Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Fantasy — czym jest? I co o tym sądzi Valaraukar?

...Gatunek nad Gatunkami...

Fantasy... Nam, Polakom, może kojarzyć się z czymś "fantastycznym". W angielskim "fantasy" (wymiawiane mniej więcej tak jak u nas) oznacza między innymi marzenie, fikcję, wyobraźnię, lecz dziś przede wszystkim określa niemały i niebagatelny gatunek literacki. Czymże jest ten gatunek, może ktoś wie?

Trochę historii i spraw ogólnie pierwotnych...

Gdy mowa o pierwowzorach i ogólnych zaczątkach tego, co dziś zwie się 'fantasy', trzeba przede wszystkim wspomnieć o mitologiach całego świata — na czele z grecką, choć wiele do powiedzenia ma też celtycka (zwłaszcza z uwagi na anglojęzyczność fantasy), hebrajska, nordycka i wiele podgatunków tychże. No i sam Homer się kłania z tą całą swoją Odyseją, jednakowoż jego dzieło jest początkiem wszelkiego dzieła pisanego, trudno więc zawłaszczać je do fantasy. Niektórzy uważają też chrześcijańską Biblię za dzieło ze wszech miar fantasy; trudno się z tym nie zgodzić, porównując Apokalipsę św. Jana z kilkoma innymi książkami kanonu fantastycznego.
Tak więc ma fantasy bogatą tradycję, wszakże same baśnie określić można tym chlubnym mianem, choć to jeszcze nie jest klucz do wszystkiego. Sam mistrz gatunku, ojciec, the Master and the Lord etc., John Ronald Reuel Tolkien nie znał terminu "fantasy", a to, co dziś jest jej sztandarem — "Władcę Pierścieni" — zwał eposem rycerskim lub baśnią dla dorosłych.
Niewątpliwie jednak, sam początek jako-takiej pełnoprawnej fantastyki baśniowej to wydanie "Hobbita" autorstwa wspomnianego już wyżej Tolkiena. Potem już książek sypnęła się lawina, C.S.Lewis wyskoczył z "Narnią", potem przyszedł czas na "Władcę Pierścieni", "Conana", "Był Sobie Raz Na Zawsze Króla". I przy okazji tejże lawiny odsłoniło się parę starszych spraw, na ten przykład "Kopalnie Króla Salomona" wydane znacznie wcześniej, tylko mnie nie pytajcie kiedy, bo nie pamiętam.

Gorzej z tym, że fantasy postrzegana była długo (i nadal bywa) jako podgatunek science-fiction. Nic na to nie poradzę, że zdarzają się tacy głupcy, którzy uważają, że fantastyka=science-fiction, natomiast ta cała fantasy (czyli opium na głupich) to jakiś wymysł zdziecinniałych starców.
A tak nie jest. Choćby dlatego, że dziś, patrząc na rynek wydawniczy fantastyki, widzimy, że science-fiction wcale nie jest poczytniejsza od fantasy a — ha! — wręcz odwrotnie. Osobiście oczekuję z niecierpliwością, gdy to fani fantasy będą się wyśmiewać z s-f... A to, jak można mniemać, nastąpi całkiem prędko.

Dobra. Ja sobie tutaj jeszcze chwilę po wznoszę rasistowskie okrzyki, a Was zapraszam dalej. Zaraz dołączę, nie oglądajcie się specjalnie.

Okowy w których fantasy zamknąć się próbuje, w dodatku bezskutecznie...

Trudno jest powiedzieć, co jest fantasy, a co nie. Nie ma trybunału Osądów Gatunkowości, gdzie mówiłoby się "Tolkien do science-fiction", "Gwiezdne Wojny do fantasy", a "Harry Potter to mainstream". Ciągle wrą spory, co można zaklasyfikować gdzie — co poniektórzy posuwają się nawet do stwierdzenia, że połowa nagród *Fantasy Award* jest przyznawana pozycjom mainstreamu lub s-f. I gdzie tu się znaleźć?
Jako jeden z głupców, któremu nie dane było toczyć uczonych dysput, powiem tyle: weźmy tytuł. Fantastyka baśniowa. Czyż to nie mówi wszystkiego?
Zważywszy, że zwykle baśń i magia idą w jednej parze, problem pojęcia "magii" rozwiązuje się sam — pożądane jest, by była, ale nikt nie powiedział, że jest nieodzowna.
No właściwie wszyscy tak mówią, tylko ja twierdzę, że nie jest nieodzowna.
Baśniowa — to też mówi wiele o samym charakterze literackim. Nie może być łup-cup-cup, musi być ładny język i potoczysty styl. Stąd często nieporozumienia i spory, i konflikty, i pojedynki, czy rzecz z wysoką dozą poetyzmu może być nazwana fantasy, jeśli nie ma tam magii? Może może, ja się nie podejmuję osądzać. Gdybym jednak miał sądzić, a potem być sądzonym, powiedziałbym: "czemuż nie?".

I jest jeszcze jeden problem, jak o fantasy chodzi. Na s-f i fantasy fantastyka się nie kończy! Istnieją pojęcia które choć zbliżone do fantasy, jednak nią nie są: Mainstream i Magic Realism. Mainstream zwykle cechuje się tym, że magia jest w nim rzeczą całkowicie podrzędną i można by sobie bez niej poradzić wyśmienicie.
Opowieść o kowalu i jego kochance, którzy żyją w normalnym świecie, tyle że ten świat to nie nasz. Nie ma wiele o magii, nie ma maszyn, po prostu historia jest o nich samych. I jest to mainstream.
Natomiast z Magic Realism sprawa choć bardziej znana, trudniejsza jest. Jest to "Realizm magiczny" — powiedzieć można, że logicznie rozpatrując jest to najczystsza fantasy. A jednak nie.
Magic realism, podobnie jak mainstream (i niezgodnie ze swą nazwą) nie kocentruje się bezpośrednio na magii. Zwykle spotykamy opowieści o wierzeniach ludowych, w których występują elementy irracjonalne — stąd nie są zwyczajną prozą — a jednak do fantasy też nie bardzo pasują. Zatem zwykle takie rupiecie upycha się do magic realism i jest spokój. Nie dla wszystkich...

Tradycyjnie jednak, mainstream i magic realism traktuje się jako pojęcia albo bardzo, ale to bardzo do fantasy zbliżone (młodsze siostrzyczki), albo podległe (córeczki). A nam, zwykłym czytelnikom, wiele to nie zmienia w czytaniu, a za to przysparza samych problemów...

Co się dziać może i co zwykle się dzieje wążkach, czyli coś o fabule...

Oho. To, co można spotkać jak chodzi o fabułę, to już jest coś! Są to rzeczy tak sobie różne, tak przeciwstawne i nierzadko wykluczające się, że strach. Ale jako, że Valaraukarom strach (w założeniu) jest obcy, to ja zamierzam opisać co się dzieje w książkach.
A więc...

1. Świat alternatywny...

Był sobie Wielki Góru i Nadęty Skubaniec, który wydźwignął z nicości i chaosu (albo nawet Chaosu) świat w kształcie parówki i umieścił na barkach dwóch bawołów. Nazwał to Światem Parówkowatości, polał ketchupem i odtąd przygląda się co się tam dzieje, a tam same nieprzyzwoitości z czerwonym kwadracikiem (kółeczkiem). W skrócie jednak ludzie i półludzie, a nawet całkiem nieludzie piorą się (aż miło), używając mieczy, magii, słów, klątw, przemocy i miłości.

Często spotykane, można tutaj zaklasyfikować Tolkiena z Silmarillionem (Iluvatar stworzył Ainurów, oni sobie pośpiewali i zrobiła się Arda), Pratchetta ze "Światem Dysku", od biedy Sapkowskiego z całym światem wiedźmińskim. Jest oczywista jeszcze wiele innych książek, które tu można przypisać.
A imię ich legion.

2. Dawno dawno, za siedmioma górami a właściwie to w Australii.

Zwykle chodzi o to, że tak naprawdę Juliusz Cezar nie powiedział: "I ty przeciwko mnie, Brutusie", ale: "I ty wichrze dmiesz" albo coś w tym guście — bardzo poetyckiego. i został w nagrodę przeniesiony do równoległego świata (żeby załatwić parę spraw o małej wadze). Jednakowoż w roku 2005 nastąpiła koniunkcja sfer i cudownym sposobem Julek w całej swojej cezarowatej okazałości zmaterializował się był w Montevideo. Żeby było zabawniej, w czarnoksięskiej todze i z laską o niezwykłych właściwościach. Potem przybywa tuzin jego nieślubnych synów (Julek w innym świecie nie próżnował) i wszyscy się kotłują.

Takie przybycie wrotami z innego świata najczęściej się spotyka w science-fiction (a fe).

3. Bush: gdzie moja armia, Merlin: gdzie moja różdżka, King-Kong: gdzie moja maczuga?

Jakiś podrzędny czarnoksiężnik spadł z kosmosu i nawet nie bardzo się poobijał. Jednak zobaczywszy Ziemię, niekoniecznie wpadł w zachwyt, więc zaczął z nią walczyć, a ONZ i USA przeciwstawiło mu armię o dużych możliwościach militarnych. Zwykle takie bum-bum co wstyd nazwać fantasy.

4. Retteling, czyli dawno temu nie obowiązywało copyright...

Jeszcze raz o bohaterskim królu Arturze, oszałamiająco przystojnym Lancelocie, parę historyjek niekoniecznie moralnych, bo zwykle zdrowo zboczonych, wszyscy się leją i ogólnie super zabawa. Zwykle chodzi o to, że autor próbuje opowiedzieć legendę (wspomniany King Arthur) lub Mit (Fatalne Pierdnięcie Abu-Hassana z Księgi Tysiąca i jednej nocy), ale w połowie zapomina, co chciał uczynić, i dokańcza po swojemu.

5. Wejdź do szafy a znajdziesz tam parę fajnych...

W skrócie mała definicja: obok nas, w świecie, do którego możemy się jakoś dostać, działa sobie w najlepsze magia. I w dodatku okazuje się, że jesteśmy w operację zamieszani po uszy i musimy się wkręcić w całą imprezę.
Przykłady:

W dniu jedenastych urodzin mały, rozczochrany ciamajda dostaje list z Hogwarts School, Akademii Magii i Czarnoksięstwa, w rezultacie zostaje przeniesiony do wielkiego zamku, gdzie czyha na niego wielkie zło.

Czwórka angielskich dzieci celem różnych igraszek włazi do szafy i wychodzi innymi drzwiami niż weszło (intrygujące), w rezultacie pojawia się nowy świat (który trzeba w dodatku uratować).

Pewien profesor Oxfordu przez przypadek wszedł nie do tej klasy, której trzeba, za co teraz ma podbić serce pięknej księżniczki Atlantydy. Przy okazji ma nie zginąć w paszczy ludojada, co okazuje się nie lada problemem.

Przystojniak ucieka przed gangsterami, w końcu łapią go czarownice i sprowadzają do tajemnego świata. Ciąg dalszy — nieobyczajny.

6. Chrońmy się przed efektem cieplarnianym...

Na świecie po wojnie atomowej do głosu doszła magia i miecz, w związku z tym wszyscy ze sobą walczą. Pojawia się jednakowoż jakiś przystojny młodzieniec o kiepskich obyczajach (Great Prince), który uratuje wszystko i zaprowadzi na planecie ład. Zwykle również posiądzie piękną księżniczkę, która swą głupotą zrujnuje wszystko, czego dokonał...

7. Historia Magica...

Tak naprawdę Napoleon przegrał pod Waterloo, dlatego że Rosjanie mieli ze sobą maga Praszczaja, który zesłał na Napoleona obłęd i teleportował go na Marsa. I to właśnie trzeba szczegółowo opisać.

8. Mish-mash...

Czyli ogólny kociokwik, wszyscy się miotają, tyle że nikt nie wie gdzie i po co. Grunt, że krew, miłość, zdrada, magia i seks.

(Smacznego.)

Magia, czyli kryj się kto może...

Jak już ustaliliśmy to wcześniej, dobra fantasy — to znaczy się taka z klasą — posiada dozę magii (mniejszą lub większą). Magia ta zwykle jest rzeczą najnormalniej biologiczną i wytłumaczoną naukowo, zbadaną niemalże w całości (oczywiście na końcu książki okazuje się, że wszystko ma jeszcze nieodkryty aspekt, który zmienia bieg akcji). Najczęściej do czarowania zdolni są tylko wybrańcy-losu-i-przeznaczenia, tajemnicze indywidaa. W skrócie:

Istari. Manwe, z ramienia Iluvatara Stworzyciela władca Ardy i ogólnie wielka szycha, postanowił pomóc biednemu Śródziemiu, w którym buszował sobie w najlepsze Sauron. Wysłał więc wspomniany Manwe do wspomnianego Śródziemia emisariuszy, to jest Gandalfa, Sarumana, Radagasta i jeszcze jakiś dwu błękitnych o bliżej niezidentyfikowanych personaliach. Ale czarodzieje nie byli grzeczni i finalnie tylko Gandalf powrócił do Manwego. (Dobry chłopczyk.)

Potter. Ludzie jak wszyscy inni, tyle że mają zdolności zabawiania się magią, zwykle dzierżąc różdżkę, bez której są bezbronni, a którą wymachują tak niefortunnie, że mogą komuś wydłubać oko. W dodatku są rasistami i wyśmiewają się z biednych niemagicznych ludzi — mugoli. (Pokój ich duszy.)

Le Guin. Niektórzy rodzą się z magicznymi zdolnościami, ale prawdziwymi czarodziejami tylko mężczyźni zostają (i kto mówił, że stara Ursula jest feministką?). Udają się na wyspę Roke i pod kierunkiem Dziewięciu (dobrze pamiętam?) Mistrzów kształcą się dalej. W piątym tomie trylogii biedna Ursula wymyśliła, że jednak jedna kobieta też była czarodziejką, ale w istocie — była smokiem i na koniec odleciała, żeby grasować na Innym Wietrze. (Polecam.)

Bradley. Wierni Wielkiej Bogini druidzi i kapłanki mogą trochę sobie poczarować, ale zazwyczaj wiele z tego nie wychodzi. W istocie, wszystko, co czarodziejskie, zawiera się we mgle opuszczanej w dół i w górę niczym kurtyna, zaćmieniu słońca, miłości, i pochwie Ekskalibura.

Valaraukar wyśmiewa. Po ukształtowaniu się Ziemi z Wielkiej Myśli Aratharów i Heitharów, siedmiu Śmiertelnych zystało Nieśmiertelność i przy okazji władzę nad Siedmioma Kamieniami, w których tak w skrócie było wszystko zaklęte. Dawało im to moc dosyć, można powiedzieć, znaczną, żeby nie rzec: nieograniczoną. No ale jak to w życiu bywa, jeden się zrobił niedobry, pozostali rozpadli i poginęli albo zgłupieli, a z potomków tego pierwszego niedobrego wyszło plemię czarodziejów. Oni się tam bawili czarami, lecz nie znali imienia Czasu, w związku z tym byli dosyć ograniczeni. A dalej już piszę książkę, więc proszę mi nie przeszkadzać.
Przeczytalibyście to w Strefie, gdyby nie to, że tam tego nie ma.

Stephen King — zwany też Mistrzem Grozy — rzekł kiedyś, że dobra fantasy to opowieść o Mocy. Ale o Mocy, której albo nie ma i bohater stara się ją uzyskać, albo też bohater ją utracił i musi ją odebrać. A ja, jako że przekora to najbardziej valaraukariańska z cnót, piszę książkę która będzie dobrą fantasy (cisza!) i zaprzeczy temu Kingowatemu zdaniu (i basta!).

Źródło nad źródłami, inspiracja nad inspiracjami...

Trudno ukrywać, że w fantasy góruje literatura anglojęzyczna, zwykle brytyjska. A co za tym idzie, wszystko ma wspólny pień — wielki, gruby pień będący podporą całego gatunku.
Mała historycznie, acz wielka legendowo postać — Król Artur.
Artur jest znany chyba wszystkim. Syn Utera Pendragona, wychowanek czarodzieja Merlina, zwycięzca dwunastu wielkich bitew i pan na zamku Camelot. Mąż Guinever (Ginwery), pierwszy sposród rycerzy Okrągłego Stołu, pan miecza Ekskalibura. A wraz z nim Pani Jeziora, przyrodnia siostra Morgana i stado innych postaci z Lancelotem na czele. A reszty opowiadać chyba nie trzeba.
Dość, że cała współczesna fantasy w jakiśtam sposób opiera się na Arturze — Avalon, kapłanki, boginie, miecze, czary, rycerze, zaklęte jeziora i temu podobne sprawy. Do fascynacji legendą Arturiańską przyznali się najwięksi pisarze gatunku — Tolkien, Lewis, Bradley, Guin, Sapkowski. Wyliczyć, rzecz jasna, nie sposób...

Na uwagę czytelnika zasługują szczególnie dwa dzieła, jednak będę o nich mówił za chwileczkę przy okazji zadawania lektur.

Tak oto powiedzieliśmy sobie o historii fantasy, o klasyfikacji gatunkowej (a raczej jej braku), stereotypach fabuły, nieodzownej magii, pniu eurobrytyjskim, teraz czas na zapowiedziane Lektury!

Lektury, czyli czytać umiemy jeszcze...

Pisałem niedawno byłem (klasyczny błąd czasowy w użyciu czasu zaprzeszłego — przyp. red.) o problemach z klasyfikacją gatunkową. I teraz, gdy nadchodzi moment wymienienia tego, co jest kanonem fantasy, mam tego pełną świadomość. Ale jako, że się na tym nie znam, to postąpię wedle własnego skromnego (albo i nie) mniemania.

1. Tolkien. Nikt chyba się nie zapyta "O co chodzi?", bo osobistość jest to znana.
"Władca Pierścieni" — w świecie Śródziemia z dawna zbierające potęgi Ciemności deklarują wojnę przeciw wszystkim mieszkańcom. Nieoczekiwanie, w tej trudnej chwili dla świata, okazuje się że przedmiot pożądany przez ciemność i będący kluczem do bezgranicznej władzy, znajduje się w posiadaniu małego prostaka, Frodo Bagginsa.

"Silmarillion" — jest to uzupełnienie wielu wątków przeszłości, the olden days of yore, o których napomykane było we "Władcy".

"Hobbit" — książka jakoby dla dzieci, mająca jednak wielką wartość literacką, opowiada o przygodach hobbita Bilbo Bagginsa, któremu niestraszne są przygody, smoki i nadmiar wina.
Dla tych, których oczarował świat Śródziemia, są jeszcze "Niedokończone opowieści", a nawet na nich jeszcze nie koniec tolkienowskiego dorobku.

2. Ursula K. le Guin. Jej najbardziej znanym dziełem, będącym ścisłym kanonem fantasy, jest cykl "Ziemiomorza". W założeniu trylogia, jednak na tym Ursula nie skończyła i w zeszłym roku ukazał się piąty tom trylogii. Wszak pisarze są humanistami i nauki ścisłe — matematyka — może im być obca.
Akcja rozgrywa się w świecie wspomnianego "Ziemiomorza". W części pierwszej, "Czarnoksiężniku z Archipelagu", chłopiec Ged trafia do szkoły czarodziejów na Roke i po odbyciu wieloletnich nauk wyrusza na poszukiwanie bezimiennego Cienia, którego uwolnił z zaświatów.
W części drugiej, "Grobowce Atuanu", Ged spotyka kapłankę Bezimiennych, Tenar i wraz z nią stara się odtworzyć tajemniczy pierścień.
W części trzeciej, "Najdalsza Podróż" (moim zdaniem najlepsza!), Ged (już jako jego ekscelencja Arcymag Ziemiomorza) wyrusza wraz z chłopcem Arrenem na kraniec świata, do krainy umarłych, aby tam przywrócić Równowagę i rozprawić się ze sprawcą całego zła, czarnoksiężnikiem Cobem.
Części czwarta i piąta są w rzeczywistości dopisane do trylogii i kanonu już nie tworzą. Jeśli kogoś zainteresują, to polecam, jeśli nie, to idźcie z Bogiem. Tytuły to "Tehanu" i "Inny Wiatr".

3. C.S. Lewis — "Opowieści z Narnii", siedmiotomowa opowieść teoretycznie dla młodszych czytelników, a jednak powinien ją znać każdy dorosły. Rzecz dzieje się w krainie Narnii, do której dostają się dzieci z naszego świata, aby tam przeżyć najwspanialsze, ale i najgroźniejsze chwile swego życia.
W kolejności: "Lew, Czarownica i stara szafa", "Książę Kaspian", "Podróż 'Wędrowca do Świtu'", "Srebrne krzesło", "Koń i jego chłopiec", "Siostrzeniec Czarodzieja" i "Ostatnia Bitwa".
Osobiście polecam szczególnie tom trzeci (oczywiśnie po przeczytaniu poprzednich części!). Jest również jeszcze jeden plus: autorem polskiego przekładu "Opowieści" jest Andrzej Polkowski. I przekład jest nie gorszy od "Harry'ego Pottera"; rzekłbym nawet — lepszy.

Te trzy pozycje uznawane są najczęściej za absolutną i niepodważalną klasykę. A co do reszty, wszyscy się kłócą. Z pewnością jednak na uwagę zasługuje kilka innych dzieł, na przykład:

— T. Pratchett, "Świat Dysku" — opowieść o, jak to ładnie mówi tytuł, Świecie Dysku. Bardzo wielki cykl, cały czas pisany, podam tylko pierwsze trzy tytuły:
"Kolor Magii"
"Blask fantastyczny"
"Równoumagicznienie"

— M.Z. Bradley, "Mgły Avalonu" — retelling legendy o królu Arturze, wspaniale napisany i przedstawiony: narratorką opowieści jest Morgana le Fay, we wszystkich innych książkach postać negatywna; tutaj natomiast Morgana opowiada swoją historię, podając jako powód waśni z Arturem jego nadmierne ustępstwa jak chodzi o religię chrześcijańską i Rzym.
Po książce widać, jak bardzo Bradley związana była z różnorakimi stowarzyszeniami zajmującymi się wiarą celtycką, kultem Bogini i historią Wielkiej Brytanii.
Niestety, w Polsce plagą jest wydawnictwo "Zysk i S-ka", które wydało również Mgły... Ostrzegam rzetelnie: papier makulaturowy, książka rozsypuje się po tygodniu, a tłumaczka nie ma podstawowego pojęcia o języku angielskim i historii celtyckiej. Ponadto nie zna żadnego spójnika poza "i"... Macie moje słowo, że lepiej pooszczędzać nieco dłużej i kupić tłumaczenie, która wlepi w fotel.

— Andre Norton, "Świat czarownic" — cykl długi, w dodatku udziału autorki jest w nim niewiele...
Pierwsze trzy tytuły: "Świat Czarownic", "Świat Czarownic w pułapce", "Rok Jednorożca".

— Robert E. Howard, "Conan" — cykl niezbyt wyrafinowany, a poza tym Howard napisał w pełni tylko pierwszy tom. Potem strzelił sobie w łeb, a rzecz dokończyli czytelnicy — i to widać...
Pierwsze trzy tytuły: "Powrót Conana", "Conan barbarzyńca" i "Conan Zdobywca". Czy w takiej kolejności, nie wiem.

— T.H. White, "Był sobie raz na zawsze król" — zdaniem wielu najlepszy cykl opowieści o królu Arturze. Ja niestety nie mogę go przeczytać, ponieważ nie potrafię go nigdzie dostać. Podaję Wam tytuły:
Miecz dla króla
Wiedźma z lasu
Rycerz spod ciemnej Gwiazdy
Świeca na wietrze
Księga Merlina
(Jest pewne przekłamanie w przekładzie, oryginalnie są tylko dwa tomy: "The once and Future King" and "The Book of Merlyn".)
Jak ktoś znajdzie gdzieś, to proszę mi puścić sygnała gdzie!

A teraz jeszcze parę tytułów, które za kanon uważa Andrzej Sapkowski:

— S.R. Donaldson, "Kroniki Thomasa Covananta Niedowiarka", dwie trylogie;
— Gene Wolfe, "Księga Nowego Słońca";
— Jack Vance, trylogia "Lyonesse";
— G.R. Dickson, "Smok i Jerzy";
— J. Carrol, "Kraina Chichów";
— F.Leiber, "Saga o Fafhardzie i Szarym Kocurze";
— J. Vance, "Umierająca Ziemia"
— R. Silverberg, "Zamek Lorda Valentine'a";
— R. Zelazny, "Kroniki Amberu" (dwa cykle).

aliści ja dodam do tego jeszcze jeden punkt:

— Andrzej Sapkowski, całokształt. Na szczególną uwagę zasługuje "Ostatnie życzenie", "Miecz przeznaczenia", potem cała saga wiedźmińska (Krew Elfów, Czas pogardy, Chrzest Ognia, Wieża Jaskółki i Pani Jeziora) i jedno opowiadanie (happy end which isn't a really end) — "Coś się kończy, coś się zaczyna".
Cokolwiek by ktokolwiek mówił, Sapkowski jest polskim ASem znanym jak świat długi i szeroki. Język ma dosadny, nie boi się "co ludzie powiedzą", pisząc co uważa za stosowne. I nierzadko ma rację — czyta się wspaniale, choć w sadze trudno jest się czasem połapać w wątkach.
Chylę czoła. Ale o jego książce, jednej, powiem jeszcze na samiuteńkim końcu.

Tyle, jak chodzi o kanon. Można do niego dorzucić jeszcze "Harry'ego Pottera", za kilkadziesiąt lat pewno będzie to pozycja równorzędna z pozostałymi. Na razie jednak Potter jest malutkim smarkaczem w otoczeniu doświadczonych mężczyzn w kwiecie wieku, i roztropnych, bogobojnych (i nie tylko) niewiast.

Celem zakończenia...

Miło mi, drogi czytelniku, że dobrnąłeś do końca. Mam duże wątpliwości odnośnie tego artykułu, sądzę jednak, że może on kogoś zaciekawić, nauczyć czegoś, a w ostateczności nieco rozbawić. I o to chodzi... Fantasy jest naprawdę wielkim gatunkiem i sądzę, że czytelnicy Proroka wiedzą o tym doskonale. Warto więc, żeby powiedzieć o nim kilka (czy kilkanaście, jak widać) słów.
Więc powiedziałem.

A teraz jeszcze jedna kwestia. Chciałbym powiedzieć, że wiele tego, co napisałem, napisane jest pod wpływem książki Andrzeja Sapkowskiego — "Rękopis znaleziony w smoczej jaskini — kompendium wiedzy o literaturze fantasy" Jednak w wielu sprawach nie zgadzam się z ASem (choćby klasyfikacja gatunków, standartowe fabuły), a wiele spraw on również przemilczał (klasyfikacja, mainstream i magic realism). Co nie przeszkadza w tym, że uważam go za ziemskiego boga języka. Polecam "Rękopis..." wszystkim serdecznie.




Winna wszelkim błędom jest Keisy, która molestowała mnie o szybkie dodanie tegoż artykułu. I przy okazji pozdrawiam Jego Przyszłą Ekscelencję, Mazuola :), i obchodzącą dziś swój tragiczny dzień zdoroślenia, Ivankę.

Valaraukar
2.04.2004, 19:22

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Freya

Ale po co tak naprawdę fani fantasy mają wyśmiewać s-f. Ja lubię oba nurty jednakowo i nie widzę sensu wywższać żadnego. Czasami lubię przenieść się do świata magii, a czasami odkryć nowa planetę wraz z bohaterami ksiązek i nigdy, ale to nigdy nie odczuwałam, ze ktoryś z tych gatunków jest lepszy lub że ktoryś bardziej lubię :)

27.03.2009, 22:33
matar_yq

<a href= http://index1.dteill.com >hondavacummlines</a> <a href= http://index2.dteill.com >free sexy stories for women</a> <a href= http://index3.dteill.com >omarion wifey</a> <a href= http://index4.dteill.com >massachusetts high school basketball scores</a> <a href= http://index5.dteill.com >ladybug lifecycle printout</a> <a href= http://index1.jillof.com >2nd class of creditors bankruptcy chapter 13</a> <a href= http://index2.jillof.com >argusanalyzers</a> <a href= http://index3.jillof.com >williamstown mass acutes rain fall</a> <a href= http://index4.jillof.com >movies in cloverdale california</a> <a href= http://index5.jillof.com >madison county sex offender</a>

29.07.2008, 09:59
hananim_ar

<a href= http://index2.epipog.com >designers sun glasses</a> <a href= http://index4.epipog.com >barbering schools in boston massachusetts area</a> <a href= http://index3.epipog.com >top grossing movies of 2005</a> <a href= http://index5.epipog.com >washington state pass reports</a> <a href= http://index1.epipog.com >video clip of today show february 24th 2006</a>

4.07.2008, 13:34
JqtnSymqILS

jP7TtS hi jonsf!

24.06.2007, 19:59
s653uwyel1

1e2v1utiu0rm08 8id7aqhj7z8q 4eljfazodx

16.06.2007, 05:43
lfcdzbr1oo

yfl5v1xv gq48zdze452nox8 a8rkhq05ry827f5z

15.06.2007, 08:40
usingeryuh

HIIII!!!!!

14.06.2007, 05:47
ngtones, Cingular ringtones and more. from website .

funny ringtones

10.06.2007, 18:57
ngtones, Cingular ringtones and more. from website .

funny ringtones

10.06.2007, 18:57
ngtones, Cingular ringtones and more. from website .

funny ringtones

10.06.2007, 18:57