Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Drzwi w Skale: Wyjaśnienie (cz. 3)

Droga Redakcjo, Czytelnicy i Goście!
18 lat temu w szpitalu rypińskim urodził się chłopczyk. Rodzice nadali mu imię Adam Aleksander. Chłopiec dorastał i, z zachęty rodziców, czytał. Bardzo dużo. Coraz więcej. A potem nie było godziny, w której jego oko nie spoczywałoby na słowie drukowanym. A potem naszła go chętka, żeby zacząć pisać. Jego pierwszym dziełem, wykonanym jeszcze w przedszkolu, był minikryminał. Minęło kilkanaście lat. W wieku 16 lat chłopak trafił na Proroka i przeczytał ówczesny przebój Strefy Fikcji. Wymyślił fabułę. Wysłał. Przyjęto to. Opublikowano. Oceniono. Domagano się więcej. Spełnił oczekiwania swoich czytelników. Zostawił po sobie wiele cyklów i pojedynczych dzieł o różnorakiej tematyce. W międzyczasie został bierzmowany, przyjęty do liceum, a potem do redakcji Proroka. Poznał bliżej prorokowiczów i dzięki nim pisał coraz lepsze opowiadania.
Jest 12 września 2006 roku. Adam Aleksander Jan Klimowski skończył 18 lat. Ale nie z pisaniem nie skończył i skończyć nie zamierza.
— Adam Aleksander Klimowski

Wszystkiego najlepszego z okazji 18-stych urodzin!redakcja Proroka

Drzwi w Skale (cz. I)

Drzwi w Skale: Achonieci (cz. II)




Leżący na skraju przepaści kamyk zadrżał wraz ze swymi towarzyszami, kiedy minął je jeździec. Jeden z nich znalazł się zbyt blisko krawędzi i stoczył się, odbijając często od rosnących na ścianach wąwozu karłowatych drzewek, małych jaszczurek i skruszałych odłamów skał.

Dno wąwozu nie było jednolite – poprzecinane skałami, krzewami i dziurami, prowadzącymi nie wiadomo jak głęboko. W jedną z takich szczelin wpadł kamyk. Nie napotykał tutaj na żadne kamienie, krzewinki czy zwierzęta – tunel, którym toczył się, był wolny od takich śmieci.

Przez krótką chwilę korytarz biegł skośnie, aż przeszedł w szyb. Kamyk nabrał prędkości, nieograniczany już podłożem – dlatego dźwięk, jaki wydał dzwonek, w który uderzył kamyk, był tak piękny.

Zwrócił on uwagę wysokiej istoty, odzianej w ciemną szatę z kapturem. Podeszła do dzwonka, przyjrzała mu się; uczyniła to samo z kamykiem, po czym podniosła go i oddaliła się tam, gdzie powinna.

***

Bedo był znużony po dwudniowej podróży. Rzadko pozwalał sobie na odpoczynki i rozstawienie stołu, chcąc jak najszybciej otrzymać od Achonietów odpowiedź na nurtujące go pytanie: czy to oni stworzyli Drugą Ojczyznę i czy teraźniejsi Tertonowie mogą jej "używać". Co do tego miał bowiem wiele wątpliwości.

Nie należała przecież do nich. Nie stworzyli jej wielkim kosztem. Przyszli na gotowe. "Ale przecież jesteśmy potomkami tamtych Tertonów", mówił ktoś z wewnątrz. "Znaliśmy legendy o Drugiej Ojczyźnie. To przecież naturalne, że chcieliśmy ją odnaleźć. A poza tym – jeśli my się jej wyrzekniemy, przejmą ją ludzie znad Jezior lub innych królestw."
– Masz rację – powiedział półgłosem Bedo – ale nasi przodkowie okupili powstanie Drugiej wielkimi stratami, za które zapłaciła Pierwsza.
"No właśnie", kontynuował głos. "Musieli rozumieć, że sami nie zdołają już z tego skorzystać. Musieli przeznaczyć ją potomkom."
– Zastanówmy się nad tym. Nasi przodkowie stworzyli Drugą. Po co?
"Żeby..."
– Właśnie. Jeżeli stworzyli ją dla siebie, jeżeli przewidzieli, że Pierwsza upadnie pod ciężarem strat, wywołanych przez Drugą – to czy nie lepiej byłoby dla nich zachować po prostu Pierwszą?
"Może sądzili, że potęga ich królestwa przeminie i chcieli ją zachować na wypadek upadku ich państwa?"
– Ależ oni właśnie przez stworzenie Drugiej spowodowali upadek Pierwszej. Nie, ta możliwość jest niemożliwa!
"Hmm..."
– A jeżeli stworzyli ją dla potomków – to czy nie prościej byłoby im zachować Rosły Czajhak?
"Ale Czajhak mógł przecież upaść wcześniej i bez ich pomocy, na przykład z powodu inwazji jakiegoś obcego ludu. Co wolałbyś dać potomkom – kwitnący kraj czy ziemię jałową?"
– Odpowiedź jest oczywista, ale upadek nie zdarzył się z winy obcego ludu, ale ich własnej. Musieli o niej wiedzieć!
"Musieli? Może Achonieci nie powiedzieli im o wszystkim? Zapytaj."
– Zapytam.

***

Zbliżał się wieczór. Słońce zaszło za góry i mrok zaczynał ogarniać Imprompt. Bedo był na miejscu.

Nigdy nie był w tym miejscu. Nie wiedział, jak dostanie się do Achonietów. Nie wiedział, czy gór nie strzegą jakieś zaklęcia, tak jak podejrzewał to Tov. Wiedział tylko, że zrobi wszystko, by poznać prawdę.

***

Nie wiedział także, że od dłuższego czasu jest przedmiotem obserwacji istot podobnych do tej, która pilnowała dzwonka. Powiadomiła swoich o zbliżającym się jeźdźcu. Ci zaczęli czynić to, co zwykle robili w takich przypadkach.

Musieli zmienić plan, gdy okazało się, że jeździec jest Tertonem. Ich przywódca postanowił sam zająć się wszystkim. Podwładni uszanowali jego wolę i oddalili się.

***

Terton rozpalił ognisko. Miał z tym trochę problemów, bo niedawno padał deszcz i gałęzie, które znalazł, były mokre. Wyjął krzesiwo, kiedy nagle płomień buchnął wysoko i jasno. Bedo podniósł głowę.

Po drugiej stronie ogniska stała wysoka postać, odziana w długi płaszcz i kaptur. Gdy Bedo spojrzał na nią, zdjęła nakrycie głowy i Terton poznał przybysza, choć pierwszy raz widział go na oczy.
– Achonieta, tak?
– Terton, tak? – odparł tamten. Miał niski głos. – Czego tu szukasz?
– Prawdy.
– Tutaj?
– Tak. Tu będzie odpowiedź na moje pytanie.
– Uważasz?
– Tak. Czy jesteś przywódcą?
– Chcesz z nim mówić?
– Czy... tak.
– Pójdziesz za mną?
Bedo wstał i podążył za Achonietą. Kiedy przeszli kilka kroków, Achonieta rozejrzał się, po czym zarzucił Tertonowi kaptur na oczy.
– Czyż nie bezpieczniej? – zapytał go, nie oczekując odpowiedzi.

***

Bedo ocknął się w kamiennej komnacie. Podłoga była zasłana skórami zwierząt; ściany były oparciem dla licznych półek z księgami. Naprzeciw jego krzesła stał kamienny stół, za którym siedział Achonieta – ale nie ten, który go porwał.
– Czy ty jesteś przywódcą? – zapytał Terton.
– Tak. Przyszedłeś tu szukać prawdy.
– Chcę wiedzieć, czy to wasz lud stworzył Drugą Ojczyznę Tertonów.
Achonieta podszedł do półki i wyciągnął kilka luźnych kartek. Przejrzał je i podał jedną Tertonowi.
– Umiesz czytać alfabet poharski?
– Tak.
Bedo przysunął pergamin do oczu i czytał szeptem:

"Umowa achoniecko–rosłoczajhacka.
1. Achonieci, zwani dalej kunsztodawcami i Czajohowie, zwani dalej kunsztobiorcami, stwierdzają, co następuje.
2. Kunsztodawcy zobowiązują się stworzyć najdokładniejszy możebny obraz świata, pozostającego pod władaniem kunsztobiorców, wedle ich dokładnych życzeń, zawartych w odrębnej umowie.
3. Kunsztobiorcy zobowiązują się do umożliwienia kunsztodawcom stworzenia najdokładniejszego możebnego obrazu świata, pozostajacego pod ich władaniem, zgodnie z ich życzeniami, zawartymi w odrębnej umowie.
4. Zobowiązanie kunsztobiorców obejmują pozwolenie na wykorzystanie dowolnego elementu świata, pozostającego pod ich władaniem, przez kunsztodawców w celu, określonym w punkcie 2. niniejszej umowy.
5. Zobowiązania kunsztodawców obejmują wykorzystanie dowolnego elementu świata, pozostającego pod władaniem kunsztobiorców, w sposób satysfakcjonujący kunsztobiorców.
6. Kunsztobiorcy zobowiązują się zapłacić należność za wykonaną pracę tuż po jej ukończeniu.
7. Kunsztodawcy zobowiązują się przyjąć należność za wykonaną pracę nie wcześniej niż po jej ukończeniu.
8. Kunsztobiorcy, w przypadku niewłaściwego wykonania pracy zleconej przez kunsztodawców, nie są zobowiązani do płacenia im należności. Mogą domagać się odszkodowania, określonego w umowie opisanej w punktach 2. i 3. niniejszej umowy.
9. Kunsztodawcy, w przypadku niewłaściwego wykonania pracy zleconej przez kunsztobiorców, nie mogą przyjąć należności. Muszą zapłacić odszkodowanie, określone w umowie opisanej w punktach 2. i 3. niniejszej umowy, jeżeli takowego zażyczą sobie kunsztobiorcy.
10. Kunsztodawcy i kunsztobiorcy zobowiązują się przestrzegać obowiązujących praw, co poświadczają własnymi pieczęciami

za kunsztodawców Achonieta Lekh Beges [pieczęć z wizerunkiem gór i prawej ręki, symbolem kunsztu achonieckiego]
za kunsztobiorców Czajoh Momer Kavai [pieczęć z wizerunkiem ukoronowanego stołu]"

Achonieta podał mu teraz umowę, zawierającą życzenia Czajohów co do wykonania drugiej. Bedo przebiegł ją wzrokiem i oddał. Achonieta podał mu dokument, z którego wynikało, że zarówno kunsztodawcy, jak i kunsztobiorcy wywiązali się z umowy: Czajohowie uiścili odpowiednią zapłatę. Co prawda w mniejszych częściach, ale suma zgadzała się. Bedo przeczytał ją i utkwił wzrok w stole Achoniety.
Ten powiedział do niego:
– Oto prawda, której szukałeś. Z dokumentów wynika, że to my jesteśmy twórcami Drugiej Ojczyzny Tertonów. Czy ta prawda cię zadowala?
Bedo milczał. Achonieta chciał o coś jeszcze zapytać, kiedy Terton otworzył usta i zapytał:
– Dlaczego moi przodkowie stworzyli Drugą Ojczyznę?
Achonieta odpowiedział mu:
– Ta prawda może nie stać się twoim udziałem. Nie ma tego w dokumentach. Mogło pozostać to jedynie w naszej pamięci, ale czy pozostało?...
– A czy pozostało w twojej pamięci?
Achonieta zamilkł na dłuższą chwilę, po czym odpowiedział:
– Lud nasz żyje długo; zbyt krótko jednak, by ktokolwiek z nas mógł oglądać czasy świetności Rosłego Czajhaku. My ci nie pomożemy.
– Więc kto... kto mi powie, dlaczego powstała Druga Ojczyzna?! – krzyknął, załamując ręce, Bedo.
Achonieta podniósł dzwonek, stojący pod otworem wybitym w suficie i zadzwonił. Za plecami pojawił się ktoś, do kogo przywódca Achonietów odezwał się tymi słowy:
– Zaprowadź naszego gościa do pokoju wspomnień.
Bedo wstał i poszedł za Achonietą, który poprowadził go przez dwa pokoje i trzy korytarze do miejsca, przypominającego małą świątynię. Na środku stał długi, kamienny stół. Obok niego naczynia z jakąś dymiącą zawartością. Ściany udekorowane były niesamowitymi malowidłami.

Achonieta, który go przyprowadził, nakazał mu ułożyć się na stole. Potem wziął stojący w kącie drążek i zaczął mieszać nim w naczyniach. Dym stał się intensywniejszy, a malowidła zdawały się poruszać. Bedo przyglądał się im z ciekawością. Im gęściejszy był dym, tym z większym zainteresowaniem wpatrywał się w nie. W końcu dym odebrał mu możność widzenia.

Achonieta też ledwie widział przez kłęby dymu. Na szczęście był uodporniony i nie mogło mu to w niczym pomóc ani zaszkodzić. Malowidła też nie robiły na nim takiego wrażenia, jak kiedyś. Były to dzieła przywódcy Achonietów, który zaprowadził swój lud do jaskiń w górach południa. Ci, którzy korzystali z pokoju wspomnień, mówili o nich, że naprawdę pomagają.

***

Minęło sporo czasu: dzień, a po nim noc i jeszcze jeden dzień, zanim Bedo stawił się ponownie w komnacie przywódcy Achonietów. Wyglądał nieszczególnie: blady, z błędnym wzrokiem i głupkowatym uśmiechem na twarzy.
– Widziałem cię – odezwał się, zanim Achonieta zdołał powitać go. – Widziałem cię, Cehauro, synu Jolegi. Widziałem, jakie było zamieszanie przy twoich narodzinach. W takich warunkach no–no–no cud że przeżyłeś – Bedo uśmiechnął się paskudnie.
Niewiele myśląc, Cehaura zdzielił go trzymanym w ręku kosturem. Nie lubił tego robić, ale musiał. Ujemną stroną korzystania z pokoju wspomnień było przejściowe otumanienie, wygląd jak po długiej chorobie i niektóre objawy zaćmienia umysłu. Nikt nie wiedział, jak się tego pozbyć. Prawdę mówiąc, nikt nie próbował.
Na twarz Tertona wróciły normalne kolory; zgasł także jego nienaturalny uśmiech.
– Witaj, Bedo. Czy teraz prawda, którą poznałeś, zadowala cię?
– Tak, mistrzu Cehauro. Czy mogę teraz wyruszyć i oznajmić ją moim pobratymcom?
– Oczywiście. Wyprowadźcie go.
Achonieta, którego jako pierwszego spotkał Bedo, wyprowadził go do miejsca, gdzie Terton usiłował rozpalić ognisko. Uprzątnął ślady swojej obecności, po czym wsiadł na konia i ruszył w drogę.

Cehaura patrzył za nim, dopóki Achonieta nie zniknął za horyzontem.

***

– Czary.
Szvah odwrócił się, by zobaczyć, jakie wrażenie wywarły te słowa na Ycoihu. Zdecydowanie złe.
– Może powiesz, że potężniejsze od twoich?
– Ty powiedziałeś, panie.
Minął czas wyznaczony Szvahowi przez Ycoiha na odnalezienie ostatniego słowa zagadki spod Drzwi. Słowo znaleziono, więc Ycoih zebrał swoją straż oraz czarownika i ruszył w drogę.
– Mógł tu być inny mag. Widać, że ktoś już wcześniej znalazł słowo, ale potem je zatarł i rzucił zaklęcie. Dlatego nie można otworzyć Drzwi.
– Ale kto? – zapytał Ycoih. – Wiem... przecież w pobliżu nas kręciła się banda Tertonów. To oni musieli otworzyć Drzwi! Przecież ten język jest ich językiem, a legendy mówią, że to, co za drzwiami, należy do nich...
– Możliwe, panie. Trzeba więc znaleźć Tertonów.
– Domyśliłem się. Na razie jedziemy razem, a potem was rozdzielę. Ruszajmy!

Wszyscy ruszyli z kopyta, kierując się na północ. W tym samym czasie do Drzwi kierowały się bardziej lub mniej liczne oddziały Tertonów. Wybierając najbardziej okrężne drogi, posuwali się powoli, acz nieustannie. Przywódcy czajhaków posłuchali słów Tova i przygarnęli posłów do swoich oddziałów. Ci mieli im wskazać bezpieczne schronienie w lasach, gdzie oddziały miały czekać na zebranie się wszystkich Tertonów, by potem móc jednocześnie wejść i objąć w posiadanie Drugą Ojczyznę. Plan był nieco ryzykowny, ale jedyny możliwy do zrealizowania w trudnym, nieprzyjaznym potomkom władców Czajhaku świecie, który jego mieszkańcy ochrzcili Impromptem.

Bedo musiał się więc spieszyć. Był w tych dniach jedynym samotnym Tertonem – wszyscy inni nie oddalali się od swoich oddziałów. Miał nadzieję, że zdąży, zanim Tertonowie wejdą do Drugiej Ojczyzny. Wieści, które niósł, warte były dalekiej i niebezpiecznej podróży do gór południa, gdzie żyją Achonieci, których lud zwie najstarszą nacją, istniejącą pod światłem słońca, księżyca i gwiazd.

CDN.




A już 15 IX (piątek) pierwsza część 10. odcinka upragnionej przez was „Dziewicy Slytherinu 2: Mickiewicz kontratakuje”.
— Assarin

Adam Aleksander Klimowski
12.09.2006, 16:47

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

LL

Bardziej praktycznymi życzeniami byłyby raczej: "Obyś dołączył do Panów i nie wpadł w łapy Lacigamów".

15.09.2006, 21:37
Jess

Wszystkiego najlepszego. Obyś nie zaprzestał pisania opowiadań i nas nie opuścił. Powodzenia. (Opowiadanie jak zwylke świetne, czekam na CDN) ;)

15.09.2006, 11:41
Uhu

Val, upały minęły a Cię jeszcze przegrzanie orzeszka trąca. Żadnych życzeń składać nie będę, bo Klima nie lubię. Tylko jedno jego opoiwiadanie mi się podobało, reszta to jakieś dobre twory, ale nic wybitnego, a więc bierz się do roboty, bo jak nie to skończysz na jednym z tych szarych stołków Panów...

14.09.2006, 15:35
V.

Panowie będą zawsze. Bodaj najlepszym życzeniem dla dowolnego solenizanta byłoby: "Obyś dołączył do Panów!"

13.09.2006, 20:12
Larsefuria

nie cieszyłabym się na Twoim miejscu, znajdą co innego, by Ci wytknąć.

12.09.2006, 23:24
Assarin

Ale to nie był mój błąd! HA! Też się dołączam do życzeń.

12.09.2006, 23:19
kfjatuszek

Cóż to za triumf, wytknąć błąd na życzeniach urodzinowych. Cholerni Panowie razem z ich wyrokami... Zaczynam żałować, że istnieją. Sto lat, Adamie :)

12.09.2006, 22:43
Larsefuria

Ech...już zaczynało mi brakować tego biadolenia

12.09.2006, 22:33
18-nastych

Tak sobie przeglądam wieczorową porą Panów z PWN-u i widzę, że jak zwykle zawyrokowali oni już w tej kwestii. Błogosławieni, którzy czczą Panów jak Bóg przykazał. Oto sam Miruś powiedział był: "Liczebników zapisanych cyfrowo w piśmie się nie odmienia". Aaa, byłbym zapomniał się do życzeń dołączyć. Serdeczności!

12.09.2006, 22:26
Larsefuria

bo Val się uwstecznia. A Adamowi u..brawo brawo. Dotrwałeś 18! sto lat Ci:*

12.09.2006, 22:22