Polecamy

Polcon 2008

Ogólnopolskie Spotkania Fanów Fantastyki

Anastazja cz. 2

...czy misja się powiedzie?

Anastazja

...po co wiedźmin przybył do Rembertowa?

Poszukiwany, poszukiwana

kto się pokusi na pisanie do Proroka?

Fantazja horrorem: J. Carroll, "Kraina Chichów"

Co może fantazja? Być horrorem?

Ona jest inna...

[A.]
Jako że Valaraukar właśnie się inhaluje górskim powietrzem i, mówiąc najprościej, leni się na wakacjach, przejmuję jego obowiązki w Strefie Fikcji na czas najbliższych dwóch tygodni. Jeśli ktoś byłby zaintersowany publikacją swojego opowiadania w naszej ukochanej SF to proszę je przesłać do mnie - uprzedzam, że jestem jeszcze gorsza od demona Yehu. A teraz wznieśmy okrzyki na cześć miłościwie panującej Aibhill i zabierzmy się za czytanie!




– Skąd ona przybyła? – pytali.
– Ona przybyła z nikąd – odpowiadali.
***
Wiedziała, że jest inna. Wiedziała, że tu nie pasuje. Nie wiedziała, dlaczego tu jest. I możliwe, że nigdy by się nie dowiedziała, gdyby nie On. Przybył stamtąd, skąd Ona przybyła, choć sama nie wiedziała, skąd jest. Nie myślała o tym, tylko żyła swoim własnym, tajemniczym życiem, w którym nie było miejsca dla nikogo innego oprócz niej samej. Zmieniło się to, gdy pojawił się On.
***
Był zimny deszczowy poranek. Stanęła przed ratuszem i spojrzała w pochmurne niebo. Nie rozumiała zbyt wiele. Pamiętała tylko strzępki rozmowy: "nie możemy tego zrobić...", "Ale trzeba...", "Masz rację, ale...", "dla dobra wszystkich...". Wszystkie inne wspomnienia rozwiały się gdzieś wraz z blaskiem gwiazd ustępujących świtowi. Nie wiedziała co myśleć; nogi powiodły ją w stronę wschodzącego słońca.
***
Szła pustymi ulicami. Słychać było tylko stukanie jej butów o bruk. Choć padało – nie zmokła, choć było zimno – nie zmarzła. Czuła, że to nie jej świat, czuła, że coś jest nie tak, ale wciąż nie wiedziała co tutaj nie pasuje. Po chwili zrozumiała – to Ona. To Ona była elementem innej układanki. To Ona była inna od reszty. Znów spojrzała w niebo. Westchnęła i ruszyła dalej wprost przed siebie.
***
Nadszedł ranek. Po deszczu zaświeciło słońce. W oddali było słychać radosne krzyki dzieci biegnących do szkoły. Na rynku rozpoczął się codzienny gwar. Zaczęto otwierać sklepy, kawiarnie i restauracje. Po prostu dzień jak co dzień. Dla wszystkich. A raczej dla wszystkich oprócz Niej.
***
Wróciła tam, pod ratusz. Przeszła wokoło całego rynku, a każdego kogo minęła przeszyła fala zimna i ciepła zarazem, fala pewności i zwątpienia, strachu i ekscytacji. Wszyscy ci patrzyli na nią, oddalającą się wśród tłumu, aż nie zniknęła im z oczu. "Ona jest inna... Ona przybyła z nikąd..." krzyczała każda cząstka ich umysłów.
Czuła narastającą panikę. Jej kruczoczarne włosy powiewały nienaturalnie na wietrze. Choć nic nie pamiętała, wiedziała, że jeszcze nigdy nie czuła się taka jak teraz – jeszcze nigdy nie była tak przerażona, jak obecnie. Odgarnęła drżącą ręką włosy z czoła. Spojrzała swoimi zielonymi, kocimi oczami na mijających ją ludzi. "Oni są tacy... normalni." pomyślała. Spojrzała po raz kolejny w niebo. Nadal było ciemne i ociężałe, choć gdzieniegdzie widać było smugi światła słonecznego. Pamiętała, że od zawsze lubiła patrzeć na niebo, błękitne w dzień, granatowe w nocy, o zachodzie różowe z odcieniami pomarańczu. Czasem bywało zasnute chmurami lekkimi jak puch, lub ociężałymi, które zdawały się spaść za chwilę na ziemię. Widok ten uspakajał ją. Nawet błyskawica na niebie potrafiła ukoić jej strapionych myśli. Tak też było i tym razem. Nagle... to stało się tak szybko... uderzyła w nią fala mocy, którą znała, która o mało nie zwaliła jej w tej chwili z nóg. Wreszcie poczuła się sobą, poczuła, że wszystko się jeszcze ułoży... Sięgnęła do wewnętrznej kieszeni kurtki, tak, nadal tam była. Pogładziła palcem wypolerowaną powierzchnię drewna. Nabrała pewności siebie, a delikatny uśmiech rozświetlił jej bladą twarz. Ruszyła, gdzie oczy ją poniosły.
***
– Tamara! Chodź na kolację! – krzyknęła wątła kobieta o zatroskanym spojrzeniu. Dziewczyna zeszła po schodach. Mimo, że od wydarzeń tamtego pamiętnego dnia minęło już prawie pięć lat Ona prawie nic się nie zmieniła. Długie czarne niczym sadza włosy nadal okalały jej nadmiernie bladą i szczupłą twarz z dużymi, zielonymi, bystrymi oczami, które potrafiły dostrzec rzeczy istniejące poza świadomością innych ludzi. Przez te lata znalazła nową rodzinę. Ale mimo to nie zaznała tej prawdziwej rodzinnej miłości. Ludzie, których nazywała swoją familią byli dla niej nic nie znaczącymi osobami. Dawali jej dach nad głową, regularne posiłki i odosobnienie, którego tak bardzo potrzebowała. Była samotna. Nie dlatego, że nikt jej nie lubił ale dlatego, że nie potrafiła się z nikim zaprzyjaźnić. Przecież... była inna. Koledzy z klasy, do której chodziła szeptali za jej plecami, ale nikt nie miał odwagi wytknąć jej czegokolwiek na głos. Mówili o niej "Dziwaczka", czasami "Kujonka" albo "Sierota". Czuli, że jest inna. Była nietutejsza. Mówili: "Ona przybyła z nikąd". Szeptali, że zamyka się w pokoju i kuje, uczy się całymi dniami. I w pewnym sensie mieli rację. Ona jednak nie zwracała uwagi na te złośliwości i kłamstwa. Znała prawdę, choć tak naprawdę niewielu rzeczy była pewna tak do końca. Ale mimo wszystko była całkowicie pewna jednego: była czarownicą. Bardzo dobrą czarownicą. Za zamkniętymi drzwiami swojego pokoju rzeczywiście się uczyła. Ale wbrew wszelkiemu przekonaniu jej kolegów, uczyła się tam panowania nad swoją mocą, a posiadała przeogromną moc. Pamiętała, że od zawsze ją miała. Nie potrafiła nad nią jednak zapanować. Gdy się denerwowała, tłukła szklanki, gdy się smuciła sprowadzała deszcz i szarówkę. Sprowadzała na innych nieszczęścia lub sprawiała cuda – wszystko w zależności od huśtawki nastrojów. Teraz jednak ćwiczyła, aby ten dar losu ujarzmić. Nie było to łatwe. Możliwe, że nawet dorosły i doświadczony mag nie potrafiłby poradzić sobie z takim zadaniem, a ona robiła coraz większe postępy. Choć powinna być z tego dumna, nie satysfakcjonowało ją to. Cały czas nad tym pracowała nie dając sobie wytchnienia póki nie opanuje swej mocy do końca. Ćwiczyła zaklęcia i uroki, które znała, choć nie miała pojęcia skąd. Po prostu wiedziała i to jej wystarczało. Oprócz tego na kartkach papieru zapisywała składniki eliksirów i sposoby ich przygotowywania, opisywała magiczne stworzenia, rośliny i ich zastosowania. Całą swą magiczną wiedzę przelewała na papier.
Jednak, gdy tylko chciała dać umysłowi chwilę odpoczynku, kładła się na łóżku razem z pustym arkuszem papieru i pisała. Pisała opowieści, jedne lepsze, drugie gorsze, ale zawsze o tym samym – o świecie w którym chciałaby żyć. A nie chciała pozostać tutaj na zawsze, sama jak palec wśród ludzi, do których nie pasowała. Dlatego czasem zamieniała się w kota i z perspektywy czworonogiego stworzonka oglądała ten inny świat, który był jej całkiem obcy.
Ale mimo upływu lat coś nie dawało jej spokoju. Nic nie wiedziała: ani jak ma na imię, z jakiego świata przybyła i dlaczego tu jest. Nie interesowały ją odpowiedzi na te pytania, ale chciała tylko wiedzieć DLACZEGO? Dlaczego nic nie pamięta, nic nie wie o sobie samej i o swoim pochodzeniu, o świecie i rodzinie? Dlaczego skazano ją na tak marną egzystencję w świecie, który był gorszy niż więzienie? Dlaczego...? Z czasem pogodziła się z myślą, że już może nigdy nie dowie się prawdy. Że może już nigdy nie powrócić do swojego świata... Jednak gdzieś w głębi jej świadomości tliła się maleńka iskierka nadziei na powrót...
***
Był pochmurny letni poranek. Nie wiedzieć czemu nogi znów poniosły ją w tamto miejsce. Prawdę mówiąc często tam wracała. Właściwie nie miała zamiaru tam iść, ale jakaś dziwna siła przyciągnęła ją tam. Dzisiaj jednak przypomniała sobie dokładnie tamten dzień, kiedy to się stało. Popatrzyła w zachmurzone niebo nad wieżą zegarową. To już był nawyk. Usiadła pod ratuszem i zamyśliła się. Odgarnęła z czoła ciemne kosmyki włosów. "Ostatnio wszystko wydaje się wyraźniejsze" pomyślała. Tak też było. Strzępy rozmowy układały się w dialog:
– Musimy ją odesłać – mówił głęboki męski głos.
– Ale to nasza córka! Nie możemy tego zrobić... – rozbrzmiewał rozhisteryzowany kobiecy głos.
– Ale trzeba. Nie ma innego wyjścia. No, chyba, że chcecie stracić ją na zawsze... – ten głos był spokojny. Należał zapewne do jakiejś starszej osoby.
– Masz rację ale... – Znów kobiecy głos, już trochę spokojniejszy.
– To może oznaczać koniec świata, więc... – powiedział głos pierwszy.
– Trzeba to zrobić dla dobra wszystkich – podsumował starzec.
Bardzo intrygowało ją to wspomnienie. Oprócz tego przypomniała sobie obrazy z dzieciństwa, niczym zdjęcia z albumu: małą kuchnię, pokój pełen zabawek, troje ludzi uśmiechających się do niej... Nie bardzo rozumiała, co to mogło oznaczać i skąd te obrazy napłynęły. Nie wiedziała, co się z nią dzieje.
Wydawałoby się, że czas zwolnił. Wzrok dziewczyny przeniósł się z wystawy sklepu z ubraniami w tamto miejsce, gdzie pojawiła się pięć lat temu. Właśnie tam, na tym samym bruku, pojawił się chłopak. Miał włosy koloru czekolady ułożone w fryzurę pod tytułem "nieład artystyczny". Miał duże niebieskie oczy którymi omiótł rynek. Gdy tylko Ją zobaczył ruszył w Jej stronę. Nagle poczuła coś czego jeszcze nigdy nie wyczuła u innej osoby: aurę, czy może raczej pewne pokrewieństwo dusz. "On jest taki jak ja..." pomyślała wstrzymując oddech. Wstała. On stanął przed nią i wtedy to zobaczyła. Spojrzała w niezmierzony błękit jego oczu, niewidoczny dla zwykłego człowieka, w toń tak głęboką, że mogłaby w niej utonąć. I właśnie wtedy, przypomniała sobie wszystko:
– Ja...ja... jestem Amanda... – wyszeptała i zemdlała wprost w ramiona nieznajomego.
***
Ocknęła się na ławce w parku. Nieznajomy siedział obok niej i przyglądał jej się badawczo. Po dłuższej chwili milczenia zapytała:
– Kim jesteś?
Nadal na nią patrzył jakimś przymglonym wzrokiem. Zamyślił się, a po chwili odpowiedział:
– Jestem Tom. Jestem czarodziejem tak jak i ty. Przybyłem tu po ciebie.
– To znaczy... że... wracam? – Łzy zaszkliły się w jej oczach.
– Tak – odparł.
Wtuliła się w jego ramiona i rozpłakała się. Nie były to jednak łzy smutku, żalu czy bezsilności, to były łzy szczęścia jakiego jeszcze nigdy wcześniej w życiu nie zaznała.
***
Szli powoli w stronę Jej domu. Opierała swoją głowę o Jego ramię. "Pachnie kwiatami bzu..." pomyślała. Idąc przy nim ramię w ramię czuła jakieś dziwne ciepło w sercu. Nie zaznała jeszcze nigdy takiego uczucia. Mimo iż było jej nowe i nieznane, było bardzo przyjemne. Było jej dobrze jak nigdy. Szczęście rozpierało jej piersi, ledwo powstrzymywała się od wielkich okrzyków radości. To uczucie owładnęło nią i niosło niczym na skrzydłach. W skrytości serca chciała, aby to uczucie, ta chwila trwała wiecznie...
***
Doszli do jej domu. Stanęli przed drzwiami i patrzyli sobie głęboko w oczy.
– Może... wejdziesz? – zapytała nieśmiało.
– Miałem nadzieję, że o to zapytasz. – Uśmiechnął się odsłaniając równe, białe zęby.
Dom był pusty. Weszli do Jej pokoju. Ona usiadła na łóżku, a On naprzeciw Niej na krześle przy biurku. Wciąż wpatrywał się w Jej zielone oczy. Po długim, pełnym oczekiwania milczeniu Tom odezwał się:
– Pewnie chciałabyś się wszystkiego dowiedzieć. – To było stwierdzenie, nie pytanie.
– Oczywiście, że tak – odparła bez chwili zastanowienia.
– Więc? – zapytał. – Od czego mam zacząć?
– To trudne pytanie. – Uśmiechnęła się nieznacznie. – Ale najlepiej od początku. Więc dlaczego się tu znalazłam?
– No tak – przytaknął. – Zacznijmy od początku, bo od końca byłoby trudno. Twoje narodziny były od dawna przepowiadane przez elfy. Przepowiedziały, że dziewczynka narodzona zimą, w środku eihne, to znaczy pierwszego kwartału roku, będzie obdarzona niezwykłą mocą. Moc ta miała być tak wielka, iż mogła ona zachwiać równowagę w naszym i tak już przesączonym przez magię świecie. Rada Starszych zdecydowała, że najlepszym rozwiązaniem będzie przełamać barierę światów i przenieść cię do jednego z nich. Inaczej nasz świat byłby zagrożony zniszczeniem przez magię, która skumulowałaby się w tobie a ty... – Zawiesił głos jakby przerażony samą myślą. – Rozumiesz chyba, o co mi chodzi?
Przytaknęła. Chłopak pomyślał, że jest strasznie blada.
– Więc, co dalej? – zapytała drżącym głosem.
– Tak więc przy najbliższej okazji, to znaczy wtedy, gdy bariera międzyświatowa była najcieńsza, zostałaś odesłana do innego świata. Nie mieliśmy nadziei, aby była taka możliwość abyś wróciła, jednakże...
– Co?! – Zerwała się na równe nogi, a na jej bladym obliczy pojawiły się wypieki. – Miałam tu siedzieć do końca życia?! Chyba żartujesz! To gorsze niż... niż sama próżnia albo ...!
– Proszę, pozwól mi skończyć – powiedział łagodnie – Tak, rzeczywiście miałaś tu pozostać, ale jest jedna rzecz dzięki, której możesz powrócić. Nauczyłaś się panować nad swoją mocą. Teraz, właściwie dzięki twojemu uporowi i motywacji, możesz wrócić.
Amanda patrzyła pustym wzrokiem przed siebie. W jej nieziemsko zielonych oczach zaszkliły się łzy.
– Tak długo czekałam... – Głos uwiązł jej w gardle. – Tak długo nie wiedziałam nic o sobie... o swoim pochodzeniu... i mogłam nigdy się nie dowiedzieć? – Wzięła głęboki wdech. – A teraz to co nieosiągalne znalazło się w zasięgu mojej ręki... ja... – rozpłakała się. Nie mogła już wytrzymać tego napięcia i potoków łez. Były to szczere łzy szczęścia...
– Proszę. – Podał jej chusteczkę. – Musisz jeszcze chwilkę poczekać. Jest jeszcze coś. Archivald mówił że...
– Co... co ty powiedziałeś? – zapytała wyraźnie zaskoczona. – Archivald? Co on miał z tym wspólnego. Przecież on jest największym magiem zaraz po legendarnym Merlinie i arcykapłance słońca Sonie!
– Tak... widać coś jeszcze pamiętasz – odparł z irytującym Ją uśmiechem. – Archivald mówił, że masz prawo do wyboru. Jeśli byś mimo wszystko wolała tu pozostać...
– Wiesz? Bawi mnie to co mówisz. Przecież dobrze wiesz że wracam z tobą! – odpowiedziała.
– Tak, ale w tym wszystkim jest pewien haczyk. Niestety. – Tom nachmurzył się.
– Haczyk? Gdzie tu może być haczyk? – Amanda niedowierzała. – Jest jakiś warunek względem mojego powrotu? Muszę coś zrobić, albo...?
– Nie, ale... Widzisz, chodzi tu o twoją moc. Może się znaleźć ktoś, kto chciałby ją... ech... ci ją odebrać – wykrztusił.
– A więc to tak? – mruknęła. – To niech wiedzą że nie tak łatwo mnie zniechęcić. Rzecz w tym, że ja tutaj po prostu nie pasuję. Ja tutaj po prostu nie mogę zostać. Ja MUSZĘ wrócić!
– Twoja wola – odparł i uśmiechnął się blado. – Jutro o świcie otworzą dla nas portal. Jutro wrócisz do domu.
– Do domu... – wyszeptała. – Jeszcze nigdy nie miałam okazji wypowiedzieć tego słowa w prawdziwym jego znaczeniu...
– Na tym chyba możemy zakończyć naszą rozmowę – odrzekł wstając z krzesła.
– Nie, to jeszcze nie wszystko. –odparła stanowczo. – Jest jeszcze coś.
– Więc, słucham. O co chodzi? – zapytał nie kryjąc zdumienia.
– Cały czas przychodziły mi do głowy różne formuły, zaklęcia, eliksiry...
– To dlatego że je przywołałaś. Niestety nie potrafię tego wyjaśnić.
– Ach tak... A czemu mimo wszystko nie pamiętałam swojego imienia i innych temu podobnych spraw? – zapytała znowu.
– Może dlatego, bo światy od siebie się oddaliły. Pewnie ostatnio miałaś jakieś przebłyski gdy bariera się zmniejszyła, prawda?
– Tak. Ale przecież jedno zaprzecza drugiemu! – powiedziała zirytowana.
– Tak, to prawda, ale ja ci tego nie wyjaśnię. Nie studiowałem nigdy magii międzyświatowa, nie znam odpowiedzi. Naprawdę nie wiem.
Kiwnęła głową ze zrozumieniem. Nie mogła chyba liczyć na nic więcej.
– Skoro to wszystko to... – Chłopak wstał z krzesła.
– Nie, zostań. – Amanda położyła mu rękę na ramieniu i poczuła znów przyjemne ciepło, które już niegdyś poznała, w tamtym, przeszłym życiu.
Tom spojrzał na nią. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Ona o szmaragdowym, wręcz błyszczącym spojrzeniu, On o głębokich błękitnych oczach. Do pamięci dziewczyny docierały coraz to nowe myśli, wspomnienia, skojarzenia. Świadomość jej poprzedniego życia wracała. Część z owych wspomnień zaowocowała pąsowym rumieńcem na jej twarzy.
– Cieszę się, że to ty po mnie przyszedłeś – powiedziała nieśmiało, wciąż przytłoczona napływającymi z nikąd myślami.
Chłopak wyraźnie się zmieszał.
– Przez ten czas wiele się zmieniło – wyrzucił.
Amanda spojrzała na jego skamieniałą twarz.
– Rozumiem.
Odczuła przemożną chęć zapadnięcia się w tej chwili pod ziemię, zniknięcia na drugim końcu świata. Powinna była się domyślić, że straciła go już siedem lat temu. Głupotą było się łudzić...
– Więc, dlaczego...? – zapytała powoli.
– Dlaczego... to chyba twoje ulubione pytanie.
Spojrzała na niego karcąco.
– Dlaczego to ty przyszedłeś po mnie?
Chłopak spojrzał wymownie w okno.
– Kiedy to się stało, nie miałem już złudzeń, że się jeszcze kiedykolwiek zobaczymy. Długo to trwało zanim znów wróciłem w pełni do życia. Byłaś dla mnie bardzo ważna, zawsze miałem w tobie oparcie, byłaś moją największą przyjaciółką...
– Nie odpowiedziałeś na moje pytanie – wtrąciła.
Odwrócił wzrok od okna i popatrzył Jej w oczy.
– Było wiele powodów.
– To nie jest odpowiedź. – Zaczęła się już denerwować. – Dlaczego nie mógł przybyć, któryś z moich rodziców, albo ktokolwiek z rodziny? Dlaczego ty, skoro nie mamy ze sobą już nic wspólnego? – W jej oczach znów zaszkliły się łzy. Tym razem zawodu.
– Pewnie ci to trudno zrozumieć, ale...
– Nawet nie wiesz jak trudno – mruknęła wbijając wzrok w podłogę.
– Dobrze, chcesz znać powód? – zapytał wyraźnie już zirytowany. – Ale nie miej do mnie pretensji. Trzy lata temu doszło do krwawej rebelii. Wielu ludzi zginęło. W tym twój ojciec.
Amanda stała niewzruszona niczym forteca na wzgórzu. Tom zdziwił się, że tak spokojnie to przyjęła.
– Twoja matka choruje od pięciu lat. Nie może się nadwyrężać, a taka podróż mogłaby być dla niej bardzo ryzykowna.
Dziewczyna głęboko wciągnęła powietrze. Mury twierdzy zaczęły się kruszyć.
– Wiele debatowano na temat, kto powinien się udać w tę podróż, kto powinien cię zabrać. Doszli do wniosku, że będzie dla ciebie najlepiej jeśli przybędzie ktoś, kogo znasz, kto był ci bliski. – Tom westchnął. – Wiele osób chciało się podjąć tego wyzwania. Sara, twoja przyjaciółka, Jess, kuzynka ze strony ojca, z którą spędzałaś niemal każde lato, Kevin... – Zaśmiał się cicho. – Kevin, młodszy brat Victorii. Pewnie się zdziwisz ale podkochiwał się w tobie od kiedy skończył osiem lat. Jak widzisz wiele osób przybyło i chciało cię stąd zabrać, ale wypadło na mnie.
– Ale dlaczego? Dlaczego chciałeś to zrobić? – Już nie było widać łez, jedynie zimną determinację.
– Bo byłaś i jesteś dla mnie ważna. Takich ludzi się nie zapomina. Nigdy. Miałem nadzieję, że zrozumiesz moje decyzje i znów będziemy przyjaciółmi. Widocznie myliłem się. – Odwrócił się do drzwi i nacisnął klamkę. – Jutro o świcie na wzgórzu za miastem. Będę czekać.
– Poczekaj. – Dziewczyna ujęła Jego rękę i powiedziała: – Rozumiem. I przepraszam. To wszystko, ja nie wiem... To wszystko jest takie trudne i nieobliczalne. Jeszcze wczoraj marzyłam o powrocie, a dzisiaj zjawiasz się ty i... Przepraszam i dziękuję.
Tom uśmiechnął się.
– Cieszę się. – Objął ją ramieniem i przytulił.
Amanda pomyślała, że Tom jest jej bratem, którego właściwie nigdy, ani w tym, ani w przeszłym życiu, nie miała.
***
Usiedli przy stole i przygotowali kolację. Dziewczyna pomyślała, że to najpewniej ostatni posiłek w tym więzieniu, jutro rano miała się z niego uwolnić. I pomyśleć, że była skazana na dożywocie...
– Skoro zdecydowałaś się na powrót muszę ci przedstawić ogólną sytuację polityczną i inne... – Głos Toma przechodził gdzieś obok niej. Chłopak mówił o nowych państwach, koloniach, odkryciach w magii łącznej i innych jej dziedzinach. Udawała jedynie, że go Ją to interesuje. Tak naprawdę Jej myśli błądziły gdzie indziej.
– Czy ty mnie w ogóle słuchasz? – Głos chłopaka wyrwał Ją ze świata marzeń.
– Tak... tylko trochę się zamyśliłam – odparła.
– Słuchaj. Naprawdę mi zależy, abyś sobie poradziła. Zaszło tyle zmian, a ty...
– ... jesteś już dorosła. Tak, wiem o tym. Ale musisz zrozumieć, że z teorii nie nauczę się żyć w praktyce. Po prostu muszę się tam znaleźć – powiedziała z uśmiechem.
***
Nad linią horyzontu było widać pierwsze promienie słońca. Granat nieba ustępował powoli, i raczej niechętnie, różanopalcej jutrzence. Stali na wzgórzu. Ona i On. Razem. Każde z nich trzymało w ręku na pozór wypolerowany kawałek drewna – różdżkę. Oboje wpatrywali się we wschodzące słońce. Wymienili jeszcze kilka słów i chwycili się za ręce.
Zamknęła oczy. Ten krok będzie najważniejszym krokiem Jej życia.
Wpatrywał się przed siebie, myśląc o najbliższej, niepewnej przyszłości.
Zrobili krok w przód i przekroczyli barierę. Wracali.

Filipinkaa
5.07.2006, 12:18

Myślodsiewnia

Pseudonim
Twoja myśl

Herbinka

Fajne, w sumie nie ziewałam...=D

19.10.2007, 15:49
Araminta

Hm... Opowidanie fajne. W połowie czytania naszła mnie niepokojąca myśl, że byc może ma to związek z HP, czego bym nie chciała... No wiecie, wygląd tej dziewczyny (czarne włosy, zielone oczy) wielka moc, różdżka. Później ten dialog kobiety, mężczyzny i jakiegoś starca od razu mi się skojarzyło z rodzicami Harry'ego i Dumbledorem. Już z "skwaszoną" miną myślałam, że Amanda to jakaś bliźniaczka Pottera która została odesłana do mugoli ze względu na własne bezpieczeństwo... A później jeszcze ten Tom. Można było pomyśleć, że mimo wszystko Voldemort ją odnalazł itd. Ale dzięki Bogu (a raczej dzięki Filipincee;) wszystko się wyjaśniło w inny sposób. Teraz , kiedy juz wiem o co chodzi jestem pod wrażeniem i gatuluję autorce pomysłu:) Więcej takich opowiadań w SF proszę! Pozdrawiam:D P.S. Teraz powinno byc lepiej =P

7.07.2006, 12:18
Araminta

Heh te moje literówki:p

7.07.2006, 12:15
Araminta

Hm... Opowidanie fajne. W połowie czytania naszła mnie niepokojąca myśl, że byc może ma to związek z HP, czego bym nie chciała... No wiecie, wygląd tej dziewczyny: czarne włosy, zielone oczy, wielka moc, różdżka. Później ten dialog kobiety i mężczyzny i jakiegoś starca od razu mi się skojarzyło z rodzicami Harry'ego i Dumbledorem. Już z "skwaszoną" miną myślałam, że Amanda to jakaś bliźniaczka Pottera o której została odesłana do mugoli ze względu na własne bezpieczeństwo... A później jeszcze ten Tom. Można było pomyśleć, że mimo wszystko Voldemort ją odnalazł itd. Ale dzięki Bogu (a raczej dzięki Filipincee;) wszystko się wyjaśniło w inny sposób. Teraz , kiedy juz wiem o co chodzi stwierdziłam jestem pod wrażeniem i gatuluję autorce pomysłu:) Więcej takich opowiadań w SF proszę! Pozdrawiam:D

7.07.2006, 12:13
Mikolajec

Zapraszam wszystkich na nowe forum dyskusyjne o wszystkim!!! www.ultragalaktyka.fora.pl

7.07.2006, 12:01
Jess

No, od razu lepiej. Wilekie dzięki! <kłania się przed Cudowną Panią Redaktor i całuje rączki> ;)

7.07.2006, 11:18
Filipinkaa

Dziękuję :D (śliczny uśmiech)

7.07.2006, 10:58
A.

Ni przecież zmieniłam.

6.07.2006, 22:12
Jess

Ciesze się ogromnie i z niecierpliwością czekam na przelanie tych błyskotliwych pomysłów na papier. (Może jak ty jako autorka pięknie poprosisz cudną Panią Redaktor to ją zmieni...?)

6.07.2006, 21:50
Filipinkaa

Kot się pisze. Mam już siedem stron kolejnej części, ale do jej końca jeszcze troszkę daleko, ale jako że dzisiaj wróciłam z wakacji, gdzie nabrałam natchnienia i kolejnych "błyskotliwych" pomysłów, mam nadzieję skończyć ten epizod w najbliższym czasie. P.S. Też byłabym za zmianą ikony...

6.07.2006, 21:39