Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Order Feniksa

"I ukazał się wielki znak na niebie"
Apokalipsa św. Jana



Rozdział 1



Gnany złym przeczuciem pędził, jak najszybciej mógł. Jeszcze tylko parę kilometrów… Mroczny Znak… Nie, to nie możliwe… Przyspieszył.


Zbliżając się do ich domu coraz wyraźniej widział Mroczny Znak, który unosił się spokojnie nad ich dachem.
Cisza i spokój, jakby nic się nie stało… - pomyślał, parkując swój motocykl. Bał się wejść do środka. Bał się tego, co może tam zobaczyć. Mimo to nacisnął klamkę. Drzwi ustąpiły z cichym skrzypieniem zawiasów. Na korytarzu paliło się światło. Wszedł. Zajrzał do kuchni - nikogo, tak samo w salonie. Wrócił na korytarz i zauważył, że coś leży na schodach na piętro. Nagle zdał sobie sprawę, że to ciało jego najlepszego przyjaciela.
-James, ty draniu, jak mogłeś dać się tak zabić? - spytał cicho.
Wtem dobiegł go cichy szloch dochodzący z piętra.
Czyżby…?
Ominął ciało Jamesa i wbiegł po schodach. Drzwi do dziecięcego pokoju były szeroko otwarte. Wszedł. W kącie kuliła się młoda kobieta. Szlochała i szarpała swoje długie, kasztanowe włosy.
-Lily, nic ci nie jest? - klęknął obok niej.
-Zabili mi mojego małego Harry'ego. - szepnęła obejmując swoje kolana. - Zabili Jamesa. Dlaczego nie zabili mnie? Dlaczego?! Odpowiedz mi, Syriuszu! - nagle popatrzyła mu w oczy.
Milczał. Wiedział doskonale. Wiedział doskonale, że Peter podkochiwał się w Lily i za jej życie przehandlował tajemnicę Potterów. Żałosne.
-Lily, wyjdźmy stąd.
-To jest dom śmierci. Chcę tu zostać i umrzeć. Nie przeszkadzaj mi. Proszę. - po policzkach Lily spłynęły kolejne łzy.
-Nie, Lily. Obiecałem kiedyś Jamesowi, że zaopiekuję się tobą, jeśli jemu się coś stanie. I zamierzam tej obietnicy dotrzymać.
Lily westchnęła.
-Dobrze. Pozwól mi się tylko z nimi pożegnać.
Powoli wstała z podłogi i podeszła do dziecięcego łóżeczka. Podniosła małe, bezwładne ciałko, przytuliła je i pocałowała w czółko. Potem położyła je ostrożnie z powrotem do łóżeczka. Wyszła powoli z pokoju dziecięcego. Syriusz podążył za nią. Lily zatrzymała się na schodach przy ciele męża. Uklękła, przytuliła go, a z jej oczu znów popłynęły łzy.
-Chodźmy już. - Syriusz pomógł jej wstać.
-Nie masz pojęcia, jak go kocham…
Wyszli na zewnątrz. Zaczął padać deszcz. Lily stanęła na środku ulicy i wpatrywała się w niebo.
-Nawet niebo płacze.
-Pewnie James i Harry już tam są. - odparł Syriusz, walcząc z dławiącą go rozpaczą.
-Na pewno. Chciałabym tam z nimi być. Przecież James sam się tam nie urządzi. Potrzebuje mnie.
-Pewnie dostanie anioła do pomocy. Na pewno sobie poradzi.
-Ale co ja zrobię bez Jamesa i Harry'ego? Przecież tylko im byłam potrzebna i tylko oni mnie kochali. Co ja bez nich zrobię?
-Będziesz musiała się nad tym zastanowić. Na razie musisz się uspokoić. Chodź, zapraszam cię do mnie. Nie możesz tu zostać.
Syriusz okrył Lily swoim płaszczem, bo prawie zupełnie przemokła i zaczynała drżeć. Posadził ją przed sobą na motocyklu i ruszył. Ona zamknęła oczy i przytuliła się do niego, dygocząc z zimna i zdenerwowania.
Syriusz usiłował myśleć logicznie, co nie było wcale proste. W jego umyśle panowały gniew i rozpacz. Czuł wilgoć na twarzy i wiedział, że to nie tylko z powodu deszczu.


-Jesteśmy na miejscu. - oznajmił, ale nie otrzymał odpowiedzi. Lily spała. Delikatnie wziął ją na ręce i zaniósł do swojego domku. Syriusz mieszkał na obrzeżu miasteczka uniwersyteckiego, gdzie studiował.
Na powitanie wyszła mu zaspana i potargana dziewczyna ubrana w koszulę nocną.
-Syriuszu, gdzieś ty…? - urwała, widząc śpiącą Lily. - Kto to jest?
-Lily Potter. Opowiadałem ci o moim przyjacielu, Jamesie. To jego żona. Właśnie została wdową. Na dodatek Voldemort zabił ich syna. Mojego chrześniaka.
Dziewczyna zakryła usta dłonią.
-To straszne. - powiedziała po chwili. - Pewnie teraz nie ma nikogo.
-Nikogo. Dlatego postanowiłem, że na razie zamieszka z nami. - Syriusz położył Lily na łóżku w sypialni.
-Masz prawo. W końcu to twoje mieszkanie. A gdzie będzie spać?
-Rozłożę jej kanapę w salonie.
-Wziąłeś jakieś jej rzeczy?
-Wiesz, nie pomyślałem. Miałem akurat na głowie śmierć przyjaciela, mojego chrześniaka i jej rozpacz.
-Nie denerwuj się. Pożyczę jej moją koszulę nocną. A ty idź rozłożyć kanapę. - powiedziała spokojnie.
Syriusz wyszedł do salonu.
-Kim jesteś? - spytała nerwowo Lily, zrywając się z łóżka.
-Spokojnie. Nazywam się Joanne Smith. Jestem z Syriuszem. Jesteśmy u niego w domu. Nic ci nie grozi.
Lily odetchnęła.
-Jestem Lily Potter. Jestem sama. - po jej policzkach potoczyły się łzy.
-Lily, przebierz się w koszulę nocną i chodź spać. Sen dobrze ci zrobi. Syriusz rozstawia ci kanapę w salonie. Zdejmij płaszcz. - Joanne pomogła Lily wydostać się spod okrycia wierzchniego Syriusza. - Ależ ty jesteś przemoknięta! Przebieraj się, ale już!
Lily niechętnie wykonała polecenie.
-Ja chyba już nie zasnę. - oświadczyła już w koszuli nocnej.
-O to się nie martw. Mogę cię poczęstować środkami nasennymi. - Joanne sięgnęła do szafki przy łóżku.
-Dziękuję. - Lily przełknęła tabletkę. Po chwili już spała.
-Jestem. - oznajmił Syriusz, wchodząc. - Wysłałem sowę do Dumbledore'a.
-No to połóż ją spać i chodź do łóżka. - Joanne wsunęła się szybko pod kołdrę.
Syriusz wyniósł Lily. Przyjrzał się jej uważnie. Wyglądała na nieziemsko spokojną. Ułożył ją delikatnie na rozłożonej i pościelonej kanapie i troskliwie okrył kołdrą. Potem spojrzał w górę.
-Nie martw się. Zaopiekuję się nią.
Potem wrócił do sypialni.
-Co zamierzasz zrobić? - zapytała Joanne, gdy tylko przekroczył próg.
-Nic, Jo. Śpij. Przeze mnie się nie wyśpisz.
-Skąd wiedziałeś, że to akurat dziś twój przyjaciel zginie? - Joanne oparła głowę na łokciu.
-Nie wiedziałem. Po prostu miałem takie strasznie złe przeczucie. - wyjaśnił Syriusz, kładąc się obok niej. - Niestety, sprawdziło się. Kurcze, dlaczego zawsze muszą się spełniać moje najgorsze przepowiednie i przeczucia?
-Masz pecha. - orzekła Joanne.
-To nie jest zabawne, Jo.
-Wiem. - odparła poważnie. - Przecież widzę, że cierpisz. Może uda mi się choć trochę cię pocieszyć? - objęła go za szyję i pocałowała.
-Dzięki, Jo. Ale śpijmy już, bo jutro masz zajęcia od rana.
-Masz rację. Dobranoc. - Joanne ułożyła się wygodnie w ramionach Syriusza.
-Dobranoc. - pocałował jej jasne włosy, położył głowę na poduszce i zaraz zapadł w ciężki, głęboki sen.


Obudził się w pustym łóżku. Na szafce znalazł kartkę:
"Dzień dobry. Mam nadzieję, że się wyspałeś. Wypożyczyłam Ci komplet dokumentalnych filmów o Beatlesach. Pamiętaj, że dziś zaczynasz zajęcia o 12.00. Ja wtedy kończę, więc zajmę się Lily. Całuję,
Jo"
Syriusz uśmiechnął się lekko. Zawsze, kiedy było mu źle, oglądał filmy dokumentalne o Beatlesach. To zwykle pomagało mu odzyskać równowagę wewnętrzną.
Wstał, ubrał się i wyruszył do kuchni na poszukiwanie śniadania. Czuł się zmęczony i najchętniej położyłby się z powrotem do łóżka. Na stole w kuchni znalazł kanapki i sok, które zaraz skonsumował.
Z odrętwienia wyrwał go przejmujący, wysoki krzyk. Zerwał się od stołu i ruszył biegiem do salonu. Lily rzucała się przez sen i krzyczała:
-Nie! Nie rób tego! Zabij mnie, ale nie zabijaj Harry'ego! Nie! NIE!!!
-Lily! - Syriusz lekko nią potrząsnął. - Lily! Obudź się!
Otworzyła oczy i zaczęła płakać. Syriusz przytulił ją.
-Boję się. Byłam złą matką. Nie obroniłam go.
-Nic nie mogłaś zrobić, Lily. Nie bój się. To był tylko sen.
-Mam nadzieję, że to wszystko to koszmar, z którego zaraz się obudzę, a James mnie przytuli, powie, że to zły sen… Harry uśmiechnie się, gdy przyjdę go nakarmić…
Syriusz milczał. Czuł, że coraz bardziej nienawidzi Glizdogona.
-Wszystko będzie dobrze. - obiecał cicho. - Bądź spokojna. Możesz tu zostać, póki nie dojdziesz do siebie.
-Dziękuję. Ale czy to nie będzie zbyt wielkim ciężarem? Nie chcę sprawiać wam kłopotów. - Lily przestała szlochać i spojrzała na Syriusza.
-Nie martw się. Z tobą będzie przyjemniej.
-Hm… nie wątpię. A teraz możesz mnie już puścić.
-Jasne. - Syriusz wypuścił ją ze swoich objęć. - Przepraszam.
Lily westchnęła.
-Joanne będziesz się tłumaczył z przytulania innej dziewczyny. - wstała z łóżka. - Gdzie tu jest łazienka?
Syriusz odpowiedział i wyszła. Chyba czuła się lepiej.
Wziął ze stołu w kuchni pudełko z kasetami video i włożył jedną z nich do odtwarzacza. Usiadł wygodnie na rozłożonej kanapie i uruchomił magnetowid. Po chwili usłyszał znajomą melodię piosenki "Help!". Trafił akurat na odcinek, w którym Beatlesi odwiedzili Filipiny i odrzucili zaproszenie na śniadanie z żoną lokalnego dyktatora. Następnego dnia rano w swoich hotelowych pokojach włączyli telewizję i oglądali transmisję na żywo ze śniadania, na którym się nie pojawili. Śmiali się z tej historii, ale mało brakowało, a nie pozwolono by im wtedy opuścić Filipin.
-Oglądasz Beatlesów? - spytała cicho Lily, wchodząc do salonu.
-Tak. - odparł, nie odrywając wzroku od ekranu. - To mi zwykle pomaga.
-W takim razie też spróbuję. - usiadła obok niego. Dopiero wtedy na nią spojrzał. Miała na sobie tylko ręcznik. Krople wody kapały z jej mokrych włosów na kanapę.
-Ty zamierzasz taka naga po moim domu paradować? Nie ma mowy. Załóż przynajmniej szlafrok.
-Dobrze. Ale zatrzymaj film. Nie chcę stracić ani sekundy tej terapii.
Po chwili wróciła odziana w koszulę nocną i luźny szlafrok frotte.
-Teraz lepiej. - orzekł. - Przykryj się kołdrą, bo będzie ci zimno.
-Dziękuję, że się o mnie tak troszczysz. - Lily wsunęła się pod kołdrę.
Oboje skierowali swoje spojrzenia na ekran telewizora. Film trwał.


-Wróciłam. - oznajmiła Joanne, zamykając za sobą drzwi wejściowe.
-To miło. - usłyszała głos Syriusza.
-Lepiej zacznij się zbierać. Jest za kwadrans dwunasta.
-Przecież wiem. Nie musisz mi przypominać. - odparł lekko zirytowanym tonem Syriusz. Potem zwrócił się do Lily. - W tym momencie skończymy. Dalej możemy obejrzeć wieczorem.
-Dobrze. - kiwnęła głową. Myślenie o Beatlesach rzeczywiście pomagało w zaprzestaniu myślenia o czymkolwiek innym.
-W takim razie lecę. Do zobaczenia wieczorem.


Podczas wykładów na uniwersytecie Syriusz nie mógł przestać myśleć o "starych, dobrych czasach", kiedy to Huncwoci jeszcze grasowali w Hogwarcie. To były piękne lata.
Ocknął się z prawie niezapisanym notatnikiem, gdy już niemal wszyscy studenci opuścili salę. Na pierwszej stronie widniał tylko szkic przedstawiający jelenia, wilka, psa i szczura. Syriusz popatrzył chwilę na rysunek, po czym wściekle zamazał szczura. Zebrał swoje rzeczy i wyszedł. Przed budynkiem spotkał Lily.
-Syriuszu! - wyraźnie ucieszyła się na jego widok. - Joanne wyszła, a ja nie mogłam zostać tam sama. Czułam się okropnie, bałam się…
-Spokojnie, Lily. - Syriusz objął ją ramieniem. - Chodźmy do kawiarni.
-Dobrze.


-Czego się napijesz? - spytał, gdy już siedzieli przy stoliku w kawiarni.
-Z Jamesem zawsze piłam kawę z mlekiem. Zawsze mi taką zamawiał. On wiedział, co lubię. - oczy Lily zwilgotniały.
-Może lepiej napij się gorącej czekolady? To zazwyczaj podnosi na duchu.
-Tak myślisz?
-Jestem pewien, Lily. - Syriusz ujął jej dłonie w swoje. - Spójrz na mnie.
Powoli, jakby w obawie spojrzała mu w oczy. Zauważył, że blask jej oczu przygasł i nie świeci już w nich radość i nadzieja, które widział w nich od zawsze, a które teraz zniknęły.
-Lily, nie umieraj. - poprosił.
Zdziwiła się trochę, ale nic nie powiedziała.
-Żyj tu i teraz. Ty żyjesz. Żyj i pozwól im odejść. Ich już tu nie ma…
-Nie! - pisnęła, zerwała się z miejsca i wybiegła z kawiarni. Syriusz ruszył za nią.
Dogonił ją i zatrzymał.
-Puść mnie! Słyszysz?! Puść!
-Nie.
-Syriuszu, proszę, puść mnie. Puść. - zaczęła szlochać.
Przytulił ją.
-Idziemy do domu. - oznajmił i popchnął ja lekko w kierunku swojego mieszkania.
-Ale ja nie mam domu…
-Dom jest tam, gdzie są przyjazne ci dusze.
Wreszcie dotarli do chatki Syriusza. Joanne nie było. Gdy weszli, Lily zdjęła płaszcz, który miała na sobie. Pod spodem miała tylko koszulę nocną i szlafrok, czego Syriusz wcześniej nie zauważył.
-Słyszałam, że człowiek żyje tak długo, jak długo się o nim pamięta. - odezwała się Lily. - Mam wrażenie, że James z Harrym po prostu gdzieś wyjechali i zostawili mnie zupełnie samą. Ale niedługo wrócą, nie zostawią mnie przecież na zawsze…
-Lily, nie wiem już, co ci powiedzieć…
-Nie mów nic. Usiądź obok mnie na kanapie i włącz tych Beatlesów, bo mi źle. Bardzo źle.
Syriusz spełnił jej prośbę. Po paru minutach obydwoje siedzieli już obok siebie i oglądali video.


-"Yesterday" to piękna piosenka. - powiedziała Lily.
-A wiesz, że podobno pierwotnie nazywała się "Scrambled eggs" i była o jajecznicy? - spytał Syriusz.
-Naprawdę?
-Tak słyszałem. - Syriusz nie odrywał spojrzenia od ekranu.
-Ale i tak mi się podoba. Jest taka uczuciowa i… on tęskni za "wczoraj"… Zupełnie jak ja… - Lily przytuliła się do ramienia Syriusza i gorzko zapłakała.
-Lily… - powiedział, starając się opanować targające nim uczucia. - Posłuchaj. Wierzysz, że dobrzy ludzie po śmierci idą do Nieba, Raju czy jakkolwiek to nazwiesz, prawda?
Lily kiwnęła głową.
-W takim razie James i Harry na pewno tam są i jest im dobrze, prawda?
Kiw.
-Dlatego nie płacz już. Pewnie siedzą tam, na górze, patrzą na ciebie i smutno im, że płaczesz. Patrz, Beatlesi śpiewają "Eleanor Rigby". Są ludzie, którzy mają gorzej. Oni byli samotni przez całe życie i nie zaznali miłości ani przez chwilę.
Lily pociągnęła nosem.
-Czasem nie wiem, czy nie wolałabym nigdy się w nim nie zakochać, niż teraz zostać wdową po nim. Nie wiem. Nie wiem! Nie wiem!!! - złapała się za głowę i zaczęła szarpać się za włosy. - Jamesie, gdzie jesteś?! Pomóż mi! Proszę! Chcę do domu! Chcę do domu… - jej głos utonął w szlochu.
Syriusz objął ją ramieniem.
-Spokojnie. Będzie dobrze. Jesteś zmęczona, więc lepiej się połóż. Zamknij oczy i śpij. Jutro obudzisz się jak nowo narodzona. Śpij.
Kanapa była rozłożona, więc Lily tylko zsunęła się do pozycji leżącej.
-Zimno mi. - zaczęła się trząść. Syriusz wstał i ciepło okrył ją kołdrą. - Boję się spać sama. - oznajmiła. - Nie zrozum mnie źle, ja…
-Rozumiem. - Syriusz położył się obok niej. - Teraz lepiej?
-Dziękuję. - Lily westchnęła i przysunęła się do Syriusza. - Jakoś lepiej się teraz czuję. Ale wciąż źle.
-W takim razie śpij. Sen przynosi ukojenie. Śpij.
Lily zamknęła oczy. Syriusz zanucił jej kołysankę autorstwa Paula McCartneya.


Ocknął się około jedenastej wieczorem. Wciąż leżał obok Lily, obejmując ją w pasie. Musiał przytulić ją przez sen. Postanowił zostawić Lily, póki  spała spokojnie. Delikatnie, żeby jej nie zbudzić, zaczął się od niej odsuwać.
Nagle odwróciła się w jego stronę, mamrocząc coś przez sen. Syriusz zamarł. Lily uniosła rękę i dotknęła jego twarzy.
-James… - westchnęła. Zbliżyła się do niego, lekko odchyliła głowę i pocałowała go. Wszystko wydarzyło się, nim Syriusz zdążył cokolwiek zrobić. Delikatnie odwzajemnił pocałunek. Lily opadła na posłanie, uśmiechając się błogo. Cały czas pogrążona była w głębokim śnie.
Syriusz usiadł na brzegu łóżka. Wciąż był jeszcze zaskoczony. Nie wiedział, co o tym myśleć. Przecież ona była nieświadoma, więc nie będzie nic pamiętać. Ale z drugiej strony wciąż czuł słodki smak jej ust. Przez chwilę pomyślał, że James to jednak miał szczęście. Taka kobieta zgodziła się zostać jego żoną. Gdyby tylko Joanne przyjęła jego, Syriusza, oświadczyny, byłby najszczęśliwszym facetem na świecie.
Westchnął i poszedł do sypialni. Łóżko było puste. Gdzie, u licha, mogła pójść Joanne?
Postanowił nie czekać na nią, tylko iść spać.


Obudził go krzyk. Jednak zanim oprzytomniał, zapanowała znów cisza. Leżał chwilę w ciemności i nasłuchiwał, ale nie dobiegł go żaden dźwięk. Pomyślał, że pewnie mu się coś przyśniło. Zważywszy na ostatnie przeżycia było to dość prawdopodobne. Zamknął oczy i z powrotem zasnął.
 







"I nagle skończy się
to wszystko w co wierzysz, co kochasz
zasypie śnieg
dziki uniesie cię wiatr
upuści cię nagle
uderzysz
ufałeś mu tak
Ale ty nigdy nie poddasz się"
Myslovitz "Nienawiść"



Rozdział 2



Syriusz poczuł nieprzyjemne łupanie wewnątrz czaszki. Ktoś dobijał się do drzwi. Black otworzył oczy i spojrzał na budzik. Była 10.32. Niechętnie zwlókł się z łóżka i otworzył.
-A więc żyjesz… - przed drzwiami stała jego siostra cioteczna, Bellatrix Lestrange.
-Dlaczego? - spytał trochę nieprzytomnie.
Bellatrix wskazała na niebo nad jego chatką.
-Mroczny znak nad twoim dachem, drogi kuzynie.
-Co?! - Syriusz momentalnie odzyskał sprawność umysłu. Szybko zawrócił do salonu. Kanapa była pusta.
-Lily? Lily?! Gdzie jesteś?!
Odpowiedziała mu cisza.
-Do licha! Czyli ten krzyk w nocy… to musiała być ona! Myśleli pewnie, że mnie nie ma, i ją porwali! Dranie!
Tymczasem Bellatrix weszła do mieszkania.
-Twoja dziewczyna zostawiła ci wiadomość.
-Co? Czy coś jej się stało? - Syriusz zaniepokoił się jeszcze bardziej.
-Przyjechał jej mąż i ją zabrał. Swoją drogą ona naprawdę nazywa się Patricia Scott, a nie Joanne Smith. Wiedziałeś o tym?
-Co?!
-Nie miałeś pojęcia? - Bellatrix uśmiechnęła się z dziwną satysfakcją. - Mówiłam, że jej nie można ufać. Masz tu list od niej. Gruba Andie kazała ci go wręczyć. - tu machnęła mu przed nosem kopertą.
-Nie nazywaj tak swojej siostry. Daj mi to i wynoś się. - Syriusz wyrwał jej list.
-Mi też było bardzo miło. - odparła chłodno i ruszyła do wyjścia.
-Powiedz Voldemortowi, że nie ujdzie mu to na sucho.
Usłyszał jeszcze oddalający się sztuczny, wysoki śmiech Bellatrix. Otworzył list.
"Drogi Syriuszu,
kocham Cię. Miałam nadzieję, że mogę się odciąć od przeszłości, ale okazało się to jednak niemożliwe.
Mój mąż jest Śmierciożercą. Uciekłam od niego, gdy tylko się o tym dowiedziałam. Myślałam, że mogę żyć szczęśliwie jako panna Smith. Byłam zamężna, więc nie mogłam Cię poślubić. Chciałabym, abyś wiedział, że ten rok spędzony z Tobą był najszczęśliwszym okresem w moim życiu.
Ale mąż mnie znalazł. Podejrzewam, że to Twoja cioteczna siostra, Bellatrix, powiedziała mu, gdzie mieszkam. Myślę, że go zna. Na szczęście dla mnie nie wszystkie Twoje siostry cioteczne są na tyle podłe: Andromeda Tonks, która pracuje w sekretariacie naszego Uniwersytetu, podsłuchała rozmowę mojego męża z profesorem Cogito i mnie uprzedziła, więc miałam czas, żeby napisać ten list.
Uważaj na Lily. Postaram się, żeby mój mąż się o niej nie dowiedział.
Uważaj na siebie. Przepraszam za wszystko. Pewnie się już nigdy nie spotkamy, ale pamiętaj, że będę kochać Cię zawsze.
Jo"
Syriusz stał jak gromem rażony. Kobieta jego życia była mężatką! Przeczytał list jeszcze kilka razy. Jego spojrzenie zatrzymało się na jednym zdaniu: "Uważaj na Lily". Błyskawicznie podjął decyzję. Teleportował się.


-Syriusz Black? - zdziwiła się pani Longbottom, widząc właśnie przybyłego gościa.
-Przepraszam, że tak nagle, Alicjo, ale oni porwali Lily. Musimy zebrać Zakon Feniksa.
-Usiądź. - poprosiła pani Longbottom. - Masz szczęście w nieszczęściu. Zakon spotyka się u nas za pół godziny.
Syriusz opadł na fotel.
-Wyglądasz jak trzynaście nieszczęść. Może napijesz się herbaty?
-Nie, dziękuję. Martwię się o nie. Lily i Jo. Zresztą ona naprawdę nazywa się Patricia Scott… - Syriusz oparł twarz na dłoniach. Włosy opadły mu na oczy.
-Scott. - powtórzyła pani Longbottom. - Żona Śmierciożercy. Blondynka. Zielone oczy. Pamiętam ją.
-Znasz ją, Alicjo?
-Nie, Syriuszu. Nigdy jej nie spotkałam.
-Więc skąd wiesz? - Syriusz podniósł głowę, odrzucając włosy z twarzy i spojrzał na panią Longbottom. W jego oczach był niepokój.
-Przykro mi. - pani Longbottom nie spuściła wzroku. - Dziś rano znaleziono jej ciało.
-Zabiję! ZABIJĘ DRANIA!!! - Syriusz zerwał się z miejsca i ruszył do drzwi.
-Stój! - krzyknęła pani Longbottom. - Dokąd idziesz?
-Zemścić się!
-Nic nie zdziałasz. Lepiej poczekaj chwilę. Zaraz spotka się Zakon.
-Ale…
-Najważniejsi są żywi, Syriuszu. Martwym już nie pomożesz. Wkrótce pomścimy och wszystkich, ale teraz najważniejsze to uratować Lily i nie dać się zabić. Usiądź, Syriuszu.
Black zawahał się.
-Alicja ma rację, jak zwykle zresztą. - w korytarzu rozległ się znajomy głos dyrektora Hogwartu. - A teraz usiądź i opowiedz mi, co się stało.
-Podam herbatę. - pani Longbottom zniknęła w drzwiach kuchni.
Dumbledore spojrzał na Syriusza. Obaj usiedli w miękkich fotelach w salonie.
-Miałem przeczucie. Okropne. Pojechałem do Petera. Nie było go. Tak okropnie się przeraziłem… - głos mu zadrżał. - Poleciałem do domu Jamesa. Nie wiem, dlaczego po prostu się nie teleportowałem. Pewnie jestem tchórzem. Ale wciąż miałem nadzieję, że przeczucia mnie zawodzą, że Peter nie zdradził tajemnicy Jamesa i Lily, że wszystko jest w porządku… Tylko ona przeżyła. Zabrałem ją. Chciała umrzeć. Zabrałem ją do domu, do Jo. Pomogła mi. Oglądaliśmy Beatlesów. Obudziłem się rano i żadnej z nich nie było. Nad domem był Mroczny Znak… - głos odmówił mu posłuszeństwa.
Dumbledore milczał. Pani Longbottom cicho wniosła herbatę.
-Okazało się, że jego dziewczyna, Joanne Smith, to naprawdę Patricia Scott, której ciało znaleźli mugole na cmentarzu w Little Hangleton dziś rano. - oznajmiła.
-Little Hangleton? Przecież to mile od uniwersytetu! - zdziwił się Syriusz.
-Lord Voldemort lubi to miejsce. Tam pochowano jego ojca, którego własnoręcznie zabił. Roland Scott zapewne chciał udowodnić swojemu panu swą lojalność, zabijając niewierną żonę na jego oczach. Poza tym w grę wchodziła możliwość, że Patricia Scott w końcu się ujawni i złoży zeznania obciążające jej męża i jego znajomych. Dlatego została zamordowana.
-Nie-na-wi-dzę! - wydyszał Syriusz. Był wściekły.
Dumbledore milczał, pijąc herbatę.
-Syriuszu… - zaczęła pani Longbottom, ale przerwał jej donośny huk. Ktoś teleportował się do korytarza.
-Snape?
-Co tu robisz, kanalio?
-Spadaj, Lupin. Mam ważniejsze sprawy na głowie.
-Nie mów tak do Remusa!
-Nie wtykaj nosa w nie swoje sprawy, ty zeszlamiała…
-Zamknij się, Snape!
-CISZA!
Głosy na korytarzu zamilkły.
-A teraz zapraszam do salonu. I zachowujcie się jak na kulturalnych ludzi przystało, dobrze?
Drzwi do korytarza otworzyły się i stanęli w nich po kolei: Andromeda Tonks, Remus Lupin, Severus Snape i Frank Longbottom.
-Syriusz! - ucieszyła się Andromeda. - Właśnie cię szukałam! Bellatrix dostała zaproszenie na ślub Lily Potter z Peterem Pettigrewem!
-CO?! - krzyknęli naraz Remus i Syriusz.
-Kiedy? - spytał rzeczowo Dumbledore.
-Dziś o 19.00. Grimmauld Place 12, Londyn. - oznajmił Severus. Wyjął z kieszeni szaty jakąś kopertę. - Też zostałem zaproszony.
-Zgadza się. - oznajmiła Andromeda. - Chyba wam się już nie przydam. Poza tym zostawiłam moją Nimfusię samą i boję się, że znów zmieni się w jakieś zwierzę i nie będzie potrafiła wrócić do dawnej postaci. No to lecę. Mam nadzieję, że uda wam się uwolnić Lily.
I teleportowała się.
-Nimfusia? - zdziwiła się pani Longbottom.
-Nimfadora Tonks, córka Andromedy. Jest metamorfmagiem. Ma osiem lat. - oznajmił Syriusz zmęczonym głosem. - Ciągle zmienia wygląd, lubi robić eksperymenty. Kiedyś przez tydzień chodziła z włosami w kolorze tęczy.
-Wróćmy do tematu. - zaproponował pan Longbottom. - Lily Potter zostanie dziś wieczorem zmuszona do ślubu z Peterem Pettigrewem, jeśli czegoś nie zrobimy.
-Czarny Pan rozkazał przybyć wszystkim Śmierciożercom. Mam wrażenie, że go to wszystko bawi. - powiedział Severus Snape.
-Drań! - Syriusz chciał się zerwać z miejsca, ale Remus nacisnął na jego ramię, zmuszając go do pozostania w pozycji siedzącej.
-Pewnie nie ma szans na to, że teleportujemy się tam, unieszkodliwimy wszystkich, uwolnimy Lily i będziemy żyć długo i szczęśliwie? - spytał ponuro Lupin.
-Śmierciożerców jest zbyt wielu. - oznajmił pan Longbottom. - Najlepiej byłoby dopaść ich pojedynczo, na przykład w lesie…
-Najpierw trzeba pomyśleć o Lily. - przerwała mu pani Longbottom.
-Wezmę pelerynę-niewidkę Moody'ego, teleportuję się do Grimmauld Place 12, wykradnę Lily, a potem macie wolną rękę.- zaproponował Syriusz z błyskiem w oku. - Możecie podrzucić im Świstoklik, który przeniesie ich do jakiegoś lasu.
-To bardzo ryzykowne. - wyraziła swoje wątpliwości pani Longbottom.
-Znam ten dom jak własną kieszeń. Mieszkałem tam w końcu przez te szesnaście okropnych lat mojego żywota. Od kiedy moi rodzice umarli, domem rozporządza moja siostra cioteczna, Bellatrix Lestrange z mężem.
Wszyscy spojrzeli na Dumbledore'a. To do niego należała ostateczna decyzja.
-Wstępnie akceptuję twój plan, Syriuszu. Ale musimy go jeszcze omówić na zebraniu Zakonu Feniksa. Dopiero wtedy będziemy mogli ustalić szczegóły.
Przerwały mu hałasy dobiegające z korytarza. To kolejni członkowie Zakonu teleportowali się z hukiem do Longbottomów. Po chwili salon pełen był czarodziejów i czarownic. Rozpoczęło się zebranie Zakonu Feniksa.


-Syriuszu, teleportujesz się do Grimmauld Place 12 z Severusem punktualnie o 18.30. Severusie, gdy Syriusz znajdzie Lily, ty postaraj się, aby Śmierciożercy, którzy zechcą go powstrzymać, wylądowali w lesie Sherwood. Tam będzie czekać część Zakonu. Druga część spacyfikuje Grimmauld Place. Jeśli nam się powiedzie, być może wojna się wreszcie zakończy.


Nimfadora Tonks wdrapywała się na najwyższe drzewo w parku.
-Dzień dobry, ciociu Narcyzo! - wykrzyknęła, widząc siostrę swojej mamy, popychającą powoli wózek z dzieckiem po parkowej alejce.
Kobieta potraktowała Nimfadorę jak powietrze i patrząc w przeciwną stronę, kontynuowała spacer. Jednak dziecko w wózku rozpoznało swoją siostrę cioteczną.
-Nym-pa-do-la!
-Cześć, Drakusiu! - dziewczynka mu pomachała.
-Pa! Pa! Nym-pa-do-la! Pa! Pa! - chłopczyk też pomachał.
Narcyza przyspieszyła i po chwili zniknęła z pola widzenia siostrzenicy.
Nimfadora powróciła do przerwanej czynności. Miała właśnie chwycić się najwyższej gałęzi, gdy spod jej ręki wyleciała nagle spłoszona sroka. Nimfadora odruchowo zasłoniła twarz i straciła równowagę. Poczuła uderzenie w tył głowy, a potem świat zniknął pośród rozbłysków milionów gwiazd.







Części kolejne można znaleźć pod adresem http://prorok.pl/fikcja/str-all.html.

Andromeda Mirtle
24.04.2004, 08:23

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Dorusi@

Spodobało mi, ale szkoda, że to wszystko takie smutne, śmierć, śmierć i śmierć. No cóz mam nadzieje, że w nastepnych bedzie troche radości. I zapomnialam zdziwiło mnie, iż Lily dała sie tak po prostu wyprowadzić z domu, spodziewałam krzyków, szarpaniny i próby samobójczej. Mimo wszystko czytam nastepne...

4.08.2008, 12:15
lilliane03

Piękne, cudowne, wspaniałe... Historia niekiedy bawi, a czasem doprowadza do łez... Uczucia oddane są w taki sposób, że poczułam sie jak bohaterka tej historii, a nie czytelniczka. Wspaniałe rozdziały, a przecież to był dopiero początek. I choć napisana dawno temu, a ja kiedyś już ją czytałam, to z chęcią wracam i czytam raz jeszcze... Naprawdę doceniam. ;)

6.07.2008, 22:47
Kw@rcio

Boże, ludzie, wy jesteście naprawdę żałośni, przecież ona się nie stara naśladować Rowling, ani z nią konkurować, tylko pisze swoje opowiadanie ze świata HP, bo lubi ten temat. I jak dla mnie to dobrze jej to wychodzi! To tylko taka rozrywka, ona nie zamierza tego wydać, pajace!! W każdym razie mi się bardzo podoba, tylko strasznie smutne :D ale pisz dalej :*

19.07.2005, 16:18
Luizjana

MONICZKA WCALE SIĘ NIE DZIWIĘ, ŻE CHCIAŁAŚ SPAĆ SKORO PISAŁAŚ TO O 2:34. JAK CIERPISZ NA BEZSENNOŚĆ TO SIĘ NAPIJ GORĄCEGO MLEKA, A NIE KRYTYKUJ TEGO OPOWIADANIA BO JEST NAPRAWDĘ ŚWIETNE!!!

14.07.2005, 15:55
Moniczka

Boże..... myślałam, że zasnę... nudne trochę...

14.07.2005, 02:34
ataga

bardzo ciekawe. ciag dalszy poprosze :)

8.07.2005, 16:42
<'))))<

Shatten, jezeli chcesz przeczytac dalsze części Orderu, to poszukaj ich w strefie fikcji. Powinny tam gdzieś być... Przynajmniej tak mi się wydaje... Czytałam je w zeszłym roku.

4.07.2005, 16:57
Shatten

no wiecie , ja nie chcę być nudna, ale ja na dalszą część poluje juz z kilka misięcy. bedzie dalej czy nie?? juz wiecej niz rok nie ma dalszeych czesci!! a szkoda!

4.07.2005, 08:01
Zireael

Przecież nikt jej nie każe małpować Rowling! Poszaleliście wy?! Moim zdaniem jest dobre, ale nic szczególnego - przeciętne, a już zwłaszcza temat. No, ale nie jest złe ;)

27.06.2005, 16:26
Pina

Naprawdę świetne opowiadanie!Najlepsze z wszystkich jake czytałam.Pisz tak dalej.

13.06.2005, 13:23