Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

La Malfoya

(I) czyli Znalezisko Niekoniecznie Archeologiczne


Dworek państwa Malfoy'ów był rozległym pałacem wybudowanym ładne kilka stuleci wcześniej. Jego usytuowanie samo w sobie było już złowieszcze, leżał bowiem w samym środku ciemnego lasu, który można było od biedy nawet nazwać puszczą. Był zewsząd niedostępny dla ludzi postronnych, gdyż jedyna droga doń wiodąca zaczynała się w niedużej mieścinie na uboczu Londynu i była całkowicie strzeżona wymyślnymi zaklęciami. Jej początek znajdował się w wejściu do starej kopalni, ale wejście do tunelu zabite było deskami z rozmaitymi napisami informującymi ewentualnych przechodniów o grożącym niebezpieczeństwie - od zawalenia stropu do ukąszenia przez zbłąkanego boa dusiciela. Jednak wszedłszy do tunelu po chwili wychodziło się na światło dzienne i nadal znajdowało się w lesie, jednak nie widać było ani poprzedniej drogi, ani zresztą niczego innego. Można było odnieść wrażenie, że jest się daleko, daleko od wejścia do tunelu. Każdy jednak widział przed sobą drogę, która jasno prowadziła w głąb lasu. Aż do samego pałacu.
 Sam dworek nie był jakiś szczególny, choć z niewiadomych powodów wiało od niego grozą. Być może był to jeszcze jeden rodzaj "zabezpieczenia" przed niepowołanymi gośćmi, niezbyt jednak przyjemny dla tych "powołanych".
 Państwo Lucjusz i Narcyza Malfoy'owie nie byli jednak istotami o nazbyt wielkiej sympatii do społeczeństwa, toteż brak gości nie przeszkadzał im bynajmniej. Pan Lucjusz spotykał się z ludźmi w pracy - a pracował rzecz jasna w Ministerstwie Magii, z kolei pani Narcyza, jak wszystko na to wskazywała, miała wszystkich ludzi tam, gdzie światło nie dochodzi.
 Natomiast ich jedyny synek, Draco, pojawiał się w dworku tylko na wakacje, ponieważ kształcił się w Szkole Magii i Czarodziejstwa - Hogwarcie. Do niego również nie ciągnęli ludzie, wręcz nawet przeciwnie.
 Tak więc dwór państwa Malfoy był ze wszech stron miejscem budzącym grozę. Szczególnie, że krążyły plotki o zamiłowaniu Lucjusza do czarnoksięstwa.
 Dzień, od którego zaczyna się niniejsza opowieść, nie był dniem innym niż wszystkie, wręcz przeciwnie: był chyba najpowszedniejszym z dni. Trudno określić, czy był słoneczny czy nie, gdyż drzewa puszczy nie przepuszczały żadnego, nawet najmniejszego zbłąkanego promyczka. Mieszkańcy domu z pewnością rozpoznaliby, że już poranek, jednak niewprawne oko nie zauważyłoby żadnej różnicy pomiędzy dniem a nocą.
 Pan Lucjusz udał się do Ministerstwa swoim zwyczajem i obowiązkiem. Jego małżonka jak zwykle twarz miała wykrzywioną niezwykle grymaśnym grymasem, a ich synek spał sobie w najlepsze w swojej komnacie.
 Narcyza bardziej z przyzwyczajenia niż z potrzeby zaparzyła herbatę i zrobiła swojemu jedynemu dziecku śniadanie. Skończywszy udała się do niewielkiej altany przylegającej do kuchni, aby tam oddać się w szpony literatury fachowej, a dokładniej "Upiornej sagi". Trudno było nazwać tą książkę ciekawą, ale grunt, że była długa i można było się odciąć od całej reszty świata - a to było właśnie marzeniem pani Malfoy.
 Tymczasem w komnacie położonej mniej więcej nad kuchnią obudził się Draco. Te wakacje nie były dla niego udane, gdyż co roku gdzieś wyjeżdżał z rodzicami. Jednak w tym roku było inaczej i miał przez cały czas siedzieć w domu... Trudno było powiedzieć, żeby mu szczególnie zależało na wyjechaniu, jednak taka siedząca w domu odmiana wakacji nie była jakoś szczególnie przyjemna. Tym bardziej, ze oznaczało to spadek zainteresowania rodziców jego skromną osobą. Ojca widywał wieczorami, matkę przez cały dzień, ale trudno było powiedzieć o jakiś "rozmowach". Bynajmniej nie nudził się.
 Leżał jakiś czas gapiąc się w sufit nic-nie-widzącym-wzrokiem, nie myśląc nawet specjalnie, tylko starając się definitywnie obudzić. Gdy już mu się to udało, wstał, odział się jak przystoi chłopakowi - no bo nie będzie paradował po domu w piżamie - i udał się na śniadanie.
 Ale tam również nie spotkało go nic ekscytującego.
 Super wakacje - pomyślał z lekkim przekąsem. - Rozrywek to tu normalnie taka masa...
 Upewnił się, że ojca w domu nie ma a matka jest pochłonięta lekturą (ciekawe, co to za książka - pomyślał) i udał się na piętro trzecie (czyli strych). W wielkiej tajemnicy, od pewnego czasu - dokładniej mówiąc kilku dni - prowadził tam wykopaliska. Wyglądało na to, że strych nie obchodził nikogo z jego rodziny, a po wejściu odnosiło się wrażenie, że nikt nie zaglądał tam od wieków. Jako, że dom był bardzo wiekowy, znajdował bardzo interesujące "eksponaty". Co ciekawsze pakował do kufra w swoim pokoju z nadzieją, że w Hogwarcie zrobią furorę. Nawiasem mówiąc, szukał również czegoś, czym mógłby potraktować Pottera.
 Do najbardziej interesujących znalezisk bezsprzecznie należała (nieco nieświeżo pachnąca) czaszka przywodząca na myśl głowę yeti, w której to czaszce - gdy stuknęło się trzykrotnie różdżką - zapalały się zabawne czerwone ognie. Wtedy ten, który stukał mógł wsadzić do niej (najlepiej przez szczękę, bo była największym dostępnym otworem) dowolny (byleby nie za duży) przedmiot. Z tego, co udało się Draconowi sprawdzić, nikt nie mógł potem wyjąć tego przedmiotu, bo czaszka próbowała mu odgryźć rękę.
 W sam raz na przypominajkę Longbottoma - pomyślał z lekkim uśmieszkiem.
 Znalazł również małą złoconą skrzyneczkę, na której wypisane były w jakimś dziwnym języku słowa tak złowrogie, że bał się jej choćby dotknąć.
 Jednak około południa w szparze między podłogą a ścianą znalazł coś, co przerosło jego najśmielsze oczekiwania. Była to bardzo, ale to bardzo stara księga z mocno przyżółkłymi kartkami, ale tekst w większości dało się odczytać. Na okładce wymalowana była ogromna czaszka i gruba różdżka. Tytuł głosił:


Najpotężniejsze klątwy
i wszystko to, czego się o nich nie mówi


autor: Muchomahrazor Vlader


 Najciekawszy jednak był dopisek na pierwszej stronie. Przeczytawszy go Draco o mało nie zemdlał z wrażenia, na pewno w każdym razie nieźle zakręciło mu się w głowie. Było tam napisane:


 Książkę tę zapisuję mojemu bratankowi, Manhristovi Godrykowi Malfoy'owi, synowi Ingeriusa Morgera i Eufebii la Morgan z domu Black, aby odziedziczył ją po mojej śmierci i żeby zapisane w niej mądrości nie uległy zapomnieniu. Udało mi się ją ocalić przed Świętym Oficjum w roku 1322, kiedy to na tajnym MXCVI spotkaniu Kapituły Czarodziejskiej została uznana za książkę ze wszech miar czarnoksięską i wydano dekret o natychmiastowej eliminacji wszystkich egzemplarzy. Wyraziłem swój sprzeciw podczas gdy dekret ten był uchwalany, za co zostałem usunięty z Rady. Jednak rzucenie tak silnego zaklęcia Moremortusa (mojego pradziada), kryjącego ją przed mocą wszystkich najpotężniejszych czarodziejów Kapituły, nadwyrężyło znacząco moje zdrowie fizyczne i w wyniku tego znajduję się dziś na łożu śmierci. Moją wolą jest, aby wiedza, dla której przetrwania pracowałem całe życie i w dniu dzisiejszym umieram, była przekazywana z ojca na syna póki nasz szlachetny ród nie wygaśnie.


        dnia 17 października 1323 roku


Podpisano, w pełni władz umysłowych:
Hadrian Mantroth Yacob Cristoff, margrabia Malfoy


 Lecz nie był to jeszcze koniec. Pod podpisem margrabiego był cały ciąg dziwnych znaków składających się, jak sądził oszołomiony Draco, w litery. Znaki te jednak wyglądały jak napisane ołówkiem a potem niezbyt dokładnie zmazane gumką.
Teraz jednak nie było czasu na analizowanie jakiś napisów, ta książka była niewyobrażalnym skarbem. Malfoy szybko rozejrzał się, ale w pobliżu z pewnością nikogo nie było - pani Narcyza zapewne nie ruszała się znad swej lektury. Szybko wziął książkę, zatknął ją za pasek od spodni uważając, by nie wypychała mu nadmiernie brzucha. Choć sama w sobie była bardzo opasła, miał jednak na sobie, oprócz zwykłych "mugolskich" (co napawało Malfoya wstrętem, ale nie miał innego wyjścia) ciuchów, starą szatę z Hogwartu, co dodatkowo zakrywało książkę. W ten sposób wymknął się ostrożnie ze strychu zamykając klapę w suficie tym samym zaklęciem, jakie musiał kilka dni wcześniej złamać, i pomknął do swojego pokoju czy raczej swojej komnaty.
 W duchu pochwalił swoją przezorność, gdyż w hollu spotkał dwa domowe skrzaty, które na jego widok odsunęły się z przerażoną miną. Nie wyglądało jednak, żeby coś zauważyły. Gdyby tak się stało, mogłyby donieść o tym pani Malfoy albo, co gorsza, Lucjuszowi.
 -Won stąd! -sarknął w ich stronę. Szybko uciekły w stronę kuchni. Teraz już nic nie stało Draconowi na przeszkodzie, mógł spokojnie zagłębić się w lekturze. Był tak podniecony, że zapominając o książce pod szatą rzucił się brzuchem na łóżko. Jednak bardzo wyraziście poczuł konsekwencje, co więcej, poczuł taki ból, że cicho zawył i klął siarczyście jeszcze przez kilka minut. Książka miała duże rozmiary i w przebłysku cierpienia doszedł do wniosku, że chłopak nie powinien był tak robić.


 Gdy już udało mu się uspokoić na tyle, żeby pozbierać myśli, postanowił rozciągnąć Linię Ostrzegawczą przy wejściu na schody aby być uprzedzonym, gdyby ktokolwiek się zbliżał. Choć w domu była tylko Narcyza i kilka głupich skrzatów, jednak matka mogła poczuć chęć sprawdzenia, czy jej kochany syn dobrze się bawi, a skrzaty mogły w każdej chwili wejść pod pozorem sprzątania albo zabrania rzeczy do prania. Być może Draco nie zdawał sobie sprawy z tego, że żaden skrzat dobrowolnie nie wszedłby do jego komnaty?
Wyszedł - już bez książki, ale i tak obolały - i, szepcąc cicho niezbyt skomplikowaną formułę, zatoczył różdżką wielki prostokąt przez ściany, sufit i podłogę. Odczekał chwilę, aż świetlista linia zniknie, a następnie poprowadził różdżką kolejną linię, tym razem do jego pokoju. Chociaż zamknął drzwi i zasunął rygiel, jednak złota nić nie przerwała się - wyglądało na to, że przeniknęła przez drzwi. Powiesił jej koniec (przypominający ogon lwa, złoty i puszysty) nad łóżkiem, tak, aby czytając mógł go obserwować. Jeśli nie pomylił się, a nic na to nie wskazywało, gdy ktoś przejdzie przez zatoczony przy schodach niewidzialny prostokąt, linia powinna rozjarzyć się jaskrawoczerwonym światłem i po chwili zniknąć.
 Draco, zadowolony w duchu, odłożył różdżkę, sięgnął po książkę i położywszy się na łóżku pozycją horyzontalną, otworzył ją.  
 -Do licha! -szepnął z zachwytem patrząc raz jeszcze na dedykację. Pomyślał, że bardzo dobrze i prawidłowo zrobił biorąc tą książkę, przecież napisane jest:


 "Moją wolą jest, aby wiedza, dla której przetrwania pracowałem całe życie i w dniu dzisiejszym umieram, była przekazywana z ojca na syna póki nasz szlachetny ród nie wygaśnie."
 
 Nie uchodzi wątpliwości, że należę do tego rodu - pomyślał z dumą. - Mam więc pełne i niezaprzeczalne prawo do czytania tej księgi.
 Raz jeszcze przyjrzał się wyblakłym znakom, jednak nadal nie umiał nic odczytać. Cóż - przemknęło mu przez myśl - poszukamy na to zaklęcia. I, nie przejmując się nimi, otworzył pierwszą zapisaną stronę.


Spis Rzeczy


1. Przedmowa autora
2. Z klątwą przez wieki
3. Poradnik użytkownika
4. Sposoby obrony
5. Podział zaklęć ze względu na skutki
6. Leksykon od A do Z
7. Klątwy Zakazane i Niewybaczalne.
8. Ilustracje i Przypisy


 Malfoy wzniósł oczy do nieba, ale niestety nie zobaczył go, bo na drodze do szczęścia stanął mu sufit. Nie zmartwiło to jednak chłopaka, gdyż zbyt wielka była jego radość. I nawet gotów był wybaczyć książce wszystkie cierpienia jakich przez nią przeżył i całą trwającą, niezbyt przyjemną, raniącą przede wszystkim honor obolałość.


(II) czyli Sztuka Czytelnictwa W Narodzie Nie Ginie


 Gdy pan Lucjusz wrócił do swojego dworku, nie zauważył nic ciekawego. Jego żona czytała w altanie i przywitała go swoim chłodnym "dzień dobry, mężu". Skrzaty posłusznie przyniosły ugotowany obiad i ustawiły się w rządku, ze strachem czekając na ewentualne rozkazy i polecenia. Jeśli pan domu był czymś zdziwiony, to chyba tylko tym, że Draco nie przyszedł się przywitać i zadać parę pytań odnośnie życia w Ministerstwie. Lucjusz rad był zawsze tym pytaniom, gdyż bardzo cenił sobie wysoką pozycję w tym miejscu i jego marzeniem było, żeby jedyny syn przejął pałeczkę po ojcu. Kto wie - myślał sobie, jedząc obiad - może korzystając ze schedy w postaci pozycji i znajomości, jaką przyjdzie mi zostawić Draconowi, uda mu się zostać samym ministrem magii?
 Nic nie byłoby pomyślniejszą rzeczą dla rodziny, a Dracona można już nazwać mężczyzną. Cóż to by był za wielki dar dla Czarnego Pana, gdyby syn jego zaufanego sługi został ministrem... Lucjusz sam nie miał ochoty zostać ministrem, tyle problemów... a poza tym był całą duszą i ciałem oddany służbie Voldemortowi. Ale jego syn... nie był jeszcze nawet śmierciożercą. Lecz Czarny Pan nie przyjmował do tego zaszczytnego grona młodzieńców przed 25 rokiem życia, więc Draco miał czas... a zresztą, póki jego ojciec jest wiernym sługą Lorda, sam Draco nie musi...
 I na tych przemyśleniach odnośnie przyszłości jedynego syna zeszło mu aż do wieczora. Narcyza w tym czasie wróciła już z altany, gdzie robiło się ciemno, i teraz czytała przy świetle wielkiego żyrandola wiszącego w salonie. Lucjusz też chciał się tam udać, ale zmienił decyzję, gdyż przypomniał sobie o kilku formularzach i innego rodzaju papierkach, które musiał wypełnić do pracy na jutro. Powlókł się więc po schodach.


 Draco był niewyobrażalnie zauroczony swym znaleziskiem. Postanowił sobie, że przeczyta książkę całą, litera po literze. Można powiedzieć, że rozkoszował się każdym zdaniem - od dawna marzył o książce, która powie mu wszystko o tym, co wiedzieć powinien... a w dodatku książka ta miała prawie 700 lat, mogły w niej być klątwy już dawno zapomniane przez czarodziejów... Rzuciwszy okiem na nieco smętną przedmowę w której autor zapewniał, że książka nie ma charakteru edukacyjnego tylko informacyjny, przeszedł do rozdziału drugiego.
 
"Klątwy towarzyszą czarodziejom od zarania dziejów. Według najbardziej prawdopodobnego podania, wszystkie wywodzą się od maga Satryna i Tamtenchammona, władcy królestwa Atlantydy. Tenże król rządził ongi spokojnie przez bardzo wiele lat, gdyż był to jeszcze czas, gdy ludzkie życie trwało było znacznie dłużej niż dzisiaj. Jednakowoż na drodze do szczęścia podbojów stała wielka przeszkoda w postaci plemienia Channocydów. Channocydowie byli walecznym i, co gorsza, uczonym w magii narodem, a bez przekroczenia ich ziem Tamtenchammon o nowych terenach mógł sobie tylko pomarzyć. Channocydowie znali jakieś tajemne sztuki i mimo starań największych magów Atlantydy, atlantydzkie zaklęcia na nic się zdawały - choćby król stał na czele wielomilionowej armii, Channocydom mógł co najwyżej pomachać albo pokazać kilka niekoniecznie grzecznych gestów.
Gdyby przekroczyć ziemie tego plemienia, na drodze swych wypraw wojennych napotykałby już tylko ludzi pozbawionych całkowicie potęgi magii, a oni mu groźni nie byli. Głowił się więc Tamtenchammon nieustawicznie, aczkolwiek niewiele z tego wynikało. Channocydowie żyli sobie spokojnie. 
 Działo się tak aż do czasu, gdy do królestwa Atlantydy przybył niewiadomym sposobem nieznanego pochodzenia czarownik. Sam siebie nazywał Satrynem, jednak nie ukrywał, że nie jest to jego prawdziwe imię. Nikt nigdy nie widział go w innym stroju niż w długim, czarnym płaszczu i głęboko naciągniętym kapturze. Osiadł w puszczy nieopodal królewskiej stolicy.
 Mieszkańców bardzo zainteresował przybysz, nikt nie starał się tego ukryć. Z czasem jednak zainteresowanie ustąpiło miejsca strachowi. Działo się tak, ponieważ nie powrócił prawie żaden z posłów wyprawianych do Satryna aby sprowadzić go do stolicy. Ci zaś, którzy powrócili żywi, byli odmienieni, jakby złamani ciężkim urokiem smutku. Nie pamiętali też nic z tego, co spotkało ich w puszczy. 
Gdy nie powracali coraz to kolejni posłańcy, wśród mieszkańców stolicy zaczęła się szerzyć panika; w pewnym momencie zaczęli się lękać zarażenia tajemniczą chorobą smutku od tych, którzy powrócili odmienieni. Doszło nawet do tego, że szczęśliwcy którym udało się umknąć z puszczy, ginęli po powrocie z rąk swoich rodaków. Król, aby uciszyć zamieszki, ogłosił, że wyprawi do puszczy swą armię. Upatrywał w pojmaniu Satryna swą wielką szansę, gdyż zamierzał nauczyć się od niego tych zaklęć, które czarownik zastosował w stosunku do posłańców.
 Stało się tak, jak chciał król, choć wielu jego rycerzy stchórzyło; w większości byli to mieszkańcy stolicy, którym nie były obce wydarzenia ostatnich miesięcy. O tym, co działo się w puszczy wiemy, niestety, bardzo niewiele. Wiadomo jednak, że z wielkiego oddziału, który wyruszył, powróciło tylko dwóch królewskich giermków i sam król. I pojmany, cały czas milczący Satryn.
 Choć ludzie odczuli wielką ulgę, że człowiek ten został wreszcie ujarzmiony, byli jednocześnie przerażeni jego przybyciem do stolicy. Jeśli sam jeden potrafił zredukować wielki oddział najlepszych wojowników króla do trzech osób, kto wie, czy teraz tylko nie udaje pokonanego?
 Sam król też nie był zadowolony. Nie tylko stracił swą armię, ale także stracił zaufanie swojego ludu. Lecz miał Satryna i zamierzał dobrze to wykorzystać.
  Legenda mówi, że król kilka godzin rozmawiał z pokonanym, ale nikt nigdy nie dowiedział się, co działo się podczas tej rozmowy. Gdy wyszedł z celi, do której wtrącono spętanego żelaznymi łańcuchami Satryna, zwołał cały swój Trybunał przyboczny zrzeszający wszystkich możnych mieszkańców królestwa, na co dzień pomagających królowi w rządach. I kazał przyprowadzić przed ich oblicze czarnoksiężnika.
 Powiedziane jest, że nie pozwolił sobie zdjąć czarnego kaptura.
 Cały Trybunał chciał dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest Satryn i w jaki sposób zamordował - sam jeden - cały oddział, a przedtem bardzo wielu innych ludzi.
 -Królu tego królestwa, i ty, wysoki Trybunale - odpowiedział Satryn spod swego powłóczystego kaptura. - Co złego uczyniłem, co mi zarzucacie, że wysłaliście przeciwko mnie całą armię królestwa? Co takiego gorszącego zrobiłem przybywając do puszczy i zamieszkując tam przez czas jakiś, że wysyłaliście do mnie królewskich posłańców z rozkazem pojmania mnie i sprowadzenia do stolicy?
 Mówił to tonem przerażająco spokojnym, tak spokojnym, że wszystkim zdawało się, iż jest to nie pytanie, lecz groźba. Nikt nie odpowiedział, więc Satryn spokojnie kontynuował.
 -Chyba nie mylę się w swoim mniemaniu, że pragniecie dowiedzieć się jakie siły musiałem opanować w ciągu wielu lat mojego życia, aby dziś być tym, kim jestem? Aby tułać się po całym świecie w poszukiwaniu spokoju ducha? Opanowałem to, o czym inni mogą tylko marzyć. Potwornym kosztem. A wy dziś, tu i teraz, chcecie po prostu w jedną chwilę dowiedzieć się, co takiego usidliłem i czym teraz władam? A więc mówię wam: nie dowiecie się tego ode mnie.
 To usłyszawszy, król uniósł się straszliwym gniewem. Nie zważając na protesty Trybunału skazał Satryna na tortury aż ten wyjawi wszystkie..."


 Draco nagle przestał czytać, czując jakiś wewnętrzny niepokój. Spojrzał na koniec czarodziejskiej liny i już wiedział, co go niepokoi. Bo liny nie było, musiał przegapić.... Szybko zamknął księgę i wsunął ją w ostatnim momencie pod łóżko. Ledwo zdążył, gdy Lucjusz Malfoy, zaniepokojony tym, że nie widział dziś w ogóle syna, nacisnął klamkę. Ponieważ Draco wchodząc zasunął rygiel, drzwi się nie otworzyły. Szybko pobiegł do drzwi, aby otworzyć.
 -Dlaczego się zamykasz przez cały dzień, synu? -zapytał lodowatym tonem Lucjusz. Nie lubił, gdy we własnym domu ktoś coś przed nim ukrywał : zwykł mawiać, że z dostatecznie wielką ilością udawania spotyka się w Ministerstwie, które to ministerstwo jest zbudowane na jednym wielkim kłamstwie. Nie miał ochoty na jakieś ukryte plany w domu.
 -Ach, ojcze, bolała mnie głowa i trochę się zdrzemnąłem... - wydukał Draco starając się nie patrzyć ojcu w oczy. 
 -Tak... Te bule coś ostatnio cię nękają... Będę musiał zajrzeć u siebie do książek, na to na pewno jest jakiś solidny eliksir... albo zapytamy profesora Snape'a, on powinien nam coś doradzić. A więc nie działo się dziś u ciebie nic ciekawego?
 -Nie, tato. - odpowiedział już nieco pewniejszym głosem, decydując się spojrzeć ojcowi w oczy.
 -No tak. Te wakacje chyba nie są dla ciebie zbyt udane... a zresztą porozmawiamy o tym przy kolacji, jak sądzę. - powiedział po chwili Lucjusz. Popatrzył w oczy synowi i widocznie wyczytał w nich coś zamglonego, gdyż rzekł: -Faktycznie wyglądasz na mocno zaspanego... no to miłego drzemania. Jakby nie co przyjdę po ciebie przed kolacją, tylko się nie zamykaj. Wiesz, że nie tego nie lubię.
 -Wiem.
 Lucjusz opuścił pokój i odpłynął do swoich komnat. Zaiste - pomyślał sobie Draco - muszę wyglądać na zamglonego, ta historia mnie dosyć pochłonęła...
 Podszedł więc z powrotem do łóżka bardzo ostrożnie wyciągając książkę. Otworzyła się sama tam, gdzie skończył czytać, lecz Draco nawet tego nie zauważył, chcąc prędko dokończyć czytaną historię.


 "...sekrety swej czarnoksięskiej sztuki. Jednak nie doszło do tego.
 Tamtenchammon obawiał się, poniekąd słusznie, że niewłaściwe tortury mogą doprowadzić do nieproszonych i tragicznych dla wielu osób skutków. Wobec zwykłych zdrajców albo szpiegów stosował to, co mu się podobało, w stylu zmniejszanego za pomocą śruby buta, rozżarzonych prętów, szczypiec, koła, czasem skrzypiec; tutaj jednakowoż musiał zastosować coś specjalnego. Kazał zaprowadzić Satryna do podziemia i wezwał trzech katów. Poinformował lekko wzburzony Trybunał, że mają czekać, a za pewien czas poinformuje ich o wszystkich szczegółach skrywanych przez jeńca.
 Zszedł do podziemnych lochów, gdzie czekali już kaci i Satryn. Ponieważ król nie wiedział, od czego zacząć, kazał przede wszystkim zdjąć skazańcowi kaptur, bardziej z ciekawości niźli dla innych celów. Jednak czarownik jak zwykle lodowatym głosem rzekł:
 -Nie.
 -Jak to nie? - zapytał król. -Zamierzam obejrzeć twą twarz, zanim skażę cię na męki.
 -Nie.
 -Co nie? -zapytał raz jeszcze rozzłoszczony władca. -Masz mi coś do powiedzenia, zanim każę to zrobić?
 -Mówię: nie. - odpowiedział raz jeszcze Satryn głosem tak lodowatym, że król zadrżał.
 -Dlaczego nie? - krzyknął rozwścieczony Tamtenchammon. -Dalej, zdejmować mu tą szmatę, zobaczymy, jak bardzo toto brzydkie!
 Wtedy stało się coś nieprawdopodobnego. Puściły wszystkie łańcuchy krępujące Satryna, co ten szybko wykorzystał wyciągając różdżkę. Po jednym jej ruchu i jednym słowie szepniętym przez czarownika znikli kaci i nikt odtąd nie wie, co się z nimi stało. Bardzo prawdopodobne, że podzielili późniejszy los swego władcy. Król przerażony cofnął się pod same drzwi lochu, jednak nie zdążył uciec, bo Satryn wycelował w niego swą różdżkę.
 -A więc role się odwracają, królu. - powiedział spokojnie. -Ale ja jestem bardzo wyrozumiały i nawet dam ci prezent. Znasz powiedzenie ludowe, panie, które mówi: nigdy nie proś ani nie módl się o coś pochopnie, bo możesz to otrzymać? Ty nie prosiłeś, bo uważasz się za króla. Nie prosiłeś, lecz rozkazałeś zdjąć mi kaptur. A więc dam ci to, czego żądałeś.
 I wtedy zdjął swój kaptur, jednocześnie szepcąc jakieś wielkie zaklęcie, którego żaden inny czarodziej ani czarnoksiężnik nie powtórzył - poza jednym, ale o nim za chwilę. O królu Tamtenchammonie mówi się, że przerażony tym co zobaczył i ugodzony straszliwym zaklęciem, stał się z wyglądu identyczny z Satrynem, jednak pozbawiony własnej duszy. Odtąd żywić miał się jedynie dobrymi uczuciami ludzi i z nich składować sobie własny umysł, pasożytując w ten sposób na swych ofiarach. Otrzymał też to, co chciał, czyli moc wielkiej - chyba największej możliwej - klątwy; mógł pozbawić człowieka duszy, wysysając ją. Miał na wieki być przeklętym. Jednocześnie w ten sposób Satryn zemścił się na wszystkich postronnych ludziach, którzy odtąd musieli chronić się przed istotami takimi jak Tamtenchammon.
 Od niego właśnie, byłego króla Atlantydy, rozpoczęła swój byt grupa istot zwanych później dementorami - ludzie, którzy pożądali wielkich klątw przeciw innym ludziom, a jednocześnie nienawidzili ich, z tej ludzkiej właśnie nienawiści ukształtowała się ich zdolność pozbawiania wszystkich innych pozytywnych uczuć.
 Co do losów Satryna, niewiele o nich wiemy. Bez przeszkód, będąc niezwykle wściekły, wydostał się z królewskiego zamku, a wszystkich tych, którzy próbowali mu w tym przeszkodzić, zamieniał w dementorów. Opuścił stolicę i całe królestwo i nikt nie wie, co się z nim dalej stało. Mówi się jednak, że był pierwszym i jedynym człowiekiem, który osiągnął nieśmiertelność dzięki swej mocy.
 Atlantyda niedługo pozostała potężnym krajem. Okazało się, że formuła, której użył Satryn do stworzenia dementorów, nie pozostała tajemnicą - podsłuchał ją i zapamiętał jeden z członków Trybunału, imieniem Hammaryn. Wstąpił on samodzielnie na tron, gdyż nie było nikogo, kto mógłby mu w tym przeszkodzić. Jednak w wyniku tego powstało wielu dementorów, a nikt nie wiedział, jak można ich unicestwić; po dziś dzień nikt tego nie wie, zapewne jest to niemożliwe. Mówi się jednak, że w krytycznym momencie, gdy dementorzy już mieli zawładnąć całym królestwem, pojawił się tajemniczy człowiek, który potrafił ich odpędzić. Zażądał posłuchania u króla i otrzymał je; nauczył króla zaklęcia, które potem nazwane zostało Zaklęciem Patronusa.
 Wiele wskazuje na to, że człowiekiem tym był sam Satryn, nie można jednak tego stwierdzić z całą pewnością. Ostatecznie nawet to nie pomogło, gdyż dementorzy rozplenili się w takiej ilości, że sam król nie mógł ich przegonić Patronusem. Strzegł jednak zazdrośnie swej wiedzy, nie chcąc nikomu powiedzieć, co jest sekretem wyczarowania Patronusa. Ostatecznie cały kontynent, na którym położona była Atlantyda, obarczony ciężarem ludzkiej nienawiści i innych uczuć powodowanych przez dementorów zapadł się pod wodę i tylko kilku mieszkańcom udało się przeżyć. Potem okazało się, że nieskalani złem niesionym przez dementorów Channocydowie w nieznany sposób uciekli w porę ze swego królestwa i osiedlili się na stałym lądzie.
Przeżyli również sami dementorzy i odtąd nękali wszystkich innych ludzi na całym świecie. Byli jednak stworzeni magią, nie egzystowali w realnym świecie, dlatego też nie mogli ich zobaczyć ludzie nie naznaczeni magią.
 Potomkowie mieszkańców Atlantydy i Channocydów, którzy przeżyli kataklizm, odtąd byli znani światu jako ludzie obdarzeni mocą magiczną, zwani czarodziejami. Wśród tych, którzy przeżyli nikt wprawdzie nie znał klątwy zamieniającej człowieka w dementora, ale nie było to potrzebne. Prędko powstały kolejne klątwy o mniej złowrogim działaniu, wszystkie dzięki działaniu dementorów na czarodziei - czarodzieje, owładnięci rozpaczą, poszukiwali nowych zaklęć i wielu się to udało. A w tych zaklęciach zamknięta była cała dementorska nienawiść do żywych istot. Tak właśnie powstały klątwy."


 Draco zamknął księgę, czując, że ma już dosyć czytania na dziś. Cóż, przynajmniej poznał miłą historię... niezwykle miłą. Pomyślał przez chwilę, że może zabłyśnie znajomością takiego podania na Historii Magii, ale szybko przypomniał sobie, że wymagałoby to podania źródła - a to przecież było niemożliwe. Schował księgę pod łóżko i przykrył jakimś kocem, tak na wszelki wypadek. Na dworze było już całkiem ciemno, musiało być po dziewiątej. Zwlókł się z łóżka i cały zamyślony udał się do kuchni na to, co pozostało w tym domu rodzinne, czyli kolację.



(III) Czyli To, Co Stać Się Miało i Tyle


 W kuchni zjawił się jako pierwszy, rodzice dyskutowali nad czymś w salonie. Sama kuchnia państwa Malfoy'ów przedstawiała się ciekawie: palenisko, ciekawych kształtów kociołki i czajniki, bardzo stare szafki i wielki dębowy stół. Ledwo Draco zajął swoje zwyczajowe miejsce przy tymże stole, do kuchni wkroczyły skrzaty niosąc nakrycia i sztućce. Z lękiem spoglądały na siedzącego, ale ten nie przejmował się tym zbytnio toteż szybko się uwinęły i poszły obwieścić jaśnie państwu, że kolacja gotowa i że panicz Malfoy już jest w kuchni.
 Zaczęła się więc kolacja, zwyczajowo każdy coś tam sobie zjadł - jak zwykle niewiele, państwo Malfoy nie należeli do fanatyków jedzenia - i rozpoczęło się to, co rozpocząć się miało, czyli rodzinna narada bojowa.
 -No i wszystko tak wygląda, to już jest paranoja co ten Weasley wyprawia, a Knot mówi, że go nie wyrzuci za nic... -odpowiadał nieco smętnie Lucjusz. Draco dryfował w myślach bardzo daleko od miejsca w którym się znajdował, nie zwracając najmniejszej uwagi na to, co się dzieje.
 -A jeszcze w dodatku przyjechał jakiś Muahmad al Namib i próbuje nam wcisnąć umowę na kontyngent czarodziejskich dżinów z solniczek... Knot się wściekł i kazał go usunąć z Ministerstwa, właściwie to nawet nie wiem czemu - te solniczki wyglądały całkiem praktycznie, może z tych dżinów byłby jakiś pożytek... Ale ten Muahmad poprzysiągł na swój turban (O litości Boska - szepnęła Narcyza), że sprzeda nam wszystkie swoje solniczki. Rozłożył się pod drzwiami Ministerstwa i tam nocuje... posolił ziemię no i faktycznie pojawiło się trochę nieco pokracznych duszków i go bronią... Knot kazał wszystkim szukać jakiś przeciwzaklęć na dżiny, ale nic...
 -Ale czemu ich nie kupi? - zainteresowała się nieco Narcyza.
 -Ależ, Knot jest tradycjonalistą. Pamiętasz, odmówił pozwolenia na import latających dywanów, okazałby się niekonsekwentny kupując dżiny, i to z solniczek...
 -Chyba nie przeszkadza mu to, że są z solniczek a nie z lamp?
 -No, tutaj znowu kłania się Weasly, który przekonał ministra że solniczki to produkty mugolskie i mogłyby wywołać wielkie zamieszanie... może ma rację...
 Narcyza pogardliwie wygięła usta, a że już przedtem miała je tak wygięte, wyglądała dosyć zabawnie.
 -Kiedyś, pamiętam -kontynuował Lucjusz- jakiś oszołom próbował nam wcisnąć takie zabawne podłużne, urządzenia, jak się pstrykało to świeciło światło...najlepszy był trik, że wystarczyło powiedzieć "tortocusco" i można było tego urządzenia używać tak jak różdżki... bardzo użyteczne przy kontaktach z mugolami, muszę wspomnieć o tym Czarnemu Panu... -zamyślił się. - Wystarczy wsadzić do środka różdżkę... niezła myśl.
 Draco był już duchem tak daleko, że o mało nie spadł z krzesła. Nie dane mu jednak było zlecieć, gdyż Lucjusz złapał się nagle za ramię i sapnął.
 -Cholera najjaśniejsza, zawsze w niewłaściwym momencie. No to... muszę iść.
 Draco nieco się ożywił. Ojciec wstał, rzekł "Do widzenia" i zdeportował się. Narcyza nie robiła nic, to znaczy nie wyglądała na szczególnie przejętą, toteż Draco bąknął coś mające oznaczać "Dobranoc" i udał się do swojej komnaty.
 Ale i tam nie dane mu było pospać. Obudził go w środku nocy ojciec. Przejęty i zasępiony.
 -No, to teraz się okaże. Mam dla ciebie, synu, nie lada zadanie. I kilku nie lada mugoli.
 Draco chciał ziewnąć przeciągle więc szeroko rozdziawił paszczę, ale jako że ostatnie słowo zaskoczyło go kompletnie zapomniał co chciał uczynić i pozostał w takiej pozycji.






30 VII 2005, Valaraukar: To opowiadanie nie doczekało się do tej pory kontynuacji.

Crach an Craite ze Skellige
20.03.2004, 18:45

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

mmapapmec

<a href= http://nasasasdocinema.com.br/pLog/index.php?blogId=20 >wwe nude divas</a>

18.04.2009, 10:22
jzuhzuwvowqa

<a href= http://blog.maigrir-plaisir.com/22_floyd_derosier >kate winslet fucking</a>

18.04.2009, 02:19
birkoff_[!2]

<a href= http://index1.ereted.com >sonoma home classic sateen sheet set</a> <a href= http://index2.ereted.com >sumner massage chiopractor</a> <a href= http://index3.ereted.com >massage and bells palsy</a> <a href= http://index4.ereted.com >mature stick figure games</a> <a href= http://index5.ereted.com >jimglass</a> <a href= http://index1.stedac.com >infection breast augmentation</a> <a href= http://index2.stedac.com >manasseauctions.c</a> <a href= http://index3.stedac.com >hog wild sex</a> <a href= http://index4.stedac.com >framing classes in new york</a> <a href= http://index5.stedac.com >say anything wow i can get sexual too</a>

29.07.2008, 10:24
birkoff_[!2]

<a href= http://index1.ereted.com >sonoma home classic sateen sheet set</a> <a href= http://index2.ereted.com >sumner massage chiopractor</a> <a href= http://index3.ereted.com >massage and bells palsy</a> <a href= http://index4.ereted.com >mature stick figure games</a> <a href= http://index5.ereted.com >jimglass</a> <a href= http://index1.stedac.com >infection breast augmentation</a> <a href= http://index2.stedac.com >manasseauctions.c</a> <a href= http://index3.stedac.com >hog wild sex</a> <a href= http://index4.stedac.com >framing classes in new york</a> <a href= http://index5.stedac.com >say anything wow i can get sexual too</a>

29.07.2008, 10:24
birkoff_[!2]

<a href= http://index1.ereted.com >sonoma home classic sateen sheet set</a> <a href= http://index2.ereted.com >sumner massage chiopractor</a> <a href= http://index3.ereted.com >massage and bells palsy</a> <a href= http://index4.ereted.com >mature stick figure games</a> <a href= http://index5.ereted.com >jimglass</a> <a href= http://index1.stedac.com >infection breast augmentation</a> <a href= http://index2.stedac.com >manasseauctions.c</a> <a href= http://index3.stedac.com >hog wild sex</a> <a href= http://index4.stedac.com >framing classes in new york</a> <a href= http://index5.stedac.com >say anything wow i can get sexual too</a>

29.07.2008, 10:24
girls

<a href= http://granviecarlison.forumcity.com >nudist girl photos</a> <a href= http://granviecarlison.forumcity.com >girl nudist camps</a> <a href= http://granviecarlison.forumcity.com >little girl nudist</a> <a href= http://granviecarlison.forumcity.com >preteen girl nudists</a>

30.05.2008, 05:31
jiqtyz

<a href= http://nupregi.mypunbb.com >nude preteen girls</a> Apparently, rather keen on knowing why my cock in. We get on the middle school, i ll settle on <a href= http://nuyogi.bloog.it >nude young girls</a> his cock growing. Before she d all the words, that <a href= http://yonugi.forumuyuz.biz >young nude girls</a> right now. Ginny licked her hotter <a href= http://natnud.geq.nl >young natural nude girls</a> than hell and out or.

22.05.2008, 13:53
xxx

<a href= http://talkf.com/sedrobincherule >disney jasmine xxx</a> <a href= http://talkf.com/sedrobincherule >disney world xxx</a> <a href= http://talkf.com/sedrobincherule >adult xxx disney</a> <a href= http://talkf.com/sedrobincherule >xxx disney toons</a>

18.12.2007, 04:18
skohyw

<a href= http://picturesofangel.forum5.com >film erotique femme tres poilue</a> <a href= http://picturesofangel.forum5.com >histoires erotiques en ligne</a> <a href= http://picturesofangel.forum5.com >jeu mangas erotique</a> <a href= http://picturesofangel.forum5.com >salon massage erotique shanghai</a> <a href= http://picturesofangel.forum5.com >photo erotique pornographique</a> <a href= http://picturesofangel.forum5.com >qu est ce qu un nu erotique</a> <a href= http://picturesofangel.forum5.com >forum erotiques</a> <a href= http://picturesofangel.forum5.com >massage erotique a strasbourg</a>

25.10.2007, 23:08
WajZkUaxhuLMxyv

bPuddT hi jonsf!

24.06.2007, 18:40