Kapłanka
IBłękitnooka elfka podniosła głowę, słysząc, jak ktoś wypowiada jej imię.
– Aayril, chodź tu, to po prostu trzeba zobaczyć – krzyknął przez pustą świątynie jej przyjaciel, Symon.
– Kiedy ty się wreszcie nauczysz, że to jest świątynia – syknęła, podchodząc do niego. Spojrzała przez uchylone drzwi. – Nie rozumiem, o co ci chodzi. Jest zwyczajny dzień.
– Aayril, nie mów mi, że jesteś aż tak tępa – powiedział irytującym głosem mężczyzna. – Nie sądzisz, że jest za gorąco, jak na początek Zimowego Święta?
– No... masz trochę racji – rzekła spokojnie elfka. – Jestem pewna, że to jest mimo wszystko normalne. Po prostu zima przyjdzie później, i tyle.
– Jak tam sobie chcesz, moim zdaniem w tym jest coś dziwnego – stwierdził Symon i wyszedł na ulicę miasta Istar.
Nie, dziwne jest to, że nikogo nie w świątyni – pomyślała kapłanka. Westchnęła. Odwróciła się i podeszła do ołtarza. Odrzuciła do tyłu swoje złote włosy i pogrążyła się w modlitwie.
***
Aayril siedziała na sali audiencyjnej i wsłuchiwała się w słowa króla – kapłana. Jej krzesło było ustawione z tyłu komnaty, przez co mogła obserwować również wszystkich zgromadzonych. Ale tego nie robiła.
Król – kapłan mówił bardzo spokojnie. Kapłanka Mishakal oddawała się medytacji, gdy nagle usłyszała odgłos cichej rozmowy w kącie sali. Mimowolnie odwróciła wzrok w tamtą stronę. Siedziała tam kapłanka Paladine%u2019a, którą, jak dobrze pamiętała, znaleziono niedawno zaatakowaną przez jakiś zbirów w mieście, i mag czarnych szat, Fistandantilus. Rozmawiali spokojnie. Aayril spróbowała usłyszeć, o czym mówili.
– Zła już nie ma – mówił mag. – On nie żyje.
– Ty? – zapytała kapłanka Paladine%u2019a.
– On zabiłby mnie, Crysanio – powiedział Fistandantilus – tak jak zamordował niezliczone ofiary. Stawką było życie jego albo moje.
– Zamieniliśmy jedno zło na drugie – ucięła kapłanka nazwana Crysanią i na chwilę umilkli. Kapłanka Paladine%u2019a sprawiała wrażenie, jakby z powrotem wsłuchiwała się w słowa króla – kapłana.
Ala Aayril już tego nie potrafiła. Zbyt dużo myśli zaczęło zaprzątać jej głowę. O kim oni rozmawiali? Jakie zło? Co prawda, elfka usłyszała prawie całą rozmowę, ale nic jej to nie dało. Tylko wyprowadziło z równowagi.
– Czy naprawdę wierzysz w te bajki o mnie? – zapytał w końcu mag Crysanię. – Fistandantilus zamierzał wrócić do naszych czasów, zabić mnie, zabrać moje ciało i podjąć dzieło w miejscu, gdzie porzuciła je Królowa Ciemności. Planował podporządkować sobie złe smoki. Smoczy władcy, jak moja siostra, Kitiara, zgromadziliby się tłumnie pod jej sztandarem. Świat znów pogrążyłby się w wojnie. Ta groźba już nie istnieje.
Aayril nie wytrzymała i spojrzała w ich stronę. Crysania wpatrywała się w króla – kapłana. Mag patrzył w jej twarz. Dlaczego on mówił o sobie w trzeciej osobie? pomyślała. Wolała nie wiedzieć. Smoki. Albo coś jest nie tak, albo zwariowali. Odruchowa Aayril przyjęła drugą opcję, ale po chwili zaczęła zastanawiać się nad pierwszą.
– Znasz moje ambicje – kontynuował czarodziej. – Przed tobą otworzyłem serce. Czy jest moim zamiarem wznowić wojnę? Czy jest moim pragnieniem podbić świat? Moja siostra, Kitiara, przybyła do mnie, by poprosić właśnie o to, by szukać mej pomocy. Odmówiłem, a ty, jak się obawiam, poniosłaś tego konsekwencje – o czym on mówi? pomyślała Aayril. Nie, o czym oni mówią. Crysania przestała słuchać króla – kapłana i spojrzała na Fistandantilusa, który, biorąc pod uwagę to, co mówił, Fistandantilusem nie był. – Powiedziałem jej o tobie, Crysanio, o twojej dobroci i potędze. Wpadła we wściekłość i wysłała swojego upiornego rycerza, by cię zabił, pragnąc w ten sposób położyć kres twemu wpływowi na mnie.
– Czy mam na ciebie wpływ? – Aayril z trudem usłyszała te słowa, kapłanka mówiła bardzo cicho. – Czy mogę mieć śmiałość wyrazić nadzieję, że ujrzałeś ścieżki kościoła...
– Ścieżki tego kościoła? – przerwał jej czarodziej. Oparł się o oparcie krzesła. – Znam twe wątpliwości, Crysanio. Wiem, co widziałaś. Stwierdziłaś, że kościół bardziej jest zajęty rządzeniem światem niż głoszeniem nauk bogów. Widziałaś kapłanów zajmujących się oszustwami, mieszających się do polityki, trwoniących pieniądze, które mogłyby nakarmić ubogich. Chciałaś oczyścić imię kościoła, gdy tu przybyłaś, i ujawnić, że bogowie w słusznym gniewie zrzucili ognistą górę na tych, którzy ich porzucili. Chciałaś zrzucić winę – być może na czarodziejów.
Jaką ognitą górę? Aayril, gdy była mała, czytała wiele o historii Krynnu. Ale nic tam nie było o żadnej ognistej górze, zrzuconej na ziemię przez bogów. Chyba że, oni cofnęli się w przeszłość i... Potępiła własną głupotę. Cofnąć się w przeszłość? No cóż, dochodzi możliwość, że to ona zwariowała.
– Czas Kataklizmu nadciąga nieubłaganie. Prawdziwi kapłani już opuścili ziemię. Nie wiedziałaś? Twój przyjaciel, Denubis, odszedł. Ty, Crysanio, jesteś jedyną prawdziwą kapłanką jaka została – rzekł mag.
Kataklizm. Prawdziwi kapłani. Aayril zaczęła żałować, że podsłuchała tą rozmowę. Za dużo rzeczy, o których mówili, wykraczało po za jej rozumowanie. Mag i kapłanka rozmawiali dalej. Elfka jednak juz ich nie słuchała. Wyszła szybkim kroki z komnaty.
***
Tę noc, gdy prawdziwi kapłani opuścili Krynn, w historii znano pod nazwą Nocy Przeznaczenia. Gdzie się udali i jaki był ich los, tego nie zapisał nawet Astinus. Niektórzy powiadają, że widziano ich w ponurych, pełnych goryczy dniach Wojny Lancy, trzysta lat później. Wielu elfów przysięgnie na wszystko, co im drogie, że Loralon, największy i najpotężniejszy z elfich kapłanów, przemierzał udręczoną krainę Silvanesti, opłakując jej upadek i błogosławiąc wysiłki tych, którzy poświęcali się jej odbudowie.
Jednakże odejście prawdziwych kapłanów uszło uwagi większości mieszkańców Krynnu. Niemniej owa noc pod wieloma względami okazała się Nocą Przeznaczenia.
***
Aayril szybko szła korytarzem, zmierzając do swych komnat. Stanęła i przesunęła się bliżej ściany, gdy mijał ją czarodziej. Jedyny, któremu pozwolono na pobyt w świątyni. Po chwili już była w swoim pokoju. Przesycony przepychem, jak każde pomieszczenie w świątyni, pokazujący status kapłana.
Po jakimś względem ten czarodziej miał rację. Można było nakarmić ubogich, sprzedając złoto. Ale wtedy kapłani musieli by żyć skromnie. Aayril nie przerażała ta perspektywa. Ba, nawet byłaby zadowolona z takiego obrotu sprawy.
Usiadła na łożu i zamknęła oczy. Jej myśli znów zaprzątnęły słowa mówione przez maga do Crysanii. Smoki. Czarodziej musiał sobie pomylić rzeczywistość z legendą. Upadek kościoła. Prawdziwi kapłani. I wreszcie, ognista góra zwana Kataklizmem. To było za dużo dla elfki jak na jedną noc. Zasnęła.
***
Aayril powoli zmierzała ku wyjściu ze świątyni. Z oddali usłyszała strzępki rozmowy. Szybko rozpoznała głosy. Crysania i Fistandantilus. Już chciała podejść do drzwi, gdy zobaczyła, że przy drzwiach ktoś stał. I jak by nigdy nic spoglądał przez dziurkę od klucza. Ukryła się bardziej w cieniu, by też mogła słyszeć ich rozmowę.
– Mówisz to szczerze? – mówiła kapłanka Paladine%u2019a. – Czy moje biedne słowa coś dla ciebie znaczą? Nie, nie odwracaj oczu. Poznaję po twej minie, że myślałeś o nich i zastanawiałeś się nad nimi. Jesteśmy tacy podobni! Wiedziałam o tym, gdy tylko cię spotkałam. Ach, znów się uśmiechasz, drwiąc ze mnie. Proszę bardzo. Ja znam prawdę. Powiedziałeś mi to samo w Wieży. Powiedziałeś, że ja też jestem ambitna jak ty. Myślałam o tym i nie mylisz się. Nasze ambicje przybierają różne postaci, lecz być może nie są tak nie podobna, jak niegdyś sądziłam. Oboje prowadzimy samotniczy tryb życia, oddając się naszym studiom. Ty otaczasz się ciemnością, lecz, Raistlinie, ja sięgam dalej. To ciepło, światło...
Jaki Raistlinie? pomyślała Aayril. Spojrzała na kendera, który zajął już najlepsze miejsce dla siebie.
– No dalej, głupku! – powiedział, patrząc przez dziurkę. – Jak on może się powstrzymywać?
Elfka wiele by dała, by móc być na miejscu kendera. Bardzo ciekawiła ją sytuacja w komnacie.
– Idź już lepiej – rzekł nagle Fistandantilus, nazwany Raistlinem. Po chwili zaczął kaszleć. – To drobiazg – drzwi otworzyły się. Kender już dawno stał przy ścianie. – Nie czuję się dobrze od kilku dni. Nie domyślasz się przyczyny? Nie czułaś tego?
– Co masz na myśli? – Crysania mówiła bardzo cicho.
– Gniew bogów – odpowiedział mag. – Ich wściekłość bije we mnie, jakby Słońce zbliżało się coraz bliżej do tej nieszczęsnej planety. Być może dlatego czujesz się taka przygnębiona i nieszczęśliwa.
– Być może – szepnęła kapłanka Paladine%u2019a.
– Juro jest zimowe święto – ciągnął czarodziej. – Trzynaście dni później król – kapłan zgłosi swe żądania. Już planuje to ze swymi ministrami. Bogowie wiedzą. Wysłali mu ostrzeżenie – zniknięcie kapłanów. On jednakże nie posłuchał. Począwszy od Zimowego Święta znaki ostrzegawcze będą coraz wyraźniejsze. Czy czytałaś kiedyś Kroniki z ostatnich trzynastu dni Astinusa? Nie jest to przyjemna lektura, a jeszcze mniej przyjemnie będzie to przeżyć.
Aayril nie miała już ochoty tego słuchać. Szybko, niezauważona przez rozmówców i kendera przeszła obok drzwi.
***
13 dni później...
Nie mogła nawet wyjść ze świątyni. Dopiero teraz zorientowała się, że Fistandantilus i ta dziwna kapłanka mieli rację. Czuła gniew bogów, ich wściekłość. Modliła się. Może ją wysłuchają, ale to i tak nic nie zmieni.
Nagle Aayril oślepił czerwony blask ognia. Potem był już tylko ciemność.
CDN.
*Fragmenty rozmowy Raistlina z Crysanią pochodzą z książki „Czas Bliźniaków” M.Weis i T.Hickmana
Azuil
28.07.2006, 20:10
Myślodsiewnia
Ja te książki czytałem kilka razy a tak nawiasem to super tylko gdzie ciąg dalszy?
31.01.2010, 00:02Zaglądnełam. Moja ocena - beznadziejne. A wiecie, że to zostało napisane w lipcu 2005? Autorka miała wtedy 11 lat. Kończyła V podstawówki. Dlatego woli się do tego nie przyznawać. ;) Sentymentalnie. I tak nikt tu już nie zagląda.
31.05.2007, 22:26Hmmm... Intrygujące. Prawie nic z tego nie zrozumiałam, ale jakoś przypadło mi do gustu. I dobrze, że nie jest za długie. Osobiście wolę krótsze opowiadania, a jeśli są długie, to pokrojone na części. Oczekuję cd. :)
18.08.2006, 22:22Jeśli nie czytaliście jakiejkolwiek książki z serii dragonlance to trudno będzie zrozumieć o co chodzi w tym opowiadaniu
4.08.2006, 17:07ja myśle, że właśnie o to chodzi... Nic nie wiaadomo... Podoba mi sie i czekam na ciąg dalszy... ;)
3.08.2006, 19:49Kurcze a moze jakies wprowadzenie? :-/... Nic z tego nie wiem...
1.08.2006, 19:54A tak nawiasem to: o co tu biega?
31.07.2006, 13:46Szczerze mówiąc też niewiele zrozumiałem z tego opowiadania. Z przypisu domyślam się, że to jakiś fanfick. Książki nie znam, więc może to dlatego nie wiem o co chodzi. Czekam na dalszy ciąg - może coś wyjaśni więcej. Co do fabuły tego tutaj: intrygujące, ale za dużo informacji naraz (właściwie same informacje; akcja poniżej minimum - tak miało być?) i za dużo niewiadomych (właściwie same niewiadome). Trudno coś więcej powiedzieć, poczekam na kolejną część z oceną :)
30.07.2006, 13:24Może ciemna jestem, ale o co w tym chodzi?
29.07.2006, 17:36No cóż..wiele, wiele literówek było tu. I jakoś ta 'fabuła' mi się nie podobała. I w ogóle wszystko takie pogmatwane itd.
29.07.2006, 17:16