Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Strefa Fikcji: "Idol Hogwartu" cz. II

Poprzednia część do znalezienia w Strefie Fikcji, linku już nie pamiętam, ale chyba www.prorok.pl/fikcja/?id=448


Sektor Gryffindoru, godz. 18.58
-Harry, miej oko na Malfoya. - Fred dopadł Pottera, gdy ten zajmował swoje miejsce.
-Myślisz, że on coś knuje? - Harry spojrzał w kierunku sektora Ślizgonów. - Rzuci w Hermionę łajnobombą czy coś?
-Jakbyś czytał w moich myślach. Gdzie Ron?
-Nie wiem. Powiedział, że będzie na 19.00. Pewnie zaraz przyjdzie.
-Aha. No to pilnuj Malfoya. Ja lecę za kulisy.

***

Dyrektor wstał. Uczniowie usiedli. Zapadła cisza. Dyrektor się uśmiechnął.
-Pragnę was powitać na tak doniosłym wydarzeniu jak konkurs wokalny "Idol Hogwartu". Bawcie się dobrze. Pan Weasley poinformuje was o zasadach głosowania po występach.
Dyrektor usiadł. Na scenę wkroczył George Weasley.
-Witam wszystkich. Za chwilę rozpoczną się występy uczestników "Idola Hogwartu". Niestety, nie ma wśród nich Puchonów, nad czym niezmiernie bolejemy (ponieważ to przypieczętowałoby klęskę Ślizgonów). Pierwsza wystąpi Hermiona Granger, Gryffindor. Ślizgonów uprasza się o niesabotowanie występu i nierzucanie na scenę niebezpiecznych dla zdrowia i życia przedmiotów, bo Wielki Brat paczy.

***

-Wielki Brat paczy? - zdziwiła się Pansy Parkinson.
Malfoy wzruszył ramionami.

***

-Wielki Brat paczy? - zdziwił się Ron, który przed chwilą zajął miejsce obok Harry'ego.
-Może chodziło o Hagrida? - Potter spojrzał na tyły sali, gdzie stał rzeczony osobnik. Kiwnął do Harry'ego.
-Możliwe. - odparł Ron. Po chwili szturchnął Harry'ego, który wciąż rozglądał się po sali. - Patrz na Hermionę!
Harry spojrzał i się zdziwił. Hermiona miała na sobie zielone dżinsy, co nie zdarzyło jej się nigdy wcześniej. W ogóle wyglądała trochę inaczej niż zwykle. Jakoś bardziej "gwiazdowo-estradowo".
Zza kulis rozległ się akompaniament. Harry wyobraził sobie Syriusza grającego na pianinie.
Hermiona zaczęła śpiewać.
-"Na lądzie ty rozglądasz się, lądując
chcesz wszystko mieć na własność, nawet głaz
A ja wiem, że ten głaz ma także duszę
Imię ma i zaklęty w sobie czas…"
Ron słuchał jej z zachwytem. Harry wiedziony złym przeczuciem spojrzał w kierunku Malfoya, ale Draco nie wydawał się robić nic specjalnie podejrzanego. W okolicach sektora Slytherinu zadziwiająco często krążył Lupin i McGonagall. Harry poczuł się spokojniejszy.
Tymczasem do jego uszu dotarł fragment:
-"Czy wiesz czemu wilk tak wyje w księżycową noc? I czemu…"
Potterowi przyszło do głowy, że Lupin wie.
-"…a każde z żywych stworzeń to mój druh…"
-Znowu WESZ… - westchnął Ron. - Nawet w "Idolu" musi o tym śpiewać?
-Cicho!
-"Możesz zdobyć świat
Lecz to będzie tylko świat
Tylko świat
Niebarwny
Który
Niesie wiatr"
Rozległy się gromkie brawa i pojedyncze świsty ze strony Slytherinu. Gdy ucichły, dał się słyszeć akompaniament drugiej piosenki.
-"Nienawiść to jest serca trwoga
Gdy nie czuje nic
Odwaga, aby z tym jakoś żyć
Bo kiedy się zmienia
Serce z kamienia
W najczulszy skarb
To tak, jakby człowiek
Wychodząc z cienia
Zobaczył blask…"
-Co to? - spytał Ron.
-Mugolska piosenka. "Plama na ścianie". - mruknął Harry.
-Co?
-Nieważne. Cicho bądź.
-"…Twoje i moje czasu powoje
praca i sen
Ludzie dla których nigdy nie będę
taka jak chcę…
Kiedy się stanę
Plamą na ścianie
Nie myśl o mnie źle
Życie to tylko
Chwila kochanie
Nie zatrzymasz jej
Kiedy już wszędzie
Mało mnie będzie
Musisz wiedzieć że
By przeżyć taką chwilę
Warto czekać wiek."
-Mogłaby to zadedykować Snape'owi. - doszedł do wniosku Ron. - No wiesz, te plamy, nienawiść i w ogóle.
Tymczasem Hermiona skończyła śpiewać. Ponownie rozległy się brawa. Po ukłonie panna Granger zeszła ze sceny.

***

Na scenę wkroczył Fred Weasley.
-Dziękujemy za sportową postawę i nierzucanie łajnobomb na scenę i nie tylko. Teraz wystąpi Padma Patil, Ravenclaw.
Padma Patil miała na sobie sukienkę koloru ciemnej krwi żylnej. Ron wolał na to nie patrzeć.
-Już wolałem, jak była na różowo. - oznajmił.
Harry tylko kiwnął głową.
Padma zaczęła śpiewać:
-"Mów! Niech twoje słowa…"
-Brzmi, jakby chciała kogoś zmusić do zeznań. - zauważył Ron. - To też jest jakiś mugolski przebój?
-Nazywa się "Ta sama chwila" czy jakoś tak. - odparł bez entuzjazmu Harry. - Nie lubię jej. To znaczy piosenki.
-Cześć, chłopaki. - Hermiona przecisnęła się między rzędami krzeseł. - Już jestem.
Usiadła obok Rona.
Tymczasem Padma Patil skończyła pierwszą piosenkę i dostała brawa. Zaczęła drugą:
-"Płoną góry, płoną lasy
W przedwieczornej mgle
Stromym zboczem gór
Słońce toczy się"
-O nie… - jęknęła cała trójca.
-To ta piosenka, którą ta dziewczyna z wymiany cały czas śpiewała. - Ron skrzywił się. - Na pewno na nią nie zagłosuję.
-Najpierw posłuchaj wszystkich kandydatów. - poradziła mu Hermiona. - Może zmienisz zdanie.
Padma została pożegnana brawami. Znowu pojawił się Fred.
-Następną uczestniczką konkursu jest Ginny Weasley, Gryffindor! - oznajmił entuzjastycznie.
Ginny weszła na scenę, uśmiechając się. Jej sukienka wyglądała, jakby była zrobiona ze złota, a w jej włosach błyskała i trzepotała mała, złota kulka ze skrzydełkami. Ginny zaczęła:
-"To nie jest sen
Rzeczy naprawdę dzieją się
Stoisz czy biegniesz
Otaczają cię
Z każdej strony"
-Harry - Ron dźgnął kolegę łokciem w bok. - Harry! Ty się gapisz na moją siostrę!
-Co? - spytał nieprzytomnie Potter.
Hermiona dusiła się ze śmiechu.
-Gapisz się na moją siostrę!!!
-"Wszystko się może zdarzyć!
Gdy serce pełne wiary!
Gdy tylko czegoś pragniesz!
Gdy bardzo chcesz!
Wszystko może zdarzyć się!"
-Łał. - Harry wciąż patrzył na Ginny jak ciele na malowane wrota.
-Harry, przestań! - wściekał się Ron.
-Mógłbyś przynajmniej zamknąć usta. - poparła go zniesmaczona lekko tym widokiem Parvati.
W międzyczasie Ginny zaczęła drugą piosenkę. Hermiona szturchnęła Rona.
-Spójrz na Malfoya.
Ron spojrzał i lekko oniemiał, ponieważ Draco był w podobnym stanie, co Harry.
-To się nazywa "syndrom szukającego". - orzekła Hermiona.
-Skąd wiesz? - zdziwił się Ron.
-Bo to przed chwilą wymyśliłam.
-"Don't go
You know you will break my heart
She won't love you like I will
I'm the one who stay
When she walks away
And you know I'll be standing here still"
-Zabiję drania! - oświadczył nagle Potter i nikt nie wiedział, o co mu chodzi.
-"I'll be waiting for you
Here inside my heart
I'm the one who wants to love you more
You will see I can give you
Everything you need
Let me be the one to love you more".
Ginny dygnęła zgrabnie i zniknęła za kulisami. Przez chwilę nic się nie działo, aż na scenie pojawił się George.
-Teraz nastąpi krótka przerwa techniczna, ponieważ znicz wyleciał z włosów Ginny i nie wiemy, gdzie jest. Profesor McGonagall wyznaczyła nagrodę dwudziestu punktów za złapanie go.
Wszyscy zerwali się z miejsc i zaczęli szukać małej, złotej piłeczki ze skrzydełkami.
Teoretycznie wszyscy.
-Malfoy, ty śmieciu!
-Czego, Potter, gnido?!
-Gapiłeś się na nią!
-Mam prawo!
-Wyzywam cię na pojedynek!
-I nawzajem! Na korytarz, Potter!
W ogólnej wrzawie nikt nie zauważył, że opuścili Wielką Salę.
-Proszę o spokój! - odezwał się Fred ze sceny. - Znicza złapała Cho Chang. Możemy kontynuować występ. Teraz kolej na Cho Chang, Ravenclaw.
Cho wyszła na scenę w krótkiej, srebrnej sukience.
-Czemu ona ma na sobie zbroję kółkową? - zdziwił się Ron.
-To nie zbroja. To suknia. - ofuknęła go Parvati.
-A gdzie Harry? - Hermiona rozejrzała się niespokojnie.
-Pewnie poszedł do łazienki albo co. - Ron wzruszył ramionami. - Chyba gdzieś to słyszałem.
-To piosenka Whitney Houston "I will always love you". Szczerze mówiąc, to jedyna jej piosenka, jaką znam. Ale Cho to jednak ma głos. Ja bym tego nie zaśpiewała.
Rozległy się brawa. Druga piosenka była spokojniejsza.
-"Rośniesz jak młody bóg
Na moich ramionach
Jak drzewo, którego nikt
Nikt nie pokona"
-Nie podoba mi się. - Ron się skrzywił. - Ty przynajmniej miałaś weselsze tematy: ekologię, plamy i w ogóle…
-Cicho! - syknęła Parvati.
-"Więc teraz serca mam dwa
Smutki dwa
I miłość po kres
I radość do łez
Wieczory długie i złe
Krótkie dnie
Więc całuj mnie częściej
Bo nie wiem, jak będzie
Gdy odejdziesz…"
Cho skinęła głową i szybko zeszła ze sceny. Pożegnały ją gromkie brawa.

***

-Ślizgoni - odezwała się Pansy Parkinson. - Draco wyszedł, więc ja przejmuję dowodzenie. Głosujemy na Cho Chang.
-Tak jest. - odparł Crabe.
-A jak? - zdziwił się Goyle.
-Nie wiem, pewnie powiedzą po występie tego prawie-charłaka.

***

-Szanowne panie, szanowni panowie oraz Ślizgoni, teraz wystąpi Neville Longbottom, Gryffindor. - ogłosił wszem i wobec Fred.
Neville'a powitała burze oklasków, przede wszystkim ze strony Gryfonów i Puchonów.
-"Droga, którą idę
Jest jak pierwszy własny wiersz
Uczę się dopiero
Widzieć świat, jakim jest
Uczę się dopiero świata jakim jest
Droga, którą idę
Biegnie śladem ludzkich spraw
Szukam swego czasu
Jasnych słów, prostych prawd…"
-To mi się podoba. - oznajmił Ron.
-Mi też. Cicho bądź.
-"Już tyle słońc wzeszło tylko jeden raz
Już z tylu stron zapłonęły ognie gwiazd
Już tyle miejsc zapomnienia pokrył kurz
Wiem, co to jest, lecz się nie zatrzymam już"
Na sali panowała niemal zupełna cisza. Neville śpiewał.
-Chyba bym na niego głosowała, gdybym miała kartkę z emblematem. - oznajmiła Hermiona szeptem. - Ciekawe, co zaśpiewa jako drugie.
-"Sound of silence" - odparł Ron.
-Fajnie. A właściwie skąd o tym wiesz?
-Pytał Harry'ego i mnie o radę, co wybrać.
-A gdzie jest Harry? - na krześle Pottera usiadła Ginny, już przebrana w normalną szkolną szatę.
-Nie wiem, może poszedł do toalety, a noga utknęła mu w ruchomym stopniu? Albo Jęcząca Marta go dopadła? - Rona zaczęły już irytować pytania o Harry'ego.
-Dzięki za znicza, Ron. I dzięki za pomysł, Hermiono.
-Nie ma za co. - odparli obydwoje jednocześnie.
-"Hallo darkness, my old friend
I've come to talk to you again
Because the vision softly creeping
Left its seeds while I was sleeping
And the vision that was planted in my brain
Still remains
Within the sound of silence"
Publiczność najwyraźniej wczuła się w atmosferę i nie odzywała się. Dumbledore patrzył na to wszystko i uśmiechał się pod wąsem.
-"…my words like silent raindrops fell
And echoed
In the wells of silence
And the people bowed and prayed
To the neon god they made
And the sign flashed out its warning
In the words that it was forming
And the sign said: "The words of the prophets
Are written on the subway walls
And tenement halls"
And whisper'd in the sound of silence"
Neville ukłonił się I zaraz zniknął ze sceny. Wciąż panowała idealna cisza. Na scenę wkroczył George.
-Teraz możecie klaskać. - oznajmił.
Rozległy się oklaski.
-Dobrze. To już byli wszyscy uczestnicy. Teraz głosowanie. Każdy przy wejściu dostał kartkę z emblematem Hogwartu. Każdy na swojej kartce pisze imię jednego (słownie: JEDNEGO) uczestnika, którego chce zobaczyć i usłyszeć w finale. Radzę nie oszukiwać, nie fałszować emblematów itp., bo nad głosowaniem czuwa komisja kontroli gier i zakładów w postaci profesor McGonagall oraz profesor Sprout. Kartki wrzucacie do pudła koło wyjścia, a następnie wychodzicie i wracacie dopiero na śniadanie. Po śniadaniu profesor Dumbledore ogłosi, kto dostał się do finału. To tyle na dziś. Rozejść się.
Uczniowie zaczęli wstawać i podążać we wskazanym kierunku.
-Patrz, Harry zostawił swoją kartkę. - zauważył Ron.
-Napisał, na kogo głosuje? - spytała Hermiona.
-Nie. Jest czysta.
-To daj ją mi. Ja nie dostałam takiej kartki.
Szybko coś napisała i oddała kartkę Ronowi.
-Lepiej ty to wrzuć.
-Ok. - Ron uzupełnił swoją kartkę i cała trójka ruszyła do wyjścia.

***

-GRYFFINDOR TRACI PIĘĆDZIESIĄT PUNKTÓW!!! - dobiegło do uszu Gryfonów wracających do dormitorium po koncercie. Hermiona, Ron i Ginny szli na czele pochodu, więc pierwsi ujrzeli ten dość niecodzienny widok. Harry i Draco leżeli na dywanie w odległości paru metrów od siebie. Harry miał podbite oko, osmaloną szatę, ściskał prawy bok i oddychał ciężko. Malfoy miał rozbitą wargę, jęczał, trzymając się za najwyraźniej złamany nos, a z uda sterczał mu wbity głęboko patyk, który został zidentyfikowany jako jego własna różdżka. Nad poszkodowanymi stał wściekły Snape z wyciągniętą różdżką (własną i jak najbardziej snejpowatą).
-Łał. - to jedyne, co powiedział Ron.
-Harry, dobrze się czujesz? - Ginny podbiegła do Pottera.
-Pięknie dziś wyglądałaś. - oznajmił Harry i zwinął się z bólu.
-Żebra mu uszkodził. - orzekła Hermiona. - I chyba mocno w łeb dostał.
Po chwili nadciągnęła pani Pomfrey i zebrała z podłogi obydwie ofiary (losu). Umieściwszy chłopców na noszach, udała się wraz z nimi do Skrzydła Szpitalnego. Snape rozpędził powstałe w międzyczasie zbiegowisko. Gryfoni wrócili do swojej Wieży w nieco gorszych humorach, ale nie przeszkodziło im to w urządzeniu balangi na cześć Hermiony, Neville'a i Ginny.

***

Śniadanie przebiegało w dość sennej atmosferze. Gryfoni nie obudzili się jeszcze do końca po balandze, którą zakończyła profesor McGonagall, wpadając do wieży Gryffindoru o trzeciej nad ranem. Efektem tego nalotu był szlaban dla Rona i paru innych Gryfonów.
Gdy wszyscy mniej-więcej skończyli konsumować posiłek, Dumbledore wstał. Na sali zapanowała cisza.
-Pragnę wam zakomunikować - zaczął dyrektor. - że wyniki ogłosi profesor McGonagall.
Ron zasnął na siedząco i runął twarzą w jajko sadzone na talerzu Hermiony.
McGonagall wstała, wyjęła pergamin i uroczystym tonem odczytała wyniki.
-Do finału zakwalifikowały się następujące osoby: panna Hermiona Granger, Gryffindor; panna Cho Chang, Ravenclaw i pan Neville Longbottom, Gryffindor.
Przy stole Gryffindoru wybuchły szalone brawa. Ron zerwał się ze stołu z kawałkiem jajka na twarzy i też zaczął klaskać.
Ślizgoni ze znanych tylko im przyczyn także się cieszyli.
-Finał odbędzie się za tydzień. Uczestnicy zaśpiewają tym razem tylko po jednej piosence. Finaliści zgłoszą się do mnie i otrzymają nowe plany prób. To wszystko. - McGonagall usiadła.
-NIECH ŻYJE GRYFFINDOR!!!

***

-Gratuluję, Hermiono. - odezwała się Ginny. - Wiedziałam, że jesteś lepsza. Jesteś świetna. Na pewno wygrasz.
-Dzięki, ale nie byłabym tego taka pewna. Cho ma o wiele lepszy głos niż ja. A poza tym Neville potrafi świetnie śpiewać.
-No tak, ale ty mi się najbardziej podobałaś. W finale będę mogła głosować, więc zagłosuję na ciebie.

***

-Brawo, Neville.
-Dzięki, Ron. Masz coś na nosie.
Ron szybko pozbył się jajka ze swojej twarzy.
-Cześć, ludzie. - Harry podszedł do stołu i usiadł sztywno.
-Pomfrey kazała ci nosić jakiś gorset czy co?
-No. To przez te żebra.
-Mam nadzieję, że bardzo nie cierpisz. - odezwała się Ginny.
-Nie martw się. Na pewno mniej niż Malfoy.
Wszyscy spojrzeli w stronę stołu Slytherinu. Malfoy właśnie kuśtykał na swoje miejsce.
-Niestety Pomfrey od razu złożyła mu nos do kupy.
-A o co w ogóle się pobiliście? - spytała Ginny.
-No bo… no bo on się na ciebie gapił…
-Ty też się gapiłeś. - zauważył ponuro Ron.
-Więc pojedynkowaliście się o Ginny? - upewniła się Hermiona.
-No… właściwie tak.
-Harry! - Ginny rzuciła się Potterowi na szyję. Ten tylko głucho jęknął.
-Przepraszam, zapomniałam, że jesteś ranny. Może ci pomóc? Podać ci coś do jedzenia?
-Dzięki, Ginny, nie jestem głodny.
-Daj spokój, musisz coś zjeść, żeby odzyskać siły i szybciej wyzdrowieć. Zaopiekuję się tobą.
Hermiona schowała się za Ronem i dusiła się ze śmiechu. Harry w końcu dał się namówić na coś do jedzenia, a Ginny była zachwycona. Ron patrzył na całą scenę z opadniętą szczęką i nie miał pojęcia, co powinien ze sobą zrobić.

***

Nastąpił tydzień prób i błędów. Pani Pomfrey szybko przywróciła Harry'ego i Malfoya do stanu użyteczności publicznej, toteż mogli odpracować szlabany, które dostali za bijatykę na korytarzu. Potter dostał za zadanie wypucować loch numer cztery zalany podczas ostatniej ulewy. Usuwanie glonów i wody było niczym w porównaniu z pozbyciem się zalęgłych tam magicznych stworzeń. Większością zaopiekował się Hagrid. Pozostałe złapane okazy zostały wbrew protestom Hermiony przekazane Snape'owi na eliksiry.
Malfoyowi przypadło pielenie ogródka profesor Sprout. Po paru popołudniach w szklarni znał już wszystkie zielska na pamięć i okropnie bolały go ręce i nie tylko. Na szczęście zaopiekowała się nim Pansy Parkinson, która potrafiła wykorzystywać jego goryli w pożyteczny sposób np. do przyniesienia wody, herbaty, chusteczki do nosa, ręcznika, podnóżka, poduszki, grzebienia, żelu do włosów, piwa i innych niezbędnych kuracji przedmiotów.
Kara za imprezę w wieży Gryffindoru okazała się najokrutniejsza dla Rona - musiał przez tydzień pielęgnować trawę na boisku Quidditcha. Było to trudniejsze, niż się z początku wydawało. Trzeba było wyrywać chwasty, spryskiwać trawę odpowiednią substancją o odpowiedniej porze (np. o piątej rano), przycinać dłuższe źdźbła, nawozić i ogólnie dbać o komfort psychiczny trawy. Ron nawet opowiadał jej dowcipy.
Tydzień katorżniczych szlabanów przyczynił się do zwiększenia się ilości złych ocen w dzienniczkach skazańców.

***

Wielka Sala, Następny Dzień Zero, godz. 14.00
-Nie mogę się doczekać finału. - oznajmiła podekscytowana Hermiona.
-Nareszcie skończy się ten cały cyrk. - westchnął Ron. - Dostaję już bzika od tej trawy.
-Może kanapeczkę z szyneczką, Harry? A może z serkiem żółtym? - pytała Ginny słodkim głosikiem.
-Daj mi z pasztetem. - odparł Harry. - Daj spokój, Ron. Trawa przynajmniej nie gryzie. Ani nie wynurza się spod wody, nie owija ci się wokół szyi i nie próbuje cię utopić. I nie rzuca w ciebie wodorostami i innym paskudztwem.
-Proszę, Harry. - Ginny podała mu kanapkę.
-Dziękuję. - Harry uśmiechnął się do niej.
-No to do zobaczenia na koncercie. - Hermiona złapała swoją torbę i wyszła.
-Ta to ma szczęście. - westchnął Ron. - Poszła spać o logicznej porze i nie dostała szlabanu.
-Bo ona, w przeciwieństwie do nas, jest logiczna. - zauważył Harry.
-No tak. Zapomniałem.

***

Pokój Wspólny Gryfonów, godz. 18.58
Ginny wypadła ze swojego dormitorium. W pokoju wspólnym był tylko Harry.
-Szybko! Chodź, bo się spóźnimy! - krzyknęła.
-Zaczekaj.
Ginny zatrzymała się tuż przy portrecie i spojrzała pytająco na Pottera.
-Słuchaj, czy ty mrumrumrudziewczynąmrumru?
-Słucham?
-No… Czy chciałabyś zostać moją dziewczyną?
Potter czekał na cios, odmowę, cokolwiek.
Ginny popatrzyła na niego przez chwile, jakby nie rozumiała, o czym on mówi. Chciał się zapaść pod ziemię, ale brak mu było technicznych możliwości.
-Jasne. - odparła w końcu.
Harry odetchnął i opadł na fotel.
-Źle się czujesz?
-Nie, fantastycznie… To może pójdziemy na spacer?
-Teraz? Przecież zaczyna się koncert!
-Możemy przyjść tylko na głosowanie.
-No dobrze.

***

-Bardzo się cieszę, że tak licznie przybyliście na finał naszej skromnej imprezy. - oznajmił Dumbledore. - Zasady takie, jak w poprzednim etapie. Bawcie się dobrze.
Na scenę wszedł zmaltretowany George. Podobną całą noc polował na ektoplazmę, która była bliźniakom niezbędna do jakiegoś eksperymentu. Niestety, nie udało mu się i się biedaczek nie wyspał.
-Pierwsza wystąpi Cho Chang z piosenką "Znikając" oryginalnie wykonywaną przez Justynę Steczkowską.
Fred pojawił się z boku sceny z dużym napisem "APLAUZ". Uczniowie zaczęli bić brawo.
George zwlókł się ze sceny, na którą właśnie wkraczała Cho. Było ubrana całkowicie na biało. Zaczęła śpiewać.
-"Znikając pytasz mnie
Co z tobą się stanie
Bo wiosna to śmierć
Jest luty
Ciepło jest
Roztopić za młodu ci dane i jej
Twa śnieżna kochanka
Spłynęła jej nos
W tej chwili u stóp
Leży twych
Toczono was późno
W Trzech Króli spadł śnieg
Te same rzeźbiły was dzieci…"
-Ona śpiewa o bałwanach? - spytał Ron, ale odpowiedziała mu cisza, bo żadnego z jego przyjaciół nie było w pobliżu.
-"O wśniegowstąpieniu pewności i dusz
Niezwykłych wędrówkach wśród chmur
O nowym wcieleniu i płatkach co znów
Tym razem was w święta przywrócą…"
Cho tak jak poprzednio tylko kiwnęła głową publiczności i zniknęła ze sceny. Fred podniósł napis "APLAUZ". Rozległy się brawa. To działało lepiej niż przewidywał.
-Teraz wystąpi Neville Longbottom z piosenką "Love of my life" grupy Queen. - oznajmił George.
Oklaski nastąpiły, zanim Fred użył tabliczki "APLAUZ". Neville wszedł na scenę.
-"Love of my life you've hurt me
You've taken my heart and now you leave me
Love of my life can't you see
Bring it back bring it back
Don't take it away from me
Because you don't know
What it means to me"
Na sali zapadła kompletna cisza. Wszyscy patrzyli na Neville'a, który zdawał się nie zwracać na to uwagi.
-"You will remember
When this is blown over
And everything's all by the way
When I grow older
I will be there at your side to remind you
How I still love you
I still love you
Back hurry back
Please bring it back home to me
Because you don't know
What it means to me
Love of my life
Love of my life…"
Neville ukłonił się i zszedł ze sceny. Nawet napis "APLAUZ" nie zmusił publiczności do klaskania.
-To Longbottom umie śpiewać? - spytał zszokowany Malfoy.
George ponownie pojawił się na scenie.
-Teraz Hermiona Granger z piosenką "Across the universe" zespołu The Beatles.
Hermiona ku zaskoczeniu publiczności weszła na scenę z gitarą, na której nie zagrała. Panna Granger zeskoczyła na podłogę, podeszła do profesora Lupina i poprosiła:
-Proszę mi zagrać, panie profesorze. - i wręczyła mu gitarę.
-Proszę bardzo. - Lupin wyglądał na mile zaskoczonego. Wziął gitarę. Fred szybko zorganizował byłem nauczycielowi Obrony Przed Czarną Magią krzesło na scenie. Lupin zajął przygotowane miejsce i zaczął grać. Hermiona zaśpiewała swoim spokojnym mezzosopranem:
-"Words are flying out like endless rain into a paper cup
They slither, while they pass, they slip away across the universe
Pools of sorrow, waves of joy are drifting through my open mind
Possessing and caressing me…"
-Nieźle. - ocenił Ron. Irytowało go lekko, że nie ma z kim wymienić poglądów.
-"Thoughts meander like a restless wind inside a letter box
They tumble blindly as they make their way across the universe"
-Podobał mi się ten wiatr w skrzynce pocztowej. To takie fajne porównanie. - odezwała się Parvati do Lavender, siedzącej obok Rona.
-Cicho! - tym razem to Weasley miał do niej pretensje o gadanie (bynajmniej nie na lekcji).
-Sam bądź cicho, ty męska, szowinistyczna świnio! - odparła z oburzeniem Parvati.
Ron zupełnie zgłupiał, zaniemówił i nie tylko, więc się już więcej nie odzywał.
-"Nothing's gonna change my world
Nothing's gonna change my world
Sounds of laughter, shades of earth are ringing through my open views
Inciting and inviting me
Limitless undying love which shines around me like a million suns
It calls me on and on across the universe"
Lupin zagrał pięknie gitarowe zakończenie. Rozległy się brawa.
-Dziękuję, panie profesorze. Wiedziałam, że pan to najlepiej zagra.
-Dla takiego wykonania zawsze warto zagrać. - oddał jej gitarę i z uśmiechem wrócił na swoje miejsce.
Hermiona zniknęła za kulisami.
George zasnął, więc na scenę wyszedł Fred.
-A teraz to, na co czekaliście cały wieczór: głosowanie. Każdy pisze na swojej kartce imię i nazwisko najlepszego wykonawcy. Na wszelki wypadek tu macie wszystkich wypisanych. - wskazał stojącą obok sceny tablicę, na której widniały personalia finalistów. - Kartki wrzucacie do skrzynki, którą trzyma w tej chwili profesor Sinistra. Do biegu… gotowi… Start!
Głosowanie przebiegło w tempie ekspresowym. Gdy uczniowie wrócili na swoje miejsca, Fred ogłosił im kolejną informację.
-Głosy zostaną policzone zaraz i po piosence "Because" zespołu The Beatles, która zostanie wykonana przez trio finalistów, ogłoszony zostanie wynik.
Tym razem oklaski były entuzjastyczne nawet bez tabliczki z napisem "APLAUZ". Na scenę weszło troje finalistów. "Because" było niezbyt znaną piosenką i przed konkursem chyba tylko Hermiona ją znała. Chociaż i tak nie mogła jej zaśpiewać. Cały problem z "Because" polegał na tym, że śpiewało się ją na trzy głosy, więc musiały śpiewać ją jednocześnie trzy osoby - każda swoją melodię. Ewentualnie można by zatrudnić tu Crabe'a i Goyle'a, którzy we dwóch potrafili stworzyć trzy głosy, ale nauczenie ich tekstu zajęłoby za dużo czasu, a pewnie i tak by się pomylili.

***

-Wiesz co, Harry? Fajnie jest tak łazić z tobą w nocy po błoniach. Świeże powietrze i w ogóle…
-No, fajnie.
-Słyszysz?!
-Co?
-Śpiewają "Because"!
-No i co z tego?
-To znaczy, że głosowanie już się odbyło!
-W takim razie nie mamy po co tam iść.
-Niby racja. Ale ładnie śpiewają, prawda?
-Ślicznie. Mówiłem ci kiedyś, że masz oczy jak dwa znicze?
-E… nie. Ale to bardzo malownicze porównanie.

***

Trójka finalistów ukłoniła się, ale nie zeszła ze sceny.
-Teraz poprosimy profesor McGonagall o ogłoszenie wyników. - powiedział Fred.
McGonagall wkroczyła majestatycznie na wzniesienie dla młodych artystów. Rozwinęła pergamin.
-Trzecie miejsce zajęła panna Hermiona Granger, Gryffindor.
Rozległy się brawa, Hermiona ukłoniła się.
-Drugie miejsce panna Cho Chang, Ravenclaw.
Cho dygnęła i dostała oklaski.
-NIECH ŻYJE GRYFFINDOR!!!
-Proszę się uciszyć! Jeszcze nie powiedziałam, że wygrał pan Longbottom!
-NIECH ŻYJE GRYFFINDOR!!! WIWAT NEVILLE!!! BRAWO HERMIONO!!! NIECH ŻYJE NEVILLE!!!
Ślizgoni jak jeden mąż ponieśli się i opuścili salę za lekko kulejącym Malfoyem, chociaż część z nich nie wiedziała do końca, dlaczego to robią.
Neville został wyniesiony na rękach Gryfonów.
-Szkoda, że nie wygrałaś, Hermiono. - powiedział Ron, gdy wychodzili z Wielkiej Sali.
-Żartujesz?! Przecież Neville był o niebo lepszy! Świetnie się przygotował. Wszyscy byli zachwyceni jego występem. Patrzyłam zza kulis. Wpadli w taki zachwyt, że zanim doszli do siebie, ja już skończyłam śpiewać.
-Chyba trochę przesadzasz. Zresztą to trochę dziwne. Czy on się w ogóle nie denerwuje?
-Powiedział, że cały czas patrzy na godło Gryffindoru, które wisi nad naszym stołem. Wtedy nie myśli o tym, że ktoś na niego patrzy, i może skupić się na piosence.
-Muszę to kiedyś wypróbować.
-Podobno zdradziła mu go jedna z tych dziewczyn z wymiany. Oryginalnie nazywał się "Patrz na Mickiewicza", bo ona nie miała żadnego sztandaru, więc patrzyła na portret Mickiewicza. To ich wieszcz narodowy. No wiesz, sławny poeta, żył w dziewiętnastym wieku…
-A widziałaś gdzieś Harry'ego? - Ron zmienił temat.
-Nie.
-Nie było go cały wieczór.
-Dziwne. - Hermiona zaczęła się rozglądać, jakby Harry mógł nagle wyskoczyć zza jakiejś zbroi czy rzeźby na korytarzu.

***

Impreza w Wieży Gryffindoru trwała do świtu, bo McGonagall odsypiała sprawdzanie niedawnych sprawdzianów.

***

Ron wszedł do swojego dormitorium i doznał szoku, co mu się ostatnio nadwyraz często zdarzało. Na łóżku Harry'ego oprócz Pottera leżała jego (Rona znaczy się) własnoręczna i jedyna siostra, Ginny. Wprawdzie obydwoje byli kompletnie odziani, ale to jeszcze nic nie znaczyło. Ginny była przytulona do Harry'ego, a jej głowa spoczywała na jego ramieniu. Dla Rona było to zjawisko bardzo niepokojące, toteż obejrzał ich z każdej możliwej strony.
Po chwili zastanowienia doszedł do wniosku, że to musi być jakiś dziwny sen, więc poszedł spać. Nie można wymagać logicznego myślenia od człowieka, który wraca z balangi o czwartej nad ranem.

***

Śniadanie przebiegało w atmosferze ogólnego niewyspania, ale i radości. Neville został przyniesiony na rękach z dormitorium aż do samego stołu. Dennis Creevey odczytał poemat własnego autorstwa:
-"Neville jest królem
Każdy to czuje
I już z każdej strony
Jest Malfoy zielony
Jak gałęzie sosny
Po prostu zazdrosny
Bo Neville jest królem
I każdy to czuje."
Mimo wątpliwej jakości, wiersz został przyjęty z entuzjazmem. Neville wciąż znajdował się w centrum uwagi. Tymczasem Ron przeżuwał wolno swój kawałek bekonu, usiłując nie zasnąć.
Nadleciała poczta. Hermiona odebrała Proroka Codziennego i zaczęła go przeglądać. Parvati Patil pokazała Ginny jakiś artykuł w tygodniku Czarownica, który właśnie odebrała.
-Harry, spójrz! - powiedziała szybko Ginny. Wręczyła mu czasopismo. - Czytaj.
-"Depilacja przez teleportację włosów może być niebezpieczna ze względu na komplikacje czasoprzestrzenne, które…". Co?!
-Nie to. Spójrz niżej. - Ginny wskazała rubrykę na samym dole strony.
-"HAŃBA W HOGWARCIE". Niezły początek. Bla, bla, bla… dyskryminacja… bla, bla, bla, jeden chłopak w całym konkursie, więc musiał wygrać… bla, bla, bla… szowinizm… bla, bla, bla… Voldemort wcale nie wrócił. To były najważniejsze rzeczy w tym artykule. - oznajmił Harry, odkładając Czarownicę.
-Co? - Ron jeszcze nie bardzo kontaktował.
-Bezsens. - orzekła Hermiona. - Niby gdzie ta dyskryminacja? Cały Hogwart zaczął nagle dyskryminować Cho i mnie?
-I oczywiście musieli zaprzeczyć, że Voldemort wrócił. - mruknął Harry.
-Nie martw się, Harry, na pewno nikt nie uwierzy w te brednie. - pocieszyła go Ginny.

***

Ron dopadł swoją siostrę na korytarzu.
-Spałaś z Harrym!
-Co?! Czy ty sugerujesz, że my…
-Chodzi mi o to, że spaliście w jednym łóżku wczoraj w nocy.
-Aha! Trzeba było tak od razu. Najpierw spacerowaliśmy po błoniach, a potem zrobiło się zimno, więc poszliśmy do wieży.
Ron patrzył na nią jakoś dziwnie.
-I nie podejrzewaj nas o Bóg wie co. Nawet się nie całowaliśmy. - Ginny wykorzystała efekt zaskoczenia i uciekła do biblioteki.

***

Hermiona wracała właśnie z numerologii, rozmyślając o tym, jak wiele "Idol" zmienił w ich życiu. Harry zaczął chodzić z Ginny, Neville nabrał pewności siebie i stał się asertywny, a według George'a po to właśnie zgłosił się do konkursu. Same pozytywne efekty. No może oprócz tej bójki Harry'ego z Malfoyem.
Jej rozważania przerwał Neville.
-Cześć, Hermiono. Wiesz, bardzo dobrze śpiewałaś w "Idolu".
-Ty byłeś lepszy.
-I z Lupinem to też był świetny pomysł. Słuchaj, pomyślałem, że jeśli człowiek spróbuje, to tylko ryzykuje poniesienie porażki, a jeśli nie spróbuje, to na pewno ją poniesie, więc chciałem cię o coś spytać.
Przerwał, wziął głęboki oddech i zadał pytanie:
-Założysz ze mną zespół rockowy?
Hermiona doszła do wniosku, że jednak zmieniło się więcej niż sądziła. Miała także wrażenie, że wpływ "Idola Hogwartu" będzie odczuwalny jeszcze długo. Ludzie wreszcie odważą się na to, czego bali się od zawsze. I prawdopodobnie większość z nich osiągnie to, czego pragnie, bo odważą się spróbować.
-Właściwie czemu nie? - oznajmiła z uśmiechem Neville'owi.
I podążyli razem ku lepszej przyszłości (tzn. na lekcję Zaklęć).


Valaraukar: No to teraz obiecane życzenia! Jako, że wszystkie solidne życzenia wyżyczone zostały już w "Czarownicy" (pozdrowienia!), to dodam tylko od siebie tyle:

Obyście na te Święta mogli spłynąć na dół i stanąć twardo na ziemii, a potem z radością i z powrotem odpłynąć w przestworza. A najlepiej do Strefy Fikcji...

Wszystkiego najlepszego! I przypominam o całkowitym i KATEGORYCZNYM zakazie barbarzyńskich obyczajów polewania się wodą!

Andromeda Mirtle
10.04.2004, 07:44

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Badlura.

genialne. xDD

14.07.2009, 17:10
Liz

Bardzo mi się podobało, szczególnie te deszcze niespokojne w wykonaniu Harry'ego ;]. Ale Draco też wcale nie gorszy z tą wojenną taktyką głosowania. Więcej takich parodii, proszę!

29.06.2006, 17:01
lina_Karo

to jest super!!! podoba mi się! rewelacja! czekam na następne części!!!

18.04.2006, 15:21
Myrkul

"Nie można wymagać logicznego myślenia od człowieka, który wraca z balangi o czwartej nad ranem." <ROTFL> i ogólny <LOL> :D

13.04.2006, 16:22
Ania

eeeekstra!!! spadałam co chwila z krzesła ze śmiechu... Pisz więcej!!! :P

7.03.2006, 15:54
xxl

Podoba mi się,jak czytasz komentarze to mam do zaapelowania PISZ WIECEJ !!!

14.11.2005, 21:29
Ata

extra! smieszne teksty po prostu zwalaja z nóg ;D/\ Pisz więcej!

8.11.2005, 18:38
yavanna

świetne! naprawde talent! leżałam na podłodze ze śmiechu

29.10.2005, 21:33
(F)anka

Ej,nie,to jest bez kitu zajebiste!! Myślałam, ze posikam sie ze smiechu jak przeczytalam,ze Ron opowiadal trawie dowcipy=D WIECEJ TAKICH HISTORYJEK!!=D

23.10.2005, 16:33
śmierć

ooooh supeeer...

25.09.2005, 19:47