Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Drzwi w Skale

Ziemia zadrżała, kiedy około setki jeźdźców zdeptało ją, mijając Drzwi w Skale. Wódz podniósł rękę do góry. Był to znak do postoju.
Podwładni posłusznie zsiedli z koni i zabrali się do rozbijania tymczasowego obozowiska. Wódz objechał skałę, aby uzyskać pewność co do całkowitej samotności jeźdźców. Nigdy nie wiadomo, skąd może nadciągnąć niebezpieczeństwo, szczególnie kiedy jest się członkiem ludu będącego w pogardzie. A do takich bez wątpienia należeli ci jeźdźcy.

Należeli oni do Tertonów – ludu, który za dawnych pokoleń władał całym znanym światem – od morza do gór i od lasów do wzgórz. Nie nazywali się wtedy jeszcze Tertonami, ale Czajohami, a ich państwo było Rosłym Czajhakiem. Władcy Czajhaku wędrowali po całym kraju, rozstrzygając spory, ustanawiając prawa i troszcząc się o lud.

Każde państwo podobne jest człowiekowi – rodzi się, dorasta i umiera – powiadają mędrcy-ksiąg ulubieńcy i ci, którzy ich słuchają, przyznają im rację. Tak też i było z Rosłym Czajhakiem – nikt nie widział, kiedy państwo osiągnęło szczyt potęgi. Dostrzeżono co innego- że władcy Czajhaku porzucili wędrowny tryb życia, a ich stoły (charakterystyczną obyczajem Tertonów, który przetrwał po dziś dzień, jest wożenie ze sobą stołów, by móc w razie postoju wygodnie urządzić posiłek) zawędrowały do wysokich, kamiennych sal. Dostrzeżono, że żądali coraz więcej i więcej bogactw. Wszystko to dostrzegły czujne oczy ludów podległych. Wybuchł bunt. Książęta plemion-poddanych Czajhaku sprzymierzyli się, a siła ich była tak potężną, że doprowadzili do upadku państwa. Rosły Czajhak zniknął z powierzchni ziemi, a jego władcy i poddani rozbiegli się po świecie. Wędrują po nim po dziś dzień, wraz ze swoimi stołami, dzięki którym zwą się Tertonami (czyli stołownikami). Poddani Księstwa Dwóch Jezior, Kraju Wzgórz, Lądu Wybrzeża, Namiestnictwa Gór i innych państw, wyrosłych na gruzach Czajhaku znajdowali niemałą rozrywkę w wybijaniu Tertonów. Gdy jakiś wieśniak dostrzegł grupę jeźdźców ze stołami, wołał wszystkich swoich ziomków i z widłami, kosami, toporami i innym sprzętem – atakowali. Nieraz zdarzała się przegrana Tertonów, ale ostatnimi czasy są one rzadsze. Może dlatego, że Tertonowie trzymają się z dala od wsi (chyba że muszą zdobyć żywność) i wędrują w dużych, liczących i do pięciuset jeźdźców czajhakach (oddziałach).

Oddział, który rozłożył się opodal Drzwi w Skale, liczył sto dziesięć osób. Ich zapasy składały się z wina, chleba, sera, mięsa upolowanych zwierząt i jagód. Było tego w sam raz, by urządzić xahhę. Jest ona pamiątką dawnych czasów, kiedy sąsiad, chcąc nawiedzić sąsiada, przyjeżdżał z własnymi zapasami. Wspólne ucztowanie trwało niekiedy i trzy dni. Oddział musiał zadowolić się czymś krótszym.

Rozstawiano ostatnie stoły, kiedy pojawiło się na nich jedzenie i wino. Ktoś wyciągnął małą beczułkę z piwem i kilka drewnianych kubków; rozpoczęła się xahha.

Uczta trwała w najlepsze, kiedy rozstawione w pobliżu Drzwi warty zameldowały o kłębie dymu na horyzoncie. Wódz odszedł od stołu, spojrzał uważnie we wskazanym kierunku i wydał kilka krótkich rozkazów. W wyjątkowo krótkim czasie zdjęto wszystko ze stołów, załadowano na konie i osiodłano je. Rozkaz wygnał je (wraz z jeźdźcami) do pobliskiego lasku. Wódz został w pobliżu Skały (dobrze ukryty), ciekaw najeźdźców.

Kłąb dymu okazał się niewielkim oddziałem jeźdźców, którym przewodził wysoki mąż o nieco bladej twarzy, czarnych włosach i stalowym wejrzeniu. Wódz Tertonów rozpoznał go od razu. Był to Ycoih, zwany Wyniosłym, syn władcy Dwóch Jezior. Na oddział składała się jego gwardia przyboczna, kilku strażników z pałacu oraz jakiś niski, brodaty mężczyzna.

Ycoih dał znak do zatrzymania się, po czym zsiadł z konia i zwrócił się do strażników:
- Jak sami widzicie, byli tu Tertonowie. Normalnie zajęlibyśmy się nimi jak należy, ale teraz nie ma czasu. Szvahu, podaj mi halabardę.
Niski mężczyzna odebrał od strażnika zieloną halabardę i podał wodzowi. Ten podszedł do Drzwi i już miał się na nie zamachnąć, kiedy zobaczył coś, co go zastanowiło.
- Szvah, podejdź tu!
Mężczyzna podszedł i sprawdził, co znalazł Ycoih.
- To jakieś znaki... alfabet tertoński...
Przyglądał się temu dość długo, a potem roześmiał się:
- Już wiem! To jest stara, tertońska gra. Jest dziewięć wyrazów, a nad nimi puste miejsca; musimy znaleźć skojarzenia między wyrazami i wpisać je nad nimi.
- Jeszcze raz – poprosił Ycoih.
- To proste. Łączymy pierwszy z drugim i wpisujemy słowo nad pierwszym i tak dalej aż do dziewiątego, który łączymy z pierwszym i wpisujemy nad dziewiątym. Tak?
- Tak – przytaknęli zgromadzeni. – Przeczytaj te wyrazy.
- Bardzo proszę: ANTON MUZYK BRECHT LARSO KONNE URDON FASAC HIRASO ASZYR.

Zapadła cisza. Wódz wychylił się nieco ze swej kryjówki. Starał sobie przypomnieć, co słyszał o tym miejscu. Podobno za Drzwiami ukryto wspaniały kraj, pełen bogactw. Stworzyć go mieli władcy Czajhaku na wypadek zagrożeń. Potem jednak zapomniano Drzwiach i stały się tylko legendą. Na oczach wodza stały się rzeczywistością.
- Dobra, to są tertońskie słowa, więc będzie łatwo. Dla mnie – zauważył Szvah. – ANTON i MUZYK to RUDY, bo taki przydomek nosił słynny muzyk o imieniu Anton...


Nie mieli także problemów z kilkoma następnymi hasłami. Prawdę mówiąc nikt, znający choć w podstawowym stopniu historię i kulturę Tertonów, nie miałby z nimi problemów.

Zastanawiające, że dawni poddani Czajhaku mieli w tak wielkim poważaniu ich dorobek intelektualny, a w tak małym- Tertonów jako takich. W jakimś stopniu miało to pewnie związek z naukami znanego po upadku Rosłego Czajhaku filozofa-mędrca Erewana, który nauczał, że podstawą rozwoju jest oddzielanie wynalazku czy idei od jego twórcy. Dzięki temu większość ludów podległych niegdyś Tertonom nie miała wątpliwości co do przejęcia ich wiedzy. Oczywiście byli i tacy, którzy zostali przy swoim – dziś wszyscy są poddanymi swoich sprytniejszych sąsiadów.

Ale nie wszystko przeszło na własność innych.
- Aszyr... co to takiego?
- Brzmi teutońsko – zauważył Szvah. – Całe szczęście, że mam w podziemiach stary podręcznik tertoński dla wielmożów kraju Wzgórz. Tam powinienem znaleźć aszyr.
- Jak długo będziesz tego szukał? – zapytał Ycoih, czując, że odpowiedź może go nie zadowolić.
- Od jednego dnia do całego roku...
Nie zadowoliła.
- A jeśli ustawię koło ciebie kilku strażników, bym miał pewność, że szukasz pilnie?
Szvah podrapał się po głowie.
- Dwadzieścia dni?
Zadowoliła.
- No dobrze, w takim razie wracamy. Spotkamy się tu ponownie za dwadzieścia dni. Główny strażniku, wybierz kilku ludzi, którzy pomogą Szvahowi w poszukiwaniach.


Po kilku chwilach oddział Ycoiha oddalił się niespiesznie. Wódz Tertonów dał znak, kiedy zasłoniły ich rozrzucone w okolicach horyzontu skały.
- Posłuchajcie mnie! – powiedział, wchodząc na własny stół. – Siedziałem najbliżej tych ludzi i posłyszałem, czym się zajęli. Chcieli otworzyć te Drzwi. Wiecie, co tam może być, prawda?
- Tak – odezwał się Terton odpowiedzialny za wina. – Tam jest nasza pradawna ojczyzna, kraj wieczystej pogody i obfitości pożywienia.
- Tak mówią – zgodził się wódz. – Wiem także, co trzeba zrobić, by otworzyć Drzwi. Musimy znaleźć słowo z naszego języka, które będzie skojarzeniem hiraso i aszyru, a także aszyru i Antona.

(Dla jasności dodam, że aszyr to pomocnik kapłana dawnego kultu, który upadł, zanim Czajhak stał się Rosłym)

- Nic takiego – odezwał się Terton, który czyścił swego konia kłębem trawy. – To pierwsze to goop, a te drugie, to Morski – przydomek aszyra o imieniu Anton.
- Na Rosły Czajhak, masz rację, Bedo! Goop, którym aszyr posługiwał się w czasie oczyszczenia, ma taki sam kształt jak hiraso, czyli te małe grabie... Chodźcie.

Wszyscy podeszli do Drzwi. Próg pokryty był słowami niemal rozwiązanej zagadki. Brakowało tylko ostatnich skojarzenia.
Wódz pochylił się i krańcem sztyletu wyskrobał na właściwym miejscu GOOP oraz MORSKI. Odszedł kilka kroków i podał sztylet zaufanemu słudze. Czekali na to, co się stanie.

Nic się nie stało. Drzwi nie otworzyły się, Skała nie zadrżała. Zniecierpliwiony wódz pchnął Drzwi, a te ustąpiły pod jego ręką. Otworzył także drugie skrzydło, po czym zaprosił- niby dawny gospodarz- wszystkich do środka.

Podwładni wodza otworzyli usta ze zdumienia. Mieli przed sobą wspaniały kraj, tak podobny do tego, co poza Skałą, a jednocześnie tak bliski ich sercom. Niebo było jaśniejsze, chmur było mniej, słońce świeciło mocniej, trawa zieleniła się intensywnie – Tertonowie pierwszy raz widzieli na oczy tyle wspaniałości na raz.
- Tertonowie! - powiedział uroczystym głosem wódz, zwany Tovem Rosłym – nadszedł ten dzień, o którym mówili nasi przodkowie: iż odnajdziemy ojczyznę naszą nietkniętą, po raz wtóry władającą światem. Przyprowadźcie tu konie i rozstawcie stoły. To jest godne drugiej xahhy, o której opowiadać będą nasi odlegli potomkowie, iż była xahhą nad xahhami.

Wszyscy rzucili się spełniać polecenie Tova. Gdy wprowadzili pierwszego konia za Drzwi, ten zarżał radośnie. Reszty zwierząt nie trzeba było poganiać.

- Niechaj żyje wódz nasz, Tov Rosły!
- Niech żyje!
- Niech stół jego nigdy nie będzie próżny!
- Niech sławi go lud nasz, Odnalazcę Ojczyny!
- Niech żyje!...
Tymi i podobnymi toastami rozbrzmiewały stoły, ustawione pośrodku łąki. Tov ochoczo pił, jadł i rozmyślał, jak szczodrze obdarzył go los: Tertona, człeka bez kraju. Nie chciał wierzyć, że gdyby nie Ycoih, Druga Ojczyzna nie zostałaby odkryta. „Prowadzili mnie bogowie... oni ustawili go na drodze, by obdarował mnie hasłem... nie ma żadnej zasługi... nie ma.”

Dziw większy: od chwili, gdy tylko zaczął pojmować, opowiadano mu o Drzwiach, za którymi czekał kraj Tertonów. Dlaczego nikt z Tertonów, zawitawszy w te strony (a były one częstym obiektem podróży Tertonów), nie próbował na własną rękę rozwiązać zagadki i otworzyć Drzwi? „Czemu tylko ja się nie zawahałem? Czy jestem kimś wybranym? To chyba jedyne wytłumaczenie...”, pomyślał mało skromnie wódz, po czym dolał sobie wina.

Poza wodzem tylko Tefyt, jeden z podległych mu Tertonów, zastanawiał się głębiej nad odnalezioną przez nich Ojczyzną. Niegdyś z chęcią słuchał opowieści starszych, gdy dopalały się ogniska, xahhy miały się ku końcowi, a na niebie jedna za drugą pojawiały się gwiazdy. W tej porze między dniem a nocą z chęcią słuchał podań o Drugiej Ojczyźnie: z pomocą czarowników mieli ją utworzyć dawni władcy Rosłego Czajhaku, by – uchowaj, losie! – w razie jakiegoś nieszczęścia można było ją wykorzystać do wskrzeszenia Czajhaku

Niestety, zbyt wiele siły włożyli Tertonowie w utworzenie Drugiej, i stało się, że utracili Pierwszą. Czajhak upadł pod naporem zbuntowanych plemion. Któż miał wtedy rozum, by odszukać złożoną w miejscu tajemnym Ojczyznę? Codziennie drżeli o swój los, ścigani nienawiścią niegdysiejszych poddanych. „I drżymy do dziś. Chwała wodzowi, że udało mu się otworzyć Drzwi i wprowadzić nas za Nie.”


Kiedy niebo Drugiej zaczerwieniło się, a na zachodzie poczęły mrugać gwiazdki, wódz oznajmił koniec xahhy nad xahhami. Powiedział:
- Chcę wam powiedzieć kilka słów, nim udamy się na spoczynek.
Kilkoro głosów, należących do nieco osłabionych ucztą Tertonów, poczęło wznosić toasty za jego zdrowie.
- Uciszcie się! – przerwał im. Głosy umilkły. – Chwała niech będzie losowi, że udało nam się odnaleźć to, co uznaliśmy za utracone. Widzieliście, że kraj nasz jest piękny i bogaty w to, co cenimy. Dobrze nam tu. Nie omylę się, jeśli powiem, że marzymy- na czele ze mną – o pozostaniu w tym aż do dnia, gdy przerobią stoły na trumny.

Ale zechciejmy pamiętać także o tych spośród nas, którzy byli nieobecni na xahsze nad xahhami. Wspomnijcie na drużynę Gacby Zdolnego, oddział Berii Skrzydlatej czy czajhak Hlondy Wzniosłego. Jeśli nie zaniesiemy im nowiny o otwarciu Drzwi, wieści o tym, cośmy tam odnaleźli – a, na mój stół, jest to rzecz godna podziwu! – jakże czuć się będziemy? Czym zawinili? Czyż nie są oni, jako i my, potomkami tego ludu, który ustanowił Rosły Czajhak? Czy nie są, jako i my, Tertonami, Stołownikami świata tego?
- Prawisz mądrze, wodzu! Należy wysłać posłańców, by odnaleźli rozproszone czajhaki i zanieśli im wieści - wtrącił się (gdyż uznał, że może) Bedo.
- Tak też uczynimy. Ale nie dziś. Przygotujcie się na spoczynek.


Po wydaniu tego polecenia wódz podszedł do Drzwi, zdjął z nich prowizoryczne zamknięcie i wyjrzał na zewnątrz.
Świat, który opuścili dość dawno, wydawał się stać w miejscu. Była ta sama pora dnia, jak w momencie, gdy Ycoih ze swoim oddziałem zniknęli z pola widzenia Tertonów. „Druga musi posiadać szybciej płynący czas. Trzeba będzie się pospieszyć z wysłaniem tych posłów, bo inaczej Beria, Hlonda i inni zastaną nas staruszkami.” Uśmiechnął się smutnie, myśląc o niezgodności czasów. „Trzeba będzie wysłać wszystkich... dla sprawiedliwości.”


Bedo spał trochę niespokojnie. Kręcił się z boku na bok, mrucząc coś niezrozumiale. W pewnym momencie wstał, zrzucając z siebie koc i rozejrzał się dokoła.
- Achonieci – powiedział cicho. – To Achonieci.




[A.] Część druga w czwartek, 24 VIII 2006. Życzę wszystkim udanego końca wakacji. Szalejcie ile wlezie!

Adam Aleksander Klimowski
18.08.2006, 14:30

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Herbinka

Sprawdziłam, to się nazywa neologizm słowotwórczy... Spindalaj to połączenie wyrazów: spierdajaj+pinda=spindalaj. No to tyle polonistyki...Opowiadanie spoko...

19.10.2007, 16:26
Herbinka

O ja pitole ale słownictwo. Przypomniałeś mi Munio, że mam się pouczyć środków stylistycznych, bo nie pamiętam jak to się nazywało...

19.10.2007, 16:19
V.

Prościej będzie tobie wyłączyć monitor niż mnie spindalać, tym bardziej że chyba nie mam wprawy w tym czasowniku ;)

20.08.2006, 21:46
Muniek

Valku finituj jak zes przekazal, i nam z monitora spindalaj ;]

20.08.2006, 21:11
V.

Bo nie dość, że Adam ma klasę samą w sobie, to jeszcze opowiadania, których ktoś nie rozumie, zawsze są wyjątkowe (pod jakimś względem).

20.08.2006, 14:05
Aibhill

A mnie się bardzo podobało.

19.08.2006, 23:12
uczniak

tego nie rozumiem wogule

19.08.2006, 09:09
Jess

To w końcu dzieło Adama, więc musi być dobre... ;)

18.08.2006, 20:11
Jess

Niezłe. Bardzo mi się podobało ize zniecierpliwieniem czekam na część kolejną. ;)

18.08.2006, 17:08
ines

Bardzo ciekawy pomysł. Zwłaszcza z tą grą.

18.08.2006, 16:40