Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Dziewica Slytherinu

"Dziewica Slytherinu" dzień I i II


Dzień I


Severus Snape wszedł do biblioteki i poraził go blask bijący od Dziewicy Slytherinu - Mierzei. Początkowo pomyślał, że to po prostu Mierzeja. Porażony blaskiem wyszedł z pomieszczenia. Dopiero na korytarzu przypomniał sobie legendę o Dziewicy Slytherinu - zwiastunie niebezpieczeństwa dla innych domów. Miała ona przynieść zwycięstwo Ślizgonom i pokonać ich największych wrogów. Jej jedynym zadaniem było: mdlenie na zawołanie i nie tylko, depresja, pogrążanie się w otchłani rozpaczy oraz walka z Dziewicem Gryffindoru.
"Ta Mierzeja nie robiła do tej pory nic innego niż to, co należało do obowiązków Dziewicy Slytherinu poza punktem ostatnim" pomyślał Snape "Ciekawe"
-Tylko gdzie jest ten jak mu tam.. A, Dziewiec - mruknął Severus przecierając oczy. - Ciekawe, czy on też tak mocno świeci?
I odpłynął do swych podziemi.


***


Tego wieczoru nic Snape'owi nie wychodziło. Jego prywatne laboratorium było pełne fioletowej substancji. Do mniejszych usterek można było zaliczyć: zbity zestaw przypraw, dziurawy kociołek ("mój ulubiony, chlip") i słoiczek ze smoczymi łuskami, które wpadły do roztworu i spowodowały wybuch. I dlatego kochany profesor brodził w tym fioletowym bagnie po kostki. Już zaczął się zastanawiać, co jest tego przyczyną, gdy do pokoju weszła profesor Trelawney. Błoto chlupnęło z gracją pod jej stopami.
-No ładnie, Severusie. - stwierdziła z niesmakiem.
-Nie marudź. Ta substancja wlewająca ci się właśnie do obuwia nie została jeszcze zbadana i nie ręczę, czy jest bezpieczna. A następnym razem patrz, w co wdeptujesz.
-Ale tu bałagan. Jak to mówią mugole: jaki pan taki kran.
-Kram. - poprawił Snape.
-Co za różnica?
-Duża i fioletowa.
-Ja wierzę tylko w to, co widzę moim wewnętrznym okiem - profesor Trelawney była oburzona. Snape był bliski wybuchu.
-Ja tu usiłuję myśleć, a ty mi wewnętrznym okiem głowę zawracasz. Mogłaś przewidzieć, w co wdepniesz.
Ciecz zabulgotała.
-Po co tu przyszłaś? - powiedział Snape już spokojniej.
-Twoja uczennica jest nieznośna!
-O kim mówisz? - Snape pogrążał się w rozmyślaniach o Dziewicy Slytherinu.
-Jak to o kim? - oburzyła się Trelawney. - Nie sądzę, by twoje wewnętrzne oko, mimo swych małych rozmiarów, nie mogło ci wskazać, kto to.
-Malfoy? - zapytał nieprzytomnie Snape.
-Jeśli Malfoy śpi w żeńskim dormitorium, to i jego dotyczy ta sprawa. - stwierdziła. - Severusie, czy ty się aby dobrze czujesz? - spytała Trelawney z troską. - Wyglądasz bardziej blado niż zwykle.
-Czuję się idealnie (źle - dodał w myśli). Więc kto tym razem ma dostać szlaban?
-Mierzeja, ta z importu. - powiedziała Trelawney.
-Co? - zdziwił się Snape. Fioletowa ciecz ponownie zabulgotała.
-Nie dziw się tak. Ona jest bardziej nieznośna niż wszyscy Ślizgoni razem wzięci.
-Ciekawe - zaczął zastanawiać się Snape - co takiego zrobiła? - był wyraźnie zaintrygowany.
-Dziś rano na lekcji zaproponowałam wróżenie z fusów. A ona stwierdziła, że tego nie zrobi, bo jest uczulona. Do niedawna nie miała alergii - to mnie zdziwiło. Wiesz, że na mojej lekcji uczniowie trzymają różdżki w torbach, prawda?
-Tak. Tylko po co...?
-By nie powodowali zawirowań energii. Nie zgadniesz, co zrobiła ta dziewczyna. Nawet bez różdżki jej moc była wyraźnie wyczuwalna - wręcz świeciła czymś złotym, ale w miarę delikatnie. Zamiast wypić herbatę, wylała ją do zlewu i umyła filiżankę.
-Myślałem, że dobre wychowanie i pewne umiejętności są cenione nawet w Hogwarcie. - stwierdził właściciel fioletowej galarety.
-Owszem, są. Oczywiście, że są. Ale ta twoja uczennica zrobiła jeszcze coś. Gdy zwróciłam jej uwagę i poprosiłam, aby nalała sobie jeszcze filiżankę, ona zareagowała bardzo dziwnie. Zaczęła się we mnie wpatrywać tymi swoimi dziwnymi oczami, a w mojej głowie pojawiła się informacja: "Nie znoszę fusów". Jak śmiała? Potem wpatrywała się w mój dzbanek z napojem i on po prostu pękł.
-Może był bardzo stary? - zasugerował Snape.
-Nie. Ona zrobiła z tego przedstawienie.
-???
-Rzuciła kulą energii, tak od niechcenia. Bez dotykania różdżki!
-Aha. Dziękuję ci, kochana. - powiedział Snape. - Winni (tzn. Gryfoni) zostaną ukarani.
Po wyjściu profesor Trelawney Severus zabrał się do robienia porządków. Półgłosem zasugerował:
-To coś fioletowe mogłoby się przesunąć w lewo.
O dziwo przesunęło się. Snape spróbował jeszcze raz - również zareagowało.
-Mogłoby wleźć do kociołka i tam na mnie poczekać.
Wlazło. Snape galopem pobiegł do biblioteki. Zajrzał na zakazaną półkę zakazanego działu. Na szczęście do tej pory nie dostrzegł Mierzei. Wybrał pozycję "Przepowiednie" - wiedział, że jest tam duża wzmianka o Dziewicy Slytherinu.
Z zainteresowaniem zaczął czytać: "Dziewica Slytherinu będzie nieobliczalna (i niebrzydka - tylko proszę uważać, gdy jej się to mówi). Jej omdlenia, depresja i tzw. "otchłań rozpaczy" nie są zaraźliwe. Niebezpieczna dla mugoli i magów (dla tych ostatnich bardzo). Jej wrogami mogą być tylko uczniowie, ale nauczyciele, którzy ją gnębili są również zagrożeni. (Tu Snape nerwowo przełknął tę wielką gałę podchodzącą mu do góry w gardle). Do podstawowych umiejętności Dziewicy należy rzucanie kulami energii (podstawowych, o zgrozo! - zawył Snape) różnego kalibru (A największy rozmiar - Severus nie znosił takich sytuacji). Ponadto może bez problemu hipnotyzować, teleportować się, jak również może mieć zdolności telekinetyczne i telepatyczne. Posiada ciało astralne jak mazoku (A co to jest to na a i m? - powiedział wiadomo kto). Wracając do omdleń: powodują one zebranie przez Dziewicę pewnej energii, jednak największe jej złoże to depresja. Z Dziewicą trzeba obchodzić się delikatnie. Gdy jej umiejętności się objawią, znaczy to, że Sam Wiesz Co, no więc to prawie wszystko. Ostatnia Dziewica pojawiła się nie wiem kiedy, chyba takiej jeszcze nie było. Osobę tą można łatwo zidentyfikować: ma alergie, które bardzo często zmieniają źródło. Jedyne stałe uczulenie dotyczy kotów. Jeśli kot jest animagiem grozi mu niebezpieczeństwo. Dziewica bez różdżki potrafi bez problemu zmienić animaga w coś innego, z czego nie będzie mu łatwo wrócić do swojej postaci.
-O nie! Oni mają teraz transmutację z McGonagall!!!
Szybko wbiegł na drugie piętro. Profesor siedziała na ławce w postaci (Ufff) kota. Mierzei nigdzie nie było. Severus podszedł do Malfoya i zapytał:
-Gdzie jest ta dziewczyna, z którą siedzisz?
-Która? - odpowiedział pytaniem na pytanie uczeń.
-Jest u pani Pomfrey - zamiast Draco odpowiedziała profesor Mc(wiadomo-kto) - miała straszny katar i świeciła. To anormalne.
-Aha. - stwierdził inteligentnie Snape i biegiem ruszył do skrzydła szpitalnego.
Mierzeję znalazł bez problemu.
-Kurde - pomyślał - Dlaczego nie było tam mowy o tym pięknym (zabójczo) głosie!?!
Mierzeja siedziała na krześle i wycierała nos. Nigdzie nie widać było pani Pomfrey. Po stole łaził jakiś robak.
-Pójdziesz ze mną.
-Aha - stwierdziła Mierzeja.
-Gdzie jest pani Pomfrey?
-E....
-Co "e..."? - Snape był wyraźnie poirytowany monosylabami uczennicy.
-Mało pan jej nie zgniótł.
-Co!?! Zamieniłaś ją w robaka!?!
-Tak przez przypadek.
Severus wyciągnął swoją różdżkę.
-Odsuń się.
-Ale po co się tak męczyć? - powiedziała Mierzeja i popatrzyła na robaka. - Jeśli pan tak bardzo chce, to mogę zmienić ją w jaszczurkę. To już potrafię.
-Jeszcze czego. - powiedział Snape, lecz w ten sposób ściągnął na siebie gniew Mierzei. Dziewica Slytherinu wrzasnęła tak, że Snape'a wgniotło w ścianę.
-Przestań! - wydusił Snape ledwo dysząc. Mierzeja zamilkła. Severus osunął się na podłogę.
-Uff - to jedyne, na co pozwalał mu obecny stan.
-Nic się panu nie stało? - spytała Mierzeja z troską.
-Nie - warknął Snape i zaraz tego pożałował
-Dlaczego to zawsze mnie spotyka?! - darła się Mierzeja. Severus zauważył początek reakcji świecenia. Łzy jak groch spływały jej po twarzy. Snape nagle skapnął się, o co chodzi.
-Przepraszam. - powiedział. Jak się zaczyna z Dziewicą Slytherinu, to trzeba się liczyć z konsekwencjami.
Mierzeja wycierała mokre oczy.
-Masz. - Snape podał jej chusteczkę.
-Dziękuję. - powiedziała i wytarła nos.
Gdy chciała oddać Severusowi chusteczkę, zaprzeczył.
-Możesz ją zatrzymać.
-Naprawdę? - zapytała Mierzeja powtórnie wycierając nos.
-Tak, a teraz odsuń się. - Snape wycelował różdżką w robala pełzającego po stole i przywrócił pani Pomfrey zwykłe ciało.
-Idziesz ze mną. - zwrócił się do Mierzei i wyszedł z sali zostawiając zdziwioną pielęgniarkę.
Mierzeja podążyła za Snapem cały czas wycierając nos czarnym materiałem.
-Bardzo mi się podoba. - powiedziała
-Aha - inteligentnie stwierdził Snape
-Te motylki wyhaftowane na czarnym aksamicie są śliczne.
Snape zarumienił się, a jego cera przybrała bardziej normalny kolor.
-Daj spokój.. - zrezygnował z dalszego ciągu tego zdania, gdy zobaczył łzy w oczach dziewczyny. Mierzeja znów wycierała nos w byłą chusteczkę Snape'a. Poprzedni właściciel patrzył z przerażeniem na to, jak czarny aksamit staje się zupełnie mokry.
-No, nie płacz już. - Snape był wyraźnie zakłopotany zaistniałą sytuacją. - Chodźmy do sali.
I zeszli do podziemi.
Na schodach stały koleżanki Mierzei z Gryffindoru: Chomik, Bu i Andromeda. Opadły im szczęki na widok przyjaciółki w towarzystwie profesora.
-Cześć. - powiedziała Chomik, jedyna istota w tym towarzystwie, która była zdolna mówić. Andromeda i Bu tylko wytrzeszczały oczy.
-Cześć. - odpowiedziała cicho Mierzeja i zniknęła za drzwiami.
-Dziś zajmiemy się wyższymi truciznami organicznymi. - zakomunikował Snape, gdy już wszyscy weszli do klasy - potrzebne: zestaw przypraw i korzonków nr 2 i 3, marynowana żaba (w occie) i łuski gryfa. Potrzebne instrukcje na stronie 628. Macie na to 30 minut.
Mierzeja zabrała się do siekania żaby
-Marynaty - obrzydlistwo. - stwierdziła - obrzydliwy ocet. - wytarła nos i tak już mokrą chusteczką
Malfoy siedzący z nią w ławce podsunął jej pod nos swoją żabę. Mierzeja skrzywiła się.
-Fe.
-Pomożesz mi ją posiekać. - zaproponował ze złośliwym uśmieszkiem. Szybko jednak tego pożałował. Mierzeja kichnęła i zawartość słoiczka poszybowała przez salę. Snape obrócił się i w ostatniej chwili uchylił się przed pociskiem żaby w occie.
-Co ty wyprawiasz, Malfoy? - warknął Snape
-Ja? - Ślizgon był zdziwiony - Pomagam jej przy eliksirze?
-Mierzeja. - tu zwrócił się do Mierzei - od dziś nie siedzisz z Malfoyem. (tym głąbem - dodał w myślach)
-Acha. - inteligentnie stwierdziła Mierzeja.
-Możesz zostawić ten eliksir. - powiedział Snape - i chodź za mną.
Dziewica Slytherinu posłusznie za nim poszła.
Gdy tylko weszli do środka Severus zapalił świecę i powiedział:
-Od dziś będziesz pracować ze mną, przynajmniej podczas moich zajęć.
Fioletowa maź wysunęła się bezgłośnie z kociołka. Snape nie zwróciłby na to uwagi, gdyby nie reakcja dziewczyny. Mierzeja odskoczyła pod samą ścianę. Severus popatrzył na nią, potem na galaretę i znów na Mierzeję.
To, co się teraz stało trudno opisać. Mierzeja zaczęła krzyczeć. Fioletowa galareta momentalnie schowała się do kotła i zaczęła dygotać. Severus stał na środku ogłuszony. Gdy wrzask nieco przycichł, sam użył głosu.
-Kobieto, zamknij się - jego głos jakimś cudem przebił się przez wspaniałe sopranowe "Aaaaaaaaaa! Co to jest?!" Mierzei. Takiego obrotu sprawy Snape nie przewidział. Dziewica Slytherinu zamilkła. Severus stał chwilę patrząc na uczennicę i próbując wywnioskować z jej miny, jakiego rodzaju ataku się spodziewać. Mierzeja wtuliła się w kąt.
-Przepraszam - bąknął Snape, ale było już za późno
-Ty - tu zwrócił się do galarety, pośpiesznie szukającej ukrycia - Właź do środka i już nie wychodź! Przynajmniej na razie.
Potem podszedł do Mierzei, która już zdążyła zalać się łzami i obecnie usiadłszy za regałem ocierała ten potok. Snape schylił się i pomógł jej wstać. Mina Dziewicy Slytherinu w pełni oddawała jej zdumienie.
-No już dobrze. - powiedział Severus. To tylko mój wczorajszy eksperyment.
-On on ży-żyje! - wydukała Mierzeja.
-A co myślałaś?
-Ja się tego boję i mam przez to katar.
Snape popatrzył na Mierzeję dziwnym wzrokiem, a następnie wręczył jej drugą już tego dnia czarną chusteczkę.
-Dziękuję - powiedziała Mierzeja.
-Proszę - Snape zaczął się zastanawiać - Co teraz?
-Przerwa. - stwierdziła Mierzeja.
-Aha, dobrze. Eliksiry sprawdzę na następnej lekcji.
-Ale ja muszę ten dokończyć.
-Doskonale wiem, że to potrafisz. - Snape nie miał ochoty ciągnąć tej rozmowy. - Na pewno potrafisz. Ta trucizna potrafi przeżreć rury, a tylko tobie przyszło do głowy, by ją zrobić w ramach relaksu. Prawda?
-Tak. - lakoniczna odpowiedź zdziwiła Snape'a.
-Tylko tyle? Nie zapytasz o moja źródło informacji?
-Nie.
Dlaczego ona mówi monosylabami? - pomyślał Snape.
-Chodź, wytłumaczysz mi to podczas obiadu.
-Aha.
-Kurde - pomyślał Snape - Chyba robię coś nie tak jak trzeba.


***


Sala jadalna była już pełna. Snape zasugerował Malfoyowi, żeby ten się przesiadł.
-Dlaczego?
-Bo ja cię na razie proszę grzecznie - wycedził Snape - I zabierz ze sobą swój talerz.
Posadziwszy Dziewicę Slytherinu po swej prawicy warknął do reszty Ślizgonów przyglądających mu się dziwnie:
-Jeść, albo wynocha.
Podziałało. Najbliżsi uczniowie odeszli od stołu, a reszta kontynuowała posiłek.
-No więc - zaczął Snape - po co ci była ta trucizna?
-Na antidotum. - bąknęła Mierzeja i zaraz dokończyła - dla pani Norris.
-Pani Norris? - Severus zdziwił się bardziej niż myślał, że może się zdziwić. - Kotki Filcha? Po co?
-Ona się bardzo zatruła. Przewróciła się tuż przed naszym portretem "Wężowej Skórki". Nie mogłam jej nie pomóc.
-O ile wiem, jesteś uczulona na sierść.
-Tak, ale ona tak cierpiała, profesorze.
-Jak tego dokonałaś? Przecież ona żyje. Nie zabiłaś tego kota.
-Malfoy pobrał próbkę. - bąknęła niechętnie Mierzeja.
-I jego w to wciągnęłaś. - Snape był wyraźnie poirytowany. Sala opustoszała. Nauczyciel niemal krzyczał.
-Tak. - Mierzeja była bliska łez.
-A antidotum na tę truciznę jest dostępne w jednej z ksiąg zakazanego działu, a ja ci pozwolenia nie dałem.
Mierzeja zerwała się z miejsca i wybiegła z głośnym płaczem.
-No ładnie. - pomyślał Snape - Chyba powinienem ją dogonić. Co ja właściwie robię? Za chwilę zaczyna się lekcja. Lekcja!!!
Snape zerwał się z miejsca i pobiegł w ślad za Dziewicą Slytherinu.
Przecież ona jest nieobliczalna! - przemknęło mu przez głowę.


***


-Malfoy - zawołał Snape - widziałeś Mierzeję?
-Pobiegła na górę. - Draco cały czas był obrażony. Snape podążył jej śladem. Zobaczył ją na końcu korytarza (pustego - "Uf... Obyło się bez ofiar") Podszedł do Dziewicy Slytherinu i powiedział cicho:
-Nie chciałem cię zdenerwować ani urazić.
Mierzeja głośno opróżniła nos w jedną z byłych chusteczek Snape'a.
-Naprawdę. A o tej truciźnie dowiedziałem się od Filcha. Rury w toalecie Jęczącej Marty były przeżarte. Chodź, wracamy do podziemi.
Mierzeja kiwnęła głową i jeszcze raz opróżniła nos.
Zeszli do lochu. W sali byli już wszyscy. Snape zapowiedział, że Mierzeja będzie od dziś pracować z nim, bo reprezentuje bardzo wysoki poziom. Wszyscy spojrzeli na Dziewicę Slytherinu z nieskrywaną zazdrością.
Tylko czego oni mi zazdroszczą? - pomyślała.
Snape sprawdził eliksiry. Malfoyowi dodał 5 punktów. Chomikowi odjął tyle samo tylko za złą konsystencję.
-A teraz spróbujcie zrobić antidotum. A ty - tu zwrócił się do Mierzei. - zrobisz je bez zaglądania do księgi.
O dziwo Mierzeja zrobiła. Snape się nie zdziwił, wierzył w jej talent. Nikt ze Ślizgonów ani Gryfonów nie był w stanie wykonać tego zadania, nawet Hermiona.
Snape uradowany dodał Mierzei 15 punktów.
Po skończonych zajęciach zaproponował jej, żeby została w lochach. Chciał z nią porozmawiać.
-Twoja odtrutka okazała się skuteczna.
-... - cisza
-No przecież pani Norris żyje. By zrobić dla niej odtrutkę wystarczyło pół miarki trucizny, więc resztę wylałaś do zlewu.
Mierzeja przytaknęła.
-Pozostaje jeszcze tylko jedna kwestia: skąd miałaś przepis?
-Nie miałam.
-Nie kłam. - stwierdził Snape - nie potrafisz.
-Aha. - przytaknęła Mierzeja.
-Kto udostępnił ci książkę? - zapytał spokojnie Snape siadając na krześle i wskazał drugie dziewczynie. Dziewica Slytherinu posłusznie usiadła.
-Opowiedz - ponaglił Snape - czyja to książka?
-Moja. - bąknęła Mierzeja.
-Co? - Snape był wyraźnie zdziwiony, bardzo zdziwiony. - Kto ci ją dał?
-Dostałam na imieniny. - Dziewica Slytherinu mówiła już szeptem. Głos jej drgał.
-Kiedy? - Severus tego nie zauważył.
-3 listopad. - szept nikł wśród chlipów.
-Sam, uspokój się - Snape podsunął jej filiżankę. - Wypij to.
Mierzeja powąchała i powoli wypiła napój. Od razu się uspokoiła.
-No, już dobrze. - Severus poklepał ją po ramieniu. - Chcesz herbaty?
-Nie. - Sam (czyli Mierzeja) pokręciła głową.
-28 tygodni temu dostałaś tę książkę - głośno myślał Snape. - Ile eliksirów udało ci się zrobić?
-... - cisza
-Powiedz, ta liczba nie powinna mnie przerazić.
-783.
-Co???
-Nie zrobiłam tylko 15, bo nie miałam wszystkich składników.
-I wszystko ci się udawało?
-Tak... - Mierzeja znów mówiła cicho.
-Po jutrzejszych lekcjach przyjdź tutaj. Porozmawiamy.
W tym momencie Mierzeja osunęła się na podłogę. Snape zerwał się z krzesła i przyklęknął przy dziewczynie.
-Chyba przesadziłem z dawką tego środka - mruknął Severus. Bez problemu podniósł Sam i zaniósł ją do skrzydła szpitalnego.
-Severusie, co jej się stało? - pani Pomfrey była zdziwiona powtórną wizytą Mierzei.
-Zemdlała albo to wpływ mojego eliksiru uspokajającego.
-Zaraz zobaczymy. - pani Pomfrey podniosła powiekę ofiary "uspokajacza" Snape'a. - Po prostu nieprzytomna. Twój środek spowodował tylko przedłużenie tego stanu.
-Nic jej nie będzie, mam nadzieję - powiedział Snape z troską.
-Powinna ocknąć się przed wieczorem.
-Uf. - westchnął Snape. - Jesteś pewna?
-Oczywiście. To tylko omdlenie, Severusie.
-No to dobrze. Potem odeślij ją do dormitorium. Nie zatrzymuj jej na noc.
-Jeśli wszystko będzie w porządku to tak zrobię.
-Dobrze, teraz muszę iść do biblioteki.
I Snape odpłynął w wiadomym kierunku.
Z zakazanej półki zakazanego działu wyciągnął dzieło Hermana z Portsmouth z 812 roku. Czytał:
"Opiekun domu powinien powiadomić dyrektora o pojawieniu się Dziewicy. Dziewic ukaże się kilkanaście dni po niej. Do tego czasu trzeba nauczyć ją panowania nad mocą. To czasochłonne zajęcie. Najprościej nauczyć ją animagii. Po prostu zmieni się w zwierzę, o którym intensywnie pomyśli"
-Dobrze, że ona nie zastanawia się nigdy zbyt długo.
"... Opiekun domu powinien wykazać się cierpliwością - Severus czytał dalej - a czytaniem zająć się dopiero po powiadomieniu dyrektora!!!"
Severus zatrzasnął książkę i spokojnym krokiem udał się do gabinetu dyrektora.
Już chciał zapukać, gdy usłyszał głos dobiegający z pomieszczenia.
-... i wtedy profesor Snape przyniósł ją do skrzydła szpitalnego, a ja mam się opiekować kimś, kto zmienił mnie w robaka...
Severus wszedł bez pukania.
-Dziękuję za relację, ale czy nie powinna pani być teraz przy Sam? - spytał chłodno.
-Odesłałam ją. - powiedziała pani Pomfrey.
-Hm. To dobrze. Czy mogłaby pani nas zostawić w takim razie samych.
-Dobrze - i pielęgniarka wyszła z obrażoną miną.
-Dyrektorze - tu Snape zwrócił się do dyrektora - mamy kłopot.
-O ile mi wiadomo to ty go masz, Severusie. - Dumbledore usiadł w głębokim fotelu i wskazał podobny nauczycielowi. - Nie potrafisz upilnować swoich uczniów, a konkretniej uczennic, a mówiąc jeszcze konkretniej: jednej uczennicy, jak mi powiedziała profesor Trelawney "z importu", więc zastanawiam się...
-Nie mam czasu słuchać tych wywodów. - Snape przerwał dyrektorowi. - Problem istnieje i dotyczy Sam i tej przepowiedni o Dziewicy Slytherinu.
-To ONA??? - Dumbledore był zdziwiony.
-Najprawdopodobniej właśnie to ta pechowa Mierzeja. I to na mnie spoczywa obowiązek nauczenia jej, jak korzystać z mocy.
-Czyli Dziewic objawi swą moc koło świąt?
-Nie wiem. Może wyślij wszystkich Gryfonów na święta do domów.
-Wszystkich?
-No, to by było najlepsze wyjście.
-Może dla ciebie, Severusie.
-Dla wszystkich.
-Może - mruknął dyrektor - ale ty musisz zrobić miejsce dla Pottera, Granger i Weasleyów.
-Ty myślisz, że ja mam czas? Gdzieś tam - wskazał w nieokreślonym kierunku - chodzi Dziewica Slytherinu nie potrafiąca panować nad swą mocą - Snape niemal krzyczał - w kociołku w lochu siedzi coś żywego, fioletowego, ruszającego się i najprawdopodobniej cały czas trzęsącego się ze strachu po krzyku Sam, a ty mi mówisz, że będę zabawiał się w wyszukiwanie im domów na święta?!
-Spokojnie, Severusie, jeśli jesteś aż tak zajęty, zrobię to za ciebie.
-Wyślij ich jak najdalej!
-Dobrze. - Dumbledore był cały czas opanowany. - A co z Sam?
-Zostaje, choćby przyjechał po nią sam minister magii z Polski.
--Powiadomię o tym jej rodzinę, a ty Severusie idź odpocznij. I tobie i jej się to przyda.
Snape wstał i podszedł do drzwi.
-Jeszcze jedna kwestia - Dumbledore zatrzymał go w ostatniej chwili. - dzbanek Trelawney.
-Kupi się - mruknął Severus.
-Mogę zwolnić ją z zajęć, jeśli chcesz. Nie chciałbym, żeby komuś stała się krzywda.
-Ona jest niegroźna, jeśli nikt jej nie dokucza. - Snape opanował się.
-Tak, tylko nie chciałbym, aby powtórzyła się sytuacja ze skrzydła szpitalnego. - Dumbledore wstał i zaczął spacerować po gabinecie. Snape zamknął drzwi.
-Obejrzałem jej stopnie. Są idealne. Jeśli uważasz, że mogę zająć się jej "szkoleniem", to od jutra nie pójdzie na zajęcia.
-Dobrze, więc powierzam ci tę Dziewicę Slytherinu.
-A była jakaś inna?
-Nie przypominam sobie. A tak w ogóle to co to jest to fioletowe w czymś tam zapakowane w lochu? - spytał Dumbledore.
-Nic. - uciął Snape.
-Aha, więc dobranoc. - powiedział Dumbledore, ale Severusa już nie było


***


-Tak więc - mówiła Andromeda Black, nauczycielka obrony przed czarną magią - należy być bardzo...
Przerwało jej gwałtowne otwarcie drzwi i do sali wbiegł zdyszany Snape.
-Przepraszam - rzucił pospiesznie. - Muszę zabrać Sam.
-Sam - Andromeda poprosiła dziewczynę - pójdziesz z profesorem Snapem.
Mierzeja kiwnęła głową i spakowała się.
-Czy ona wróci? - zapytała profesor Black.
-Nie - powiedział Snape, a zobaczywszy minę nauczycielki, dodał - Ma zwolnienie ze wszystkich zajęć do świąt.
-Szczęściara. - szepnęła Chomik.
-Te trzy z ostatniej ławki również zabieram - rzucił Severus patrząc nad głowami uczniów. Bu, Andromeda i Chomik pospiesznie się spakowały i wyszły za Mierzeją
-Wy trzy - tu zwrócił się do Gryfonek - idźcie po swoje miotły. Sam, idź do dormitorium i przynieś płaszcz.
-Płaszcz? - Mierzeja była zdziwiona.
-Tak. Jest na dnie twojego kufra.
-Aha, więc grzebał pan w moim kufrze?
Snape zignorował to pytanie.
-A wy - wrzasnął za dziewczynami - pospieszcie się.
Gdy tylko dziewczyny zniknęły na schodach, Severus zwrócił się do Sam.
-Jest trochę chłodno, płaszcz się przyda, a poza tym, jak już go znajdziesz, to zejdź do lochów.
Po dłuższej chwili Mierzeja i Snape byli w podziemiach.
-Musisz się jeszcze wiele nauczyć. - rzucił Snape - Zacznijmy od działania myślą.
-Telepatia, panowanie nad umysłami, pożyczanie.
-O właśnie - Snape przerwał Mierzei - dobrze, że wiesz, o co chodzi. Teraz przejdźmy do praktyki. Viel - zawołał - chodź tu.
Z garnka coś wypełzło.
-To znowu ta fioletowa maź. - Mierzeja nie najlepiej znosiła jej obecność.
-Tak. Spróbuj jej wydać polecenie. Oczywiście myślą.
-Ale je nie potrafię. - Mierzeja była zaskoczona.
-Potrafisz. - tu zwrócił się do galarety. - Masz jej słuchać. Sam, skup się.
Snape wyczuł aurę.
Moc - pomyślał - wielka moc.
-Profesorze - głos Mierzei odbił się echem - pan myśli o jakiejś mocy. A to coś - wskazała na podłogę - o tym, jak się je marynowaną żabę. Ale ja nie potrafię..
-Potrafisz - rzucił Snape - skup się.
-Spróbuję.
Po chwili zaczęła delikatnie świecić.
-W prawo - myśli Mierzei płynęły do fioletowego czegoś na podłodze.
-Dobrze - mruknął Snape, gdy galareta się przesunęła. - A teraz przekaż coś mi.
Mierzeja przymknęła powieki i w głowie Severusa pojawiła się informacja: "Jeśli człowiek ma się skupić, to powinien przynajmniej siedzieć, bo.."
-Dobrze, jesteś gotowa. Idziemy.
...opanowanie umysłu...
Popatrzyła na Severusa wzrokiem, który spowodował, iż miał ochotę uciekać.
Nawet nie ruszyła się z miejsca.
-Sam, halo - Snape odsunął się z linii jej wzroku i pomachał ręką przed jej oczami.
Brak reakcji. Stała sztywno i po chwili wyciągnęła przed siebie rękę. Oktarynowe iskry, oktarynowe światło, moc.
Wszędzie tego pełno. - pomyślał Snape.
-SAM!!! - wydarł się jej wprost do ucha.
Nic. Kompletny brak reakcji.
Po chwili przesunęła się trochę, obróciła.
Severus uchylił się przed jej wyciągniętym ramieniem. Galareta skuliła się i po chwili błysnęło oślepiające światło i Snape łapał padającą na ziemię Mierzeję. Szybko sprzątnął wszystko ze stołu (konkretniej "Już mi stąd") i położył ją na nim. Cera Sam przybrała szarą barwę, kompletny brak reakcji na bodźce ("hej, rusz się" czy wszelkiego rodzaju szturchanie czy świecenie w oczy).
-Puls i oddech - przeleciało Snape'owi przez głowę. - Nie! Tylko nie to!
Dopiero po chwili zauważył dziwne zachowanie galarety...
-Czy to możliwe, że tak od razu...? Nie... A może jej się udało? - myślał.
Galareta podeszła ( a konkretniej podpełznęła) do stołu i zamarła w bezruchu. Coś powracało. Snape nie wiedział, na co ma patrzeć. Najprawdopodobniej gdyby taka sytuacja trwała dłużej, kochany profesor dostałby zeza rozbieżnego.
Sam zamrugała i usiadła. Rozejrzała się z zainteresowaniem po pomieszczeniu.
-Co się stało? - zapytała - widziałam świat z dziwnej perspektywy.
-Pożyczyłaś umysł - uciął Snape. - Czy aby na pewno dobrze się czujesz?
-Znakomicie. Możemy już iść do dziewczyn. Tylko, że mam ochotę pełzać.
-Ale zachowywałaś się dziwnie. Nie pamiętasz?
-Nie.
-No to chodźmy, choć wolałbym, abyś odpoczęła.
Gdy wyszli na dziedziniec, Snape powiedział:
-Mierzeja, to zadanie będzie trudniejsze. Musisz najpierw porozumieć się z nimi telepatycznie, a potem zobaczymy, co dalej.
-Aha. - powiedziała Mierzeja.
Severus zakomunikował Gryfonkom:
-Macie się ustawić na wysokości 20 m w odległości 30 m od siebie, najlepiej jedna za drugą.
-A co z trzecią? - była ciekawa Andromeda.
-Ona też. - zgrzytnął Snape.
Gdy już udało mu się tego dokonać (z wielkim trudem, bo Bu nie chciała wisieć w powietrzu jako ostatnia), zwrócił się do Mierzei.
-A teraz możesz z nimi porozmawiać.
-Jak? - pytanie Mierzei przedarło się przez dźwięki przyrody.
-Tak jak początkowo z galaretą, profesor Trelawney...
-Aha - stwierdziła Mierzeja.
Sam spróbowała. Z Andromedą poszło jej łatwo.
"Jak to jest, kiedy się słyszy cudzy głos pod własną czaszką?" - pytanie zostało wysłane. Andromeda zachwiała się na miotle, a może to był tylko wiatr.
-Dobrze. - stwierdził Snape. Po minie Gryfonki zrozumiał, że wiadomość została wysłana. - Teraz następna.
Znów moment ciszy, wiadomość i głos Chomika:
-Kurde, normalnie nie mogłaś zapytać?
-Hm. Całkiem nieźle. - mruknął Snape. - Może spróbujesz poznać myśli tej ostatniej?
-Nie potrafię. - głos Mierzei przebijał się przez wiatr.
-Umiesz. - uciął Snape. - tylko spróbuj.
Mierzeja wytężyła wzrok. "Poznać myśli"
Bu poczuła wzrok Mierzei na sobie.
"Nic nowego, przecież znam ją od dłuższego czasu" - pomyślała. To spojrzenie było jednak inne. Coś zimnego próbowało wejść do jej umysłu. Bu zareagowała błyskawicznie i przeciwstawiła się temu z całą stanowczością. To coś zaprzestało ataku i wycofało się pospiesznie. Zauważyła, że coś się dzieje na dole. Poderwała miotłę i poleciała w dół. Chomik i Andromeda już tam były.


***
Mierzeja chciała się tam dostać, ale przeszkodziło jej coś. I nagle bariera natarła na nią. Sam zatoczyła się. Szybko wyciągnęła chusteczkę i pochyliła się do przodu. Snape przeraził się. Podtrzymał tą nieszczęsną uczennicę, a następnie posadził na ziemi. Widział, że Gryfonki już tu lecą.
-Co one jej zrobiły? - myślał.
Gdy tylko Mirtle i Chomik wylądowały, Snape krzyknął:
-Gryffindor traci - tu przerwał - Hm. Wy dwie macie szlaban.
-A ona nie? - zapytała Andromeda, wskazując na Bu, szybko się zbliżającą.
-Ona też - Snape był wściekły. "To tylko krwotok z nosa" - tłumaczył sam sobie.
-To znaczy, że nie dwie, a trzy. - stwierdziła Chomik.
-Przemądrzała Gryfonko, zamknij się. - Snape nie wiedział, co robić dalej. - Niewidzialne nosze. - mamrotał pod nosem.
Oczywiście pojawiły się. Położył na nich Mierzeję i ruszył do skrzydła szpitalnego. Sam nie odzywała się. Bu, Andromeda i Chomik ruszyły za nim.
-Czego? - warknął Severus, gdy je zauważył.
Cisza.
-Przez najbliższy miesiąc będziecie czyścić nocniki w skrzydle szpitalnym bez użycia magii. Osobiście tego przypilnuję.
-Naprawdę? - spytał Chomik. - Cieszę się. - stwierdziła dziewczyna cała w skowronkach.
-Nie widzę w tym nic, co mogłoby cię uszczęśliwić. - rzucił.
-Pan jest taki wspaniały... - zaczęła, ale Severus szybko jej przerwał.
-Cicho bądź! Przestań mnie denerwować! Wszystko, kurde, przez tych Gryfonów!!!
Chomikowi opadła szczęka i razem z Andromedą zaniemówiły.
-A ty - tu zwrócił się do Bu. - stawisz się w moim laboratorium. I nie odzywać się.
Na rozmowę już nikt nie miał ani czasu, ani ochoty. Snape zniknął wściekły w drzwiach wraz z Mierzeją. Wprost dyszał złością i niemal pluł jadem (choć to było w zwyczaju Mierzei).


***


Okazało się, że to tylko w miarę niegroźny krwotok z nosa. Sam była wolna po półgodzinnej kuracji. Snape odetchnął głębiej, gdy wręczył niewidziane nosze Poppy.
-Dobrze się nią opiekuj. - mruknął. Potem wyszedł ze skrzydła szpitalnego i usiadł na parapecie, przeganiając stamtąd Gryfonki.
_Szlaban was nie ominie - powiedział stanowczo
-Ja nie chcę czyścić tych nocników - mruknęła Bu.
-Zamknij się - tu ryknął Snape.
-Choroba.. - szepnęła Andromeda. - Sam się zamknij, tłusty nietoperzu - dodała w myślach.
-Nie skrzeczcie. - wydarł się Snape.
-Pika? - przerwało mu pytanie Chomika.
Snape poczerwieniał, jeśli to było u niego możliwe.
-Dwa miesiące. - wydyszał. - I ani dnia mniej!
Sam blada wychyliła się zza drzwi.
-To na kim ja, kurde, będę trenować? - spytała z irytacją.
-Potter - rzucił Snape. - Granger, Longbottom... - Severus zaczął wyliczać na palcach.
-Ale oni będą protestować! - wrzasnęła Mierzeja, aż zadrżały szyby w oknach.
-Nie przejmuj się. - Snape poklepał Sam po ramieniu - znajdziemy tym tu czas.
-Ach, ten wzrok - zachwycała się Chomik.
-Uspokój się - szepnęła Andromeda.
Severus popatrzył na nie zgorszony.
-Ty dostaniesz dodatkową karę.
-Będę mogła posprzątać pana laboratorium? - Chomik popatrzyła na niego błagalnie.
-Chyba jej zupełnie odbiło. - mruknęła Andromeda.
-To wpływ Mierzei. - rzuciła Bu.
-Gryffindor traci 5 punktów. - oznajmił Snape.
-I znowu za nic! - burknęła Bu.
-Jeśli się zaraz nie uspokoisz, to...
-To co? - zapytała niewinnie Chomik.
-Sam, idziemy. Potrenujesz. Mam dość tych - nie dokończył i wskazał wymownie na Gryfonki.
-Dziewczyn? - spytała Sam.
-A co? Wyglądamy na chłopców? - spytała Chomik.
-Nie mam zamiaru słuchać dłużej tych bzdur. - powiedział Severus i powiódł Sam do lochów. Gryfonki podążyły za nim. Zauważył ich obecność dopiero w lochu.
Snape zniknął w swoim prywatnym laboratorium. Po chwili pojawił się w towarzystwie galaretki. Chomik popatrzyła na galaretę z czułością.
-Jaka słodziutka!!! - stwierdziła i uklęknąwszy na podłodze pogłaskała stworzonko.
-Was ist das? - spytała Bu.
Andromeda popatrzyła obojętnie na fioletową maź.
-Wolę niebieską. - stwierdziła.
Sam wytarła nos w czarny aksamit.
-Tylko nie to. - mruknął Snape. - A wy tu czego?! - wrzasnął do dziewczyn.
-Niczego. - burknęła Bu.
Andromeda trąciła ją łokciem.
-Uspokój się - odezwał się głos w głowie Bu.
-Kto to? - Bu rozejrzała się po pokoju. Głos mówił dalej.
-Ja.
-Jakie ja? - Bu zaczęła powoli i systematycznie historyzować.
-Kurde. - głos był wyraźnie poirytowany. - Rodzonej Mierzei nie poznajesz?
Tego było za wiele. Bu klapnęła wdzięcznie na podłogę, rozpryskując maź. Snape całkiem się tym nie przejął. Natomiast Chomik przestała przyglądać się galarecie i pomogła jej wstać.
-Co ci się stało - spytała z troską.
-Nic jej nie będzie - (głos w głowie Chomika)
-Profesorze Snape - odezwała się Andromeda. - Dlaczego one się tak dziwnie zachowują i słabo wyglądają? Czy się przypadkiem nie zatruły?
-Nie! - głosik w głowie Andromedy był niegłośny, ale stanowczy.
Severus zrozumiał nagle o co chodzi. Musiał wywnioskować to po minach Gryfonek.
-Slytherin otrzymuje 5 punktów. - oznajmił, co spowodowało, że dziewczynom do reszty opadły szczęki.
-Bardzo dobrze, Sam.
Po chwili dodał:
-Na dziś wystarczy. Idźcie sobie!!! - odwrócił się do Gryfonek. - Ty zostajesz - to powiedział do Sam.
Mierzeja wytarła nos. Bu, Andromeda i Chomik poszły sobie zgodnie z jego życzeniem.
-Jutro ćwiczysz z profesor McGonagall.
-Aha - potwierdziła Sam.
-Nie zapomnij chusteczek. - dodał po chwili.
-Yhmm. - stwierdziła inteligentnie Mierzeja i popłynęła do dormitorium.


 


Dzień II


Snape obudził się z dziwnym uczuciem, że o czymś zapomniał.
-Która godzina? - mruknął.
-O kurde! - zerwał się z łóżka. - Zaspałem!!!
Szybko wdział szatę i pobiegł do sali profesor McWiadomoKto.
-Umówiłem z nią Mierzeję, ale zapomniałem ostrzec o tym uczuleniu - myślał gorączkowo, biegnąc w stronę schodów. W pewnej chwili wpadł na jakiegoś ucznia. Gdy tylko popatrzył na ofiarę nadmiernej prędkości, warknął:
-Potter! Gryffindor traci 10 punktów!
I pobiegł dalej.
-Tylko 10? - zdziwił się Harry po odejściu nauczyciela.


***


Profesor McGonagall cofnęła się pod ścianę.
-Uspokój się. - starała się mówić spokojnie. - to, że byłam przed chwilą kotem, nie oznacza, że jestem groźna!!!
Mierzeja sunęła w jej kierunku z czymś tam wyraźnym w oczach. Nagle drzwi otworzyły się i do sali wbiegł Snape.
-Zdążyłem - zdążył wydyszeć zanim zrozumiał, co się dzieje.
-Sam - zaapelował - uspokój się. Ona obiecała, że więcej tego nie zrobi. - ostrożnie podchodził do Mierzei.
Mierzeja dalej szła w kierunku nauczycielki. Snape nie widząc innego wyjścia, (a przecież były jeszcze okna) wyciągnął różdżkę.
I to był jego błąd. Sam porzuciła ofiarę numer 1 i spojrzała na Severusa.
-Ups. - stwierdził i zaczął się cofać.
-Mierzeja! - rzucił pospiesznie. - Obiecuję, że wszystko dobrze się skończy.
"Koniec jest bliski" zabrzmiało w głowie Snape'a.
-Game over? - zapytał Severus cały czas się cofając. Nagle drogę przebiegł mu kot.
Sam strzeliła w niego kulą energii i trafiła. Snape nie próżnował i rąbnął Sam zaklęciem oszałamiającym. Bez rezultatu. Profesor McWiadomoKto zamieniła się w siebie i poprawiła dawką, która powinna powalić słonia. Też nic.
Severus postanowił inaczej. Zaklęcie rozweselające!
Sam usiadła bardzo powoli na podłodze i zaczęła wylewać na nią swe żale.
-Minerwo - stwierdził Snape - uciekaj i zamknij za sobą drzwi. Najlepiej mocnym zaklęciem. Już, uciekaj. - ledwo przekrzykiwał szlochy Sam.
Severus podszedł do dziewczyny, ukląkł na podłodze obok i objął Mierzeję ramieniem.
-Spokojnie - udało mu się powiedzieć, gdy dziewczynie zabrakło tchu na kolejną porcję "Nikt mnie nie chce (chlip), nikt mnie nie lubi (chlip), życie jest głupie (fryk)".
-Życie jest beznadziejne! - wydarła się i wyrwawszy się Snape'owi wybiegła bez problemu z sali. Severus patrzył ze zdziwieniem w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą były drzwi. Szybko pozbierał się z podłogi i tempem maksymalnym pobiegł za Sam: tropem szlochów i mokrych plam na posadzce.
Ślad urywał się przed drzwiami na trzecim piętrze. Snape wszedł bez pukania. Sam siedziała na stołeczku i zalewała się łzami.
-I jak ja mam ją uspokoić? - zastanawiał się Severus.
-Nie mam chłopaka!!! - darła się tymczasem Mierzeja.
-To ci go znajdę - mruknął.
-Dziewczyny też nie mam!!!
Severus popatrzył na nią dziwnie.
-Chcesz Hermionę? - spytał.
-Zostanie pan moim chłopakiem? - zapytała Sam.
-E.. - Severus nie wiedział, co powiedzieć. - Nie?
-Dlaczego? - oczy Sam były pełne łez. Kałuża na podłodze powiększyła się.
-Znajdę ci kogoś lepszego. - zaproponował pospiesznie Snape.
-Ale nikt mnie nie zechce!!! - darła się dalej Mierzeja.
Snape po chwili wręczył jej kolejną chusteczkę.
Jeśli będzie je tak szybko oblewać łzami, to haftować nie nadążę. - pomyślał.
-Jeśli tak bardzo chcesz - powiedział zrezygnowany. - to ja mogę zostać tym twoim, jak mu tam? A.. chłopakiem. Założę ci harem, czy jak mu tam. A teraz - stwierdził - musisz mieć te zajęcia z profesor McWiadomoKto. Czeka cię ciężka próba.
-Jaka próba? - spytała Sam.
-Ja mam chyba sklerozę. - mruknął. - Masz walczyć z profesor McGonagall. Tfu. Nie, z tym, jak mu tam... - zaczął się zastanawiać. Sam patrzyła na niego dziwnie. - A. Dziewiecem Gryffindoru.
-A przypadkiem nie prawiczkiem? - podsunęła Sam.
-Nie! - zagrzmiał Snape. I to był jego kolejny błąd tego dnia.
Broda Sam zaczęła dygotać i wrzask spowodował, że szyby wypadły z okien, a ramy okienne niedługo potem.
-Chyba przez nią to ja na starość głuchy będę - pomyślał.
-Kobieto, zamknij się! - wrzasnął.
Nic. Nie odniosło to oczekiwanego rezultatu.
-Proszę, uspokój się. - ton głosu Snape'a był bliski nie wiem czemu.
Nie widząc innego wyjścia, wyciągnął różdżkę i rąbnął Sam zaklęciem oszałamiającym. Ponownie nic.
Zwabiona krzykami, do pracowni weszła profesor Trelawney.
-Co się tu dzieje? - zapytała telepatycznie Severusa.
-To nie jest w porządku!!! - darła się Mierzeja telepatycznie i własnym głosem zresztą też.
Profesor Trelawney postanowiła działać.
-Bądź spokojna. - to do Sam telepatycznie.
-To nie fair, kurde blade no! - zachlipała Mierzeja.
-Zabieram ją na górę - Sybilla wyczarowała koc i otuliła Mierzeję, której szata była bardziej mokra niż porzucona na podłodze chusteczka Snape'a. Wyprowadziwszy Sam, zawróciła i powiedziała do osłupiałego Severusa:
-Zupełnie nie masz podejścia do dzieci.
"Do kobiet też" - pojawiło się w jego głowie i był pewny, że to Mierzeja.
-Współczuję tej galarecie. - powiedziała. - Jeśli traktujesz ją, jak tą dziewczynę, to będę musiała oskarżyć cię o znęcanie się nad magicznymi stworzeniami.
-Ja jej nie traktuję. - warknął Snape wytrącony dość wyraźnie z pionu myślowego, z poziomu też.
-Nie wiem, co gorsze. - burknęła Trelawney i zaprowadziła (po uprzednim zatrzaśnięciu drzwi tuż przed nosem Snape'a) dziewczynę na wieżę.
Severus był skołowany. Wyciągnął z szaty kociołek, kominek i inne rzeczy i uwarzył sobie napój uspokajający. Dopiero po zażyciu tegoż środka udał się do wieży Sybilli. Potem zdziwił się, skąd u niego miniaturowy kominek w kieszeni.


***


Snape otworzył drzwi i zamarł. Profesor Trelawney siedziała nieruchomo. Mierzei nigdzie nie było. Usłyszał głos Sybilli we własnej głowie.
-Ona tu jest.
-Kto? Nie widzę. - mruknął.
-Bo ona może być niewidzialna. - inteligentna odpowiedź profesor Trelawney zbiła Severusa z tropu, więc usiadł.
-Czy ona nie może być widzialna normalnie?
-To twoja wina. - Trelawney kipiała złością. - tak ją zdenerwowałeś, że nie jestem w stanie pomóc jej stać się na powrót sobą. Wpędzisz ją w jakąś nerwicę, bo depresję to ona już ma.
-I o to chodzi. - skończył wywód Snape.
-To teraz ją zlokalizuj, bo ja mam tego dość. - Trelawney wyszła z wieży, trzaskając drzwiami i oknami, choć Severus nie miał pojęcia, jak tego dokonała. Podniósł się z podłogi i usiadł na krześle w końcu sali.
-No ładnie. - mruknął. - Sam, pokaż się, proszę.
Cisza - odpowiedziała cisza.
-Ładnie, a po świętach będzie jeszcze do tego Dziewiec Gryffindoru i to ja będę potrzebował psyhijatry.
-Sam, proszę, wróć! - tak zaapelował po kilku minutach.
Zero efektu.
-Głupia dziewczyna. - mruknął. Zaczęło się ściemniać.


***


Snape ocknął się z drzemki tuż nad ranem. Obudziło go pochlipywanie.
-Sam, jesteś tu? - zapytał.
-Chlip!?! Chlip!????!!!!
-Gdzie jesteś, Sam, pokaż się. - Severus zupełnie oprzytomniał.
-Ja chcę do domu!!! - darła się Mierzeja całkiem realnie.
-Spokojnie, Sam, skup się. Powiedz, gdzie jesteś.
-Stoję na biurku.
-Natychmiast zejdź. - rozkazał rozkazującym tonem.
-Bue!!! - wydarła się Mierzeja.
-Spokojnie. - Snape podszedł do biurka. - Nie płacz już, proszę. - dodał po chwili.
-Schodzę. - stwierdził zapłakany głos. Severus poczuł, że coś lub ktoś go przygniata. Zachwiał się na nogach i klapnął wdzięcznie czterema literami na podłogę, przygnieciony Sam. Głowa Snape'a uderzyła o podłogę i profesor pogrążył się w czarnej głębi nieświadomości.
Snape'a ocuciła woda, która z niewiadomych dla niego przyczyn lała mu się na twarz. Zresztą nie tylko woda, ale i coś, co przypominało sam nie wiedział co. Z oddali usłyszał chlipanie. Uniósł powoli powieki i natychmiast oprzytomniał. Szybko się podniósł. Na podłodze, tuż obok niego, klęczała Sam i to w dodatku całkiem widoczna.
-Sam, jesteś całkiem widzialna. - stwierdził inteligentnie.
Mierzeja w dalszym ciągu zalewała się nieprzerwanym potokiem łez i nie tylko. Zauważył też jedną ze swych byłych chusteczek w opłakanym stanie (w przenośni i rzeczywistości też) na podłodze, a drugą w akcji.
-Spokojnie. - Severus przysunął się do Sam i odebrał jej konewkę, którą z gorliwością polewała miejsce, gdzie jeszcze niedawno była głowa profesora. Odrzucił ręcznie niepotrzebny już sprzęt i objął Mierzeję ramieniem. Sam cały czas ryczała wniebogłosy, więc Severus ją przytulił do swej szerokiej (?) piersi (???). Miał nadzieję, że to ją uspokoi. Mylił się. Sam, początkowo zdezorientowana, uderzyła w płacz z pierwotną mocą i w niedługim czasie szata Snape'a była mokra od łez.
-I co ja mam z nią, kurde blade no, zrobić? - myślał.
-Nic. - bąknęła Mierzeja.
Wyciągnąwszy z kieszeni (jeszcze suchej) suchą chusteczkę, podał ją Dziewicy Slytherinu. Ta przyjęła ją z wdzięcznością i wydmuchała nos.
-Dobrze, że już cię widać. - bąknął Snape.
-Aha. - była to odpowiedź wiadomo kogo.
-Spałaś w ogóle? - spytał z troską.
-Tak
-To dobrze. - mruknął - A teraz chodź ze mną.
-Gdzie? - pytanie Mierzei było zapewne nie na miejscu.
-Do dormitorium. - stwierdził. - Musisz odpocząć.
Sam początkowo protestowała, ale zgodziła się. W końcu dywan tu nie był zbyt miękki.
-Gdybyś potrzebowała pomocy, skontaktuj się ze mną telepatycznie.
-Aha, ale tu dużo ludzi wokoło łazi.
-To dobrze - stwierdził, gdy dochodzili do "Wężowej skórki" - Mandragora - stwierdził i portret przesunął się. Severus wepchnął Sam do środka i następnie sam (to znaczy własną osobą) poszedł za nią.
-Ewentualnie możesz tu siedzieć. - stwierdził po oględzinach pokoju wspólnego (ściany w kolorze zielonym, sufit srebrny, podłoga - inny zielony).
-Przyślę ci jakąś książkę z Zakazanego Działu, ale chyba z jednej z Zakazanych (nie całkiem) Półek. - to powiedziawszy, posadził Mierzeję na fotelu. - Odpoczywaj. - Nakazał, ale Sam już go nie słyszała, bo zasnęła. Fotele tu okazały się dużo wygodniejsze niż dywan profesor Trelawney. Snape wycofał się. Był pewny, że Dziewicy Slytherinu nikt nie będzie przeszkadzał - zmienił hasło do pokoju. Po opuszczeniu pokoju zawrócił i zostawił dla Sam świecącą wiadomość: "NIE POŻYCZAJ" (chodzi o pożyczanie umysłów - przyp. red.), a następnie powiadomił Ślizgonów, że chwilowo nie mają dostępu do pokoju wspólnego.


***


Mierzeja skontaktowała się z nim po trzech godzinach.
-Dobrze, że pana znalazłam - głos był zadowolony. - Dopadłam Draco na czwartym piętrze i to mi pomogło pana zlokalizować.
-To dobrze - pomyślał Snape.
-Ale jest mały problem: tak go przestraszyłam, że chyba spadł z tych schodów. Mam nadzieję, że nic mu się nie stało.
-Zaraz przyjdę i podam ci nowe hasło.
-Nie trzeba - bąknęła Mierzeja.
-To gdzie ty jesteś? - Snape się zdenerwował. - Sam, nie ruszał się stamtąd i powiedz, gdzie jesteś.
-W bibliotece.
-Idę po ciebie - i Severus ruszył z kopyta.
-Dobrze się czuję - zapewniała go Mierzeja przez cały czas jak katarynka.
Severus wtargnął do tegoż przybytku i zamarł. Sam siedziała obłożona tomiskami z filozofii i historii magii oraz, ten tom Severus rozpoznał bez problemu, "Animag zaawansowany" był teraz otwarty. Nad nim właśnie pochylała się Sam. To były na sto procent książki z Zakazanego Działu. Podszedł do Sam i zatrzasnął jej książki przed nosem. Mierzeja popatrzyła na niego nieprzytomnie i westchnęła wyrwana z innej rzeczywistości.
-Dlaczego tu siedzisz i czytasz zakazane książki? - warknął.
Mierzeja oprzytomniała.
-Bo mi się nudziło! To nie fair, że mnie pan zamknął w wieży Slytherinu, kurde, no! - stwierdziła.
-To jest biblioteka - zakomunikowała Hermiona.
-Nie wtrącaj się! - zagrzmiała odpowiedź Severusa.
Granger opuściła bibliotekę wraz ze swą torbą wypchaną po brzegi i Potterem pod pachą. Pomieszczenie opustoszało.
Snape usiadł ciężko na krześle obok Mierzei.
-Jak się wydostałaś? - spytał wiadomo kto już spokojnie.
-Nie wiem. - odparła Sam.
-Przecież nie przeszłaś tak po prostu przez ścianę.
-Obawiam się, że tak. - stwierdziła Mierzeja.
Severus popatrzył na nią dziwnie, po czym wyprowadził na zewnątrz.
-Dobrze, że nie potrafisz się teleportować.
-Potrafię! - i po tych słowach Snape nagle znalazł się wraz z Sam na jednym regale w bibliotece.
-Co robisz?! - wrzasnął na przerażoną dziewczynę. Oczy Sam zaszły łzami.
-Ja nie chciałam - zaczęła, ale Severus wpadł jej w słowo.
-Zdejmij mnie z tąd. Nie znoszę być tak wysoko!
-Pan robi błędy ortograficzne w wymowie.
-Nie twój interes. Zabierz mnie stąd! - warknął.
Sam stanęła, chwyciła Severusa za szatę i następnie zamknęła oczy. Po chwili, rozdygotany nie mniej niż Mierzeja, stał bezpiecznie na podłodze... ale nie w bibliotece, tylko w gabinecie Dumbledore'a. Sam wyczerpana osunęła się na podłogę w dalszym ciągu ściskając szatę Snape'a. Severus podniósł ją z podłogi i posadził w jednym z foteli dyrektora, który nie protestował. Dumbledore podniósł głowę i spojrzał na tę parkę.
-To ona, tak? - spytał.
-A nie? - odpowiedział Severus.
-Ciekawe… - dyrektor wstał i podszedł do Sam. - Co ty jej zrobiłeś? - zapytał.
Severus poczuł się dziwnie, gdyż nie tak dawno sam komuś zadał takie pytanie.
-Trenowała teleportację. - bąknął.
-Ona!!!
-Tak, tylko musi popracować nad miejscem, gdzie zamierza wylądować.
-Jesteś dziwnie blady. - zauważył A.D. (Anno Domini? - przyp. red.) - Czy wylądowaliście w jakimś dziwnym miejscu?
-Regał w bibliotece. - Severus otarł pot z czoła.
-Ona cię wykończy. - stwierdził po chwili milczenia i dodał. - Accio fotel.
Severus usiadł ciężko.
-Może spróbujemy ją ocucić? - zasugerował Dumbledore.
-A może damy jej spokój! - mruknął Snape. - Czegoś takiego nigdy nie widziałem. Teleportowała się wraz ze mną, mimo że ja tego nie chciałem.
-Wielka moc, to wielka moc. - podsumował dyrektor.
-Nigdy o czymś takim nie słyszałem. - Snape zamyślił się. - Choć nie wiem, dlaczego, wydaje mi się, że ona panuje nad mocą tylko, gdy robi to sama i gdy ma święty spokój. Wówczas panuje nad nią bezbłędnie. Nie mogę jej do niczego zmuszać.
-Oczywiście - potwierdził Dumbledore.
-Ale czasami jest tak, jakby ta moc nad nią panowała i wówczas nikt nie ma na nią wpływu.
-Mówisz, że się razem z tobą teleportowała? - spytał Dumbledore z innej beczki.
-Tak. Zrobiła to szybko, nawet nie zauważyłem.
-Yhym. - zamyślił się dyrektor.
-A jeszcze jak zamknąłem ją w wieży Slytherinu, to bez problemu przeszła przez ścianę.
-C...co?! - pytanie ze strony Dumbledore'a było nie na miejscu.
-Przebiegła przez ścianę. Wężowa Skórka jej nie przepuściła, więc wzięła rozbieg i po chwili była na zewnątrz.
-Chwileczkę - zaczął Albus - przecież w Hogwarcie nie można się teleportować, ani tym bardziej przełazić przez ściany.
-Ona może i jej towarzystwo też.
-Wiesz co, ty chyba nie wiesz, co zrobić. Ale ja wiem!
-Jak? - spytał mistrz eliksirów z trudem wstając z fotela.
-Zaklęcie usypiające albo coś w tym stylu.
-Aha. - stwierdził Snape. - To zaczynajmy.
Po chwili Sam otworzyła oczy i omiotła wzrokiem dwie postacie pochylone nad nią.
-Co się stało? Co ja tu robię? - spytała.
Snape pochylił się nad Sam.
-Z tym teleportowaniem to trochę przesadziłaś. - stwierdził. - Tu nie można tego zrobić, bo są odpowiednie przeciwzaklęcia.
-Wiem - stwierdziła Mierzeja, odgarniając niesforną blond szopę z czoła. - Ale to na mnie nigdy nie działało.
-Jak to? - Dumbledore zdziwił się.
-Mówiłem ci, że ona jest nieprzeciętna. - powiedział Snape. - A teraz jeśli pozwolisz - zwrócił się do Albusa. - zabiorę ją.
Po czym pomógł Sam podnieść się z fotela.
-Zabierz ją do skrzydła szpitalnego. - zawołał Dumbledore za odchodzącymi.
-Nie ma mowy. - stwierdził Snape, uginając się nagle, gdyż Sam uwiesiła mu się na ramieniu.
-Spać mi się chce. - stwierdziła ziewając.
-Dobrze. - odparł Snape do Sam, a nie do dyrektora. - Przydziel jej osobny pokój - zaproponował.
-Po co? - spytał zdziwiony Dumbledore.
-Może nie wiesz, ale Malfoy jest JUŻ nieprzytomny. - podkreślił przedostatni wyraz. - Leży w skrzydle szpitalnym.
-Mam nadzieję, że mocno go nie uszkodziła. - mruknął Albus. - Bo będą kłopoty.
-Nie - mruknął Snape, poczym dodał w myślach "I szkoda"
-Ona jest niebezpieczna dla otoczenia. - zaczął krzyczeć dyrektor.
-I nie tylko. - dokończył Snape, podtrzymując Sam, która ledwo trzymała się na nogach. - Ona musi odpocząć. - stwierdził.
Dam jej jakąś komnatę na szóstym piętrze. - ustąpił Albus. - Hasło "Pikantne babeczki"
-Dobrze, to może ja już ją zaprowadzę.
-Tylko jej dobrze pilnuj - zakomunikował dyrektor. - Bo jeśli będzie dalej sprawiać problemy, to będę zmuszony odesłać ją do jej kraju
-Czy ty wiesz, co mówisz? - Snape był bliski wybuchu. - To Dziewica Slytherinu, jej nie można odesłać!
-A… - ziewnęła Mierzeja jeszcze mocniej ściskając ramię Snape'a.
-Jutro będziesz trenować z profesor McGonagall. - tu Dumbledore zwrócił się do Mierzei. - Tylko na nią nie napadnij.
Sam go jednak nie słyszała. Severus złapał ją, gdy dyrektor kończył zdanie.
-No widzisz, co zrobiłeś - skomentował to Snape i odmaszerował niosąc dziewczynę w ramionach.
Severus przeszedł po schodach i niezliczonych korytarzach. Wypowiedział hasło i "Wdowa w Bieli" się odsunęła. Snape wniósł Sam do komnaty. Była całkiem miła, a wielkość nie pozostawiała wątpliwości, że to apartament gościnny. Kufer Sam się tam znalazł. Snape położył Sam na łóżku z baldachimem w kolorze trawy. Potem przykrył ją kocem i usiadł w jednym z foteli, wyściełanych zielonym aksamitem i zamyślił się.
"Dumbledore okazał się odpowiedzialnym człowiekiem" - pomyślał omiótłszy wzrokiem komnatę. Severus podniósł się i dokładnie obejrzał pokój. Regały uginały się pod ciężarem opasłych tomów. Wyciągnął jeden z nich: "Zakazane zaklęcia".
-Tak. Książki z Zakazanego działu. Dumbledore postarał się o wszystkie udogodnienia. - mruknął.
Potem otworzył jedna drzwi.
-Laboratorium. - stwierdził. - Zioła. O, wejście na wieżyczkę. - stwierdził z zadowoleniem otwierając kolejne drzwi. - Ups. - zamknął drzwi szybciej niż je otworzył. Zapewne była to toaleta.
Gdy upewnił się, że Sam ma zapewnione wszystko, co potrzebne i niezbędne i nie tylko, bo i zbędne, zostawił Sam samą, po uprzednim zostawieniu wiadomości o treści:
"Odpoczywaj i czytaj"
opuścił pokój.
Wyszedłszy z komnaty, zaczął się zastanawiać, dlaczego Sam dostała "Apartament Slytherina" - gdyż tak się ona nazywała.
-Będę mógł trenować z nią w tym pokoju. A uciekając może jedynie nadziać się na nauczycieli, gdyż tu jest to "wspaniałe" skrzydło, albo na Dumbledore'a - pomyślał. - Doskonale.





30 VII 2005, Valaraukar: Jest to część I i II, następuje po nich jeszcze kilkanaście. Można je znaleźć, klikając na: http://prorok.pl/fikcja/str-all.html.

Mierzeja
16.02.2004, 13:42

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Lilith

FajneXD

5.05.2009, 19:00
q0xy6efvz6

xfgz3guiwik2 eq0pth5srcvcrd8 l61u5tn4aznc4g9q

4.05.2007, 12:05
nieznajoma

dead Syriusz: Co to za figura "ton głosu Snape'a był bliski nie wiem czemu."? Jeżeli nie wiesz to po co o tym piszesz?? wydaje mi sie ze ten zabieg, jak i kilka mu podobnych, jest celowy. tez nieuwazam aby byl to szczyt mozliwosci literackich Mierzeji, ale patrzac na jej inne fan fiki latwo sie domyslic ze dziewica powstala zeby BAWIC, SMIESZYC i ROZLUZNIC. trzeba ja traktowac z przymruzeniem oka. jesli ktos ma odmienne poczucie humoru- okay. ale jak ktos nie potrafi dostrzec ironi w tym opowiadaniu, to niech nie zwala tego na autorke.

19.05.2006, 14:50
DINO

Brdzo ciekawe.Nigdy tak wiele razy nie zasypiałem przed kompem.GRATULACJE.

5.02.2006, 19:26
Ananta

Zgadzam sie!! To jest naprawdę chłam!! Myślałam że to będzie ciekawe, pełne humoru i nnych drobiazgów opowiadanie a to jest szajs do sześcianu!!!!!!!!!!!!!

23.01.2006, 19:48
rybka_niunia

Chłam!!!!!!!!!! Takiego beznadziejnego opowidania to jeszcze w Strefie Fikcji nie czytałam!!!A musze stwierdzić że naprawde wiele opowidań przeczytałam.I to ma być niby ta słynna Dziewica Slytherinu?!hahaha Mój 7-letni brat pisze lepiej!Całkowicie się zgadzam z dead Syriuszem tego sie poprostu nie daje czytać!

27.12.2005, 16:20
Mroczna Dama

Heh! Widzę że autor(ka) jest wielkim fanem Slayersów! Nie ma jak fireballe i mazoku. Gdzieś kiedyś widziałam też jakiś odnośnik do Liny:)

3.12.2005, 17:03
Ami Riddle

Ja tam nic nie mam do DZiewicy. Przeczytałam całą już dawno i choć nie jest to zbyt ambitne opowiadanie (spójżmy prawdzie w oczy) to przyjemnie się czyta. Co do Syriusza i jego ostatniego komentarza to mam pytanie: czy ty rzeczewiście tak przeżywasz to co czytasz, że jak ci się coś nie podoba to się stresujesz? ;) Pozdrowienia dla wszystkich fanów DZiewicy.

29.09.2005, 17:15
Szarancza_

Co to wogóle jest!? Gdzie sie podział ten sarkastyczny i troche gburowaty Snape? Został tu wykreowany na całkowitego cioteksa. Nic nie mam do Dziewicy Slytherinu ale to jest poprostu tragedia!

27.09.2005, 11:02
Lord Voldemort

calkowicie zgadzam sie z Dead Syriuszem TO JEST DO nie bede przeklinac...

9.09.2005, 22:01