Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Strefa Fikcji: Order Feniksa cz. III i IV

"Bransoletki" w latach trzydziestych dwudziestego wieku zastąpiły mające jeszcze średniowieczny rodowód Kajdany Antymagiczne, które były ciężkie, nieporęczne i wydzielały szkodliwe promieniowanie. Zakuta w nie osoba nie mogła wprawdzie czarować, ale ich działanie miało wiele skutków ubocznych. Zdarzały się nawet wypadki śmiertelne. Dlatego "bransoletki" przyjęto w czarodziejskim świecie z wielką ulgą. Były małe, lekkie, można było nosić je w kieszeni, nie były szkodliwe dla zdrowia, dostosowywały swoją wielkość do nadgarstków… I przy tych wszystkich zaletach spełniały podstawową funkcję "Kajdan Antymagicznych" - blokowały moc magiczną zakutej w nie osoby, czyniąc z niej praktycznie mugola. Wynalazek ten zawdzięczamy wieloletniej pracy wybitnej Aurorki polskiego pochodzenia, damy Orderu Merlina pierwszej kategorii, Apollonii Mach (1893-1971)."
Michael Welsh "Magia XX wieku"


Rozdział 3


Syriusz niespokojnie przemierzał tam i z powrotem salon Longbottomów.
-Usiądź wreszcie, Black. - warknął Severus Snape. - Wprowadzasz nerwową atmosferę.
-Zamknij się, Snape. - odparł podobnym tonem Syriusz i kontynuował ową tak irytującą Severusa czynność.
-Siadaj, Black! - Snape zaczynał tracić cierpliwość. - Oszczędzaj energię, baranie, bo jak wpadniesz, to ja ci nie pomogę!
-Aha! I wszystko jasne! Tak naprawdę jesteś po stronie Voldemorta, tak?! Nie pomożesz członkowi Zakonu, tylko Śmierciożercom?!
-Zawsze wiedziałem, że jesteś kretynem, Black, ale nie sądziłem, że aż takim. Chyba jednak cię nie doceniłem. - zadrwił Severus.
-Co?!?! Jak śmiesz, ty…!
-Zamknij się, Black, i słuchaj! Rusz swoją tępą mózgownicą i wyobraź sobie tę sytuację. Śmierciożercy cię łapią. Torturują cię klątwą Cruciatusa i robią ci inne nieprzyjemne rzeczy. W takim wypadku jedyne, co mógłbym dla ciebie zrobić, to zabić cię, oszczędzając ci cierpień. Ale jednocześnie naraziłbym się na niełaskę Czarnego Pana, bo popsułem mu zabawę. I dlatego tego nie zrobię. Nawet taka bezmózga kreatura jak ty, Black, powinna rozumieć, że moje dobre stosunki z Czarnym Panem to więcej wiadomości dla Zakonu, a co za tym idzie większa szansa na pokonanie Czarnego Pana.
Syriusz westchnął ciężko i usiadł.

Nimfadora Tonks otworzyła oczy i zauważyła, że wszystko jest niebieskie. To ją trochę zdziwiło. Wstała i rozejrzała się. Całe pole widzenia zajmowała jakaś ogromna, błękitna powierzchnia. Na horyzoncie stało coś granatowego. Dziewczynka z zainteresowaniem ruszyła w tamtą stronę.

W korytarzu rozległ się trzask. Syriusz poderwał się z miejsca. Do pokoju wszedł Alastor Moody.
-Oto peleryna, o którą prosiłeś. - oznajmił uroczyście, wręczając Blackowi pelerynę-niewidkę. - Masz mi ją oddać w nienaruszonym stanie.
-Dobrze.
-Powodzenia. I pamiętajcie: stała czujność. - to rzekłszy, teleportował się.
-Dziękuję. - odparł Syriusz do powietrza.
-Szykuj się Black. Za chwilę ruszamy. - oznajmił Severus.
Syriusz sprawdził różdżkę w kieszeni szaty i założył pelerynę na ramiona tak, że widoczna była tylko jego głowa.
-Pamiętaj, lądujemy tuż za drzwiami. Musimy zrobić to idealnie w tym samym czasie. Inaczej cię złapią.
Syriusz w skupieniu kiwnął głową i założył kaptur peleryny.
-Na trzy. Raz… dwa… TRZY!
Z głośnym trzaskiem Snape i Black teleportowali się.

Nimfadora dotarła wreszcie do dziwnego, granatowego obiektu. Trochę przypominał jej bibliotekę - było tam dużo regałów, tylko zamiast książek na półkach stały klepsydry. Niektóre były małe, inne ogromne. Jedne miały ozdoby i żłobienia, inne były proste i surowe. Nimfadora przyglądała się im z zainteresowaniem. W niektórych przesypał się już cały piasek, w innych dopiero połowa. Najdziwniejsze było jednak, że w sporej części klepsydr piasek jeszcze nie zaczął się przesypywać i tkwił twardo w ich górnej części.

-Witaj Severusie! - Bellatrix Lestrange uśmiechnęła się nieszczerze. - Jak miło cię widzieć!
Ukryty pod peleryną-niewidką Syriusz miał ochotę ją udusić, ale powstrzymał ten odruch. W końcu chodziło o Lily.
-Dobry wieczór, Bellatrix. - odparł Severus. - Ładnie się tu urządziłaś. - wskazał portrety je przodków w salonie i wypchane głowy skrzatów domowych zawieszone na ścianach niczym trofea myśliwskie.
-Dziękuję, ale to zasługa mojej ciotki. To był jej dom. Słusznie zrobiła, zapisując go mi. Jej synowie by go zmarnowali. Syriusz to zdrajca krwi, a w gruncie rzeczy szkoda. Gdyby nie wpływ tego Pottera - tu uśmiechnęła się paskudnie. - może coś by z niego wyrosło. Jego młodszy brat, Regulus, miał prawidłowy stosunek do szlam, ale był tchórzem i idiotą. Gorszym niż Pettigrew. Zdaje się, że miał nieszczęście napić się jakiejś trucizny zamiast soku jabłkowego. Chłopak miał pecha. Ale przynajmniej nie zdążył się zbłaźnić i dla ciotki pozostał bohaterem. Zginął za sprawę itp.
-I w ten sposób ty odziedziczyłaś ten dom. - podsumował Snape. - A dziś odbędzie się tu ceremonia ślubna kobiety, którą kocham, i faceta, którym pogardzam. Kto będzie udzielał tego ślubu?
-Czarny Pan osobiście. Oznajmił nam dziś, że jesteśmy sektą, a on jest naszym guru. - Bellatrix zniżyła głos. - Lucjusz Malfoy podejrzewa, że Czarny Pan jeszcze nie do końca wrócił do siebie świętowaniu wysłania Potterów na tamten świat. I pewnie stąd pomysł tego ślubu.
Severus kiwnął głową ze zrozumieniem.
-A tak na marginesie, Severusie, to dlaczego przybyłeś tak wcześnie?
-Dumbledore przysłał mnie tu na przeszpiegi. - odparł i uśmiechnął się ironicznie.
Bellatrix wybuchnęła swoim nienaturalnym, wysokim, drażniącym uszy śmiechem.-Czy będę mógł zobaczyć pannę młodą przed ceremonią?
-Nie. Ona jest nieznośna. Ciągle łamie klątwę Imperiusa. Poza tym Czarny Pan zabronił ją odwiedzać osobom innym niż mój mąż i ja. A może ty rzeczywiście jesteś szpiegiem? - uniosła brwi i uśmiechnęła się dziwnie.
-Jeśli byłbym szpiegiem, nie tkwiłbym tu pół godziny i nie słuchał, co masz mi do powiedzenia, tylko już dawno znalazłbym miejsce, w którym ukryliście waszą pannę młodą. Kto wie, może nawet bym ją porwał?
Bellatrix znów się roześmiała.
Syriusz nagle zdał sobie sprawę, że zostało mu tylko dwadzieścia minut. Snape miał rację - nie powinien zostawać tu tak długo. Uważając, żeby stąpać po tłumiącym kroki dywanie, Syriusz powoli ruszył w stronę schodów na piętro. To było najlepsze miejsce na trzymanie zakładników - dużo małych pomieszczeń. Gdy był młodszy, matka zamykała go tam za karę.

Gdy pan Tonks wrócił z pracy, spodziewał się zastać w domu żonę, córkę i kolację. Niestety, zastał tylko pierwszą z nich nerwowo miotająca się po mieszkaniu.
-Co się stało? - spytał zaniepokojony.
-Nimfusi nigdzie nie ma! Sprawdzałam w domu, w ogrodzie, u znajomych, wszędzie! - oznajmiła zapłakana Andromeda. - Boje się, że coś mogło się stać!
Pan Tonks przytulił swoją żonę.
-Spokojnie. Kiedy zauważyłaś, że jej nie ma?
-Niedawno. Chciałam ją spytać, czy chce coś na kolację, ale jej nie było.
-A kiedy ostatni raz ją widziałaś?
-Po obiedzie. Potem musiałam wpaść na chwilę na uniwersytet. Spotkałam Bellatrix, odwiedziłam Syriusza, wróciłam i myślałam, że jest w ogrodzie. Nie pomyślałam, żeby sprawdzić… Ale jestem głupia… - Andromeda ukryła twarz w dłoniach.
-Spokojnie. Nasza Nimfetka na pewno się znajdzie. Zrób sobie herbaty i spróbuj się uspokoić. Ja teleportuje się do Ministerstwa i zgłoszę zaginięcie. Weź się w garść, Andie. Jesteś przecież dzielną dziewczynką. - pan Tonks pocałował żonę w czoło i teleportował się.

Syriusz sunął cicho ciemnym korytarzem. Nasłuchiwał. Ktoś był w jego dawnym pokoju. Zajrzał przez dziurkę od klucza.
Glizdogon siedział przed lustrem. Poprawił uroczystą szatę, przygładził włosy i uśmiechnął się. Na ten widok Syriusza mało szlag nie trafił. Złapał okrągłą klamkę i już chciał otworzyć drzwi, wpaść do środka i wywrzeć zemstę, ale drzwi nie ustąpiły. Natomiast klamka zrobiła się w ułamku sekundy gorętsza od czegokolwiek, czego Syriusz w życiu dotykał. Z przerażeniem odkrył, że nie może puścić klamki. Wnętrze dłoni paliło go coraz bardziej. Postanowił zaryzykować. Zacisnął zęby, zamknął oczy i z całej siły szarpnął rękę w swoją stronę. Przez chwilę aż zaparło mu dech z bólu. Zacisnął zęby jeszcze mocniej i, ciężko dysząc, szybko oddalił się z tego miejsca. Przeklęty Glizdogon.
Syriuszowi udało się dotrzeć do starej łazienki swojej matki. Obejrzał swoją obolałą i krwawiącą prawą dłoń. Po krótkim badaniu doszedł do wniosku, że nie jest w stanie nią poruszyć, nie sprawiając sobie tym potwornego bólu. O posługiwaniu się różdżką nie mogło być mowy. Nie pomogło nawet zanurzenie dłoni w zimnej wodzie.
Spojrzał na zegarek. Zostało mu dwanaście minut. Wyszedł z łazienki i kontynuował swoje poszukiwania. Lily była najważniejsza. Nie zwracał więc uwagi na kropelki krwi kapiące mu z palców uszkodzonej ręki i znaczące jego trop na podłodze.

Nimfadora Tonks wzięła do ręki małą klepsydrę i uważnie się jej przyjrzała. Znalazła drobny napis "HARRY POTTER". Piasek w środku wyglądał, jakby niedawno skończył się przesypywać. Odstawiła klepsydrę na miejsce.
Harry Potter to chrześniak wujka Syriusza, więc trzeba szanować jego rzeczy - pomyślała.

-No wiesz, Bellatrix, żeby się upić tak tuż przed ślubem, na którym masz być druhną… - Severus pokręcił głową z potępieniem.
-Daj spokój, Severusiu, nie bądź taki. Ta wódka była wyborna! Mnie nikt takiej nie podarował, kiedy wychodziłam za mąż. - nalała sobie jeszcze kieliszek. - Może powinnam była ciebie zaprosić. Zresztą takie to małżeństwo… wiesz, jedyne, co ostatnio razem robimy, to zabijanie mugoli.
Severus nie mógł uwierzyć własnym oczom. Pierwszy raz widział, żeby ktoś upił się w ciągu zaledwie trzech minut.
-A właściwie gdzie jest teraz twój mąż?
-Pilnuje tej zdziry na górze. Ale nie przejmuj się nim. Jesteśmy teraz sami. - Bellatrix odstawiła kieliszek i spojrzała na Severusa. - Zawsze chciałam cię spotkać sam na sam, bez tych wszystkich durniów, uważających się za niewiadomo kogo tylko dlatego, że Pan wypalił im Mroczny Znak na przedramieniu. - wstała z fotela, na którym siedziała i podeszła do Severusa.
-Jesteś pijana. - powiedział spokojnie. Pamiętał z czasów szkolnych, że rówieśniczki sprawdzały za jego pomocą swoją trzeźwość. Jeśli zaczynał im się podobać, to znaczyło, że są kompletnie pijane i trzeba je trzymać z dala od wychowawcy przez najbliższy tydzień.
-A ty masz piękne oczy. - odparła, zniżając twarz na wysokość jego twarzy. Widząc jego kamienne oblicze, westchnęła. - No tak… Kochasz tą ruda małpę… Powiem ci, gdzie jest ta potterowska dziwka, ale musisz pójść teraz ze mną. - wzięła go za rękę i lekko pociągnęła.
Severus wciąż siedział w fotelu. Pomyślał, że częstowanie Bellatrix wódką nie było jednak najlepszym pomysłem.
-Myślałam, że chcesz widzieć, gdzie jest ta… kurtyzana…
-Chcę. Zaprowadź mnie tam. - Severus wstał.
-Wiedziałam.
Bellatrix zachichotała, złapała butelkę i ruszyła schodami w górę. Severus podążył za nią w bezpiecznej odległości. Zerknął na duży zegar ścienny. Zostało dziesięć minut.

Syriusz znalazł odpowiednie drzwi. Lily była więziona w starym pokoju jego brata. Ze środka dobiegał cichy szloch.
-Przebieraj się, kurwo jedna, Czarny Pan nie będzie na ciebie czekał! - to był głos Lestrange'a, męża Bellatrix. - Za pięć minut masz mieć na sobie suknię ślubną, zrozumiano?! Pospiesz się, bo jak nie, to tak wezmę cię w obroty, że nic nie zostanie dla twojego nowego mężulka!
Lestrange roześmiał się rubasznie.
Syriusz poczuł, że coś się w nim gotuje. To nie ujdzie Lestrange'owi płazem! Nauczony poprzednim wypadkiem, Black lekko szturchnął klamkę końcem różdżki. Drzwi były otwarte. Z lekkim skrzypieniem rozwarły się na oścież.
Syriusz bezszelestnie wślizgnął się do środka. Lestrange popatrzył ze zdziwieniem na drzwi. Po chwili je zamknął i spojrzał na kulącą się na podłodze Lily.
-Powiedziałem coś! - ryknął i szarpnął dziewczynę za włosy, zmuszając ją do powstania. - Mam ci pomóc?!
Jednym szybkim ruchem zdarł z niej koszulę nocną Joanne. Teraz miała na sobie tylko bieliznę.
-Zostaw ją, Lestrange! - krzyknął Syriusz i spróbował wykonać zaklęcie lewą ręką. - Petrificus Totalus!
Nie udało mu się. Śmierciożerca błyskawicznie odwrócił się i dostrzegł głowę Syriusza, z której w czasie rzucania zaklęcia zsunął się kaptur. Blacka zupełnie zaskoczyło, że Lestrange ma w dłoni nie różdżkę, ale długi, kuchenny nóż do krojenia mięsa.
Lily krzyknęła i rzuciła wazonem z wiązanką ślubną w swojego prześladowcę. Nie uczyniło mu to większej krzywdy, ale przynajmniej odwróciło uwagę od Syriusza. Black postanowił to wykorzystać. Rzucił się na Lestrange'a i przewrócił go. Wymiana ciosów była szybka i dla jednej ze stron śmiertelna. Lily zasłoniła oczy.
-Lily… - usłyszała cichutki szept Syriusza. - Jesteś cała?
-Tak. - odparła dziewczyna, starając się opanować drżenie.
-Możesz się teleportować?
-Nie. Założyli mi bransoletki. - Lily odważyła się spojrzeć. Na środku pokoju leżał Lestrange z różdżką głęboko wbitą w oczodół. Obok leżał Syriusz częściowo niewidoczny pod peleryną-niewidką. Oddychał ciężko i chrapliwie.
-Ale bez nich mogłabyś się teleportować?
-Tak. - Lily założyła na siebie szlafrok Joanne, w którym została uprowadzona. Cały czas wstrząsały nią dreszcze.
-Chodź tu. W kieszeni spodni mam scyzoryk. Wyjmij go.
Lily uklękła przy leżącym na plecach Blacku. Odsunęła pelerynę-niewidkę. Po prawej stronie, między żebrami Syriusza tkwił głęboko wbity nóż Lestrange'a.
-Nie ruszaj go. Weź ten scyzoryk do jasnej ciasnej. Dobrze. Teraz ostrożnie otwórz go. Delikatnie podważ nim swoje bransoletki. Ostrzem do metalu. A teraz lekko naciśnij.
Lewa bransoletka zniknęła. To samo stało się wkrótce z prawą.
-Teraz możesz już czarować. Teleportuj się do Ministerstwa i to już!
-Ale nie mogę cię tak zostawić! Przecież możesz umrzeć, jeśli nikt ci nie pomoże!
-Nic mi nie będzie. Mogę się teleportować, gdzie zechcę i kiedy zechcę.
-W takim razie teleportuj się do szpitala.
-Nie. Wtedy wydałbym Zakon i cała akcja byłaby spalona.
-Do licha! W takim razie do groty koło Hogsmeade. Tam gdzie bawiliśmy się w chowanego w drugiej klasie. Ja się tobą zajmę.
-Ty pierwsza.
-Ty jesteś ranny.
-Ty pierwsza.
-Razem. W tym samym czasie. Na trzy. Raz… dwa… trzy.
Z trzaskiem obydwoje zniknęli.

Nimfadora przyjrzała się uważnie kolejnej klepsydrze. Była bardzo duża w porównaniu do pozostałych. Piasek dopiero niedawno zaczął się w niej przesypywać, jeszcze nie pokrył jej dna. Drobne literki układały się w napis: "JUDITH POTTER".

Bellatrix nagle się zatrzymała.
-Napij się ze mną. - zaproponowała. - Cały czas tylko ja piję, a to jest takie dobre… Jestem strasznie samolubna, prawda?
-Jestem abstynentem. - oświadczył spokojnie Snape.
-Nie wierzę. Pij albo nie idziemy dalej.
Severus postanowił zmienić taktykę.
-Daj spokój, Bellatrix. - delikatnie odsunął jej włosy z twarzy. - Chyba nie potrzebujemy tego, żeby się dobrze bawić.
Kobieta zachichotała.
-Chodźmy szybciej do tej pindy, jeśli koniecznie musisz. - ruszyła dalej korytarzem. - Swoją drogą nie wiem, co ty w niej widzisz. Blada, ruda, piegowata…
-Moim zdaniem jej włosy są kasztanowe. - oznajmił spokojnie.
-Kasztanowe?! Rude jak małpa! - odwróciła się gwałtownie. - Spójrz na mnie! Piękne, czarne włosy, ciemne oczy z długimi rzęsami, nieskazitelna cera… O takiej urodzie ta krowa może tylko marzyć! Dlaczego chcesz ją?! Przecież masz mnie!
Snape uśmiechnął się lekko.
-Ja jej nie chcę, Bellatrix. Ja ją kocham. Serce nie sługa, moja droga. Gdyby kochało się rozsądkiem, na pewno wybrałbym ciebie. Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką znam.
Bellatrix uspokoiła się trochę.
-A ty jesteś najlepszym kłamcą, jakiego znam. Mówisz zawsze to, co chcę usłyszeć. Chodź.
Ruszyła dalej. Snape spojrzał na zegarek. Zostały trzy minuty.


"Śpisz, kochanie, w ciemnym grobie.
Zimna, smutna Twa mogiła.
Ja zapomnieć mam o Tobie?
Przecież Ty mnie żyć uczyłaś!"
Napis na nagrobku Patricii Joanne Scott


Rozdział 4


Pan Tonks przemierzał swój salon tam i z powrotem szybkim krokiem. Jego żona siedziała na kanapie zwinięta w kłębek i nerwowo obgryzała paznokcie.
-Dopiero po czterdziestu ośmiu godzinach można zgłosić zaginięcie! Phi! Przecież dla dziecka dwie doby poza domem to coś okropnego! - mamrotał do siebie.
-Boję się o nią. - szepnęła Andromeda, patrząc przed siebie niewidzącym wzrokiem.
-Ja też. - pan Tonks westchnął. - Idź spać, kochanie. Te nerwy cię wykończą. Ja poczekam. Może jeszcze dziś wróci sama.
-Nie zasnę. Zaczekam z tobą.

Syriusz wylądował ciężko na twardej i zimnej skale. Nie miał siły się ruszyć. Całą swoją energię poświęcił na teleportację. Był zbyt zmęczony i obolały, żeby myśleć. Zamknął oczy i ogarnęły go ciemności.

Nagłe pojawienie się Lily Potter w holu Ministerstwa Magii zdziwiło wszystkich tam obecnych. Zwłaszcza że miała na sobie tylko szlafrok.
-Ma pan coś do pisania? - spytała strażnika przy wejściu. Po chwili dostała pióro i kawałek pergaminu. Napisała szybko parę słów.
-Proszę to oddać Arturowi Weasleyowi z Wydziały Niewłaściwego Użycia Przedmiotów Mugoli. To pilne. - powiedziała. Wręczyła strażnikowi pergamin i teleportowała się.

-To te drzwi. - oznajmiła Bellatrix.
-Mówiłaś, że twój mąż jej pilnuje. - zauważył Severus.
Kobieta nagle poczerwieniała.
-Jeśli wykorzystał sytuację, to go zabiję! - z hukiem otworzyła drzwi i zamarła. Snape spojrzał jej przez ramię. Na środku dywanu leżał Lestrange z dużym kawałkiem drewna wbitym w gałkę oczną. Bellatrix powoli podeszła do stojącego w kącie łóżka i usiadła.
Severus wszedł do pokoju i rozejrzał się. W pomieszczeniu nie było nikogo więcej. Pochylił się nad ciałem.
-Nie żyje. - oznajmił. - Zabiła go i uciekła.
Z niemałym wysiłkiem wyciągnął kawałek drewna z czaszki nieboszczyka. Oczyścił go z resztek oka i mózgu i przyjrzał mu się uważnie.
-Różdżka. - orzekł. Nie wspomniał, że na rączce miała wydrapane inicjały S.B. Schował ją do kieszeni. - Wygląda na to, że ptaszyna pokazała pazurki i wyfrunęła.
-Co ja teraz zrobię? - Bellatrix sprawiała wrażenie jednocześnie na przerażonej, nieszczęśliwej i zszokowanej. - Czarny Pan mnie zabije.
Snape'owi zrobiło się jej trochę żal.
-Mam pomyśl. - machnął różdżką i ciało Lestrange'a zniknęło. - Zamkniemy drzwi i zaczarujemy je tak, żeby każdy, kto ich dotknie, przeniósł się daleko stąd i nie mógł zrobić ci krzywdy.
Zamknął drzwi i rzucił odpowiedni czar. Spojrzał na zegarek. Była 19.00. Udało się. Odetchnął z ulgą. Na tym skończyło się jego zadanie. Lily pewnie już była bezpieczna. Uśmiechnął się.
-Napij się, Bellatrix. To dobrze robi na nerwy. - wyjął z jej dłoni butelkę i odkręcił ją.
-Napijesz się ze mną? - spytała cicho. Nagle straciła całą swoją wyzywającą pewność siebie. - Proszę.
-Dobrze. - zgodził się. Był w zbyt dobrym humorze, aby odmówić. - Accio szklanki.
Gdy pojawiły się, nalał do nich przyniesionej przez Bellatrix wódki. Kobieta wypiła ją jednym haustem. Severus też szybko wszystko przełknął. I nagle poczuł, że trunek ów był jakiś dziwny. Jakby miał jakiś dodatkowy składnik… Ale co to było?
Usiadł obok Bellatrix na łóżku. Ona oparła głowę na jego ramieniu i zaczęła szlochać. Wciąż w zamyśleniu objął ją ramieniem. Nie zauważył, że zaczęła bawić się jego dłonią. Zwrócił na to uwagę dopiero, gdy poczuł delikatny pocałunek na przecięciu linii życia z linią serca.
Bellatrix spojrzała mu w oczy spod swoich długich, czarnych i jeszcze wilgotnych rzęs. Patrzył jej w oczy jak zahipnotyzowany, gdy powoli wstała z łóżka i wprawnym ruchem zrzuciła z siebie szatę. Została tylko w krótkim, białym czymś, co Severus nazwałby koszulą nocną, gdyby służyło do spania. Zgrabnym ruchem przełożyła nogę nad kolanami Severusa i usiadła na nich.
-Bellatrix… - jęknął. Część jego psychiki chciała zdecydowanie zaprotestować, ale reszta Severusa najwyraźniej jej nie słuchała. Oplotły go szczupłe ramiona Bellatrix. Zatonęli w długim, namiętnym pocałunku.
Ostatnim wysiłkiem swojego lekko nieprzytomnego umysłu Severus doszedł do wniosku, że w tej wódce musiał być jakiś afrodyzjak. Postanowił, że Black jeszcze tego pożałuje.
Potem była już tylko Bellatrix.

Lily pojawiła się w swoim domu w Dolinie Godryka. Rzuciła się do sypialni. Złapała różdżkę, swoją szatę, torbę z lekarstwami, zerwała z łóżka dwa koce i teleportowała się. Czasu było niewiele.

W salonie domu przy Grimmauld Place 12 zaczęli zbierać się Śmierciożercy. Na skutek nieobecności gospodarzy Voldemort rozkazał sprowadzenie pary młodej na dół innym sługom. Gdy po pięciu minutach wysłani nie wrócili, wysłał następnych, aby sprawdzili, co się stało. Ku niezadowoleniu Czarnego Pana oni także nie kwapili się z powrotem. Po kwadransie w salonie pozostała tylko połowa Śmierciożerców. Voldemortowi coraz bardziej się to nie podobało.

-Wszystko w porządku, Lupin? - spytał Moody, kładąc Remusowi rękę na ramieniu.
-Tak. - odparł chłopak i zacisnął dłoń na różdżce.
-Tak trzymaj. Wszyscy gotowi?
Odpowiedział mu pomruk aprobaty. Grupa uderzeniowa Zakonu Feniksa stała niespokojnie w mieszkaniu pani Figg.
-Pamiętajcie: równo o 19.30 ruszamy. Cel: salon domu Blacków, Grimmauld Place 12. Pamiętajcie, że mamy ich brać żywcem. Nie zabijajcie, chyba że o obronie życia. Ci dranie muszą mieć porządny proces i odcierpieć swoje w Azkabanie, zanim dostąpią łaski przejścia na tamten świat. Zrozumiano?
-Tak jest!
-Powodzenia, moi drodzy. - odezwała się pani Figg. - Bardzo żałuję, że jestem charłakiem. Chciałabym wam służyć pomocą większą niż tylko służąc kryjówką.
-I tak bardzo nam pomagasz. A teraz uwaga. Na mój znak teleportujemy się. Już czas. TERAZ!!!
Cała grupa zniknęła z trzaskiem.

Lily uklękła przy nieprzytomnym Syriuszu. Otworzyła swoją torbę lekarską.
-Lumos.
Obejrzała ranę. Postawiła szybką diagnozę: przebite płuco. Przyłożyła dłoń powyżej zranienia i szepnęła zaklęcie. Przebita część płuca została wyłączona z użytku.
Lily ostrożnie chwyciła rączkę noża i powoli wyciągnęła ostrze z rany. Krew popłynęła potokami po boku Syriusza. Lily zaklęła i sięgnęła do torby po odpowiedni eliksir. Polała nim zranione miejsce, ale nie dało to żadnego efektu. Położyła obie dłonie wokół rany i zaczęła szeptać zaklęcia uzdrawiające. Włożyła w to całą swoją moc…
Syriusz przestał oddychać. Lily zakręciły się łzy w oczach, ale ze straceńczą nadzieję uzdrawiała dalej.

Nimfadora zauważyła, że w jednej z klepsydr piasek nagle się zatrzymał. Ta część, która pozostała na górze, powoli się rozmywała, jakby zaraz miała zniknąć. Dziewczynka puknęła lekko w podstawkę i piasek ponownie zaczął się sypać i był przy tym tak materialny jak ten już przesypany. Ruszyła dalej. Nie zauważyła, że klepsydra podpisana była "SYRIUSZ BLACK".

Lily pociągnęła nosem. Syriusz znów oddychał. Niemal czuła pod palcami zrastające się tkanki. Wkrótce w miejscu rany została Syriuszowi tylko mała blizna.
Lily rozłożyła koc na w miarę równym kawałku podłogi jaskini i delikatnie przemieściła tam Syriusza. Zdjęła z niego zakrwawioną i lekko podartą szatę. Przy okazji zauważyła ciężkie poparzenia na jego dłoni. Przykryła poszkodowanego kocem i sięgnęła do torby po odpowiedni lek.
-Lily… - usłyszała cichy jęk.
-Jestem tu, Syriuszu. - pochyliła się nad nim.
-Odgarnij mi włosy z twarzy, bo strasznie mnie łaskoczą.
Obydwoje się uśmiechnęli. Lily spełniła prośbę, a Syriusz dostał ataku kaszlu.
-Nie nadwerężaj płuc. - poradziła mu. - Dopiero co zacerowałam ci jedno.
Obydwoje spoważnieli.
-Uratowałaś mi życie. Dzięki.
-To ty mnie uratowałeś. Gdyby nie ty, pewnie leżałabym tam brudna, pobita i zgwałcona… - z piersi Lily wyrwał się cichy szloch. Syriusz z dużym wysiłkiem ruszył zdrową ręką i przykrył jej dłoń swoją.
-Już po wszystkim, Lily.
Dziewczyna uspokoiła się trochę.
-Joanne pewnie cię zabije, jak się dowie, że mało nie zginąłeś.
Twarz Syriusza skurczyła się w grymasie bólu.
-Jo nie żyje.
-Przykro mi. - Lily spuściła wzrok.
-Zniknęła tuż przed twoim porwaniem. Jej mąż zabrał ją wtedy, kiedy przybiegłaś do mnie na uczelnię po zajęciach i mówiłaś, że wyszła.
-Mąż?
-Parszywy Śmierciożerca. Następnego dnia znaleźli jej ciało. - z wielkim wysiłkiem odwrócił głowę. Był zbyt wyczerpany na gniew. Pozostała mu tylko rozpacz.
-To straszne. - Lily wydmuchała nos. - Zajmę się twoją dłonią. Co ty robiłeś?
-Ratowałem cię. - wykrztusił lekko zmienionym głosem.
-Połowę skóry zostawiłeś gdzieś w tym domu. I trochę tkanki mięśniowej. Wygląda na to, że złapałeś coś gorącego. Uważaj, czyszczę ranę, będzie bolało. Na wszelki wypadek zaciśnij na tym zęby. - wsunęła mu między szczęki kawałek drewna. - A teraz uważaj
Syriusz gwałtownie wciągnął powietrze i zacisnął zęby. Ból był okropny, palący i nieznośny. Miał wrażenie, jakby coś wgryzało mu się w rękę. Zacisnął powieki i po chwili nie czuł już nic.

Bitwa rozgorzała na dobre. Po salonie domu przy Grimmauld Place 12 śmigały kolorowe smugi zaklęć. W chmurze wyczarowanego przez kogoś dymy migały różdżki i sylwetki pojedynkujących się czarodziei.
-Expelliarmus! - krzyknął Remus Lupin Jeden ze Śmierciożerców został odrzucony na ścianę i stracił przytomność.
-Crucio! - usłyszał przerażająco blisko i już wił się z bólu po podłodze. Całe życie przesunęło mu się przed oczami: ojciec, matka, Dumbledore, Syriusz, James, Lily, Peter…
Wszystko nagle ustało. Remus spojrzał na wznoszącą się nad nim dłoń z różdżką i usłyszał demoniczny śmiech Voldemorta.
-Avada…

Nimfadorę zaciekawiła bardzo dziwnie ukształtowana klepsydra ze srebrnym piaskiem w środku. Wyglądała jak miniaturka pokręconej basenowej zjeżdżalni na mugolskim basenie. Dziewczynka wzięła ją do ręki, ale zaraz cofnęła dłoń. Klepsydra była śliska i pokryta śluzem jak skóra żaby. Niedokładnie odstawiona zsunęła się z brzegu półki i po krótkim locie roztrzaskała się o podłogę.

Voldemort nagle wypuścił z dłoni różdżkę. Remus zamarł. Czarny Pan zwalił się nieruchomo na podłogę. Lupin niepewnie podniósł się i sięgnął po różdżkę. W tym momencie ktoś za jego plecami wykrzyknął:
-Stupefy!
Zaklęcie uderzyło go w okolice prawej łopatki. Stracił przytomność.

Nimfadora przerażona tym, że coś popsuła, spróbowała złożyć klepsydrę z powrotem w całość, ale piasek zniknął, a szkło rozpadło się na drobniutkie odłamki. Została tylko śliska obudowa. Napis na niej głosił "TOM MARVOLO RIDDLE".
Nagle usłyszała głos:
-Nimfadoro Tonks!
Szybko zgarnęła resztki klepsydry butem pod regał. Ktoś szedł w jej stronę. Pojedyncze kroki zbliżały się. Okazało się, że należały do młodej blondynki o sympatycznym wyrazie twarzy, ubranej w żółtą koszulkę z napisem "Yellow submarine" i rysunkiem łodzi podwodnej oraz wytarte niebieskie dżinsy.
-Nie bój się.
-Wcale się nie boję.
-To dobrze. Mam na imię Kate. Jestem córką Śmierci, Zarazą. Jesteś w domu Śmierci i szuka cię aktualnie połowa istot nadprzyrodzonych.
-Mnie? Dlaczego? - zdziwiła się Nimfadora.
-Twój inteligentny opiekun złapał cię, gdy spadałaś z drzewa, ale zapomniał odstawić cię na ziemię. Pewnie błąkasz się tu od paru godzin?
-Kto to jest opiekun?
-Wy nazywacie ich aniołami-stróżami, o ile się nie mylę. Zupełnie mylnie, ale to już wasz problem. Zwiedziłaś sobie komnatę życiomierzy, teraz możesz wracać do domu. Twoi rodzice nie mogą spać, bo tak się o ciebie martwią. Chodź. - Kate wyciągnęła dłoń w stronę Nimfadory. Dziewczynka wzięła ją za rękę. - Zamknij oczy.

Petera Pettigrewa niepokoił fakt, że dochodziła już 20.00, a nikt jeszcze nikt po niego nie przyszedł. Ceremonia była zaplanowana dokładnie i w tej chwili powinien być już w posiadaniu swojej wymarzonej kobiety.
Usłyszał jakieś szmery na korytarzu i postanowił spytać, co się dzieje. Zdjął z klamki zaklęcie parzące, otworzył drzwi i…
-Avada Kedavra!
…ugodziła go klątwa któregoś ze Śmierciożerców. Gdy padał zza jego pleców dobiegło głośne "Petrificus Totalus!" w wykonaniu Alastora Moody'ego i Śmierciożerca sztywno runął na podłogę.

-Stupefy! - krzyknęli razem pan i pani Longbottom. Dwóch błądzących po lesie Śmierciożerców zostało pozbawionych przytomności.
-Crabe i Goyle. - orzekł pan Longbottom, zaglądając pod ich maski.
-Accio różdżki. - jego żona wsunęła do kieszeni broń wrogów.
-Nieźle wam idzie! - usłyszeli głos Dedalusa Diggle'a, zakładającego nieprzytomnemu Śmierciożercy "bransoletki".
-Tobie też. - odparła pani Longbottom, skuwając Goyle'a.
-Dziękuję, Alicjo.
Tak jak przewidywał pan Longbottom, członkom Zakonu Feniksa spacyfikowanie Śmierciożerców rozproszonych po lesie nie sprawiło żadnego problemu. Odnieśli wielki sukces. Szkoda tylko, że tylu ich przyjaciół tego nie doczekało…

-Expelliarmus! - Albus Dumbledore rozbroił Lucjusz Malfoya, który właśnie podnosił różdżkę, by zabić nieprzytomnego Remusa Lupina.
-Dobrze cię znowu widzieć, Dumbledore! - odezwał się Alastor Moody, schodząc z pierwszego piętra. Inni członkowie Zakonu przyglądali się leżącym na podłodze ciałom. Wszystkim Śmierciożercom zakładano "bransoletki".
-Nigdzie ani śladu Snape'a, Blacka czy Lily Potter. - oznajmił Auror. - Żywych ani martwych.
-Nie martwiłbym się o nich. - odparł spokojnie Dumbledore. - Oni potrafią o siebie zadbać. Gdyby coś się stało, na pewno znaleźlibyśmy ich ciała.
Podeszli do Remusa Lupina.
-Zawołaj Emmeline Vance, trzeba doprowadzić go do stanu używalności. A to… na brodę Merlina!
Dumbledore ostrożnie odwrócił na plecy leżące obok ciało.
-Nie do wiary! A jednak się udało! Panie i panowie, Lord Voldemort nie żyje!
Na chwilę wśród obecnych zapadła cisza. Lecz gdy wreszcie do zmęczonych walką i nieprzespaną nocą umysłów dotarła ta wiadomość, rozległy się szalone wiwaty.
-Niesamowite. To prawdziwy cud. - mruczał pod nosem Moody.
-Ale kto to zrobił? - zapytał Dumbledore.
Zapadła cisza. Nikt nie wiedział.

Andromeda Tonks właśnie brała kolejną tabletkę na uspokojenie, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Otworzył jej mąż. Usłyszała ciche "Cześć, tato". Szaleńczym pędem rzuciła się do drzwi i uściskała stojącą w progu córkę.
-Kate Pestilence. - przedstawiła się młoda kobieta, która przyprowadziła Nimfadorę. - Państwa córka przypadkowo zabłądziła w moim domu. To nie była jej wina, tylko zbieg okoliczności. Zdaje się, że spadła z drzewa i ktoś z moich znajomych zaopiekował się nią i przyniósł ją do mnie. Przyprowadziłabym ją wcześniej, ale dopiero pół godziny temu się o niej dowiedziałam.
-Dziękujemy pani. - pan Tonks z wdzięcznością ucałował wierzch jej dłoni - Nie ma pani pojęcia, jak jesteśmy pani wdzięczni. Może moglibyśmy się jakoś odwdzięczyć?
-Po prostu myjcie ręce przed jedzeniem, nie pijcie wody z kranu i zachowujcie ogólne wymogi higieny. - kobieta uśmiechnęła się. - Cieszę się, że mogłam pomóc. Żegnam.
Oddaliła się szybko.
-Mamo, puść, już wszystko w porządku. - Nimfadora próbowała uwolnić się z objęć Andromedy, która wciąż tuliła ją do siebie i szlochała.
-Nimfetko, nie gub się więcej, bo twoja mama tego nie wytrzyma. - powiedział pan Tonks, gdy zamknął drzwi po wyjściu Kate.
-Dobrze, tato. Mama chyba zasnęła.
Pan Tonks ostrożnie zdjął żonę z córki i zaniósł do sypialni.
-Dziś śpisz z mamą, Nimfuś.
-Ale mama zawsze się wierci i nie mogę spać.
-Poświęć się dla niej choć raz. To ją uspokoi. Obudzi się w nocy zdenerwowana, zobaczy, że śpisz obok i będzie mogła spokojnie spać dalej.
-No dobrze…
-Ja się przeniosę do salonu. To łóżko jest za małe dla nas wszystkich.
-Dobranoc, tato. - dziewczynka ułożyła się wygodnie obok swojej mamy.
-Dobranoc, Nimfetko. - pan Tonks pocałował córkę w czoło i wyszedł z sypialni.


Valaraukar: Części kolejne (i ostatnie) postaram się zamieścić w piątek, a jak nie - to w sobotę. I basta.

Andromeda Mirtle
27.04.2004, 18:03

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Chielirar

"Motorola ist wäre eine nette großen amerikanischen Tech-Unternehmen, dass genau, wer je mobile Revolution, , die haben Ihre ähnlich zwischen mehr als 80 Jahren von zu Innovation, einschließlich der die tatsächliche Schaffung für das Anfang Telefon , "Seite schrieb. "Wir alle erinnern uns an Motorolas StarTAC, Welche Art von zu seiner Freizeit sowie a allgemein echtes Potenzial einschließlich zwischen diesen Geräten " <a href=http://www.longchampdeutschland.com>longchamp le pliage</a> Mahmoud El Husseini war wahrscheinlich in der Lage sein und in ein vertrauenswürdiger Vorort von Kairo eine Nacht im letzten Jahr, wenn er Kerl Ich würde sagen, die scharfe Kante zu ein Über uns zwischen Ägypten drängendsten politischen Fragen. <a href=http://www.longchamphandtaschenshop.com>longchamp taschen</a> Vier bewaffnete Männer zwangen Herr Husseini über hinter zwischen seinem geparkten Auto und und folglich derzeit speziellen Pflaster. Welche sie die sehr 27-jährige Textil-Betriebsleiter Über uns zwischen seinem Geld, aber nicht Ausnahme Weiterleiten von , um mit ihm Messerstecherei in erscheinen in a Arm aa Wunde in der Richtung schließen gefunden bei ein vertrauenswürdiger nahe gelegenen Krankenhaus. http://www.longchamphandtaschenshop.com

30.05.2012, 17:03
lighting wholesale

Hmm jest ktos napotyka na problemy ze zdjeciami w tej zaladunku blog ? Probuje dowiedziec sie, czy jego problem po mojej stronie i jesli jest to blog . Wszelkie odpowiedzi beda bardzo mile widziane.

24.11.2011, 11:52
Dorusi@

Gratulacje. Szybko zamieniłaś melodramat na komedie i to mi sie podoba. Ale się uśmiałam czytając ten fragment o Bellatrix i Severusie. Po prostu bomba!

4.08.2008, 13:26
Olz

a mi baardzo sie podobal pomysl zmierci V spowodowany nienzdarnoscia tonks:P tylko szkoda ze harry iu james nie zyja :( ale czytam dalsze czesci moze tam sie cos wyklaruje :P:) super opowiadanko psz wiecej

4.08.2005, 20:15
Pina

Druga część równie dobra jak poprzednia.Gratulacje!

13.06.2005, 13:24
SONIA

SPOX NAPRAWDĘ!!!!!!!!!!

14.01.2005, 23:04
Andromeda Mirtle

Związek Lily z Albusem nie jest wcale takim złym pomysłem ;).

10.11.2004, 19:17
Ysabell

ta część jest o wiele lepsza od poprzedniej. Gratuluje

4.11.2004, 14:52
Wiewióreczka

Ludzie to opowiadania w Strefie Fikcji są świetne poprostu nigdzie nie moge znależć leprzych

22.07.2004, 22:06
nimfetka

Super!!!!!! Za chwilę będę czytać części kolejne. Mam nadzieję ,że równie znakomite!!!

2.07.2004, 14:13