Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Dziewica Slytherinu II

Dziewica powraca!!!

Na początku był hałas, potem zrobiło się jeszcze głośniej.
-Sami! - wydarł się Malfoy, wyskakując z pędzącego pociągu.
-Drętwota. - stwierdziła Mierzeja i Draco zamarł, a następnie padł na beton peronu, rozkwaszając sobie nos.
Morphea Malfoy wychyliła się z okna. Nigdy dotąd nie spotkała się z takim zachowaniem ze strony przyrodniego brata. Wprawdzie mieszkała w domu Malfoyów dopiero od pół roku, ale zdążyła już poznać charakter swego jednoosobowego rodzeństwa na tyle, by dojść do wniosku, że Draco
a)oszalał
b)jest zakochany
Osobiście była skłonna przyznać, że obydwie hipotezy są prawdziwe.
-Wysiadać!!! - dał się słyszeć wrzask Syriusza. - To już ta Warszwa czy jak jej tam; nieważne; wysiadać.


***


-Jesteście na Zaginionym Peronie Dworca Wschodniego w Warszawie. - zakomunikowała Mierzeja. - Ja jestem Mierzeja, Sam…
-Jungfrau von Slytherin! - krzyknął ktoś z tłumu i w tej chwili…
-Jeśli pan chce, to może pan osobiście zając się organizacją. - wycedziła Sam w kierunku Filcha, gdyż to on użył tego zwrotu, by zwrócić na siebie uwagę. - Kontynuując - powiedziała Sam. - Już się przedstawiłam, a teraz, jeśli to wam się spodoba, to dobrze, a jeśli nie, to jeszcze lepiej, podzielę was na trzy grupy i dopiero wówczas powiem, co dalej. Wszyscy w wieku do lat dwunastu tam. - Mierzeja wskazała na prawo. - Powyżej tego wieku, ale do lat piętnastu, tam. - wskazała w lewo. - Nauczyciele sześć kroków w tył.
Gdy wszyscy wykonali te polecenia i wrzawa co nieco ucichło, Sam wyciągnęła z kieszeni kawałek pergaminu i zaczęła:
'Witamy was" - przeczytała. - "Miło nam was powitać…" - przerwała. - Chcecie tego słuchać? - pytanie zawisło w powietrzu.
-Nie. - odpowiedział zgodny chór.
-To świetnie, więc razem z Chomikiem i Andy Mirtle przedstawimy wam pewne zasady, których musicie przestrzegać.
-To może być ciekawe, Minerwo. - Albus szturchnął ją, gdyż całkowicie nie uważała.
-Aha. - przyznał zaspany głos.
-Zabrania się ze względu na silne pole magiczne - zaczęła Chomik. - teleportacji w tradycyjnym tego słowa znaczeniu…
-Dlaczego?!! - spytał Syriusz głosem pełnym oburzenia.
-Zbyt silne pole magiczne zakrzywia tor lotu. - wyjaśniła Sam, rozdając plany lekcji. - Poza tym można ugrzęznąć gdzieś w bliżej niezidentyfikowanej przestrzeni i wówczas…
-Więc jak mamy się przemieszczać? - zainteresował się Snape.
-Podanie o nowy teleport trzeba złożyć tydzień przed planowanym lotem, ale są stałe teleporty. W większości przypadków ląduje się na jakimś najbliższym przystanku autobusowym albo peronie czy czymś w tym stylu.
-Komunikacja zbiorowa? - pytał Ron. - To to, o czym ojciec teraz sprawozdania pisze, ale numer.
-Zabrania się również prześladowania mugoli w dni parzyste i nieparzyste pod karą grzywny w wysokości dwudziestu tysięcy złotych i sześciu lat więzienia, zabronione jest również napadanie, uszkadzanie ciała innego maga bez wyraźnego powodu; z powodu obecności trolli, demonów i innych stworzeń magicznych, po ulicach miast nie wolno się poruszać bez odpowiedniego wyposażenia.
-A co to za wyposażenie? - spytał Harry, nie bardzo rozumiejąc, o co chodzi.
-Mauzol? Kto to jest Mauzol? Jeśli jest tu ktoś taki, to niech podniesie rękę. - wydarła się Mierzeja, rozglądając się z zaciekawieniem.
-To to. - powiedziała Mirtle, wyciągając z kieszeni co, co mogłoby być uznane za zwykłą latarkę, ale w rzeczywistości nią nie było. Nacisnęła przycisk i niemal metrowa klinga rozbłysła srebrzystym blaskiem.
-Łoo!!! - zareagował tłum.
-Każdy dostanie taką broń w prezencie od Ministerstwa. - powiedziała Chomik.
-Mauzol!!! - wrzasnęła Sam.
-Tak? - odpowiedział chłopak stojący tuż obok niej.
-Głuchota cię dopadła czy co? - Mierzeja spostrzegła, że ktoś, kogo wzięła ze kogoś innego jest tym kimś, kogo się nie spodziewała, ale nie przejęła się tym zbytnio. - Wyrośnięty jesteś jak na swoje lata. - zauważyła.
-Wiem. - odparł, odbierając latarkę i plan zajęć.
Sam oddaliła się, mamrocząc coś o gigantyzmie, przysadce mózgowej i hormonach wzrostu.
Chomik kontynuowała, a lista była długa, bardzo dłuuugaaa…


***


-A teraz za mną i się nie zgubić. - poleciła Mierzeja. - Opuszczamy obecnie zaginiony peron Dworca Wschodniego i udajemy się do sekretariatów szkół. Wy z Mirtle do 217 - wskazała na najmłodszych. - wy z Chomikiem do Gimnazjum na Saskiej, a my - powiedziała do najstarszej grupy (ale nie do nauczycieli) - do LO im. Mickiewicza.
-A my? - spytał Albus.
-Babcia się spóźnia. - zauważyła Sam. - Ale pewnie za chwilę tu będzie. - to powiedziawszy, poszła sobie, ciągnąc za sobą grupę uczniów, którzy patrzyli na siebie zdziwieni, niosąc w jednej dłoni plan lekcji, a w drugiej latarko-miecze.


***


-Sam! - Mirtle próbowała oponować, ale jej to nie wyszło.
-No, możemy ich rozlokować u ciebie w piwnicy. - powiedziała Mierzeja, siadając na murku na boisku szkolnym.
-A co oni tam będą robić? Grać w ping-ponga?
-Spać.
-Zaprosili ich i nie znaleźli im odpowiedniego lokum? - spytała Chomik, przyglądając się ludziom zbierającym się na boisku szkolnym.
-Czy wyrażasz zgodę na umieszczenie w twojej piwnicy grona pedagogicznego? - spytała Sam.
-Ale rozszerzysz ją magicznie?
-Oczywiście.
-No to się zgadzam. - poinformowała ją Chomik.


***


Fred i George wysiedli z samolotu na Okęciu. Po przejściu przez bramki, odebraniu bagaży - wyszli przed budynek terminalu i wówczas…
-Zgubiłem. - powiedział George, szukając skórzanego mieszka, który od pojedynku miał zawsze przy sobie. - Nie mam go!
Fred do tej pory obojętnie popychający wózek z walizkami, zamarł i przez chwilę wpatrywał się w swojego brata, który wybebeszał kieszenie w poszukiwaniu zguby.
-Zgubiłeś włos Sam? - spytał Fred, profilaktycznie odsuwając się na odpowiednią odległość.
-Tak!
-O jasny cukier!


***


Bu ucieszyła się, gdy usłyszała, że w jej piwnicy zamieszkają młodsi chłopcy. Mierzeja magicznie rozszerzyła pomieszczenie, życzyła im miłego dnia i poszła zająć się piwnicą Mirtle. Chomik stała za nią i cały czas powtarzała, by się Mierzeja nie przemęczała, bo jeszcze coś jej się stanie.
Piwnica w bloku Chomika, gdzie miano ulokować nauczycieli (tylko, gdyż Sprout, McWiadomoKto i Hooch oznajmiły, że chcą dostać osobny pokój nieopodal sypialni dziewczyn, co wzbudziło ogólny sprzeciw, którym pedagogiczki się nie przejęły), sprawiła najwięcej kłopotu. Snape patrzył na blednącą Sam z rosnącym niepokojem. Ściany pomieszczenia rozsunęły się powoli i w ten sposób z pomieszczenia 3,5x4,5 otrzymano pokój o powierzchni 130 metrów kwadratowych.
-Nieźle. - ocenił Syriusz.
-Z umeblowaniem poradzimy sobie sami. - powiedział Dumbledore.
-Pani Kais chce się z panem spotkać, dyrektorze. - powiedziała Mierzeja, wychodząc.
-Aha, a gdzie jest najbliższy teleport?
-Pójdzie pan na piechotę do przystanku 415. Oto pańska Warszawska Karta Miejska. Proszę ją skasować zbliżając do Czegoś-Takiego-Żółtego i to zapika i w ten sposób uiści pan opłatę i uaktywni bilet. - to powiedziawszy, wyszła, zamykając za sobą drzwi.


***


Snape leżał. Syriusz uparł się, by dla zaoszczędzenia miejsca ustawić pod ścianą trzypiętrowe łóżka. Na środku rozłożono dywan. Liczne półki zapełnione książkami ustawiono tak, by dzieliły pokój na kilka mniejszych pomieszczeń. Lupin zajął jedno z łóżek na samym dole, Syriusz wybrał górne piętro tegoż mebla, a Severusowi w udziale przypadło środkowe piętro.
Teraz leżał tam, zastanawiając się, co ma ze sobą zrobić. Zajęcia z eliksirów odbywać się miały tylko we wtorki.
Jutro wtorek. - pomyślał.
-Co robisz? - spytał Syriusz, wychylając się ze swojego piętra.
-Nie twój interes, pchlarzu.
-Trudno. - i Syriusz sobie poszedł.


***


Sam, Chomik i Mirtle wyszły ze szkoły obładowane różnymi papierami, sprzętami i instrukcjami. Dostały również notatkę o dyrektorki:
"Podanie o przyznanie lokum chyba tam leży i gnije, bo nie dostałam odpowiedzi.
PS: Wymyślcie coś"
Załadowały się do autobusu linii 415 i rozpoczęły rozmowę, a raczej Chomik zaczęła.
-Widziałyście ją?
-Jaką ją? - spytała Mirtle.
-Są dwie nowe. - zauważyła Sam, układając dokumenty w równe stosy na podłodze pojazdu.
-I nowy. - dodała Andy.
-Słyszałyście, jak ona się przedstawiła? - oburzenie w głosie Elmiry Ody Marii Żakliny Weroniki było jak najbardziej prawdziwe.
-Widocznie ma wysoką samoocenę. - zauważyła Mirtle. - To wzór podania o zwolnienie z WFu mugolskiego. Mam to dać komuś tam. - to powiedziawszy, zabrała papierzysko z rąk Mierzei.
-Wy mnie nie słuchacie.
-Zgadzam się ze wszystkim, co do tej pory powiedziałaś. - oznajmiła Sam, ale to nie uspokoiło Chomika.
-Do tej pory nie powiedziałam nic, co mogłoby wam wyjaśnić, o kogo chodzi, wiec jak możesz się ze mną zgadzać?
-Profilaktycznie. - wyjaśniła Andy. - A znając ciebie, chodzi zapewne o tą Ingrid Vanessę Yulię Jak Jej Tam.
-Stupborn. - dokończyła Sam, szukając czegoś w swoim plecaku.
-Tak.
-No widzisz. - powiedziała Mirtle, wkładając dwanaście egzemplarzy Planu Miasta do swojej torby.


***


Sam otworzyła drzwi i wszystkie zeszły do piwnicy Chomika. Umeblowanie było dziwne, ale tworzyło miłą dla oka kompozycję. Dziewczyny ułożyły dokumenty na dywanie z oczywistego braku biurka i wówczas…
-Sam, jak miło cię widzieć. - powiedział Syriusz.
Mierzei drgnęła brew.
-Jak zwykle piękna, cudowna…
-Ehm, czy pan nie przesadza, profesorze? - spytała Mirtle.
-Jak to miło, że pamiętasz o gronie pedagogicznym. - kontynuował.
-Tu brakuje powierzchni płaskich. - zauważyła Sam. - A konkretniej przynajmniej jednego stołu. - pstryknęła i wymieniony sprzęt się pojawił.
-To dokumenty dla psora Dumbledore'a. - Mirtle pokazała największą stertę.
-Formularze podań o zezwolenie - podjęła Sam. - na otwieranie teleportów okresowych, stałych, wzór podania…
Było tego dużo. Syriusz jej nie słuchał. Snape patrzył na nią, ale tylko wówczas, gdy zajęta była tłumaczeniem, co dla kogo i dlaczego. Omiotła wzrokiem pomieszczenie, ale on udawał, że podziwia sufit.


***


-Dlaczego to zrobiłeś? - spytał Syriusz.
-Co?! - warknął Snape.
-Udawałeś, że jej nie widzisz.
-I co z tego?


***


Sam wróciła do domu i pierwszym, co zobaczyła, był niewyobrażalny bałagan w jej pokoju. Oczywiście lokum Mierzei zawsze przypominało pobojowisko po bitwie albo krajobraz po przejściu tornada, ale to, co zastała teraz w swoim pokoju, przekroczyło wszelkie granice przyzwoitości. Na środku na olbrzymiej walizce siedziała dziewczyna.
-Zrób coś z nią, bo zwariuję. - powiedziała Mama Mierzei. - Ta panienka oznajmiła wszystkim, że jej nie odpowiadają warunki, jakie zaproponowałam i teleportowała się do twojego pokoju. Rozumiesz? TELEPORTOWAŁA SIĘ!
-Zajmę się tym. - powiedziała spokojnie Sam.


***


-Severusie, to nie jej wina. - powiedział Flitwick.
-A czyja?
-Losu.


***


Weszła do pokoju.
-Nareszcie jesteś. - powiedziała Ingrid, wstając. - Już myślałam, że się ciebie nie doczekam…
-Co robisz w moim pokoju? - spytała Mierzeja tylko na pozór spokojnie.
-Czekam na ciebie.
-W moim pokoju, tak? Bez mojej zgody, tak?
-Nie będę spać w jednym pokoju z tą hołotą. Ten pokój mi odpo…
-Widzę, że nie rozumiesz. - wycedziła Sam. - To jest MÓJ POKÓJ, paniusiu. Jeśli coś ci na dole nie odpowiada, to to zmień.
-Jesteś arogancka. Jestem twoim gościem.
-Chyba się przesłyszałam. - powiedziała Mierzeja. - Chyba się przesłyszałam i radziłabym ci, by tak było.
-A niby dlaczego? - poprawiła stryczek, wykonany ze srebrnych nitek, który miała na szyi.
-Dlatego, że…
-Ten pokój jest wręcz stworzony dla mnie. Należałoby go tylko posprzątać. A propos: masz bardzo arogancką służbę.
-Ja nie mam służby. To jest mój pokój, a ty, Ingrid Vanesso Yulio Stupborn idziesz na dół. - Mierzeja chwyciła walizkę. Stupborn złapała ją za nadgarstek. Ten moment wybrał sobie Piotrek, Brat Sam, by wejść do pokoju. Przyjrzał się zaistniałej sytuacji. Mierzeja była śmiertelnie blada.
-Ty jesteś… - w tej chwili Ingrid puściła jej rękę.
-Kim ona jest? - zainteresował się Piotrek.
-Precz. - oznajmiła Sam i posłała w kierunku brata ognistą kulę.


***


-Idź stąd. - powiedziała Mierzeja. - Idź i miej się na baczności. Pełnia jest w przyszły piątek. Gdy tylko cień podejrzenia padnie na ciebie, nie daruję. - ostrzegła.
Ingrid zabrała swoją walizkę i chciała wyjść, gdy Sam wręczyła jej jakieś dokumenty.
-Zaraz tu będą przedstawiciele wydziału kontroli teleportacji, więc radzę ci to wypełnić i modlić się, by nie postawiono cię w stan oskarżenia. Miłego dnia.
I Sam zamknęła drzwi.


***


-Wróciła. - powiedziała Jaella, zawieszając firanki.
-Yhm. - zgodziła się z nią Hermiona, wyciągając z ust szpilki. - Zobacz, jaką ma minę.
-Coś ię nasza damulka nie uśmiecha i nie opowiada głupot. - Jaella odgarneła z czoła czerwone pasmo włosów.
-I podobno miałaś z nią być w jednym domu… - kontynuowała Hermiona, ustawiając książki na półce.
-Wiesz, chyba jej nie lubię. - powiedziała Jaella. To może jest krzywdzące, że oceniam ją na podstawie tej jednej rozmowy w pociągu - zawiesiła głos. - ale jak na nią patrzę, to mnie krew zalewa i zaczynam się zastanawiać, czym by tu ją…
-Wierzę w twoją szczerą chęć uśmiercenia tej oto osoby. - powiedziała Sam.
Jaella wrzasnęła, zrobiła krok w tył i spadła ze stołka. Mierzeja i Granger pomogły jej wstać.
-Ss… Sam, nie skradaj się. - powiedziała w końcu Hermiona.
-Ładnie się urządziłyście. - Mierzeja odgarnęła wzrokiem pokój, a raczej bardzo duży pokój.
-Dzięki, ale po co…?
-Czas na obiad. - powiedziała Sam, przyglądając ię stojącemu na biurku zdjęciu w ramce.
-To mój tygrys. - wyjaśniła Jaella. - Biały, syberyjski, wabi się Tygrys. Będzie tu w przyszłym tygodniu.
-Cukier. - stwierdziła Sam, całkowicie niespodziewanie.
-Co? - spytała zdezorientowana Hermiona.
-Cukier! - powtórzyła Sam i pognała schodami w górę.


***


-Wychodzę! - wrzasnęła Sam w kierunku kuchni.
-Gdzie? - spytał Ojciec Sam.
-Znowu czegoś zapomniała i teraz musi się wracać. - powiedział Piotrek.
-Zamknij się, ty wstrętna, mała, przypominająca zdechłego, wydepilowanego jeża kreaturo.
-Jeśli jestem wstrętną, małą, przypominającą zdechłego, wydepilowanego jeża kreaturą, a ty jesteś moją siostrą, to siłą rzeczy jesteś kreaturzycą. - i Piotrek zwiał do kuchni, a opary się za nim zamknęły.
Mierzeja westchnęła i wybiegła, powiewając szopą.


***


Piotrek wychylił się zza drzwi. Przy furtce stało dwóch wyglądających identycznie rudzielców.
-Akwizytorom dziękujemy. - powiedział Brat Mierzei profilaktycznie. - Mieszkanie remontowaliśmy, zlew nie przecieka, pomocy domowej nie potrzebujemy, a samochód myję sam. - wyliczał. - Inkasent z elektrowni był w zeszłym tygodniu, nie zamierzamy wspierać budowy drogi, nie interesuje mnie również pomoc bezdomnym, ubogim, chorym, rodzinom wielodzietnym itp. Nie zamawiałem też niczego z Telezakupów Mango.
Zapadła cisza.
-My do Sam. - powiedział w końcu ten z F na swetrze.
-Tu śpią tylko dziewczyny, więc nie…
-Ty nie jesteś dziewczyną. - zauważył ten z G na swetrze.
-Czego od niej chcecie? - spytał Piotrek, przyglądając się im podejrzliwie.
-Pogadać.
-Nie ma jej.
-A kiedy…?
-Nie wiem. Wybiegła z domu dobrą godzinę temu i zabrała ze sobą smycz i kaganiec.


***


Piecek przeżywał piekło. Jego mamie najwyraźniej nie spodobał się pomysł umieszczenia w piwnicy grupy rozwrzeszczanych chłopaków i swoje niezadowolenie okazywała na każdym kroku.
-Mamo… - zaczął Michał, mając nadzieję, że może co wskórać. - Twoje przetwory pozostaną nienaruszone, obiecuję.
Jego matka pozostała jednak niewzruszona i wyszła. Zrezygnowany Piecek wyciągnął telefon i odnalazł numer Sam.


***


Sam odebrała telefon i usłyszała głos Piecka, który grzecznie powtarzał to, co podpowiadała mu mama.
-Będę u ciebie za godzinę. - poinformowała go Mierzeja.
-Proszę uspokoić swojego pupila. - polecił weterynarz, wyjmując strzykawkę, na co Syriusz zareagował skomleniem i próbował się wyrwać Mierzei, ale mu się nie udało, gdyż Sam przytrzymała go za obrożę. Przez chwilę jeszcze się szarpał - przestał natychmiast po tym, jak Jungfrau wyszczerzyła swe uzębienie w dziwnym (nawet dla Łapy) uśmiechu i spiorunowała go wzrokiem.
Weterynarz zrobił zastrzyk (przeciwko wściekliźnie, co się Syriuszowi szczególnie nie podobało), pobrał opłatę i tak zakończyła się wizyta Blacka w gabinecie. Wyszedł prowadzony przez Sam na porządnej smyczy z miną sugerującą, że nigdy, ale to NIGDY więcej nie da się na coś takiego namówić, choćby miał czekać na ten durny paszport latami. Mierzeję obdarzał raz po raz spojrzeniem właściwym zbitemu psu. Sam nie zwracała jednak na niego uwagi, podążając w kierunku osiedla Akademii Obrony Narodowej.


***


-Kim są ci ludzie koczujący pod naszą bramą? - spytała Mama Sam.
-Nie znam. - odparł Piotrek zgodnie z prawdą. - Przyszli do Sam.
-I się nie przedstawili?
-Nie pytałem. - przyznał Brat Mierzei.


***


-To nie moja wina, że nie miałeś karty szczepień, Syriuszu. - powiedziała Sam, prowadząc Blacka na smyczy i w kagańcu przez lasek na osiedli Polanka. Korzystając z faktu, że Syriusz nie mógł zaprotestować, kontynuowała: - Bez karty szczepień nie mógłbyś o tak sobie chodzić albo kogoś ugryźć… - zawiesiła głos. Z oddali dobiegały dziwne dźwięki, sugerujące zbliżanie się niezidentyfikowanej bliżej grupy rozwrzeszczanej młodzieży.
Syriusz wytrzeszczył swe psie oczy - oni wyraźnie nie mili pokojowych zamiarów względem Sam. Ona wydawała się nawet zadowolona, gdy podeszli i zaczęli się głośno śmiać. Mierzeja zrobiła krok do przodu, ale najwyraźniej nie zamierzali jej przepuścić.
-O co chodzi, Stypa? - spytała Sam głosem przepełnionym słodyczą. Łapa zauważył, że Mierzeja trzyma smycz i kaganiec w ręce i nie miał pojęcia, w jaki sposób to się stało, ale nie miał zamiaru się nad tym zastanawiać.
-A nic, Mierzejo. - odpowiedział niski blondyn. - Tak sobie szliśmy i cię zobaczyliśmy i sobie pomyśleliśmy, że dawno cię nie widzieliśmy.
-Ale już się zobaczyliśmy. - wycedziła Sam.
-My się jeszcze twoim widokiem nie nacieszyliśmy. - powiedział Stypa.
-Jaka szkoda… - zakpiła Sam. - Uważaj, bo jeszcze ci uwierzę.
-Ty… - blondynek nigdy nie dokończył tego zdania, gdyż stracił wątek.
-Bierz go. - powiedziała obojętnie Mierzeja.
W każdym psie drzemie coś takiego, co trudno jest zdefiniować, ale ma najprawdopodobniej związek z miską i tym, kto ciągnie za smycz. Właśnie to odezwało się w tej chwili w Syriuszu. Bez jakiegokolwiek ostrzeżenia wbił zęby w łydkę Stypy. Szczerze mówiąc, miał taki zamiar od początku tej dziwnej rozmowy. Z niemałą satysfakcją obserwował zdziwione miny i nieco wylękłe spojrzenia.
Młodzież! - pomyślał, zaciskając mocniej zęby na łydce Stypy.


***


-Jak ty to zrobiłaś? - spytał Piecek. - Rzuciłaś na nią jakiś urok? - dodał szeptem.
-Po prostu wytłumaczyłam, że zgraja ludzi w piwnicy nie musi zjeść wszystkich przetworów.
-Tylko tyle? - zdziwił się.
-Tak. - przyznała.
Na chodniku siedział wielki, czarny pies, trzymający w zębach bliżej niezidentyfikowany fragment materiału.
-Co pan tu robi, profesorze? - spytał zdezorientowany Piecek.
-Hau.
Sam powiedziała "Cześć", zapięła smycz i odeszła, ciągnąc za sobą Łapę.


***


Sam popatrzyła na kogoś, kogo się zupełnie nie spodziewała.
-No, nareszcie jesteś. - przywitał ją Fred, wstając z trawy.
-No właśnie. - dodał George, przechodząc płynnie do pozycji pionowej i zbierając bagaże z trawnika.
Sam stała z otwartymi ustami i wodziła wzrokiem od jednego Weasleya do drugiego do drugiego również Weasleya.
-Mówiłem, żeby nie przyjeżdżać bez zaproszenia. - powiedział Fred. - Przestraszyliśmy Mierzeję i teraz dziewczyna jest w stanie szoku.
Mierzeja najwyraźniej nie była tak bardzo zaskoczona i udało jej się wydusić:
-A wy tu co robicie?
-Jak doskonale wiesz - powiedział Fred, obejmując ją ramieniem, co się Mierzei najwyraźniej nie spodobało, ale on się tym zbytnio nie przejął. - jesteśmy bardzo przywiązani do twojej osoby. A że nie odpisałaś na żaden z naszych listów, pofatygowaliśmy się aż tutaj, by się z tobą zobaczyć.
Co ty cukrzysz? - spytała Sam, przyglądając mu się podejrzliwie i starając strząsnąć rękę Freda ze swojego ramienia, co, niestety, jej nie wychodziło. Na spojrzenia (bardzo znaczące) nie reagował z niewiadomych przyczyn (nierozważny).
-Mierzejo nasza! - w głosie Freda pobrzmiewało oburzenie. - My tu jesteśmy tylko i wyłącznie z twojego powodu. Pałamy do ciebie takim uczuciem, a nasza tęsknota jest tak wielka, że wsiedliśmy do samolotu i przylecieliśmy do ciebie, niepomni tego, jak nas potraktowałaś ostatnim razem…
-I gdy wysiedliście na lotnisku, od razu was oskubali. - stwierdziła Sam.
-Skąd wiedziałaś? - spytał Fred.
-Dziewiczy zmysł. - powiedział George i jego oczy dziwnie zaświeciły.
Mierzeja spojrzała na niego dziwnie, poczym wyrwała się z objęć Freda i walnęła George'a w splot słoneczny, a następnie ogłuszyła go przy pomocy kagańca.
-Dlaczego nie powiedziałeś, że mój kłak też wam ukradli?!?!?!?!?! - wrzasnęła Sam w kierunku Freda. Siła jej głosu przepchnęła go kilka metrów po chodniku.
-A czy to naprawdę jest takie ważne? - wyszeptał przerażony.
-A jak myślisz? - warknęła, okręcając nadgarstek George'a jakimiś swoimi kłakami.
-Myślałem o tobie. - przyznał Fred.
Mierzeja ograniczyła swój komentarz do głośnego wzdechu.


***


-W sumie to przyjechaliśmy założyć tu kilka filii naszego sklepu. - wyjaśnił Fred. - No i mamy oczywiście pilnować Rona, ale prawdą jest również to, ze jesteśmy tu…
-Możesz nie zmieniać tematu? - zasugerowała Mierzeja znad swojej filiżanki herbaty. - A ty możesz się na mnie nie gapić? - pytanie zawisło w powietrzu, więc George wbił wzrok w talerz z ciasteczkami.
-Jeśli chcecie odwiedzić swojego brata, to tu jest adres. - powiedziała Sam po chwili jakże wymownego milczenia. - I zapoznajcie się z tym. - podała im informator.


***


Sam zeszła do piwnicy, która stanowiła teraz Żeńską Kwaterę Główną, i stwierdziła z zadowoleniem, że piwnica nie przypomina piwnicy pod żadnym względem. Ściany były jasne, sufit znajdował się zdecydowanie wyżej, a ogólny plan pomieszczenie zmienił się i rozbudował. Schody, które do tej pory kończyły się w spiżarni, kończyły się w spiżarni - i były jedynym elementem, który pozostał niezmieniony. Dziewczyny rozciągnęły jeszcze pomieszczenie, korzystając z rad zawartych w podręczniku "Transmutacja i ZPT dla klasy II". Hermiona nadzorowała tę operację z czytnikiem zawartości energii magicznej (CZEM) w dłoni.
-Macie nawet jadalnię. - stwierdziła Sam.
-Podzieliłyśmy przestrzeń mieszkalną na pokoje dwu i trzyosobowe. - powiedziała Hermiona, cały czas trzymając CZEM.
-Skąd wiedziałaś, że będzie potrzebny? - spytała Mierzeja.
Granger wyciągnęła z kieszeni kilka "Informatorów-mini" i przeczytała:
-"Ze względu na duże pole magiczne w wysokości 10 thaumów na metr kwadratowy zaleca się
1.stosowanie zaklęć tylko w języku polskim
2.w przypadku używania zaklęć wymagających dużej ilości energii należy zachować szczególną ostrożność ze względu na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia. Pole pozwala na stosowania zaklęć na dużą skalę, ale tylko na własne ryzyko.
3.zakłócenia w polu magicznym wykrywa CZEM. Jest on niezbędny turystom, gdyż zazwyczaj pole to ma wartość od -2 do 7 thaumów na metr kwadratowy, ale średnia dla Polski to 10 thaumów, choć są miejsca o wartości 12 th, a nawet 15 th, których należy przynajmniej przez pierwsze dwa tygodnie wystrzegać się.
4.NALEŻY ZACHOWAĆ OSTROŻNOŚĆ!!!"
W tym czasie zebrała się już wokół nich spora grupa dziewczyn w różnym wieku, które zaczęły się przysłuchiwać wywodowi Hermiony.
-Łoo - dał się słyszeć nieco zachrypnięty głos za plecami Mierzei.
Sam przeniosła wzrok na stworzenie nieco od niej niższe, odziane z coś, co przypominało szatę po dość dokładnej przeróbce, mającej na celu uwydatnienie wszelkich walorów właścicielki, co udało się przynajmniej w dość znacznym stopniu.
-A ta to kto? - spytała Sam Hermionę.
-To Lily.
-Lily?
-No Lily. - wyjaśniła Hermiona.
-Ale ja jej nie znam. - powiedziała Jungfrau, przyglądając się podejrzliwie osobie, o której to była mowa przed chwilą. - A nie wygląda mi na pierwszoroczniaczkę.
-Ona przyjechała do nas na wymianę. - Hermiona wręczyła Sam jakieś bliżej niezidentyfikowane papierzysko. - A że my mieliśmy przyjechać tu, więc wróciła z nami. - Granger podała kolejną kartkę.
-No właśnie. - przyznała Lily, dla potwierdzenia potrząsając czarną szopą.
Mierzeja popatrzyła na nią wymownie, czego Lily nie mogła zignorować, poczym spytała: - Czy jest tu jeszcze ktoś, kogo nie znam?
Sam ogarnęła wzrokiem las rąk, który nagle pojawił się nie wiadomo skąd i…
-Sam! Ile ja się ciebie nie widziałam! - poinformowała ją i wszystkich zebranych Flora, schodząc ze schodów.
-Ja też!!! - dało się słyszeć głos Selki. - Też się… - dalszy ciąg zdania pozostał nieznany dla ludzkości (a może było to jakieś wyjątkowo inteligentne zdanie) ze względu na głośne "ŁUP!", "TRZASK!", "ŁUP!" oraz donośne "AŁAA!", po którym nastąpiło również głośne, o ile nie głośniejsze: "Cukier! Schody! Cukier! Cukier! Dlaczego nie powiedziałaś, że one są takie, cukier, strome, cukier!!!"
-Możecie opuścić ręce i sobie iść. - powiedziała Mierzeja. - Może nie jestem w tej chwili dla was miła, ale nie mam czasu. Aha, wasza poczta jest w piekarniku w tej białej kuchence kaflowej. - to powiedziawszy Sam zaczęła wygrzebywać Selkę spod dwóch kufrów i resztek połamanych klatek, przy okazji wygrzebując dwa zwierzaki, które te klatki zamieszkiwały. Kruk popatrzył na wszystkich swoimi oczami jak węgielki.
-Kra! Lilith to ofiara! Kra! - powiedział ku ogólnemu zdumieniu. Pantera próbowała go schwytać, (nie)stety bezskutecznie.
-Mówiłam, żebyś nie drażnił kociaka, Marian. - powiedziała Selise, głaszcząc czarne, lśniące pióra.
-Uspokój się, Lilith. - Lady złapała panterę za obrożę i próbowała ją odciągnąć jak dotąd bezskutecznie.
-No to miłego dnia. - powiedziała Sam, wchodząc powoli po schodach.
-E… nie zostawiaj nas tak. - zasugerowała Flora.
-Zapasowe klatki trzecie drzwi na lewo. - poinformowała ją Sam.
Po chwili dobiegły ją odgłosy sugerujące, że dziewczyny próbują przy użyciu prętów z solidnej stali oddzielić zwierzaki od siebie.


***


-I widzisz. - powiedział Fred.
-Tak, widzę. - przyznał George.
-Dużo tego jeszcze?
George rozejrzał się po kuchni.
-Jeszcze jakaś godzina, może półtorej.
-Czy mówiłem ci, że ona jest niezwykła?
-Tak, ma to po matce. - George wyciągnął ręce ze zlewu. - Twoja kolej.
-Ale…
-Nie gadaj. - przerwał mu. - Jeszcze te dwie góry talerzy i zobaczymy ten pokój, który nam obiecano za codzienne zmywanie.


***


-Jak mogłeś - powiedział Syriusz, wycierając usta rękawem.
-Co? - warknął Snape.
-Jak mogłeś udawać urażoną jak jej tam…
-Niewinność? - spytał Lupin z dołu.
-Nie.
-Starą pannę? - zgadywał dalej Remus.
-Też nie to.
-Glizdę?
-Nie. To takie coś, co się otwiera i rośnie na kamieniach i ma płytki. - Syriuszowi najwyraźniej brakowało słów.
-Pąklę? - zaryzykował Lupin.
-No! Jak mogłeś udawać pęklę…
-Pąklę. - poprawił go Snape.
-Nieważne. Zachowywałeś się, jakby to była jej wina, że musiała wyjechać. - Łapa wychylił się tak, że Snape chcąc nie chcąc musiał go widzieć. - Jak mogłeś! - powtórzył. Dla pewności, że jego słowa zostaną na pewno zrozumiane, wykonał szeroki gest przy użyciu dwóch rąk, mający sugerować najprawdopodobniej oburzenie. Kłopot w tym, że użył do tego tych samych rąk, którymi trzymał się poręczy łóżka.
-Pomóc ci, Syriuszu? - spytał Lupin, gdy umilkły przekleństwa pod adresem podłogi, dywanu i Snape'a.
-Nie, dzięki. - Łapa powoli wstał, masując obolałe części ciała (liczne). - Jak mogłeś?! - powtórzył już bardziej dla zasady.
-Co oznacza ten dziwny materiał przybity nad kominkiem? - spytał Lupin, zmieniając temat.
-To moje pierwsze trofeum. - wyjaśnił Łapa, nie starając się ukryć dumy (za to próbując wytrzeć usta rękawem). - Zdobyłem je, broniąc Sam przed hordą nieokrzesanej młodzieży.
-Gimnazjalistów? - spytał Flitwick gdzieś spomiędzy papierów rozłożonych na olbrzymim stole pośrodku pokoju.
-Nie wiem, nie znam. - przyznał Syriusz.
-Ale to jest jakieś dziwne. - powiedział Lupin, ostrożnie podchodząc do bliżej niezidentyfikowanego obiektu (bo a nóż widelec zacznie się ruszać).
-To nogawka dżinsów ich przywódcy. - na te słowa Severus obrócił się do wszystkich plecami i położył sobie poduszkę na głowie w nadziei, że przynajmniej dzięki temu manewrowi nie będzie musiał słuchać przechwałek Łapy.


***


Świetlisty napis, który pojawił się na ścianie w jadalni dziewcząt, brzmiał:
"Pobudka o 5.30. Autobus o 6.26. Śniadanie gdzieś pomiędzy"
-Wcześnie. - stwierdziła Hermiona.
-To nie jest wcześnie. - powiedziała Jaella. - To jest tak BARDZO wcześnie, że ja chyba nie wstanę.


***


Malfoy ku swej uldze miał łóżko oddalone znacznie od Pottera i Weasleya. Przynajmniej mógł myśleć o NIEJ. ONA nie byłaby zachwycona, gdyby się dowiedziała, że on myśli o NIEJ. Szczerze mówiąc, chyba wolałaby, żeby wcale nie myślał - świat byłby wówczas o wiele bardziej logiczny i nieskomplikowany.





Osobom poszukującym następnych części poleca się adres:
http://prorok.pl/fikcja/str-all.html.

Mierzeja
18.04.2004, 19:02

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

mara

xD "Wysiadać!!!-dał się usłyszeć wrzask Syriusza-To już Warszawa czy jak jej tam;nieważne;wysiadać!!!

8.10.2009, 20:17
szczota

pełno błędów ale jednak zajebioza

12.10.2007, 16:27
hera

Przepraszam cię Angelio Johnson. Przepraszam za swoje zachpwanie chcę się tylko dowiedzieć gdzie jest dzień I i II Dziewicy Slytherinu?

21.06.2005, 09:11
kasiutek

chciałabym się dowiedzieć gdziejest część I i II dziewicy slythrinu ale nie dwa lecz jeden Bloagam

20.06.2005, 20:11
Casiopea

interesujące ale cos za dużo wątków romansowych soap opera...

18.05.2005, 20:09
Arawis

schizo tylko coraz bardziej odbiega od Henryka Pottera

9.05.2005, 10:22
Copik

Fajne. Tylko o jedno prosze napisz coś o Draco i Hermionie

30.11.2004, 19:54
Miranda

jakos przebrnelam, ze tak to ujme.. a gdzies tam ktos napisal, ze do "ferdydurke" to jest podobne - lool ale smiech.. poza tym "ferdydurke" jest nieporownywalne do niczego i juz :]

11.11.2004, 14:15
Ysabell

JZŚ (jak zwykle świetnie)

5.11.2004, 19:27
Meliana

ale czyta się jak "Nad Niemnem" - co 5-tą stronę - flaki z olejem.

26.10.2004, 18:55