Miłość silniejsza niż śmierć
Na początku chciałabym powiedzieć, co w mojej opowieści zostało zmienione. Otóż, u mnie Syriusz Black nie zginął, a jedynie został ciężko ranny w swej potyczce z Bellatriks, jest również oczyszczony z wszystkich zarzutów, pojawia się też, dawno zaginiona, siostra Jamesa Pottera, co bardzo gmatwa losy wszystkich bohaterów. Proszę nie sugerować się tytułem, bo nie jest to tylko opowieść o miłości między mężczyzną i kobietą, ale też o miłości do rodzeństwa, a także o przyjażni. Nie jest to też romans, na co mogłby wskazywać tytuł. Pierwszy raz piszę opowieść do użytku publicznego i nie za bardzo wiedziałam, jak ją nazwać. No, to zaczynamy! Mam nadzieję, że się wam spodoba.Miłość silniejsza niż śmierć
I tak rozpoczął się kolejny rok nauki w Hogwarcie. Dla Harry'ego te wakacje były bardzo miłe, choć na ich początku nic tego nie zapowiadało. Harry musiał wrócić do Dursley'ów, którzy, choć odrobinę znośniejsi, dalej nie dawali mu spokoju. Poza tym Syriusz, ciężko ranny po walce ze swoją kuzynką, Bellatriks, przebywal w Szpitalu św.Munga, a Harry przeżywał katusze, nie mogąc go nawet odwiedzić. Ale w końcu, po dwóch tygodniach wakacji, szczęście uśmiechnęło się do niego. Dostał sowę od Rona Weasley'a, który donosił, że Dumbledore pozwolił Harry'emu przyjechać do niego na resztę wolnych dni. Weasley'owie zjawili się w domu przy Privet Drive za pomocą proszku Fiuu i w tenże sposób przetransportowali Harry'ego do Nory. Po paru dniach Harry odwiedził swojego ojca chrzestnego i z radością zauważył, że Syriusz wygląda chyba najlepiej od kiedy się poznali. Szybko wracał do zdrowia i z każdym dniem odzyskiwał siły. Poza tym, cała trójka przyjaciół dostała dobre wyniki z sumów, Hermiona oczywiście dziesieć wybitnych.
Niestety, wszystko, co dobre, szybko się kończy. Dwa miesiące minęły jak z bicza strzelił i już wszyscy, włącznie z Hermioną Granger, wsiadali do ekspresu do Hogwartu. Przez całą podróż objadali się słodyczami i cieszyli się z powrotu do tajemniczego zamku. Niedługo potem wysiedli na stacji w Hogsmeade. Podczas jazdy do zamku Harry znów zobaczyl niewidzialne dla osób, które nie widziały czyjejś śmierci, testrale. Wkrótce zobaczyli zamek oświetlony tysiącami świateł. Po wejściu uczniów do środka, wszyscy skierowali się do Wielkiej Sali i po chwili rozpoczęła się ceremonia przydziału.
– Mam nadzieję, że w tym roku będziemy mieć dobre przydziały, jak sądzisz, Harry?– zapytał Ron. – Harry?
Harry, jak co roku, zafascynowany wpatrywał się w sklepienie Wielkiej Sali, ktore było odwzorowaniem nieba nad nim. W tej chwili było usiane gwiazdami, pogodne i czyste.
– Co?– Harry powrócił do rzeczywistości. – Mówiłeś coś, Ron?
– Ron coś paplał o nowych przydziałach – powiedziała Hermiona. – Chodźcie, bo pozajmują wszystkie dobre miejsca.
Gdy wszyscy już znaleźli sobie miejsca i zajęli wygodne pozycje, spojrzeli w stronę stołu nauczycieli. W tejże chwili wstał dyrektor szkoły, profesor Dumbledore, by przemówić.
– Zaczął się kolejny nowy rok szkolny. Ale co wam będę zawracał głowy gadaniem jakiegoś staruszka. I tak nic nie słychać przez to burczenie brzuchów. Zatem, jedzcie i pijcie! – powiedział Dumbledore i usiadł.
Zagrzmiały oklaski, a w sekundę potem na stole pojawiły się przeróżne, wspaniałe potrawy. Harry, Ron i Hermiona wsuwali ile wlazło. Gdy wszystkie talerze zalśniły czystością, Dumbledore wstał ponownie.
– Myślę, że teraz, gdy napełniliście brzuchy, zdolacie wysłuchać mnie przez chwilę. – zaczął dyrektor. – Zacznę od niezbyt miłych wiadomości. Jak wszyscy tutaj wiecie, Lord Voldemort powrócił. – po sali przeszedł cichy pomruk. Dumbledore udając, że tego nie słyszy, kontynuował. – W związku z tym zaistaniała konieczność powzięcia pewnych kroków. Po pierwsze, nikomu nie wolno wchodzić do Zakazanego Lasu bez opieki osoby dorosłej, a i to, tylko w wyjątkowych sytuacjach. Po drugie, najprawdopodobniej zostaną odwołane wycieczki do Hogsmeade. – po tych słowach dało się słyszeć zgodny okrzyk oburzenia bliżniaków Weasley'ów i niezadowalone pomstowanie wielu innych uczniów.
– Zachowują się jak kretyni. Nie rozumieją, że to naprawdę może być niebezpieczne. – Hermiona kiwała głową z politowaniem.
– Po trzecie zabrania się uczniom wychodzenia z zamku po zmroku, nawet jeśli mogą stawać się mniej widzialni od innych. – Harry był prawie pewny, że Dumbledore spojrzał na niego i mrugnął.
– Poza tym, w Hogwarcie zamieszka kilku aurorów, którzy będą dbać o wasze bezpieczeństwo. No, to by było na tyle. A teraz kilka milszych komunikatów. Więc tak: do wszystkich uczniów oraz grup uczniów, którzy otrzymali w zeszłym roku od profesor Umbrige zakaz uczestniczenia w jakimkolwiek przedsięwzięciu szkolnym. Zakazy te zostają zniesione. – wybuch radości na sali zagłuszył słowa dyrektora. – W tym roku jak zwykle odbędą się rozgrywki w quiddichu. A tak... chciałem wam również przedstawić nowego nauczyciela obrony przed ciemnymi mocami, panią profesor Julię Stanford!
Po jego słowach rozległy się skąpe oklaski, gdyż co roku dostawali gorszego nauczyciela obrony przed czarną magią. Wyjątkiem był profesor Lupin, który uczył ich w trzeciej klasie, ale musiał odejść, gdy wyszło na jaw, że jest wilkołakiem. Lecz oklaski zabrzmiały o wiele głośniej, gdy uczniowie zobaczyli, kto będzie ich uczyć w tym roku. Harry'emu ze zdziwienia szczęka opadła, gdy profesor Stanford wstała.
– Jak to możliwe, że jej wcześniej nie zauważyliśmy? – zapytał Ron.
– Ja zauważyłam, bo nie byłam zajęta tylko tym, żeby się napchać. – powiedziała z wyższością Hermiona.
Wielu uczniów w ogóle się nie odzywało, bo wyglądali jak Harry. Profesor Stanford miała około trzydziestu lat, ale wyglądała bardzo młodo. Była wysoka i szczupła, miała krótkie, płomiennorude włosy. Była bardzo ładna.
– Widzę, że spodobała się wam nowa nauczycielka. Mam nadzieję, że będzieci dla niej bardzo uprzejmi i ...
ŁUUP! Coś strasznie walnęło, uderzyło, zazgrzytało, a na środku Wielkiej Sali, w powietrzu, zaczęło się tworzyć coś bardzo podobnego do drzwi. Po paru sekundach nikt nie miał wątpliwości, gdyż były to najzwyklejsze drewniane drzwi, tyle, że wisiały w powietrzu. Wszyscy nauczyciele stali już w bojowych pozycjach, z różdżkami wycelowanymi w dziwny twór. Nagle, na oczach przestraszonych uczniów, drzwi otwarły się z hukiem i wypadła z nich jakaś postać. W chwili, gdy dotknęła podłogi, wszystko ucichło. Drzwi zniknęły, pozostała tylko tajemnicza osoba. Kilku uczniów wydało zduszone okrzyki strachu i trudno im się dziwić, gdyż postać wyglądała strasznie. Gdy wstała, okrzyki przerażenia zmieniły się w okrzyki zdumienia. Była to młoda kobieta, ubrana w wytarte dżinsy i kowbojską koszulę. Całe ubranie, a częściowo ręce i twarz miała zabrudzone błotem i krwią. Włosy miała za ramiona, poplątane i raczej dawno nie myte, przez co nie można było określić jakiego są koloru. Mimo to, poprzez warstwę brudu, kurzu i krwi, na pierwszy rzut oka widać było, że jest to kobieta piękna. W całej jej twarzy tylko niebieski oczy były czyste i Harry pomyślał, że ma ona najpiękniejsze oczy jakie widział. Popatrzyła w stronę stołu nauczycielskiego i nauczycieli stojących w oczekiwaniu na atak, i błękit jej oczu wypełnił się łzami. Wszyscy patrzyli na nią w zdumieniu.
– Kim pani jest? – zapytał profesor Dumbledore. – Proszę odpowiedzieć. – dodał, gdy kobieta nie odpowiedziała.
Dziewczyna, nadal z załzawionymi oczami, spojrzała na niego, a na jej twarzy zagościło coś, co wyglądało na bezgraniczne szczęście.
– Dumbledore... wróciłam... – wyszeptała. – WRÓCIŁAM!!!
Po tym niespodziewanym wybuchu wszyscy już całkiem osłupieli, a nauczyciele ze zdziwienia po kolei opuszczali różdżki. Natomiast dziewczyna, widocznie nie zauważając zdziwienia i zainteresowania swoją osobą, ruszyła w stronę stołu nauczycielskiego.
– Proszę się zatrzymać – powiedział uprzejmie dyrektor, na co dziewczyna natychmiast zareagowała, zatrzymując się, jakby nakaz Dumbledore'a był coś dla niej wart. – Czy może mi pani łaskawie powiedzieć, czy my się znamy? Bo wydaję mi się, że bym panią zapamiętał. – po tych słowach dało się słyszeć kilka cichych chichotów.
– Nie poznaje mnie pan, panie profesorze? Ja pana tak, niewiele się pan zmienił. – odpowiedziała zapytana z uśmiechem.
– Bardzo mi przykro, że panią rozczaruję, ale niestety nie, nie poznaję, pani twarz nic mi nie mówi, a pamięć mam doskonałą.
– A to? – zapytała kobieta. Podchodząc do Dumbledore'a, sięgnęła za kołnierzyk koszuli i zerwała z niej wiszący tam łańcuszek. Gdy stanęła z dyrektorem twarzą w twarz, podniosła rękę z łańcuszkiem do góry. Harry dostrzegł tylko błysk, ale wydawało mu się, że był to jakiś pierścionek lub obrączka.– Czy to też nic panu nie mówi?
Dumbledore wpatrywał się w pierścień jak zauroczony, na jego twarzy malowała się mieszanina bezbrzeżnego zdumienia i czegoś jeszcze, czego Harry nie potrafił opisać. Po chwili, która wydawała się wiecznością, dyrektor zrobił minę jakby się na coś zdecydował i zwrócił się do profesor McGonagall:
– Minerwo, dopilnuj, żeby wszyscy uczniowie trafili do swoich dormitoriów. Muszę was opuścić i porozmawiać z tak niezwykłym gościem.
– Ale Albusie..
– Bez dyskusji. Proszę, daj nam chwilę czasu, powiedzmy godzinkę, i przyjdż do mojego gabinetu. Będziemy czekać na ciebie. Wydaje mi się, że to bardzo ważne.– powiedział Dumbledore, skinął, na wciąż trzymającą w ręku łańcuszek, dziewczynę, razem skierowali się do komnaty za stołem i zniknęli za drzwiami.
Profesor McGonagall bez słowa zaczęła nawoływać o spokój, ale na niewiele się to zdało, bo po wyjściu dyrektora z kobietą, na sali wybuchły rozmowy. Wszyscy byli bardzo ciekawi, kim jest nieznajoma, która pojawiła się w zamku w tak nieprawdopodobny sposób i snuli najdziwniejsze spekulacje. Harry, Ron i Hermiona bez słowa opuścili salę, pobiegli korytarzem i wpadli do pierwszej wolnej klasy, którą napotkali.
– Jak myślicie, kim ona może być? – zapytał Ron, próbując złapać oddech.
– Nie wiem, ale jeżeli Dumbledore uzna za stosowne, to na pewno nam o tym powie. – odpowiedziała Hermiona, ale było widać, że też jest bardzo zaciekawiona. – Gdy zobaczył ten pierścionek chyba faktycznie ją poznał, bo by z nią nie rozmawiał. Tak jakby ten pierścień coś dla niego znaczył. A ty, Harry, co o tym myślisz? – Harry nic nie mówił od kiedy weszli do klasy.
– Nie wiem, ale to chyba dla Dumbledore'a ktoś ważny, tak dziwnie na nią patrzył. Jakby ją bardzo dobrze znał. – zastanawiał się Harry. – Nie mam pojęcia, myślę tak jak Hermiona, że Dumbledore nam powie, jeśli zechce. Na razie chodźmy spać, może jutro wszystko się wyjaśni. – i wyszli, kierując kroki w stronę portretu Grubej Damy. Podali jej hasło (kamienne gargulce) i przeszli przez dziurę pod portretem.
W pokoju wspólnym zebrali się chyba wszyscy gryfoni, którzy przekrzykiwali się i kłócili. Głównym tematem była oczywiście tajemnicza nieznajoma. Przyjaciele szybko przecisnęli się przez tłum, pożegnali się i rozeszli do dormitoriów. Na górze Harry od razu rzucił się na łóżko w ubraniu, myśląc: '' To był naprawdę ekscytujący dzień'' i zasnął.
***
W tym samym czasie Dumbledore intensywnie wpatrywał się w dziewczynę. Patrzył na nią z czymś w rodzaju czułości i troski.
– A więc żyjesz. Wróciłaś. Jak to możliwe, Jessico? – zapytał po chwili milczenia. – Co się z tobą działo? Gdzie byłaś?
– Są światy inne niż ten – odparła dziewczyna nazwana Jessicą, spoglądając na niego. – Nie do końca rozumiem, co się ze mną stało, ale trochę się orientuję. Ale nie to jest teraz najważniejsze. Co się tu dzieje? Długo mnie nie było, nic nie wiem. Co z Voldemortem? Jak tu się sprawy mają?
– Nie jest dobrze. To bardzo długa historia. Mamy teraz masę problemów. Ale o czym ja myślę! – machnął różdżką i cały brud z Jessici i jej ubrania zniknął. – Przepraszam, że o tym zapomniałem. Na starość chyba tracę dobre maniery – uśmiechnął się Dumbledore.
– Nieważne. Panie profesorze, a co z Jamesem? I z Syriuszem? – dodała i lekko się zaczerwieniła. – Jak oni się mają?
– Syriusz w tej chwili leży w skrzydle szpitalnym, tu, w zamku. Nie martw się, już z nim wszystko w porządku. – powiedział szybko dyrektor, widząc jej przestraszoną minę. – Naprawdę nic mu nie jest. – dodał, bo Jessica dalej wyglądała na nieprzekonaną.
– Jutro do niego pójdę. A co z moim bratem?
Dumbledore milczał.
– Coś złego? Proszę mi powiedzieć! Co mu się stało? – Jessica wstała, podeszła do Dumbledore'a i zaczęła nim potrząsać, trzymając go za szatę. – MÓW!!!
– Uspokój się, Jessico. Złość nic tu nie pomoże. Naprawdę bardzo mi przykro. James nie żyje...
– Nie...Nieee... – jęknęła Jessica i osunęła się na podłogę. – Tylko nie on, dlaczego... – Jessica już rzewnie płakała.
Dumbledore złapał ją za rękę i jednym mocnym pociągnięciem postawił ją na nogi i przytulił.
– Wiem, jak się czujesz. Wszyscy przeżyliśmy szok, gdy się o tym dowiedzieliśmy. Wszyscy cierpieliśmy... tak jak ty...
– To jest... to był... mój jedyny brat. Nikt nie może wiedzieć, jak się teraz czuję. – powiedziała przez łzy, jąkając się, dziewczyna. Wyrwała się Dumbledore'owi i podeszła do okna.
– Jest coś jeszcze...
– Jak to? To może być coś gorszego? – zapłakana twarz Jessici była wpatrzona w Dumbledore'a.
– Zaraz po skończeniu szkoły James ożenił się z Lily Evans...
– To było do przewidzenia. Bardzo się kochali.
– Zamieszkali w Dolinie Godryka. I mieli synka...
– Co? James miał dziecko? Gdzie on teraz jest?
– W tej chwili jest tu, uczy się w szóstej klasie. Ale niedługo po jego urodzeniu, dokładnie rok, to się stało. Na skutek pewnej przepowiedni, o której potem ci opowiem, Voldemort przybył do domu twojego brata. James bronił się, kazał Lily uciekać z Harry'm, ale wiesz, że przed Czarnym Panem nie ma ucieczki. Zabił Jamesa, a potem Lily. Oddała życie za swoje dziecko. Potem Voldemort skierował różdżkę na malutkiego Harry'ego i próbował też go zabić. Ale zapomniał o prastarej magii miłości i zaklęcie odbiło się od chłopczyka, trafiając w niego. Harry przeżył, a Voldemort, nie, nie umarł, ale stracił ciało i dużo ze swej potęgi. Mówiłem, że to długa historia, którą usłyszysz innym razem. Teraz nie jest na to czas. Powiem ci tylko, że Harry jeszcze kilkakrotnie zmierzył się z Czarnym Panem i zawsze wychodził z tego cało.
– Musi być niezwykłym chłopcem. – powiedziała Jessica, uśmiechając się przez łzy. – Tak jak James. Bardzo bym chciała go poznać.
– Poznasz go jutro. Teraz musisz wypocząć, a jutro poznasz wszystkie nowiny, o których nie wiesz, a ty opowiesz nam...
W tym momencie drzwi gabinetu otworzyły się i stanęła w nich profesor McGonagall.
– Albusie, co się dzieje? Kim ona jest? – zapytała, zamykając drzwi.
– Minerwo, pamiętasz zaginioną siostrę Jamesa Pottera?
– Tak, ale co to ma wspólnego z ... – profesor McGonagall spojrzała na Jessicę, a potem na Dumbledore'a.
– Oto ona.
– Dzień dobry, pani profesor.
– Jessica? Ale jak... kiedy...o co w tym wszystkim chodzi?
– Jessica wszystko nam opowie jutro. Teraz, gdybyś mogła, znajdź jej jakiś pokój i zaprowadź ją. Myślę, że Jessica zostanie tu na dłużej. – Dumbledore zwrócił się do dziewczyny. – Nie zamartwiaj się tak, Jessico. Teraz się połóż, a jutro spokojnie porozmawiamy. Dobrze?– Jessica kiwnęła głową i wyszła bez słowa za profesor McGonnagall.
***
Nazajutrz rano Harry i Ron wstali wczesnie, szybko się ubrali i zeszli na śniadanie. W Wielkiej Sali spotkali Hermionę, która jadła tosta, czytając Proroka.
– Jest coś nowego? – zapytał Harry, siadając.
– Nie, żadnych nowości. – odpowiedziała Hermiona, pochłonięta lekturą.
Po śniadaniu profesor McGonagall rozdała im plany lekcji. Gdy dawała plan Harry'emu, ten zauważył, że popatrzyła na niego dziwnie. Harry, zirytowany, zapytał:
– Pani profesor, czy coś się stało?
– Nie zadawaj pytań, Potter. Wszystkiego się dowiesz w swoim czasie – powiedziała oschle i odeszła.
– Jak myślisz, czy to ma coś wspólnego z tą dziewczyną? Wszystkiego się dowiesz w swoim czasie.– Ron doskonale naśladował McGonagall.
– Nie wiem, mam nadzieję, że nic gorszego. – odpowiedział Harry, zastanawiając się, o co mogło chodzić.
Pierwszą lekcją było zielarstwo, więc skierowali się na błonia. Gdy wyszli przed zamek, Harry aż podskoczył z radości i od razu zapomniał o McGonagall. W ich stronę, raźnym krokiem, szedł Syriusz, z promiennym uśmiechem na twarzy.
– Syriuszu, co ty tutaj robisz?
– Dumbledore wszczął pewne środki ostrożności i zabrał mnie do zamku ze Świętego Munga. Zostałem oczyszczony z wszystkich zarzutów, już mnie nie poszukują. Dostałem nawet sowę z przeprosinami z ministerstwa.
– To wspaniale! – wykrzyknął Harry. – Zostaniesz tu?
– Cześć Syriuszu. – powiedział Ron i podał mu rękę.
– Jak się czujesz? – zapytała z troską Hermiona.
– Doskonale, dzięki, Hermiono. Tak, na razie zostaję tutaj. Super jest wrócić tu po latach. – Syriusz był naprawdę szczęśliwy. Wyglądał też wspaniale. Miał uczesane lśniące, krótkie, czarne włosy, uśmiechał się, był dobrze ubrany. W tej chwili wyglądał bardzo młodo i przystojnie.
– Jaką macie pierwszą... – Syriusz urwał w pół zdania i wpatrywał się w coś za ich plecami jakby zobaczył ducha. Na jego twarzy pojawiło się zdumienie, a potem niedowierzanie.
– To nie możliwe... – wyszeptał. – To nie może być...
Przyjaciele odwrócili się, żeby zobaczyć, co tak mocno zwróciło jego uwagę, i od razu zrozumieli, na kogo patrzy Syriusz. To była ona, dziewczyna, która wczoraj pojawiła się w zamku, ale wyglądała całkiem inaczej. Była wysoka, szczupła, ubrana w czystą koszulkę i dżinsy. Proste, sięgające za ramiona ciemnobrązowe włosy, miała rozpuszczone. Harry opisał by ją jednym słowem: piękność. Szła wyraźnie w ich stronę, a Syriusz nadal stał jak skamieniały, niedowierzanie w jego oczach powiększało się z każdą sekundą.
– Syriuszu, co się dzieje? Kto to jest? – zapytał zdziwiony Harry.
– Idźcie na lekcję... bo się spóźnicie... – powiedział zduszonym głosem Syriusz, nie patrząc na Harry'ego.
– Ale... – zaczął Harry, lecz Syriusz już szedł w stronę dziewczyny, więc wzruszył ramionami i we trójkę ruszyli w stronę cieplarni.
Syriusz po chwili stanął jakby nie mógł zrobić ani jednego kroku więcej, lecz piękna kobieta była już blisko, chwię potem stali już naprzeciwko siebie, patrząc sobie w oczy.
– Witaj, Syriuszu. – powiedziała cicho Jessica.
Syriusz dalej nie mógł się ruszyć. Patrzył na Jessicę jakby nie dowierzał własnym oczom.
– Kim jesteś? – odezwał się po minucie milczenia i patrzenia.
– Nie poznajesz mnie, Łapo? – zapytała Jessica, przekrzywiając zalotnie śliczną główkę i uśmiechając się uroczo.
– Poznaję, ale... to nie możesz być TY... nie żyjesz od siedemnastu lat... to nie możesz być ty... – głos Syriusza załamał się.
– A jednak to ja.– powiedziała, gładząc Syriusza po policzku i patrząc mu głęboko w oczy. – To ja, Syriuszu...
– Jessi – wyszeptał Syriusz, a chwilę później trzymał ją mocno w ramionach.
Po dziesięciu minutach Syriusz oswoił się z myślą, że siostra jego najlepszego przyjaciela żyje i ruszyli nad jezioro. Rozmawiali o wszystkim i o niczym, jak starzy kumple. Syriusz opowiedział jej ze szczegółami w jakich okolicznościach doszło do śmierci Jamesa i Lily, jak przez dwanaście lat niesłusznie był zamknięty w Azkabanie i o wszystkim, co wydarzylo się potem. Opisał jej też Harry'ego i jego przygody. Kiedy skończył opowieść, było już późne popołudnie, słońce chyliło się już ku zachodowi.
– To wszystko. Teraz twoja kolej, Jess. Mów, co się z tobą działo. – zakończył Syriusz.
– Opowiem ci wszystko po kolei, ale teraz chciałabym porozmawiać z Harry'm. Chyba już na to czas.
Syriusz ociągał się, widać było, że nie chce się z nią rozstawać. W końcu wstał i powiedział:
– Masz rację, już czas. Harry pewnie dawno skończył lekcje. Chodźmy go poszukać.
Ruszyli powoli w stronę zamku, teraz na odmianę milcząc i ciesząc się swoim towarzystwem. Gdy doszli na miejsce, Syriusz zobaczył w odległym kącie dziedzińca Harry'ego, Rona i Hermionę.
– Zaczekaj tu, zawołam go. – odezwał się Syriusz.
– W porządku. – odpowiedziała Jessica.
Syriusz ruszył w stronę grupki przyjaciół. Gdy ci zobaczyli go, zachęcająco pomachali do niego rękami.
– Syriuszu, możesz nam wyjaśnić, co się stało rano? – powiedział Harry, gdy Syriusz stanął przy nich. W tym momencie zobaczył za plecami swojego ojca chrzestnego czekającą kobietę i zamilkł.
– Kim ona jest, Syriuszu? Jest bardzo ładna. – palnął Ron.
– Ron! – ofuknęła go Hermiona i dodała: – Tak, chcemy wiedzieć, kim ona jest i skąd ją znasz?
– Nie teraz, Hermiono. Harry wszystko wam opowie potem. Chodź, Harry.
Harry ze zdziwieniem popatrzył na przyjaciół i ruszył za Syriuszem. Gdy doszli do Jessici, ta uśmiechnęła się do Harry'ego zachęcająco, a on odpowiedział jej tym samym.
– Harry, to jest Jessica. Myślę, że powinieneś z nią porozmawiać. – powiedział Syriusz i odszedł szybkim krokiem.
Harry został sam na sam z Jessicą. Nie wiedział co powiedzieć, a raczej, czy się w ogóle odzywać.
– Cześć Harry. – Harry ucieszył się, że ona rozpoczęła rozmowę.
– Cześć. Syriusz mówił, że powinniśmy porozmawiać, ale nie mam pojęcia o czym. Nie znam pani.
– Mów mi po imieniu. Musimy POWAŻNIE porozmawiać. Przejdźmy się. – odpowiedziała Jessica i ruszyła w stronę błoni, a Harry, coraz bardziej zaintrygowany, poszedł za nią.
Szli w milczeniu i Harry'emu było coraz bardziej głupio. Powoli na błoniach robiło się pusto. Uczniowie, którzy ich mijali, rzucali Harry'emu pytające spojrzenia, a Harry tylko wzruszał ramionami, bo niczego z tego nie rozumiał. Natomiast Jessica zdawała się tego nie widzieć, tak była pogrążona w myślach. Gdy dotarli nad jezioro, Jessica zatrzymała się. Harry zrobił to samo.
– Harry, wiem, że to, co ci zaraz powiem, będzie dla ciebie szokiem. Możesz mieć żal do bliskich ci osób, ale spróbuj ich zrozumieć, oni zawsze chcieli tylko twojego dobra. – zaczęła Jessica.
Harry nic z tego nie rozumiał. Czuł się jak głupek. ''W co ten Syriusz mnie wpakował'' pomyślał. Jessica nic więcej nie powiedziała, więc odezwał się:
– Powiedz wreszcie o co chodzi, nic nie rozumiem. Kim jesteś? Co cię ze mną łączy? I z Syriuszem?
– Syriusz był kiedyś moim przyjacielem, tu, w szkole. Harry... wiem, że to dziwnie zabrzmi, ale... jestem siostrą Jamesa.
Harry'ego zamurowało. Nie docierało do niego nic z tego co powiedziala.
– Słucham? Chyba coś ci się pomieszało. Mój ojciec nie miał siostry, wiedziałbym o tym.
– Właśnie o to chodzi, Harry. James miał siostrę – mnie, tyle, że nikt ci o tym nie powiedział – powiedziała cicho Jessica.
– Kłamiesz! Musisz kłamać! Oni wszyscy nigdy by mnie tak nie oszukali! – Harry nie mógł przyjąć tego do wiadomości. Myśli przelatywały mu w głowie z prędkością światła: ''To siostra mojego taty; to moja ciotka; mam rodzinę; nie, to nie może być prawda; Syriusz by mnie nie okłamał; to ona kłamie; ale przecież Syriusz ją zna, więc musi mówić prawdę; to niemożliwe''. W końcu odezwał się:
– To prawda? Jesteś moją ciotką? Więc ktoś z mojej rodziny żyje?
Harry'emu łzy spływały po twarzy. Jessica podeszła do niego i przytuliła go. Harry poczuł, jakby między nimi przepłynął jakiś prąd, poczuł, że to, co ona mówi jest prawdą, poczuł, że ona też płacze, i mocniej wtulił się w ramiona jego jedynej żyjącej krewnej. Między nimi natychmiast wytworzyła się magiczna więź, więź przyjaźni. Harry nie wiedział jak długo tak stali, a potem zaczęli rozmawiać. Mówili, jakby się znali od lat. Jessica tłumaczyła:
– Nie miej pretensji do nikogo, szczególnie do Syriusza. Przyjaźniliśmy się, na pewno bardzo przeżył moje zniknięcie. Wszyscy mnie szukali, a gdy nie było rezultatów, uznali za zmarłą. Potem Voldemort zabił twoich rodziców i pewnie po prostu nie chciał cię jeszcze bardziej martwić niewyjaśnionymi zaginięciami. Wybacz mu... i wszystkim innym.
– Chyba ich rozumiem. Czasami robimy dziwne rzeczy, żeby nie zranić ludzi, których kochamy, i tym właśnie ich ranimy. Nie mam do nich pretensji. Powiesz mi, co działo się z tobą, gdy zniknęłaś?
– Teraz mogę ci to opowiedzieć w dużym skrócie, już późno.
– I co z tego? Chcę wiedzieć wszystko!
– Harry, cierpliwość to cnota, której ci brak. Kiedyś byłam taka jak ty, ale ludzie się zmieniają. Nie chcę, byś pomyślał, że uważam się za lepszą od innych, przez to, co mnie spotkało. Wolałabym mieć normalne życie, zamiast tego, co teraz mam.
– Świetnie to rozumiem. Mam to samo na codzień. Wszyscy myślą, że ja chce tej sławy, na którą właściwie nie zasłużyłem, myślą, że jestem lepszy od nich i dlatego ciągle się przed nimi popisuję. A ja wolałbym nie mieć tej głupiej blizny, a za to mieć normalną rodzinę. Ludzie często są bardzo głupi.
– Tak, to prawda. Ja jestem teraz silniejsza od wielu czarodziejów na całym świecie. Rzucam zaklęcia nie tylko bez wypowiadania jego formuły, ale też bez różdżki. Właściwie nie wiem, czy rzuciłabym normalnie zaklęcie.
– Jak się tego nauczyłaś?
– Znalazłam się po prostu w innym świecie, bez różdżki. Na początku nie umiałam posługiwać się magią bez różdżki, ale wytrwale ćwiczyłam i udało się. Tak nauczyłam się cierpliwości. Potem spotkałam człowieka, ktory pomógł mi i został moim przyjacielem, a ja jego towarzyszką w jego misji. Wędrowaliśmy razem i pomagaliśmy sobie nawzajem. Po kilku latach poznaliśmy kolejną dwójkę ludzi, wciągniętych tam, tak jak ja. Byli małżeństwem. Potem ten człowiek ściągnął jeszcze chłopca do tamtego świata. Wtedy przyrzekł mi, że zrobi wszystko co w jego mocy, żebym mogła wrócić do domu, do swojego świata. I udało mu się. Wróciłam.
Harry milczał, słuchając tej niezwykłej opowieści. Po chwili zapytał:
– Kochałaś go?
– Kogo?
– No, tego człowieka, z którym żyłaś. Mówisz o nim z miłością. Kochałaś go?
– Rolanda? Nie, byliśmy tylko dobrymi przyjaciółmi, byliśmy drużyną. Kochałam kogoś innego. – odpowiedziała z zamyśleniem Jessica.
Harry nie zapytał kogo, bo czuł, że to byłoby nie na miejscu. Za to powiedział z promiennym uśmiechem:
– Jestem mu bardzo wdzięczny, że pomógł ci wrócić. Na pewno jest dobrym człowiekiem.
– Jest bardzo dobrym człowiekiem, choć trudnym we współżyciu. Strasznie się namęczyłam, zanim go rozgryzłam. Będzie mi go brakować... Ale chodźmy już do zamku, strasznie chce mi się spać – powiedziała Jessica, ziewając.
– Dobrze. Jutro rano pogadam sobie z Syriuszem. – odpowiedział Harry i wybuchnęli śmiechem. Idąc do zamku żartowali i śmiali się, jak dobrzy znajomi. Gdy Harry wszedł do dormitorium, Ron już spał i Harry postanowił, że nie będzie go budzić. ''Opowiem im to jutro'' pomyślał. Leżąc w łóżku Harry po raz drugi w życiu poczuł, że ma rodzinę i zasnął.
***
– CO? To niemożliwe! – Harry właśnie powiedział Ronowi i Hermionie, która wydała ten okrzyk, kim jest Jessica.
– Też nie mogłem w to uwierzyć, ale to prawda. Za dużo dowodów o tym świadczy. Zna ją Dumbledore i Syriusz...
– Właśnie, Syriusz! Dlaczego ci o tym nie powidział? Dlaczego to ukrył? I Dumbledore? I... wszyscy... – wykrzyknęła Hermiona i dziwnie popatrzyła na Rona.
– Harry, moi rodzice też pewnie o tym wiedzieli. Nie wiem dlaczego...
– W porządku. Nie mam do nich żalu. Właściwie po co mieli mi o tym mówić, żebym się dodatkowo martwił. Najważniejsze, że mam teraz rodzinę. Chodźcie na śniadanie. – Harry promieniał szczęściem. Rano po przebudzeniu szczypał się wiele razy, żeby przekonać się, czy to nie był tylko piękny sen.
W Wielkiej Sali jak zwykle panował harmider. Gdy tylko weszli, od razu zobaczyli Jessicę, która pomachała do nich i zaczęła iść w ich stronę. Gdy przechodziła koło stołów, głowy wielu uczniów podąrzały za nią, jak niegdyś za Fleur Delacour. Wyglądała ślicznie.
– Cześć Harry. O, a wy to pewnie Ron, najlepszy przyjaciel, i Hermiona, która wszystko wie. Jessica. – przedstawiła się i uścisnęli sobie dłonie. Ron miał uszy trochę czerwieńsze niż zwykle i wpatrywał się w Jessicę z zachwytem. – Harry, musimy potem pogadać, oczywiście przyjdź z przyjaciółmi, zaraz po lekcjach. Mam coś super, na pewno bardzo się ucieszysz. No, to na razie, muszę lecieć, spieszę się. – powiedziała, uśmiechnęła się i wyszła z sali.
Ron wpatrywał się w miejsce, w którym zniknęła Jessica, a minę miał bardzo głupią.
– Harry, ona jest super! SUPER! Tak samo fajna, jak ładna.
– Och, Ron, daj spokój z tą urodą. Ale naprawdę jest spoko.
– Mówiłem wam, że jest w porządku. – powiedział Harry, uśmiechając się od ucha do ucha.
Pierwszą lekcją były eliksiry. Z ponurymi minami udali się w stronę lochu. Snape otworzył im klasę w chwili, gdy zadzwonił dzwonek. Przy sprawdzaniu obecności jak zwykle zatrzymał się przy Harry'm.
– Potter, słyszałem, że wróciła do nas łaskawie twoja ciotka. W twojej rodzinie nadzwyczaj często zdarzają się cudowne ocalenia. Wiesz chyba, że to cię nie zwalnia z nauki. – wyszyczał zjadliwie.
– Wiem, panie profesorze. – Harry był zbyt szczęśliwy, żeby reagować na złośliwe zaczepki znienawidzonego nauczyciela eliksirów.
Snape'a chyba trochę to zdziwiło, bo przez całą lekcję już się nie odezwał. Po eliksirach mieli pierwszą lekcję z nową nauczycielką obrony przed ciemnymi mocami. Ron nie mógł się doczekać i cały czas ich poganiał. Gdy dotarli do klasy drzwi były już szeroko otwarte. Weszli do środka i zajęli swoje miejsca. Profesor Stanford czekała, aż wszyscy usiądą.
– Witam was. Jak już wiecie, jestem profesor Stanford i będę was uczyć w tym roku. Na początku muszę sprawdzić, jaki jest poziom waszych umiejętności. Na tej lekcji pokażecie mi, co potraficie. Pochowajcie podręczniki, nie będą potrzebne.
Potem sprawdziła obecność i zaczęła się lekcja. Przez całą godzinę rzucali rozmaite zaklęcia. Profesor Stanford z zadowoleniem zatrzymała się przy Harry'm, Ronie, Hermionie i Neville'u.
– Jesteście na wyższym poziomie od reszty klasy. Dlaczego? – zapytała z uśmiechem.
– W tamtym roku ćwiczyliśmy trochę sami. – odpowiedział Harry.
– Bardzo dobrze. Oby tak dalej. – pochwaliła ich i odeszła.
Po lekcjach w Wielkiej sali na przyjaciół czekała Jessica. Nie dała im nawet zjeść kolacji, tylko od razu kazała im iść do jej pokoju. Był jeszcze nie urządzony i panował w nim bałagan.
– Usiądźcie. – wskazała im zakurzone krzesła. Czekali z niecierpliwością. Jessica usiadła naprzeciw nich i spojrzała na Harry'ego. – Harry, mówiłam wam, że mam coś super.
– Tak, pamiętamy. Co to jest? – zapytał Harry, rozglądając się po pokoju.
– Mam pomysł. – powiedziała i zamilkła. Widocznie myślała, że jej słowa wywołają zachwyt w przyjaciołach. – Wiem, jak mogę przywrócić życie Jamesowi i Lily.
Tym razem jej się udało. Dla Harry'ego to było za dużo wrażeń jak na dwa dni. Wybuchnął śmiechem.
– Co ty gadasz? Przecież to niemożliwe. – powiedział i dalej się śmiał, a Ron i Hermiona nieśmiało poszli w jego ślady. Ale Jessica pozostała poważna.
– Dlaczego śmiejecie się z tak ważnej sprawy? Śmiech jest tu raczej nie na miejscu. – powiedziała z wyrzutem. Natychmiast zamilkli. Harry popatrzył na jej piękną twarz i stwierdził, że ona nie żartuje.
– Mówisz poważnie? Moi rodzice będą żyć? – zapytał.
– Najprawdopodobniej, ale chciałam cię wcześniej uprzedzić, że zamierzam to zrobić. Myślałam, że się ucieszysz. – powiedziała z zawodem.
– Ale.. ja się cieszę, tylko nie wiem jak to możliwe. Jak możesz tego dokonać? Nikt tego nie potrafi.
– JA potrafię i zrobię to. Nie mogę powiedzieć jak, ale chcę, żebyście zachowali to w tajemnicy. Harry, jutro lub pojutrze zobaczysz rodziców. Zaufaj mi, gdybym nie była pewna, nie robiłabym ci nadzieji. Teraz już idźcie. I nikomu ani słowa. Dobranoc.
Przyjaciele pożegnali się i wyszli. Harry nic nie mówił.
– Harry, wierzysz jej? Naprawdę jej wierzysz? – zapytała z niedowierzaniem Hermiona.
Harry nie odpowiedział. Zatrzymał się przy najbliższym oknie i wyjrzał na zewnątrz. Nie było nic widać w ciemności, ale Harry'emu nie o to chodziło. Wspominał w myślach tyle co usłyszane słowa: "Jutro lub pojutrze zobaczysz rodziców. Zaufaj mi, gdybym nie była pewna, nie robiłabym ci nadzieji". I Harry zrozumiał, że mówiła prawdę. Coś mu tak podpowiadało.
– Tak, wierzę jej, Hermiono. – Harry spojrzał dumnie w oczy przyjaciółce. – Wierzę w to co mówi. Czuję, że to prawda. Ona potrafi o wiele więcej od nas. Rzuca zaklęcia bez różdżki i w ogóle.
Chodżcie, chce mi się spać – powiedział i ruszył korytarzem. Ron i Hermiona popatrzyli na siebie i poszli za nim. Ale Harry'emu nie chciało się spać, chciał być sam. Długo leżał w łóżku, myśląc o tym, czego się dowiedział. Zasnął dopiero po północy, czując miłe ciepełko w okolicy serca.
***
Mabel
14.06.2006, 15:28
Myślodsiewnia
OK. Rozumiem, że tp Twoje pierwsze literackie dzieło i wogóle, ale wydaje mi się, że powinnaś więcej pisać. Two styl pozostawia wiele do życzenia. Mam nadzieję, że nad nim popracujesz. Powodzenia!
27.10.2006, 15:23Gdybym miała jakąś konkretną minę podczas czytania tego fanfica, to od momentu gdy Jessica wypadła z drzwi w powietrzu można by ją określić jako "podejrzliwe gapienie się na coś". W tym przypadku na ekran. Jestem wymagająca, jeśli chodzi o fanficki HP. Czytałam już wiele takich podobnych do twojego. Gdybym miała wypisać wszystkie błędy i niezręcznie dobrane zwroty, to... No, siedziałabym nad tym dość długo. W każdym razie ten powrót ciotki Harry'ego vel Zakazanego-Tematu-Rozmów-Bo-(Broń-Boże)-Jeszcze-Się-Harry-Dowie-Że-Miał-Ciotkę był dla mnie wystarczająco nieprawdopodobny, ale to "Wiem, jak mogę przywrócić życie Jamesowi i Lily." zwaliło mnie z nóg.
16.08.2006, 00:36wszystko fajnie tylko nie mozliwe jest to ze rodzice harergo ozyja było by to strosznym błedem rowling jak by tak napisała nie mam nic do wskszeszenia Suriusza bo tez go bardzo lubie moze on sie tez ozenic z siostra ojca harrego to nie jest zły pomysł ale mam nadzieje ze wymyslisz jakis zaskakujacy poczatek taki nie do przewidzenia :) dopisałabym jeszcze jakis dłuzszy kawałek o wakacjach harrego. musisz tez popracowac nad atmoswera w hogwarcie bo przeciez "sam wiesz kto powrocił" nie moze byc tak ze wszyscy sa happy :) mysi byc cos tajemniczego i strasznego ;] no i nad ta nauczycielka od czarnej magi tez bym troszeczke popracowała :) musi miec cos w sobie innego niz wszyscy troche tajemnicy jak jej poprzednicy :) pozdrawiam...trzymaj tak dalej i pisz bo dob rze ci to wychodzi :)
15.07.2006, 14:01Całe to opowiadanie jest zbyt... nierealne. Pojawia się siostra Jamesa, wrócą rodzice Harry'ego... aż głowa boli. Sądzę, że piszesz za lekko - jeśli wiesz co mam na myśli. Omijaż ważne spwary, popełniasz też podstawowe błędy. Za mało opisałaś wakacje. Nie podoba mi się też pomysł umieszczenia Syrtiusza w Mungu. Po myślniku zawsze spacja. Dumbledore nie mówi na Voldemorta "Czarny Pan"! Tak mówią o nim śmierciożercy! Żle rozagrałaś scenę powrotu. Poza tym jestem pewna, że dyrektor by ją pomiętał. Głupie ma imię. Radzę Ci, abyś uważała bardziej na szczegóły. Pamiętaj, że jest wojna! U ciebie się tego nie wyczuwa. Uczniowie są radośni, żadnych zniknięć, morderstw... Przemyśl to.
5.07.2006, 15:20Syriusza wskrzesiłam, bo to mój ulubiony bohater. A co do oszpecenia, to się nad tym zastanowię, niezły pomysł ;)
30.06.2006, 19:29to jest coś takiego, jakbym to przeczytała już dawno temu i nie mogła sobie przypomnieć gdzie. zrzynasz od Rowling nawet jej styl pisania. wkurza mnie po raz kolejny, że główne bohaterki sa piękne(w tym przypadku jedna z nich). w nastepnej części weź ja oszpeć.
28.06.2006, 10:01Mary Sue to bohaterka idealna. Najczęściej alter ego osoby, która ja tworzy. Jest piękna, ma niezwykłe moce, niezwykły wygląd jest siostrą/córką/dziewczyną jednego z głównych bohaterów kanonicznych. Najczęściej Syriusza, Voldemorta, Jamesa, Remusa, Snape'a. Najczęściej wszyscy bohaterowie zakochują się w niej na zabój, a ona łamie im serca/ginie w ochronie jednego z nich/zbawia świat i wszyscy po niej płaczą. Zmienia Dracona i Snape'a w miłych i sympatycznych ludzi. Najczęściej występuje w debiutach, a jej prawdziwa eksplozja jest na blogach (o zgrozo!) U ciebie Mary Sue to bezsprzecznie siostra Jamesa Mam nadzieję, że rozjaśniłam sytuację. Co do opowiadania to typowy marysuowaty fanfik, jaki zwykle piszą początkujący. Syriusz zyje siostra Jamesa i jednocześnie dziewczyna Blacka też, a James i Lilka zmartwychwstaną. Black i Potterówna wezmą ślub i dochowają się gromadki dzieci, Lily i James stworzą szczęśliwą rodzinkę z Harrym i koniec bajki. Fabuła oklepana jak na razie i nudna. Życzę weny i powodzenia w dalszym pisaniu Innene z jaskini za Wodospadem Niruel.
21.06.2006, 21:04Czy mogę wiedzieć, co to jest ta Mary Sue?
20.06.2006, 19:28Mi się rzucił w oczy taki błąd, jeszcze chyba przez nikogo nie wytknięty... "Po kilku latach poznaliśmy kolejną dwójkę ludzi, wciągniętych tam, tak jak ja. Byli małżeństwem." - Z tych 2 zdań zrozumiałam, że Eddie i Susannah byli małżeństwem już kiedy trafili do... eee... świata Rolanda ;/ A jeśli dobrze pamiętam, trochę czasu mineło do ich zejścia... Może zmylić czytelników, którzy nie czytali MW Kinga . Nie czepiając się takich drobnych szczegółów (typu zmylenie czytelników co do daty ślubu Eddie'go i Susannah, zmylenie czytelników co do daty opuszczenia przez Wealey'ów Hogwartu) opowiadanie było nawet dobre. Wyeliminować jeszcze tylko te 3 Mary Sue (z czego jedna płci męskiej ;))...
19.06.2006, 19:12A kto mówi, że za pomocą magii? Sciągnie ich z równoległego świata, gdzie dalej żyją. Oczywiście ja tylko sugeruję, nie mówię, że tak musi być. To co się stanie zależy tylko od autorki tego opowiadania.
19.06.2006, 18:28