Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Smak malin

Z dedykacją dla Presiaka, ponieważ lubi romanse.
Dziękuję Fru i Raillie za korektę.


Smak malin


„I nawet nie głowa
nie
i nie usta
nabrzmiały południa owoc
piersi - właśnie
piersi miała takie
że tylko stać
i wyć z zachwytu do chmur.”
- Halina Poświatowska


W powietrzu unosił się zapach jej perfum. Leżała w tej swojej wyzywającej pozie na łóżku. Czytała jakąś grubą, oprawioną w skórę książkę. Przygryzała lekko dolną wargę - zawsze tak robiła, kiedy się nad czymś skupiała. Na palcu lewej ręki, wplątanej w długie, nieuczesane, brązowe włosy, błyszczała obrączka. Ramiączko cienkiej podkoszulki w kolorze cytryny opadło na opaloną skórę.
Hermiona, zajęta swoimi myślami, nie zauważyła mojej obecności. Stałem oparty o framugę drzwi. Mimo, że miała już trzydzieści lat, wciąż widziałem w niej tamtą rumieniącą się na mój widok dwudziestolatkę. A przecież to było tak dawno. Wieki temu.



- Wyjdziesz za mnie? – poprawił włosy opadające mu na twarz. Musiał wyglądać lepiej niż zwykle. To była chwila, którą miał pamiętać do końca życia.
Roześmiała się. Tym swoim łagodnym śmiechem. Przez chwilę myślał, że mu odmówi. Popatrzyła na niego figlarnie spod przymrużonych powiek.
- Za ciebie? – oparła się o drzwi. Jej i tak już króciutka spódnica podwinęła się do góry jeszcze bardziej. Uniosła brwi w znaczącym geście, całkowicie świadoma tego, jak słodko teraz wygląda. Przełknął ślinę. Pokiwał głową. Już nie wpatrywał się w jej dekolt, jego spojrzenie zawędrowało niżej.
- Za mnie – powiedział pewnie, starając się opanować drżenie głosu. Chciał iść z nią do łóżka tu i teraz. Nie mógł czekać do jakiejś tam nocy poślubnej.
- Naprawdę tego chcesz? – w jej spojrzeniu wciąż dostrzegał tą samą niepewność, która towarzyszyła jej od zawsze. Zupełnie jakby jeszcze nie mogła uwierzyć, że są razem. Ona, którą zawsze w tajemnicy nazywali Panną Wiem – Wszystko – Granger, święcie przekonani, że nigdy się o tym nie dowie.
Kiwnął głową. W jego zielonych oczach błyszczało pożądanie. Spuściła wzrok i zarumieniła się lekko, jednak on tego nie widział. Tylko jej nogi. Takie gładkie. I uda. Jędrne, troszkę zbyt pulchne, ale tak dobrze znajome. Te same, którym przyglądał się podczas treningów quidditcha w piątej klasie, kiedy udawała uprzejmie zainteresowaną tym, co dzieje się na boisku, a w rzeczywistości wciąż rzucała te niecierpliwe spojrzenia na książkę leżącą obok. Wreszcie króciutka, bordowo-złota spódniczka w szkocką kratę. Pod nią bielizna. Nie mógł jej widzieć, ale zawsze wyobrażał sobie, że jest czerwona. Koronkowa. Opinająca się na ciele i trochę zbyt skąpa. Ale tylko trochę, jak na Gryfonkę przystało.




Na dole skrzypnęły drzwi. Poruszył się niespokojnie. Wspomnienia rozwiały się.
Po chwili wyszedł na palcach z pokoju, cicho i bezszelestnie. Jedynym dowodem jego obecności był koszyk malin, pozostawiony na nocnym stoliku.
Na zewnątrz przywitał go lodowaty podmuch wiatru. Zbliżała się zima. Zrzucił z siebie pelerynę niewidkę i szczelniej okrył płaszczem.
Odwrócił się po raz ostatni w stronę tego wielkiego, ponurego domu. Pomyślał, że to może dobrze, iż załatwił tę całą sprawę w taki, a nie inny sposób. Nienawidził pożegnań. Poza tym, ona czuła się taka szczęśliwa. Nie chciał, żeby się obwiniała.

Tego dnia ulice starej dzielnicy Londynu były prawie puste. Tylko od czasu do czasu jakiś zziębnięty przechodzień mijał go szybkimi krokami, zapewne śpiesząc do domu. Zbliżały się święta, więc wystawy sklepowe obwieszone były świecidełkami. Ciepłe wnętrza małych sklepików kusiły.
Zatrzymał się przed jednym z nich. Porcelanowa lalka w czerwonej sukni z falbanami machała do niego. Jej złote loki wymykały się spod dużego, uszytego na dziewiętnastowieczną modę kapelusza. Miała ładny uśmiech. Po chwili podeszła sprzedawczyni i lalka zniknęła z półki zaścielonej bordowym atłasem. Kilka minut później jakaś dziewczynka wybiegła ze sklepu piszcząc radośnie i obejmując starszego pana w pasie.
- Dziękuję, dziadziu, dziękuję! Zawsze chciałam taką mieć!
Odeszli w głąb ulicy. Przyłapał się na tym, że wciąż wpatruje się w wystawę z czołem przyklejonym do zamarzniętej szyby. Padał deszcz. Zupełnie tak, jak wtedy…



Rzuciła mu się na szyję. W jednej ręce trzymała koszyk owoców, a drugą przyciągnęła go do siebie. Jego mokry płaszcz lepił się do jej cienkiej koszuli nocnej. Nie zwracała na to uwagi.
Nieopodal trzasnęły niedomknięte drzwi.
- Podoba ci się prezent?
- Skąd wiedziałeś, że lubię maliny?
- Która to już rocznica?
- Rok odkąd zerwałeś z…
- Przestań. Dlaczego musisz zawsze o tym wspominać…
- Już nic nie mówię.
- Nic?
- Kocham cię. A skąd wiedziałeś o malinach?
Nie odpowiedział. Zamknął jej usta pocałunkiem.




Powoli zapadał zmierzch. Cienie wydłużały się. Deszcz wciąż padał, a krople wody uderzały o wybrukowaną uliczkę.
- Przepraszam pana…
Odwrócił się. Jakiś młody chłopak o orzechowych oczach szedł tuż koło niego. Bez parasola, cały przemoknięty, ale szczęśliwy.
- Tak?
- Bo ja nie jestem stąd, a chciałabym kupić kwiaty. Wie pan może, gdzie jest najbliższa kwiaciarnia?
Powiedział mu. Krótko i zwięźle. Widok tego dziecka budził w nim wspomnienia. Chciał się ich jak najszybciej pozbyć. Pytanie, które zadał, wyrwało mu się samo, wbrew woli i tak trochę poza świadomością.
- Dla narzeczonej?
- Tak. Ona kocha róże.
- Też kiedyś kupowałem czerwone róże. I maliny. Tak, ona uwielbiała maliny. A potem nie było już dla nich miejsca.



Przez otwarte okno wpadały płatki różowych kwiatów. Jej matka kochała Prunus cerasifera, pospolicie zwane śliwą wiśniową. Kiedy Hermiona była jeszcze niemowlęciem, kazała przenieść dziecinny pokój z piętra na parter. Chciała, by jej córeczka, kiedy już podrośnie, mogła co rano budzić się z tym cudownym uczuciem, że za oknem czeka na nią coś podobnego do raju.
Teraz sad rozrósł się, a w pokoju dwudziestoparoletniej kobiety nie pozostał już żaden ślad z dzieciństwa. Miejsce pluszowych misiów zastąpiły książki, lalek – zwoje pergaminu. Przez zasłonięte żaluzjami okna wpadały nikłe promienie światła. Jednak ten dzień należał do wyjątkowych. Mała Miona wychodziła za mąż.
- I jak? Dobrze?- zapytała Hermiona.
- Tak. Doskonale – odpowiedział Harry.
Matka dziewczyny zauważyła, że w jego głosie zabrakło tego optymizmu, jaki towarzyszył mu zazwyczaj przy spotkaniach z Hermioną. Zmienił się przez te parę lat. Wydoroślał. Tylko te duże, zielone oczy jak u dziecka żywo kontrastowały z rysami twarzy. Dostrzegła w nich zachwyt i coś jeszcze. Coś na kształt tęsknoty, jednak wcale nie była pewna, czy właściwie interpretuje jego spojrzenia. Prawie go nie znała. Należał do świata, który był jej całkowicie obcy.
Czasami zastanawiała się, czy ta dziewczyna, która teraz stoi przed nią, jest tym samym jedenastoletnim dzieckiem, pełnym optymizmu i radości życia. A jeżeli nie, to w którym miejscu w przeszłości została jej maleńka córeczka? Zawsze, kiedy o tym myślała, dochodziła do wniosku, że już za późno, aby stawiać sobie tego typu pytania.
- Poczekaj…
Odwrócił się w drzwiach.
- Przepraszam – szepnęła.
Nic nie powiedział. Wyszedł.
Nie uśmiechnęła się już. Stała tak przez kilka chwil, w milczeniu wpatrując się w okno. Brązowe, teraz wysoko upięte loki, połyskiwały w świetle słońca. Smutek na jej bladej twarzy kontrastował z białą, prostą suknią, przewiązaną zaraz pod klatką piersiową błękitną wstążką. Biżuterii nie potrzebowała. Prosty ubiór najlepiej podkreślał delikatność jej urody i dwie wypukłości, od których zaledwie kilka minut temu Harry nie mógł oderwać wzroku. Wyglądała trochę jak Greczynka.




Ten pociąg był zupełnie inny niż Hogwarts Express. Jechało w nim zaledwie kilku pasażerów. Brakowało tego gwaru, kłótni i śmiechu. Brakowało najbliższych przyjaciół. I wrogów. Brakowało wózka ze smakołykami. Brakowało celu i optymizmu. W zasadzie to brakowało w nim życia.
Deszcz miarowo stukał o szyby. Usypiająco. Denerwowała go ta irytująco uprzejma starsza kobieta, która na darmo usiłowała rozpocząć z nim jakąkolwiek rozmowę.
Wyszedł na korytarz i ruszył w kierunku tyłu pociągu. Otworzył okno. Orzeźwił go podmuch lodowatego, jesiennego wiatru. Widział znikające w oddali krajobrazy. Rozmywały się w jego oczach jak senne wizje po przebudzeniu. Stacja stawała się coraz mniejsza i mniejsza, aż wreszcie została gdzieś daleko.
Było jeszcze wiele przystanków. Był obraz z ojcem niosącym choinkę do domu. Był obraz ze śnieżycą i lasem. Był obraz z całującą się na mrozie parą zakochanych. Wszystko zniknęło. Rozmazało się. Zostało za nim. Zupełnie tak, jak jego życie.




- Wróciłeś! – ucieszyła się na jego widok.
- Tak, Miona.
Stał w progu. Taki jak zawsze – bliski i daleki jednocześnie. Z tym swoim erotycznym spojrzeniem, czarnymi lśniącymi włosami i długim, haczykowatym nosem. Z miną człowieka, który kocha książki oraz kobiety, takie jak ona. I tylko czasami zdejmuje maskę ironii i szyderstwa. Snape.
- Będziemy się dziś kochać?
- Muszę to przemyśleć, panno Granger – przybrał poważną minę, a ona się uśmiechnęła.
Spojrzała na stolik nocny.
- Och, skąd wiedziałeś, że kocham maliny? – wpadła w objęcia męża i pocałowała go.
O czym ona mówi, pomyślał Mistrz Eliksirów, zanim zaczął zdejmować koszulę swojej najlepszej uczennicy, swojej żonie, swojej Mio.

Sh'eenaz
28.06.2007, 18:23

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Bahanka

Słabe

7.04.2012, 19:44
Peggy

Zgadzam się , że Snape i Hermiona to przesada. Mi sie zrobiło niedobrze gdy to czytałam ... Jednak opowiadanie bardzo dobre.

10.08.2009, 09:53
Aadelaide

Gratuluję wyobraźni i talentu... Całość bardzo tajemnicza, ale Snape i Hermiona? To malutka przesada....

10.05.2009, 13:11
Mimi May

Internet posiada wiele śmiesznych opowiadani z cyklu Hermiona-Snape lub Granger-Malfoy. Większość z nich jest tak do siebie podobnych że mi osobiście śmiać się z tego chce. Cytuje:"Hermiona zbliżyła się do Draco popatrzyła głęboko w oczy i pocałowała" i zaraz po tym zaczyna się już następny dzień. I tak jest w każdym tym opowiadaniu. Co ta Hermiona to jakaś bogini że rozkochuje sobie wszystkich chłoptasiów i topi serca pokryte lodem. Chociaż muszę przyznać to opowiadanie było nawet ciekawe. Gratuluje autorowi pomysłu i zero nudy. Gdzie te wzmianki dla dorosłych? Ja chyba oślepłam może masz na myśli te cytuję: "-Będziemy się dziś kochać" A teraz kończę i nie przynudzam bo zapewne macie mnie już dosyć.

18.05.2008, 09:31
No.name

Niezłe. Naprawdę muszę to przyznać autorowi.W ogóle zakończenie zaskakujące a i całość tajemnicza świetne po prostu świetne. Trochę kojarzy się to jako nawiązanie do opowiadania "Święty Snape" tylko znacznie później

19.03.2008, 21:14
equail

wszystko piękne, ale dlaczego Snape????!!!

15.03.2008, 07:35
Sh'eenaz

Dziękuję wszystkim, którzy czytali i skomentowali ten tekst. :* Czasami tu wpadam, czytam, biorę sobie do serca uwagi i pochwały. :)

23.02.2008, 19:48
sasaya

mnie też dawno tu nie było, rzekłabym nawet że bardzo, bardzo dawno. ciesze się z tak przyjemnego powrotu. Sh'eenaz prosze o więcej :)

26.12.2007, 19:59
Cathleen

Takie proste i takie piękne jednocześnie. Klasyczne. Ale nie mogłabym się spodziewać niczego innego po autorce z nickiem, który już świadczy oświedtnym guście literackim:) Oj, dawno mnie tu nie było:) Dobry, stary Prorok!

28.11.2007, 22:28
GiselleBlack

To jest piękne... Nie wiem co więcej mogę napisać...Ma w sobie tą inność, którą posiadać musi tekst by nazwać go wartościowym. Szkoda, że nie wszyscy to rozumieją ...

4.10.2007, 13:12