolicznościach… Jestem w ciąży, Severusie. I nie pytaj z kim, bo dobrze wiesz, że z tobą. - ostatnie zdanie wypowiedziała swoim dawnym, ironicznym tonem.
-To… to wspaniale… - zdołał wykrztusić Severus. - Niesamowite… Jesteś pewna?
-Tak, jestem pewna.
-Będę ojcem… będę ojcem… BĘDĘ OJCEM!!!
-Gratuluję. - Dumbledore wykazał się refleksem. Reszta Zakonu Feniksa nie miała tak stalowych nerwów. - No i życzę szczęścia na nowej drodze życia, bo wasz ślub jakoś przegapiłem.
-Severus bardzo nalegał, żeby pana zaprosić, ale okazało się, że nie mamy czasu, żeby czekać, aż sowa dotrze do pana. Bardzo przepraszamy. Na chrzciny na pewno pana zaprosimy.
-Remusie, stała się rzecz straszna. - odezwał się słabym głosem Syriusz. - Snape ożenił się z moją siostrą cioteczną Teraz jest moim… jak to się nazywa… no, mężem siostry ciotecznej.
-To rzeczywiście drastyczne. - Lupin poklepał Blacka po ramieniu.
-To teraz będziemy jedną, dużą, szczęśliwą rodzinką? - spytała wesoło Lily. - Severus jest mężem Bellatrix, Andromeda jest jej siostrą, więc Tonksowie też należą do rodziny, ty jesteś jej ciotecznym bratem… A jeśli bym za ciebie wyszła, zostałby tylko Remus… Masz jeszcze jakąś niezamężną kuzynkę, Syriuszu?
-Daj spokój, Lily. - Remus usiłował protestować.
Syriusz zastanowił się.
-Niestety, nie. Jedyną panną w rodzinie jest Nim.
-Przecież to dziecko!
-Ale kiedyś dorośnie…
Lily i Syriusz wybuchnęli śmiechem. Remusowi wcale się to nie podobało.
-Nim jest dla mnie za mała! Przecież ona jest ode mnie młodsza o całe piętnaście lat! Nie interesują mnie osoby młodsze ode mnie o więcej niż pięć lat! Zrozumiano?
-Dobra, dobra, zobaczymy, co powiesz za parę lat. - Black był w nastroju do żartów.
-Nic. - próbował uciąć Lupin.
-Akurat. Będziesz dla niej wiersze pisał i błagał, żeby raczyła się z tobą spotkać. Będziesz zakochanym lunatykiem.
-Przestań się ze mnie nabijać!
-Ja się wcale nie nabijam! Ja wieszczę!
-Phi! Do niczego takie przepowiednie.
-Założymy się?
-O co?
-Jeśli mam rację, będę świadkiem na waszym ślubie. Umowa stoi?
-A jeśli nie masz?
-To nie będę świadkiem.
-Niech będzie. Stoi.
Uścisnęli sobie dłonie.
Lily uśmiechnęła się.
-W takim razie wracamy do domu? - spytała. - Mam nadzieję, że rodzinka Andromedy nas podwiezie.
-Mamo, Charlie Weasley ciągnie mnie za włosy! - rozległ się donośny krzyk Nimfadory Tonks.
-Charlie, uspokój się, bo powiem matce.
-Tato, proszę, nie… Ona kłamie…
Lily uśmiechnęła się i pokręciła ze zdumieniem głową. Złapała pod ręce obydwu Huncwotów.
-Oby nasze dzieci miały tylko taki zmartwienia. Oby nikt już nie musiał żyć w strachu o swoją rodzinę i przyjaciół. Oby nasze dzieci mogły cieszyć się życiem w pokoju i szczęściu…
-Dołożymy wszelkich starań, aby tak właśnie się stało. - przed przyjaciółmi jak spod ziemi wyrósł Minister Magii. - Nigdy więcej nie dopuścimy do sytuacji, w której ktoś taki jak Sami-Wiecie-Kto terroryzował cały kraj.
-Popieram. - odparł Syriusz.
-Nie zostają państwo na bankiecie?
-Nie. Wracamy do domu. - oznajmiła z uśmiechem Lily.
-Tak. Do domu. - Syriusz także się uśmiechnął.
-Do naszego domu. - dodał już rozchmurzony Remus. - Może pójdziemy pieszo?
-Dobry pomysł. Dawno nie spacerowałam dla przyjemności. Bezpieczniej było w domu.
-Ale teraz świat się zmienił… Voldemorta już nie ma… nie musimy się bać… Właśnie zaczyna się nowa epoka w dziejach… Po długim okresie walk i niepokojów nastąpi czas dobrobytu i pokoju… - Remus się rozmarzył.
-I teraz wszyscy będą żyć długo i szczęśliwie. - dodała Lily.
-Oprócz tych, którzy zginęli. - zauważył ponuro Syriusz.
-Niekoniecznie. - powiedziała Lily, której nagle coś przyszło do głowy. - Nie słyszałeś nigdy o życiu po śmierci?

-I co pani na to, pani Joanno?
-Wygląda na to, panie Jamesie, że ułożyli sobie życie bez nas. Teraz możemy odejść w spokoju. Ale naprawdę zadziwiające jest to, co spotkało Severusa Snape'a i Bellatrix Lestrange, teraz już Snape.
-Muszę przyznać, że to moja sprawka. Zrobiłem kiedyś Snape'owi kawał i podmieniłem alkohol na eliksir miłosny. Nie miałem pojęcia, że to "Kleopatra", zresztą ta nazwa niewiele mi wtedy mówiła. Poza tym okazało się, że Snape nie pija alkoholu, i ta "Kleopatra" przeleżała u niego parę ładnych lat. Przez ten czas chyba zaszły w niej jakieś procesy chemiczne, które wzmocniły jej działanie. No i teraz tych dwoje zakochało się w sobie na zabój.
-Czyli to był pański ostatni dowcip w krainie śmiertelnych?
-Można to tak ująć. Biedny Syriusz. Teraz on i Snape to jedna rodzina.
-Ludzie, zanim umrą, mają tyle problemów… Po śmierci wszystko staje się takie proste i oczywiste.
-Ma pani rację, pani Joanno. Wracajmy na Pola Elizejskie. Mam się tam spotkać z Marleną McKinnot. Nie widziałem jej od kiedy zginęła.
-Ruszajmy więc.
Dwa obłoki srebrnej mgły poderwały się z dachu nieczynnej budki telefonicznej i poszybowały w górę, ku nieskończonemu błękitowi niebios. Jeden z nich wyglądał zupełnie jak pędzący jeleń…

KONIEC


Valaraukar: Oto, jak to zwykle z opowiadaniami, kolejne się nam wzięło i skończyło ;) Teraz jeszcze brawa dla Andromedy i możemy myśleć co będziemy czytać dalej. Miłego bycia w Unii życzę!

Andromeda Mirtle
1.05.2004, 09:51

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Lora

Lubisz blogi na podstawie Harrego Pottera? Jeśli tak to cześć, jestem Rose i piszę bloga o nim i jeszcze kilku innych osobach. Dorobiłam sobie dwie postacie, a resztę zapożyczyłam od J. K. Rowling. Nie chcę pisać, że to jakiś super fajny blog i w ogóle, dopiero zaczynam, ale niektórym się podoba, więc może i tobie. Jeśli tylko chcesz to wpadnij, zostaw link do twojego bloga, na pewno wejdę! www.czary-pokus.blog.onet.pl Z góry dzięki.

31.05.2010, 18:14
Dorka Tonks

Super XDXDXDXDXDXDXDXDXDXDXDXDXDXDXDXDXDXDXD

4.09.2009, 18:58
Czarna

to jest super

4.04.2009, 19:05
historiahuncwotow.blog.onet.pl

piszesz może coś jeszcze? świetne to jest :) pozdrawiam

13.12.2008, 12:35
Dorusi@

Wspaniałe! Co prawda za szybko upłynął czas żałoby, oplaniwania i zalenia się, ale może to i lepiej :)

4.08.2008, 14:31
sally

bardzo mi przypadło do gustu.jedno z lepszych w strefie.ale już nie cukruje bo w piórka obroœniesz i odlecisz!

16.06.2006, 13:45
kuik

poprostu œwietne, chyba najlepsze jakie czytalam!! poprostu super!!! :)

11.03.2006, 23:51
missing-letters

świetne, po prostu ;) jedno z lepiej napisanych opowiadań.

1.11.2005, 09:37
Karen

Choć nie lubię zmiany par takich jak Lily-James... to jednak opowiadanko œwiatne :)

18.08.2005, 14:16
Pina

Czytałam wszytkie części twojego opowiedania.Wszystkie są EXTRA!

13.06.2005, 13:26