Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Drzwi w Skale: Czajohowie (cz. V)

Drzwi w Skale (cz. I)

Drzwi w Skale: Achonieci (cz. II)

Drzwi w Skale: Wyjaśnienie (cz. III)

Drzwi w Skale: Pojęcie (cz. IV)




Stało się więc to, o czym mówiły legendy: Tertonowie odnaleźli Drugą Ojczyznę. Zamknęli za sobą Drzwi od Impromptu hałasów; na zawsze zerwali więzy ze światem, który tak długo był jedynym im znanym. Zostawili za sobą znane im gwiazdy, łąki, góry i morza; wkraczali w świat sprzed tysiącleci. Czy będą szczęśliwi?



- Czy będziemy szczęśliwi? - zapytał Tov Rosły, nowy władca Czajohów. - Czy będziemy szczęśliwi, przyjmując na nowo imię Czajohów? Czy będziemy szczęśliwi, opuszczając świat dotychczasowy? Czy zniesiemy porzucenie kontaktów z innymi ludźmi- wszak wielu z nich było nam życzliwymi.
- Wodzu - odezwała się Beria - dlaczego jest tu nas aż tylu? Dlaczego ściągnęliśmy ze wszystkich krańców Impromptu? Dlaczego nie brak wśród nas ani jednego stołu? Bo tu - Beria uderzyła otwartą dłonią w ziemię - tu jest nasza Ojczyzna. Tu. Nie tam - wskazała ręką w kierunku Drzwi.
Hlonda, Gacba, Borg, Umress, inni wodzowie i Czajohowie przytaknęli.
- Dobrze więc! Ogłaszam tedy wam wszystkim, że oto na oczach naszych odrodził się Rosły Czajhak, największy z tych, które istnieją pod słońcem dzisiejszym. Z woli waszej stałem się dowódcą. Ogłaszam zarazem, iż utrzymuje się dotychczasowy podział na czajhaki; wodzowie wasi - skłonił się Hlondzie i innym - pozostają. Wodzem mojego dotychczasowego czajhaku zostanie Bedo.
Czajhak radosnym okrzykiem zaakceptował wolę dowódcy.
- To wszystko, co chciałem wam powiedzieć. Ruszajcie, gdzie wasza wola. I niech wam los sprzyja.
Po tych słowach wódz wsiadł na konia i podjechał do swojego czajhaku, by przedyskutować ostatnie sprawy.



- Czy będą szczęśliwi? - zapytał Cehaura, syn Jolegi.
Odpowiedziało mu milczenie. Nikt ze zgromadzonych Achonietów nie przemówił słowa, nie chcąc niewczesnym dumaniem zaburzyć spokoju zebrania.
- Powinni być - rzekł Kalop. - Otrzymali to, czego zawsze pragnęli- ojczyznę. Kraj, z którego nikt ich nie wyzuje. Kraj, który trwać będzie, gdy Imprompt rozleci się w kawałki z powodu pychy władców jego.
- Porzucili świat znany dla nieznanego - odezwał się Humosa.
- Czy i nasi przodkowie nie uczynili tego samego? - zauważył Cehaura.
- Oni nie mieli wyboru; Tertonowie, czy raczej już Czajohowie, takowy mieli. Było im znośnie - odpowiedział Humosa.
- Tam będzie im znakomicie. Ta kraina jest największym dziełem rąk naszych - powiedział Kalop.
- Którego nie obejrzy nikt z żyjących i tych, którzy nadejdą - mruknął Humosa.
Cehaura milczał. Nie wiedział, czy szczęście stanie się udziałem Czajohów. Nie wiedział, jak Druga Ojczyzna zniesie nadchodzącą zagładę świata.
Świat miał ulec zagładzie. Nie za sprawą jakiegoś wielkiego kataklizmu czy kary bożej, ale za przyczyną samych Achonietów. Świadomość, że zmuszeni będą zniszczyć Imprompt, nie opuszczała ich od chwili, gdy Joleg, syn Uvoditiela, przebywając w pokoju wspomnień, w niewłaściwy sposób zmieszał zioła i miast przeszłości ujrzał przyszłość.



Wiadome było zarówno Achonietom, jak i Czajohom, że upływ czasu w Drugiej Ojczyźnie różni się znacząco od upływu w świecie Impromptu. Zakląwszy cały świat w głazie, nie mogli nie nagiąć jego czasu.
Zarówno więc twórcy, jak i użytkownicy nowego świata wiedzieli, że Czajohowie są na zawsze odcięci od biegu historii Impromptu. Nikt nie mógł się z nimi porozumieć ani oni z nikim mówić już nie mogli. Zniknęli z dziejów świata, jak niegdyś ich państwo.



Czajohowie znośnie żyli w Drugiej Ojczyźnie. Pobudowali sobie domy, zagrody- ci bogatsi pałace, a władca ich, Tov Znalazca Ojczyzny (niegdyś Rosły)- Pałac Rosły. Tradycją stała się wielka xahha, odbywająca się co pół roku w pobliżu Pałacu. Zjeżdżali tam niegdysiejsi przywódcy czajhaków, którzy stali się namiestnikami i reprezentantami.
Rozmnożyli się Czajohowie. Dawnymi czasy, gdy wędrowali jeszcze konno, zdarzało im się porzucanie dziewczynek (Beria Skrzydlata miała wiele szczęścia); teraz rodziło się ich nawet więcej niż chłopców. Nie czyniono nikomu żadnych przeszkód, jeśli chodzi o urzędy polityczne, namiestnictwa czy produkcję uroków i prostszych czarów.
Hlonda wzniosły założył szkołę dla poetów i pisarzy, która wydała wielu znakomitych pieśniarzy i opowiadaczy. Wielu z nich gromadziło się wokół Szyrka Boleściwego, który zapoczątkował nowy rodzaj pieśni- bolejącej nad przemijaniem świata poza Ojczyzną.
Gacba Zdolny, na polecenie syna Tova Znalazcy, Behinderta, objechał wokoło cały świat i przekonał się, że same jego krańce otacza gęsty las; gdy żołnierze Gacby zagłębili się w nie w pewnym miejscu, wychodzili na światło dzienne w tym samym. Było to achonieckie zabezpieczenie, dzięki któremu niemożliwym było wpadnięcie w otchłań Pustki rozciągającej się poza światem.



Mijały lata. Kiedy na zewnątrz rozsypywały się królestwa i imperia, gdy przemijali potomkowie władców Wybrzeży i Gór, gdy jeden po drugim wymierali Achonieci (nie chcieli się rozmnażać w obawie, by któreś z ich dzieci nie przyłożyło ręki do zagłady)- w Drugiej Ojczyźnie trwał pokój i dobrobyt. Na tronie zasiadali potomkowie Tova Znalazcy, którzy rządzili Drugim Czajhakiem łagodną ręką.



Mijały wieki. Kiedy na zewnątrz kończyła się wielka wojna Wybrzeża z Interiorem, która przetrzebiła świat Impromptu, kiedy Achonieci tak długo nie ukazywali się światu, aż rozeszły się pogłoski o ich zniknięciu- w Drugiej Ojczyźnie panował ład i porządek. Czajohowie zasiedlili cały dostępny im świat. Władzę sprawowała boczna linia potomków Gacby Zdolnego.



Mijały tysiąclecia. Kiedy na zewnątrz tworzyło się nowe imperium, obejmujące cały Imprompt, a pozostałych Achonietów można było policzyć na palcach obu rąk- w Drugiej Ojczyźnie zaczęło być tłoczno. Wojna mogła wybuchnąć w każdej chwili.
I wtedy Czajohowie zdecydowali się otworzyć Drzwi.



Pewnego pochmurnego dnia oddział Jendra Wąskobokiego przechodził koło Skały, poszukując niedobitków ludów Interioru. Nowy władca, Kar Nieporosz, nie życzył sobie, by przebywali oni na wolności. Mieli pomagać rybakom w wielkim portach w Karcie, Nosterfodzie i Ilnuksach Większych.
Słońce przebiło się przez chmury i Jendr ocenił, że nadeszła pora spoczynku. Wzniósł do góry włócznię i wydał rozkaz. Jeźdźcy puścili konie wolno i obsiedli skałę, pożywiając się chlebem i serem.
W pewnym momencie usłyszeli głosy. Hut, prawa ręka Jendra, wspiął się na szczyt Skały i rozejrzał, ale nie zobaczył niczego i nikogo. Już miał się zsunąć, gdy usłyszał odgłos odsuwanych kamieni.
- To ze środka tej skały - ocenił Jendra i nie mylił się.
- Rozsypuje się od środka? - zdziwił się Nires, syn Cefki.
- To możliwe. Wszak i jajko ma skorupę wytrzymalszą niźli środek... - powiedział Hur.
- A te głosy? - dopytywał się Nires, który także je słyszał.
- Złudzenie uszu... - chciał powiedzieć Jendra, ale nie zdążył, bo ujrzał, jak na Skale pojawia się kontur Drzwi.
- O bogowie, to drzwi ! - krzyknął Nires.
- Odsuńcie się - zakomenderował cicho Jendra. Wszyscy odeszli od Skały i pilnie przyglądali się jej.
Drzwi rysowały się coraz wyraźniej, aż w końcu stały się rzeczywiste. Ktoś pchnął je od środka i wyleciały wraz z zawiasami. Przez chwilę nie było widać nikogo, ale Jendra znakiem przykazał podwładnym gotowość do ataku.
W Drzwiach stanął niewysoki- a w porównaniu z ludźmi Jendry dość niski- Czajoh, Kris, syn Ujapta. Jego ród wywodził się od Umresa Władczego. Kris ubrany był w delikatne, zielone sukno. W ręku trzymał zdobioną laskę.
Naprzeciw niego stali ludzie o mocnej budowie, w znoszonych strojach, dzierżący miecze, topory i włócznie. Znać było, że przeszli wiele i gotowi są przejść drugie tyle.
W ten oto dzień spotkali się ze sobą Czajohowie i Morseci (Wybrzeżanie). Nic o sobie wzajemnie nie wiedzieli, nic ich nie łączyło- może tylko chęć porozumienia.
- Kim jesteś, przybyszu? - zapytał Jendra, używając języka morseckiego.
Kris wybałuszył oczy. Dowódca oddziału pytał go dość długo, a pomagali mu podwładni, znający języki ludów Interioru. Jednak żaden z nich nie był znany Krisowi.



- Trzeba mu będzie wytłumaczyć ręcznie - powiedział Nires.
- Znaczy, przylać? - upewnił się Hur.
- Nie, grubianie! Odprowadzimy go do cesarza. On ma na dworze mędrców wszystkich krain. Może ułożą dla niego język albo spróbują dojść, jakim włada obecnie... - zamyślił się Jendra. - Tak, tak będzie najlepiej. Tylko weź mu to teraz wytłumacz.
Kris przyglądał się z uwagą rozmawiającym. Pomyślał, że czas wyjąć z zanadrza tabliczki, w które wyposażyli go mędrcy.
- Spójrzcie, on coś nam wciska! - krzyknął Nires i wyjął z ręki Krisa tabliczki.
- Co to takiego? - spytał Jendra, podchodząc bliżej i biorąc jedną z nich.
- Zobacz, tu drzewo, tu skała albo góra... nie rozumiem tego.
- Już wiem! - ucieszył się Hur. Podszedł do Skały, klepnął ją mocno i powiedział do Krisa:
- SKAŁA.
Kris wyjął nożyk i wyskrobał na tabliczce z piktogramem skały jakieś litery.
- Rozumiecie? - upewnił się Hur. - On ma tu różne podstawowe pojęcia, i my mamy mu powiedzieć, jak to jest w naszym języku!
- Rozumiemy - powiedział Jendra i podszedł do Krisa. Dźgnął go palcem w pierś i wydał z siebie dźwięk o pytającej intonacji.
- Kris - odpowiedział na nieme pytanie.
Jendra odsunął go i wskazał na krajobraz za Drzwiami.
- Drugi Czajhak - brzmiała odpowiedź.
Jeden z jeźdźców Jendry podniósł głowę.
- Czy on powiedział "czajhak"?
Podszedł do Krisa i spytał go, wskazując na Drugą Ojczyznę:
- Czajhak?
- Czajhak, Czajhak! - odparł uradowany Czajoh.
- No, to jesteśmy w domu, wodzu - powiedział do Jendry równie uradowany Morseta.
- Jak mówisz? Zrozumiałeś jego mowę?
- Nie, wodzu, ale słowo nie jest mi obce. Znam je z legend o Tertonach.
- Masz na myśli...
- Tak.
- Ho, ho. Kto by przypuszczał. Legenda na naszych oczach odradza się. Hur, przyspiesz tą jego edukację. Musimy mu wytłumaczyć, że pojedzie z nami.



Dzięki cierpliwości Hura i pojętności Krisa udało im się wkrótce dojść do porozumienia.
- Kris i Hur i Jendra - powiedział Hur wskazując kolejno na wymienione osoby. - Jechać razem.
Kris przytaknął głową, wykonując jednocześnie gest zagarniania.
- Kris na koń - kontynuował Hur, wskazując na zwierzę należące do Niresa.
Czajoh wsiadł na konia. Neris spojrzał na niego wilkiem, po czym oddalił się, by wybrać najlepszego z luzaków.
- W porządku, Hur. Będziesz jechał obok niego. Neris, odprowadzisz resztę oddziału do Hermasy.
- Tak jest, wodzu - odparł Neris, prostując się nieco w siodle.
- Ruszamy! - krzyknął Jendra i popędził w kierunku Idesselii- stolicy państwa Morsetów.



Tak jak przypuszczał wódz, cesarz Nieporosz miał na swoim dworze wystarczającą ilość mędrców, by mogli zająć się Krisem. Dzięki ich metodom Kris w ciągu ośmiu dni opanował podstawy języka morseckiego na tyle, że dostrzegał niejakie podobieństwo między niektórymi wyrazami.
Po kolejnych sześciu dniach Kris był gotowy, by opowiedzieć cesarzowi o misji, z którą przybył na Zewnątrz. Nie pominął żadnego szczegółu- jego ojciec polecił mu być szczerym.
Taktyka okazała się skuteczna- władca uważnie słuchał mowy Czajoha, po czym umieścił go w wygodnej komnacie, gdzie nie brakowało mu niczego. Sam zwołał naradę mędrców.



- Cóż powiecie, mędrcy? Czyż na naszych oczach nie spełniają się słowa wielkiego wróżbity Refana?
- Masz na myśli lud podziemny, panie?
- Tak, Zmoleniu. Czy któryś z was, dostojni, ma przy sobie księgę Refana?
Nikt nie miał, więc Nieporosz posłał po nią gońca. Gdy wziął ją w ręcę, chwilę popatrzył na zgromadzonych. Potem otworzył księgę i znalazł odpowiednie słowa:
"Za panowania ostatniego władcy Impromptu opuści swe siedziby lud podziemny i ukaże się na powierzchni. Jeden z ludu owego przybędzie na dwór i da tym samym znak, że oto nadszedł czas. W tej oto godzinie poślą po wielkich mędrców, którzy wyniosą władcę, dwór i lud jego wysoko ponad gwiazdy, gdzie bytują bogowie. Dzieła ludu dni ostatnich nie odejdą w zapomnienie, ponieważ zadba o nie lud podziemny"
- Czy ktoś jeszcze uważa, że lud podziemny to zeszłoroczna inwazja kretów? Nie? W takim razie dziękuję. Niech któryś z was, dostojni, sprowadzi mojego zaufanego Fera.



Fer jechał dość szybko; chciał jak najprędzej wypełnić misję i być na dworze, gdy rozpocznie się to, co zapowiedział Refan.
Jego misja była prosta: miał przekazać cesarskie słowa Achonietom. Za czasów panowania Nieporosza panowało powszechne przekonanie, że wymarli co do jednego. Tylko nieliczni wiedzieli, że pozostało ich jeszcze czterech czy pięciu.



- Kim jesteś i czego tu szukasz, panie? - zapytał Achonieta, stojący na straży.
- Jestem Fer, syn Holelki, zaufany cesarza Morsetów Kara Nieporosza i jego poseł do ludu Achonietów, pozostającego pod władaniem Petra, syna Cehaury.
- Czy zaczekasz, Ferze, synu Holelki, aż porozmawiam z Petrem, synem Cehaury?
- Oczywiście, panie.
Minęło trochę czasu, zanim strażnik powrócił i zaprowadził Fera do komnaty Petra. Oczywiście, z zawiązanymi oczami.



- Jesteś więc zaufanym cesarza, tak? - zapytał głucho Petr.
Syn Cehaury był zgrzybiałym starcem, który od kilku lat nie opuszczał łóżka. Fer ukłonił się przed nim i odpowiedział:
- Tak, panie, ja nim jestem. Czy zechcesz wysłuchać słów Kara Nieporosza?
- Mów - mruknął Petr i ostrożnie poprawił się na łóżku.
Fer mówił krótko i zwięźle. Kiedy umilkł, zapadła cisza.
- Czy możesz podać mi tamten dzwonek, synu Holelki? - zapytał wreszcie Achonieta.
Morseta podał mu go. Patrzył, jak na ostry dźwięk przybył nieco młodszy ziomek Petra i jak obaj mówili cicho nieznanym językiem. Potem Achonieta oddalił się, a Petr znów poprawił się na łóżku i powiedział:
- Powiedz cesarzowi, że musi przyjechać i osobiście podpisać wszystkie dokumenty. Nie wiem, jakie otrzymałeś pełnomocnictwa, ale muszę pomówić także z Nieporoszem.



Fer zaraz po powrocie zdał relację cesarzowi. Kar Nieporosz wysłuchał go uważnie. Potem zawołał swojego pisarza i powiedział doń:
- Pisz, co ci powiem: "Odezwa Kara Nieporosza, cesarza Imperium Morseckiego, do wszystkich narodów pozostających w granicach moich. Od dawien dawna marzeniem człowieka jest wznieść się do gwiazd. Rozliczne pokolenia mędrców usiłowały spełnić owo pragnienie, ale nie powiodło im się. Dziś my, cesarz morsecki, dajemy wam gwarancję..."



"...dajemy wam gwarancję", uciszcie się, na Wielki Borg! - wrzasnął obwołoywacz miejski w stronę rozkrzyczanej grupy chłopów. Pod jego wzrokiem umilkli. Wrócił do czytania:
- "Dajemy wam gwarancję, że przed końcem roku bieżącego my, dwór nasz oraz wszystkie ludy pozostające pod zwierzchnictwem naszym, znajdziemy się wśród gwiazd, gdzie zasiadają bogowie! Poznamy odwieczne ich tajemnice i staniemy się im równi! Spełni się podówczas przepowiednia proroka Refana, który za lat dawnych przepowiedział, iż porzucimy ziemię i wzniesiemy się ponad niebo. Dzieła nasze, które pozostawimy, nie pójdą w zapomnienie, albowiem obejmie nad nimi pieczę lud nowy- Czajohowie, naród podziemny, nasi następcy i zastępcy. Szczegóły poznacie z ust waszych namiestników i naczelników. To rzekłem."
Obwoływacz zszedł z beczki i poturlał ją w stronę właściciela.
- Panie wołacz! - krzyknął w jego stronę handlarz żelastwem.
- O co chodzi, Fandorin?
- To prawda, że cesarz nas do gwiazd wyślą?
- No chybaście słyszeli?! Cesarz nie z tych, co łżą. Rok nie minie, a będziem ucztować z bogami, obwoływacz wam to mówi! - napuszył się i oddalił w stronę gospody.



- To szaleństwo!
- To konieczność - zaprzeczył Bellois. - Nie możemy zmienić przyszłości, a taką właśnie ujrzał Joleg: przyłożymy rękę do zagłady świata.
- Przyłożymy? - Petr uniósł się na łóżku. - My go z zimną krwią zamordujemy!
Opadł na poduszki, po czym kontynuował nieco słabszym głosem.
- Trzeba było posłuchać Eweryta. Powiedzieć wszystkim, że nie ma bogów. A jeśli są, to na pewno nie mieszkają nad gwiazdami.
- Przecież świat by się rozsypał! - zapalił się Bellois. - A zresztą, nie uwierzyliby...
- Nie w takie rzeczy uwierzyli. Teraz za późno. Daliśmy słowo cesarzowi.
- Rzekłeś. Ale post factum zrobimy to, o czym ci mówiłem?
- Tak. W tej kwestii rozumiem cię znakomicie.



W tym czasie cesarz Kar zapoznawał Krisa z historią Imperium Morseckiego; razem czytali księgi, przepowiednie, studiowali mapy, oglądali skarby zgromadzone przez pokolenia. Jeden zwrócił szczególną uwagę Krisa.
- Panie, co to za medalion?
Cesarz sięgnął ręką po wykonany ze srebra przedmiot.
- To bardzo stara robota. Te znaki to alfabet poharski.
Kris przyglądał się uważnie literom. Oczy zaczęły mu błyszczeć.
- Panie... to moja rodzinna relikwia!
- Jak to? - zdziwił się władca.
- Tak, to legendarny medalion Umresa Władczego, mojego praprzodka, który uczestniczył w przejściu do Drugiej Ojczyzny.
- W takim razie weź go. Proszę.



Nigdy w dziejach teskowie nie wykonali tyle pracy. Ale też nigdy w dziejach tyle im nie zapłacono. To, co wykonali ich przodkowie przy tworzeniu Drugiej Ojczyzny, bylo kiwaniem palcem w porównaniu z tą harówką. Zdążyli na czas.



Czterech Achonietów zostało rozlokowanych w czterech strategicznych punktach Imperium.
Petr zamieszkał na dworze cesarza.
Bellois stanął na molo w Ilnuksach większych.
Brat Belloisa, Bekontier- na Wzgórzu Yas.
Strażnik (historia nie przekazała jego imienia)- przy Skale. Pilnował, by to, co miało trafić do Drugiej Ojczyzny, trafiło tam bez przeszkód.
Kiedy Petr dowiedział się od cesarza o osobie Krisa i jego misji, kazał go do siebie przywołać. Rozmawiali do późnej nocy. Krążący po pałacu słudzy, spełniający życzenia sprowadzonych dla zwieńczenia dzieła tesek, nie mogli się powstrzymać od podsłuchiwania pod drzwiami sędziwego Achoniety. Nie usłyszeli jednak niczego.
Kris wyszedł od Achoniety rankiem. Wybudzeni z drzemki słudzy nie mogli niczego wywnioskować jego z twarzy. Nie mogli także nie zauważyć, że Czajoh posiwiał.



Nadszedł wreszcie Dzień.
Petr stanął na dziedzińcu pałacu cesarza.
Bellois wspiął się na bocianie gniazdo statku "Nieporosz II"
Bekontier utkwił wzrok w przepływających nad nim chmurach.
Strażnik wspiął się na Skałę.
Cesarz nerwowo przechadzał się po krużgankach swego pałacu, raz po raz zerkając na Petra. Ten ze swojej strony również spoglądał na cesarza.
Kris stał w Drzwiach (po stronie Czajhaku). Rozmyślał o tym, co powiedział mu Petr. Zgodnie z jego życzeniem nie wyjawił treści rozmowy cesarzowi. "Za chwilę nie będzie to miało znaczenia. Idź w pokoju, synu Czajohów".
Mieszkańcy miast i wsi stali na placach i polach, pilnowani przez namiestników i naczelników.



Petr, Bellois, Bekontier i Strażnik wyciągnęli z zanadrza nieduże buławy i wetknęli je: Petr między płyty na dziedzińcu, Bellois między kamienie na molo, Bekontier w ziemię, a Strażnik- w Skałę.
Cesarz wbiegł na wieżę.
Kris chwycił klamkę i przymknął Drzwi, ale nie na tyle, by nic nie wiedzieć.
Mieszkańcy miast i wsi stali na placach i polach, pilnowani przez namiestników i naczelników.



Petr, Bellois, Bekontier i Strażnik chwycili buławy w ręce i pociągnęli je do siebie. Płyta dziedzińca, kamień molo, ziemia i odłamek skały wyleciały w powietrze.
Cesarz nie odrywał wzroku od nieba.
Kris zostawił w Drzwiach wąską szparę.
Mieszkańcy miast i wsi stali na placach i polach, pilnowani przez namiestników i naczelników.



Ziemia ruszyła w górę.
Petr, syn Cehaury, Bellois i Bekontier, synowie Bertola i Strażnik- ostatni Achonieci, jakich nosił świat Impromptu- wyciągnęli z ziemi buławy. Każda z nich miała zaostrzony koniec. Tymi końcami każdy z Achonietów przebił swoje serce. Wyzionęli ducha w jednej chwili.
Cesarz Imperium Morseckiego, Kar Nieporosz patrzył, jak na jego oczach zmienia się świat.
Kris, syn Ujapta, Czajoh z rodu Umresa Władczego, zamknął Drzwi.
Mieszkańcy miast i wsi przewrócili się na ziemię; poczuli wstrząs. Namiestnicy i naczelnicy upadli na kolana, po czym wstali i usiłowali zaprowadzić porządek.



Tu kończy się historia świata Impromptu. Jak się łatwo domyśleć, Ziemia, wyrwana z przeznaczonego jej przez bogów miejsca, pozbawiona odpowiedniej ilości światła słońca, przestała być miejscem przyjaznym dla życia. Śmierć cesarza, dworu i wszystkich ludów pozostających pod jego panowaniem, nie trwała długo.
Ale nie skończyła się historia świata Rosłego Czajhaku. Nie jesteśmy jednak w stanie jej poznać, bo Drzwi zostały na zawsze zamknięte i nie ma nikogo, kto byłby je w stanie otworzyć- ani od Wewnątrz, ani z Zewnątrz. Rzeknijmy więc sobie, iż los Rosłego Czajhaku spoczywa teraz w ręku bogów. I tymi słowy zakończmy historię świata Impromptu i ludów go zamieszkujących.


KONIEC





Valaraukar, użyczając swojej pomocnej dłoni, zgryźliwości i innych cech, pomógł wyłonić sześć tegorocznych opowiadań które zajęły honorowe miejsce w ramce po lewej stronie, będąc przy okazji opowiadaniami dobrymi i polecanymi. Jeśli uważasz, że któreś z opowiadań zostało niesłusznie pominięte, zgłoś ten fakt, a burzliwie dyskusje się rozpoczną ;)
— Assarin




Adam Aleksander Klimowski
10.08.2007, 20:35

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Narya

Już nieważne :) Choć i tak nikt się nie pofatygował... Pf... ;)

16.08.2007, 21:03
Narya

He... he... Wraca człowiek z wakacji trochę dłuższych, patrzy, a tu na Proroku same dziwy... Może mi ktoś wytłumaczyć, co tu się porobiło?! Tak zwięźle wystarczy. Co z grafiką? Trochę zmieniona, trochę nie? O co w ogóle chodzi?! Bo efekt niezbyt estetyczny. Nie wiem, może mam omamy, może stężenie alkoholu po intensywnych ostatnich tygodniach za duże jeszcze we krwi... Ale proszę mnie oświecić. Jak nieskładnie napisałam, to proszę wybaczyć, ale powód podany wyżej.

16.08.2007, 00:51
V.

Zwłaszcza pod wpływem, stąd to i-ha-ha.

13.08.2007, 22:42
V.

Z dziką rozkoszą rozbijamy osłonki mielinowe, i-ha-ha.

13.08.2007, 20:33
Assarin

Powiedziałbym, że na nauroprzekaźniki.

13.08.2007, 20:01
V.

No, zwłaszcza ten układ nerwowy. Mamy widocznie, jeden z drugim, destrukcyjne działanie na synapsy.

13.08.2007, 16:49
Assarin

Ej, to już było niefajne :P

13.08.2007, 13:37
Agrypine SIRRAH

Dalsza dyskusja w Wami obydwoma na ten temat może zakończyć się całkowitą ruiną mojego, szwankującego zresztą, układu nerwowego. Kiedy tak tutaj patrzę, polityka Kaczyńskich wydaje się całkiem porządna.

13.08.2007, 10:51
Assarin

No już, fascynacja dziewicami nie jest taka zła. Nie miej wyrzutów sumienia, że zdradziłaś się.

13.08.2007, 10:32
Agrypine SIRRAh

Wypraszam sobie.

12.08.2007, 00:55