Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Dziewica Slytherinu 2 – Mickiewicz Kontratakuje, dzień XI, część pierwsza

– Masz litość, kobieto? – spytał Piotrek, przecierając zaspane ślepia i obserwując, jak jego siostra atakuje dywan przy pomocy rozjuszonego odkurzacza. – Jest dopiero 4.30.
Popielata wiewiórka skryła się pod jedną z poduszek na kanapie.
– Nie – odparła szczerze Sam. – Jak doskonale wiesz, czary czyszczące w tym domu nie działają, co jest wynikiem działań poprzednich właścicieli. W ogóle żadne czary poza teleportami – kontynuowała Mierzeja wyraźnie poirytowana. – Tylko strych i piwnica są tu normalne, więc zmiataj stąd, zanim mnie naprawdę zdenerwujesz. Dziś spałam tylko trzy i pół godziny, więc postaraj się mnie nie wkurzać, bo zrobię się niebezpieczna dla otoczenia.
– A co ty właściwie robisz? – spytał, zauważając pootwierane szafki (w większości puste) i kilka załadowanych papierami pudeł.
– Sprzątam! – warknęła, wypychając Piotrka za drzwi. – Zawsze chcecie, żeby tu był porządek, więc to w końcu robię!

***

Zadzwoniła komórka.
Wampir z niedowierzaniem popatrzył na wyświetlacz.
– No… no… no…
Nacisnął zielony przycisk z namalowaną słuchawką.
– Tak?
– Cześć, Wasyl – poinformował go dziewczęcy głos. – Mam bardzo interesującą propozycję dla Adasia. Dziś, w „Świecie Fantazji”, o 19.00. Ma być sam, bo inaczej może się pożegnać ze swoją rączką. Schowam ją tak, że nie znajdzie jej do końca żywota.
– Cześć, Sam – powiedział wampir, jakby nie dosłyszał dalszej części przemowy. – Jak się masz? Bo ja mam się świetnie.
– Przekaż to Potockiemu.
– Dlaczego osobiście do niego nie zadzwonisz? – Wasyl wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. – Jeśli dobrze znam całą sprawę, to nawet nie powinienem się wtrącać.
– Jeśli komuś powiedziałeś, to osobiście wyrwę ci język.
– Czy ja jestem idiotą? – Wampir zapalił papierosa i zaciągnął się. – O ile dobrze wiem, to Adaś twierdzi, że jesteś wyższą od niego brunetką o gabarytach walkirii. Nie przyznał się nikomu poza Anną, Mikołajem i Klarą, że rękę urwał mu teleport autorstwa niepełnoletniej blondynki…
– Przez jego kretynizm musiałam zdać ten durny egzamin w Ministerstwie. – Głos ociekał jadem. – Jeśli się nie zjawi, to zadbam, by miał małe piekiełko.
Rozłączyła się.
Komórka ponownie zadzwoniła.
– Tak, Mirek.
– Zaglądałeś do swojej skrzynki?
– Oczywiście, że nie zaglądałem, Panie Pogromco. – Wasyl podszedł do biurka i włączył laptopa. – Ale zaraz zajrzę… A co u ciebie słychać? Podobno wczoraj miałeś kontrolę z MM…
– Otwórz swoją skrzynkę, a dowiesz się dlaczego. – Głos po drugiej stronie linii był nieco podenerwowany.
– Już się loguję… cierpliwości… – Wampir wstukał login i hasło. – Mam tu 36 nowych wiadomości. Która jest twoja?
– Zgadnij.
– Czyli ostatnia. – Kliknął. – On jest idiotą…
– Oczywiście, że jest idiotą – potwierdził nazywany Mirkiem. – A ja jestem jeszcze większym, bo się dałem podpuścić.
– Masz przechlapane – orzekł Wasyl. – Znając wybuchowość owej panny, możesz mieć spore kłopoty.
– Już mam. Jeden człowiek w stanie szoku i jeden w śpiączce.
– Gdyby to była Viktoria, to musiałbyś zamówić dwa wieńce pogrzebowe… Na szczęście panna Search na razie uszkadza swoich przeciwników, ale ich nie uśmierca. – Wasyl puścił kółko z dymu. – Gdy się spotkaliśmy, zagroziła, że jeśli nie będę się odpowiednio zachowywał, to wydłubie mi oko srebrną łyżeczką.
– Mam teraz MM na karku i jeszcze pannę Search, oraz postępowanie dyscyplinarne wobec dwóch nadgorliwych młodzików, którzy zaatakowali jej ochroniarza.
– Ona wie, że to był pomysł Adama. – Wampir wrzucił peta do popielniczki. – Ale na twoim miejscu modliłbym się, żebyście się nigdy nie spotkali. Ta dziewczyna jest w stanie wsadzić ci szpilę w taki sposób, że uznasz to za najwspanialszy komplement… a poza tym jest bardzo bliska I Egzaminu Aurorskiego…
– Ale wdepnąłem…
– Panna Search dzwoniła dziś do mnie, ale nie wydawała się zainteresowana twoim rychłym zgonem.
– A czym? – spytał głos po drugiej stronie linii.
– Czy ja jestem kablem? Nie sądzę… Ja zajmuję się uczciwymi porwaniami. Mogę cię zapewnić, że nie dopuszczę, abym znalazł się w twojej sytuacji. – Wasyl ziewnął. – Już odrzuciłem propozycję porwania panny Search. Zapytasz pewnie: „dlaczego?”. Odpowiedź jest bardzo prosta… Zrobiłem to przez pamięć dla Viktorii… A poza tym… – Pogładził czarną opaskę na prawym oku. – …gdyby coś źle poszło, musiałbym rozstać się ze zmysłem wzroku… 62 lata, 3 miesiące i 4 dni temu… tyle już żyję naznaczony przez Łowczynię. Nie mam i nigdy nie miałem zamiaru pchać się w ramiona Drugiej Łowczyni, bo jestem pewny, że potrafi posługiwać się srebrnymi sztućcami z taką samą wprawą jak jej prababka.

***

– Eryk, nie bądź niemądry. – Wampir rozsiadł się na kanapie. – Blizna to blizna. Wyciągnąłem cię z paki, więc przestań marudzić.
– Odezwał się gładkolicy Grzesio…
– Nie drażnij mnie – ostrzegł wampir – bo, idąc za przykładem panny Search, wypalę ci jakiś ładny wzorek na drugim policzku. – Przerwał na chwilę. – Czy wiesz, co oznacza sformułowanie „nakłonić do współpracy”? Obserwując twoje poczynania, dochodzę do wniosku, że nie masz pojęcia i nie rozumiesz, co się do ciebie mówi. Jeśli nakłanianie do współpracy to twoim zdaniem porwanie, to nie wiem, co mam o tym myśleć. Jakby wszyscy nasi ludzie byli tak pozbawieni inteligencji jak ty, to dawno siedzielibyśmy w więzieniu. Ty w pięknych obsydianowych bransoletach, a ja w zapieczętowanej trumnie!

***

Wasyl dokładnie obejrzał przesłany mailem list gończy.
– „Wampir w Warszawie!” – prychnął. – W Warszawie jest kilka nowych wampirów, w tym jeden z niskiego pola i jakieś wyjątkowo interesujące półwampirzątko… Wampir… – Uśmiechnął się. – Może przy sprzyjającym oświetleniu…
Otworzył szafkę i wyjął arkusz papieru listowego.
– Ale Wojciechowski dał się nabrać… Biedny Mirek… Biedny Adaś…

***

– Jesteś pewna, że wiesz, co robisz?
– Wiewiórki głosu nie mają – poinformowała go Mierzeja. – Ale jeśli koniecznie chcesz się do czegoś przydać, to pomóż mi z tym paskudztwem. – Wskazała na biurko zasypane tonami papierzysk.
– Pchasz się w paszczę lwa. – Sławek otworzył szufladę. – Przemyślałaś to?
– Raczej w paszczę wampira. – Mierzeja wrzuciła do pudła plik pokrytych cyframi kartek. – I tak. Przemyślałam wszystko. Można powiedzieć, że przespałam się z tym problemem. – Za kartkami poleciały dwa wieczne pióra i kilka gęsich, ufarbowanych na zielono i żółto. – Mam do wyboru: albo obserwować, czy Starszy Klan nie czai się w każdym kącie, albo dogadać się z egocentrycznym Adasiem. Z dwojga złego wolę spotkanie. Nie mam już siły na stałą czujność.
– To nie jest rozwiązanie, tylko majaki wywołane tym środkiem! – Sławek wskazał w kierunku komody, na której to leżała fiolka. – Ty… jesteś nienormalna!
– Cóż za spostrzeżenie. – Sam nie wydawała się zaskoczona reakcją Kiślewicza. – Jeszcze nie spędziłeś w moim towarzystwie 24 godzin, a dochodzisz do tak pasjonujących wniosków. Jak nie chcesz, to nie idź. Ja cię nie zmuszam. „Świat Fantazji” będzie jak zwykle zatłoczony. Nie sądzę też, by ktoś, nawet Potocki, wykazał się takim brakiem inteligencji, żeby zaatakować mnie w księgarni przy Mistrza Twardowskiego.

***

– Czemu tak wcześnie? – jęknęła Luna.
– Gdybym mogła rozciągnąć wspólną przestrzeń dla mojej piwnicy i placówki oświatowej, to wówczas nie byłoby kłopotu. – Mierzeja postawiła obok zaspanego dziewczątka dzbanek z herbatą. – Jednakże nie mogę tego zrobić ze względu na ustawę z 1979 roku, kiedy to szafę ministra magii połączono podprzestrzenią z szaletem miejskim.
– Ładnie tu – odezwał się nieśmiało Piecek robiący za tragarza.
– Mówisz tak, jakbyś nie wniósł wkładu. – Sam uwolniła Michała od kolejnego parującego dzbanka. – To był pomysł twojej mamy, ale przez ostatni tydzień poświęcałeś co najmniej godzinę dziennie na przygotowania. To dzięki tobie ta podprzestrzeń ma w miarę sensowny układ pomieszczeń.
– Nie przesadzaj. Ty wprowadziłaś poprawki w wyliczeniach. I dzięki tobie koszty przedsięwzięcia spadły do zera. – Piecek postawił tacę na jednym ze stołów. – Jestem ci dozgonnie wdzięczny.
– Oni chyba też. – Sam wskazała na Pottera i Weasleya wytrzeszczających ślepia na widok Hermiony w najlepsze zajętej pałaszowaniem podejrzanie wyglądającej kanapki.
– Myślą, że odrobi za nich prace domowe. – Michał ziewnął. – Powiadomiłaś nauczycieli?
– Zostawiłam wiadomość profesorowi Dumbledore’owi. – Mierzeja chwyciła pustą tacę. – Pozostaje mieć tylko nadzieję, że przekazał ją reszcie grona pedagogicznego.

***

Snape przyjrzał się skreślonej dyrektorską ręką notatce.
„Zmiana układu pomieszczeń”? – przeczytał z niedowierzaniem.
Otworzył drzwi do prywatnej pracowni – w dalszym ciągu prowadziły do niewielkiego pomieszczenia z regałami uginającymi się od licznych marynowanych części składowych nie tylko magicznych stworzeń.
– Chyba coś się…
Chciał powiedzieć „pomyliło” i dodać kilka epitetów, ale kolejne otwarte drzwi, z założenia mające prowadzić do wspólnego pokoju grona pedagogicznego, prowadziły zupełnie gdzie indziej. Severus przyjrzał się szerokiemu korytarzowi i drzwiom naprzeciwko. Wrota owe otworzyły się i stanął w nich Lupin.
– Witam – powiedział nieco zaspanym głosem.
– Żegnam – warknął Miszczunio, zamykając za sobą drzwi na klucz i ruszając w kierunku widocznych na końcu korytarza spiralnych schodów.
– Coś nie w humorku… – ocenił zachowanie Severusa Remus. – Ale czy ty kiedykolwiek miałeś dobry humor, Snape?

***

Mirtle otworzyła szafę, rozsunęła wieszaki i zamarła.
– Mierzejo, mogłabyś mnie uprzedzić, że podłączyłaś moją szafę do jakiejś podprzestrzeni – mruknęła po chwili, patrząc na zielone drzwi w miejscu tylnej ściany szafy.

***

– Mógłbyś tak na mnie nie patrzeć? – spytała Mierzeja dość nieuprzejmie.
– Dobrze się czujesz?
– Czuję się doskonale, Draco. – Jej głos był pozbawiony wszelkich emocji. – Sądzę, że dzisiejszy dzień będzie dużo lepszy od wczorajszego. I uprzedzając twoje pytanie: nie. Nie zamierzam zmienić zdania, nie potrzebuję psychoterapeuty, a jakby nawet, to ty nie spełniasz podstawowych wymagań. Racz przestać wlepiać we mnie spojrzenie, bo mogę się zdenerwować.
– Chciałem się tylko dowiedzieć, czy wszystko w porządku – burknął Malfoy, odsuwając się profilaktycznie.
– Ranisz go – zauważył Morphea między kolejnymi tostami.
– Wiem. – Sam popatrzyła za oddalającym się Draco. – Ale tak będzie lepiej i dla mnie, i dla niego.
– Dla ciebie może tak. – Morphea sięgnęła po cukiernicę. – Ale dla niego nie. Zaraz przyssie się do niego Ingrid i będzie mu szeptała do uszka pocieszające słówka. Za Ingrid przybiegnie Parkinson i znowu zaczną go rozpieszczać. Zniewieścieje przy nich do reszty.
– Nie mój problem. – Sam upiła łyk herbaty. – Niech robi, co chce. Byleby tylko trzymał się jak najdalej ode mnie. Do pełni szczęścia brakuje mi tylko zakochanego amanta – prychnęła. – Syriusz w szpitalu, w niedzielę egzaminy, dzisiaj też muszę jechać do Konrada i dodatkowo czeka mnie jeszcze prostowanie pewnych spraw. Nie mam czasu na bzdurne amory!
– Jesteś brutalna – orzekła Morphea tonem odkrywcy. – Przecież on chce tylko, żebyś się z nim umówiła. Tylko tyle. Nic ponadto.
– Tak. Jestem brutalna. Jak sobie nie radzi, to niech się rzuci w ramiona innej albo się powiesi. Będę miała problem z głowy. A mniej problemów to mniej stresu. Zapewniam cię, że ostatnimi czasy cierpię na nadmiar wrażeń.
– Jesteś na niego zła?
– Oczywiście, że tak. Czy mam rzucić na niego jakąś złośliwą klątwę, by w końcu zrozumiał, że nie życzę sobie jego umizgów?
– Dostalibyście szlaban. Oboje – zauważyła Morphea.
– A myślisz, że to by go zniechęciło?
– Nie sądzę.
– Teraz Ingrid & spółka go pocieszą i przed eliksirami będzie jak nowy: pełen uczucia i pewności siebie. – Mierzeja wzniosła oczy w kierunku sufitu. – Dlaczego to akurat mnie spotyka?
– Mój brat utrzymuje, że jesteś blondynką jego życia.
– To niech znajdzie sobie brunetkę – poradziła Sam, wstając od stołu.

***

Chomik patrzyła lekko zaskoczona na swoją szafę. Mebel ów miał z założenia dwoje drzwi.
Elmira Oda sięgnęła po okulary, ale mebel w dalszym ciągu wyglądał dziwnie.
– Kasia, czy nasza szafa ma lustro? – spytała.
– Do wczoraj nie miała – padła zaspana odpowiedź z okolic kuchni.
– Aha… – stwierdziła inteligentnie Chomik. – Zamiast dwudrzwiowej szafy mam trzydrzwiowe paskudztwo z lustrem na owych środkowych wrotach. Mierzejo – powiedziała po chwili – czy ty nie możesz mnie powiadamiać o wspólnej podprzestrzeni w jakiś normalny sposób?

***

Dość liczna grupa z trudem opuściła autobus 515, złorzecząc w myślach i nie tylko.
– Napiszę traktat – powiedziała Luna – „Wpływ środków komunikacji zbiorowej i podróży z mugolami na zdrowie psychiczne przeciętnego maga”.
– Ładny tytuł. – Selka przy pomocy łokci utorowała sobie drogę na wyjątkowo zatłoczonym przystanku. – Ale chyba ciut przydługi.
– Nic nie szkodzi. – Luna zarzuciła torbę na ramię, potrącając dwie wyraźnie niezadowolone z tego faktu starsze panie, które przystąpiły do komentowania braku szacunku i dobrego wychowania wśród młodzieży. – Traktaty naukowe mają niekiedy jeszcze dłuższe nazwy.
– Ale po łacinie – zauważyła Selise.
– To się przetłumaczy. – Luna nie wydawała się przerażona ową myślą. – W szkolnej bibliotece na pewno jest słownik.

***

– Jak mogłaś mi to zrobić! – Chomik i Mirtle jednocześnie dotarły do siedzącej przed magiczną salą gimnastyczną Mierzei i, wycelowawszy w nią palce wskazujące prawych rąk oraz złowrogie spojrzenia, wypowiedziały owo zdanie.
– Wiedziałam, że o czymś zapomniałam. – Sam popatrzyła na górujące nad nią dziewczyny. – Gniewacie się?
– Trochę – burknęła Chomik. – Potter wlazł mi do pokoju, bo badał teren.
– Poczułam się trochę dziwnie, widząc te drzwi. – Andy usiadła obok Mierzei. – Więc profilaktycznie zaryglowałam je.
– Powinnam wam wysłać sowę – przyznała Sam – ale uznałam, że się domyślicie. A gdzie Bu?
– Nie zdążyła na autobus. – Mirtle wyjęła swoją komórkę. – I stoi w korku. Pyta cię, Mierzejo, dlaczego jej drzwi do pokoju mają dwa zamki i dlaczego prowadzą na jakąś dziwną klatkę schodową.
– Ależ oczywiście, że się domyśliłyśmy. – Chomik również usiadła. – Domyśliłyśmy się bez problemów. Co nie zmienia faktu, że byłam nieco zaskoczona widokiem potterowskiej głowy wychylającej się z mojej szafy bladym świtem.
Mirtle rozchichotała się.
Mierzeja popatrzyła na Elmirę Odę, po czym wybuchnęła śmiechem.
– Co w tym jest takiego śmiesznego? – spytała Chomik.
– Potter w szafie – wydusiła Andy.
– I co z tego?
Mierzeja wyciągnęła z plecaka podręcznik do eliksirów i, zasłoniwszy się nim, udawała, że czyta, nieprzerwanie chichocząc.
– W twojej szafie – dodała Mirtle, dusząc się ze śmiechu.
– Co??? – spytał Piecek, który niepostrzeżenie podszedł do dziewczyn.
– Raczej „kto” – poprawiła go Mierzeja zza podręcznika.
– Kto???
Mirtle wyciągnęła swój podręcznik i również się za nim schowała.
Chichot powoli wygasł.
W polu widzenia pojawił się Lupin z pękiem kluczy w ręku.
Zadźwięczał dzwonek.
– Zapraszam. – Remus z trudem przekręcił jeden z kluczy i otworzył drzwi. – Dziś zajmiemy się bezpośrednią obroną. Zaklęcia tarczy, podwójne klątwy i tym podobne. Wchodźcie szybko, bo mamy tylko jedną godzinę.

***

Trelawney westchnęła.
Odizolowanie panny Mew dało pozytywny efekt – dziewczę nie zaczęło wieszczyć i straszyć otoczenia – siedziało w kącie sali z podręcznikiem do eliksirów na kolanach i czytało.
Sybilla nie miała jednak złudzeń. Panna Mew była swoistego rodzaju bombą – stanowiła bardzo niestabilny materiał, który groził katastrofą przy minimalnym zachwianiu równowagi zarówno fizycznej jak i psychicznej.
Pozostała część klasy studiowała zawartość własnych filiżanek.
Katastrofa musiała nastąpić.
– Ciemność – wymamrotała Mew po dwudziestu minutach lekcji.
– Nie… – jęknęła zgodnie klasa.

***

– Zwolnienie to zwolnienie – stwierdził filozoficznie Lupin, oglądając podaną przez Sam kartkę. – Usiądź sobie na parapecie. – Wskazał.
Mierzeja powlokła się we właściwym kierunku, po czym zainstalowała się na owym i zaczęła czytać wyciągnięte z plecaka opasłe tomisko.
– Zgodnie z podręcznikiem zalecam tego typu zaklęcia w tym polu rzucać przy pomocy myśli. – Remus zwrócił się do zebranych. – Łacina albo greka mogą wywołać pewne turbulencje, których wolałbym uniknąć. A teraz dobierzcie się w pary i przećwiczcie zaklęcie tarczy. Klątwami zajmiemy się za pół godziny.

***

– Nalegam, żebyś przestał się ruszać – warknęła Leo, starając się doprowadzić Neville’a do stanu używalności. Mimo jej licznych zabiegów prawe ucho Gryfona miało gigantyczny rozmiar i porastała je długa, różowa sierść.
– Naprawdę nie chciałam – bąknęła Hermiona. – To miało być takie nieszkodliwe zaklęcie. Poza tym myślałam, że zastosujesz zaklęcie tarczy.
– Wynocha! – wysyczała Leokadia w kierunku Gryfonki, gdy Longbottom podskoczył nieoczekiwanie, przez co zaklęcie zmniejszające uderzyło w lampę na biurku.
Hermiona pospiesznie ewakuowała się, mamrocząc standardowe przepraszające formuły.
– A ty przestań się wiercić!

***

Od początku było wiadomo, że Snape jest w paskudnym humorze – o owym świadczyło trzaśnięcie drzwi i pierwsze zdanie:
– Mirtle, czy jesteś w stanie wymienić składniki eliksiru wigoru Grishama, czy to przekracza twoje możliwości?
Andy wstała. Severus ze skwaszoną miną stanął obok jej ławki. Wyglądał na wyjątkowo niezadowolonego, przerośniętego nietoperza.
– Głównym składni… – zaczęła, starając się sobie przypomnieć własne notatki.
– Siadaj. Gryffindor traci pięć punktów. Czy ktoś chciałby zgłosić nieprzygotowanie? – spytał tonem sugerującym daleko idące konsekwencje dla nierozważnych i niedouczonych Gryfonów. – Nikt? To może Longbottom opowie nam coś o tym eliksirze.
– Jest u pielęgniarki – powiedziała Lavender.
– Czyli go nie ma… – Drapieżne spojrzenie profesora zatrzymało się na chwilę na Chomiku, zignorowało zgłaszającą się Hermionę i spoczęło na Bu. – Nic nie szkodzi. Masłowska pod tablicę.
Bu niechętnie wstała i powlokła się we wskazanym przez nauczyciela kierunku.
Spojrzenie Severusa zatrzymało się na Harrym i Ronie.
– Weasley, racz dołączyć do koleżanki. Ty też, Potter. – Ów najbardziej znienawidzony przez uczniów uśmieszek zagościł na twarzy profesora. – A teraz każde z was weźmie po kawałku kredy i napisze mi ten przepis. Im mniej błędów, tym mniej punktów straci Gryffindor. Search, widzę, że się potwornie nudzisz, więc podejdź pod tablicę i dołącz do tej wesołej kompanii…
Mierzeja podeszła, wzięła kawałek kredy i zaczęła wypisywać kolejne składniki na prawym skrzydle tablicy.
– I bez ściągania. Reszta powinna dokładnie śledzić poczynania kolegów, by móc wskazać ich błędy.

***

– Gryffindor traci osiem punktów i dodatkowo pięć za pannę Granger, która nie mogła się powstrzymać od podpowiadania – poinformował zebranych Snape. – Dziesięć punktów dla Slytherinu. A teraz wszyscy na przerwę. Na następnych dwóch godzinach sporządzimy sobie jakąś miłą truciznę.
Gryfoni wybiegli z sali.
– Czy mi się wydaje, czy on się robi coraz bardziej okropny? – spytała Mirtle.
– Nie wydaje ci się. Jestem bliska… – zaczęła Bu.
– Czego? – spytał niezaprzeczalnie snejpowy głos tuż za nią.
– Polubienia eliksirów – powiedziała Bu, uśmiechając się promiennie. Była niemal pewna, że dostanie szlaban.
Mierzeja opuściła salę i usiadła przy najbliższej dostępnej ścianie.
– Czy ona w ogóle dzisiaj spała? – spytała szeptem Elmira Oda. – Wygląda jak półtora nieszczęścia.
Snape całkiem niespodziewanie porzucił gryfońską ofiarę i stanął nad Sam z miną nie wróżącą nic dobrego.
– Nawet jeśli, to chyba raczej słabo. – Mirtle popatrzyła na Mierzeję udającą całkowitą ślepotę, co na Mistrza Eliksirów działało w spodziewany sposób. – Czy ona uczy się po nocach? Jeśli tak, to chyba niepotrzebnie. Materiału na panowanie nad pogodą jest raptem trzysta stron i jeśli dobrze pamiętam, to jej podręcznik leży u mnie, bo mam to za dwa tygodnie. Może zakuwa do nekromancji? Przestań tak na mnie patrzeć, Chomik. Sam w niedzielę zdaje ostatni egzamin z tego działu, a ja dopiero pierwszy.
– To bezczeszczenie zwłok – orzekła Elmira Oda.
– Nikt się nie czepiał, gdy ty zaliczałaś drugi poziom zaklęć obronnych – zauważyła Bu. – Ja chyba powinnam się zapisać na podstawowy z ziołolecznictwa.
– Nudy – oceniła Mirtle. – Lepiej weź od razu zaawansowany. Jak zaliczysz na A albo B, to przyjmą cię na „Uzdrowicielski” bez jednego egzaminu. Czego nasz kochany profesor chce od Sam?
– Nie mam pojęcia. – Chomik wzruszyła ramionami. – Ale ona chyba nie jest zainteresowana.
– A jakbym wzięła też drugi poziom zaklęć regenerujących? – spytała Bu.
– Tylko A zwalnia z egzaminu. – Andy podejrzliwie przyglądała się poczynaniom profesora. – Oni się nawzajem prowokują, czy to tylko takie moje subiektywne wrażenie?

***

– Search, czy przypadkiem nie zapomniałaś o swoich pastylkach? – spytał Snape, stając nad Mierzeją i oczekując natychmiastowej odpowiedzi. Odpowiedź jednak nie nastąpiła, a Sam w dalszym ciągu siedziała na posadzce, obejmując ramionami kolana i bezmyślnie gapiąc się w przestrzeń – owa przestrzeń obejmowała w tej chwili spory fragment snejpowej szaty.
Wiewiórka siedziała na prawym adidasie Jungfrau i czyściła sobie uszy.
– Search, zadałem ci pytanie.
Ponownie żadnej reakcji, co Severusa zaczęło wyprowadzać z równowagi.
– Search!
– Tak, panie profesorze? – Mierzeja utkwiła w nim spojrzenie znad okularów.
– Możesz mi powiedzieć, Search, czy cierpisz na jakąś egzotyczną chorobę charakteryzującą się nagłymi atakami głuchoty, czy też ignorowanie mnie ma jakiś wyższy cel, o którym nie mam pojęcia? – spytał. Drwina skapywała z każdego jego słowa.
– Po prostu się zamyśliłam, profesorze – wyjaśniła całkiem spokojnie, co chyba dodatkowo rozdrażniło Severusa.
– Racz wstać, gdy ze mną rozmawiasz, Search – warknął. – Wbrew pozorom to nie jest przyjacielska pogawędka przy kawie.
– Oczywiście. – Mierzeja pospiesznie wstała. Wiewiórka powoli wspinała się po charakterystycznych dżinsach z naszywką w kształcie lwiej głowy. – Chciał pan o coś zapytać?
– Już zapytałem, czego twój mózg nie odnotował, a pytanie dotyczyło pastylek – dodał, widząc, że Sam zaczyna mu się podejrzliwie przyglądać.
– Wbrew pozorom potrafię o siebie zadbać – powiedziała, wbijając nieprzyjazne spojrzenie w nauczyciela. – Nie potrzebuję niańki. Jedna mi wystarczy, ale jeśli pan profesor właśnie tego sobie życzy, to ja nie ośmielam się sprzeciwiać.
– Search! Uprawiasz rażącą nadinterpretację! I właściwie na co ty sobie pozwalasz?!
– Nie cierpię na nagłe zaniki pamięci, ani nie jestem obłożnie chora – kontynuowała tym samym tonem – więc potrafię zażyć jedną tabletkę co trzy godziny bez przypominania czy nadzoru. I wcale nie uprawiam nadinterpretacji. Pańska troska jest przynajmniej nie na miejscu!
– Search!
– Nie interesuje mnie, czy da mi pan szlaban – warknęła Sam. – Jak się pan domyśla, szlabany nie robią na mnie wrażenia. To samo tyczy się wizyt w gabinecie dyrektora, uwag w dzienniczku czy listów wysyłanych do moich rodziców. Jest mi całkowicie obojętne, czy popołudnia będę spędzać szorując stoły w pracowni eliksirów, czy robiąc cokolwiek innego.
– Tracę cierpliwość, Search – poinformował ją Severus. – Gdzie się podziały twoje dobre maniery?
– Są na zwolnieniu chorobowym.
– Nie jestem w nastroju do żartów, Search. Masz szlaban i jutro, i w sobotę.
– Od której?
– Od szesnastej, Search.

***

– Jak już mówiłem… – Snape stał nad kociołkiem Pottera. – …dobra trucizna powinna być bezzapachowa, a przyrządzana dzisiaj również bezbarwna. Czy mógłbym się dowiedzieć, dlaczego twoja mikstura, bo nie ośmielę się nazwać tego eliksirem, jest różowa i cuchnie, Potter?
Harry wbijał wzrok w swój kociołek.
– Gryffindor traci pięć punktów i pozbądź się tego – warknął Severus.
Gryfoni usiłowali nie zwracać na siebie uwagi profesora – udawali, że całą ich uwagę zaprząta siekanie korzonków. Severus rozejrzał się. Panna Chomik szukała swojej różdżki, którą to bawił się Draco na drugim końcu sali. Mirtle z przerażeniem obserwowała, jak jej eliksir robi się zielony. Granger z zadowoloną miną czekała, aż trucizna się zagotuje. Ślizgoni radzili sobie lepiej lub gorzej, a w kącie sali Longbottom usiłował schować się za swoim kociołkiem.
– Co to jest? – spytał Miszczunio.
W kociołku coś bulgotało – miało konsystencję gęstego budyniu, kolor dojrzałej pomarańczy i zapach sugerujący padlinę.
– T… trucizna – wydukał Neville.
– Spóźniasz się na lekcję – Snape mówił na pozór spokojnie – gadasz i nie potrafisz przyrządzić nawet najprostszego eliksiru. Zgodzę się z tobą, że to trucizna, ale nie tę truciznę mieliśmy dzisiaj otrzymać. Jeśli dobrze sobie przypominam, to w przepisie nie ma ani słowa o mięcie, Longbottom. Ani słowa. I o ile problem Pottera polega na rażącej niedokładności, to twoim jest brak skupienia. Gryffindor traci kolejne pięć punktów. Racz pozbyć się tego paskudztwa, zanim stężeje na kamień i spadnie komuś na stopę.
Ruszył w kierunku tablicy, ale zatrzymał się nad kociołkiem Andy. Znad powierzchni eliksiru unosiły się niebieskie bańki wielkości piłek pingpongowych.
– Mógłbym się dowiedzieć, co zrobiłaś nie tak, Mirtle? – spytał. – Radziłbym też potraktować to jako odpowiedź ustną. Wstań.
Andy pospiesznie wstała, potrącając kociołek. Ciecz zakołysała się i kilka kropli przelało się nad brzegiem. Zasyczały, spadając na blat stołu i wypalając w nim kilka interesujących dziur.
– Sądzę, że ta kwestia nieodpowiedniej ilości imbiru i wiesiołka – powiedziała Andy niepewnie.
– A możesz nam wyjaśnić, dlaczego owa nieprawidłowa ilość składników się tam znalazła? – Severus usiadł za biurkiem i zaczął obracać w palcach pióro.
– Chyba nie mogę, bo nie wiem.
„Ja wiem.” – Snape uśmiechnął się. – „Trzeba być ślepym, żeby nie zauważyć, że Parkinson dorzuciła do gryfońskiego kociołka trzy skarabeusze.”
– Mogę ocenić twoją wiedzę jako denną – powiedział Miszczunio.
– Czyli błąd nie tkwi w wiesiołku? – bardziej stwierdziła niż spytała Andy. Milczenie potwierdziło jej obawy. – I w…
– Siadaj – warknął Severus. W pierwszej ławce panna Chomik wyłączyła palnik pod nieswoim wywarem. Miszczunio zerknął na zegarek. – Przerwa – oznajmił. – Wywietrzyć salę i przygotować się do oceny eliksirów. Skoro przedłużyliśmy nieco tę godzinę, to następna lekcja potrwa tylko trzydzieści minut.
Klasa opustoszała niemal całkowicie.

***

Leo popatrzyła na swoją pacjentkę z nieskrywaną niechęcią.
– Dlaczego to zawsze mnie spotyka? – spytała, nie oczekując odpowiedzi. – To chyba jakaś zemsta niebios – dodała.
Panna Mew leżała na jednym z łóżek bez wyraźnych oznak przytomności.

***

To dziewczątko śmiało mu składać propozycje.
Choć propozycja wydawała się interesująca…
Niemożliwość odtworzenia własnej ręki, bo ta istnieje gdzieś we wszechświecie, jest bardzo irytującym zjawiskiem. Trwałe uwięzienie dwóch podwładnych również.
„Świat Fantazji”, dziś o 19.00 – dobry czas i miejsce, by wyrównać rachunki… i by wyrównać szanse.

***

Snape zerknął na zegarek – duża wskazówka sunęła powoli w kierunku dwunastki, mała wycelowana była w dziesiątkę. Przeniósł wzrok na jedyną osobę pozostającą wraz z nim w sali.
Sam spała na otwartym podręczniku do eliksirów w niebezpiecznie bliskim sąsiedztwie kociołka pełnego dobrej jakości trucizny. Możnaby powiedzieć, że wyglądała niemal łagodnie – nieprzyjazne spojrzenie nie wwiercało się w rozmówcę, a znacząco uniesiona brew nie sugerowała zbliżającej się apokalipsy.
Severus wstał, podszedł do szafy i zamknął ją, dbając, by zrobić to możliwie jak najgłośniej, po czym spokojnie usiadł za biurkiem.
– Cukier… – dobiegło go z pierwszej ławki.
Zignorował jawne pogwałcenie regulaminu szkolnego.
Mierzeja zarzuciła plecak na prawe ramię i wybiegła z sali.
– Śpiąca królewna – mruknął Miszczunio, wpisując temat. – Irytująca śpiąca królewna.

***

Mauzol patrzył na swoją siostrę, która właśnie przeczytała bardzo interesujące wypracowanie. Wypracowanie było tak pasjonujące, że profesorka patrzyła na nią z szokiem malującym się na obliczu.
– Jedyneczka, kotuniu – powiedziała w końcu. – Powinnaś się bardziej postarać. Pracy domowej nie można pisać na kolanie dziesięć minut przed lekcją.
Pani F. omiotła wzrokiem całą salę – zarówno Ślizgoni jak i Gryfoni usiłowali wydawać się jak najmniejsi, by nie zostać szczęśliwymi posiadaczami „jedyneczki”.
– Siadaj – poleciła nauczycielka, przyglądając się liście.
Uczniowie usiłowali zniknąć; kilku osobom nawet się to udało, co ściągnęło im na głowy gniew Pani F.
– Bez zaklęć – warknęła. – Podejdź tu, kotuniu. – Pomalowany na różowo szpon wycelowany został ni mniej, ni więcej tylko w Mauzola, który właśnie zdjął zaklęcie.
– Masz ci los… – jęknął, wlokąc się w kierunku biurka profesorki.

***

– Czy mi się wydaje, czy wy się wcale nie uczycie? – Snape popatrzył na podpisane imieniem i nazwiskiem zakorkowane fiolki leżące na jego biurku. Prawie wszystkie miejsca w sali były zajęte. – Być może mam zwidy, ale wasze eliksiry nie nadają się nawet do utylizacji. Potter… – Uniósł podpisaną próbówkę. W środku zabulgotała fioletowa substancja. – Pała. – Efekt godzinnej pracy wylądował z chlupnięciem w pełnym wody kotle stojącym w zlewie. – Longbottom… – Severus ostrożnie wylewitował ową, by cała klasa zaobserwowała pomarańczowy budyń. Fiolka pofrunęła w ślad za potterowską. – Chyba nie muszę mówić co.
Rozległo się pukanie i do sali weszła Sam.
– Przepraszam za spóźnienie.
– Siadaj. – Snape był w swoim żywiole. – Weasley. – Czerwonobrunatny płyn był doskonale widoczny przez szklane ścianki. – Pała.
Mierzeja zainstalowała się obok Chomika.
– Dałaś moją? – spytała.
– Nio – potwierdziła Elmira Oda.
Wiewiórka usadowiła się obok kociołka i zaczęła myć sobie pyszczek.
– Mirtle. – Niebieskie bańki unosiły się przy korku próbówki. Snape posłał Andy charakterystyczne spojrzenie. – Dwa. Chomik. – Zielonkawy płyn był nieco mętny. – Dwa plus albo lepiej trzy mniej. Wbrew pozorom to, co mamy tutaj, zadziałałoby, gdyby napoić kogoś kilkoma litrami tegoż wywaru. Crabe. – Fiolka pomknęła w kierunku zlewu. – Trzy. Goyle trzy. Malfoy cztery. Search piątka. Parkinson cztery. Granger cztery mniej. Masłowska pała.

***

Dzwonek pozwolił w końcu na opuszczenie sali. Uczniowie pospiesznie wybiegali z lochów, kierując się do E1 i C7, gdzie miały się odbyć zajęcia z języków obcych.
– Dlaczego trzy mniej? – spytała Chomik. – Przecież to była całkiem dobra trucizna.
– Dlaczego dwa? – Mirtle zdawała się zszokowana otrzymaną oceną.
– Dlaczego jedynka? Przecież miała odpowiedni kolor i była bezzapachowa. – Bu nie mogła zrozumieć, dlaczego profesor dał jej tak niską notę.
– A ty znowu dostałaś piątkę – powiedziała Chomik z wyrzutem.
– To moja wina? – spytała Mierzeja. – Moim zdaniem ten eliksir był godny maksymalnie czwórki.
– Ale dostałaś piątkę – dodała Bu.
– Ale mam szlaban.
– No i co z tego. Potter też. Pewnie to on będzie odwalał brudną robotę, a ty będziesz przekładać papiery i porządkować szafy. – Bu ziewnęła.
– Trudno, żebym wsadziła zabandażowane kończyny – Zaprezentowała owe. – do tego obrzydliwego kotła stojącego w zlewie. Konrad usiłowałby zapewne dokonać rytualnego mordu na profesorze, gdybym pochwaliła się czynnym uczestnictwem w procesie zmywania.
– Czy wy musicie się cały czas kłócić? – spytała Mirtle. – Zachowujecie się w sposób sugerujący szaleństwo.
– Profesor Snape jest niesamowicie wręcz irytujący – warknęła Mierzeja. – To nie moja wina, że ma zły humor.
– Nie musisz go dodatkowo denerwować – zasugerował Piecek dotychczas bezgłośnie drepczący za dziewczynami.
– Skradasz się – zauważyła Mirtle z wyrzutem.
– Wcale się nie skradam. To wy jesteście głuche – oznajmił. – Oczywiście tylko wy trzy. Moja Chomiczynka nie może być głucha, bo jest najcudowniejsza.
Elmira Oda westchnęła.
– Dobrze się czujesz? – zatroskała się Sam, kładąc dłoń na czole Michała.
– Tak. – Piecek poddawał się owym zabiegom, wlepiając maślane spojrzenie w wybrankę swego serca.
– Jesteś pewny? – Mirtle stanęła z Pieckiem twarzą w twarz. – Wyglądasz na chorego. Masz gorączkę?
– Nie. Ale mogłabyś być milsza dla tego akurat profesora, Sam. Dałoby to nam jakąś szansę na przeżycie. Zabierzcie ręce. Nic mi nie jest. – Piecek odsunął się. – Po prostu im mniej ty go denerwujesz, tym mniej punktów traci Gryffindor. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co chcecie zyskać, warcząc na siebie na każdym kroku. Moglibyście się pogodzić i przestać patrzeć na siebie wilkiem.
– Piecek – warknęła ostrzegawczo Sam.
– Co? – spytał niewinnie Gryfon.
– I poszła sobie – powiedziała Mirtle, patrząc za oddalającą się Mierzeją. – I co zrobiłeś, głupi mężczyzno?!

***

– Zaczekaj jeszcze – poradził. – Postaram się ją przekonać. To może trochę potrwać, ale powinna się zgodzić.
– Masz dwa dni – powiedział wampir. – Szef się niecierpliwi. Po 48 godzinach muszę dać pozwolenie na rozpoczęcie działań. Zapewne tę robotę dostanie Eryk.
– Wiesz, jak to się skończył poprzednio. Wydział transportu zorientuje się w końcu, że kilkudniowe, niewyjaśnione zniknięcia ich pracowników nie są przypadkowe. A jeśli już zostanie to ustalone, to tylko krok stąd do odkrycia przyczyny śmierci Agaty.
– Eryczek wie, że nie życzymy sobie więcej trupów. – Wampir wygodnie rozsiadł się w fotelu. – Wie, że nie można z więźniem postępować w ten sposób. Nie przewidział, że dziewczyna skoczy. Szczerze mówiąc, ja też się tego nie spodziewałem. Zakładałem, że będzie chciała uciec albo popełnić samobójstwo, ale spodziewałem się raczej spektakularnego podcinania żył, a nie skoku z mostu.
– Wiedziała, że uwolni się od nas tylko w jeden sposób – westchnął. – Jeden jedyny sposób. Chciałbym uniknąć takich sytuacji. Ona jest wyjątkowa i delikatna. Nie sądzę, by Eryk był dobrym realizatorem zadania. Już lepiej byłoby, gdybyś ty to zrobił. Oczywiście to ostateczność. Jeśli zaproponujemy odpowiednio dużą sumę, to zgodzi się dla nas pracować.
– Więc pozostaje nam tylko odnalezienie kogoś, kto zdał ministerialny test na panowanie nad czasem, jednocześnie test w wydziale transportu i dodatkowo jest kobietą – powiedział wampir.
– Ona. – Na blacie biurka wylądowało zdjęcie.
– Czyli dwie blondynki… Mam nadzieję, że to ona. Kolejna pomyłka może skłonić szefa do podjęcia bardziej radykalnych działań. – Grzegorz spojrzał na swego rozmówcę. – A wówczas mogą spaść głowy. Nasze głowy.
– Ja tylko wskazuję cel. To wy decydujecie, czy to ONA czy nie. To wy sprawdzacie informacje.
– Ktoś pilnuje naszych złotowłosych księżniczek?
– Tak. Księżniczka numer jeden jest podopieczną Alfy24, a księżniczka numer dwa nie wychodzi nigdzie bez pewnego czarodzieja. Na pewno go znasz: metr dziewięćdziesiąt, dres, włosy ostrzyżone na zapałkę, oczy piwne. – Na blacie wylądowała fotka.
– Grabski. Filip Grabski. – Wampir uważnie wpatrywał się w zdjęcie. – Brat, chłopak czy mąż naszej wybranki?
– Gorzej. Prawny opiekun.
– Prawny opiekun?
– Prawny opiekun i ochroniarz. Gdy pannica osiągnie 21 lat, będzie niezależna. Tak to jest, gdy stryjeczny dziadek zapisuje w testamencie opiekę nad bliżej nieznaną daleką krewną.
– Czy mi się wydaje, czy Alfa24 zaczyna pchać się ze swoimi brudnymi buciorami tam, gdzie nie powinna? – Wampir wstał.
– Gdy go nie ma, pojawia się ta oto młoda dama. – Kolejne zdjęcie wylądowało na biurku.
– Nie znam.
– To niezarejestrowana animażka. W bazie ministerstwa żadnych informacji o niej nie znalazłem. Jej teczkę dostarczył nam Wasyl.
– Stary Wasyl…
– Był zdenerwowany. Nawet bardzo. Wiesz, czemu?
– Nie mam pojęcia. Może włożył palce między drzwi albo ktoś go do tego zmusił… Ten stary pryk działa mi na nerwy od sześćdziesięciu lat. Chciałbym, żeby mu się w końcu noga podwinęła.

CDN.

Mierzeja
10.11.2006, 21:50

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

7hkxmaaf55

0onyw8p0n5uvj fw1niw9fq314mj hyhhnu8onc7ykff8e

4.05.2007, 12:06
Maks

Gówna znaczy się kupy z odbytu:P

11.12.2006, 14:10
Mary

Co jest jego ulubioną rzeczą?? :>

30.11.2006, 22:21
Mary

Co jest jego ulubioną rzeczą?? :>

30.11.2006, 22:21
Maks

Skoro jego ulubiona rzecz do rzyc, to moja też.Wogóle to był odjechany koleś:P.Ale gdzieś polazł ;/Muszę sie przygotować żeby zacząć go naśladować;D

28.11.2006, 18:15
Krzywa

Umiesz. Chociaż nie obstawiam za jego naśladowaniem.

28.11.2006, 13:44
Mary

Dawaj! Zobaczymy co z tego wyjdzie.

27.11.2006, 21:57
Maks

Był taki jeden a zwał się Dakuk.Szkoda że go nie ma...;/Ale ja mogę go zastąpić ale nie wiem czy będę umiał.

27.11.2006, 19:11
Mary

a to jeszcze go tu nie ma?? ;] Ponoć my jesteśmy takie straszne świnki...

26.11.2006, 22:13
Maks

Wtedy jak nie ja to ktoś inny zrobi chlew z proroka brzydko mówiąc.

26.11.2006, 21:29